Ledwie westchnąłem o tęsknocie do obserwacji i Niebiosa się zlitowały.
Nad wieczorem chmury zaczęły się rozchodzić, Księżyc wzeszedł, tuż za nim Jowisz.
No to ja łaps za lornetkę (statyw, żuraw, leżak) i na balkon. Ciepły wieczór, przez pasemka chmur prześwieca wyraźnie i Księżyc i Jowisz, a nawet jego dwa księżyce. Pozostałych praktycznie nie było widać przy takiej iluminacji – przecież wszystko na raz jest w polu widzenia lornetki 15x70.m
Dwa dni przed pełnią ciekawie prezentują się zachodnie rejony tuż przy terminatorze.
Jadąc od południa (od dołu) widzę olbrzymi krater Schickard, niemal porównywalny z Morzem Wilgoci
(Mare Humorum). Dno też ma gładkie, wylane lawą.
W okolicach równika charakterystyczny „bałwanek” (łańcuch Grimaldiego), złożony z gigantycznego krateru Grimaldi, wielkiego Heweliusza i mniejszego, acz głębokiego, Cavaleriusa.
Bliżej północy, za zatoką Tęcz
(Sinus Iridium), widać obszar morza - zachodni rejon Morza Zimna
(Mare Frigoris). Za nim wyjątkowo piękny krater z centralną górą. Zidentyfikuję go później, jak wróci do mnie mapa Księżyca chwilowo wywieziona na wieś.
Przejrzyste chmurki wędrują na zachód, wśród nich dryfuje Jowisz. Ze swoimi dwoma poziomo i symetrycznie ułożonymi księżycami kojarzy się z lemowską stacją Solaris, płynącą nad tajemniczym, żywym Oceanem.
Ciekawe, dlaczego kilkadziesiąt lat temu statki kosmiczne często wyobrażano sobie w postaci pierścienia, niekiedy z częścią centralną połączoną „szprychami”. Wczorajszy Jowisz z księżycami pasował jak ulał do tej wizji rodem z Lema i Tarkowskiego (reżyser pierwszej ekranizacji Solaris).
Widziany przy innej okazji przez pilota Pirxa statek z głębin Wszechświata też zdaje się tak wyglądał.
Chmury jednak gęstnieją, najwyraźniej Ocean się burzy.
Pora iść spać.
Uzupełnienie:
Ten wielki, piękny krater na północny zachód od Zatoki Tęcz to Pitagoras, zaś morski obszar pomiędzy nimi to raczej Zatoka Rosy
(Sinus Roris), przynajmniej według mojej mapy.
Użytkownik Janko edytował ten post 16 maj 2011 - 13:10
Kiedy śledzę obiegi gwiazd, tudzież powroty ich, już nie dotykam ziemi...