ekolog, o 16 sierpień 2011 - 10:37 , powiedział:
Na jakich zasadach Wy współistniejecie? Rozumiem, że na ręce ich nie bierzesz ale prawie, prawie
i de facto wszystko im zorganizowałeś?
Tym krukom znaczy kawkom (srokom)?
A reagują na jakieś polecenia albo "żądają"?
Kruki już latają, codziennie rano o piątej trzydzieści wrzeszczą i pukaja w okno. Na ręku też lądują, a jakże, chociaż samczyk woli trzymać dystans (podchodzi, zaczepia, przylatuje na imię ale nie chce wejść na rękę), samiczka jak tylko może włazi na głowę.
Kawka której na zdjęciach nie ma jest najbardziej udomowiona, bo sypia w domu. Zaczepia domowników i rozwiązuje sznurówki.
Sroki były wredne ale już założyły rodziny i się wyprowadziły więc widujemy je od wielkiego dzwonu.
W rehabilitacji jest jeszcze jedna sowa z opuchniętym skrzydłem (ta boi się bardzo ale to nie krukowate one się raczej nie oswajają) i dwie kawki (już niestety oswojone) z których jedna nie będzie latać.
W maju wyprowadził się przezimowany bocian, czasami go widujemy na łące.
Taki stan rzeczy jest wynikiem chorego systemu prawnego i braku dofinansowania azylów dla dzikich zwierząt. Rezultat? 1) zaprzyjaźniona ekostraż może przeprowadzić interwencję ale ze zwierzęciem nie może nic zrobić, bo - 2) prowadzący azyl znajomy weterynarz ma klatki przepełnione i nie ma pacjenta gdzie umieścić. No i trafiają do wolontariuszy na szarych papierach (spisuje się tzw akt adopyjny) Czasami delikwent jest w miarę dziki (bocian) i się wyprowadza; czasami trafia jako pisklę (kruki, kawka) i zostaje bo się oswaja i przywiązuje (Choć kruki i tak spędzają większość czasu na oblatywaniu terenów.)
Jak będę miał czas wrzucę jakieś zdjęcia z kruczo-kawczej sesji.
Użytkownik przyssawka edytował ten post 16 sierpień 2011 - 22:21