, opublikowano
Naukowcy z The Pennsylvania State University pobrali 823 próbki z 17 wierceń zarówno na północnej jak i południowej półkuli. Szukali skamieniałości po nanoplanktonie (to takie małe kreaturki o rozmiarach od kilku do kilkunastu µm. Pełno ich w każdym oceanie). Szczególnie interesowały ich warstwy na granicy kredy i paleogenu. To własnie wtedy szlag trafił 93% planktonu co pociągnęło za sobą załamanie się praktycznie wszystkich morskich łańcuchów pokarmowych i wielkie wymieranie (w świadomości publicznej ten epizod łączony jest z wyginięciem dinozaurów).
Analiza krateru na Półwyspie Jukatan pozostałego po uderzeniu asteroidy odpowiedzialnej za całe zamieszanie, pokazuje, że wspomniana Nemezis weszła w atmosferę nad półkulą południową i lekko zbaczając na zachód, łupnęła na wspomnianym półwyspie na półkuli północnej. Cały problem w tym, że wytłukła więcej niż to wynika z wyliczeń.
Naukowcy zebrane dane o nanoplanktonie tym razem analizowali odrębnie dla każdego odwiertu. Ta metoda pozwoliła ustalić, że poziom wymierania koreluje z szerokością geograficzną. Najwyższy wskaźnik wymierania był na półkuli północnej w okresie tuż po upadku asteroidy. Wszystko na razie się zgadza. Wielomiesięczny okres odcięcia od światła wywołany zapyleniem atmosfery zagłodził plankton. Jednak w oceanach ciągle było bardzo dużo składników odżywczych, które powinny pozwolić odbudować się ekosystemowi, jak tylko powróci słońce. I faktycznie, odbudował się. Tyle że na półkuli północnej trwało to znacznie dłużej, niż wynikało to z modeli i znacznie dłużej niż ten sam proces zajął na półkuli południowej.
Teoria mówi, że opóźnienie w odbudowie było spowodowane zakwaszeniem wód oceanów po opadnięciu pyłów wyniesionych do atmosfery przez impakt. Tylko, ze to nie wyjaśnia dlaczego opóźnienie było różne na półkuli południowej i północnej. Prądy morskie dosyć skutecznie mieszają wodę. Tyle, że mamy tu jeszcze jeden czynnik. Ciężkie metale.
Najwyraźniej asteroida wpompowała do atmosfery w trakcie impaktu ogromne ilości miedzi, chromu, aluminium, rtęci i ołowiu. To wszystko rozpuściło się w wodzie morskiej i osiadło na dnie w ilościach śmiertelnych dla planktonu. Nawet nieszkodliwe metale jak żelazo, cynk i mangan osiągnęły poziom stężenia w którym zabijały delikatny plankton. Osady tego typu już nie tak łatwo przemieścić siłom natury.
Kto głosował na tę wiadomość
- Hans,
- lech,
- E.Eri,
- wimmer,
- sumas,
- panasmaras,
- Michał Sz.,
- ekolog,
- szuu,
- Setaarius,
- Adam_Jesion,
- Rodan,