Lubię Księżyc w okolicach dwóch dni po pełni. Może dlatego, że wyraźnie gołym okiem widać, że Srebrny Glob jest już na swej drodze do nowiu, a może dlatego, że jest wtedy okazja przyjrzeć się fantastycznym tworom blisko wschodniej krawędzi jego jasnej tarczy.
Na pierwszy rzut oka rzucają się cztery wielkie kratery zakłócające łuk terminatora pośrodku globu: Langrenus, Vendelinus, Petavius i Furnerius, pierwszy i trzeci z nich wyraźnie pokazują górkę centralną. Punkt światła sugeruje też górkę w Vendelinusie, ale mapa pokazuje, że raczej jest to światło odbite od ściany jednego z mniejszych kraterów wewnątrz niego. Rzucam okiem nieco bardziej na zachód, szukając pierwszego cienia Rupes Altai, ale bezskutecznie. Wyraźnie za to jest widoczna Valis Rheita, dolina o długości prawie pół tysiąca kilometrów, choć jutro będzie z pewnością dużo wyraźniejsza.
Mare Crisium zaczyna nurzać się w cieniu. Wschodni brzeg niknie w ciemności za terminatorem podczas gdy zachodni rzuca już bardzo wyraźne cienie, dodając pięknej plastyczności Morzu Przesileń. Próbuję wypatrzeć Dorsum Oppel, grzbiet przy zachodnim brzegu, ale chyba widzę tylko Yerkesa i pomniejsze kratery na północ od niego. Kolejne dwa małe kratery w tej okolicy przykuwają moją uwagę - Picard, mały samotny dołek na wschód od Yerkesa i Proclus leżący tuż na zachód od Mare Crisium - nie do końca plastyczny, ale zaznaczający swoją obecność jasną plamą światła.
Powyżej Herkules i Atlas nabierają powoli cienia, a Endymion łapie ostatnie już promienie Słońca na najbliższe pół miesiąca. Kieruję wzrok na centralną część Srebrnego Globu.
Apeniny zdają się tworzyc jasną, czasami rwaną kreskę z najwyższych wyniesień, poniżej widać trzy ciemne placki w okolicy Sinus Medii. Powyżej Mare Imbrium jak zawsze wybija się Platon, wyraźny za sprawą swego ciemnego dna. Na południu promienisty Tycho nie pozwala myśleć o sobie inaczej, jak tylko o biegunie księżycowym z którego wychodzi siatka południków wyrysowana tysiące lat temu przez kosmicznego kartografa. Próbuję jeszcze - bezskutecznie - wypatrzeć wzniesienia Kordylierów na zachodniej krawędzi globu, ale przy tej fazie i przy zaledwie piętnastokrotnym powiększeniu jest to raczej niemożliwe.
Chwilę zatrzymuję się na pozornie nudnych bezkresach Oceanu Burz i nie mogę się nadziwić bogactwu kolorów na pozornie szarym wielkim placku zajmującym prawie czwartą część zachodniej półkuli Księżyca. Czasem Ocean wpada w niebieskawy odcień, czasem jego szarość żółcieje a w jeszcze innym miejscu zdaje się przebijać coś zielonkawego. Okazuje się, że i centralnie oświetlony bezkres ciemnej lawy może przykuć uwagę nie gorzej niż kontrastowe okolice terminatora.
"Tylko" lornetka, okolice pełni i pół nieba w chmurach. Jeśli brzmi to jak przepis na porażkę obserwacyjną, to czemu jest tak pięknie?
Użytkownik panasmaras edytował ten post 15 wrzesień 2011 - 16:50