Na samym początku wakacji jeden z moich znajomych oznajmił mi, że z terenów Katowic i najbliższych okolic był w stanie dostrzec Tatry przez lornetkę. Pomyślałem... ciekawe wyzwanie i zainteresowałem się, jak będzie to wykonalne empirycznie, gdyż teoretycznie nie ma ku temu przeciwwskazań.
Pierwszym celem okazała się dla mnie jednak Babia Góra - w myśl powiedzenia od nitki do kłębka... Fartownie udało mi się załatwić ze znajomym pozwolenie na wejście na wieże telewizyjną w Mysłowicach - Kosztowach (ok. 370 m wysokości!). Co prawda nie na jej szczyt, ale do 3/4 wysokości - tak na marginesie... będąc na 200. metrze ręce mi już odpadały (wchodzi się tam po drabinie) a każde skierowanie wzroku w dół kończyło się przypomnieniem, że w żołądku trawił mi się jeszcze obiadek. Widok z platformy widokowej - boski, wręcz nie do opisania. Oczywiście dzień należał do tych wietrznych, więc wieża tańczyła tak bardzo, że od czasu do czasu pytałem się mojego towarzysza, czy oby sie ona nie wywróci. Ale do rzeczy - z samej wieży widać m.in. Bielsko i wszystkie miejscowości i miasta, które pokonujemy jadąc z Katowic do Bielska. Gołym okiem dostrzec można wieżę na górze Skrzyczne i z ciekawszych Pilsko. W tle majaczyły mi jeszcze jakieś wzniesienia, ale aż tak dobrze nie znam Beskidów, aby powiedzieć po konturze co jest czym. Niestety jednak nie udało mi się zobaczyć (a może jednak udało, ale o tym nie wiem) Babiej Góry, która była moim pierwotnym celem wyprawy. Co do samych Tatr to nie jestem pewien - patrząc się w stronę, gdzie teoretycznie powinny one być, widziałem coś trójkątnego w oddali, ale bez lornetki nie było mowy, żeby potwierdzić to w jakikolwiek sposób. Dodam może jeszcze, że dzień należał do tych pochmurnych i wiodczność obiektów z takiej odległości była bardzo słaba.
Nie zniechęcony tą porażką - choć jednocześnie niezwykłym przeżyciem - udałem się na hałdę węglową koło Wzgórza Wandy, pomiędzy Kostuchną i Murckami. Bezwzględna wysokość jej szczytu to ok. 276 m, więc jest to jeden z najwyżej położonych punktów w regionie. Tym razem uzbroiłem się w bina 26x70 i 25x100, statyw, mapę Beskidów i optymistyczny nastrój. Pogoda całkiem niezła, choć na horyzoncie chmurki zlewały się lekko z górami, a przejrzystość powietrza pozostawiała wiele do życznia. Na pierwszy ogień poszła wieża na Skrzycznem, która w 70 i 100 z racji na podobne powiekszenia wygląda bardzo podobnie. Setka pozwoliła na dostrzeżenie niedawno postawionej 20. m wieży widokowej na Klimoczku i zabudowania w Bielsku (przypominam, że to ok. 70 km od miejsca, w którym się znajdowałem!). Przy okazji porozpoznawałem z mapką większość widocznych szczytów Beskidów, ale Babia ciągle była poza zasięgiem. Wschodni horyzont zasłaniały mi korony drzew wchodzących w skład Murckowskiego Rezerwatu Przyrody (to się jakoś tak nazywało), a to właśnie tam znajdować się miały upragnione Tatry. Szczęsliwie jednak w jednym miejscu
Tym nie mniej pozostał niesmak, ponieważ ciągle nie jestem w stanie zlokalizować miejsca w regionie, z którego można zapolować na tatrzańskie szczyty. Owa hałda byłaby, przy idealnych warunkach atmosferycznych, dobrym ku temu miejscem, gdyby nie zasłaniające wschodni horyzont drzewka. Dlatego też kieruję do Was to pytanie - czy ktoś z Was zna miejsce, z którego mogę poszukać Tatr albo też takiego, gdzie południowo-wschodni horyzont nie byłby niczym zasłonięty? Za znalezienie zguby oferuję nagrodę
Pozdrawiam obserwacyjnie,
Mateo
Zaloguj się
Rejestracja
Pomoc




Do góry


















