Skocz do zawartości

Blogi

Blogi społeczności

  1. Ten wpis będzie hmm bardziej filozoficzny i w stu procentach spekulatywny. To efekt moich własnych przemyśleń co do natury świadomości i umysłu. Zdaję sobie też sprawę że większości twierdzeń które tu zebrałem i opisałem być może nigdy nie da się udowodnić na drodze stricte empirycznego doświadczenia. :D

    W każdym razie zapraszam do lektury moich wypocin, które napisałem swego czasu i do dyskusji pod wpisem gdyby te wypociny kogoś zainteresowały. :P

    Niedawno spotkałem się z bardzo ciekawą i intrygującą hipotezą dotyczącą umysłu. Postanowiłem więc przedstawić ją wam wraz z moimi własnymi przemyśleniami. A więc co byście powiedzieli na to by cały umysł wraz ze świadomością opisać jako kwantowe pole tachionowe. Takie podejście co do struktury umysłu będzie oczywiście zredukowaniem podłóg Redukcjonizmu epistemologicznego całej psychologii do fizyki pól kwantowych. (Lamża 2015)
    Dla przypomnienia dla tych co nie za bardzo wiedzą czym jest Tachion (z greckiego ταχύς tachýs – szybki, prędki)- jest to hipotetyczna cząstka elementarna posiadająca pewne niezwykłe i wręcz nawet magiczne właściwości. Tachiony bowiem poruszają się z prędkością nad świetlną, prędkość światła jest dla nich nieprzekraczalna tyle że z dołu, w związku z tym przybywają one z przyszłości, poruszają się one w dół w czasie.
    Ich masa spoczynkowa wyraża się liczbą urojoną (-i), lecz nie wiadomo do tej pory czy takie coś ma jakikolwiek sens fizyczny. Właściwości takie wynikają ze szczególnych rozwiązań równań pola grawitacyjnego Einsteina w ogólnej teorii względności. Cząstki takie pojawiają się na przykład w równaniach teorii próżni fizycznej Szypowa. (Szypow 2010).
    Cząstki te spełniają ujemne równanie Einsteina: E = -mc2, m= -iμ, E = -iε. Skoro tachiony przybywają z przyszłości to można by za ich pomocą popuścić się matematycznie opisać działanie naszej intuicji, wizji czy przeczuć. Po prostu była by to informacja przybywająca z przyszłości, dokładniej mówiąc przeciekającą za pomocą zjawiska Dekoherencji Kwantowej z jednej z wielu możliwych wariantów przyszłości stanowiących zbiór rozwiązań kostki kwantowej w wieloświatowej interpretacji Mechaniki kwantowej Everetta. Jak też było by wynikiem oddziaływania przyszłości na teraźniejszość w tej wersji pośród wielu możliwych w myśl teorii przedstawionej przez mnie skrótowo w zdaniu powyższym. Zgadzało by się to też z pewną konstrukcją czasu w filozoficznych teoriach jego natury, nazywaną czterowymiarowością.
    Koncepcja ta zakłada że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość istnieją obok siebie w tym samym momencie. Nie spotkałem się z czymś takim, ale rozszerzmy to na teorię Everetta, w takiej postaci że obok siebie istnieje wiele różnych wariantów przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
    Łamiąc zasadę Brzytwy Ockhama można założyć, że w każdej takiej wersji istnieją różne warianty naszego umysłu zbudowane z pola tachionowego, które w swoisty sposób łączyło by różne warianty przyszłości z różnymi wariantami teraźniejszości.
    W takim modelu należało by założyć dość fantastyczną tezę o tym, ze nasz umysł i świadomość przybywa z przyszłości lub też, ze jest w pewien trudny sobie do wyobrażenie sposób osadzona w przyszłości. Mogło by to tłumaczyć przywoływane w ksiąźce - Zero Ograniczeń Joe Vitala, kontrowersyjne badania amerykańskiego neurologa Libeta, przywołane przez Claxtona, które pokazywały, że nasz umysł podpowiada nam co mamy zrobić przed podjęciem przez nas świadomych decyzji. (Vitale 2015) Jeśli weźmiemy pod uwagę to co przedstawiłem wyżej to wyjaśnienie tego faktu przestaje już być tak tajemnicze i niezwykłe.
    Podsumowując jeśli przyjmiemy taką hipotezę to nasz umysł traktować powinniśmy jako pole kwantowe, gdzie tachiony były by odpowiedzialne za przenoszenie oddziaływań będących naszymi myślami, intencjami czy też podświadomymi programami. W tym ujęciu tachiony były by szczególnym i niezwykłym rodzajem bozonów cechowania. Należy jednak pamiętać, że zbudowanie pełnej według twierdzenia Goodla teorii umysłu będącego polem tachionów oddziałujących z materią i innymi rodzajami pól kwantowych, opartych o inne bozony cechowania jest z matematycznego i fizycznego punktu widzenia niezwykle trudne. (Taylor 1985)
    Nie zapominajmy też, że tachiony nie zostały do tej pory zaobserwowane i pozostają na razie tylko hipotetycznymi cząstkami elementarnymi. Inaczej też wtedy trzeba by było patrzeć na kwestię życia po śmierci i reinkarnacji, gdyż przy założeniu istnienia takiego pola i takiej natury naszej świadomości, należało by założyć że cała informacja o nas zawarta jest w tym polu. Po śmierci informacja ta nie ulega zniszczeniu lecz nadal istnieje niezależnie od ciała, do którego w pewnym stopniu może się przyczepić i jeśli przyjmiemy reinkarnację (syn. Metempsychoza), to przyjmuje ona po prostu coraz to inne fizyczne formy, znany z Buddyzmu i wielu innych systemów filozoficznych cykl karmiczny.
    Pokazuje to również pewną niezależność umysłu od ciała i brak sensu stricte ekwiwalencji pomiędzy nimi. Teoria taka była by też mostem łączącym współczesną naukę z ezoteryką i filozoficzną metafizyką. Wspomniany taki cykl karmiczny prowadził by w końcu w tej teorii do oświecenia czyli pełnym zrozumieniu tego pola i stania się nim, odrywając się od koinomaterii budującej nasze ciała. Szypow ujął to jako uzyskiwanie coraz to wyższych poziomów inteligencji aż do poziomu najwyższego, nazywanego przez nas Bogiem. (szypow 2010)
    Bibliografia:
    1. Ł. Lamża: (2015), Granice Kosmosu- Granice Kosmologii, Copernicus Center Press, Kraków,
    2. J. Taylor: (1985), Czarne dziury: koniec wszechświata?, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa,
    3. G. I. Szypow (2010), Teoria Próźni Fizycznej w Popularnym Wykładzie,
    4. J. Vitale; I. H. Len (2015), Zero Ograniczeń, Sekret Osiągnięcia Bogactwa, Zdrowia I Harmonii Ze Światem,
    Strony internetowe:
    1. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tachion

  2. Witam,

    W ostatnim czasie przyszedł mi do głowy pewien pomysł, na podstawie którego można byłoby wyznaczyć prawdopodobieństwo zarejestrowania tranzytu. Polega to na tym, że na podstawie znanej już długości trwania tranzytu można określić po której stronie krzywej jasności znajduje się spadek jasności wynikający z obecności tranzytu. Aby tego dokonać, należałoby porównać średnią wszystkich ocen obejmujących potencjalny przedział tranzyt egzoplanety z każdej minuty. Wymyśliłem więc nazwę TTC - Transit Timing Comparison (porównanie momentu wystąpienia tranzytu do znanej danej).

    Weźmy sobie przykładowy tranzyt, którego czas trwania wynosi 120 minut. Początek ma miejsce o 23:00, a koniec o 01:00. Daną gwiazdę rejestrowaliśmy od 20:00 do 04:00, przez osiem godzin. Głębokość tranzytu wynosi 0.01 magnitudo. Przyjmujemy, że jedna klatka miała 10s ekspozycji i nie było żadnych przerw pomiędzy kolejnymi ujęciami.

    Korzystamy ze znanej danej, czyli długości trwania tranzytu - 120 minut. Jeśli jedna klatka miała 10s, to w ciągu 2 godzin wykonamy 120 x 6 = 720 klatek. Tak dużą liczbę pomiarów będziemy uśredniali przez całe dwie godziny trwania tranzytu. Wszystkie uzyskane przez nas pomiary fotometryczne wrzucamy do Excela i wykonujemy zwykłe uśrednianie dla kolejnych klatek. Można też przeprowadzić dla każdej minuty, czyli na przykład:

    Wszystkie pomiary uśrednione z przedziału 20:00 do 22:00.
    Wszystkie pomiary uśrednione z przedziału 20:01 do 22:01.
    Wszystkie pomiary uśrednione z przedziału 20:02 do 22:02.
    Wszystkie pomiary uśrednione z przedziału 20:03 do 22:03.
    [...]
    Wszystkie pomiary uśrednione z przedziału 01:59 do 03:59.
    Wszystkie pomiary uśrednione z przedziału 02:00 do 04:00.

    Teraz wyobraźmy sobie jakie uzyskamy pomiary. Przy pomiarach z przedziału od 20:00-22:00 do 21:00-23:00 nic się nie dzieje - gwiazda ma stałą jasność. Później coraz bardziej obejmujemy przedział z tranzytem. Ocena 23:00-01:00 powinna pokazać jak najniższą jasność. Później mamy już wszystko na odwrót, niemal jak lustrzane. Z reguły, rozrzut pomiarowy maleje wraz z pierwiastkiem drugiego stopnia ilości wykorzystanych klatek obejmujących cały tranzyt. Czyli, jeśli mamy na podstawie pojedynczej klatki:
    1 klatka -> rozrzut +/- 0.04000 magnitudo
    4 klatki -> rozrzut +/- 0.02000 magnitudo
    16 klatek -> rozrzut +/- 0.01000 magnitudo
    64 klatki -> rozrzut +/- 0.00500 magnitudo
    256 klatek -> rozrzut +/- 0.00250 magnitudo
    1024 klatek -> rozrzut +/- 0.00125 magnitudo
    Czy to się sprawdza? Trudno mi powiedzieć, gdyż rozrzut pomiarowy po uśrednieniu 29 pomiarów dla HD 189733 b (ten, co łapałem we wrześniu) wyszedł mi 8x mniejszy zamiast 5.38 razy (pierwiastek z 29 to 5.38). A więc wyszło jeszcze lepiej.

    Co przedstawia taka krzywa jasności uzyskana po uśrednieniu takich pomiarów? Jak wiadomo, będzie trzeba wykorzystać środkowy fragment z uśrednianego czasu. Więc jeśli przedział wynosi 2 godziny od 20:00 do 04:00, to na osi X będziemy mieli pomiary od 21:00 do 03:00.

    Krzywa prawdopodobieństwa.png

    1 - moment do odcinka 21:00-23:00, czyli ciągle obejmujemy moment, kiedy gwiazda zachowywała wciąż stałą jasność
    2 - moment z 21:00-23:00, gdzie zaczynamy obejmować wejście planety pozasłonecznej na tle tarczy gwiazdy
    3 - moment na przykład z 21:12-23:12, gdzie po dwunastu minutach egzoplaneta już całkowicie znajduje się na tle gwiazdy
    Coraz większy spadek jasności na skutek wejścia powoduje, że odcinek 2-3 nie jest stały. Podobnie będzie z 5-6.
    4 - coraz bardziej obejmujemy obszar krzywej jasności z tranzytem, nie jest do odcinek stały ze względu na zjawisko dark limbening (najpierw planeta zakrywa brzegi gwiazd, które wykazują niższą jasność powierzchniową niż centralna część gwiazdy)
    5 - dotarliśmy do momentu 22:48-00:48, gdzie od 00:48 stanowi trzeci kontakt (rozpoczęcie wyjścia z tarczy gwiazdy)
    6 - minimum jasności, centralny moment tranzytu
    7-11 - analogicznie do powyższych, lecz na odwrót (od 5 do 1)

    Jaki to miałoby sens w rejestrowaniu tranzytów?
    Wyznaczając szczyt uzyskanej piramidy, możemy określić moment minimum jasności. Ponieważ jasności są zakłamane (nie powinno się porównywać tak duży odstęp czasu), mówimy tutaj tylko o prawdopodobieństwu. Wyznaczając średnią dużej ilości pomiarów, możemy pokusić się o wyznaczenie

    Dlaczego wykres jest do góry nogami? Jeśli obserwujemy spadek jasności, to "piramida" powinna iść do dołu?
    Tak jak mówiłem, ten wykres nie obejmuje zmiany jasności, lecz prawdopodobieństwo wystąpienia tranzytu. Najniżej (0%) to fragmenty obejmujące maksymalną jasność, a najwyżej (100%) to te, które obejmują najmniejszy blask. Jeśli gwiazda ma 8.00 mag, a w maksimum osiągnie 8.01 mag, to 8.00 stanowi 0%, 8.005 - 50%, a 8.01 - 100%.

    Czy można wykorzystać tę metodę przy odkrywaniu egzoplanet?
    Tak, ale z ograniczeniem. Planeta musi być mała (czyli największe szanse, że nie została jeszcze zarejestrowana), a okres obiegu trwa jak najkrócej. Wówczas długość tranzytu będzie bardzo krótki i uda się nam objąć całą piramidę. Wiadomo też, że nie znamy długości trwania tranzytu. Niektóre można byłoby łapać od razu na krzywej pojedynczych pomiarów, inne niekoniecznie. A tym bardziej idąc w kierunku zmian o amplitudzie dziesięciotysięcznych części magnitudo. Stąd robimy taki wykres/mapę, gdzie na osi X byłby długość trwania zjawiska, a na osi Y amplituda zmian jasności. Mapka taka byłaby jakby obrazkiem, na przykład mającym 500x500 pikseli. Do tego byłoby trzeba napisać już program, gdyż w Excelu ciężko widzę takie obliczenia. Jeśli zarejestrujemy jakiś sygnał, to powinien pojawić się charakterystyczny pik. Daję tylko przykład pierwszego obrazka z Google'a, o co mi chodzi:

    m53template.jpg

    Na koniec, przedstawię na szybko zrzut ekranu z Excelu. To, co widzicie, to jest ta metoda (TTC) przeprowadzona na archiwalnej obserwacji HD 189733 b (pierwszy udany tranzyt). Zjawisko trwało 105 minut, a ja rozpocząłem 40 minut przed i skończyłem 20 minut po. Skutek? Ucięta piramida! Mimo to, wciąż udało się uzyskać szczyt piramidy. Nie konwertowałem więc na prawdopodobieństwo i stąd zostawiłem też spadek w kierunku dolnym. Warto zauważyć, że różnica między dwiema poziomymi liniami to już tylko 0.0005 magnitudo!

    Matching.png

    Analogicznie biorąc wszystkie wyliczenia, kamera ASI1600 (na próbnych testach przeprowadzonych przez Adama Jesiona) umożliwiłaby rejestrację tranzytu o 40% mniejszym rozrzucie pomiarowym niż dla lustrzanki (0.00015 a 0.00025 mag). Aby to powiedzieć, musiałbym użyć "półtora dziesięciotysięcznej" oraz "dwa i pół dziesięciotysięcznej" części magnitudo. W tym momencie chyba już mógłbym powiedzieć o stutysięcznej części magnitudo, aby było łatwiej :) A jak wyglądałby więc tranzyt na granicy możliwości? Piramida byłaby po prostu zamaskowana, a pomiary latałyby w górę i w dół. Jeśli jakikolwiek spadek się pojawi, to najprawdopodobniej jego minimum byłoby znacznie przesunięte.

    Plusy metody:
    - łatwość i szybkośc wykonania (możliwość przeprowadzenia takiej metody nawet podczas transmisji internetowych na żywo)
    - możliwość rejestrowania tranzytów o głębokości do 0.0003-0.0008 mag za pomocą lustrzanki (kamery jeszcze lepiej, być może i poniżej 0.0001 mag przez całonocną obserwację)
    - możliwość rejestrowania planety wielkości Ziemi na tle gwiazdy wielkości Słońca w odległości do 1000 lat świetlnych
    - można powiązać z pierwszą częścią metody live binning oraz lucky imaging, choć nie jest to konieczne
    - można powiązać z wyborem dynamicznych gwiazd referencyjnych
    - coś, co nie wykorzystywano do tej pory, więc jest szansa rozwinąć temat (?)
    - szansa na zarejestrowanie antytranzytu, gdyż krzywa ma podobny charakter

    Minusy metody:
    - brak możliwości wykorzystania metody uśredniania (etap 2/2 w live binning)
    - wymagany bardzo długi czas trwania obserwacji (letnie noce mogą być nawet nieco za krótkie)
    - tranzyt musi wypaść jak najbliżej momentu dołowania Słońca, aby załapać z jak największą dokładnością
    - dłuższe tranzyty są niemożliwe do zarejestrowania tą metodą - dla przykładu, 240-minutowy tranzyt wymaga minimum 12-godzinnej obserwacji (240 x 3 = 720 minut)
    - na ich podstawie nie uzyskamy dużej ilości sensownych danych - praktycznie nic więcej niż "o, złapało się!"
    - tylko do pojedynczych tranzytów egzoplanet, podwójne już nie

  3. slvmtzBlog

    Małymi krokami zbliżają się do nas święta Bożego Narodzenia, których astronomiczną ikoną od wielu lat jest pierwsza gwiazdka. W anno domini 2015 jej rolę pełniła usytuowana w gwiazdozbiorze Woźnicy gwiazda Kapella, która jako pierwsza wyłoniła się z błękitu rozświetlonego nieba. W tym roku wszystko wskazuje na to, że będzie nieco inaczej, a rolę pierwszej gwiazdki wyjątkowo zagra planeta, - zapraszam do oglądania!

    Wiem, że wiecie, ale gdyby byli tacy, którzy wiedzy odpowiedniej na ten temat nie posiadali to właśnie dla nich udostępniam ten materiał.






  4. Przed chwilą został zamówiony dziesiąty teleskop w Akcji Grupowych Zakupów TS'a. Pierwotna pula wynosiła 10 sztuk, co jak na 1 tydzień wydawało się racjonalną ilości - w końcu to bardzo drogi sprzęt.

    Ewidentnie przewidziałem zbyt małą pulę tych teleskopów i w tej chwili staram się ją zwiększyć. Jeszcze dzisiaj wieczorem dam znać, czy się udało. Wygląda na to, że 20% bonus mocno zmienia obliczę rynku, co tylko potwierdza, że sprzęt astronomiczny jest za drogi. Tym bardziej więc się cieszę, że mogę temu naszemu małemu rynkowi pomóc w ten sposób - rezygnując ze swojej marży.

    Ponieważ bardzo wierzę w transparentność i dostęp do informacji postanowiłem podzielić się z wami informacjami, jakie dokładnie teleskopy zostały zamówione. Myślę, że jest to unikatowa wiedza i warto się z nią zapoznać. Jest to swego rodzaju badanie - realne, bo przeprowadzone na prawdziwych portfelach, a nie suchych oczekiwaniach. Poniżej wykres:

    akcja_ts.png

    Jak widzicie, nie sprzedają się najtańsze teleskopy. Taka sama sytuacja była w przypadku kamer ASI - gdzie hitem była ASI1600 (przy podobnym udziale średniej półki). Na screenie zdradzam też odpowiedzi na pytanie, czy chcemy mieć na Astropolis stały dostęp do cen dealerskich. Odpowiedzieliście, że nie. Inaczej mówiąc, szkoda jest nam zapłacić niecałe 50 zł miesięcznie, żeby mieć dostęp do wszystkich marek w cenach średnio od 15 do 40% taniej. Tym pytaniem testowałem, czy nie dałoby się z tego zrobić formy na rozwój forum, czyli płatne konta, swego rodzaju klub, który utrzymuje projekt, a za to dostaje wiele benefitów, w tym bardzo wymierny - czyli kupowanie sprzętu tak, jakby całe Astropolis było dealerem i kupowało sobie sprzęt bez marży na zasadach stałych.

    Nic z tego nie będzie, więc szkoda się nad tematem rozwijać. Muszę się zastanowić, czy to kwestia kwoty, czy generalnie sam model jest dla was dziwny.

    Podsumowując - dzięki za kolejną fajną akcję, a teraz trzeba zacząć pracować nad kolejnym etapem akcji (biurokracja i logistyka).

  5. ASI 034 MC - testy

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 2633
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Cześć! :)
    Astrofotografią zajmuję się od pół roku. Był (i jest) to dla mnie wspaniale spędzony czas. Ciągle się douczam w sprawach obróbki, jak i robienia samych fotek.

    Długo czekałem na moment, kiedy zrobię pierwsze zdjęcie obiektu głębokiego nieba. Było to dla mnie coś niemożliwego do zrobienia. Cały czas uważałem, że mam słaby aparat. I wreszcie się udało - znalazłem na zdjęciu M31. To było coś niebywałego. Nie byłem świadom, że można robić ładne fotki DS aparatem, któremu nikt nie daje szans.

    eaUWno8.jpg
    Sony A700, jedna klatka, ISO 2000, 20 sekund, 18 mm kit f/3.5, TO pierwsza fotka ze znalezionym obiektem DS.

    22zcGkc.png
    Parametry tu: http://astropolis.pl/topic/55248-m42-i-m43-oraz-m45-z-konca-wakacji/?do=findComment&comment=641161Ostatnio zrobione foty.

    Moja astrofotograficzna podróż diametralnie zmieniła swój bieg, gdy zakupiłem teleskop. Nie taki marketowy, jak poprzednie. To był taki z prawdziwego zdarzenia. MAK 127 przybył do mnie kilka dni przed tranzytem Merkurego. Pierwszy raz oglądałem wtedy Słońce, Księżyc, Marsa, Jowisza i Saturna w dużym powiększeniu.

    Tranzyt się udał. Zdjęcia są gdzieś we wnętrzu komputera. :) Jednak jedna rzecz mnie nie zadowalała. Zdjęcia planet. Niby miało być tak fajnie, a wyszło... sami oceńcie. Mnie to nie zadowoliło.
    ndet140.jpg

    W tym miejscu wybór padł na jedno - kamera planetarna. Początkowo miała to być ASI 120 MM zakupiona najpewniej w kwietniu przyszłego roku. Nagle jednak pojawiła się promocja Adama Jesiona. Pełno kamer ASI, do wyboru, do koloru. Tylko wybierać. Wybór padł na ASI 034 MC. Najtaniej, bo kasy nie mam, a że od ZWO to jakość musi pewnie być. Nie myliłem się.

    Przejdźmy do meritum sprawy. Czy ktoś, kto zaczyna z astrofotografią kamerkami planetarnymi powinien dozbierać na leszy model, czy może 034 to dobry model? Po pierwszym miesiącu mogę odpowiedzieć: "Tak! To dobra kamera." Zrobiłem nią kilka zdjęć Saturna i Marsa - teleskop nie był skolimowany. Fotek nie pokażę, bo nie nadają się do dalszej publikacji. ;)

    Pierwsza "ciemna" rzecz, którą sfotografowałem kamerką to... Neptun. Tutaj cytat z postu LibMara o zakryciu "Złapałem coś takiego. Przy zakryciu jest na środku kadru miej więcej, a odkryciu na samym dole :)
    Użyłem ASI 034 MC i teleskopu MAK 127 z soczewką barlowa 1,5x; parametry: czas 1s, gain 30, f/17,7 [...]

    " No i wyszło coś takiego :)

    Dzisiaj wybór padł na jedno - M42. Z fotki jestem mega zadowolony, bo przerosła ona moje najśmielsze oczekiwania. Mimo, że nie ma na niej całej mgławicy, to i tak jestem zaskoczony, że cokolwiek tam się złapało. Oto co wyszło na fotce.
    VjMMPYl.jpg
    To jest 341x6 sekund, gain 80, MAK 127 z reduktorem ogniskowej 0.5x. 34 minuty naświetlania przez okropną mgłę oraz cirrusy i mam coś takiego... wow! Kopara mi opada! ^_^
    Mimo, że wydaje się ucięta, to i tak mega mi się podoba ^_^

    Dodatkowa porcja fotek z ASI 034 MC
    uo5ljzI.png
    5h5lWRK.png
    SRrvvw0.png
    VDbYeok.png
    vpjWJfh.png

     

    Myślę, że co pewien czas będzie się pojawiała kolejna porcja wieści o ASI.
    Pozdrawiam
    Adam

  6. Dzień dobry,
    dzisiaj o zasilaniu matryc CCD. Raczej krótko, bo dopiero w przyszłym tygodniu będę miał w domu potrzebne elementy, żeby już coś poskładać...

    1. Wymagane napięcia
    2. Układy zasilające
    3. zakończenie, plany na przyszłość


    1.
    Matryce CCD wymagają relatywnie dużo róznego rodzaju napięć. Naszym zadaniem jest o nich wszystkich przeczytać w nocie katalogowej, dla mojego chińskiego kaf-1600 znajdziemy:

    3.2 DC Operating Conditions

    DC conditions


    3.3 AC operating Conditions

    AC conditions


    Generalnie zawsze dobrze jest trzymać się nominalnych wartości, wyjątkiem są napięcia do przesuwania pikseli - V1, V2, H1, H2. Te akurat można zmieniać, oczywiście w zakresie podanym w nocie pomiędzy min a max. Zmiana różnicy napięć pomiędzy stanami niskimi i wysokimi (V1 Low <-> V1 High, V2 Low <-> V2 High itd.) zmienia skuteczność przesuwania pikseli po naszej matrycy. Specjalnie napisałem zmienia, zamiast poprawia / pogorsza, bo działa to w każdą stronę:
    • Zwiększenie róznicy napięć poprawia przesuwanie pikseli (mniej pikseli zablokuje się na ewentualnych niejednorodnościach krzemu)
    • Zwiększenie różnicy napięć powoduje, że nasze piksele dynamiczniej zmieniaja położenie i nabierają energii, która dodaje szum.
    • Zmniejszanie działa odwrotnie.


    Gdzie leży złoty środek? Najprawdopodobniej w wartości nominalnej z noty katalogowej, ale warto to sprawdzić.

    No dobrze, zatem mamy listę napięć jakie będziemy musieli dostarczać do naszego chipu: -8, -5, -4, 0, 0.5, 2, 4, 6, 9, 11, 15 (wszystkie wartości w V). Trochę tego jest, a jeszcze przecież planuję wszystko obsługiwać mikrokontrolerem AVR ;D

    2.
    Skąd wziąć taki zestaw napięć? Jest kilka rozwiązań.

    • gotowe stabilizatory napięcia
    • stabilizatory napięcia oparte o wzmacniacz operacyjny
    • drivery CCD


    Można na rynku dostac gotowe stabilizatory napięcia, są to układy scalone, zawsze do nich znajdziemy noty katalogowe, gdzie będzie podane na tacy jakie napięcie dają, jaki maksymalny prąd, a także typowe zastosowanie, wraz ze schematem. Niestety nie zawsze uda nam się znaleźć układ scalony, który akurat się wpasuje do naszych potrzeb, ale jeśli sie uda, to warto pójść tą drogą, bo jest łatwo i wygodnie ;)

    Jeśli nie ma na rynku gotowego układu scalonego, to możemy zastosować inny - wzmacniacz operacyjny. Wzmacniacze operacyjne, to taki specjalny rodzaj wzmacniaczy, o bardzo dużym gainie, z którego możemy sami wyprodukować inne klocki, takie jak np. stabilizator napięcia. Właśnie takie rozwiązanie zastosowano też w innych projektach DIY kamer CCD (Audine, Pyxis). Pewnie dlatego, że jest to całkiem dobre rozwiązanie ;) Podoba mi się, też tak zrobię. (Poniższa grafika pochodzi właśnie z projektu Audine).
    alimclk.gif
    Stabilizatory takie mają dość prostą konstrukcję: z jednej strony wzmacniacza doprowadzamy napięcie zasilania, które już mamy (np. z transformatorowego zasilacza), z drugiej strony będziemy mieli nasze napięcie wyjściowe, które wybieramy za pomocą oporników. Napięcie wyjściowe jest bardzo stabilne (ma mało odchyłek / tętnięć) dzięki pętli sprzężenia zwrotnego i kondensatorom. Szukając w googlach po angielsku należy sie kierować hasłem opamp voltage regulator. Ja planuję zrobić tak, że zamiast stałego opornika dam w prototypie potencjometr PR (taki na śrubokręt), żeby móc wpływac na moje napięcia. To mi da dokładną wartość opornika, którym potem wstawię zamiast potencjometru, ale też da mi możliwość płynnego wpływania na napięcia te do przesuwania pikseli. Przy tego typu eksperymentach należy pamiętać o pewnej bardzo ważnej rzeczy - nigdy nie kręcimy potencjometrem na włączonym zasilaniu, jeśli mamy do czynienia z urządzeniem delikatnym (np CCD ;), ale też lasery itp.). Chodzi o to, że podczas kręcenia mogą się przedostać bardzo nietypowe wartości, np. przez ułamek sekundy układ może być całkowicie zwarty. Wzmacniacze operacyjne można dostać różnej maści, pojedyncze, wielokrotne (kilka upakowanych w jednym układzie). Wady i zalety są dość oczywiste - więcej pojedynczych układów zajmuje więcej miejsca na płytce, układy wielokrotne będą trochę cieplejsze. Ja zastosuję układy LM2902 - są tanie i łatwo dostępne.

    Do niektórych matryc CCD powstały gotowe drivery CCD. Można ich znaleźć garstkę pod hasłami ccd vertical driver, ccd horizontal driver, ccd driver. To bardzo fajne rozwiązanie, żałuję że nie znalazłem odpowiedniego układu do mojej matrycy - te, które znalazłem mają napięcia na zegarach (vertical oraz horizontal clock, to ta część CCD do przesuwania pikseli), które są rozbieżne z moimi potrzebami, albo są podobne tylko w pewnym zakresie. Strata nie jest ogromna, bo i tak do tych układów musiałbym podostarczać napięcia, dopasowane sygnały... Dodatkowo, bez driverów, będę musiał sam zrobić odpowiedni układ, który przyjmie sygnał zerojedynkowy, a wypluje dwa odpowiednie napięcia. Tę funkcjonalność pewnie zrealizuję za pomocą układu MAX333, ciekawy układ, w zasadzie jest to taki przełącznik (jest też zaskakująco drogi ;) ), znowu - takie rozwiązanie, jak w Audine.

    No to tyle jeśli chodzi o napięcia, ale jest jeszcze druga strona elektryczności - prąd. Należy zwrócić uwagę na to ile, jaki układ pobiera prądu i tworząc układy zasiilania zapewnić conajmniej tyle. Całe szczęście zazwyczaj spotkamy się z sytuacją, że to nie jest problemem, ale trzeba się upewnić. (to gdyby ktoś chciał pójść moim śladem, ale miał np. inną matrycę)

    Do pewnych rzeczy warto też pomyśleć o jakości elementów. Np. stabilność napięcia zasilania resetu ccd nie będzie miała dużego wpływu na szumienie, ale juz zasilanie wzmacniacza wyjściowego tak. Różnice w elementach będą największe w przypadku kondensatorów. Prawdę mówiąc, wiedząc to, planuję użyć elementów, które akurat mam (czyli byle jakich), a potem już z działającym prototypem, wymienić na lepsze. Zwyczajnie jestem ciekaw jaki faktyczny wpływ to będzie miało :)


    3.
    To tyle na dzisiaj, na razie czekam na zamówione elementy, w międzyczasie czytam i planuję dalej. Bo nie myślcie, że ja to wszystko z głowy piszę i się po prostu wymądrzam ;p (lektury polecałem w pierwszym wpisie o kaf-1600 ;) ). Jak będę miał elementy, to zacznę składać podzespoły - generalnie chodzi o to, aby jak najwięcej zrobić nawet nie dotykając samego CCD (chociaż kusi!). To ważne bo CCD jest bardzo czułe na wyładowania elektrostatyczne... W międzyczasie uczę się pisać drivery ASCOM i piszę trochę software-u w związku z fotometrią, jest trochę roboty :)

    Zrobiłem też już wstępną listę elementów - i ich cen. Szacuję, że elementy wyjdą mnie jakieś 200, 300 PLN (policzyłem ile czego, a potem pomnożyłem x2 ;) ) Prawdopodobnie w październiku będę gromadził wiedzę i elementy, a w listopadzie/grudniu wezmę urlop na poskładanie całości (bo i tak potrzebuje wziąć urlop, a jest dobra okazja ;) )

    pozdrawiam i do następnego :)

  7. UWAGA! Wpis zdradza treść i sens książki „Nieistotne”. Jeśli nie chcesz zepsuć sobie zabawy i ewentualnej przyjemności z odkrywania zawartego w książce sensu, zapraszam po przeczytaniu książki!

    Pierwszą, i jak dotąd jedyną osobą, która zwróciła uwagę na nieścisłość w ustaleniu kierunku podróży przez Sigurda jest Paether :)
    No, być może inni też zwrócili na to uwagę, ale tego nie zasygnalizowali.
    Nieścisłości w książkach nie powinny się zdarzać, ale mimo wszystko czasem się zdarzają, zwłaszcza w tych debiutanckich. Mam jednak nadzieję, że nikt nie podejrzewa mnie o to, że nie wiem gdzie na mapie jest północ, na niebie z resztą też ;). Ponadto opisane w książce punkty podróży leżą w tak charakterystycznym położeniu względem siebie, że prawie jak pod linijkę. Rotterdam znajduje się niemal idealnie na północ od Mervans.

    Problem wygląda następująco:
    Gdy Sigurd ustala kierunek na papierowej mapie, stwierdza, że z miejsca, w którym stacjonują w drodze do Rotterdamu powinien iść na północny zachód. Najpierw jednak ma zamiar udać się na północ - do Mervans.
    Oczywiście jest w błędzie, ponieważ Rotterdam znajduje się w kierunku północnym od okopów. Mervans znajduje się na północ i nieco na wschód.
    Sigurd nie umie wyznaczyć kierunków na mapie! Jeśli chcemy stwierdzić, na czym polegał jego błąd, wystarczy, że wyobrazimy sobie w jaki sposób patrzy i trzyma on mapę. Jego papierowa mapa jest po prostu przekręcona o mniej więcej 45° w lewo, czyli w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. O błędzie, który popełnił informuje go dopiero kompas wbudowany w zegarek, na który spojrzał niedługo po ucieczce z okopów:
    "Skupił się na wbudowanym w zegarek kompasie i ustalił kierunek w którym miał zamiar iść. Okazało się, że zboczył za bardzo na wschód, więc skorygował swoją drogę."
    Jeśli wyobrazimy sobie, że pomagamy Sigurdowi ustalić kierunek, to poprawimy mu ułożenie mapy i przekręcimy ją o te, mniej więcej, 45° w prawo. Wtedy wszystko będzie się zgadzać. Rotterdam będzie na północ, a Sigurd twierdząc, że do Mervans trzeba iść na północ odkryje, że poszedłby na północny wschód, czyli zboczy za bardzo w kierunku wschodnim.
    W ten sposób odkryjemy też miejsce stacjonowania: Okopy znajdują się w obszarze pomiędzy Macon i Bourg-en-Brasse. Dokładnego położenia jednak nie ustalałem, bo dla biegu wydarzeń nie ma to żadnego istotnego znaczenia.
    Co miałem na myśli?
    Po pierwsze: w ten sposób chciałem wykreować przytyk w stronę ludzi żyjących w czasach Sigurda, ale również nawiązać do czasów teraźniejszych. W czasach upadku opisanych w książce ludzkość była już niemal całkowicie uzależniona od elektroniki. Jak wiadomo fundamentaliści wyrzucili wszystkie zdobycze technologii na "śmietniki". Dlatego Ian mówi, że na mapę elektroniczną nie ma szans, ale może uda się załatwić papierową. Poprzez uzależnienie od urządzeń wykorzystujących GPS, ludzie stracili podstawowe umiejętności ustalania kierunków za pomocą prostej mapy. Śmiem przypuszczać że już obecnie wielu ludzi miałoby problemy z orientacją z użyciem mapy papierowej. Podejrzewam, że gdybyśmy wybrali sto losowych osób, wywieźli ich na jakieś pustkowie, wręczyli papierową mapę i kazali ustalić kierunek do najbliższego miasta, to spora część z nich miałaby kłopot. Cały czas mam w głowie miejską legendę, albo i prawdziwą historię o kierowcy, który tak ufał wskazaniom nawigacji, że wjechał autem do stawu czy jeziora.

    Słabe umiejętności Sigurda mają jednak swoją genezę:
    W pierwszej wersji książki wydarzenia i postać Sigurda miały być inaczej przedstawione. Sigurd miał zamiar zanieść list do człowieka nieśmiertelnego i zostawić go na szczycie kopca w Rotterdamie. Wtedy też miał przypadkowo spotkać tam Samvela. Pozostałość po tym niezrealizowanym wątku pozostała w ostatecznej wersji książki:
    "Miał jedynie dwie rzeczy, które nadal trzymały go przy życiu i kazały przetrwać: pamiętniki które czytał i list, który miał zamiar napisać."
    W dodatku Sigurd miał być niemal analfabetą! Bardzo słabo czytał i pisał. Ian miał go poduczyć w pisaniu. Tym samym postać żołnierza byłaby szerzej opisana, a wątek pobytu w więzieniu miał być o wiele dłuższy. Relacja z Ianem też miała być bogatsza. To też miało podkreślić jak nisko upadli ludzie i jak ułomna była armia korpokratów. Uznałem jednak, że prawdopodobieństwo, iż Sunden zjawi się na szczycie kopca w tym samym dniu co Samvel byłoby za małe i ten watek byłby zbyt nieprawdopodobny. Potem uznałem też, że owszem - Sigurd może nie wiedzieć jak ustalić kierunek za pomocą mapy, ale to, że jest prawie analfabetą też mogłoby być zbyt dziwne. Dorastał przecież w świecie zaawansowanej technologii. Musiał gdzieś nauczyć się pisać i czytać, choćby po to, aby być dobrym konsumentem.
    Tak więc wątek z mapą i kierunkami został, a pozostałych nie wpisałem do ostatecznej wersji książki.

    To tyle na temat pomyłki Sigurda :)

    pozdrawiam

  8. AdalbertBlog

    • 2
      wpisy
    • 0
      komentarzy
    • 3426
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Adalbert
    Ostatni wpis

    Powtarzam sobie: 'Tylko raz dziennie zaglądaj na forum :)'

  9. Trochę już obserwacje sprzed dwóch tygodni zatarły się w pamięci. Nie wiem, czemu wcześniej ich nie podsumowałam, ale jest tyle rzeczy, którym poświęcam teraz uwagę.... Teraz jest motywacja. 5 marca to były obserwacje! O wiele lepsze od poprzednich - nie do końca wiem jakim sposobem. Niebo ciemne, spokojnie 4 mag, zerkaniem i dalej.... Bez chmur, mgły czy dymu. Bez Księżyca. Przełamałam chyba "niechęć" do gromad, których było wszędzie pełno. Najpierw standardy - Orion, Plejady.... A potem idziemy w Woźnicę - M36, M37, M38. Przepiękne obiekty. Szukamy dalej - M34 i M35. Już po woli nie ogarniam, który obiekt to który. Andromeda już zbyt nisko nad horyzontem, ale przeczesując teleskopem ten rejon, aż po Kasjopeję, w poszukiwaniu M103 (odnalezionego, oczywiście), zahaczając ponownie o Perseusza znajduję jakieś dziwne plamy.... Zdjęć się naoglądałam, to zobaczyłam Chichotki. Tak, tak to wygląda, taki znany obiekt, ale gdzie on w ogóle leży? Mapa nieba - i już wszystko jasne. Cóż, zdjęcia piękne - ale na żywo ten obiekt jest poza jakimikolwiek zdjęciami :D Wracam po koli do obejrzanych już obiektów, niebo się przesunęło, w polu widzenia Rak. No to poszukajmy Żłobka! Z czym nie było żadnych problemów. Niesamowicie piękny i rozległy obiekt. Oczu oderwać nie mogłam, rewelacja. Ale wiedziałam, że zbliża się już dla mnie koniec, więc jeszcze próba odnalezienia M67.... udana próba. Nie, że urządziłam sobie jakiś maraton Messierowych gromad. Tak jakoś dużo ich wyszło.... Narzekać nie będę :) Chciałam jeszcze z drugiej strony zapolować na Saturna.... Ale ten zdążył już się schować za sąsiadujący budynek.

    6 marzec - warunki się pogorszyły. Dramatycznie. Mgła, i dym. I mało czasu. Powtórzone prawie wszystkie obiekty z poprzedniego dnia, teraz już nie wiem które dokładnie. Następnego dnia rodzinka do pracy, więc trzeba szybciej skończyć. Skończyłam więc szybciej, po tych niezbyt udanych warunkach, i przeniosłam teleskop na Wschód, by może tym razem udało się zapolować na Saturna. Udało się :D Była to raczej namiastka, bo po obserwacjach teleskop nie do końca się ugrzał, poza tym od tamtej strony są lampy, no i patrzyłam przez szybę.... Wyraźnego kształtu nie było. Raczej malutkie, niewyraźne żółtawe jajko :P Ale nie szkodzi - widziałam Saturna po raz pierwszy przez teleskop :D Saturna i ogrom jego księżyców. Więc jest super :) Po weekendzie pełnym astronomicznych wrażeń, można było wracać do Szczecina.

    A dziś (19.03) znów malutkie obserwacje. Malutkie, bo choć chmur nie było, to niebo jaśniejsze niż w wakacje :/ Nie dość, że pełnia, to jeszcze Księżyc tak blisko.... Taki wielki i jasny. Fantastyczny widok. Ogromna tarcza. Więc z obserwacji tylko mały look na M42(szkoda gadać), Plejady (ledwo widoczne gołym okiem, i to tylko zerkaniem), Chichoty, i M36, M37, M38 - ale nie wiem kiedy na co patrzałam, bo przeszukiwałam niebo z okiem w okularze. W szukaczu NIC nie było widać. Tragedia. Ale nie narzekajmy. Tak duży Księżyc szybko się nie powtórzy, a za dwa tygodnie też jest weekend :)

  10. hanysiak's Blog

    hanysiak
    Ostatni wpis

    Z cyklu "Bez komentarza"

  11. wiesioBlog

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 6040
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    wiesio
    Ostatni wpis

    Znajdująca się w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy (Ursa Maior)Mgławica Sowa cieszy się sławą jednego z najtrudniejszych obiektów z katalogu Messiera do znalezienia za pomocą niedużego teleskopu.Jeśli jednak mamy instrument o średnicy 7,5 cm lub większej,okular o małym powiększeniu co najważniejsze ciemne,pogodne niebo problem przestaje istnieć.

    Mgławica Sowa powstała z odrzuconyh warstw zewnętrznych umierającej gwiazdy.W centrum mgławicy tkwi gwiazda,a właściwie jej gorące jągro,ale - ponieważ ma jasność 14 wielkości gwiazdowcyh -więc można ją dostrzec dopiero przez teleskop co najmniej 25 cm. Ciemne ,,dziury'' w mgławicy,widoczne przez teleskop o średnicy 30 cm i większej,to zapewne wynik turbulencji w rozszerzającej się gazowej otoczce. Sowią twarz otacza bardzo słabo widoczny kolisty pierścień,lecz można go dostrzec dopiero na zdjęciach z długim czasem naświetlania.

    Po tym opisie wspaniałej Mgławicy Sowy czas na obserwacje,serdecznie zapraszam!

    Parametry:

    Gwiazdozbiór: Wielka Niedźwiedzica (Ursa Maior)

    Widoczność: półkula północna i na północ od równoleżnika 28(stopni) S

    Jasność: 9,9(m w wykładniku)

    Rozmiary kątowe: 194"

    Odległość: 1300-2300 lat świetlnych

  12. mattman12

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 22825
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    To były fantastyczne dni. Prawie dwa tygodnie spędzone na obozie astronomicznym w Hvezdaren Roztoky na Słowacji. Nie byłem tam pierwszy raz, ale za każdym razem jak tam przyjeżdżam urzeka mnie krajobraz i niebo. Droga mleczna kończąca się przy horyzoncie to jest to.

    Głównym tematem obozu zorganizowanego w ramach Projektu Karpacie Niebo były gwazdy zmienne. Dużo się nauczyłem na ich temat. Jak wizualnie mierzyć jasność, robić krzywe blasku... Mnóstwo mapek przewinęło się przez moje ręcę. Mając do dyspozycji Syntę 20cm na Dobsonie trzeba było znaleźć, niekiedy bardzo ciemna gwiazdkę, zidentyfikować gwiazdy porównania i zapisać pomiar. A póżniej? Wolny czas. Czyli DSy. Pod takim niebem człowiek nie dba o to, że noc króka i jasna. Po prostu trzeba coś oglądnąc i już!

    Już pierwszej nocy 8 lipca mieliśmy okazję do obserwacji. Na szczęście mogliśmy jeszcze odpuścić sobie zmienne.

    Na pierwszy ogień poszła m13. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Nigdy nie widziałem jej tak jasnej, kontrastowej i rozbitej prawie do centrum. Zapełniała 1/2 pola widzenia okulara LVW 17 wsadzonego do wyciągu. Coś wspaniałego.

    Po 2 godzinkach, zza budynku w którym spaliśmy wyłniła się, widoczna gołym okiem, m31. Nie byłem zawiedziony. Jasne jadro, oraz ramiona rozciągały się na całe pole widzenia. m110 widoczna bez problemu. Byłem zbyt podniecony, żeby szukac m32.

    Innymi obiektami widocznymi tej nocy były: m57 (trochę za mały power, ale widoczna bardzo ładnie) i m81 & m82 (również bardzo ładne, ale pole widzenia trochę małe, bo niecały stopień i galaktyki w jednym polu mieściły się trochę na wcisk).

    Tej nocy mieliśmy jeszcze okazję obserwować jasny meteor przelatujący przez Psy Gończe. Jasność miał około -1 mag.

    W ciągu następnych ośmi nocy (z których tylko jedna była deszczowa i obserwacje nie były możliwe) oglądnąłem 25 emek i 14 NGCek i jeden obiekt z katalogu IC. Warto wspomnieć choćby NGC 5322, która została odnaleziona przypadkowo, przy szukaniu M101, czy NGC 3998, która jest chyba moim rekordem, jeżeli chodzi o jasność zaobserwowanej galaktyki (ma ona bowiem 10.6 mag).

    Oprócz obiektów DS obserwowałem ciała US. Oczywisci Wenus, Mars i Saturn zaraz po zachodzie Słońca. Planetoida Westa też była widoczna w tym czasie. W środku nocy Ceres i oczywiście Jowisz.

    Nie zapominajmy o gwiazdach zmiennych. Moim zadaniem było pomierzenie jasności trzech: SY Cam, BX Cas i V1742 Cyg. Największym problemem jest znalezienie, potem już pestka.

    A w nocy z 16 na 17 lipca zobaczyłem coś, czego nie zapomnę do końca życia. Piękny bolid. Wyleciał gdzieś między Delfinem a Pegazem i leciał przez pół nieba, by zgasnąć w okolicach Korony Północnej. Coś niesamowitego. Leciał bardzo wolno i zostawił za sobą długaśny ogon. A ten zielony kolor- niesamowite...

     

    pozdrawiam wszystkich

    Mateusz

  13. Tak, czuję głód obserwacji. Cholernie duży.

     

    Nieraz w tym roku dane mi było widzieć prawdziwie piękne, rozgwieżdżone niebo. Szkoda tylko, że nie miałem sprzętu.

     

    Najgorsze jest to, że w tym czasie słuchałem swojej ulubionej muzyki z X3: Reunion i Terran Conflict, co spowodowało, że trzeba było mnie siłą zaciągać do ośrodka, żebym nie przemarzł.

     

    Naprawdę, żałuję, że nie mogę wyjść ze statywem i lornetką przed dom i podziwiać Drogę Mleczną. Nie we Wrocławiu. U mnie niedługo nie będzie się dało niczego obserwować.

     

    Teraz oczekuję łaski/niełaski rodziny, która obiecała mi swego czasu pieniądze na bino 20x80. Byłbym niezmiernie szczęśliwy, gdybym mógł wejść w posiadanie takiego sprzętu.

     

    No cóż, wracam słuchać muzyki i oglądać Wasze piękne fotografie kosmosu. W połączeniu z jednym soundtrackiem wciska mnie to w fotel i przyprawia o łezkę w oku. Nie dlatego, że jest to po prostu piękna chwila. Ale dlatego, że nie będzie mi (i wielu innym pokoleniom) dane polecieć chociażby na Księżyc, Mars. Bo takie skojarzenia teraz sobie przywołuję.

     

    Kończę, bo późno.

     

    Trzymajcie się! :)

  14. ekolog's Blog

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 8821
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    :yes:

    Dygresja z innej beczki: W hyde park w "100 lat dla ekologa" zapomniałem dodać, że w tym fenomenalnym w skutkach ćwiczeniu na wykręcanie rąk (tam na obrazku na dole) oczywiście co cykl zmieniamy rękę "górną" z prawej na lewą i z powrotem - to odnośnie:

     

    super_cwiczenie

     

    Fajnie mieć dziecko co w razie co pokieruje autem { już myślałem że nigdy nie zda :) }

    Kamień z serca ! [za 3 razem - wcześniej była złapana np za głupie nie włączenie świateł]

     

    To od niej pożyczyłem tę lornetkę 10x50mm co nawet fajnie pokazała M44 mimo dużego LP

    - to teraz już długo nie bedę jej musiał oddawać - prędzej kluczki od samochodu ;)

    a propo's

    Bardzo mi sie podoba to głosowanie na lornetki Nikon 10x50 przeciw Celestron 15x70

    tylko, że ja sercem jestem za obiema! {w NIKONIE spodziewam się wyższej jakości i wygody} A tak poważnie to chyba zależy od doświadczenia i forsy na zakup jeszcze i teleskopu. Jak brak szans na teleskop - to chyba brać 15x70 tylko że star-hopping na początku to będzie pot i łzy rozczarowania {no bo bez żurawia - jak bieda to bieda} :(

     

    wydaje mi się że 15x15 = 225 to duża pokusa wszak znacznie więcej niz 10x10=100 to jeśli chodzi o oglądaną powierzchnię na umownej sferze obserwacji. A radocha to chyba płynie nie tylko ze średnicy obiektu (1.5 x większa) ale i "powierzchni ciała" (2.25 x większa). Dzisiaj wspominano na forum o "endorfinach" to jak to jest z tą radochą - bardziej proporcjonalna do liniowego czy powierzchniowego wzrostu ?

     

    Napiszę to inaczej - dla niektórych zapewnie ciekawiej. Gdyby jedynym instrumentem obserwacyjnym miał Wam pozostać jeden z poniższych i musielibyście oddawć co miesiąc 30% z całości! dochodów za posiadanie (niechby istniał) Dobsona 9 cali albo tylko 15% za posiadanie Dobsona 6 cali to co byście wybrali ?

     

    Nieco podobną metodą oszacowano kiedyś na jaką kwotę ludzie oceniają wartość swojego życia. Niby bzdura bo na pytanie wprost powiedzą, że bezcenne. Ale policzono to na podstawie nadwyżki płac w niebezpiecznych zawodach i przy niebezpiecznych pracach. Wyszedł jeden milion Euro. Statystycznie. Pewnie Bill Gates wyżej ocenia ;) Jak policzyli? Podzielili nadwyżkę forsy (nad płacę w podobnym kwalifikacjami ale bezpiecznym zawodzie - wypłaconą wszystkim pracującym) przez ilość śmierci. Może dodali 1/100 "śmierci" za procent utraty zdrowia po wypadku nie śmiertelnym. Byłem niejako "ojcem" takiego wypadku. W skałkowym Trzcińsku nauczyłem kilku kolegów asekuracji "na wędkę". Zajęli się potem zarabianiem w pracach na wyskości. Jeden z nich nadepnął raz na spróchniałą deskę konserwując kładkę na torami (akurat bez asekuracji). I spadł z 7 metrów. Na szczęście wrócił do zdrowia, ale nie od razu.

    Aha - nie życzę nikomu by został wielkim alpinistą bo wiem jak kończą ... statystycznie ;)

     

    Nowe Pytanie! ( o mijanie się gwiazd ) :sorry:

     

    W sekcji "Tematyczne" w dziale "Dział nie z tej Ziemi" w wątku "Ciemna materia - chyba optymistyczna wiadomość".

    W poście (#6 -zapewne ostatnim) "wysnutym" z informacji o gwiezdnym Halo naszej Galaktyki (tam link do astropolis)

    zrobiłem EDIT - który nie redatuje postu więc trochę nie dziwi, że zapewne nikt nie zaglądnął i

    NIKT nie odpowiedział na moje ostatnie pytanie - to może tu trafi ktoś kto coś wie o tym - pytanie było takie:

    Nasuwa mi się refleksja, że zaawansowane technicznie cywilizacje to

    - aby żyć wiecznie - muszą uprawiać taki, trochę inny "STAR-HOPPING".

    Przy założeniu, że czekałyby zazwyczaj na przelatujące w pobliżu układy planetarne

    byłby to star-hopping w wersji "autostopem przez galaktykę".

    To ja może inaczej sformułuję pytanie. Jak często gwiazdy mijają się w naszej części galaktyki o włos. Dajmy na to w odlegości kilku tygodni światła. No bo z tego można (na przestrzeni miliardów lat) wywnioskować jakie mamy szanse - na przesiadkę. ??

     

    No i padła TAM odpowiedź - dokładna i optymistyczna! co 60 milionów lat. I nawet sa na to w duzym stopniu dowody/dowodzenia. O tu:

    bliskie_mijanie_Slonca_z_gwiazdami

  15. Po dwóch krótkich sesjach z Celestynem, które zapisuję tu symbolicznie (jedna, to skromny pokaz dla siostry, drugie to nieudana sesja z Sony Alpha, która nie przyniosła żadnych zdjęć), udało mi się wykonać pierwsze zdjęcia w ognisku głównym, za pomocą pożyczonego Canona 350D.

     

    Noc z 20/21 lutego była pogodna do około 00:30. Udało mi się wypróbować skomputeryzowany zestaw: teleskop, Canon 350D i laptop. Przydał się 3 metrowy przedłużacz USB i stojak na nuty - polecam jako stojak pod laptopa!

     

    Na pierwszy rzut poszedł cel najłatwiejszy - Księżyc. Ponieważ ostrość mogłem nastawiać tylko ręcznie, oryginalnym pokrętłem w OTA, żadne ze zdjęć nie jest do końca ostre. Jednak jest pamiątka oraz zadowalający i obiecujący początek.

     

    Ustawianie, wyzwalanie aparatu i automatyczne zgrywanie zdjęć komputerem jest bardzo wygodne. Szkoda, że nie mogę tego zrobić ze swoją Sony Alpha.

     

    Ponieważ nie miałem do dyspozycji kabelka do trybu bulb, mogłem wykonywać ekspozycje jedynie 30 sekundowe.

     

    Pierwsze naświetlania szybko pokazały niedoskonałości ustawienia montażu. Gwiazdy zamieniały się w krótkie łuki. Poprawienie ustawienia kierunku północnego, wykorzystanie "polar aligment" montażu i ponowny aligment na 4 gwiazdach znacznie poprawiły prowadzenie. Może za jakiś czas zobaczę na jak długie naświetlania pozwala CG-5.

     

    Udał się też wypróbować focus reducer - działa bez problemu. Zarówno z aparatem jak i przy obserwacjach wizualnych. Jednak konieczna zmiana ustawienia ostrości jest duża, co było przyczyną początkowej konfuzji i nieudanego podejścia.

     

    Wypróbowałem też Baader Ortho 9 mm na górującym Marsie, jednak obraz był za jasny - Mars miał niemal białą tarczę. Potrzebny będzie filtr polaryzacyjny (do Księżyca też się przyda) i/lub soczewka Barlowa, dla największego powiększenia i przyciemnienia obrazów planet. Muszę zdobyć któreś, żeby przyjrzeć się Saturnowi następnym razem.

     

    Przy następnej sesji pomęczę się z Sony Alpha. Przydałby się motofocus, albo przekładnia 1:10. Muszę też znaleźć sposób na precyzyjne ustawiania ostrości przy fotografowaniu aparatem DSLR.

     

    W zasadzie, to cieszę się, że kampania obserwacji XO-3B została przeniesiona aż na kwiecień. Mam nadzieję, że dzięki takiej nocy jak ta uda mi się do niej dobrze przygotować.

     

     

    moon.jpg

    m52.jpg

  16. W astropolis pojawił sie ciekawy post "Skala Wszechświata". Bulwersuje mnie, że autorzy "lekką ręką" gwoli "widowiskowego" zamknięcia skali od góry podali rozmiar całego wszechświata w którym żyjemy (obserwowlnego i DALSZEGO!): 930 Ym. Co jest jakąś "bardzo nową" (bo śledzę temat) informacją - sprzeczną z przychylnie w astrofizyce ocenianym (badania promieniowania tła) poglądem, że jest nieskonczony!

     

    Tam się wypowiedziałem krytycznie i objąśniająco (Big Banguje nie tylko nasz supergęsty punkt startowy ale i wszystkie bedące WTEDY obok - aż do ÓWCZESNEJ nieskończoności) .

     

    Tu zaś muszę dodać krok dalej w tej skali. :astronom: Od kilkudziesięciu lat przełomem w myśleniu jest "zasada antropiczna", która mówi, że istnieją zapewne wszelkie możliwe wszechświaty (równoległe) częstokroć o innym przebiegu i "regułach", a ludzie pojawili sie akurat w tym gdzie były szanśe na wyewoluowanie RNA itd. Konsekwencje są daleko idące. Bez sensu staje sie wszechświat startujacy "nagle" bo istnieje inny "dojeżdżający układem" do tego miejsca startu. Oczywiście wszystkie one są całkowicie niezależne, częstokroć nieskończone i - jak wyjaśniłem w poprzednim zdaniu - WIECZNE!

     

    p.s. Powiem nieskromnie, ze "zasadę antropiczną" wymysliłem jeszcze przed jej pojawieniem się -oczywiście nie nazywająć jej tak - mam nawet pożółkłe kartki artykułu, który jakaś redakcja mi odesłała. Możecie w to oczywiście nie wierzyć - nie o to chodzi - jedynie o to, żeby wytłumaczyć, dlaczego zawsze miałem powód do śledzenia doniesień o "granicach" w czasie i przestrzeni "wszystkiego co jest". :yes:

  17. W końcu. Po tylu miesiącach myślenia i pisania mam w dłoni moją książkę. "Wróć, mój bohaterze".

    Cóż. Nie jest to wielki sukces. Może tylko mały sukces. Książka nie ukazała się nakładem żadnego wydawnictwa, a tylko skromnym nakładzikiem 50 sztuk tylko dla mojego widzimisię. Ta historia tak długo mnie męczyła, siedziała jak cierń w mojej stopie, że już ją zaczynając wiedziałem, że musi ukazać się w formie książki.

    W tym przypadku nie miało znaczenia to, ile osób ją przeczyta, i czy im się spodoba. Miało znaczenie, że przeczyta ją jedna osoba. No i oczywiście chodziło o to, co mi w głowie siedzi. Trzeba się kiedyś w końcu obmyć z tego, co nas dręczy.

    Tak się jednak złożyło, że przeczytało ja już kilku z Was, których już mogę śmiało nazwać przyjaciółmi. To także dzięki Wam i Waszemu zdaniu postanowiłem zlecić jej druk i oprawę, tak, aby powstała książka. Pozdrawiam Was "chopy". :)

    Mały kamień ciągnie za sobą lawinę. Teraz prawdopodobnie jeszcze więcej osób będzie mogło przeczytać tę historię. Książka trafi do kolejnych kilku z Was, ale tylko przy okazji, bo nie ma mowy o jakiejkolwiek sprzedaży. To coś osobistego. Można się podzielić, ale lepiej nie sprzedawać. Bo osoby, które sprzedają swoją najgłębszą osobistość zwane są potocznie ku***mi :)

    Boję się tylko jednego - że postawicie tą książkę obok bestsellerów i wielkich dzieł literackich science-fiction. Chciałbym aby nikt nie porównywał jej do prawdziwych dzieł, bo nie jest tego warta. Ponadto to tylko pewna historia i spora część mnie samego ubrana w taką, a nie inną formę. To rzeczy, które tylko chciałem opowiedzieć. Nie zaistnieć, nie podbijać rynku wydawniczego, nie zdobywać sławy. Po prostu opowiedzieć coś o sobie, i jak już wcześniej wspomniałem - zmyć to z siebie. Kto chciałby poznać, co we mnie siedzi, ten czytając tą książkę przeczyta więcej o mnie niż o bohaterze, który pragnie wrócić. Ale to raczej zadanie dla psychologów, i psychiatrów chyba, bo jakby nie było - bardzo niewiele z tych rzeczy jest opisanych bezpośrednio. Prawie wszystkie ukryte za maską, poddane hiberbolizacji. A także po naszemu - przepuszczone przez barlowa 2x i to kiepskiego, bo zniekształcającego obraz oraz wprowadzającego gamę aberracji.

    Sam chętnie znów bym przeczytał tę historię, tylko szkoda, że znam ją już na pamięć. Historia do poduchy. Na dwa wieczory. Na podróż pociągiem. Smutna, nostalgiczna, banalna, nieco gorzka, trochę tragiczna, trochę ciekawa, jak zwykle o uczuciach - tak jak w życiu. Historia dla ludzi.

    Cieszę się. Wszystko, co chciałem powiedzieć, już powiedziałem. Zwłaszcza, że powiedziałem to tym osobom, które powinny to wiedzieć. Przy okazji podałem w ładnej formie - w formie książki. Sterta luźnych kartek jest mniej sentymentalna.

    Żałuję, że nie mogę jej podarować każdemu. Mam tylko 50 sztuk. Kilka z nich trafi do bibliotek w różnych miejscach kraju. Kilka z nich będzie można znaleźć tu i ówdzie. Może "ktoś" zostawi w pociągu, czy autobusie. Kilka z pewnością podaruję tym, których bardzo lubię, kilka podaruję przypadkowym osobom, a jeszcze kilka trafi na zloty astronomiczne jako podarunek, czy nagroda w jakimś konkursie.

    To tyle. Jestem wolny.

     

     

    wmb_ksiazka.jpg

  18. Pewu's Blog

    • 3
      wpisy
    • 2
      komentarze
    • 6185
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Zachmurzenie było ogromne, ale trzeba było jakoś wykorzystać ostatnią noc wolnego :)

    Cierpliwie czekałem i wierzyłem, że chmury przejdą.

    Zacząłem zaglądać na http://www.sat24.com/Region.aspx?country=p...r&type=loop co 15min :) z nadzieją ujrzenia jak pasmo chmur omija Bydgoszcz.

    Przyuważyłem... że jest to możliwe, jest tam trochę miejsca i sądziłem że to wystarczy, by zobaczyć coś na niebie.

    No i tak się stało :) od 03:00 do 04:00 nie było ani jednej chmurki na niebie.

    Biorąc pod uwagę, żę wcześniej i później zachmurzenie jak dla mnie prawie całkowite to, to normalnie cud :)

    Wykorzystałem więć tę godzinkę żeby trochę podejrzeć i popstrykać.

     

    Taki był nasz poranny Moon

    w1.JPG

     

    Podsumowując moją sytuację księżyc jaki uzyskuje narazie :) mnie zadawala.

    Czaję się głównie na Jowisza, Wenus i Saturna, taki smaczek na planety.

    Jeszcze w tym miesiącu dokupię okular orto 6mm i do przodu.

    Nie powstrzymałem się jednak, żeby nie wstawić Jowisza już teraz mimo że wyszedł marnie.

    Okular super plossl 10mm i niezbyt specjalna cyfrówka Premier 4.0Mpx nie pozwoli chyba na więcej, albo nic nie umiem :P

     

    w2.JPG

  19. Bemko's Blog

    • 1
      wpis
    • 1
      komentarz
    • 5817
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Skończyłem, finito, done :szczerbaty: tak, recenzja Messiera R-127L jest już (prawie) gotowa. Może to nic nadzwyczajnego, bo każdy mógł śledzić ją na bieżąco na forach, jednak zapewniam że nie jest to dokładnie to samo co już widzieliście. Udało mi się to wszystko zebrać do kupy i uporządkować. Dodałem też trochę spostrzeżeń, o których jeszcze nie pisałem na forach, a które dopełniają obrazu.

    Szczerze mówiąc, to ta sprawa ciążyła mi od dłuższego czasu, bo wiedziałem że kiedyś w końcu muszę tą recenzję przygotować, ale ciągle nie mogłem się zebrać żeby to zrobić. Na dysku leżały materiały, zdjęcia, na forach ciągle wiszą wątki. Na szczęście do pracy zmotywował mnie Polaris, któremu już dość dawno obiecałem, że przygotuję tą reckę dla astronocy. Teraz zostały już tylko końcowe poprawki i mam nadzieję że niedługo moje opracowanie ujrzy światło dzienne.

     

     

    Niestety mam taki charakter, że lubię zaczynać różne przedsięwzięcia, ale potem z ich zakończeniem jest już problem. Początkowy entuzjazm opada, pojawiają się trudności i znika chęć do działania. Jak sobie pomyślę, ile mam takich zaczętych różnych rzeczy to ogarnia mnie przerażenie. Chyba muszę pozakańczać przynajmniej część z tych spraw, bo w pewien sposób cały czas mi ciążą.

     

    Na przykład kilka lat temu zacząłem konstruować mikrometr nitkowy do pomiarów odległości na niebie (głównie gwiazd podwójnych). Zrobiłem cały projekt, mam wytoczone i wyfrezowane elementy. Zostało mi tylko wyszlifować ramkę, zainstalować krzyże, śrubę mikrometryczną i poskładać wszystko do kupy. Jakiś miesiąc temu kupiłem nawet papier ścierny do szlifowania. Może teraz, kiedy skończyłem tą recenzję uda mi się w końcu za to zabrać.

     

    Mniej więcej w tym samym okresie zacząłem pisać program do katalogowania i analizy tych moich przyszłych obserwacji mikrometrycznych. Niestety sprawdziło się powiedzenie, że napisanie 90% kodu zajmuje 90% czasu, ale napisanie pozostałych 10% zajmuje kolejne 90% czasu. Utknąłem właśnie na tej analizie danych, a konkretnie na dopasowywaniu elipsy do punktów (wyznaczanie orbity gwiazdy). Chyba tymczasowo ją pominę, bo i tak pierwsze orbity mógłbym otrzymać dopiero za kilka-kilkanaście lat...

     

     

    Muszę się wam jeszcze czymś pochwalić: w piątek dowiedziałem się, że na początku grudnia jadę na warsztaty astronomiczne do Piwnic pod Toruniem. Będę miał okazję prowadzić badania za pomocą największego radioteleskopu w Europie Środkowej! Jest to wyjazd organizowany przez Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci (u mnie 18lat na karku, ale jeszcze się załapałem :szczerbaty:) Po powrocie postaram się zdać szczegółową relację na blogu.

  20. Krawat's Blog

    • 1
      wpis
    • 7
      komentarzy
    • 7535
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Odważę się napisać- krótko, zwięźle i... Nie wiem, czy na temat, ale jakoś się to z astronomią na pewno łączy.

    Oczywiście wszystko niżej opisane jest prawdą, pprawdopodobnie w niektórych miejscach wyolbrzymioną przez mój mózg. Niemniej jednak opsiuję to tak, jak to przeżywam. Niechaj historia się rozpocznie...

     

    Zaczęło się niewinnie- od przeglądania testów obiektywów na optyczne.pl

    na pewno miało wpływ na późniejsze wydarzenia to, że zawsze dłużej zatrzmywałem się na wykresach aberracji chromatycznej- naszej wszędobylskiej, "dobrej koleżanki"...

    Zacząłem wypatrywać tej wady najpierw w swoich zdjęciach, później w cudzych- denerwowała mnie zawsze, niepokoiła i nie dawała snu- kolorowe obwódki, czerwone i niebieskie, niebieskie i żółte, fioletowe...

    Pierwszy punkt dla niej...

     

    Ale nie o kolorach. Co było później? Później zauważyłem jak aberracja mnie otacza. Na każdym kroku, w domu, w szkole...

    Najpierw okulary. Patrząc kątem szkła nawet na niezbyt kontrastowych rzeczach i krawędziach mogę zauważyć wkurzające czerwono-niebieskie artefakty...

     

    Później w drzwiach frontowych mojego domu pojawił się wizjer z polem widzenia które jest zaiste imponujące- myślę że sięga około 160-170 stopni. Ale to pole osiągnięto kosztem czegoś... I kiedy spojrzałem pierwszy raz przez wizjer, zobaczyłem zetknięcie się ciemnego dachu sąsiada z białym od chmur niebem (również niezbyt w centrum, jeśli ma to w ogólejakieś znaczenie). Możecie sobie wyorazić jak to wyglądało...

    Krawat-Aberrka

    3:0?

    Kolejne starcie nastąpiło gdy po wielkim "głodzie obserwacyjnym"- prawie 2 miesiące bez telepa- spojrzałem w okular. W centrum pola na jasnej gwieździe zobaczyłem coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem- lekkie odbarwienie w dwóch kolorach- czerwonym i niebieskim...

    Czyżby czwarty punkt dla aberracji?

     

    Staram się nie zwracać na to uwagi, ale ona nie odpuszcza, atakuje, czeka na moment...

     

    No i powiedzcie mi, co ja mam zrobić? Kupić okulary APO? Sprzedać nerkę i kupić wiadro obiektywów Canona z serii L? Wyrwać deski z podłogi, sprzedać Syntę i kupić ed80 i parę Naglerków?

    I wreszcie, zmienić WIZJER W DRZWIACH na APOCHROMATYCZNY?

     

    Chyba się zapiszę na jakąś terapię. Ale boję się że po przedstawieniu problemu odeślą mnie do psychiatryka... :blink:

     

    Pozdrowienia.

  21. Kupiłem na allegro zielony laser 5mW.

    Przyda się do pokazywania obiektów na niebie przy obserwacjach lornetkowych bez statywu.

    Zastanawiałem się, czy nie będzie za słaby do potrzeb. Tak to już jest, że człowiek zawsze chciałby mieć najlepsze, najmocniejsze itp.

    Naoglądałem się na YouTubach laserów 30mW i wyżej...

    Była prowadzona również dyskusja na Forum.

    Zrozumiałem, że nie chciałbym być nawet pośrednim sprawcą jakiegoś nieszczęścia. Wiązka może się przecież odbić na zupełnie niespodziewanych przedmiotach.

    Z tymi mocnymi laserami jest jak z nożami - te zbyt ostre dotrą do kości zanim cokolwiek poczujemy. Mam takie w domu i zawsze się stresuję jak muszę je użyć. A miały sprawić, by życie było prostsze.

    Zaryzykowałem i kupiłem najsłabszy laser z możliwych.

     

    Test nocny:

    Pod lampą wiązki nie widać (gwiazd zresztą też). Co ciekawe wiązkę można zauważyć powyżej lampy. Całą wiązkę widać dopiero po odsunięciu się około 10metrów od lampy.

    W ciemności LaserPunkt oraz wiązkę dobrze widzę na odległość około 1km. Na dalsze odległości nie próbowałem.

     

    Laser o mocy 5mW do organizacji pokazu nieba doskonale się nadaje. Wydawanie powyżej 60 zł po to aby przypalać zapałki, przebijać balony i obserwować wiązkę za dnia jest w/g mnie bezsensowne. Szkoda kasy i zdrowia.

  22. lech's Blog

    • 1
      wpis
    • 0
      komentarzy
    • 131
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Obiecywałem sobie, że nie będę narzekać, szczególnie na pogodę, więc nawet słowem nie wspomnę jaka ona jest niewdzięczna od czasu mojej ostatniej wizyty w Łabędzi, czyli przyprawionych dużą dawką euforii obserwacji Welonu. Trzeba myśleć pozytywnie. W końcu to dopiero wczoraj z ruskim bino atakowałem pojawiające się szczeliny w chmurach. Jakie podniecenie powoduje pojedyncza, wynurzająca się z tego bagna na niebie gwiazda. Dwie przyprawiają już o dreszczyk emocji, a przy kilku to już prawie noworoczna euforia. Ale nie można stracić głowy. Mam teraz okazję. Chwila koncentracji, wybałuszam wzrok i się zastanawiam 'co to do diabła jest ?' ... hm ... o tyłek Pegaza, super. W sumie to nie takie super, ale obiecałem sobie nie narzekać. Kolejna zmarszczka na czole, tym razem spowodowana nadmiernym jak na dzisiaj już myśleniem 'co by tutaj, tym'. Zaczynam się denerwować na widok zaciskającej się pętli wokół szyi naszej skrzydlatej szkapy. Ciśnienie trochę opada, zaczynam znowu panować nad sobą, wdech-wydech, dobra M15, super. O coś tam zipie, Algenib. Po chwili pojawia się kolejna zmarszczka na czole, ale już niestety nie od nadmiernej koncentracji, wybałuszania oczu, czy kurczowego trzymania instrumentu żeby italiano-disco nie oglądać w okularach. Powiem grzecznie i uprzejmie bo obiecałem sobie nie narzekać, puszysta chmurka przyleciała. Myślę sobie, że nie jest jeszcze tak źle, zawsze mogło być gorzej, ja poczekam, chmura nie. Czas sobie leci, ja czekam, ktoś dwa razy rozbił butelkę w parku kilka metrów dalej, jakieś koty u sąsiada się pobiły, ogólnie cisza i spokój. Dobra ale ja już przysypiam. Znienacka jak kubeł zimnej wody, Markab, 'hura' myślę sobie, co tam dalej Baham, super jest jeszcze jakaś szansa. Już prawie ... i się rozsmarkało, deszcz i tak z przerwami cały czas prawie. Ale nic nie będę o tym pisał bo obiecałem nie narzekać, tak, trzeba myśleć pozytywnie.

     

    Pozdrawiam

     

    lech

  23. Ori's Blog

    • 3
      wpisy
    • 31
      komentarzy
    • 18850
      wyświetleń

    Ostatnie wpisy

    Lipiec 2008. Od kilku dni siedzę przed ekranem komputera i zastanawiam się dlaczego, jeśli ktoś postępuje wg uczciwych zasad, jest skazany na porażkę. Trudno mi samej znaleźć odpowiedź na to pytanie i właśnie po to jest ta opowieść, może ktoś po jej przeczytaniu zrozumie i mi odpowie.

     

    Zapraszam

     

    „Rok z życia admina pewnego forum”

     

    Jestem w astro kilka lat, to moja pasja, moje hobby, moja miłość. Wszystko zaczęło się od pewnego zlotu, na którym poznałam ludzi zakręconych w astro na maxa. Większość z nich do dnia dzisiejszego pozostaje moimi przyjaciółmi. Właściwie zaczynałam od zera, zero wiedzy nt. sprzętu optycznego, nt. mechaniki nieba… wszystkim zachłystywałam się jak ktoś kto od dawna nie mógł oddychać pełną piersią, a tu nagle dostał dawkę czystego tlenu, żyłam w euforii, wszystko było fascynujące, a ludzie wspaniali, otwarci, życzliwi. Naprawdę każdemu początkującemu astro miłośnikowi życzę takiego startu. Na tym samym zlocie poznałam osobę, która wywarła na mnie największe wrażenie, osobę która od pierwszego dnia stała się moim przewodnikiem, osobę mądrą, zdystansowaną, on stał się moim Mentorem i nauczycielem.

     

    Czas płynął znajomości zacieśniały się, były nowe zloty, nowi pasjonaci nieba – na zlotach poznaje się fantastycznych ludzi. Wszystko generalnie dla mnie kręciło się wokół astro, codziennie (mniemam, że jak większość z nas ;) )dzień zaczynał się od odpalenia komputera i zerknięcia na fora astro przed pójściem do pracy. Dla ścisłości podam, że pisząc fora mam na myśli głównie dwa: AstroForum i Astro4u. Poprzez Internet również można poznać wspaniałych ludzi, wymienić się informacjami, itd… co ja wam będę mówiła, sami przecież wiecie :P

     

    Około półtora roku temu doszły mnie słuchy, że pojawił się kłopot z Astro4u, ponieważ główny administrator nie będzie mógł poświęcić więcej czasu na opiekę na tym portalem . Zachodziła obawa, że forum bez administratora wcześniej czy później doprowadzi w pierwszej kolejności do zaniżenia poziomu, potem do zmasowanego ataku troli i na koniec umrze śmiercią naturalną, pozbawione gospodarza oraz inwestycji w zasoby ludzkie.

     

    Wiem, że ówczesny administrator, notabene mój Mentor, szukał przez wiele miesięcy swojego zastępcy, proponował objęcie tej funkcji kilku zaufanym osobom, niestety bezskutecznie. Dodam, że praca administratora jest ciężką i niewdzięczną funkcją. Do tego bardzo czasochłonną, wymagającą codziennej obecności. Wielu z was się pewnie uśmiecha, że co to za obciążenie, być codziennie na forum, skoro wszyscy jesteśmy codziennie… doskonale was rozumiem jest tylko jest pewna różnica jak się coś robi bo się chce i jak się coś robi bo obowiązek wzywa ;) . Kiedy trzeba szybko reagować na zamieszanie, kiedy trzeba załagodzić konflikt, do tego wysłuchać kilku stron i znaleźć salomonowe rozwiązanie, to praca admina przestaje być już taka różowa, co? W wielu sporach nie dogodzi się wszystkim, nie każdy potrafi zaakceptować kompromisów …

     

    Generalnie założenie jest takie, że najwyższe dobro forum to przestrzeganie regulaminu przez wszystkich bez wyjątku, stałe podnoszenie poziomu tak aby użytkownicy jak najwięcej się nauczyli, to wymiana doświadczeń, przeżyć, to portal gdzie początkujący otrzymują pomoc merytoryczną, żeby mogli dalej rozwijać swoją pasję. Forum jest wspólnym dobrem i dorobkiem nas wszystkich, każdej osoby, która wnosi postem coś wartościowego dla społeczności. Wg mnie forum to nasz dom i żeby dom mógł funkcjonować musi istnieć podział ról, jest admin, są moderatorzy bo przecież ktoś musi koordynować nasze wspólne działania i ktoś musi chronić dobro forum.

     

    Jak już wspomniałam, ówczesny administrator przez ponad pół roku nie mógł znaleźć nikogo kto chciałby podjąć się tego zobowiązania… nadszedł czas kiedy nasz Mentor/admin musiał poświęcić swoją pełną uwagę sprawom zawodowym i nie mógł już poświęcić ani minuty na forum.

     

    Przez pół roku Astro4u dryfowało w sieci bez kontroli. Trole i dzieci neostrady szalały, poziom forum poleciał w dół, coraz więcej słychać było głosów niezadowolenia od wieloletnich i zasłużonych forowiczów, z resztą nie tylko od nich… nadszedł czas, że właściwie większość pytała, gdzie jest admin i dlaczego nie reaguje na bałagan na forum…

     

    Wtedy zadzwoniłam do mojego Mentora i przedstawiłam sytuację prosząc o pomoc, pytając czy nic nie da się zrobić, żeby uchronić forum przed upadkiem. Jeszcze raz przeanalizowaliśmy kilka rzeczy, zastanawiając się kogo poprosić o poprowadzenie forum, niestety znowu nikt nie był zainteresowany.

     

    Wtedy Ja poprosiłam mojego Mentora, że skoro nikt w tej chwili nie ma czasu aby uporządkować forum, to ja całym sercem chcę pomóc i mógłabym pomóc. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że w porównaniu do poprzednich kandydatur jestem jeszcze zbyt nową osobą w branży, żeby ośmielać się wyjść z taką propozycją, ale lepszy admin w mojej osobie niż nikt…

     

    Dałam tylko jeden warunek, chcę pozostać anonimowa – nie zależy mi na sławie i im mniej osób będzie o mnie wiedziało, tym lepiej. Poza tym obawiałam się, że sama moja osoba jest na tyle kontrowersyjna, że wiele osób nie będzie w stanie zaakceptować mnie na stanowisku admina. Jak czas pokaże nie myliłam się, były osoby które mnie nie zaakceptowały, Ja nie przewidziałam jednego, że to osoby które deklarowały mi zawsze swoją przyjaźń, osoby z najbliższej paczki…

     

    Mój Mentor po przemyśleniu zgodził się, zaznaczając że wszystkiego mnie nauczy i pokaże jak się za to zabrać. Od tego dnia, lipiec 2007, Astro4u miało dwóch administratorów: Technicznego – mój Mentor i admina czyli mnie, oczywiście nie zapominajmy o pierwszym administratorze w postaci właściciela serwera, czyli Bartku. Tak więc było nas trzech.

     

    Przez pierwszy miesiąc techniczny pokazywał mi jak to działa i jak trzeba postępować, potem już od sierpnia dostałam większą autonomię, a techniczny mógł powrócić do swoich spraw pozaforumowych. Nie będę was zanudzać szczegółami adminowania, bo sami widzieliście co się dziąło na forum aż do lipca 08 ;) . Właściwie z czasem przejęłam wszystkie obowiązki codzienne, z technicznym konsultowałam się tylko w wyjątkowych sytuacjach typu Ban. Mrówcza praca dla dobra forum, nie dla dobra jednostki czy konkretnej osoby – tylko zawsze dla dobra forum. Były rozmowy z moderatorami, aktywizacja ludzi, byli nowi moderatorzy, ludzie z pasją, którzy dostali swój kawałek astro aby tam jako eksperci czuwali nad poziomem merytorycznym, czas płynął.

     

    Borykaliśmy się ciągle z kłopotami finansowymi i ze słabym transferem, żeby było smieszniej lub tragiczniej, jak kto woli kryzys finansowy na forum zbiegł się również z kryzysem finansowym u mnie (Strata pracy). Praktycznie cała zimę forum doturlało się na słabym serwerze, co blokowało nas wszystkich we wprowadzeniu jakichkolwiek innowacji w obawie przed zupełną padaczką systemu.

     

    Były dwie zrzuty narodowe na serwer – jedna we wrześniu 2007 (nieskuteczna) i druga w kwietniu 2008 sukces, jeszcze raz dziękuję wszystkim darczyńcom. Sukces drugiej zrzuty, to wydaje mi się kompilacja dwóch czynników: padaczki serwera, która każdego doprowadzała do szaleństwa i może jednak darczyńcy dostrzegli potencjał Astro4u i postanowili nas wesprzeć finansowo, abyśmy jako team (administrator + moderatorzy) wreszcie ruszyli do przodu.

     

    W międzyczasie kilku moim "przyjaciołom" bardzo nie spodobała się moja obecność na forum jako admina, oczywiście jako bliscy przyjaciele (częściowo też moderatorzy Astro4u) wiedzieli o decyzji technicznego od pierwszego dnia. Wiedzieli też, że proszę o dyskrecję w tej sprawie… mimo to, a może właśnie dlatego informacja kto jest adminem szła pocztą pantoflową hen, hen dalekooooo .

     

    Do dziś zastanawiam się kto jeszcze nie wie ;) – tajemnica stała się tajemnicą poliszynela.

     

    Tę gorzką pigułkę przełknęłam, ponieważ astro4u stało się dla mnie priorytetem i dobro forum było najważniejsze. Konsekwentnie wraz z moderatorami (głównie z pewnym astronautycznym) ciągnęliśmy do przodu.

     

    Właściwie wszystko szło we właściwym kierunku (rozwój forum) poza jednym działem, który kulał okrutnie – astrofoto… Ja sama nie zajmuję się fotografią, kocham wizual, dlatego poprosiłam moich przyjaciół, którzy siedzą w temacie o pomoc. Na pierwszy ogień poszedł moderator Astro4u ds. astrofotografii, poniekąd udzielający się ówcześnie bardzo aktywnie na innym AF w części astro fotograficznej. Poprosiłam o wsparcie i jakiś plan rozwoju dla naszego działu, okazało się że moderator ów twierdzi, że robi co może i że więcej dla Astro4u już zrobić się nie da. Przyjęłam do wiadomości te argumenty choć z bólem serca, ale może nie powinnam wymagać aby inni w równym stopniu poświęcali swój czas dla A4u, w końcu na forum działają Ci co chcą, a nie pod przymusem.

     

    Ponowiłam próby rozruszania astrofoto na Astro4u prosząc o wrzucanie swoich zdjęć mojego "przyjaciela" JackaP. , który właśnie odnosił sukcesy i dzielił się z nami wszystkimi swoim dorobkiem na AF.

     

    Na moją prośbę wprost usłyszałam odpowiedź, że na Astro4u fotografia leży odłogiem, nikt tam nie zagląda i nie komentuje, więc wrzucanie tam zdjęć to strata czasu, skoro są na AF, to każdy może tam przyjść i pooglądać, poza tym A4u ma słaby transfer i mało wejść na stronę w porównaniu do AF gdzie dużo więcej osób może oglądać i komentować … Nie mając innego wyjścia przełknęłam i tę gorzką pigułe. Wróciłam na forum i podjęłam decyzję, będę rozwijać Astro4u mając do dyspozycji ludzi, którzy chcą pisać na Astro4u.

     

    Na forum przecież działa cały świetny team astronautyczny (gratulacje chłopaki), mamy świetny dział o gwiazdach zmiennych, do tego dział sonda… to coś, co nas wyróżniało pośród innych for i tu należało zainwestować w pierwszej kolejności Właściwie poza działem astrofoto, każdy się rozwinął i nie stał w miejscu.

     

    Były też pomysły na to jak zaangażować młodzież, powstała gwiezdna talia – pomysł przesłany do mnie od Mentora i moje rozwinięcie tematu. Potem problemy wewnętrzne nie pozwoliły na kontynuacje, brak czasu. Koncepcja miała ożyć w lipcu2008, ale pewne wydarzenia nie pozwoliły mi zakończyć tej inwestycji.

     

    Jak widać od lipca 2007 wszystkie działy rozwinęły się i umocniły. W międzyczasie nastąpiło wiele zmian kosmetycznych na forum, tak aby portal stał się jak najbardziej przyjazny dla wszystkich użytkowników, nowe działy, nowi moderatorzy. Tak wiele planów, które powoli i cały czas wchodzą w życie…

     

    Oczywiście A4u nie jest zawieszone w próżni, dookoła dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy, są inne fora. W kwietniu 2008 na jednym z for wybuchła bomba, sprawy wewnętrzne, które kilka życzliwych osób z zewnątrz postanowiło rozdmuchać do dziś nie wiadomo właściwie dlaczego…

     

    Nie znam szczegółów, piszę o tym ponieważ ta z pozoru nieistotna dla A4u sprawa, bardzo zaważyła na losie A4U i jego admina, czyli mnie.

     

    W wyniku zamieszania na AF w kwietniu 2008, trzy osoby poprosiły o wykasownie ich kont z bazy AF. W związku z tym, że osoby te dotąd były bardzo aktywne na AF(dział astrofotografia), co ciekawe były to te same osoby, które kilka miesięcy wcześniej prosiłem o pomoc w rozruszaniu astrofoto na Astro4u, naszła mnie myśl, że teraz w tej sytuacji jednak wrócą i pomogą A4u…

     

    Długo nie musiałam czekać, wkrótce odezwał się do mnie moderator astrofoto, że jest pomysł na ożywienie A4u. Ucieszyłam się i poprosiłam o szczegóły, chciałem abyśmy razem uzgodnili reguły gry i jakiej pomocy oraz wsparcia potrzebuje od admina. Dowiedziałam się, że do gry wejdzie jeszcze jeden rozgrywający i że mam czekać na kontakt w tej sprawie. Nowym partnerem okazała się być osoba bardzo zasłużona w dziedzinie astrofotografii, w dziedzinie krzewienia wiedzy wśród nas. Osoba, która stworzyła swoje dwa portale związane z astrofotografią oraz z astronomią w ogóle.

     

    To była jedna z trzech osób, proszących o usunięcie ich kont z AF.

     

    Czekałam więc na kontakt… w międzyczasie słałam maile z zapytaniem do moderatora ds. astrofotografi, czy już coś wiadomo, odpowiadała cisza. Po dwóch miesiącach, czyli 11 lipca 2008, otrzymałam informację od Mentora, że moderator od astrofoto nie mógł się ze mną skontaktować (sic), w związku z czym zostało postanowione co następuje:

     

    Od jutra na A4u wchodzi z reklamą portal AE, bo to jest super okazja do rozwinięcia kulejącego działu fotograficznego u nas.

     

    W pierwszej chwili bardzo się ucieszyłam, w końcu nadejdzie pomoc, o to chodziło. Hura :D

     

    Niestety po tej pierwszej chwili przyszła następna… już mniej szczęśliwa… no dobrze… ale dlaczego nikt ze mną o tym nie rozmawiał? A w ogóle to na jakich zasadach AE wchodzi na Astro4u?

     

    Jak ma wyglądać współpraca?

     

    Zaniepokojona rozejrzałem się dookoła i zebrałam kilka informacji ze świata ;)

     

    Następnie odpisałam do Mentora/technicznego, że bardzo się cieszę że chłopaki chcą nam pomóc w rozwoju, natomiast jestem mniej zachwycona formą ich pojawienia się na Astro4u (nikt mnie nie zapytał o zdanie, a może nie musieli pytać admina… ). Napisałam też, że nieprawdą jest to że moderator nie mógł się ze mna skontaktować, ponieważ posiadam maila jako admin, jako osoba prywatna, mam konto na gg, na skype, mam telefon, który zna. Więc jak to jest możliwe, że nie mógł się ze mną skontaktować i że musiał zawracać głowę Mentorowi? Dlaczego kłamał?

     

    Niestety Mentor powiedział, że mam paranoję i że żal czytać o mojej teorii spiskowej.

     

    Dodatkowo zasugerował, że powinienem bardziej zająć się swoją rodziną i firmą zamiast przejmować się jakimiś błahostkami na forum.

     

    Zapytałam też jakie zasady współpracy ustalili. Okazało się , że zasady są takie że AE wrzuca baner na Astro4u z informacją o konkursie u siebie na stronie, dodatkowo Astro4u daje osobny dział tylko na wyłączność, gdzie będą zamieszczane informacje o AE.

     

    A co w zamian nam da AE? Żapytałam.

     

    Usłyszałam. No rozwinie astrofoto na Astro4u.

     

    Czyżby? Odpowiedziałam. Przecież to tylko przekierowanie na ich stronę, a nie praca u nas dla naszych użytkowników.

     

    Zakomunikowałam, że nie zgadzam się na takie WYKORZYSTYWANIE Astro4u, to po pierwsze, a po drugie dlaczego wejście AE zostało przeprowadzone bez mojej wiedzy? Do tej pory czekam na odpowiedź na to pytanie. Fakty okazały się jeszcze gorsze, moderator ds. astrofoto rozmawiał z innym ważnym moderatorem Astro4u na temat wejścia AE (kanerkus) , rozmawiał też z Mentorem, tylko jakoś zapomniał porozmawiac ze mną, chociaż od dawna deklarowałam otwartość i gotowość do rozmów.

     

    Tutaj krótko mówiąc już się wkurzyłam, bo to jawny spisek i mataczenie za moimi plecami do dziś nie wiem w jakim celu. Napisałam do Mentora, że uważam wejście AE na Astro4u na takich zasadach za pasożytnictwo i poprosiłam o negocjacje w tej sprawie. Oto moja propozycja współpracy partnerskiej (barter).

     

    Astro4u daje AE możliwość reklamy w postaci banera na każdej stronie, co każdy widzi i dodatkowo daje cały autonomiczny dział na potrzeby AE.

     

    W zamian poprosimy:

     

    - baner astro4u na każdej stronie AE w takiej samej wielkości jak baner widniejący na astro4u,

     

    - wsparcie astrofoto na astro4u, czyli wymiana doświadczeń i porady w wątkach gdzie początkujący proszą o pomoc, itd...)

     

    - dodatkowo pan x. jako wieloletni moderator astrofotografii zrobi w końcu porządek w swoim dziale i będzie AKTYWNIE uczestniczył w życiu astro4u, co najmniej tyle samo czasu poświeci na pisanie na astro4u co na AN i AE).

     

    Mój mail został zignorowany, natomiast na forum działy się różne zadziwiające rzeczy… „nowe” chłopaki uwijają się z komentarzami, jakby chcieli nadrobić rok olewania forum .

     

    Na moje pytania gdzie byli rok temu, zero odpowiedzi.

     

    Dodatkowo zeszłej niedzieli jeden z "przyjaciół" JacekP. stworzył sobie na Astro4u drugie konto (zabronione jest to regulaminem), tzw konto służbowe gdzie jak powiedział będzie promował swój biznes. :o

     

    Zwróciłam mu osobiście uwagę na to wykroczenie i poprosiłam o wyjaśnienie. Powiadomiłam Mentora, ponieważ chciałam zasięgnąć porady co zrobić z takim dla nas kłopotem, żeby nikogo nie urazić. Okazało się, że właściwie to są równi i równiejsi i że ten kolega może mieć drugie konto skoro nalega i że Mentor nie widzi żadnych znamion komercji związanej z tym drugim kontem <sic> notabene jak widzę biznes kopuł sie rozwija.

     

    Rewelacja, pomyślałam. Chyba wstałam dziś lewą nogą albo od kilku dni na Astro4u przestały obowiązywać zasady, regulamin i przede wszystkim dobro forum, a zaczęły obowiązywać jakieś nowe reguły o których ktoś zapomniał mnie powiadomić. Wg nowych reguł niektórzy mogą mieć dwa konta i oficjalnie promowac swój biznes, wg nowych zasad można pomijać admina w podejmowaniu ważnych dla forum decyzjach (reklama AE), wg nowych zasad admin ma wrócić do garów i nie interesowac się Astro4u…

     

    A w ogóle to o co mi chodzi, przecież AE chce tylko naszego dobra…

     

    Moim prywatnym zdaniem nie o dobro Astro4u tu chodzi, ale o wyścig szczurów , o to kto lepszy w astrofoto AE czy AF itd… Astro4u stało się bardzo dobrym narzędziem do wypromowania kilku jednostek i interesów pewnych osób.

     

    Widocznie osoby, które weszły od tyłu na Astro4u (podobno z pomocą dla forum), wiedziały ze nie zgodzę się na takie przedmiotowe traktowanie Astro4u i dlatego celowo pominęły mnie w rozmowach.

     

    W dniu wczorajszym (lipiec '08) złożyłam pismo do Mentora z informacją, że jeśli nie zaczniemy renegocjować zasad współpracy AE z Astro4u, to będę zmuszona odejść, ponieważ nie mogę patrzeć na to co się dzieje. Wyznaczyłam godzinę mojego odejścia w przypadku braku chęci wyjaśnienia wszystkich spraw na 10tą zero zero dnia 16stego lipca 2008. O tej właśnie godzinie miałem jako administrator po raz ostatni podsumować ostatni rok, podziękować za współpracę wszystkim, którzy przez rok współtworzyli forum.

     

    W odpowiedzi moje konto zostało zablokowane przez technicznego dzień wcześniej, 15 lipca o godzinie 17.24.

     

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia wszystkim astro miłośnikom.

     

    Były Admin Astro4u – Ori2711 (lipiec2007-lipiec2008)

     

    Ps: Astro4u było i na zawsze pozostanie w moim sercu jako moje dziecko, nigdy nie wystąpię przeciw temu co tam stworzyliśmy wszyscy razem. Ten list jest wystąpieniem przeciwko działaniom i zachowaniom pewnej grupy ludzi. Zapraszam do konstruktywnego komentowania. Odpowiem na każde poważne pytanie.

  24. Jeszcze w lutym, tuż przed zaćmieniem Księżyca, zamówiłem podwójny filtr polaryzacyjny Oriona 2". Dwucalowy filtr będzie dla mnie bardzo użyteczny, ponieważ wkręcę go w redukcję od diagonala i nie będzie potrzeby go przekręcać z ortosa do ortosa w trakcie walki z łysym. Użyteczne też staną się dwucalowe Erfle, ponieważ odczuwam dużą (aczkolwiek bardzo krótkotrwałą) przyjemność oglądania naszego naturalnego satelity w małych, przeglądowych powiększeniach np. 87x :)

     

    Filtr miał być około 8-10 marca, potem okazało się że Orion wciąż kompletuje duże zamówienie z grodu Kraka i dostawa opóźni się do przełomu marzec/kwiecień. Teraz wiem już :Boink: że filtr płynie do mnie (najszybciej jak tylko można) statkiem i w okolicach świąt (czyli po świętach) będzie na cle... hmmmm.

     

    Naczytałem się już sporo odnośnie realizacji zamówień w różnych sklepach astro w Polsce. Postanowiłem jednak dać szansę każdemu ;) najwyżej wezmę kasę, pójdę na Sienną i kupię filtr Celestrona 1.25" od ręki :szczerbaty:

     

    EDIT: 10.04.2007

     

    No tak, święta minęły, a ja napisałem do sklepu kolejną prośbę o informację odnośnie mojego zamówienia. Zostałem solennie zapewniony, że dostawa będzie na cle w Krakowie jutro (tym razem leci samolotem) i papiery celne są już przygotowane (w załączeniu dostałem treść wiadomości z UC - ale oczywiście bez stopki :Boink: )

  25. raczej nie zmarzłem to może mimo wychodzenie z choroby nie rozłozy mnie znowu.

     

    Wychłodzony Mak127 metodą "otwarty visual back do góry" wisiał sobie na AltAZ od 19:30 do 21 potem co pare dziesiąt minut obserw do 22:30 Na termometrze -3°C

     

    Porównałem sobie okularki zooma soligora, LV5 i pl10 z nakręconym barlowem.

    Niestety seeingu bądź wychłodzenia zabrakło na LV5 ale mozna powiedzieć, że kolor jest za ciepły. Przez moment zrobiło sie bardzo sympatycznie mało kontrastowo ale równiótki obraz saturna z mozliwoscia widzenia dwudzielności pasów i pasa na planecie.

    Całkiem fajny obraz w PL10B (7mm) troche mniejsze powiększenie dało wyrazistrzego saturna zaobserwowana Rhea i Tytan.

     

    Zoom soliogora troche niegrał z warunkami. duża soczewka oczna miała tendencje do zaparowywania od twarzy i większego przejściowego zniekształcania obrazu.

     

    w atmosferze wisiał jakiś syf (najprawdopodobniej od elektrociepłowni) i przyciemniał czasem planete i zmieniał barwe.

×