Jump to content

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 07/14/19 in Blog Entries

  1. 1 point
    Witam, Naszło mnie, aby napisać nieco o tym, czym zajmuję się w ostatnim czasie. Mianowicie, chodzi o poszukiwanie nowych gwiazd zmiennych. Skąd to się wzięło i dlaczego kontynuuję ten temat? Ile czasu nad tym spędzam? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć. Początki zainteresowań gwiazd zmiennych sięgają 2009 roku, kiedy to w wieku 13 lat wizualnie dokonywałem pomiarów wybranych gwiazd zmiennych. Najczęściej były to Beta Lyrae, Delta Cephei oraz W Bootis. Wystarczyło zaledwie wyjść na kilka minut, aby coś tam zmierzyć. Były to jeszcze czasy, kiedy poszukiwałem tematu, który w astronomii amatorskiej najbardziej mnie zafascynuje. Po paru latach, wybór padł na gwiazdy zmienne. Zawsze intrygowało mnie to, co widać na danym wykresie. W końcu, pośrednio rejestrujemy zjawiska dziejące się na gwieździe lub w jej obrębie. W 2013 roku dzięki stypendium zakupiłem lustrzankę Canon EOS 60D, za pomocą której po raz pierwszy rozpocząłem przygodę z fotometrią. Odkryłem, że można osiągnąć precyzję znacznie lepszą niż uchwyci to ludzkie oko. Jednak brak montażu powodował, że ograniczałem się tylko na jasnych obiektach. Ten zakup zrealizowałem dopiero w 2016, po kilku miesiącach prób astrofotografii z prowadzeniem na Sky-Watcher Virtuoso. Także w 2016 ustaliłem swoje pierwsze zadania do wykonania przez dany rok. Jednym z nich była próba rejestracji tranzytu planety pozasłonecznej. Wysoka poprzeczka spowodowała, że przysiadłem do fotometrii nieco dłużej. Wcześniej nie miałem nawet pełnej krzywej jasności jakiejś zmiennej zaćmieniowej, a tu próbuję złapać bardzo subtelne zjawisko. Precyzja pomiarów polepszała się, ale o poszukiwaniach zmiennych jeszcze nie myślałem... Zmieniło się to w kwietniu 2017 roku. Zachęcony poszukiwaniem planet pozasłonecznych w programie Zooniverse - Exoplanet Explorers, zauważyłem jak ogromna jest ilość gwiazd zmiennych na nocnym niebie. Wysoka precyzja instrumentu pozwoliła rejestrować także zmiany blasku, które w warunkach naziemnych są nieosiągalne. Dorwałem więc do danych Keplera i pobrałem pomiary z pola Campaign 8 misji K2. Krzywych było ponad 20 tysięcy, które zacząłem ręcznie przeglądać. Zacząłem wypisywać obiekty, które w bazie danych VSX nie istnieją, a wykazują dość spore zmiany blasku. Jeśli Kepler rejestrował zmiany blasku, to może spróbuję potwierdzić je za pomocą własnych pomiarów? Tak, na samym początku sierpnia 2017 roku dokonałem obserwacji gwiazdy HD 5843 w konstelacji Ryb. Według danych K2, miała to być zmienna pulsująca o okresie krótszym niż dwie godziny. Ma około 8 mag (jasna!) i spadek blasku zaledwie 0.03 magnitudo. Takie zmiany rejestrowałem już dla tranzytów egzoplanet, więc spróbuję "odkryć" (potwierdzić) nieznaną wcześniej zmienną. Wyszło! Dwa tygodnie starałem się wysłać poprawnie raport do bazy danych VSX, aby w końcu zostało zaakceptowane. Kilka dni później analogicznie spróbowałem z HD 6121. Cel trudniejszy - gwiazda nieco ciemniejsza (8.6 mag) a spadek blasku zaledwie 0.006 mag. To już nawet wyzwanie. Na szczęście, udało się uzyskać potrzebną precyzję i w sierpniu miałem na koncie dwa odkrycia. Pod koniec sierpnia, po obserwacjach tranzytu Qatar-4 b zauważyłem sąsiednią gwiazdę, która zmieniała swój blask. W VSX nic nie ma, a spadek bardzo wyraźny - dziwna sprawa. Zaćmienie było tak głębokie, że nie byłem w stanie uwierzyć o prawdziwości bycia zmienną. Gwiazda nie była obserwowana przez Keplera, więc nie miałem czym to potwierdzić. Niedługo później dowiedziałem się o programach obserwacyjnych, takich jak ASAS-SN i SuperWASP. Dzięki publicznie dostępnym pomiarom, potwierdziłem zmienność. Był to układ binarny typu Algola (EA). A skoro się udało, zacząłem przeglądać kolejne obiekty. Do końca września przeprowadziłem jeszcze kilka obserwacji, mając łącznie na dysku kilkanaście obserwacji wykonywanych przez kilka godzin. Za moment druga, trzecia, czwarta... Okazało się, że tych zmiennych jest całkiem sporo! Modyfikacja metod poszukiwawczych, odnajdujemy kolejne. Było już kilkanaście, kiedy nastąpił STOP. Na swojej krzywej blasku widziałem gwałtowny wzrost jasności, natomiast ASAS-SN pokazał zupełnie co innego - była to nieznana wcześniej półregularna. To mój nowy typ! Były ciągle zmienne zaćmieniowe i parę pulsacyjnych. To, czym charakteryzowała się gwiazda, to pomarańczowo-czerwonawy kolor. Chwila później i znajduję analogiczną sytuację dla drugiej gwiazdy. A może zacznę na ślepo poszukiwać zmienne, które są czerwone? W ten sposób rozpoczęło się poszukiwanie metodą data-mining. Polega ono na wydobywaniu danych z bazy, a tutaj nie musiałem nawet wykonywać obserwacji. Nie ma w VSX, to nieznana. Co z takimi? Dowiaduję się, że także mogę wysyłać tego typu zmienne. Kilkanaście zmiennych i powoli zaczęło robić się nudne. Ile to można szukać czegoś, co jest trudne do analizy? Półregularne w rzeczywistości składają się z wielu nakładających się okresów. Trochę cierpliwości ja i moderator VSX musieliśmy mieć, aż w końcu opanuję wysyłanie zgłoszeń. W listopadzie 2017 roku zmieniłem metodę poszukiwań. SuperWASP i NSVS mają krzywe dostępne od razu, natomiast w ASAS-SN trzeba czekać nawet 10 minut po jedną gwiazdę. Jest lepsza precyzja, ale coś za coś. Dzięki kolejnym programom poszukiwawczym, zacząłem przeglądać także te o innych kolorach. Zaczęły wpadać kolejne nieznane typy o okresach rzędu dni. Zbyt długie, abym wyłapał podczas pojedynczej obserwacji. Rozpoczął się masowy projekt, w którym chciałem poznać gwiazdy zmienne nieco lepiej. Mamy ponad setkę typów, a w większości nie wiadomo o co w nich chodzi. Powoli zaczynałem spotykać przykłady nieznanych dla mnie typów i tak wyglądało ich poznawanie. Liczba odnajdywanych obiektów stała się zbyt duża i nie wyrabiałem się nad wysyłaniem do VSX. Przygotowanie i wysłanie zgłoszenia zajmowało godzinę. Sposób szukania to jedno, a analizy to drugie. Zacząłem coraz więcej czasu skupiać się na automatyzowaniu arkusza służącego do przygotowania wykresów. Czas malał i obecnie najprostszy typ (nieokresowy, więc pomijam pewien etap) mogę wysłać w zaledwie 15 minut. To nie pomogło, gdyż nieznanych zmiennych pojawiało się coraz więcej. Wolałem szukać niż wysyłać. Zmieniły się także priorytety - coś mniej ciekawego pomijałem, więc podejmowałem selekcję. Pojawiło się także ograniczenie, że można wysłać maksymalnie jedną zmienną dziennie. Aby to pominąć, można wysłać hurtowo poprzez napisanie pracy naukowej. To coś, czego nigdy wcześniej nie robiłem. Już wiele razy podejmowałem się, aby pozostawić projekt i zacząć kolejny. Wysyłanie zwolniło się i obecnie wysyłam nie częściej niż raz na tydzień. Pojawiła się chęć poszukiwania czegoś zupełnie nieznanego lub rzadkiego. To właśnie takie obiekty są najbardziej ciekawe. Zostawiłem już poszukiwanie zmiennych obserwacyjnie, a skupiłem się tylko i wyłącznie na data mining. Określiłem także skalę jak bardzo dany obiekt jest "wow". Dlaczego preferuję tę metodę? Obserwacyjnie odnalazłem około 50 obiektów i ciągle spotykam te same typy. EW, czasem EB, niekiedy EA lub DSCT. Kilka typów. Tylko raz przypadkowo natrafiłem na coś ciekawszego - GDOR. Data mining otworzyło mi bramę na poznawanie większej ilości typów. Nauczyłem się jak selektywnie wybierać gwiazdy, aby poszukiwać wybrane typy. I tak odnalazłem ponad 20 zmiennych typu GDOR, co jest o wiele bardziej owocne. Można też powiedzieć, że zmienne te mogę potwierdzać podobnie jak było to z Keplerem i HD 5843. Nie mogę przyznawać sobie odkrycia na podstawie samych obserwacji Keplera, natomiast innych danych (np. ASAS-SN) już tak. Nie są to dane, które przeglądając po kolei natrafimy na nie. To my tutaj "losujemy" gwiazdę na niebie, aby pobrać jej pomiary fotometryczne. Typy zmiennych, które kiedyś były marzeniem do odnalezienia (np. rotacyjna), z czasem stawało się czymś normalnym. I w tym momencie pojawiło się uzależnienie na zmienne, czyli chęć znalezienia coś jeszcze bardziej nietypowego. Takie, które faktycznie mogą się nadawać do napisania pracy naukowej. Nie jakieś tam EW, gdzie opisać można w kilku zdaniach, lecz bardziej złożone. Pierwszą z nich była TYC 2722-1304-1 w konstelacji Pegaza. To połączenie dwóch typów: EA+DSCT. Zmienna zaćmieniowa i pulsująca. Co więcej, zmienna zaćmieniowa ma silnie ekscentryczną orbitę, gdzie minimum wtórne jest ekstremalnie przesunięte. Co więcej, gwiazda jest bardzo jasna (9.7 mag). Widoczny jest także trzeci składnik odległy o 3". Spośród wszystkich znanych EA+DSCT, ta ma najdłuższy okres orbitalny. I to wszystko zsumowało się, że obiekt jest bardzo niezwykły. W tym momencie poczułem, że odnajduję coś ważnego pod kątem naukowym. Zacząłem ją obserwować z filtrami fotometrycznymi, aby potwierdzić pulsacje. Mierzyłem głębokości zaćmień przez kolejne filtry. I to jest to! W pracy naukowej można to opisać na wiele stron. I teraz na poważnie skupiłem się napisaniu pracy. Zabrakło jednak nieco danych, które planuję uzbierać podczas obserwacji w przyszłym roku. Pojawiły się kolejne rzadkie zmienne, które zacząłem dodatkowo obserwować. Jedną z nich była kandydatka na RCB (R Coronae Borealis) o oznaczeniu katalogowym IRAS 03536+6235. Zdobyła zainteresowanie wśród paru obserwatorów i astronomów, którzy także regularnie ją monitorowali z różnych części świata. I tak na zmianę - nowa metoda poszukiwania w data mining i kolejne typy zmiennych. W pliku mam pozycje ponad tysiąca nieznanych zmiennych, na które nie ma czasu. Selektywne wysyłanie zgłoszeń wygrało. Szukanie zmiennych stało się pewnego rodzaju uzależnieniem (w pozytywnym sensie!), z chęcią poznawania jak różnorodny jest ten temat. Coraz to bardziej nietypowe zmienne dają zagadki z czym mamy do czynienia. Zmienne symbiotyczne, nowe karłowate i inne dzikie węże. Jedna to nawet dostała gwiazdkę, bo jest zupełnym "wu te ef", gdzie sami moderatorzy VSX z niczym nie mogli jej powiązać. Jeszcze miesiące temu były to obiekty, które uznałem za niemal niemożliwe do odkrycia amatorsko. Można miesiącami próbować szukać rozbłyski, ale nigdy nie masz pewności. A tak wykrywam to, co zostało przez naukowców pominięte. I to jest to, czym chcę zajmować się dalej. Równocześnie działa temat egzoplanet, jednak z tym jest na przemian. Zimą, kiedy studiuję, praktycznie nie ma kiedy obserwować niebo. Robię to głównie latem. Astronomię amatorską uprawiam teraz siedząc przed komputerem. Średnio poświęcam nie mniej niż godzinę dziennie na znajdowaniu nowych zmiennych, licząc na coś rzadszego. Bo uważam, że moje działanie faktycznie ma istotny wpływ naukowy. Co planuję robić dalej? Szukać i szukać. Aż do momentu, kiedy właściwie nic nie zostanie amatorom, czyli teoretycznie do 2022 roku (katalog zmiennych z danych Gaia). A potem dokładnie studiować znalezione zmienne, co po części zacząłem w przypadku EA+DSCT i kandydatki na RCB. Ale do tego czasu takich może być już ponad setka... Szukanie nowych zmiennych przestało być zaskakujące, dlatego teraz szukam coś rzadkiego. To powoduje, że potrzebuję odpowiednie metody wyciągania danych. Na tyle, że na granicę 2022 zaczynam powoli przymykać oko. Niektóre ze zmiennych mogą być trudne do zidentyfikowania przez automaty Gai. Za parę lat wróci się do każdego obiektu i skończę temat wyciskając ostatnie poty. Co najmniej 1% z tysiąca pozostanie nadal nieokreślona jako zmienne. Korzystam z tych kilkudziesięciu miesięcy, kiedy swobodnie odnajduję i wysyłam odkrycia. Trzy tygodnie dołączyłem do AAVSO, stając się ich oficjalnym członkiem. To pozwoli na pisanie prac naukowych i wysyłanie do ich czasopisma JAAVSO (zmotywuje mnie fakt, że trochę na to wydałem). Regularnie kontaktuję się z astronomami, a jeden z nich szczególnie pomaga mi nad pisaniem obecnej (oczywiście to jeszcze kolejny projekt). Ale nigdy wcześniej nie było tak blisko. Jestem już prawie na ukończeniu, a chciałbym wydać do połowy przyszłego lutego. Praca, nad którą od sierpnia spędziłem ponad 250 godzin. To nie jest pojedyncza zmienna, ale katalog rzadkich zmiennych, z których powstaną późniejsze liczne prace. Aż nie mogę się doczekać na jej publikację!
  2. 1 point
    Witam! Zamiast pisać oddzielny temat, postanowiłem napisać w postaci bloga. Okres wakacyjny już minął, stąd nie ma teraz czasu na obserwacje nieba. Tak to będzie przez najbliższe kilka lat - przez trzy miesiące "masowo" zajmuję się astronomią praktyczną, pozostały czas to teoria. Czyli w większości szukanie informacji, co można robić kolejnym latem. Tym samym warto podsumować zmagania związane z rejestracją egzoplanet, które w moim życiu były dość przełomowe. Początki zainteresowań planet pozasłonecznych miały miejsce bodajże w 2012 roku, gdy Rafał Reszelewski został odkrywcą w projekcie Planet Hunters. Pomyślałem, że też spróbuję swojego szczęścia. Po przeanalizowaniu kilku tysięcy krzywych, zostałem wpisany do "odkrywców" trzech potencjalnych egzoplanet. Jaka była z nimi historia, tego nie mam pojęcia. Po trzech latach próbowałem zalogować się ponownie, ale odkryłem, że moje konto zostało usunięte. Co więcej, po wpisaniu czegokolwiek w Google, nic nie znalazło. Nawet na maila wciąż nie dostałem odpowiedzi. No trudno, ale przynajmniej nabyłem trochę doświadczenia z czym to się je. Ponieważ od wielu lat zajmowałem się obserwacją gwiazd zmiennych (oczywiście sporadycznie, były to oceny przypadkowych gwiazd), powoli wchodziłem coraz głębiej w temat fotometrii. Dlatego w 2011 roku planowałem wziąć udział w OZMA przedstawiając swój projekt dotyczący obserwacji gwiazd zmiennych rotacyjnych. Niestety, pogoda i czas nie pozwoliły uzyskać wystarczającej ilości danych, dlatego porzuciłem. W 2015 roku wróciłem ponownie do planet pozasłonecznych. Miałem już za sobą parę prób przeprowadzania fotometrii, ale wciąż nie znałem wiele podstaw. Spróbowałem swojego szczęścia łapiąc HD 189733 b w konstelacji Liska. Niestety, moja pierwsza próba była nieudana. Rozrzut pomiarów był tak duży i nie wiedziałem zbytnio czego mam oczekiwać. Czekałem na drugą próbę, jednak nie pozwoliły do tego warunki. Za każdym razem tej nocy niebo opanowały chmury. Tak się zakończyły obserwacje egzoplanet w 2015 roku - czyli w zasadzie nic ciekawego. Obiecałem sobie, że w 2016 roku zaobserwuję pierwszy tego typu obiekt w życiu. Nie było łatwo, gdyż zakupiłem nową kamerkę Altair GPCAMV2 IMX224. Żyjąc z myślą "niskie szumy, to i lepsze pomiary", narobiłem tylko trudu. Skala z 800mm była tak duża, że nie potrafiłem opanować całego zestawu. Stąd pierwsze trzy próby (TrES-2 b, WASP-33 b i CoRoT-2 były nieudane. Postanowiłem wrócić do Canona i założyłem obiektyw Pentacon 4/200 na mocowaniu M42. Kolejną (czwartą) próbę miałem przeprowadzić już z dwóch zestawów - lustrzanki i 200mm, oraz kamery na 600mm. W końcu się udało - zarejestrowałem tranzyt planety pozasłonecznej HD 189733 b! I to na dwóch detektorach! Byłem z tego powodu bardzo przeszczęśliwy. Zdarzyło mi się nawet skakać z radości! Marzenie od dawna zostało w końcu spełnione. Ale co dalej? Postanowiłem, że będę łapał kolejne tranzyty - również innych planet. Każda kolejna obserwacja dawała mi nieco doświadczenia. W tym momencie mogę zauważyć przynajmniej 6 rzeczy, które zrobiłem nie tak przy pierwszej próbie. Zaczynając od kiepskich parametrów ekspozycji, poprzez słabe ustawienie montażu na biegun i na obróbce danych kończąc. Kolejne próby z egzoplanetami szły jak z górki. W ciągu trzech dni miałem już na koncie drugą planetę pozasłoneczną - tym razem HD 209458 b (Ozyrys) w Pegazie. Co ciekawe, jest to pierwsza egzoplaneta zarejestrowana metodą tranzytu. Tym razem przełamałem kolejną barierę - przecież spadek jasności wynosi tylko 0.016 mag, podczas gdy HD 189733 b ma około 0.028 mag! Niestety, mój zestaw jest bardzo ograniczający. Można powiedzieć, że w zasięgu znajdują się tylko cztery egzoplanety dla 60D i Pentacona 4/200. Kolejne dwie (WASP-33 b i WASP-69 prawdopodobnie również się zarejestrowały, ale nie mam 100% pewności. Powtórka za rok będzie konieczna! Jako ciekawostkę dodam, że tę drugą łapałem na zlocie Astropolis. Chyba tylko kilka osób śledziło moje dokonania, które wyszły tak sobie. Ale nie ma co się zrażać - temat nie jest prosty i nie będziemy od razu ekspertami. Na następnym zlocie na pewno się uda Obserwowałem także jeden tranzyt, który wyszedł mi najlepiej niż kiedykolwiek. Miałem w planach przeprowadzenie również transmisji internetowej na żywo z takiego zjawiska. Dopiero czwarta próba była udana - cieszę się, że mamy takie zjawisko na koncie. To pierwsza tego typu transmisja w Polsce i druga na świecie! Warto zauważyć, że powyższe krzywe zawierają oceny tylko pojedynczych pomiarów. Zachęcony działaniami Scotta Degenhardt'a (w temacie "Live binning"), postanowiłem uśrednić pomiary do 29 sąsiednich, w celu uzyskania dokładniejszej krzywej kroczącej. Co wyszło z powyższej krzywej? Coś, czego nie spodziewałem się: Aż szkoda, że nie udało się zaobserwować końcówki przez chmury. Nawet ostatnie pomiary zdają się być niepoprawne, skoro tendencja jest nieprawidłowa. Ale warto zwrócić uwagę na resztę krzywej tranzytu. Z pojedynczych pomiarów o rozrzucie +/- 0.02 mag uzyskałem krzywą kroczącą, gdzie rozrzut wynosił już tylko +/- 0.0025 mag!!! To może być klucz do przyszłych rejestracji tranzytów egzoplanet. Jak można zauważyć, nawet lustrzanką można uzyskać doskonały kształt krzywej jasności. Jak się ma do metody "live binning"? Trudno powiedzieć. Osiągnąłem rozrzut o 16.7% lepszy niż w jego przypadku, więc nie było trzeba stosować krótkich ekspozycji. Ale z drugiej strony, ciekawe co by wyszło, gdybym faktycznie nagrywał tą metodą Jeszcze tydzień temu wybrałem sobie cel, aby w 2017 roku uzyskać dokładność pomiarową lepszą niż +/- 0.005 mag, aby łapać tranzyty o takim samym spadku jasności. A wystarczyło tylko jeszcze raz przejrzeć materiał, który uzyskałem nieco ponad 1.5 miesiąca temu. Dla mnie genialne - zwykłą lustrzanką można łapać tego tyle, aż w głowie się nie mieści. Już teraz liczba dostępnych obiektów (dla obecnego zestawu) zwiększyła się z 4 do 20. Co więcej, planowany zakup kamery ASI178MM-c powinien dodatkowo zwiększyć zasięg nawet do dwustu takich obiektów! W takim razie, jaki będzie główny cel na 2017 rok? Lubię ambitne plany i wybieram tak samo trudny, podobnie jak w przypadku pierwszej udanej rejestracji tranzytu egzoplanety. Chcę zarejestrować planetę należącą do grupy superziemi i przełamać kolejną barierę w obserwacji odległych światów. Takie rzeczy robi się na świecie, ale chyba nikt nie próbował robić tego lustrzanką. Mam nadzieję, że zdążę, ponieważ do zakupu ASI178 potrzebna będzie kwota pochodząca ze sprzedaży 60D. Realizacja będzie miała w ciągu najbliższych kilku miesięcy, a więc czekamy Dodam, że do zarejestrowania superziemi potrzebuję osiągnąć dokładność lepszą niż +/- 0.0020 mag. Jak widać, jesteśmy bardzo blisko tej granicy, gdyż nieświadomie udało się zejść do +/- 0.0025 mag.
  3. 1 point
    No dobra, czas na rozwiązanie tej zabawnej zagadki (link do wpisu z zagadką). Wydaje się banalna, ale wbrew pozorom jest bardzo pouczająca i pozwala zrozumieć pewne procesy. Co się w zasadzie wydarzyło? Po zlocie kiedy przyjechałem do obserwatorium nie dokręciłem śruby od ustawiania polarnej w elewacji, co spowodowało natychmiastowe opuszczenie się montażu (pewnie o parę stopni). Obserwatorium jest 30 km od miasta, gdzie mieszkam, więc jakoś nie znalazłem w sobie motywacji, żeby tam jechać i to poprawić. Postanowiłem, że zrobię to przy okazji następnej zaplanowanej wizyty. Złe ustawienie polarnej oznacza oczywiście rotację pola - w tym przypadku bardzo znaczną. Oczywiście rozwiązaniem są krótkie ekspozycje, co w przypadku ASI1600 nie stanowi problemu. Przy 120 sekundach w zasadzie nie widać grama rotacji, przy 300 sekundach jest już widoczna. Źle ustawiona polarna, to źle ustawiona polarna – po grzyba drążyć temat – pomyślicie. Przez tę wpadkę odkryłem jednak coś interesującego. Na walkę z hotpikselami i innymi defektami zawsze używam tzw. dithering, czyli przestawianie montażu po każdej klatce o kilka pikseli – dokładnie zawsze ustawiałem 4 px. Sądziłem, że to jest ok i tyle – nie myślałem nigdy o tym więcej. Tym razem też tak było. Po zestackowaniu materiału zobaczyłem jednak coś strasznego – kuliste smugi, których środek wypadał gdzież z prawej strony kadru. To mi wykluczyło pattern pochodzący z kamery. Podejrzewałem jakieś efekty dyfrakcyjne od jasne gwiazdy (widywałem to czasami). Ale po wykonaniu kolejnego zdjęcia, gdzie nie było jasnej gwiazdy z boku kadru, efekt był niestety dokładnie taki sami. Okrągłe dziwne smugi. Wkurzyłem się, więc podszedłem do tematu „naukowo”. Przenalizowałem dokładnie, co dzieje się z tym materiałem w czasie stackowania, przy okazji odkrywając dosyć oczywistą (jak się już wie) zasadę. Chodzi o rozmiar ditheringu w kontekście ilości klatek. Jeżeli mamy bardzo dużo klatek (100) to dithering na 4 piksele oznacza, że ten okrąg rozrzutu o średnicy 4 px będzie w dużej mierze zdominowany sygnałem z hotów, a jeżeli do tego mamy rotację, albo dryf guidera (stały, powolny), to muszą nam się ujawnić smugi, bo po prostu statystyczny udział nieprawidłowej wartości piksela w całym zbiorze (na obszarze ditheringu) będzie zbyt duży (wpłynie na ostateczną wartość tych pikseli po działaniu algorytmu). Wykonałem swoje wyliczenia i empiryczne doświadczenia, które potwierdziły, że wartość rozrzutu klatek w ditheringu powinna wynosić 0,1 x ilość klatek (wynik nie mniej niż 2). Wtedy algorytmy tupu Sigma Clip (czy SD Max Gralaka z Maxima) całkowicie eliminują zjawisko. Mam nadzieję, że w miarę jasno i logiczne to opisałem. Mi się ta widza przydała, bo ostatnie zdjęcie (Pacman) jest już perfekt pod względem jednorodności szumu (dithering 10px).
  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.