Astronomia i Astrofotografia - Astropolis.pl: Komety - inne od innych - Astronomia i Astrofotografia - Astropolis.pl

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Komety - inne od innych Oceń temat: ***** 1 głosy

#1
Użytkownik jest niedostępny   Hermes1937 

  • Astro-Forum.org
  • PipPipPipPipPipPipPipPip
  • Grupa: Społeczność Astropolis
  • Postów: 540
  • Dołączył: 07-wrzesień 08
  • Skąd:Warszawa

*
Popularny

Kometa McNaughta (C/2006 P1)


14 styczeń 2007 roku nie zapowiadał takiej niespodzianki, jaka czekała obserwatorów komety McNaughta. Przed południem dostałem informację, że kometa może być widoczna w dzień nawet gołym okiem - a to było dokładnie 2 dni po przejście komety przez peryhelium.
Prędko "złapałem" aparat i wyszedłem przed dom. Wiedziałem, gdzie jest kometa względem Słońca - na podobnej wysokości co Słońca, 6 stopni na lewo od niego. Niestety zaczęły się problemy ze wybraniem właściwego miejsca do znalezienia komety przez lornetkę czy jej sfotografowania. Niskie domy nie dawały osłony przed Słońcem, a prawie wszystkie wieżowce były tak położone względem ulic i chodników, że znajdowały się na lewo od Słońca (czyli zasłaniały kometę, a nie Słońce). Jak już znalazłem "odpowiedni" wieżowiec, to obok niego rosły drzewa... Wreszcie znalazłem jeden 10-piętrowy budynek, który zasłonił Słońce, a nie miejsce, gdzie była kometa. Znów pechowo - Słońce ledwo się chowało za krawędź budynku (a nie mogłem się przesunąć jeszcze bardziej w bok, bo stałem przy ogrodzeniu posesji...)

Niestety pogoda zaczęła się "psuć" i mimo w miarę czystego nieba musiały pojawić się rzadkie cienkie chmury (lub wilgoć w powietrzu), bowiem niebo w promieniu wielu stopni od Słońca było jasne i białe...
Obserwacje lornetką nie dały wyników, a więc skupiłem się na zdjęciach, które robiłem seriami po kilka, zmieniając czas naświetlania. Po kilkunastu minutach obszedłem całe osiedle w poszukiwaniu lepszego miejsca - niestety widoczność nieba była coraz słabsza, pojawiło się więcej chmur.

W domu zacząłem uważnie przeglądać zdjęcia i ku zdumieniu na prawie każdym zdjęciu zauważyłem nie jedną kometę, a co najmniej kilka i to dość jasnych i dużych... Wyglądało to na pyłki, ale nie z drzew - był przecież styczeń. Być może ktoś trzepał na balkonie poduszki...
Dopiero porównując kilka zdjęć zauważyłem, że jedna "kometa" jest na tym samym miejscu na różnych zdjęciach, a w powiększeniu widać było głowę komety i słaby warkocz.

Oczywiście, trudno się zachwycać tym zdjęciem, ale na przestrzeni kilkudziesięciu lat - począwszy od mojej pierwszej - z kwietnia 1957 roku (kometa Arenda-Rolanda) widziałem już kilkadziesiąt komet (oczywiście wizualnie, nie na zdjęciach w internecie !!), ale żadnej w dzień, tak blisko Słońca. Pomijam kometę Ikeya-Seki z 1965 roku - w Polsce chyba nie widział jej nikt: lepsze warunki były np. w Japonii (a nie w Europie), poza tym żadne media o tej komecie nie poinformowały "na czas"
Również o komecie McNaughta media nie poinformowały "na czas" (może były jakieś wyjątki). W Warszawie pierwszą widoczną informacją był artykuł zaczynający się: "Przeleciała nad Krakowem - widoczna w Australii" i zdjęcie komety widocznej na płd, półkuli Ziemi. Napisałem do redakcji tej gazety, dlaczego nie poinformowali o niej wtedy, kiedy na początku stycznia była widoczna (wieczorem) gołym okiem. Po kilku dniach dostałem odpowiedź - jeden z powodów: nie mieli miejsca na taką informację...

Widziałem już
- jasną kometę, której jądro rozpadło się na 4 części (pośrednio widziałem to w teleskopie - podczas analizy obserwacji pozycyjnych, jakie wykonywałem wówczas w SOPiZ PTMA, pod naukową opieką doc. Macieja Bielickiego),
- kometę, której ruch własny był większy od Księżyca, a głowa miała rozmiar (widomy) większy od tarczy Księżyca,
- kometę która była tak jasna, że jej warkocz był widoczny w samochodzie w centrum Warszawy,
- słynna kometę, obserwowaną od kilku tysiącleci (którą badało w pobliżu aż 5 sond kosmicznych !),

ale to była pierwsza, podczas której fotografowania musiałem stosować migawkę... 1/4000 sek, aby jej nie prześwietlić (właściwie tła nieba). :Boink:

Na zakończenie przypomnę najważniejsze parametry orbity komety McNaughta:
T = 12-01-2007 (data peryhelium)
q = 0.17109 AU (odległość peryhelium)
e = 0.99994
i = 77.8 st,
z tych danych wynika odległość komety w aphelium - aż 5900 AU i "spory" czas obiegu P = 160200 lat.

Na zdjęciu - kometa McNaughta o godz. 12:52 CSE.
Załączona grafika: kometa.jpg
Na dole zdjęcia powiększony i skontrastowany obraz komety którą wskazuje cienka czerwona linia (lepiej widać kometę, kiedy jej obraz przesuwa się w pionie na monitorze). Słońce było tuż za brzegiem budynku.
+11

#2
Użytkownik jest dostępny   Robert Bodzoń 

  • Astro-Forum.org
  • PipPipPipPipPipPipPipPip
  • Grupa: Moderator
  • Postów: 4079
  • Dołączył: 23-grudzień 05
  • Skąd:Jarosław
To rzeczywiście była niezwykła i niezapomniana kometa. Dodaję swoje wspomnienia :)

10.01

O tym, że kometa jest tak jasna dowiedziałem się dwa dni temu. Do dzisiaj miałem pochmurną pogodę i żadnych szans na obserwację. Gdy przed 15-tą wyszedłem z pracy większa część nieba była bezchmurna (zgodnie z prognozą ICM-u). Ale ponieważ pracuję 35 km od miejsca zamieszkania, więc nie byłem pewny, co zastanę w domu.

Do Jarosławia dotarłem niemal dokładnie o zachodzie Słońca i zaraz po wejściu do domu złapałem za lornetkę i podszedłem do okna. Początkowo szukałem zbyt w kierunku Wenus i myślałem, że kometa jest jeszcze niewidoczna. Dostrzegłem ją około 16:10 i obserwowałem do momentu, aż schowała się za drzewo, czyli przez ponad 20 minut.

Jest naprawdę urocza. Jej jasność oceniłem na ok. -2,5 mag., czyli jest najjaśniejszą z komet, które widziałem. Mam już "zaliczone" komety: Halleya, Enckego, Hale-Bopa, Hyakutake i wiele innych i bardzo bym żałował, gdybym nie dostrzegł tej. Ale zobaczyłem i tylko żałuję, że za kilka dni będzie już wspomnieniem. Szkoda, że nie jest widoczna na nocnym niebie, gdyż na pewno stałaby się sensacją. A tak mało kto o niej wie, a jeszcze mniej osób zobaczy. Może mnie uda się choć jeszcze raz.

W czasie obserwacji na niebie było trochę chmur, ale w rejonie komety jedynie wąskie pasma cirrusów. Co ciekawe kometa chowając się za nie wciąż była doskonale widoczna. Obserwowałem ją przez lornetkę 7x50 oraz gołym okiem.

14.01

Widziałem ją w środę i myślałem, że to pierwsza i ostatnia obserwacja. Ale na szczęście się pomyliłem.
Zobaczyłem ją ponownie dzisiaj o 15:30, a więc, gdy Słońce było 2° nad horyzontem, ale u mnie schowane już za blokiem. Początkowo obserwowałem lornetką 7x50, a później lornetką 12x60. Patrzyłem z pokoju przez szybę, gdyż na zewnątrz wiał silny wiatr.

Była wspaniała przejrzystość. Większa część nieba pokryta była ciemnymi chmurami, ale nad wspomnianym blokiem był pas bezchmurnego nieba. Na granicy chmur i czystego nieba widoczne były obłoki iryzujące (!), a kilka stopni od nich mgiełka komety. Szkoda, że nie mam odpowiedniego aparatu, żeby uwiecznić ten wspaniały obraz. Patrzyłem zauroczony kilka minut, gdy obraz zaczał się pogarszać. Dlaczego? Po szybie zaczęły spływać krople deszczu.
+8

#3
Użytkownik jest niedostępny   Hermes1937 

  • Astro-Forum.org
  • PipPipPipPipPipPipPipPip
  • Grupa: Społeczność Astropolis
  • Postów: 540
  • Dołączył: 07-wrzesień 08
  • Skąd:Warszawa
Witam,

A najładniejsze - oczywiście moim zdaniem - dzienne zdjęcie tej komety wykonał dzień wcześniej (13 stycznia) Stefan Seip w Niemczech. A opublikował nie kto inny, jak David Levy... :)

Załączona grafika: CometMcNaught_seip.jpg
Tyle, że zdjęcie wykonane za pomocą refraktora i z filtrem polaryzacyjnym.
+1

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych