14 styczeń 2007 roku nie zapowiadał takiej niespodzianki, jaka czekała obserwatorów komety McNaughta. Przed południem dostałem informację, że kometa może być widoczna w dzień nawet gołym okiem - a to było dokładnie 2 dni po przejście komety przez peryhelium.
Prędko "złapałem" aparat i wyszedłem przed dom. Wiedziałem, gdzie jest kometa względem Słońca - na podobnej wysokości co Słońca, 6 stopni na lewo od niego. Niestety zaczęły się problemy ze wybraniem właściwego miejsca do znalezienia komety przez lornetkę czy jej sfotografowania. Niskie domy nie dawały osłony przed Słońcem, a prawie wszystkie wieżowce były tak położone względem ulic i chodników, że znajdowały się na lewo od Słońca (czyli zasłaniały kometę, a nie Słońce). Jak już znalazłem "odpowiedni" wieżowiec, to obok niego rosły drzewa... Wreszcie znalazłem jeden 10-piętrowy budynek, który zasłonił Słońce, a nie miejsce, gdzie była kometa. Znów pechowo - Słońce ledwo się chowało za krawędź budynku (a nie mogłem się przesunąć jeszcze bardziej w bok, bo stałem przy ogrodzeniu posesji...)
Niestety pogoda zaczęła się "psuć" i mimo w miarę czystego nieba musiały pojawić się rzadkie cienkie chmury (lub wilgoć w powietrzu), bowiem niebo w promieniu wielu stopni od Słońca było jasne i białe...
Obserwacje lornetką nie dały wyników, a więc skupiłem się na zdjęciach, które robiłem seriami po kilka, zmieniając czas naświetlania. Po kilkunastu minutach obszedłem całe osiedle w poszukiwaniu lepszego miejsca - niestety widoczność nieba była coraz słabsza, pojawiło się więcej chmur.
W domu zacząłem uważnie przeglądać zdjęcia i ku zdumieniu na prawie każdym zdjęciu zauważyłem nie jedną kometę, a co najmniej kilka i to dość jasnych i dużych... Wyglądało to na pyłki, ale nie z drzew - był przecież styczeń. Być może ktoś trzepał na balkonie poduszki...
Dopiero porównując kilka zdjęć zauważyłem, że jedna "kometa" jest na tym samym miejscu na różnych zdjęciach, a w powiększeniu widać było głowę komety i słaby warkocz.
Oczywiście, trudno się zachwycać tym zdjęciem, ale na przestrzeni kilkudziesięciu lat - począwszy od mojej pierwszej - z kwietnia 1957 roku (kometa Arenda-Rolanda) widziałem już kilkadziesiąt komet (oczywiście wizualnie, nie na zdjęciach w internecie !!), ale żadnej w dzień, tak blisko Słońca. Pomijam kometę Ikeya-Seki z 1965 roku - w Polsce chyba nie widział jej nikt: lepsze warunki były np. w Japonii (a nie w Europie), poza tym żadne media o tej komecie nie poinformowały "na czas"
Również o komecie McNaughta media nie poinformowały "na czas" (może były jakieś wyjątki). W Warszawie pierwszą widoczną informacją był artykuł zaczynający się: "Przeleciała nad Krakowem - widoczna w Australii" i zdjęcie komety widocznej na płd, półkuli Ziemi. Napisałem do redakcji tej gazety, dlaczego nie poinformowali o niej wtedy, kiedy na początku stycznia była widoczna (wieczorem) gołym okiem. Po kilku dniach dostałem odpowiedź - jeden z powodów: nie mieli miejsca na taką informację...
Widziałem już
- jasną kometę, której jądro rozpadło się na 4 części (pośrednio widziałem to w teleskopie - podczas analizy obserwacji pozycyjnych, jakie wykonywałem wówczas w SOPiZ PTMA, pod naukową opieką doc. Macieja Bielickiego),
- kometę, której ruch własny był większy od Księżyca, a głowa miała rozmiar (widomy) większy od tarczy Księżyca,
- kometę która była tak jasna, że jej warkocz był widoczny w samochodzie w centrum Warszawy,
- słynna kometę, obserwowaną od kilku tysiącleci (którą badało w pobliżu aż 5 sond kosmicznych !),
ale to była pierwsza, podczas której fotografowania musiałem stosować migawkę... 1/4000 sek, aby jej nie prześwietlić (właściwie tła nieba).
Na zakończenie przypomnę najważniejsze parametry orbity komety McNaughta:
T = 12-01-2007 (data peryhelium)
q = 0.17109 AU (odległość peryhelium)
e = 0.99994
i = 77.8 st,
z tych danych wynika odległość komety w aphelium - aż 5900 AU i "spory" czas obiegu P = 160200 lat.
Na zdjęciu - kometa McNaughta o godz. 12:52 CSE.
Na dole zdjęcia powiększony i skontrastowany obraz komety którą wskazuje cienka czerwona linia (lepiej widać kometę, kiedy jej obraz przesuwa się w pionie na monitorze). Słońce było tuż za brzegiem budynku.
Zaloguj się
Rejestracja
Pomoc




Do góry









