Jump to content

Monx Paweł

Społeczność Astropolis
  • Content Count

    11
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

14 Neutral

About Monx Paweł

  • Rank
    Alderamin
  • Birthday 09/16/1982

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyna
  • Skąd
    Kalisz
  • Sprzęt astronomiczny
    SW 114/500 EQ1, Okular ORION Explorer II zoom 7-21mm + kitowe SR4mm, H12,5mm, H20mm, Lornetka Berkut 10x50, Oczy :)

Recent Profile Visitors

224 profile views
  1. No, no. Od czerwca pół roku za nami. Wczoraj mnie DuRuS wyszarpnął z domu na szybki wypad pod miasto by rzucić okiem przez chwilę na Oriona i Jowisza. Wypad bardziej niż udany. Powracam do tematu, gdyż prostota i wygoda obsługi montażu dobsona, nawet w przypadku tej armaty Piotrka, sprawiła, że chcę coś takiego u siebie. Być może uchroni mnie to przed taką przerwą jak ta, półroczna. Any ideas, jak technicznie wykonać taki montaż jaki sprzedaje Orion? Chodzi mi o jakiś rysunek techniczny, który jednak pchnie mnie w stronę wykonania takiego montażu. Myślę, że to rozwiązanie wręcz idealne. Pozdrawiam, P.
  2. Właśnie o czymś takim myślę, tylko, że średni ze mnie 'majsterkowicz'' i myślę jak rozwiązać połączenie tuby ze ścianą montażu, do której będzie ona przymocowana. Konkretnie to myślę jak to można zmontować by powiedzmy przykręcając śrubę zwiększać opór podczas poruszania tubą w osi wertykalnej. Podstawę to myślę, że można zrobić nie bawiąc się zbytnio w cudowanie z łożyskami. DuRuS sugerował mi wykorzystanie taśmy teflonowej, stosowanej w wyciągach jako ślizgacze. Połączyłbym to wszystko zwyczajnie na śrubie, tak by trzymało się razem, ewentualnie z jakąś podkładką jako dystans minimalny i już. O właśnie, jak pisałem wyżej, całość sobie wyobrażam bez problemu zrobić, gorzej z 'zaprojektowaniem' czy też bardziej złożeniem rozsądnego połączenia tuby z płytą. O ten 'zawias' na którym ma poruszać się tuba w osi OY. Taki montaż używałbym na szybko tak jak paralaktyka, a na pewno wygodniej mi w domu będzie postawić na stole takiego dobsona niż trójnóg, który dobry m2 z pokoju zabiera Pozdrawiam, M.
  3. Witam! Dziś kolega DuRuS podrzucił mi pomysł wykonania montażu Dobsona do mojego brzdąca SW 114/500, którego mam na montażu EQ1. Pomysł muszę przyznać ciekawy z racji usytuowania okien w moim mieszkaniu i możliwości ustawienia takiego ustrojstwa na stole w pokoju by na 'szybko' zabrać się do obserwacji akurat widocznych obiektów nieba. Pozostaje tylko pytanie... jak się do tego zabrać? Jak zaadoptować tubę bez nawiercania jej by mogła służyć zarówno na montażu EQ, jak i na Dobsonie w formie biurkowej stacji obserwacyjnej? Jak zbudować taki montaż, żeby zwyczajnie działał jak trzeba? Będę wdzięczny za wszelkie pomysły, za gotowe rozwiązania w formie planów, rysunków technicznych, zdjęć, ba, nawet filmów instruktażowych szczególnie. Pozdrawiam, Monx
  4. 24.05.2013 dla odmiany Kraków. Pod Wawelem. Pogodę można w skrócie określić jako ... Ale dowoaduję się rzeczy, które sprawiają, że czuje się dumny, że mieszkam w Kaliszu. Smog. Ponoć te chmury, ktore tu obserwując to nie zaburzenie tylko smog. Serdecznie współczuję. P.
  5. Czy pogoda bywa złośliwa? W tygodniu piękne gwieździste niebo, bym zbyt długo posterczeć w polu nie mógł z racji porannej pobudki, a gdy tylko nadchodzi weekend chmury zasnuwają niebo – żeby przypadkiem porządnie obserwować się nie dało. Cóż. Jako astronom-amator-zajawkowicz, świeżo zarażony, w trakcie wyraźnie rozwijającej się choroby, by nie użyć słowa pasji, postanowiłem się nie zrażać, nie przejmować prognozami, zdaniem Bacy czy pogodynki. Postawiłem na pogodowe poznanie oparte na obserwacji organoleptycznej. I tak oto w”wruk”nieninie sięgnęło zenitu gdy skończywszy pracę w piątek, tygodnia koniec, weekendu początek, spostrzegłem gęste chmury nad głową. Po raz kolejny, mówi się trudno, pomyślałem, spędzę miły wieczór z żoną, przeplatany przeglądaniem giełdy w poszukiwaniu okazji nie do przepuszczenia z serii ‘używany okular erfla/wa/planetary, pół darmo jedyne 120zł’ bądź innych pobożnych życzeń tego typu. Położyłem córkę spać i postanowiłem wyjrzeć przez okno by upewnić się, że to co widziałem nie jest jakimś złudzeniem optycznym, mirażem, fatąmorganą spowodowaną wyczerpującym tygodniem pracy, okupionym ciśnieniem w głowie, które aż prosi się o wentyl bezpieczeństwa. O jasna cholera! Przecież się wypogadza! – długo nie myśląc chwyciłem telefon i ryzykując trochę (z racji godziny) wykręciłem numer do sprawcy całego zamieszania *tak tak, DuRuS, jesteś sprawcą i moja żona Ci tego nie daruje ))* proponując wspólny wypad pod miasto na obserwację. Niestety, propozycja wspólnej obserwacji z przyczyn obiektywnych musiała zostać odrzucona. Nie poddałem się mimo to, uznałem, że samotny wypad też dobrze mi zrobi, wyciszę się, zrelaksuję, dotlenię, lis – moja ruda sunia przypominająca lisa – pobiega po polu mając z tego wymierną korzyść. Długo nie myśląc spakowałem sprzęt, założyłem obrożę psu i przeprosiłem żonę za to, że zostawiam ją samą w domu i wybieram obserwację nieba zamiast spędzić czas w jej towarzystwie. Szybka argumentacja nieprzewidywalnością pogody i kiepskimi ostatnimi czasy warunkami obserwacyjnymi i już mnie nie ma. Lis zadowolony, ja spakowany, zaopatrzony w polar i kurtkę (nauczony poprzednimi doświadczeniami, mimo 22stopni C. postanowiłem nie ryzykować). Wyruszamy, jazda potrwała maksymalnie 6 minut. Daleko nie odjechaliśmy, mam taką miejscówkę gdzie światła miasta przygasają w oddali, druga strona nieba nie jest zbytnio zbezczeszczona ręką ludzką poza kilkoma latarniami na wsi odległej o jakieś 300m, co daje mi względnie dobre warunki obserwacyjne. Względnie, bo lepsze miałbym jadąc jakieś 30km od miejsca zamieszkania. Dotarliśmy na miejsce. Psa wypuściłem z samochodu i gdy tylko sam z niego wysiadłem szlag mnie trafił. Okazało się, że wspaniałe przejrzyste niebo przesłonięte jest w całości mniej bądź bardziej gęstymi chmurami. *@U&!E(*Y@!#!!@#!!@! Przekleństwom nie było końca. Wybrałem zatem numer do żony, i wyjaśniłem, że zaraz wracam, z uwagi na pogodę. Przeszedłem się tylko z kudłaczem po polu by zażyła trochę ruchu i świeżego powietrza po czym skierowałem się z powrotem do domu. Już po ruszeniu obiecałem sobie, że nie spojrzę tego dnia więcej w niebo by się nie denerwować. Dojechałem do domu i zapomniałem o swoim twardym postanowieniu. Jakaż była moja wściekłość gdy spostrzegłem, że to całe zasnute chmurami niebo, które dane mi było oglądać przed chwilą 3km dalej, jest krystalicznie czystym nieboskłonem, bez cienia skazy. Jaki soczysty wulgaryzm wydobył się z mej przesyconej złością paszczy by wyrazić frustrację targającą moją osobą. Trudny wieczór. A takie miałem plany obserwacyjne.
  6. Pakuj pakuj. Chętnie będę Cię "zmuszał" do tych ćwiczeń z Sunią na schodach częściej - masz to korzystaj. Zresztą, całe to 'zamieszanie' w mojej głowie z Astro to Twoja wina... hm, zasługa
  7. Dziś nie popełnię tego błędu. Boję się za to o popełnienie innego. Już raz się dałem DuRuSowi zarazić. Właśnie się wypogadza a to grozi tym, że wspomniany wywiezie w pole swoja 10" armatę i będę miał okazję zerkać również przez taki sprzęt. Powiem tak, z wielką nadzieją zagryzam wargi bym umiał oprzeć się urokowi 10" Synthy. Mam swojego 114mm szczeniaczka i mi z nim dobrze. Nie wiem czy po doświadczeniach z dużą sunią na dobsonie będę umiał spoglądać na niego tak jak teraz. Boję się, że przestanie mi wystarczać
  8. 13.05.2013. M13 - pierwsza obserwacja. Zacznę od tego, że jest zimno jak w styczniu. 8 stopni a ja w polarku i z łysą głową. Postanowiłem pokazać nocne niebo żonie, która przynajmniej wzięła pod uwagę warunki pogodowe i założyła kurtkę zimową, choć i tak marzła. Przed wyjściem sprawdziłem, które eMki są 'pod ręką' tak by móc je ustrzelić moim sprzętem pod względnie wiejsko/miejskim niebem ze sporym zanieczyszczeniem od jednej strony i latarniami miejskimi w oddali od drugiej. Dobrze chociaż, że księżyc tuż nad horyzontem w kolorze ciemnej żółci/jasnej pomarańczy delikatnym sierpem nie przyświecał zbyt mocno, to dało się spojrzeć głębiej w niebo. Jak tylko rozstawiłem sprzęt zabrałem się za namierzanie Herkulesa i Wielkiej Gromady w nim. Na próżno. O ile samego Herkulesa zlokalizowałem bardzo szybko, o tyle Gromady za nic, nie mogłem dostrzec. Małżonka zaczęła się niecierpliwić, jako, że zabrałem ją by zarazić tematem, zaszczepić bakcyla, poprosiła o pokazanie ‘czegoś’. - Szukam. – Odparłem. Wybranka mego serca była jednak nieugięta i stwierdziła, że chce popatrzeć na Księżyc. Poddałem się zatem i przestawiłem sprzęt, by szanowna mogła sobie obejrzeć sierp Łysego. Wyglądał fantastycznie. Nie raził w oczy, co było o Tyle fajne, że nie popsuło mi zabawy z szukaniem innych obiektów. Postanowiłem namierzyć Żłóbek, co udało mi się parę dni temu bez większych problemów z okna sypialni córki, by ponownie nasycić oko jego widokiem. Okazało się to nie takie proste przy kostniejących z zimna dłoniach i coraz bardziej zniecierpliwionej Żonie, której temperatura otoczenia sprawiała więcej bólu niż oglądanie obiektów nieba przyjemności. Małżonka wsiadła do samochodu, by się ogrzać dając mi do zrozumienia, że ma dość. Upłynęło jeszcze trochę czasu kiedy poddałem się wreszcie i stwierdziłem, że kończymy. Zerknąłem na drugą stronę nieboskłonu tęsknie wpatrując się w miejsce, w którym powinien znajdować się obiekt, który założyłem zobaczyć dzisiejszego wieczora. Nagle mnie olśniło. Okazało się, że sterczałem na tym polu już tak długo, że zacząłem gołym okiem dostrzegać DUŻO więcej niż bym się spodziewał na początku zobaczyć. Sięgnąłem po lornetkę Berkut 10x50. Niemal się nie przewróciłem z wrażenia. Natychmiast przestawiłem teleskop na Herkulesa, w miejsce gdzie spodziewałem się dostrzec M13stkę. Krzyknąłem tylko do Żony ‘ostatnia próba!’ i zabrałem się za obserwacje. Powiększenie 25x. Zerknąłem raz, drugi i ogarnęła mnie konsternacja. Czyżby to to? Wyostrzyłem, kilka razy, sprawdziłem ponownie ustawienie sprzętu – zgadza się. Powinno się zgadzać. Postanowiłem pobawić się w dalsze wyostrzanie, kiedy dotarło do mnie, że mgiełka, którą widzę, to jest właśnie strzał w 10. Zmieniłem okular. Powiększenie 40x. Mgiełka stała się wyraźną mgłą. Wyostrzanie niewiele dało, obiekty pozostawały nierozdzielone. No nic, nie ma co się spodziewać cudów po kitowych okularach. Wrzuciłem trzeci, powiększenie 125x. Mgiełka stała się wyraźną mgłą na obszarze mniej więcej 3/5 pola widzenia okularu. Bez problemu mogłem dostrzec obrzeża kształtu gromady. Postałem tak jeszcze chwile kiedy dotarło do mnie, która może być godzina i pożegnałem się z dzisiejszym bezchmurnym niebem, mając przed sobą perspektywę nieprzespanej nocy z racji euforii jaka mnie ogarnęła po osiągnięciu zamierzonego celu. Fantastyczne uczucie.
  9. Trzy tygodnie wcześniej. Dopadło go, wczepiło się bezlitośnie z tyłu głowy w okolicach potylicy. Sytuacja nie przedstawiała się dobrze. Monx nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, zwłaszcza, że wybierał się tylko na piwo do kumpli, z którymi nie widział się kilka lat. Skąd mógł wiedzieć, że tak to się skończy… a może zacznie? Był sobotni wieczór. Przy wyborze piwa padło na krupnik. Spotkali się w czwórkę wspominając stare czasy, opowiadając historię najnowszą nieznaną każdemu z nich z racji różnych dróg jakimi się swego czasu udali. DuRuS od paru lat z głową w gwiazdach już przy pierwszym polaniu począł tłumaczyć zjawiska nas otaczające. - To wszystko się kręci – mówił z wypiekami na twarzy a jego błysk w oczach, artykulacja i emocje, które płynęły za pośrednictwem komunikacji werbalnej i niewerbalnej, nie pozostawiały wątpliwości – astro maniak w najczystszej postaci. Polali po raz kolejny i rozmowa zeszła na bardziej przyziemne tematy, nie mogli jednak uciec od sedna sprawy. Jakby celem spotkania nie było ono samo w sobie a przekazanie jak największej wiedzy. Monx szybko zainteresował się tematem, zwłaszcza, że pokrewnymi interesował się już od dłuższego czasu. Krótka lekcja poglądowa z podstaw techniki, parę pojęć wyjaśniających różnicę między refraktorem a reflektorem, wyjątkowo obrazowe opisy dostrzeganych obiektów za pomocą nawet podstawowej jakości sprzętu – wszystko to sprawiło, że go dopadło. Jak choroba zakaźna. DuRuS rozprzestrzeniał i nawet się z tym nie krył. Zadziwiające dla Monxa było spostrzeżenie, którego dokonał gdy wyszli się przewietrzyć. Twarz DuRuSa stężała a jego mina przybrała bolesny wyraz. Dosłownie zajęczał gdy uniósł głowę i spostrzegł idealnie przejrzyste niebo tuż nad ich głowami usłane dywanem gwiazd. W jego oczach dostrzegł żal z racji spędzanego właśnie czasu w gronie znajomych. DuRuS szybko wyjaśnił żal z racji przegapionych dobrych warunków obserwacyjnych. Nie te, to inne – pomyślał jeszcze nieświadomy istoty rzeczy Monx. Wrócili do środka i rozpoczęli kolejną intrygującą dyskusję na tematy pokrewne, łącząc w całość mnogość obejrzanych programów dokumentalnych, fabularyzowanych, książek Sci-Fi i własnych przemyśleń, które w zadziwiający sposób pokrywały się ze sobą. Spędzili tak jeszcze kilka godzin aż dotarli do momentu, w którym trzeba było powiedzieć dobranoc. Każdy z gości udał się w swoją stronę i zakończyli wieczór bez ekscesów. Miejsce spotkania znajdowało się raptem 300m w linii prostej od domu Monxa zatem nie miał zbyt dużo czasu na przemyślenia w drodze powrotnej. Nie omieszkał za to, gdy wszedł do domu, poinformować wybudzoną ze snu małżonkę o nowościach wieczoru, w tym głownie o tym, że to wszystko się kręci. Zmęczony wrażeniami wieczoru Monx zasnął szybko u boku swojej wybranki. Gdy obudził się w niedzielę rano, pierwszą rzeczą jaką zrobił było włączenie komputera i rozpoczęcie poszukiwań informacji na temat gwiazd i … teleskopu, który właśnie zamierzał kupić.
  10. Bryndza nie warunki obserwacyjne – pomyślał. Nie ma co, dzisiaj nic nie zobaczymy – powiedział do żony. Biedna małżonka nękana przeziębieniem pokiwała smutno głową i poprosiła by zaścielił jej łóżko. Tak też uczynił, po czwartym upomnieniu. Tego wieczora skupienie przegrało nierówną walkę ze zmęczeniem po tygodniu pracy. Przygodę z czytaniem 2 tomu Starfire zakończył po dotarciu do finału jednego z rozdziałów podczas usypiania córki i uświadomił sobie tym samym, że zmęczenie przerasta jego możliwości koncentracji nawet na tak wspaniałej książce. Z przyczyn niezależnych od niego, postanowił spędzić wieczór na lekturze mniej bądź bardziej ogłupiających tekstów w Internecie. Nie zastanawiając się wiele ruszył w stronę lodówki i wydobył z niej butelkę po czym przygotował sobie drinka. Mniej bądź bardziej ogłupiające teksty na spółę z popularnym portalem społecznościowym okazały się bardziej absorbujące niż przypuszczał. Dopił resztę wiśniowego trunku ze szklanki i spojrzał w stronę zegara. Dochodziła 23.00. Czas wyjść z kudłaczem – pomyślał i leniwie podniósł się sprzed komputera. Jego małżonka wymęczona przeziębieniem już od dobrej godziny leżała w pościeli półprzytomnie zerkając na telewizję. Kochanie zabieram lisa na spacer – rzekł i doczekawszy się odpowiedzi w postaci pomruku aprobaty ubrał się i wyszedł. Jakież wielkie było jego zdziwienie gdy na dworze przywitało go piękne, bezchmurne gwiaździste niebo, które aż prosiło się o dokładniejszą analizę za pomocą jakiegoś przyrządu optycznego. Sunia (nie mylić z teleskopami) całe szczęście również zmęczona, dla odmiany tygodniem leżenia i wypoczywania, nie wykazała zainteresowania długimi spacerami wśród bloków i skierowała się z powrotem do domu – ku uciesze swego pana, który właśnie kombinował co zaprząc do roboty. Wahał się między lornetką, teleskopem, którego szczęśliwym posiadaczem stał się zupełnie niedawno, a aparatem fotograficznym, który mógłby pomóc mu uchwycić coś więcej… Trudny wybór. Już w domu, po oporządzeniu psa, oznajmił śpiącej małżonce, że zabiera się za obserwacje. Pytanie tylko czy piątkowy wieczór na blokowisku to dobre miejsce by szlajać się samotnie ze sprzętem w formie teleskopu i aparatu cyfrowego wraz z dwoma statywami? Po chwili zastanowienia postanowił skierować obiektyw aparatu w niebo przez okno, bawiąc się czasami naświetlania i przesłoną. Zobaczymy co z tego wyjdzie – pomyślał w duchu i zabrał się do roboty. Rzeczywiście ‘cośtam’ wychodziło. Trudno mu było ocenić jednoznacznie efekty bez podpinania aparatu do komputera, a tego wolał nie czynić by nie psuć sobie wzroku rażącym światłem laptopa. Po wykonaniu kilku zdjęć z długim czasem naświetlania bez dodatkowej optyki postanowił sięgnąć po teleskop, mimo wszystko. Trudno się mówi – pomyślał i zerknął nieśmiało w stronę zegara, który wskazywał już 00:30. Z coraz większą wprawą zmontował teleskop, wyważając go odpowiednio. W głębi miał nadzieję, że uda mu się zaobserwować jakąś gromadę, bądź chociaż wycelować sprzęt w cokolwiek, czemu będzie mógł zrobić zdjęcie. Pobożne życzenia jak się okazało. Dopasowanie obiektywu aparatu stojącego na swoim statywie foto, do okularu teleskopu na montażu paralaktycznym może i nie jest niemożliwe. Jest za to na pewno bardzo trudne po ciemku, w pokoju śpiącej córki, przy widoczności ograniczonej do otwartego okna. Zaklął w duchu i zganił się za głupie pomysły. Następnym razem trzeba to zrobić z głową. Szybka decyzja – pakujemy sprzęt. Takim oto splotem wydarzeń, z piątkowego wieczora zrobił się sobotni ranek a on zamiast ułożyć się przy boku ukochanej znów wylądował przed komputerem szukając ofert sprzedaży 2,5mm szerokokątnego okularu, który umożliwiłby mu wykorzystanie potencjału posiadanego sprzętu. Kątem oka nieśmiało zerkał na zegar w rogu ekranu, który bezlitośnie dawał mu do zrozumienia, że sobota nie będzie należała do najłatwiejszych. P.S. Załączone zdjęcia wykonane kilka dni wcześniej z ręki przez dwie szyby zamkniętego okna za pomocą telefonu LG-P990. Okular kitowy 12,5 mm, SW 114/500. Zachęciło mnie to jednak wyżej opisanych kombinacji alpejskich
  11. Monx Paweł

    Monx Paweł

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.