Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'Polecamy'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Questions and Answers
    • Getting Started: Equipment
    • Getting Started: Observing
    • Various questions
  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • 3D Print
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne
  • Miłośnicy kina saj-faj (sci-fi) UWAGA SPOILERY!'s Tematy

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Categories

  • 3D print files - files
  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Found 99 results

  1. W odzewie do statusu Adama, zaklada temat. Wszystko jak w temacie, co kto chce i jak to widzi. ZERO ograniczen.
  2. Równolegle do idei konkursu obróbki astrofotografii, dojrzewała idea konkursu teoretycznego. Kiedyś prowadziłem tego typu akcję dzięki czemu wyciągnąłem sporo wniosków jak to usprawnić, ułatwić i w ogóle stworzyć bardziej atrakcyjną formę. Wstępnie zaadaptowałem mój stary regulamin, poczyściłem dział i już za miesiąc jedziemy z tematem. Jakie są nowe założenia: Konkurs ściśle związany z forum, głównie z Celestią. Odpowiedzi na wszystkie pytania będzie można znaleźć właśnie u nas. Już trochę tej wiedzy się nazbierało, a w międzyczasie pojawi się więcej. Użycie systemu quizów. Poprzednio brałem na siebie zbieranie na priv odpowiedzi, sprawdzanie poprawności, liczenie punktów. Quizy robią to automatycznie więc to spore ułatwienie, również dla uczestników. Wszystko "podane na tacy" - wystarczy kliknąć parę razy. Podwójne rundy miesięczne. Poprzednio ludzie rezygnowali z konkursu w trakcie, bo przegapili jakiś etap. W nowej formie w każdym miesiącu będą dwie szanse, a pod uwagę będzie brany wynik jednej z nich (jeśli ktoś weźmie udział w obu to bierzemy lepszy). Forma quizowo-opisowa. Oprócz punktów za quiz, będzie można otrzymać dodatkowe punkty za przygotowanie własnego opracowania na wybrany teoretyczny temat, który opublikuje na Celestii. Ta część do przedyskutowania. Jeśli pojawią się lepsze nagrody, konkurs też będzie bardziej wymagający. Jeśli akcja pozostanie formą zabawy - ograniczymy się do quizów. Czas trwania. Tym razem forma półroczna. Runda finałowa w lipcu. Jeśli ktoś z laureatów będzie obecny i wyrazi taką chęć, wręczenie nagrody może odbyć się na wrześniowym zlocie. Grono prowadzące. Mam zapewnienie o pomocy od Bellatrix i LibMara, czyli osób, które sporo tutaj ciekawej wiedzy umieściły. Wstępny zarys regulaminu dostępny tutaj - http://astropolis.pl/topic/44037-celestiada-regulamin/ Zapraszam do dyskusji, może komuś przyjdzie coś ciekawego do głowy, co mi i kolegom moderatorom umknęło
  3. Istnieje wiele różnych klasyfikacji ciał niebieskich. Klasyfikacje te pozwalają astronomom na grupowanie obiektów ułatwiając kolejne badania i zwykły przepływ informacji między badaczami. Jednak nie wszystkie obiekty pozwalają się tak precyzyjnie "zaszufladkować". Sklasyfikowanie brązowych karłów nie jest łatwe. Są one zbyt masywne na planety, a zbyt małe, aby umieścić je w towarzystwie gwiazd, ale jednocześnie posiadają pewne cechy obu grup obiektów. Obecnie przyjmuje się, że każde ciało nie będące gwiazdą, o masie powyżej 13 mas Jowisza, jest brązowym karłem. Bywają czasami nazywane "nieudanymi gwiazdami" ponieważ są słabym, mało masywnym rodzeństwem pełnoprawnych gwiazd ale fascynują astronomów z różnych powodów. Ciągle jednak niewiele o nich wiemy. Co więcej, ten kosmiczny "dylemat" nie był pewny aż do 1995 roku gdy odkryto Gliese 229B - pierwszego potwierdzonego brązowego karła. BRĄZOWE KARŁY NIE SĄ BRĄZOWE, A BRĄZOWY NIE JEST KOLOREM „Oczywiste było, że potrzebny jest kolor opisujący te karły, który byłby między czerwonym i czarnym. Zaproponowałam kolor brązowy i Joe (Silk) protestował ponieważ brązowy nie jest kolorem ...” Dr Jill Turner W 1963 roku astronom Shiv Kumar z Uniwersytetu Virginia wysunął założenie, że ten sam proces grawitacyjnego kurczenia się, który formuje gwiazdy z obłoków pyłu i gazu, mógłby również ukształtować mniejsze obiekty. Zamiast płonących czerwonym, żółtym, niebieskim lub białym światłem w wyniku fuzji jądrowej, mogłyby być ogrzewane przez grawitacyjny kolaps. Teraz już wiemy na pewno, że takie obiekty istnieją. Nazywamy je brązowymi karłami, ale nie są w rzeczywistości brązowe. Więc jakiego są koloru? Określenie "brązowy karzeł" zostało wymyślone przez Dr Jill Tarter w 1975 roku do opisania tych hipotetycznych wówczas obiektów i okazało się popularniejsze niż inne ówczesne i późniejsze propozycje jak "podgwiazda", "karzeł podczerwony" czy "planetar". Od połowy lat 80-tych naukowcy intensywnie poszukiwali odpowiedzi na pytanie jak częstym są zjawiskiem o ile w ogóle istnieją. Trudność w obserwacji tych obiektów związana była z bardzo słabym światłem jakie emitują. Brązowy to nie kolor, nie dla astronomów. Gdy bierze się pod uwagę kolor gwiazdy, astronomowie mówią o długości fali światła emitowanego w największej ilości przez daną gwiazdę. Gwiazdy emitują światło o różnych długościach fal, ale nie mogą emitować brązowego. Dr Kenneth Brecher jest profesorem na Uniwersytecie Bostońskim oraz głównym badaczem projektu LITE. Jest to projekt, który wykorzystuje szereg eksperymentów, w celu zrozumienia jak ludzie postrzegają kolory. Brecher wykonał prezentację na spotkaniu American Astronomical Society o rzeczywistej barwie brązowych karłów. Problem polega na tym, że "kolor" brązowy i zbliżone do niego, są bardzo uzależnione od otoczenia w jakim się znajdują. Im ciemniejsze otoczenie tym bardziej skłaniamy się do wersji, że widzimy kolor pomarańczowy. Dlatego bardzo ciężko odwzorować, jaki kolor zobaczylibyśmy spoglądając z niewielkiej odległości na przeciętnego brązowego karła, ale posługując się popularnym kodem szesnastkowym, byłby to mniej więcej EB4B25 o wartości RGB: R-235, G-75, B-37. Wygląda bardziej na czerwonawy pomarańcz niż brąz. GWIEZDNE NIEWYPAŁY Przepis na przygotowanie brązowego karła rozpoczyna się tak samo jak przepis na gwiazdę. W największym skrócie, gwiazdy na ogół tworzą się kiedy mgławica pyłu i gazu jest z jakiegoś powodu zaburzona i zaczyna się zapadać. Obłoki takie zawierają w większości wodór i hel, lecz mogą też posiadać niewielkie ilości deuteru i litu. Po skondensowaniu, tworzy się obiekt wystarczająco masywny aby zapalić fuzję jądrową. Brązowe karły to obiekt jaki powstaje, kiedy ten proces się nie powiedzie, gdy protogwiazda nie uzyska wystarczającej masy do utrzymania syntezy jądrowej. Jak gorąca musi być protogwiazda aby podtrzymać fuzję jądrową? Około 10.000.000° Celsjusza, Ile do tego potrzeba masy? Około 75-80 razy więcej niż masa Jowisza. To powyższe to absolutne minimum potrzebne do stworzenia najmniejszych i najzimniejszych gwiazd. Każda gwiazda, która jest większa, gorętsza i jaśniejsza wymaga o wiele więcej materii. Z brązowymi karłami jest inaczej. Z jakiegoś powodu nie było wystarczająco dużo materii w danym obszarze, aby protogwiazda "zapaliła się". Pozostała po prostu kulą gazu, która przez pewien czas jest w stanie syntezować deuter. Ile potrzeba masy do zapoczątkowania reakcji syntezy deuteru? Około 13 razy więcej niż masa Jowisza. Temperatura brązowych karłów może być nawet bardzo zbliżona do temperatury "gwiezdnej", ale może również być porównywalna do temperatury "planetarnej" a ich masy również wahają się także między gwiazdami i gigantycznymi planetami gazowymi. Są one szczególnie interesujące dla naukowców, ponieważ mogą dostarczyć sporo wskazówek na temat procesów formowania się gwiazd. Brązowe karły i gazowe olbrzymy gazowe takie jak Jowisz są fizycznie zadziwiająco podobne. Główną różnicą jest temperatura. Brązowe karły mogą mieć temperatury zbliżone do 2000°C lub stosunkowo niskie, niewiele powyżej zera. W 2014 roku odkryto obiekt (WISE J085510.83-071442.5), którego temperatura wynosi od −48 do −13 °C jednak z powodu niewielkiej masy określany jest mianem "brązowego podkarła", może być również samotną planetą. Temperatura panująca na umownej powierzchni Jowisza czy Saturna schodzi poniżej -100°C. Taka różnica temperatury sprawia, że materia obu rodzajów obiektów zachowuje się w różny sposób. Na przykład woda pozostaje zwykle w postaci gazowej na brązowych karłach, a zamarza na gazowych gigantach. "BRĄZOWE" TYPY WIDMOWE Chociaż oznaczone jako "brązowe", podzielone są na klasy oparte na pasmach absorpcji w widmie. Wszystkie znane nam gwiazdy klasyfikujemy według typów widmowych. Główne typy widmowe od najgorętszych do najchłodniejszych to: O, B, A, F, G, K i M. Jednak czerwone karły stają się coraz chłodniejsze i nikną z czasem, aż jedyne światło jakie emitują ograniczy się do zakresu podczerwieni. Aby możliwa była ich klasyfikacja, astronomowie dodali typy widmowe L, T oraz Y. Typ M Temperatura 3500-2100 K. Bardzo zbliżone do czerwonych karłów, stanowią pewnego rodzaju połączenie między dwoma rodzajami obiektów. Czerwone karły na chłodniejszym końcu klasyfikacji uważa się brązowe karły i nazywane są "late-M dwarves". W widmie dominują linie absorpcyjne TiO, VO, H2O, CO. Ich barwę można określić jako brudną czerwień. Znamy ponad 300 takich obiektów. Typ L Temperatura 2100-1300 K. W tej klasie linie absorbcyjne tlenków są zastępowane przez wodorki (FeH, CrH, MgH, CaH) i silne linie metali alkaicznych. Gwiazdy w tej klasie są purpurowo-czerwone. Znamy ponad 1300 takich obiektów. Typ T Temperatura 1300-500 K. Tutaj widzimy silne linie CH4 i H2O oraz ekstremalnie szerokie Na I i K I. Znamy prawie 600 takich obiektów. Typ Y Temperatura poniżej 500 K. Najzimniejsza możliwa kategoria, która była zaledwie hipotetyczna, aż do niedawnych odkryć szeregu niezwykle ciekawych karłów. Obecnie 21 brązowych karłów zostało przypisanych do klasy Y. Nie wydzielają praktycznie żadnego światła więc fizycznie są najbliższe planetom. Dostrzeżenie tych obiektów było możliwe dzięki obserwacjom w zakresie podczerwieni przez teleskop WISE. Brązowy karzeł tuż po swoich narodzinach, przez stosunkowo niedługi czas (kilka milionów lat) jest w stanie syntezować deuter jednak cały czas stygnie. Dlatego też typ widmowy brązowego karła odzwierciedla jego wiek. Brązowe karły zwykle rozpoczynają żywot jako obiekty typu L i z biegiem czasu stygną stając się się obiektami kolejnych typów. NAJBLIŻSI SĄSIEDZI Źródełka: http://www.solstation.com/stars/pc10bd.htm http://www.universetoday.com/23247/if-brown-isnt-a-color-what-color-are-brown-dwarfs/ http://futurism.com/what-is-the-difference-between-brown-dwarfs-gas-giants-and-stars/ http://www.guide-to-the-universe.com/brown-dwarf-star.html http://www.csmonitor.com/Science/2015/0730/Are-brown-dwarfs-stars-or-planets-Check-their-auroras https://carnegiescience.edu/news/when-it-comes-brown-dwarfs-“how-far”-key-question http://w.astro.berkeley.edu/~basri/bdwarfs/SciAm-book.pdf Polecam szczególnie ostatni link. Wszystkie obrazki z dedykacją dla Hamala - miłośnika obrazków.
  4. Archiwum Polskiego APODa ma spory zapas materiałów, ale od dwóch tygodni nie dostaliśmy nic nowego. Jest to oczywiście wynik braku pogody i trochę ogórkowego sezonu, bo właściwie w DSach oprócz galaktyk za dużo obiektów nie mamy. Ale przecież są zdjęcia US, zjawisk, tranzytów i wiele innych. Jak zapewne zauważyliście wybór Jury jest bardzo szeroki. Czekamy na Twoje zgłoszenie. Warto spróbować, Polski APOD jest także widoczny na FB. Pokaż swoją pracę! Zapraszamy!
  5. Rozdziel Wszechświat (trzeba wejść na stronę Apoda i kliknąć, zgodnie z założeniem Kota Schrödingera - pojawi się albo żywy albo martwy) https://apod.nasa.gov/apod/ap170401.html
  6. Przetestuj nową kamerę ZWO ASI 071MC-C Test monochromatycznej ASI 1600MM-C jeszcze dobrze nie ostygł, a ja tu zaczynam kolejne "zamieszanie" na forum. Przed wami zapowiedź nowej akcji na Astropolis.pl - tym razem, trochę innej. Testy nie będą przeprowadzane tylko przeze mnie, ale zapraszam do zabawy także i Was. O co dokładnie chodzi? Tak się składa, że ZWO wprowadza na rynek nową kolorową kamerą z bardzo interesującą matrycą (znaną z Nikonów), co w połączeniu z bardzo dobrym chłodzeniem i świetną nisko szumową elektroniką musi dać bardzo dobry efekt. Przyznaję - kamer jeszcze nie testowałem, ale mając doświadczenia z poprzednimi wersjami jestem o nią spokojny - kupiłem je w ciemno. Od dawna czekałem na kolorową kamerę, która będzie miała na tyle dużą rozdzielczość, że da się zdjęcie zmniejszyć 2x i nadal będzie duże. W tym wypadku kamera ma 4944X3284 pikseli, czyli po zmniejszeniu będzie to prawie 2,5 tysiąca pikseli w poziomie. Sporo - prawda? Co to da? W takiej sytuacji mamy w zasadzie kamerę o pikselu ok. 9 mikronów, sprawności bliskiej mono, kolorową, ale tak, jakby nie miała maski Bayera. Do tego trzeba dodać ultra niski szum odczytu typowy dla CMOSa, 14 bitowy przetwornik i wg mnie mamy receptę na sukces. To trochę taki mój mały zakład z rzeczywistością. Obstawiam, że jest to kamera, która z czasem może zastąpić świetną QHY8L i DSLRy. Da zaletę prawdziwej kamery mono, ale w wersji kolorowej. Przyznacie - zakład jest mocny. Dlatego, żeby zwiększyć jakość tych informacji kamerę puszczę w obieg po forum. Przez wiele miesięcy (min. pół roku, a pewnie więcej - do 12 miesięcy) kamera będzie krążyć po użytkownikach, których razem ze mną wybierzecie. Osobiście będę chciał wytypować 5 osób, których opinia może dać nam bardzo wiele. Reszta dostanie kamery wg kolejności (zrobimy kalendarz). Zero formalności, zero procedur, zero faktur, zero umów. Wystarczy, że jesteś rozpoznawalnym użytkownikiem forum, a ja zaakceptuję twoją kandydaturę. Jak będą przebiegać testy? Nie wiem To wolna amerykanka. Róbmy fajne zdjęcia i opisujmy wrażenia (to oczywiście warunek - nawet, jeżeli recenzja będzie niepochlebna). W tym wątku czekam na propozycje, a także chętne osoby do przeprowadzenia takiej testowej sesji u siebie, ze swoim sprzętem. Pod tym linkiem możesz zaznaczyć termin, w którym chciałbyś testować kamerę. http://doodle.com/poll/vghs6huhe4bw8kfk Poniżej zapraszam do obejrzenia wideo z "unboxingiem" kamery oraz zapowiedzią akcji. Spis treści (w trakcie) - Dark Frame (300 s. temperatura -15C): http://astropolis.pl/topic/57916-akcja-spolecznosciowa-testy-nowej-kamery-zwo-asi-071mc-cool/?p=670704 - Rezerwacja terminu testów: http://astropolis.pl/topic/57916-akcja-spolecznosciowa-testy-nowej-kamery-zwo-asi-071mc-cool/?p=670810 - Księżyc - zdjęcie testowe Qbanos: http://astropolis.pl/topic/57916-akcja-spolecznosciowa-testy-nowej-kamery-zwo-asi-071mc-cool/?p=671586 - Recenzja i zdjęcie testowe Qbanos: http://astropolis.pl/topic/57916-akcja-spolecznosciowa-testy-nowej-kamery-zwo-asi-071mc-cool/page-6?do=findComment&comment=674020 - Zdjęcie testowe NGC 3628 (Tryplet Lwa) Adam_Jesion: http://astropolis.pl/topic/57916-akcja-spolecznosciowa-testy-nowej-kamery-zwo-asi-071mc-cool/?p=674097 - Zdjęcie M81 Adam_Jesion: http://astropolis.pl/topic/58318-galaktyki-w-okolicy-m81/ - Kometa Tuttle Giacobini Kresak Pav1007: http://astropolis.pl/topic/58444-tuttle-giacobini-kresak-rodos-asi071mc-c/ - Kometa C2015 V2 Johnson Pav1007: http://astropolis.pl/topic/58467-c2015-v2-johnson-rodos-asi071mc-c/ - Recenzja kamery od Pav1007: http://astropolis.pl/topic/58446-zwo-asi071mc-c-maly-test-kamery/ - Badanie amp-glow USB2 vs USB3 (Adam_Jesion): http://astropolis.pl/topic/57916-akcja-spolecznosciowa-testy-nowej-kamery-zwo-asi-071mc-cool/?p=678183 ...
  7. Witam, Dzisiaj na spotkaniu z PTMA Białystok rozmawiałem o najnowszym znalezisku, o którym opowiedziałem w tym wątku: http://astropolis.pl/topic/59163-pierscienie-planety-pozaslonecznej-pds-110-b-wrzesien-2017/ A więcej można przeczytać także w Scientific American: https://www.scientificamerican.com/article/newly-found-exoplanet-may-have-ring-system-dwarfing-saturn-rsquo-s/ Mowa tutaj o niedawno znalezionej planecie pozasłonecznej, która prawdopodobnie posiada pierścienie jeszcze większe od Saturna. W 2008 i 2011 roku zaobserwowano bliźniacze tranzyty, o podobnym przebiegu. Ponieważ zdarzają się one cyklicznie, kolejny powinien pojawić się w 2014 roku - niestety, nie zaobserwowano go. W tym czasie, gwiazda znajdowała się na niebie obok Słońca i nie mogła być obserwowana. Kolejna okazja wypada we wrześniu 2017 roku. A ponieważ dwa tranzyty nie wystarczą do potwierdzenia istnienia PDS 110 b, rusza ogólnoświatowa akcja obserwacyjna. Chciałbym w niej wziąć udział, jednak wymaga pewnych standardów od obserwatorów. Udane obserwacje zostałyby wpisane do artykułu, a więc wnosimy pewną cegiełkę w odkrywaniu egzoplanety. Trudno powiedzieć jak to wygląda z organizacją u nas. Z pewnością zagranicznych obserwatorów zajmujących się fotometrią jest więcej. Tranzyt wypada m.in. w czasie naszego zlotu StarParty i na pewno będę łapał przy dobrej pogodzie. Jaki jest cel zbiórki? Chodzi tutaj dokładnie o filtr fotometryczny "V" Johnsona. Jest to jedyny brakujący element, który wymaga mój zestaw obserwacyjny, aby móc połączyć obserwację razem z innymi. W PTMA uznaliśmy, że największe szanse powodzenia będą, jeśli zorganizuję w tym celu zbiórkę. Link: http://deltaoptical.pl/filtr-baader-planetarium-fotometryczny-v-125-2459440v,d1850.html Jaki jest plan działania? Uzbierać jak najwięcej materiału, ile się da. Przewidywany tranzyt ma miejsce między 5 a 23 września, ale może być odchyłek o kilka dni. W związku z tym, w każdą pogodną noc, między ~20 sierpnia a 30 września musi zostać przeprowadzona fotometria gwiazdy PDS 110. Znajduje się ona w konstelacji Oriona i jest widoczna w godzinach 2:30-4:00, w zależności również od momentu obserwacji (pod koniec września nawet 1:30-4:30). Transmisja online (i offline, potem byłby upload) z obserwacji byłaby dostępna w Internecie. Co potem? Po obserwacjach PDS 110, filtr na pewno byłby dalej wykorzystywany do przyszłych projektów obserwacyjnych. W końcu używa się go w fotometrii, a rejestrowanie tranzytów głównie na tym się opiera. Co prawda, da się obserwować je bez, jednak kalibracja do odpowiedniego systemu pozwala na nowe możliwości. Jeśli faktycznie zbiórka będzie sukcesem i ktoś dołoży więcej, po prostu przeprowadzę dodatkowe obserwacje za pomocą kilku dodatkowych filtrów fotometrycznych (np. z filtrem B mogę wyznaczyć jeszcze wskaźnik barwy). Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/rnzvkg Konto jest aktualnie niezweryfikowane, ponieważ w weekendy nie dochodzą przelewy będące podstawą do zmiany statusu. A bez tego nie mogę dojść do kolejnego etapu weryfikacji. Dziękuję!
  8. Ważne i pilne. Jak pewnie zauważyliście, znowu mieliśmy problem z serwerem. Od jakiegoś czasu "przymierzam" się do przenosin na nowy serwer, ale czas zaczyna naglić, bo jak następnym razem padnie, to może już nie wstać. Odtwarzanie z backupów na nowym serwerze może zająć chwilę czasu, więc to nie może wchodzić w rachubę. Musimy temat ruszyć ASAP - zanim coś złego się wydarzy, a że mamy XXI wiek, to zacząłem bardzo poważnie rozważać przeniesienie Astropolis do chmury obliczeniowej. W związku z tym, szukam kogoś, kto mi w tej operacji pomoże (moja wiedza jest tu zbyt mała). Obawiam się, że to może nie być takie trywialne i będzie wymagało kilku przeróbek w obrębie serwisu (pewnie w kontekście baz danych). Oczywiście nie proszę o darmową przysługę. Zapłacę za pomoc. A może macie jakieś przemyślenia w temacie hostingu w dzisiejszych czasach? Albo jakiegoś znajomego, który się zajmuje takimi kwestiami?
  9. Astropolis na Facebooku jest już od ponad 5 lat, jednak przez prawie 2 lata fanpage stał odłogiem, a "najnowszym" wpisem była informacja o pogrzebie ś.p. Pawła Maksyma. Wiem, że nie każdy jest użytkownikiem Facebooka (prawda Hamal? ) i nie każdy go lubi, jednak dla mnie jest to narzędzie, które można wykorzystać do czegoś mało wartościowego ale i do czegoś fajnego. Dlatego pod koniec grudnia nieco odkurzyłem sprawę. Nie będzie tam żadnych cudów, większość wpisów to streszczenie czym żyje forum, podzielenie się fajnymi rzeczami, które tutaj się pojawiają. Strona jest widoczna również dla niezalogowanych na FB. Każdego zapraszam do zaglądania na fanpage, zalogowanych na FB do polubiania, udostępniania, komentowania (oczywiście jeśli w Waszej ocenie będzie tego warte). https://www.facebook.com/pages/Astropolispl/203833486743 Sugestie odnośnie funkcjonowania strony również będą bardzo cenne
  10. Czy zawiłą pajęczyną swoich decyzji można zmienić obraz świata? I co byśmy zrobili, gdybyśmy odkryli, że jest już na to za późno? Kim byśmy się stali, mając świadomość, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem przyszłości ludzkości jest jej upadek? Zbliżała się połowa XXII wieku, kiedy Anna została naczelnikiem więzienia w Nanterre. Tego samego więzienia, którym kiedyś zarządzał jej ojciec i w którego piwnicach jako dziecko spotkała tajemniczego człowieka. Jego jedno jedyne spojrzenie odcisnęło piętno na całym jej życiu. To spojrzenie zmieniło także życie wielu innych osób - tych żyjących na tym świecie, tych umierających wraz z naszą cywilizacją i tych, które przybyły z innych planet. Kim jest ten człowiek, który za swoją niezwykłość płaci wielką cenę? Czy dla niego też miało znaczenia spojrzenie małej dziewczynki? Odpowiedzi na te pytania są więcej niż zaskakujące. Minęło kilka miesięcy i proces wydawniczy właśnie dobiega końca. To była bardzo długa droga, często pod górę, ale udało się. Nieistotne jest już w zapowiedziach wydawniczych, a na banerze powyżej widzicie datę, po której książka trafi do sprzedaży: 3 grudnia tego roku. To już tylko nieco ponad dwa tygodnie Służę wszystkimi informacjami: Cena "okładkowa" książki to: 34zł. Od ceny okładkowej są oczywiście odstępstwa, często w dół, ale czasem i w górę. Każdy sprzedawca ustali swoją cenę. Jak widać na stronie zapowiedzi mojego Wydawcy, tutaj: http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=nieistotne,druk oraz w księgarni internetowej Wydawcy: http://zaczytani.pl/ksiazka/nieistotne,druk można ją u nich nabyć za 28zł (+przesyłka). (okładka jeszcze się nie wyświetla, bo pewnie plik jeszcze nie wrzucony do katalogu na serwerze. Jutro powinna być). Książka liczy 376 stron. Gdzie poza tym książka będzie dostępna? W pierwszej kolejności będzie właśnie na zaczytani.pl, co jest jak najbardziej zrozumiałe. W następnej kolejności będzie się pojawiać w kolejnych księgarniach internetowych. Kiedy (i czy) trafi na półki tych największych sieci księgarskich? Tego jeszcze nie wiem. Jestem debiutantem, i póki co nie mogę liczyć na to, że najbardziej znane sieci księgarskie już się o to zabijają, żeby mnie na półce postawić Wydawca oczywiście wysyła zapowiedź mojej książki i zaczyna jej promocję, więc wspólnie liczymy na jak największe zainteresowanie. Biorąc pod uwagę, że sci-fi debiutantów nadal jest w pewnej mierze rzadkością, okładka przyciąga wzrok, a opis wzbudza moim zdaniem ciekawość, mam szansę, że ktoś mnie w tym tłumie dostrzeże. Patrząc na ostatnie publikacje Novae Res, liczę, że w niedługim czasie moja książka pojawi się np. w sieci Matras w opcji wysyłkowej. No to teraz nieco szerzej o samej treści: Książka jest podzielona na 3 części, w których wydarzenia są odległe od siebie w czasie. Pierwsza historia jest otwarciem całości i wpływa na dwie kolejne. Każda część nosi też w sobie zaczątki oraz jawne i ukryte nawiązania do następnych. Taka konstrukcja pozwoliła mi ukazać całą historię z perspektywy mijających wieków, gdzie niektóre wydarzenia stały się legendami czy pogłoskami, inne zostały niemal zapomniane, a niektóre z nich trwają wiecznie. Opowieść zawiera również naukowe elementy, które są przełożone na refleksje bohaterów i wydarzenia w ich życiu. Są to nawiązania do teorii chaosu i efektu motyla oraz moja propozycja połączenia koncepcji sił rządzących światem: fatalizmu i determinizmu. Jest też trochę o sztucznej inteligencji i o nie inteligencji sztuczności Powieść poprowadzona jest na kilku płaszczyznach i będzie wymagała od Czytelnika głębszego zastanowienie się nad treścią. Mam nadzieję, że zaproszenie do refleksji sprawi Czytelnikom przyjemność i uruchomi pokłady wyobraźni. Pierwsza płaszczyzna to oczywiście same opisane w książce wydarzenia. Druga to to, co nie zostało napisane, ale zasugerowane, a więc wydarzenia, których będzie się można domyśleć i samemu dopowiedzieć sobie tę historię, odkryć jej pełnię. Trzecia płaszczyzna to nawiązania do tego, jaki kształt ma obecnie świat, dokąd zdaje się zmierzać, a także do tego, co działo się w przeszłości ludzkości. A czwarta płaszczyzna, to już moje osobiste przemyślenia i spostrzeżenia wynikłe z obserwacji pojedynczych charakterów i całych grup ludzi. Sądzę, że w większości będą się pokrywać z Waszymi spostrzeżeniami. Taką mam nadzieję. I w końcu: Jakie właściwie znaczenie ma tytuł książki? Po pierwsze: Jedna z głównych bohaterek otwiera całą tę zawiłą historię twierdząc, że to, co stanie się później jest nieistotne. Natomiast inna bohaterka zamyka historię słowami: "Wiem, że to już nieistotne...". Tak się jednak złożyło, że te nieistotne rzeczy miały wielkie znaczenie dla całej ludzkości. Po drugie: Nieistotne to gra słów. Nie-istotne. Nie będące istotami. Nieludzkie. Odnosi się to głównie do trzeciej części powieści. W tym miejscu jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim, którzy w jakiejkolwiek mierze przyczyniliście się do jej wydania. W szczególności mojemu Patronowi, Dariuszowi Szczecinie, oraz: Bogumił Bubniak, Jakub Łazęcki, Ewelina Bubniak, Patryk Koniecki, Ekolog, Przemek Owczarek, Paweł Rojewski, Rafał Glazer, Rafcio, dziki_rysio_997, Michał Kwieciak, Michał Gumowski, Blondas, Zbyszekzz, Piotr Ćwikliński, Robert Wesołowski, Loxley, Marek Setlak, Zbigniew Tkaczyk, Adam Kisielewicz, Dominika i Paweł Barszcz, Paweł Radomski, Krzysztof Zbroszczyk, Piotr Brych, Jakub Bartas, Michał Jarszak, Sawes1, Krzysztof Starczewski, a także Ci anonimowi wspierający, oraz Paether, który czuwa nad nad forum, a między innymi nad tym wątkiem, oraz Koledzy moderatorzy oraz każdy z Was, który kibicuje wydaniu książki i wspiera mnie dobrym słowem Wszystkie podarunki zacznę wysyłać jeszcze w tym tygodniu lub na samym początku następnego. Osoby, które otrzymają egzemplarz autorski dostaną go z kolejną przesyłką, gdy tylko ja otrzymam swoje autorskie egzemplarze, a tym czasem będą mogli zacząć od e-booka, a potem przesiąść się na "papier". DZIĘKUJĘ! Zapraszam i zachęcam Was serdecznie do przeczytania "Nieistotnego".
  11. Jednym z najbardziej popularnych "wyzwań" dla astronomów amatorów na świecie jest obserwacja wszystkich 110 obiektów Messiera za pomocą własnego sprzętu. Sam Messier nie korzystał z wybitnych warunków obserwacyjnych i używał teleskopów o ograniczonej zdolności optycznej - porównywalnych do nowoczesnych lornetek lub małych teleskopów. Jego ulubiony teleskop to achromatyczny 3,5-calowy refraktor z oczywistych względów pozbawiony jakichkolwiek warstw. W podobnych warunkach dzisiejszy 3-calowy refraktor jest wystarczający dla doświadczonego obserwatora, chociaż niektóre obiekty mogą sprawiać pewne trudności. Ogromna większość obiektów jest widoczna w lornetce 10x50 pod ciemnym niebem, chociaż wiele z nich będzie wymagać sporego wysiłku. Wszystkie 110 obiektów można zobaczyć bez większych trudności korzystając z apertury 4" i więcej. Każdego roku w okolicy marcowego nowiu miłośnicy astronomii wyruszają na obserwacje, aby spróbować zobaczyć jak najwięcej obiektów Messiera w ciągu jednej nocy. Maraton Messiera został zainicjowany w latach siedemdziesiątych XX wieku przez kilku miłośników z USA (w tym Toma Hoffeldera, Toma Reilanda i Dona Machholza) oraz jednego z hiszpańskich astronomów-amatorów. Pierwsza relacja z obserwacji wszystkich obiektów z katalogu w ciągu jednej nocy odnosi się do nocy z 23 na 24 marca 1985 roku, kiedy to Gerry Rattley z Dugas w Arizonie dokonał tego wyczynu. Około godziny później Rick Hull powtórzył ten sukces z miejscowości Anza w Kalifornii. W nocy z 20 na 21 marca 2004 roku Petra Saliger & Gernot Stenz za pomocą 4" refraktora na Teneryfie dokonali pierwszego "europejskiego" pełnego Maratonu. Gdzie i kiedy najlepiej? Tom Polakis zbadał możliwość przeprowadzenia Maratonu z wynikiem 110 obiektów Messiera w ciągu jednej nocy z różnych szerokości geograficznych. Wnioski oparł głównie na doświadczeniach uczestników Maratonów z USA (głównie All Arizona Messier Marathons), zbieranych przez wiele lat. Opublikował swoje wyniki w sieci, w tym grafikę widoczną powyżej. Tom zaznaczył, że: Obiekty Messiera czyli co dokładnie? Kiedy Charles Messier obserwował obiekty, które ostatecznie trafiły do słynnego katalogu, jego wizualne wrażenia pozwalały mu tylko rozróżnić "amas d'étoiles" (gromady gwiezdne) i "nebuleuse" (mgławice). Dzisiaj wiemy, że wśród wszystkich 110 obiektów składających się na katalog znajdziemy: 6 mgławic dyfuzyjnych 28 gromad otwartych 4 mgławice planetarne 29 gromad kulistych 40 galaktyk 3 inne obiekty Powyższa lista opiera się na założeniu, że M8 (Laguna) i M16 (Orzeł) to gromady otwarte (w ten sposób zanotował je sam Messier). 69 obiektów z listy znajduje się w naszej galaktyce, w odległościach od 430 lat świetlnych (Plejady), do 78.000 lat świetlnych (M75). Pozostałe 41 obiektów to galaktyki...z jednym wyjątkiem. Gromada kulista M54 znajduje się w SagDEG - galaktyce karłowatej będącej satelitą Drogi Mlecznej. Najbardziej odległym "Messierem" jest M109, galaktyka znajdująca się w odległości ok. 67,5 mln l.ś. Messier 45 (Plejady) to bezsprzecznie najjaśniejszy obiekt w zestawieniu, widoczny gołym okiem nawet na niezbyt ciemnym niebie. Na końcu listy w zależności od źródła znajduje się M95, M91 lub M97. Największa kątowo jest oczywiście Galaktyka Andromedy, ale w rzeczywistości to miano należy się M101 o średnicy ponad 1,5 razy większej niż M31. Na drugim biegunie znajdziemy M40 o odległości kątowej 49". Fizycznie najmniejsza jest mgławica planetarna M76, ponieważ M40 (podobnie jak M73) nie jest "prawdziwym" obiektem. Moje wyzwanie Próba wykonania pełnego Maratonu Messiera chodziła za mną mniej więcej od połowy zeszłego roku. Wiedziałem, że i tak w drugiej połowie marca wybiorę się znowu na Teneryfę lub La Palmę więc od razu wydało mi się to doskonałą okazją na podjęcie takiego wyzwania. Gdzieś tam w pamięci miałem też relacje Panasamarasa i Pawła Trybusa. Po zasięgnięciu informacji, których skróconą wersję widzicie powyżej, okazało się że założony termin i miejsce (okolice 25 marca w pobliżu 28-go równoleżnika) są wręcz idealne. Sprawdziłem wszystko - jak wcześnie muszę zacząć, gdzie dokładnie znajdę M74 i M77 oraz kilka innych trudniejszych obiektów, ile czasu przed wschodem Słońca będę miał na M30 i jak typowa lista kolejności będzie się mieć do warunków na miejscu. Kilka dni przed wyjazdem drukuję "check-listy" w kilku kopiach oraz mapki wygenerowane w CdC. Zabieram Zeissa Jenoptema 10x50 (pole 7,3 stopnia) oraz lornetę Strathspey 25x100 (angielski brand, lorneta znana również jako Oberwerk 25x100 IF, Helios Quantum-4 czy TS - Gigant) - pole 2,5 stopnia. Na Teneryfę dotarliśmy popołudniem 20 marca. Jak zwykle towarzyszyła mi Aga oraz po raz pierwszy Bartosz i Zdzichu, który zabrał ze sobą TS ED 102mm f/7 na AZ4, która to kombinacja okaże się później bardzo pomocna. Zapoznanie z miejscówką i niebem Wstępnie na termin Maratonu wybrałem noc z 25 na 26 marca. Gdyby coś poszło nie tak, przewidywałem powtórkę noc później. Miejsce to doskonale nam znany z lat poprzednich punkt widokowy Mirador de Chio (2087 m. n.p.m.) u stóp wulkanu Pico Viejo. Co prawda wschodnia i południowa część horyzontu jest tam nieco zasłonięta przez ścianę kaldery będącej pozostałością po niegdysiejszym ogromnym wulkanie Las Cañadas, jednak jej wysokość nie stanowiła większego problemu. Część zachodnia jest tam kompletnie odsłonięta a sam Viejo znajduje się na północy z lekkim przesunięciem na wschód czyli w miejscu, które mnie najmniej interesowało. Miejsce na tyle dobre z wielu względów, żeby wybić z głowy szukanie innych (jedyna próba innego miejsca skończyła się szybką ucieczką do samochodu przed lodowatym wiatrem). Mirador de Chio, kolejno od lewej: wschód, południe, zachód i północ, oraz położenie na mapie Teneryfy Po dwóch nockach "lenistwa" (że tak delikatnie ujmę) wreszcie (22.03) decydujemy się na wyjazd "zapoznawczy". Główna myśl jaka mi przyświeca to test uciekających najszybciej - M74 i M77. Tym razem nic z tego. Chmury nad zachodnim horyzontem i ogólnie panoszący się na niebie cirrus witają nas na miejscu. Odpadają nie tylko "siedemdziesiątki" ale również Andromeda z sąsiadkami i Trójkąt. No nic, zabieram się za ogólną powtórkę zimowego nieba i kilku eMek, które uznałem za potencjalne zagrożenie. M76 pojawia się stosunkowo łatwo w teleskopie, w lornecie niewiele różni się od słabej gwiazdy. M102 (co do obiektu są wątpliwości ale uznaje się, że to NGC 5866 czyli Galaktyka Wrzeciono) w Smoku również okazuje się nie sprawiać tylu problemów co przewidywałem. Łącznie pierwsza nocka "zapoznawcza" przynosi owoc 31 zaliczonych Messierów do godziny 23:30. Jeżdżąc z pamięci bez listy przegapiłem M1 i M50. Jestem dobrej myśli ale zauważyłem dwa problemy, o których wcześniej nie myślałem. I tak upłynęła noc, poranek, popołudnie - dzień kolejny Kolejny wieczór już kompletnie bezchmurny, jednak jesteśmy na miejscu za późno. Znów uciekły wieczorne galaktyczki ale nadrabiam zaległego Kraba i M50. Trochę zniechęcony odpuszczam tym razem temat Messiera i na kompletnym luzie jeżdżę lornetką po okolicach Rufy i Żagla. Około północy wschodzi Omega Centauri wzbudzająca podziw w każdym sprzęcie zwłaszcza towarzyszy podróży, którzy wcześniej jej nie widzieli. Jest bezchmurnie, Bartek smaży szerokie kadry więc zostajemy troszkę dłużej niż poprzednio. Sprawdzam jeszcze dobrze mi znany nalot na Południowy Wiatraczek (83) oraz kulkę w Hydrze (68). W międzyczasie postanowiłem zerknąć na kometę 41P/Tuttle-Giacobini-Kresak, jednak podobnie jak kolegów z forum oszukało mnie mobilne Stellarium i przez dłuższą chwilę błądziłem lornetką w okolicach gwiazdy 36 UMa zanim znalazłem ją już wewnątrz "Wozu". I tak upłynęła noc, poranek, popołudnie - dzień kolejny Moja niecierpliwość zwyciężyła - jeśli będą warunki, podchodzę na poważnie do maratonu noc wcześniej niż zakładałem. Nawet nie straszny mi niewielki sierp Księżyca goszczący gdzieś w okolicy M30 nad ranem. Jedziemy z założeniem, że to dziś... Jednak nie dziś. Po dotarciu na miejsce witają nas dwa okropne zjawiska, nie wiem które gorsze. Na niebie cirrus a na parkingu cała grupa młodocianych amatorów nieba. Kilkadziesiąt osób wywija białymi latarkami, laserami - ogólnie klimat jak na korytarzu ś.p. polskiego gimnazjum. Gdyby chodziło o zwykłe obserwacje, nie byłoby większego problemu, zmieniamy miejscówkę (coś tam w rezerwie jeszcze miałem) a niebo w wielu miejscach było pogodne. Jednak to miał być Maraton bezkompromisowy - na 110 fajerek! Decyzja prosta - wracamy na dół, nabierzemy sił i wracamy następnego dnia. I tak upłynęła noc, poranek, popołudnie - dzień kolejny...TO JEST TA NOC Na początku był chaos... Czuję się jak przed ważnym egzaminem. Już kilka lat nie miałem żadnego egzaminu, więc nieco zapomniałem też lekki ucisk w brzuchu. Na miejsce docieramy około godziny 19:45, temperatura wynosi 3 stopnie Celsjusza i jak się później okaże, pozostanie w tych okolicach przez całą noc. Niebo wygląda na idealnie bezchmurnie, nie stwierdzono też żadnych niepożądanych gości na parkingu. Mam chwilę czasu na wypakowanie lornetek, mapek, włączenie dyktafonu na telefonie. O równej 20:00 zaczynam rozglądać się po niebie. Stosunkowo wysoko nad zachodnim horyzontem świeci Merkury, który dodaje nadziei ponieważ znajduje się niżej niż pierwszy cel Maratonu. Nad horyzontem jeszcze jasno więc trzeba uzbroić się w cierpliwość... Albo i nie! Skoro mam jeszcze chwilę do próby łapania galaktyk, rzucam okiem i lornetą na M45 - Plejady (20:09), które zajmują około połowę z 2,5* pola 25x100. Po chwili zabieram mniejszą lornetkę i od razu znajduję M41 w Wielkim Psie (20:10) oraz M93 w Rufie (20:11), którą bardzo łatwo znaleźć tuż nad gwiazdą Asmidiske (3,34 mag) wyglądającą jak podwójna z powodu bliskiego położenia 188 Pup (5,3 mag). Nawet w większej lornecie gwiazdy z gromadką ze sporym zapasem mieszczą się w jednym polu widzenia. Wracam pośpiesznie do Syriusza od którego odbijam w kierunku Procjona żeby po drodze trafić na gromadę M50 w Jednorożcu (20:13). Trzy dni wcześniej o niej zapomniałem, więc teraz mimo korzystania z listy, myślałem o niej szczególnie. Zresztą lista nijak się miała do mojego nieco chaotycznego biegania po zimowych emkach. Skoro już jestem w tej okolicy, zmierzam z radością w kierunku pary M46 i M47 (20:15), która jest dla mnie absolutną czołówką wśród widoków w lornetkowych okularach. W dużej lornecie dwie kompletnie różne od siebie gromady są widoczne ze sporym zapasem, z mniejszej zajmują mniej niż 1/3 pola widzenia. W tym momencie podejmuję pierwszą próbę złapania galaktycznych pułapek w Rybach i Wielorybie ale jest jeszcze zdecydowanie zbyt jasno. Wracam zatem do małej lornetki i łapię M34 w Perseuszu (20:17) między gwiazdami Almaak i Algol. Widok powoduje lekki uśmiech na twarzy ponieważ próbowaliśmy z Bartkiem i Zdzichem wcześniej dojść do tego, dlaczego Stellarium używa określenia "Gromada Spiralna", ale żadna lornetka ani teleskop w połączeniu z naszą wyobraźnią nie dawał odpowiedzi na tą zagadkę. Zmierzam w kierunku Kasjopei żeby tuż przy gwieździe Ruchbah odnaleźć M103 (20:19) oraz NGC663, która wydaje się być znacznie bardziej miłym dla oka obiektem niż sąsiadka. W tym momencie przestaję stawiać numerki na mojej liście, przecież i tak odtworzę sobie kolejność z nagrania. Stwierdzam, że pora przyjrzeć się Galaktyce Andromedy i Trójkąta ponieważ zaczynają niebezpiecznie zbliżać się do horyzontu, ale zanim tam dotrę, szybkie podejście do M52 (20:24), która wydaje się być również jednym z bardziej "naglących obiektów" Przedłużenie linii łączącej Schedar i Caph pozwala na bezstresowe dotarcie do celu dużą lornetą. Dwie minuty później docieram do M31 (20:26), krótkie przyglądanie się dosyć dużej plamie i już wiem, że na sąsiadki trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać i pewnie skorzystać z teleskopu dla pewności. Przesunięcie lornety równolegle do horyzontu w lewo i lekko do góry pozwala dostrzec dużą ale ledwo kontrastującą z tłem okrągłą plamę M33 (20:28). O godzinie 20:29 kieruję lornetę dokładnie w kierunku miejsca gdzie powinna znajdować się M74. Znam to miejsce doskonale, sprawdzałem wielokrotnie układ gwiazd, jednak nadal nie widzę niczego, co przypominałoby galaktykę. Pocieszam się tym, że mój cel znajduje się jeszcze dosyć wysoko. Duża lorneta czeka w pogotowiu, a tymczasem biorę mniejszą i nadrabiam "zimowe" zaległości. Łatwiejsze cele zwykle namierzam za pomocą linii prostych od jasnych gwiazd lub tworzenia trójkątów i ten drugi sposób dobrze sprawdza się przy M48 (20:30) tworzącej trójkąt równoramienny z Procjonem i głową gwiazdozbioru Hydry. Dwie minuty później jestem już w Woźnicy. Wszystkie trzy gromady (M36, M37 i M38) mieszczą się razem w polu lornetki. Pobliska M35 (20:33) wymaga przemieszczenia się o jakieś 10 stopni od M37. Czekam aż przejedzie (kolejny już) samochód i zmierzam w kierunku Zdzicha, który również postanowił zapoznać się dziś z niektórymi eMkami. O godzinie 20:41 teleskopem i Baaderem Hyperionem Zoom 8-24 odnajduję jeden w dwóch wieczornych bastionów - M77 w Wielorybie, który pada łatwiej niż się spodziewałem. Bardzo pomocny jest tutaj charakterystyczny układ gwiazd dookoła galaktyki. Galaktyka w Rybach stawia znacznie większy opór. Zmiana powiększeń, próby w lornecie, wszelkie formy zerkania i manewrowania tubą tak żeby obiekt się przesuwał - nic z tego. Po dosyć długiej walce i momencie gdy wydawało mi się, że coś widzę (pewnie siła autosugestii) muszę się poddać - M74 nie znajdzie się na mojej liście. Niby Słońce już sporo pod horyzontem, niby wiem dokładnie gdzie jest, ale tło jakieś zbyt jasne - ujawnił się pierwszy z problemów, które dostrzegłem kilka dni wcześniej, a kompletnie się go nie spodziewałem - światło zodiakalne: No nic, trzeba ruszyć dalej. Gdy kieruję szukacz na Galaktykę Andromedy, okazuje się, że przeszkodą zaczyna być...nasz samochód. Teleskop łatwiej przestawić niż samochód więc przenosimy się ze sprzętem w inne miejsce i tam obok Andromedy pojawiają się: M32 nieco bliżej i mniej oczywista oraz M110 nieco dalej i konkretniej widoczna. Godzina 21:06. Rzut (gołego) oka na okolice gdzie powinienem znaleźć "Małe Hantle". To ostatni obiekt, z którym powinienem się streszczać ale widzę, że jest jeszcze dosyć wysoko, więc...ostatni, desperacki atak na Ryby. Zdzich żartuje, że może akurat światło zodiakalne zgaśnie, ale nie ma co się czarować - nie ma szans. Zabieram się za M76 (21:10). Miniaturka, która na szczęście znajduje się tuż przy jeden z dwóch widocznych gołym okiem gwiazd tworzących luźną parę między Kasjopeją a końcem Andromedy i poświęciłem jej nieco więcej uwagi wcześniej. To jeden z obiektów, które z lornetce można "zaliczyć" co też czynię, ale dla identyfikacji charakterystycznego kształtu "klepsydry" wymaga nieco powiększenia, dlatego też podziwiam ją w teleskopie. Skoro już jestem przy teleskopie, wracam do M52, która nie wyglądała zbyt okazale w lornecie. Odnajduję ją między Kasjopeją, a...samochodem. Zając nie zając, nie ucieknie. Wszelkie poradniki i listy dla Maratonów układane pod nasze szerokości geograficzne, sugerują bardzo szybkie uporanie się z gromadą kulistą w Zającu. Na szczęście tutaj jeszcze około 23:00 będę ją miał nad horyzontem. M79 zaliczam już o godzinie 21:15, chyba głównie dla świętego spokoju. W żadnym z możliwych powiększeń nie wygląda zbyt okazale. Zoom w okolicach krótszych ogniskowych pozwala nieźle wyszczególnić jaśniejsze jądro i ciemniejsze, ziarniste zewnętrzne rejony gromady. Korzystając z teleskopu powoli kompletuję zimowego Messiera zmierzając do Oriona - M42, M43 (21:17) które zaliczam również w lornecie i w tej wersji chyba bardziej przypadają mi do gustu oraz M78 (21:18). Wydrukowana lista nie pozwala mi zapomnieć tym razem o Krabie - M1 (21:20), któremu nie żałuję powiększenia. Na bardzo ciemnym niebie prezentuje się wyjątkowo okazale. Duża, niejednorodna plama o charakterystycznym kształcie. Z drugiej strony nieba dostrzegam, że gwiazdozbiór Kruka wisi na niezłej wysokości nad horyzontem więc znów nie zważając za "sugerowaną" kolejność łapię M68 (21:22), która nasuwa skojarzenia z koleżanką z Zająca chociaż wydaje się nieco (ale bardzo niewiele) większa. Od razu zmierzam również do Galaktyki Sombrero - M104 (21:23) do której droga to czysta przyjemność. Asteryzm Gwiezdne Wrota i bardzo ciasny układ trzech gwiazdek w linii, dokładnie wskazują położenie niepozornej ale pięknej galaktyki. Chwila zapoznania się z listą i widzę, że mam jeszcze dwie luki związane z Rakiem. Duża lorneta z zapasem pola pokazuje cały majestat Żłóbka - M44 (21:25), zaskakująco dobrze prezentuje się również M67 (21:26). Obie gromady nie mieszczą się w jednym polu małej lornetki ale niewiele brakuje, zatem odległość między nimi oceniam na ok 8 stopni. Przechodzę do Lwa i zaczynam małą lornetką od położonego nieco niżej Tripletu zawierającego oprócz NGC3628 interesujące mnie galaktyki M65 i M66 (21:30). Żeby zajrzeć do "drugiego tripletu" (jak go sobie roboczo nazwałem) zdjąłem dużą lornetę ze statywu i opierając się samemu o pobliską barierkę, z ręki znajduję M96, M96 i M105 (21:37). Pozycja karkołomna więc nie zagłębiam się w szczegóły których zresztą za bardzo nie widać. Mała konsultacja z mapką dla pewności i mogę odznaczyć kolejne 3 Messiery. W myślach coraz bliżej zestaw Coma-Virgo do którego absolutnie mi się nie śpieszy więc zaglądam do Naosa. Bellatrix kazała to trzeba się słuchać. Tam niespodzianka. Tuż obok dwie skrajnie różne gromady otwarte - jedna słaba, jednolita wygląda nieco jak kulista ale ciągle nieźle widoczna (NGC2477), druga duża, bardzo jasna (2,8 mag) składająca się głównie z błękitnych gwiazd i jednej jaśniejszej, żółto pomarańczowej (NGC2451). W małej lornetce genialny widok. Tym razem posłuszny założonej kolejności, zmierzam w kierunku Wielkiej Niedźwiedzicy... Galaktyki M81 i M82 (21:42) to obiekty, których nie trzeba przedstawiać. Rzucam na nie okiem z obu lornetek i idę do teleskopu ponieważ najbliższe plany przewidują obiekty wymagające trochę więcej powiększenia. M108 - Deska Surfingowa) i M97 - Mgławica Sowa (21:47) wyjątkowo szybko pojawiają się w okularze - bliskość jasnego Meraka bardzo ułatwia zadanie. Obydwie mieszczą się w ok. 1-stopniowym (16mm w zoomie Baadera) polu widzenia fajnie kontrastując podłużno-okrągłym kształtem. Zachęcony widokiem, kieruję na nie lornetę. Obydwa obiekty widoczne, można nawet doszukiwać się kształtu, ale niedobór powiększenia jest aż nadto widoczny. Jadę do góry w kierunku gwiazdy Phecda, w pobliżu której oczekuję znaleźć "Odkurzacz" (jak to widzimy w Stellarium). Okazuje się, że nie jest tak oczywista jak poprzedniczka ale i M109 (21:54) w końcu ukazuje się moim oczom. Czas na pseudo-Messiera. Upośledzony bo upośledzony ale zaliczyć trzeba. Tuż poniżej żółtawej gwiazdy 70 UMa (5,5 mag) widoczna jest para niezwiązanych ze sobą fizycznie gwiazd tworzących M40 (22:02). Do skompletowania pierwszej strony listy pozostała mi już tylko M51 (22:07) która tworząc kąt prosty z końcem dyszla Wielkego Wozu staje się łatwym celem. W dużej lornecie bardzo ładnie widoczne obydwie części pary galaktyk. Galaktyka Wiatraczek - M101 (22:09) tworzy z tym samym dyszlem trójkąt równoramienny więc też nie wymaga dokładnych namiarów i jest łatwym celem zarówno w małej jak i dużej lornecie. Większych problemów spodziewałem się ze znajdującą się nieco na uboczu galaktyką M102 (22:18) w Smoku, dlatego kilka dni wcześniej zrobiłem sobie próbny starhopping i okazało się, że nie taki Smok straszny. Przy okazji o kilka punktów wzrasta moja sympatia do szukaczy typu Red Dot. Szybko namierzam, pokazuję Zdzichowi i jazda do Psów Gończych. W menu mam Psy razy cztery (3 galaktyki i gromada kulista). Galaktyka Słonecznik - M63 (22:21) znajduje się po drodze z końca Wielkiego Wozu do gwiazdy Cor Caroli przy grupce dosyć jasnych gwiazdek. W obu lornetkach dobrze widoczna, w większej przyjmuje kształt spłaszczonej elipsy. M94 (22:23) ma obok siebie jeszcze ciekawszy układ gwiazdek w kształcie hmmm, latawca(?). Mijam czerwonawą La Superbę (pozdrowienia dla Bellatrix) i w połowie drogi między betą Psów Gończych a gammą Wielkiej Niedźwiedzicy spotykam ostatnią z galaktyczek w Psach - M106 (22:30). Na koniec tego etapu coś bardzo łatwego - gromada kulista M3 (22:33) w połowie drogi między Cor Caroli a Arkturem. Po doświadczeniach z mini-kulkami w Zającu i Kruku, ta wygląda niczym z innej ligi. Na kolanach przed Panną i Bereniką Krótka rozmowa z Bartkiem (który naświetla kolejną klatkę): -Co tam dziubiesz? -Kruka Wizyta w Warkoczu zaczyna się niewinnie. Gromada kulista M53 (22:39) położona blisko alfy Warkocza, mimo że niewielka, jest łatwym celem dla dużej lornety i sprawia lepsze wrażenie niż niektóre poprzedniczki. -Zdzichuuuu, chyba będę coraz częściej do Ciebie przychodził. Pojawia się problem numer dwa zauważony już w czasie pierwszej próbnej nocy. Zestaw galaktyk Coma-Virgo jest już bardzo wysoko nad horyzontem (przeteleportowałbym sięw tym momencie chętnie do Polski) co oznacza spore wygibasy biorąc pod uwagę mój niski lornetowy statyw, który sprawdza się przy obiektach niewysoko nad horyzontem (Skorpiony, Centaury czy inne Rufy), ale kompletnie nie nadaje się do przeczesywania zenitu i okolic. Mimo że lorneta pozwoliłaby sprawniej uporać się z tym rejonem, kątówka w teleskopie i szukaczu nie pozostawiają wątpliwości. Nawet w takiej konfiguracji większość czasu spędzę na kolanach. Krótka przerwa i zaczynam najtrudniejszy dla mnie etap wędrówki po Messierach od M64 (22:48) w Warkoczu, która trzyma się trochę dalej od tego piekielnego skupiska. Czarnego oka nie dostrzegam ale galaktyka wygląda na dosyć dużą i jasną. Kolejna krótka przerwa po tym gdy podczas zapisywania znaleziska zauważyłem, że drętwieją mi palce z zimna. Zaczynam mocno żałować, że nie zabrałem rękawiczek. Przy okazji przenosimy teleskop w wygodniejsze dla mnie miejsce z bezpośrednim dostępem do mapek i listy. Rozpoczynam podejście do M85 od Deneboli, ale przypadkowo trafiam na inny obiekt. Zerkam na mapkę, sprawdzam okoliczne gwiazdki i okazuje się że nieco zboczyłem z trasy docierając do M100 (23:03). Skoro już jestem w tej okolicy, teraz powinno pójść sprawniej. Dwie minuty później wpada w końcu M85 (23:05) i wracam do charakterystycznego trapezu ułożonego z gwiazd od 5 (6 Com) do 8 wielkości, który jest dobrą bazą wypadową do galaktyki M98 (23:08) u której dostrzegam ewidentny podłużny kształt w 24mm i M99 (23:11) leżącej w pobliżu jednego z jego (trapezu) boków - ta z kolei wydała mi się być lekko jajowata. Dalej przewiduję zejście nieco na południe w kierunku słynnego Łańcucha Markariana, który kryje dwie interesujące mnie galaktyki. To dobry czas na zmianę okularu i w wyciągu ląduje ES 24 mm 68*, który oferuje nieco więcej przestrzeni niż zoom Baadera przy takiej samej ogniskowej. O 23:23 podziwiam Łańcuch w tym M84 i M86. wraz z przyległościami z katalogu NGC (na szybko widzę sztuk cztery) oraz wędruję na wschód do M88 (23:28) i M91 (23:29) Dwie galaktyki znajdujące się pod koniec Katalogu Messiera sortowanego pod względem jasności, sprawiają lekki problem, więc tym bardziej jestem zadowolony gdy mam je już z głowy. W międzyczasie pojawia się lekki wiatr, który próbuje zabrać moje kartki co na chwilę odrywa mnie od okularu. Upewniony, że mam wszystkie istotne papiery najpierw dla pewności robię do drugie podejście do 88-91 zaczynając od wspomnianego już "trapezu"(23:39), a gdy to kończy się sukcesem łapię Virgo A - M87 (23:44) po drodze mijając ponownie Łańcuch Markariana. Owalny widok nie sprawiałby większego wrażenia ale mam w pamięci, że to ogromna galaktyka, fizycznie największa w całej gromadzie. -Pyknąłeś już tą Pannę? -Już bliżej niż dalej... Odbijam w lewo i łapię M89 (23:47) i nieco większą M90 (23:49). W międzyczasie przejeżdżają 3 samochody pod rząd. Oczywiście wszystkie muszą zwolnić, żeby zobaczyć co tu się dzieje (niecenzuralnych słów z nagrania nie przytoczę). Czas na kolejną krótką przerwę na rozgrzanie dłoni. M59 i M60 padają już minutę po północy. Nie zauważyłem, że po drodze miałem jeszcze jedną galaktykę z listy ale wpisując poprzednie widzę lukę i wracam do M58 (00:03). Przypadkiem wpadają też w okular okoliczne 89/90 i 87. W tym momencie oddycham z ulgą bo widzę, że brak mi jeszcze tylko dwóch galaktyk z zestawu i to sporo oddalonych od reszty. Manewrowanie w tej okolicy strasznie mnie nudzi - no cóż, tak po prostu mam. Galaktyka M49 (00:13) wpada bardzo łatwo miedzy gwiazdami 6 wielkości. Kieruję się nieco niżej ponieważ tam spodziewam się znaleźć ostatnie trofeum w tym rejonie. Gdy nie udaje się od góry, robię drugie podejście od dołu. Gwiazda 16 Vir (4,9 mag) załatwia sprawę i o godzinie 00:17 mogę zaznaczyć okienko przy M61. Koniec! Na 17 galaktyk potrzebowałem prawie dokładnie 1,5 godziny, prawie cały czas na kolanach Nie wrócę tam już nigdy w tych samych okolicznościach przyrody. Albo będę łapał nisko nad horyzontem ale z okularem/lornetą na sensownej wysokości. Jakiś dobson, albo żuraw, albo podobne ustrojstwo... Wiatraczek i kilka kulek W tym momencie planowałem zrobić sobie nieco dłuższą przerwę ale nic z tego. Po dłuższej rozłące znów witam się z lornetą i kieruję ją w na Południowy Wiatraczek - M83 (00:21) przy granicy Hydry i Centaura. Niżej świeci widoczna nawet gołym okiem Omega Centauri i wymagający lornetki Centaurus A. Wiem, że mam sporo czasu więc zatrzymuję się przy tych obiektach na nieco dłuższą chwilę. Po ogromnej gromadzie kulistej w sercu Centaura ciekawym doświadczeniem jest widok "ubogich krewnych" w Herkulesie - M13 i M92 (00:25). Co ciekawe, ta druga wywiera na mnie jak zwykle większe wrażenie, chyba dlatego, że nie jest tak popularna niż "trzynastka", więc i oczekiwania znacznie mniejsze. Skoro jesteśmy przy kulkach, następna w kolejności jest M5 (00:29). Zgrubne nakierowanie lornety między gwiazdy 109 Vir i Alfę Ser zdecydowanie wystarczy, żeby odnaleźć niemałą (już zapomniałem o Omedze) i całkiem jasną gromadę. Wężownik, Skorpion i Strzelec dopiero pojawiają się nad horyzontem, Lutnia ukryta za wulkanem więc pora na dłuższą przerwę. Moje dłonie domagają się ciepła - ostatnie zapiski na liście wyglądają na jakąś dziwną lekarską czcionkę. Żołądek też daje znać o sobie więc dostaje porcję węglowodanów w postaci kanaryjskich ciastek i zestaw nie wiem czego (nie chcę wiedzieć) w postaci energetyka o nazwie, która zaczyna się i kończy jak słowo "Messier" W centrum Drogi Mlecznej Nie było mnie 1,5 godziny a zegar na telefonie wskazuje 03:05. No tak, dziś zmiana czasu. Przede mną ulubione zakamarki nieba czyli król Skorpion z przyległościami. W planach kulki więc oprócz lornetek znów biorę teleskop - trochę powiększenia nie zaszkodzi. Zaczynam od dużej, jasnej i lekko poszarpanej nawet w lornecie towarzyszki Antaresa - M4 (03:07) i nieco skromniejszej ale również nie stawiającej oporu M80 (03:13) W międzyczasie zerknąłem na NGC 6144, więc nawet ta druga wydaje się całkiem spora. Przeskakuję do M107 (03:18), którą znajduję na krawędzi pola widzenia w małej lornetce gdy na środku mam Zetę Oph. W większej lornecie para się nie mieści ale wystarczy lekkie przesunięcie żeby niewielka gromada się pojawiła. Wewnątrz Wężownika docieram do M12 (03:21) i M10 (03:22), które prezentują się trochę okazalej niż 80 i 107. Kulki w tej części Wężownika domykam łapiąc słabszą niż poprzednie M14 (03:25). Nadal w Wężowniku, ale już w okolicach granicy ze Skorpionem i Strzelcem znajduję trzy kolejne i ostatnie z tego grona eM-kulki: przeciętnej wielkości M62 (03:28) i M19 (03:29) oraz nieco mniejszą (porównywalną do M107 albo M14) M9 (03:31). Cały czas uwiera mnie luka na mojej liście gdzie powinienem zaznaczyć obserwację dwóch obiektów w Lutni, więc jak tylko pojawiły się nad zboczem Pico Viejo kieruję lornetę na M57 (03:43) czyli słynny "Pierścionek". Dla większej satysfakcji z widoku korzystam też z teleskopu ponieważ planetarka do kolosów nie należy i aż woła o większego "powera". Jeszcze chwilę czekam i obieram kurs z Lutni na Albireo dostrzegając tuż nad linią wulkanu niepozorną M56 (03:59). Czas na kolejną przerwę aż Strzelec i południowa część Skorpiona wygrzebią się na sensowną wysokość. Godzina 04:39...wygrzebały się. Pora na przedostatni etap zabawy. Tyle tam skarbów, że nie wiem od czego zacząć. Na rozgrzewkę M6 i M7 łącznie mniejszą lornetką i osobno większą. Cudowny widok. Niedaleko od Saturna namierzam gromadę otwartą M23 (04:41), jasną ale dosyć zwartą. Dalej już leci hurtowo - Laguna - M8, Trójlistna Koniczyna - M20 i tuż obok niej gromada M21 (04:43). Wszystkie trzy duża lorneta jest w stanie ogarnąć na raz. W pobliżu Kaus Borealis odnajduję M28 oraz dużą kulistą M22 (04:45). Kierując się do góry natrafiam na gromadę otwartą M25 (04:46) aż trafiam do kolejnej obfitej dostawy eMek - od "chmury" M24, która prezentuje się wyśmienicie w obu lornetkach, przez znacznie uboższą, właściwie malutką M18, dalej wszystkim dobrze znaną "Omegę" (M17). kończąc na nieco oddalonej od reszty gromado-mgławicy Orzeł czyli M16 (04:48). Rzut okiem czy złapię już Łabędzia. Jeszcze nie, ale widzę wschodzącego Altaira, który daje nadzieję na widoczność Liska i Strzały. Nie mam dostępu do Łabędzia więc poluję na Dziką Kaczkę - M11, która w mniejszej lornecie może stwarzać pozory gromady kulistej, w większej wygląda naprawdę okazale. W niewielkiej odległości odnajduję ubogą sąsiadkę M26 (04:52). W tym momencie wkrada się wątpliwość czy zaliczyłem 22 i 28 (zapomniałem zanotować) więc szybka powtórka (jak się okazało) z rozrywki. Uciekam na chwilę ze Strzelca do Strzały. Tam łapię M71 (04:57), słynne Hantle - M27 (04:58) w pobliskim Lisku i na chwilkę zawieszam wzrok na Wieszaku. W Łabędziu widoczna już jest niewielka gromada M29 (05:08). Przeczekałem jeszcze chwilę i wracam do Strzelca, mam tam jeszcze kilka niedokończonych spraw. Zaczynam od M69 (05:22), przez M70 (05:25), kończąc na M54 (05:27) ostatnia z nich wygląda na nieco większą kulkę od reszty ale żadna z nich specjalnie nie zapadnie mi w pamięć. W tym momencie każdy kolejny obiekt wymaga czekania aż wyłoni się zza mniejszej lub większej skały. Przy okazji telefon daje znać, że ma niski poziom baterii więc wyłączam dyktafon i od tej pory będę opierał się na krótkich "analogowych" notatkach. Wreszcie mogę sięgnąć po M39 (05:41) i M15 (05:43) i jeszcze raz wracam do Strzelca, a dokładniej jego przedmieść daleko za czajniczkiem. Tam czekają na mnie M55 (05:46), która okazała się dosyć łatwa i całkiem ładna, oraz M75 (05:48) sprawiająca więcej kłopotów. Wszystko w lornecie 25x100. W tym momencie zostało mi 4 sztuki, na które postanowiłem zapolować teleskopem. Na pierwszy ogień idzie słaba M72 (05:57) i małe kuriozum w postaci trójkącika M73 (06:00) oraz nisko położona ale dosyć jasna M2 (06:09). Wiem, że na ostatniego Messiera muszę poczekać jeszcze co najmniej pół godziny. W tym momencie zdejmuję lornetę ze statywu i wrzucam aparat, czego efektem są m.in dwa powyższe zdjęcia. W najlepsze szukamy klasyków w Łabędziu (Veile, Crescenty i takie tam), aż któryś z kolegów spostrzega, że na wschodzie zaczyna się robić coraz jaśniej. Sam nie wiem kiedy minęła niecała godzina, chyba najszybsza w moim życiu. Ostatnia eMka już widoczna nad skałami od co najmniej kilkunastu minut, a ja się zajmuję jakimiś pierdołami. Pośpieszny przegląd mapki i momentami graniczące z paniką skakanie po gwiazdkach Koziorożca i...jest! Łatwiej niż się spodziewałem, pojawiła się na jasnym już tle. Koledzy komisyjnie potwierdzają widok w okularze. M30 mam o godzinie 07:03. Epilog Przez cały następny dzień śpię - leżę - jem - śpię - leżę - jem. Satysfakcja miesza się z lekkim niedosytem. Z jednej strony jechałem po pełną pulę, z drugiej 109 na 110 to też bardzo dobry wynik. Analizuję co mogłem zrobić lepiej z tą cholerną M74. Większy sprzęt? Być może. Bardziej przekonuje mnie opcja zrobienia Maratonu od kilku do dziesięciu dni wcześniej. Nad ranem miałem jeszcze niezły zapas więc można by go przesunąć na wieczór. W przyszłym roku nów wypada 17 marca, może podejdę do tematu jeszcze raz bogatszy o tegoroczne doświadczenie... http://astrofan.pl/w-pogoni-za-messierem-kanaryjski-maraton/ Źródła: Atlas of the Messier Objects: Highlights of the Deep Sky 1st Edition by Ronald Stoyan http://messier.seds.org Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa. Pojedyncze klatki z Nikona D5100 + Tokina 11-16 f/2.8 Relacja z Maratonu z wykorzystaniem dyktafonu (łączny czas nagrania ok 5,5 godziny) oraz zapisków na "checkliście" oraz kilkunastu zrzutów ekranu z telefonu.
  12. Zona, w moich oczach. Zawsze marzyłem o tym, aby zobaczyć na własne oczy Czarnobyl i Prypeć. Każda osoba, która zainteresowana jest klimatem postapokaliptycznym i postnuklearnym powinna tam pojechać. Także każdy, kogo pasjonuje urbex (ubran exploring) powinien przejść się ulicami Prypeci i pozaglądać do budynków. Zona – jaka jest naprawdę? Zona, czyli Strefa – strefa zamknięta znajdująca się wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, w której, jak wiemy, w 1986 roku doszło do awarii, katastrofy, a w następstwie tego - do rozprzestrzenienia się w atmosferze i otoczeniu materiałów promieniotwórczych, łącznie z paliwem z reaktora rozrzuconym w otoczeniu elektrowni. Nie będę przytaczał faktów, historii katastrofy, które można znaleźć łatwo w internecie i książkach. Skupię się na tym, co zaobserwowałem, oraz co wydało mi się ciekawe. Obecnie do strefy można wjechać bez większych problemów. Najważniejsze są przepustki i pozwolenia. Jadąc na wycieczkę organizowaną przez biuro turystyczne pomijamy cały ten bałagan biurokratyczny z załatwianiem przepustek w ukraińskich urzędach. To bardzo wygodna forma. Płacimy, wsiadamy do autobusu, i jazda do Zony. Na Ukrainie panuje ogromna korupcja. Ukraińcy, zarówno urzędnicy, jak i funkcjonariusze są bardzo łasi na kasę, zwłaszcza na dolary amerykańskie. Mając ich nieco w kieszeni można załatwić wiele w bardzo szybki sposób. Natomiast nie jestem pewien, czy w ten sposób można by wjechać do Zony - raczej nie. Przepustka musi być wydana. Gdyby ktoś wjechał „na dziko” i coś mu się stało (tam jest serio niebezpiecznie), to afera międzynarodowa gotowa! Już widzę nagłówki gazet – „turysta dostał się bez przepustki do strefy zamkniętej. Zabiło go promieniowanie”. Nadmienię, że promieniowanie nie jest tam zabójcze, o ile nie włazi się do miejsc niedozwolonych. Bezpiecznie, czy niebezpiecznie? O tym, że do strefy można pojechać i wrócić całkowicie bezpiecznie świadczy fakt, iż są tam organizowane normalne wycieczki. W dniu naszego wjazdu do Zony, za nami wjechał kolejny autobus oraz jeden bus z kilkuosobową ekipą. Podczas około sześciogodzinnego pobytu w Zonie przekraczaliśmy 3 punkty ze specjalnymi bramkami dokonującymi osobistego badania pod kątem radiacji. Przy wjeździe w dwóch tych punktach sprawdzano nam paszporty, pozwolenia i przepustki. Pierwszy „checkpoint” znajduje się na granicy wjazdowej do Zony – miejscowości 'Ditjatki'. Byliśmy pod opieką wyśmienitego pilota, Pana Igora, który zna Zonę jak własną kieszeń, ma sporą wiedzę na jej temat, opowiada niesamowicie ciekawie, a przy tym świetnie zna nasz język. Z nim był też chłopak, którzy na bieżąco zajmował się mierzeniem promieniowania – jak się później okazało – to była jego praca. Uaktualniał dane dotyczące właśnie promieniowania w Prypeci. Przewodnik prowadził nas w taki sposób, aby zminimalizować ryzyko przyjęcia zbyt dużej dawki promieniowania, co jest też pewną przesadą. Chodzenie głównie po betonie i asfalcie jest całkowicie bezpieczne. Ostrzegał przed łażeniem po mchu, gdyż ten chłonie promieniowanie. Ostrzegał też przed dotykaniem przedmiotów, zwłaszcza metalowych. Ogólnie kładł bardzo duży nacisk na nasze bezpieczeństwo. Poniżej wykres promieniowania. Pochodzi ze strony organizatora wycieczki Czarnobyl Tour 2012 – biura Bispol. Czarnobyl Mówi się, że elektrownia znajduje się w Czarnobylu, w końcu nazywa się „Czarnobylską Elektrownią Jądrową”, ale to nieprawda. Elektrownia znajduje się ok. 18km od Czarnobyla, a nosi jego nazwę, gdyż Czarnobyl jest największym miastem w jej pobliżu (nie licząc Prypeci, która niejako powstała dla elektrowni). Przed katastrofą mieszkało tam około 15 tysięcy ludzi. Obecnie „stałych mieszkańców” jest około 300-500. Jak to stałych mieszkańców? Ano wyobraźcie sobie, że niektórzy nie potrafili się pogodzić z przymusową ewakuacją i zamknięciem strefy. Wyludniono 65 wsi w całej Zonie. A całkowitą liczbę wyludnionych miejsc, licząc z gospodarstwami rolnymi i osadami po kilka domków, było bodajże 95. Głównie starsi ludzie, którzy zapuścili tam korzenie, po prostu wrócili nielegalnie do swoich domostw. Władze Ukrainy wiedzą o ich nielegalnym pobycie w strefie zamkniętej, ale nikt ich ponownie nie wyrzuca. Nie tylko przymknięto na to oko, ale także otrzymują oni nawet darmową pomoc, gdyż roli, jak dawniej, uprawiać nie mogą. Natomiast wszystkich osób, które przebywają w Czarnobylu i okolicach jest około 2000-2500 osób. Są to pracownicy naukowi, technicy, inżynierowie, budowlańcy itp. Wlicza się w to też służby bezpieczeństwa, strażników, żołnierzy, pracowników na stacji Janów, pracowników elektrowni i elektrociepłowni, wraz z całym zapleczem, oraz strażaków z słynnej jednostki czarnobylskiej (którzy jako pierwsi gasili pożar elektrowni). W samym mieście znajduje się też urząd pocztowy i muzeum fotograficzne, urzędy zajmujące się bezpieczeństwem i sprawami Zony. Obecnie ta liczba pracowników wzrosła z powodu prac nad nowym sarkofagiem, ale o tym później. Większość tych ludzi pracuje na zmiany. Przez 15 dni wykonują swoje obowiązki, a potem na 15 dni, albo 1 miesiąc, wyjeżdżają do domów poza strefą i zastępują ich inni. I tak w kółko. Przy wjeździe do miasta Czarnobyl moją uwagę przykuwają piękne malunku na ścianach. Jeden z nich symbolizuje miasto przed katastrofą. Widzimy na nim reaktor oraz osiedlające się bociany. Drugi malunek odzwierciedla Czarnobyl po wybuchu czwartego bloku elektrowni. Co mnie zachwyciło to to, że wybuch został przedstawiony z naszym astronomicznych akcentem – jakby Mgławicą Ślimak (Helix) jako symbolem umierającej gwiazdy, zachodzących w niej katastroficznych przemian termojądrowych. Bociany odlatują, spłoszone. W innych miejscach namalowane też były płonące gniazda bocianów. W ogóle bociany symbolizują tych ludzi, którzy musieli wyemigrować ze swych gniazd, ale mają zamiar i nadzieję, aby tam powrócić. Po 26 latach, obecnie, są plany na ponowne zaludnienie Czarnobyla. Możliwe, że w ciągu najbliższych lat ludzie będą mogli powrócić do swojego miasta. Dlaczego w Czarnobylu jest tyle rur i wszystkie biegną na powierzchni? Rury oczywiście doprowadzają media do domów mieszkańców. Okazało się jednak, że w trakcie ich prowadzenia i kopania rowów poziom promieniowania znacząco wzrósł. Nie wiem niestety czy w stopniu niebezpiecznym, ale postanowiono więc nie orać gleby, nie ryzykować, i poprowadzić wszystkie rury na powierzchni. Niejako w centrum miasta znajduje się też pomnik Trąbiącego Anioła. To nawiązanie do Apokalipsy Św. Jana i spadnięcia płonącej gwiazdy na świat, skojarzone z katastrofą w elektrowni. Na końcu alejki z napisami wszystkich wyludnionych miejscowości stoi specjalna skrzynka pocztowa – do tej skrzynki ludzie, którzy wracają tutaj po latach wrzucają koperty z nazwiskami i dawnymi adresami osób, które zagubili, z którymi utracili kontakt, a chcą je odnaleźć. Poczta czarnobylska stara się lokalizować nowe miejsca zamieszkania tych osób na podstawie baz danych w innych urzędach, i bez żadnych opłat wysyła te listy. W Czarnobylu oczywiście znajduje się wiele porzuconych domostw i gospodarstw, rozpadających się i zarośniętych. Prypeć, miasto-widmo. Oddalone o około 3-4km od elektrowni miasto jest dziś całkowicie puste. Po dwudziestu sześciu latach natura wróciła po swoje. Drzewa i krzewy zabierają ulice, uliczki, place a także i budynki. Prypeć jest bardzo zarośnięta. Wkrótce miasto zarośnie tak, że nie będzie można już swobodnie przez nie przejść. Już teraz czasem przedzieramy się przez zarośla. Wchodzenie do budynków jest na dzień dzisiejszy niebezpieczne. Wiele budynków grozi zawaleniem, niektóre już się zawaliły. Wszystko zależy od naszego przewodnika. Pan Igor pozwala nam wejść tylko tam, gdzie wie, że jest bezpiecznie. Natomiast „zajrzeć” możemy do wielu budynków. Odwiedzamy słynne tereny Hotelu Polesie. W kilku budynkach widzimy obrazy i transparenty przygotowane na pochód majowy. Część z nich leży tam, gdzie zostały pozostawione 26 kwietnia 1986r. Prypeć jest cicha. Aż zawieje wiatr. Wtedy szum wszędobylskich drzew jest wzmacniany przez wysokie ściany budynków. Przeciągi wyją w pustych korytarzach. Gdzieś nad głowami rozlegają się trzaski poruszonej na wietrze blachy. Licznik cicho pika, raz rzadko, raz gęściej. Dobry klimat. Można czuć niepokój. W Prypeci promieniowanie jest całkowicie znośne, o ile chodzi się tymi trasami, które są wyznaczone przez przewodnika. Jak wspomniałem wcześniej poruszamy się głównie po betonie i asfalcie, staramy się nie łazić po mchu i nic nie brać do rąk. Nie siadać na glebie. Dawka graniczna promieniowania radioaktywnego wynosi w Polsce 2,4mSv (milisiwerta) na rok. Dawka graniczna dla pracowników narażonych na promieniowanie wynosi 20mSv, a maksymalna 50 mSv. W niektórych miejscach bezpieczne dawki są przekroczone wielokrotnie, np. 90 razy w pobliżu przystani rzecznej Prypeć. Pamiętajmy jednak, że odczyt pochodzi z gleby, mchu, czy studzienek kanalizacyjnych i nie otrzymujemy tej dawki, ponieważ nie jemy tego mchu i nie wywozimy tych klap studzienek ze sobą do domu i na nich nie śpimy. A więc cała nasza wycieczka do Czarnobyla i Prypeci powoduje że dostajemy taką dawkę promieniowania, którą przyjęlibyśmy podczas tomografii komputerowej mózgu. Ci bardziej nieuważni mogli dostać dawkę promieniowania pół, czy jeden raz większą, ale nadal nie szczególnie szkodliwą. Ja się do nich zaliczam między innymi ze względu na wycieczkę prawie pod samą bramę bloku czwartego elektrowni (zapomniałem, że był zakaz). Być może gdybyśmy przebywali w Prypeci bez przerwy przez pięć miesięcy, czy nawet dłużej, to wtedy może moglibyśmy się narazić na jakieś negatywne skutki. Albo wyobraźmy sobie, że jeździmy na nartach i dotkliwie łamiemy nogę w trzech miejscach. Mamy kilka poważnych operacji, wstawiają nam śruby w kość itp. Ile zdjęć rentgenowskich moglibyśmy otrzymać przy takiej operacji? 5? może 15? Dziesięć zdjęć, tak myślę, spokojnie dorównuje dawce podczas naszej wycieczce do Zony, a nawet ją przewyższa. Pozdrawiam też osoby lubiące intensywnie zwiedzać np. Sudety. Łażenie w okolicach dawnych kopalń uranu też jakoś ich szczególnie nie przeraża . Albo osoby z Górnego Śląska, mieszkające, czy też często przemieszczające się koło hałd. Odwiedzamy szkołę. Oraz tereny przedszkola. W Prypeci wiele przedmiotów pozostało na swoich miejscach. Ludzi ewakuowano w ekspresowym tempie od 14 do 16:30. Ludzie mieli zabrać tylko to co najpotrzebniejsze i najcenniejsze. Obiecano im, że wrócą po kilku dniach do swoich domów. Nie wrócili nigdy. To była jedna z ich większych tragedii. Zwracam też uwagę na kilka bardziej charakterystycznych obrazków, jak np. lalki w maskach przeciwgazowych. Nie – dzieci nie bawiły się w apokalipsę. Część takich „eksponatów” układają i pozostawiają tam fani klimatu, fotografowie itp. Zwiedzamy zakamarki słynnej pływalni. Na pierwszym zdjęciu zobaczycie dwie interesujące rzeczy: 1. Brak kaloryfera. Właśnie. Szabrownicy wywożą z Prypeci złom. Jak się tutaj dostali – jak napisałem w trzecim akapicie: łapówka. Według naszego przewodnika większość takich przypadków zostaje wyłapana a sami złomiarze dostają potężne kary pieniężne przewyższające tysiące razy koszt ich łupu. Są też głupi, bo robią sobie przy tym kupę problemu. Po wpadce robią też spory problem złomowiskom, które przyjmują ich „towar”, bo potem jak dochodzi do badania, że kaloryferki wykazują ciut więcej „rentgenów” (w sumie i tak bardzo niewiele), to złomiarz też ponosi spore konsekwencje. Oczywiście część tych przepadków przechodzi za pomocą łapówek i ktoś się bogaci na złomie z Prypeci. 2.Gruba folia na schodach (czy też jakieś inne tworzywo). Jest ono pozostałością z czasów katastrofy. Basen miejski w Prypeci po katastrofie działał jeszcze przez pewien czas. Tam kąpali się strażacy i żołnierze, którzy brali udział w usuwaniu skutków skażenia. Tam przechodzili dekontaminację. Wychodząc z basenu widzimy zegar, który wskazuje godzinę 1:24. O tejże godzinie doszło do wybuchu czwartego bloku elektrowni. Jednak ten zegar nie zatrzymał się właśnie wtedy. Został on po prostu później symbolicznie przestawiony na tąż godzinę. Wiele zegarów w Prypeci zostało przestawionych na 1:24. Przystań rzeczna Prypeć. Miasto było na tyle rozbudowane i atrakcyjne, że miało swoją przystań. Rzekę Prypeć przemodelowano i wykopano kanał, nad którym zrobiono port dla małych statków i barek. Ogólnie miasto było „na wypasie”, kino, sklepy, hotele, kawiarnie, centrum kultury, nawet wesołe miasteczko. Oto wesołe miasteczko w Prypeci z charakterystycznym „diabelskim młynem”: Stacja kolejowa Janów: Stacja, która owiana jest lekką grozą. Nie tyle co bardzo straszna w swoim wyglądzie, ale źle zapamiętana. Stąd właśnie dwa pociągi przeznaczone na 1500 osób wspomagały ewakuację Prypeci. Stąd wywożono drogą kolejową ciężkie maszyny, urządzenia, także te skażone, oraz dostarczano wszystkich potrzebnych rzeczy w celu usuwania skażenia. Ludzie z pobliskich wiosek i z Czarnobyla po usłyszeniu, iż do Janowa nadjechał pociąg z Kijowa wpadali w panikę, gdyż wiedzieli, że te pociągi służą do ich przymusowego wywiezienia ze skażonych terenów. Na poboczu stacji Janów znajdują się zdemontowane wagony, które przewoziły niebezpieczne substancje chemiczne oraz skażone materiały. Te najbardziej niebezpieczne zostały dawno pocięte i umieszczone na złomowiskach i „cmentarzach sprzętu” w różnych miejscach Zony. Obecnie stacja Janów nadal pracuje, przyjmując transporty sprzętu. W jej bliskim położeniu znajduje się cementownia. Od pewnego czasu prężnie działa, gdyż właśnie tam zlecono produkcję betonu, który posłuży przy budowie fundamentów i nowego sarkofagu elektrowni. Rudy Las Zwany „Czerwonym Lasem” - błędnie, bo jego nazwa to: ros.: "Ryżyj lies", ukr.: "Rudyi lis". W obu językach oznacza to „Rudy las”. Miejsce, w którym zatrzymujemy się na 10-15 minut. Tutaj promieniowanie przestaje być bagatelizowane i z formy „a nic mi nie będzie” zmienia się w „lepiej tam nie wchodzę”. Dostajemy ostrzeżenie, że zaczyna się źle nawet już na poboczu drogi. Obecnie w powierzchniowych warstwach gleby i w roślinach znajduje się duże stężenie izotopu 137 Cezu. Rudy Las otrzymał swoją nazwę od koloru drzew, po katastrofie w elektrowni. Na tenże zalesiony teren poleciała chmura wysoko napromieniowanego pyłu. Po krótkim czasie w skutek wchłonięcia promieniowania przez drzewa, cały obumierający połać lasu przybrał kolor rudy, czerwonawy. Po katastrofie skażony las sosnowy został przez buldożery zrównany z ziemią. W niektórych miejscach wykopano glebę do 3 metrów niżej. Wszystkie drzewa, a także same maszyny pochowano w głębokich rowach, zakopano i zasypano piachem. Na tym miejscu posadzono nowe drzewa. Wydawać by się mogło, że w Zonie nie ma życia. Nic bardziej mylnego. Zona jest skażona, ale nie jałowa. Małe ssaki, płazy, gady, ptaki żyją tam i dobrze się mają. W Prypeci widywane były dzikie psy, które zamieszkują stare domostwa. Sarny, jelenie, rysie, a nawet wilki - populacja tych zwierząt zwiększyła się tam kilkukrotnie, albo nawet kilkunastokrotnie. Nie ma to nic wspólnego z promieniowaniem, a po prostu z opustoszeniem Zony. Nikt nie przeszkadza zwierzętom się rozwijać, nie płoszy ich obecność człowieka. Podobno widuje się tam też niedźwiedzie, nawet żubry, które nie żyły na tych terenach od dawna. Fauna "Rudego Lasu" jest wyzwaniem dla naukowców i zaskakuje ich. Obserwuje się tam niespotykane gatunki owadów. A i flora jest całkiem obfita. Przyroda zniosła katastrofę zupełnie dobrze. Czarnobylska Elektrownia Jądrowa Tu jest serce całego zajścia i osobisty cel mojej podróży. Zobaczyć blok czwarty i sarkofag na własne oczy. Czwarty blok jest dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałem. Jest duży, bardzo duży. I surowy. Cała elektrownia jest ogromna, nie jestem pewien, czy można odczuć to na zdjęciach. Przebywając w pobliżu sarkofagu, wiedząc co się tu zdarzyło, widząc tą brzydką, złowrogą konstrukcję można poczuć się dziwnie nieswojo. Dziękuję sobie za intuicję, że właśnie teraz chciałem pojechać, że właśnie teraz się uparłem. Powód: blok czwarty w szybkim tempie traci swój charakterystyczny kształt i wygląd, który znamy ze zdjęć, filmów, a także z gier komputerowych. Widoczny na zdjęciu komin, ten mniejszy, w paski, jest nowym tworem. Można porównać ze starymi zdjęciami w internecie. Natomiast ten duży, charakterystyczny i pierwotny, zostanie wyburzony do końca maja 2013 roku (według informacji naszego przewodnika). Po prawej stronie dźwigi wznoszą już kolejne rusztowanie do budowy nowej ściany. Całkiem sprawnie trwa praca nad fundamentem pod nowy sarkofag. Widzieliśmy konstrukcję nowego sarkofagu. Ona jest wznoszona niedaleko czwartego bloku. Dostaliśmy zakaz fotografowania i filmowania tej nowej konstrukcji. U mnie ciekawość wygrała i mam to na zdjęciach, ale nie będę ich publikował. Francuski wykonawca woli zatrzymać w tajemnicy to, jak przebiega budowa konstrukcji, więc nie będę uprawiał szpiegostwa przemysłowego. Lepiej dmuchać na zimne. W internecie znajdziemy natomiast schematy (a jakby dobrze poszukać to pewnie same zdjęcia) tej nowej konstrukcji. Źródło: odessablog.wordpress.com Nigdy nie widziałem tak dużej konstrukcji budowanej na powierzchni ziemi. Nowy sarkofag będzie przypominał półkolisty hangar i ma zakryć w całości stary sarkofag. Mają plan „nasunać” całą konstrukcję po prowadnicach nad czwarty blok, a następnie zaślepić ściany boczne. Z tego co dobrze zrozumiałem, to planowane jest to na 2015 rok. 100% ochrona przed przedostaniem się promieniowania i trwałość konstrukcji została oszacowana na 150 lat. A więc kolejna modernizacja sarkofagu odbędzie się najpewniej nie za naszego życia. A więc pozostaje bardzo mało czasu dla tych ludzi, którzy chcą zobaczyć stary sarkofag w swoim kształcie. Po wybudowaniu nowego sarkofagu ma zostać także usunięta cała promieniotwórcza pozostałość po reaktorze, w tym także paliwo, którego pozostało tam około 160 ton. Dla celów przechowywania zużytego paliwa wybudowano niedaleko od elektrowni specjalne składowiska. Widoczne na zdjęciu nowoczesne składowisko powstało na miejscu dawnego i zostało odpowiednio zmodernizowane (większość budowli znajduje się pod powierzchnią gleby). To składowisko (albo inne podobne) przyjmie cały ten bajzel, który pozostał wewnątrz zniszczonego bloku czwartego, a więc mieszankę stopionego reaktora, paliwa, prętów paliwowych i kontrolnych, gruzu, ołowiu, piasku i … człowieka. No właśnie. Na zdjęciach są dwa pomniki. Pierwszy to pomnik Prometeusza, który stał kiedyś w centrum Prypeci, ale został przywieziony w pobliże elektrowni, blisko budynku dyrekcji. Drugi pomnik to pomnik upamiętniający śmierć pracowników elektrowni i ekip ratunkowych, którzy zginęli na miejscu w czasie awarii i wybuchu reaktora, oraz na ostrą chorobę popromienną. Tablic jest 30. Podobno jeden z pracowników, który był w momencie eksplozji w hali reaktora wyparował, zginął w wybuchu. Jego żona, jako jedyna wystąpiła z prośbą o nie wstawianie tablicy obok elektrowni, a w miejscu, w którym zginął - wewnątrz elektrowni (co prawda nie w samej hali reaktora). Jest ona jedyną osobą cywilną, która po dziś dzień, 26 kwietnia co roku, ma prawo wstępu do czwartego bloku, aby oddać cześć przed tą jedną tablicą zamieszczoną wewnątrz elektrowni (wchodzi tam oczywiście mając na sobie ochronny ubiór). Obiad w pracowniczej stołówce przy elektrowni. Cóż. Niby tylko obiad. Jednak dla mnie to kolejna rzecz, która bardzo mi się spodobała. Zjeść spokojnie obiadek niedaleko bloku czwartego, w zamkniętej strefie, w Zonie. Przed wejściem na stołówkę przechodzimy przez bramkę badającą poziom napromieniowania. Barszcz. Nie zabielony. Chlebek - żytni i pszenny, ziemniaczki podpiekane, dwa kotlety drobiowe w cieście (tak mają na Ukrainie, że drugie danie często kładą na mały talerz, a mięsa jest 2 razy więcej niż ziemniaków), suróweczka ze świeżej kapusty białej z ogórkiem, pomidorkiem i plastrem kiełbasy (surówka z kiełbasą, ciekawe) drożdżówka z serem, bułeczki drożdżowe z - uwaga - świeżym tartym czosnkiem, kompocik (soczek też), groszek oraz MOJA ULUBIONA pyszna marchewka, na którą wziąłem przepis od Pani kucharki. Była zdziwiona. Od dziś na obiad zamiast tradycyjnej marchewki będę robił "marchewkę czarnobylską" (ino wpierw rozszyfruję przepis. Znam literki, umiem czytać cyrylicę, ale nie do końca umiem rozczytać pismo odręczne). Boję się jednak, że ten magiczny składnik, który nadawał marchewce oryginalnego posmaku to promieniowanie, a ciężko mi będzie dostać takie w sklepie w Polsce(to żart oczywiście). Taki oto obiad serwują na stołówce pracowniczej niedaleko elektrowni czarnobylskiej Poszliśmy jeszcze na most aby pooglądać duże ryby pływające w kanale (sztucznej rzece) koło elektrowni. Karpie, sumy, czy też inne amury, mają monstrualne rozmiary. Metr długości to norma, a bywają większe Ryby mają takie rozmiary nie dlatego, że są mutantami, a dlatego, że nikt ich nie odławia. Upasły się mocno przez ten czas. Zapytałem Pana Igora, czy nikt nie próbuje ich łowić, kłusować. Skoro wywożą kaloryfery z Prypeci, to ryby też równie dobrze z przyczajki mogliby powyławiać. Oczywiście to nie to samo. Ludzie baliby się zjeść taką rybę. Organizm ryb podobno dobrze wchłania promieniowanie, a nie ma dość dobrej metody aby sprawdzić, jak bardzo ryba była napromieniowana. Jedną z metod jest podobno badanie spalonej ryby, jej popiołu, a to zdaje się za późno na diagnozę, skoro już po jedzeniu W drodze do elektrowni a także w drodze powrotnej widać niedokończone bloki elektrowni, blok 5 i 6 oraz chłodnie kominowe. Docelowo cała elektrownia miała składać się z sześciu bloków i być największą na świecie elektrownią jądrową. „Oko Moskwy” Zatrzymujemy się też, aby zobaczyć „Oko Moswy”, czyli antenę Duga-2. Znana jest też pod nazwą „Dzięcioł” albo „Ruski dzięcioł” i znajduje się w miejscu określanym jako Czarnobyl-2. Wbrew niektórym informacjom nie jest to Duga (1) – antena nadawacza. Duga-2, Czarnobyl-2, antena widoczna na zdjęciu jest zespołem odbiorczym o wysokości – 135m i długości 300m. Obok jest też położona druga, mniejsza antena o wysokości 85m. Masa zespołu Duga-2 wynosi około 13000-14000 ton. Część nadawcza, która została zdemontowana, była zlokalizowana około 58 kilometrów dalej niedaleko miejscowości Lubecz. A więc to nie ta antena nadawała słynne „stukanie dzięcioła”, które lubiło zagłuszać Radio Wolna Europa. Istniały jeszcze dwa takie zespoły radarów, w Mikołajowie i Komsomolsku. „Oko Moskwy” było w rzeczywistości radarem pozahoryzontalnym wczesnego ostrzegania działającym w zakresie fal krótkich, służącym do wykrywania samolotów i rakiet balistycznych, zwłaszcza tych, które miałby być wystrzelone przez USA celem ataku na Związek Radziecki. Wiązka fal obejmowała terytorium Stanów Zjednoczonych od północno-wschodniej strony i przebiegała przez biegun północny. „Oko Moskwy” było obiektem ściśle strzeżonym przez siły specnazu, a teren do 5 kilometrów wokół był zamknięty. Natomiast do obsługi antena wymagała około 1000 ludzi. Do tego celu powstała zamknięta miejscowość Kurczatow, w której mieszkali operatorzy ze swymi rodzinami. Zespół odbiorczy został wyłączony tuż po wybuchu w elektrowni. Obawiano się, że wysokie promieniowanie uszkodzi aparaturę. Ostatecznie zrezygnowano z eksploatacji anten Duga-2 w 1988 roku, gdyż okazało się, że systemy wentylacji (podziemne sterownie, a także system chłodzenia) mocno wchłonęły radioaktywny pył. Praca przy antenach stała się więc niemożliwa. Duga-2 znajduje się około 9km w linii prostej od elektrowni, dlatego mówi czasem się, że elektrownia miała niejako chronić antenę przed atakiem bombowym ze strony Amerykanów. Atak na nią mógłby nieść zbyt duże ryzyko uszkodzenia samej elektrowni, albo oficjalnego komunikatu ze strony Rosyjskiej o takimże właśnie rzekomym uszkodzeniu. Mity i legendy. Wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej oraz „Oka Moskwy” powstały ciekawe mity i legendy. O tym, że w Czarnobylu i Prypeci straszy, nie trzeba wspominać. Gdyż straszy w każdym mieście-widmie Natomiast co do „Oka Moskwy” istnieje ciekawy mit. Sygnał określony jako „stukanie dzięcioła” został wykryty po raz pierwszy w 1967 roku w fińskiej stacji monitorującej. Był nadawany zazwyczaj przez 7 minut i miał szerokość pasma 0,02 do 0,8 MHz. Jeden z ciekawszych mitów mówi o tym, jakoby Duga-2 służyła do kontroli umysłów. Rosjanie mieli początkowo kontrolować umysły osób w pobliskich miasteczkach, np. w Kurczatowie, a pracownicy i ich rodziny byli w rzeczywistości królikami doświadczalnymi. Natomiast planowano kontrolować umysły ludzi w całej Europie, albo nawet w Stanach Zjednoczonych. A jeśli nie kontrolować umysłów, to opracować broń do zdalnego unieszkodliwiania umysłów ludzi, aby na duże odległości „prać mózgi” i czynić żołnierzy niezdolnych do walki. Rozszerzona wersja mitu mówi o tym, że antena nadal działa i nadal eksperymentuje się na ludzkich umysłach. Dlatego nie została zdemontowana. Katastrofa w elektrowni była natomiast zaplanowana. Celowo doprowadzono do skażenia terenu, tylko po to, by móc utworzyć strefę zamkniętą, gdzie w sposób niezakłócony obecnością ludzi i węszeniem dziennikarzy nadal pracować nad programem. Motyw z kontrolą umysłów w Zonie był wykorzystany w serii gier S.T.A.L.K.E.R. Będziemy świecić, czy nie? Ogólnie rzecz biorąc, to trzeba by było chyba przez rok przebywać na takiej wycieczce, aby odczuć skutki choroby popromiennej. Natomiast nasz przewodnik zwrócił uwagę na to, iż po kilku godzinach możemy odczuwać w ustach specyficzny metaliczny smak, który bierze się z promieniowania radioaktywnego. No tak, dziwny smak był, ale to jeszcze nie świadczy o żadnym negatywnym skutku. Wszak wycieczek do tej pory zorganizowano dziesiątki i nikt nawet nie poczuł uszczerbku na zdrowiu. No to co z tym promieniowaniem? Jest, czy nie? W końcu kilku z nas zaczęło zastanawiać się czy te trzy miejsca z bramkami wykrywającymi skażenie to nie jakaś ściema, czy też spora przesada. No i zdarzyło się. Na ostatniej bramce, podczas opuszczania Zony jednego kolegę bramka zatrzymała. Nie otworzyła się. Zapaliło się czerwone światełko. Został skierowany do innej bramki (o ile pamiętam, to były cztery), aby powtórzyć badanie. Rozległ się ostrzegawczy sygnał i znów czerwone światło. Na ekraniku zapaliły się czerwone wskaźniki skierowane na stopy. I co teraz? 40 osób na wycieczce, wszyscy łażą po Zonie tymi samymi drogami, trzy bramki kontrolne. Byliśmy w Prypeci i w sercu Zony, pod czwartym blokiem, przecież bramka na stołówce nawet go wpuściła, a tu na koniec STOP, jesteś napromieniowany!... Wyraz jego oczu, haha, bezcenny. I co? Przeszedł „dekontaminację butów” Zajął się nim facet ze służby wartowniczej, najstarszy z obecnej tam ekipy, który na Zonie zjadł zęby i był ukraiński na 100% procent. Zaprosił go ze sobą. Przyniósł równie stare wiadro z nieokreślonym płynem, i – chlust – wylał na trawę. „Teraz wycieraj w to buty” - powiedział. Czym był ów płyn? Stawiamy na wodę z proszkiem do prania w proporcjach 10:1. Okazało się już dawno, że najzwyklejszy proszek do prania całkiem fajnie radzi sobie ze zmywaniem z ubrań i ciała pozostałości pyłu radioaktywnego. Takie proszku do Prypeci i Czarnobyla zwieźli tony. Równie dobrze w dekontaminacji sprawdza się zwykłe szare mydło. Razem z kilkoma kolegami zakładamy się, że do dekontaminacji butów naszego kompana użyto proszku z tamtych czasów, którego duży zapas mają po dziś dzień. A może się mylimy. Może mają super-nowoczesny roztwór dekontaminacyjny W dalszej kolejności dziadek-który-na-zonie-zjadł-zęby sprawdza mu buty swoim urządzeniem podobnym do odkurzacza zawieszonego na ramieniu (takim samym sprawdzali podwozie i koła autobusu). Kolega jest czysty. Wraca do autobusu. Ale czekaj, czekaj, pada hasło. To, że dziadek-który-na-zonie-zjadł-zęby cię puścił, to nie znaczy, że my cię wpuścimy do autobusy, ty mutancie Oczywiście żart. Wracamy w komplecie. Podobno zdarzały się wcześniej wypadki, że buty pomimo wymycia w „płynie do dekontaminacji” nadal piszczały na bramkach. Wtedy ich właściciel wracał do Kijowa (gdzie była nasza baza) bez butów. Ale ostrzegali nas przed wycieczką: Wziąć zapasowe ciuchy, w których nie chodzimy na co dzień i zapasowe buty, które polecamy wyrzucić po wizycie w Zonie, ewentualnie porządnie wyprać w domu. Kończąc naszą podróż odwiedziliśmy plac przed słynną jednostką strażacką, której członkowie przybyli na miejsce katastrofy gasić pożar. I ponieśli śmierć w wyniku silnego napromieniowania. Jadąc do pożaru, nie wiedzieli z czym mają tak naprawdę do czynienia. Nie sądzili, że reaktor wyleciał w powietrze i będą prowadzić akcję w ekstremalnie skażonym środowisku. W niektórych pomieszczeniach było 5,5 Rentgena na sekundę.. Wokół leżało mnóstwo wysoko radioaktywnego grafitu z prętów kontrolnych. Żaden ze strażaków nie był zupełnie świadom zagrożenia, bo nikt ich nie poinformował o tym, że akurat gaszą zniszczony reaktor. Jeden z nich z ciekawości wziął ów grafit do ręki, stwierdzając, że jest gorący. Problem polegał na tym, że dozymetry wskazywały pomiary poza skalą. Jeden dozymetr, który był przystosowany do wskazywania ekstremalnie wysokiego poziomu promieniowania okazał się zepsuty, a drugi był nieosiągalny ze względu na zniszczenia w bloku czwartym. Około czterdziestu strażaków, którzy podjęli się walki ugaszenia pożaru zmarło. Niektórzy od razu w wyniku ostrej choroby popromiennej lub od oparzeń. Inni później. Przy jednostce straży, na pomniku, widnieje napis: „Dla tych, którzy ratowali świat”. Mówiąc to, naszemu przewodnikowi złamał się głos. Pomnik powstał 10 lat po katastrofie w elektrowni. Ufundowali go strażacy z tejże jednostki. „Zrzucili” się ze swoich własnych wypłat, aby postawić pomnik kolegom. Wykonawcą pomnika też jest jeden ze strażaków z tejże jednostki, który miał z nich wszystkich największe zdolności manualne, rzeźbiarskie. Sami musieli postawić pomnik kompanom z jednostki, którzy jako pierwsi podjęli walkę z katastrofą. I na koniec jeszcze raz zdjęcie czwartego bloku reaktora z widocznym pomnikiem ku pamięci Likwidatorów – takim mianem określono ludzi, których władze wysłały na śmierć za ojczyznę. Inaczej tego nazwać nie można. Władze ZSRR wiedziały z czym mają do czynienia, że promieniowanie w pobliżu zniszczonego bloku czwartego jest zabójcze. Mimo to do pracy oprócz kilku prostych robotów budowlanych – zdalnie sterowanych spychaczy i koparek, wysłano około 800 000 ludzi, którzy mieli usunąć skutki skażenia i zabezpieczyć halę bloku czwartego, gdyż elektronikę robotów szybko wykańczało promieniowanie. Byli to głównie żołnierze, ale też pracownicy medyczni, robotnicy, brygada obrony cywilnej z Kijowa, piloci helikopterów, ale też wcześniej wspomniani strażacy. Młodzi żołnierze zostali odziani w prowizoryczne kamizelki z płytami ołowianymi z przodu i na plecach, oraz opaski z płytami ołowianymi na potylicy. Kazano im zrzucać z dachu reaktora, pozostałości prętów i paliwa atomowego, napromieniowanego gruzu z powrotem do dziury w dachu. Uzbrojono ich w łopaty a także w drewniane deski, którym spychali te resztki w dół – cudowne narzędzia do zwalczania radiacji! No tak, otrzymywali też pastylki z jodem... Ich pobyt na dachu reaktora wynosił 20-30 sekund, maksymalnie 1 minutę. Dzięki ich pracy intensywne uwalnianie radioaktywnego materiału do atmosfery zostało powstrzymane. 60 tysięcy z nich umarło, a 135 tysięcy zostało inwalidami. Tragedia w Czarnobylu nie była katastrofą powstałą wskutek używania reaktora jądrowego do produkcji energii. Była katastrofą ludzkiej głupoty i bezmyślności. Była katastrofą spowodowaną przez charakterystyczny sposób rządzenia, rozkazywania i chorego podejścia w chorym ustroju społecznym W trakcie testów popełniono szereg błędów, których można było uniknąć. Była katastrofą dla niewinnych ludzi. Zainteresowanych tym, dlaczego nie uniknięto tej katastrofy, zapraszam do zapoznania się z wieloma opracowaniami, filmami i szczegółowymi opisami dostępnymi powszechnie w internecie. pozdrawiam! Wiele zdjęć znajdziecie tutaj. Wkrótce uzupełnię album o nowe zdjęcia: https://picasaweb.go...bylTour47102012 Zapraszam też na mojego bloga w klimacie postapo i postnuc. Wkrótce ukaże się rozleglejsza relacja z wizyty w Zonie i jeszcze więcej zdjęć: http://pokatastrofie.wordpress.com i do polubienia strony na Facebooku: http://www.facebook.com/Postkatastrofa
  13. Widzenie kolorów jest bardziej skomplikowanym procesem niż może się to na pierwszy rzut oka wydawać. Wynika to z faktu, iż ludzki umysł przetwarza docierający do niego obraz w bardzo zaawansowany sposób, którego dokładne odtworzenie w komputerach jest niemożliwe. Cała dziedzina badania fenomenu, jakim jest kolor, ma swą odrębną gałąź nauki, jaką jest Kolorymetria. Kolor z fizycznego punktu widzenia jest określany zbiorem fal elektromagnetycznych z zakresu widzialnego dla ludzkiego oka o różnym natężeniu, który jest potem przetwarzany w mózgu na odczucie kolorystyczne. Przy czym sednem definicji i głównym problemem jest słowo odczucie. Percepcja kolorów Światło odbite, czy też pochodzące prosto od źródła, wpada do oka i natrafia na siatkówkę, gdzie znajdują się różnego rodzaju komórki wyspecjalizowane w detekcji promieniowania. Wyróżnia się główne cztery rodzaje: – czopki typu K - krótko falowe – najbardziej czułe na światło niebieskie – czopki typu Ś - średnio falowe – najbardziej czułe na światło zielone – czopki typu D - długo falowe – najbardziej czułe na światło żółto czerwone – pręciki – za widzenie nocne, są rzędy wielkości bardziej czułe na światła od czopków, sygnały z wielu czopków są uśrednianie co daje niższą rozdzielczość widzenie, są bardziej czułe na światło i jego zmiany co umożliwia widzenie kątem oka ruchu, są czułe na światło niebieskie Warto nadmienić, iż czopki mają pokrywający się zakres czułości na fale świetlne. Z oka do mózgu docierają cztery sygnały z różnych receptorów, które długą drogą od nerwu wzrokowego, trafiają do kory wzrokow Przykłady iluzji kontrastu równoczesnego: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kontrast_r%C3%B3wnoczesny Efekt stałości koloru Na co dzień fakt, iż kolory postrzegane są prawie zawsze tak samo - niezależnie od oświetlenia, jest niezauważalny. Ponieważ światło dzienne ma zupełnie inne widmo niż żarówka czy świetlówka obserwowane jest inne widmo odbite od tego samego obiektu, pod tymi oświetleniami, a jednak z całkowitą pewnością można stwierdzić, że jest to jeden i ten sam kolor. Efekt ten nazywa się stałością kolorów i jest jednym z ciekawszych zjawisk zachodzącym w ludzkim umyśle. W czasie badań nad ludzkim systemem widzenia, zostały odkryte wyspecjalizowane grupy neuronów mające za zadanie oszacowanie koloru oświetlenie i jego korekcję, innymi słowy wprowadzają one balans bieli, by uzyskać kolor obiektów, jak przy idealnie białym świetle. Analiza przeprowadzana jest dynamicznie na każdej części obrazu i w zależności od koloru otoczenia jest dobierana odpowiednia poprawka, która jest potem odejmowana od widzianego koloru. Przedstawiony opis nie jest dokładny, zaś ludzki umysł dodatkowo stosuje bardziej skomplikowane algorytmy, lecz obrazuje bazową metodę postępowania. Małą symulacja, strzałki pokazują kolory oświetlenia. Najpierw oświetlamy soczyście zieloną płyke kolorem białym i otrzymujemy odbity kolor zielony: Gdy jednak oświetlimy tą samą płytek światłem o kolorze fioletowym to w efektcie nie dostaniemy takiego samego widma jak w pierwszym przypadku lecz coś o kolorze ciemno zielonym. Ale nasz mózg wiedząc że światło jest fioletowe w prowadzi odpowiednią poprawkę. Efekt Purkinje Ludzki umysł przy swojej całej złożoności nie działa doskonale. Jego błędne działanie można zaobserwować nie tylko na sztucznych iluzjach, ale również w innych warunkach. Przykładem braku zachowania stałości kolorów jest efekt Purkinje. Polega on na zmianie postrzegania kolorów przez człowieka w słabych warunkach oświetlenia. Można wyróżnić trzy tryby widzenia: – widzenie fotopowe - w dzień, gdy korzysta z czopków i ignorujemy praktycznie pręciki, jest widzenie w pełni kolorowe – widzenie mezopowe - w czasie zachodu, gdy korzysta i z czopków i z pręcików – widzenie skotopowe - w nocy gdy korzysta z pręcików Ponieważ pręciki są bardziej wyczulone na kolor niebieski, odczuwanie koloru zmienia się w czasie przejścia z jednego widzenia na drugie. Symulacje tego efektu pokazuje obrazek, górny obrazek ukazuje kolor, jaki człowiek widzi w prawidłowym oświetleniu, środkowy zaś, gdy oświetlenie jest słabe, jak przy zachodzie słońca. Widać, że kolory zmieniły się wróżny sposób - czerwień kwiatu znacząco osłabła w stosunku do zieleni tła. Dolny obrazek przedstawia już widzenie skotopowe, czyli czarno białe. Ciekawe linki: http://en.wikipedia.org/wiki/Color_constancy
  14. Polish Astronomy Picture of the Day - 7 stycznia 2017 Tranzyt ISS przed tarczą Słońca- autor Dariusz Wiosna Możecie nie uwierzyć - ale nie umawialiśmy się z kolegami z EAPOD
  15. Od Keplera do Naglera Od momentu swych narodzin na początku XVII stulecia, teleskop astronomiczny przeszedł wiele fundamentalnych zmian i jeszcze więcej drobnych poprawek, będących wynikiem ogólnych przemyśleń, obliczeń czy wniosków z użytkowania. Pisząc o zmianach w konstrukcji teleskopu nie możemy myśleć wyłącznie o obiektywie – soczewce czy lustrze zbierającym fotony przemierzające Wszechświat. W dążeniu do uzyskania obrazu jak najbardziej zbliżonego do doskonałości, musimy pamiętać o wszystkich elementach, które w tym procesie biorą udział. Rozwój nowoczesnego okularu jest historią postępu na trzech frontach: teorii optycznej, niezbędnej do osiągnięcia ostrego, szerokiego i płaskiego obrazu; materiałów optycznych i powłok wymaganych do optymalizacji optyki pod kątem transmisji oraz kontrastowości obrazu, a także technologii wytwarzania koniecznej do wyprodukowania okularu przy zachowaniu rozsądnych kosztów. Dość często zagadnienia wytwarzania, materiałów i kosztów wymagają zastosowania pewnego kompromisu w konstrukcji optycznej. Mamy szczęście żyć w czasach, gdy to komputery wykonują za nas obliczenia i symulacje, które wykonywane w sposób tradycyjny wymagałyby poświęcenia ogromnej ilości czasu. W wielu dziedzinach rewolucja ta wyzwoliła "teorię" czy sposób, w jaki rzeczy powinny według założeń funkcjonować, tak bardzo, że symulacja komputerowa jest obecnie jednym z głównych "obserwacyjnych" instrumentów w astronomii. W teorii optyki okularowej również coraz częściej posługujemy się symulacją, żeby przewidzieć parametry optyczne i nieprawidłowości danego projektu. Trudność polega na tym, że przewidywania nie zawsze mają przełożenie na osobiste doświadczenie użytkownika. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy postawą „testera”, skoncentrowaną na analizę obrazu jako oceny wartości układu optycznego i postawy użytkownika, dla którego obraz jest wizualnym doznaniem Wszechświata. Teoria optyczna nie jest w stanie przewidzieć, gdzie umieścić wizualną interpretację między tymi skrajnościami, więc nie można ocenić, czy i jak bardzo cechy optyczne użytkownik umieści w swojej percepcji. Doświadczenia te, są częścią tego, kim jesteś i nie ma symulacji komputerowej, która byłaby w stanie je określić. Prawie wszystkie komercyjnie dostępne dziś okulary produkowane są z wykorzystaniem metod i materiałów, które czynią je optycznie najbardziej zaawansowanymi narzędziami w swej kategorii w historii i tylko niewielkie niuanse odróżniają je od siebie, determinując subiektywny wybór użytkownika. Najstarsze teleskopy to konstrukcje o podłożu empirycznym, budowanymi bez zastosowania teorii czy analitycznego podejścia do projektowania optyki. Soczewki były układane w różnych kombinacjach, aby znaleźć te, które pozwalały uzyskać najlepszy efekt. Galileusz sam przyznał, że spośród około 60 modeli jakie stworzył wielkim wysiłkiem i kosztem, zaledwie kilka posiadało zadowalające parametry. Zarówno jakość optyczna produkowanego szkła i dokładność soczewek były słabe, więc soczewka nie mogła być ani duża, ani gruba; teleskopy otrzymywały ogniskowe rzędu 100 stóp lub więcej, a obiektywy były przysłaniane, aby zminimalizować negatywne skutki aberracji chromatycznej i innych wad słabo skonfigurowanej optyki. Takie same wyzwania i przeszkody stawały na drodze twórcom okularów począwszy od pierwszej tego typu konstrukcji przez kolejne cztery stulecia. Johannes Kepler i schemat okularu Keplera. Najbardziej prymitywna forma okularu pojawia się na początku XVII wieku i otrzymuje swą nazwę od nazwiska Johannesa Keplera, który będąc pod wrażeniem dokonań Galileusza, zaczyna interesować się konstrukcją teleskopu z zastosowaną jako okular soczewką wklęsłą. Rezultaty badań, Kepler publikuje w Dioptrice w 1611 roku, w której wyjaśnia (choć tylko w przybliżeniu) fizyczne podstawy teleskopu Galileusza – działanie kombinacji wypukłych i wklęsłych soczewek. W tym momencie pojawia się również po raz pierwszy pojęcie obrazu rzeczywistego i pozornego oraz opis wpływu ogniskowych na uzyskiwane powiększenie. Autor nie poprzestaje na tym i proponuje własne rozwiązanie - teleskop wykonany z dwustronnie wypukłym obiektywem i okularem takiego samego kształtu, które dają powiększony obraz, gdy centralne punkty obu soczewek pokrywają się. Dzięki takiej kombinacji uzyskuje znacznie większe pole widzenia niż Galileusz, a zmieniając krzywiznę po jednej stronie soczewki, ogranicza znacząco aberrację chromatyczną i sferyczną. Okular w przeciwieństwie do holenderskiego wzoru stosowanego przez Galileusza, produkuje odwrócony obraz. W Dioptrice Kepler sugeruje również użycie drugiej soczewki w okularze, w celu ponownego odwrócenia obrazu, jednak takie rozwiązanie wiąże się ze znacznie zwiększonymi wadami optycznymi. Mimo szczegółowego opisu, który spowodował późniejsze nazwanie soczewki wypukłej okularem Keplera, sam Johannes nigdy nie użył zaproponowanego rozwiązania w praktyce, a w środowisku naukowym początkowo nie zostaje ono przyjęte entuzjastycznie. Zmienia się to w wyniku prób niemieckiego jezuity Christopha Scheinera, który buduje pierwszy model teleskopu Keplera między 1613 i 1617 rokiem i zauważa, że obiekt obserwowany przez taki instrument zostaje odwrócony ale rzeczywiście jest bardziej powiększony, a pole widzenia o wiele większe niż w teleskopie Galileusza. Ponieważ w obserwacjach astronomicznych odwrócony obraz nie stanowi problemu, teleskop Keplera zostaje zaakceptowany w społeczności naukowej w połowie XVII wieku. Okular Huygensa. Soczewka kolektywna o średnicy 31mm, f=65mm; soczewka oczna o średnicy 21mm, f=40mm / schemat okularu Huygensa. Pół wieku po odkryciu Keplera, genialny holenderski matematyk Christiaan Huygens opracowuje okular, który jest odpowiedzią na zmniejszającą się ogniskową obiektywów i tym samym coraz bardziej doskwierającą aberrację chromatyczną i sferyczną. Huygens swoją karierę astronomiczną rozpoczyna w latach 50-tych XVII wieku. Własnoręcznie zbudowanym 5,7 cm refraktorem o ogniskowej 4 metrów (jeszcze z okularem Keplera), odkrywa w 1655 roku Tytana, a rok później wyjaśnia prawdziwą naturę pierścieni Saturna. W 1662 roku Huygens konstruuje okular, który później będzie nosił jego imię. Składa się z dwóch soczewek płasko – wypukłych, skierowanych płaskimi stronami w kierunku oka obserwatora. Odległość soczewek od siebie wynosząca połowę sumy ich ogniskowych, minimalizuje aberrację chromatyczną a stosunek ogniskowych 3:1 czyni to samo z aberracją sferyczną. Huygens używa również projektów o proporcjach 3:2 (dla dużego powiększenia) i 4:1 (dla małego powiększenia). Okular Huygensa ma znaczącą krzywiznę pola, dystorsję poduszkową i komę. Posiada również niewielki ujemny astygmatyzm, który może być wykorzystany do niwelowania astygmatyzmu obiektywów o niewielkiej światłosile (>f/12). Projekt pierwotnie ma od 25° do 30° pozornego pola widzenia i bardzo krótki odstęp źrenicy - mniej niż 8 mm przy ogniskowej 28mm. Kilkadziesiąt lat później angielski astronom George Airy zminimalizuje jeszcze aberrację sferyczną i krzywiznę pola za pomocą kombinacji dodatniej wklęsło-wypukłej soczewki od strony obiektywu i dwuwypukłej soczewki od strony oka. Z kolei niemiecki optyk Moritz Mittenzwey poszerzy pole do 50° wykorzystując podobnie jak Airy soczewkę wklęsło - wypukłą ale w połączeniu z soczewką płasko-wklęsłą. Pomimo upływu wielu lat od powstania, okular Huygensa jest nadal czasami stosowany w profesjonalnych refraktorach o długiej ogniskowej oraz w najtańszych „marketowych” teleskopach i mikroskopach. Żelazny moździerz Johna Dollonda służący do obróbki Flintu / schemat okularu Dollonda. Teoretyczne rozważania dotyczące możliwości korygowania aberracji chromatycznej toczą się ze wzmożoną siłą w pierwszej połowie XVII wieku po oświadczeniu Newtona, że taka korekta dla soczewki jest niemożliwa. Autorem pierwszego znanego dubletu achromatycznego zostaje angielski prawnik i optyk, Chester Moore Hall. Hall chce zachować swoje badanie prowadzone na achromatycznych soczewkach w tajemnicy, dlatego zlecenie produkcji dwóch rodzajów szkła - kronu i flintu otrzymuje dwóch różnych optyków - Edward Scarlett i James Mann. Hall nie wie jednak, że obaj pracują dla tej samej osoby – George’a Bass’a, który szybko uświadamia sobie, że obydwa składniki mają powędrować do tego samego klienta, a po zmontowaniu obu części razem, szybko zauważa właściwości achromatyczne. Pomimo badań, Hall nie docenia znaczenia swojego wynalazku, w przeciwieństwie do Bass’a, który pod koniec 1750 roku dzieli się informacją o soczewkach Hall’a z Johnem Dollondem, producentem instrumentów naukowych i nawigacyjnych. Dollond dostrzega ich potencjał i już po kilku latach doświadczeń, w 1758 roku prezentuje achromatyczny dublet Królewskiemu Towarzystwu w Londynie. Wkrótce otrzymuje patent na produkcję achromatycznych obiektywów i okularów, co prowadzi do ostrych sporów z innymi optykami. Okular Dollonda składa się z dwustronnie wypukłej soczewki ze szkła kronowego o niższym współczynniku załamania światła, oraz soczewki płasko-wklęsłej z Flintu, posiadającego wyższy współczynnik załamania światła. Dwie są soczewki tak zaprojektowane, że ich dyspersje niwelują się w celu wyeliminowania aberracji chromatycznej. Używany jako okular, dublet ma około 20° pola widzenia i źrenicę oddaloną o około 26mm przy ogniskowej okularu 28mm. Syn Dollonda – Peter, idzie w ślady ojca i opracowuje „potrójnie achromatyczną soczewkę” czyli apochromat w 1763 roku. Jesse Ramsden / schemat okularu Ramsdena. John Dollond oprócz utalentowanego syna posiada nie mniej uzdolnionego zięcia, który po poślubieniu Sarah Dollond, otrzymuje od teścia obszerną wiedzę na temat tworzenia precyzyjnych instrumentów optycznych, po czym zakłada własne przedsiębiorstwo produkcyjne. Jesse Ramsden, bo o nim mowa, w 1782 roku (według niektórych źródeł rok później) przedstawia okular własnego projektu, który w rzeczywistości jest udoskonaleniem okularu Huygensa. Jego konstrukcja składa się z dwóch soczewek płasko-wypukłych, których powierzchnie wypukłe są skierowane do siebie. W podstawowej formie obie soczewki mają taką samą ogniskową i właśnie mniej więcej o odległość jednej ogniskowej są od siebie oddalone. W takiej formie okular Ramsdena ma 35° pozornego pola widzenia i lepszą korektę aberracji sferycznej niż Huygens. Niestety taki układ posiada dwie poważne wady – wszystkie niedoskonałości soczewki kolektywnej (zabrudzenia, rysy, pęcherzyki w szkle) pojawiają się w otrzymywanym obrazie. Drugim niepożądanym zjawiskiem jest odległość źrenicy wyjściowej, która wynosi…0, czyli znajduje się na powierzchni soczewki ocznej. Aby złagodzić te wady, odległość (najczęściej zwiększana do 2/3 sumy ogniskowych) i ogniskowe soczewek są modyfikowane i co prawda odbiegają od optycznego ideału ale dzięki temu otrzymujemy odległość źrenicy około 7mm dla ogniskowej okularu 28mm). Wprowadza to niestety znaczne zakrzywienie pola i aberrację chromatyczną. Omawiając konstrukcje okularowe charakterystyczne dla XVII i XVIII wieku, nie sposób nie wspomnieć o „ekstremalnej formie” płasko-wypukłej soczewki, czyli okularze Williama Herschela, którego powstanie datuje się na 1768 rok. W podstawowej formie soczewka jest zwykłą szklaną kulą, wytwarzaną poprzez upuszczanie kropel roztopionego szkła do zimnej wody i selekcji otrzymywanych kształtów. W celu zwiększenia odległości źrenicy wyjściowej, kula jest szlifowana od strony oka obserwatora. W późniejszych latach powstaną udoskonalone wersje okularu Herschela, takie jak okular Wollastona z 1810 roku, którego idea polega na rozdzieleniu na dwie półkule i zachowaniu niewielkiej odległości między nimi, czy propozycje Brewstera, Coddingtona i Stanhope’a, które ujrzą światło dzienne w latach 20-tych XIX wieku. Okulary XIX wieku Obiektyw Petzvala / Ernst Abbe, Carl Zeiss i Otto Schott. XIX wiek to etap, w którym problemy aberracji chromatycznej i sferycznej są całkiem dobrze poznane, doceniane i znacznie zminimalizowane w konstruowanych instrumentach optycznych, a technologia produkcji precyzyjnych maszyn staje się zdolna do wytwarzania przyrządów naukowych o niezrównanej doskonałości. Postępujący rozwój mikroskopii i dagerotypii (pionierskiej formy fotografii) rozszerza zakres wymagań dla układów optycznych i ich zastosowań, a te często tworzą podwaliny dla kolejnych projektów okularów. Głównym celem XIX-wiecznych projektantów okularów staje się zwiększenie pola widzenia i odległości źrenicy, skrócenie długości ogniskowej oraz dalsze minimalizowanie wad optycznych, które otrzymali w spadku wraz z XVIII-wiecznymi projektami. Wysiłki te zostają zintensyfikowane w połowie stulecia za pośrednictwem matematycznych podstaw konstrukcji optycznych i analizy aberracji opracowanych przez Josepha Petzvala (1807-1891) i Philippa Ludwiga von Seidela (1821-1896). Być może najważniejszym motorem postępu stało się znaczne zwiększenie po 1830 roku różnorodności i jakości dostępnych szkieł optycznych od takich producentów jak Guinand (Francja) i Chance Bros (Anglia). To pozwala projektantom na większą kontrolę nad optycznym załamaniem i rozproszeniem oraz nowe drogi dla innowacji. Niemieccy przedsiębiorcy zakładają niektóre z pierwszych dużych optycznych firm produkcyjnych. W 1846 roku w Jenie, Carl Zeiss zakłada firmę, która otrzyma miano od nazwiska założyciela, a do twórcy dołączy później młody (26-letni wówczas) wykładowca fizyki z Uniwersytetu w Jenie - Ernst Abbe i chemik Otto Schott (w 1884 roku). W 1849 roku Carl Kellner otwiera w mieście Wetzlar tzw. „Instytut Optyczny”, kilkanaście lat później wraz z Ernstem Leitzem tworzą zakłady Ernst Leitz GmbH – protoplastę współczesnej marki Leica (Leitz Camera). W tym momencie w produkcji optyki pojawia się motyw zysku - spotkania wymagań użytkownika końcowego i minimalizacji kosztów produkcji, w projektowaniu i wytwarzaniu okularów astronomicznych również. Schemat soczewki Barlowa. Soczewka Barlowa / Smyth’a - pomysł wykorzystania ujemnej pary soczewek w celu pozornego wydłużenia wartości ogniskowej lub spłaszczenia zakrzywionego pola widzenia pojawia się kilkukrotnie w przeciągu XIX wieku, co więcej niektórzy uważają, że z koncepcji umieszczenia ujemnej soczewki między obiektywem a okularem, korzystał już Johannes Kepler. Peter Barlow (1776-1862), angielski matematyk i inżynier, wykładowca w Królewskiej Akademii Wojskowej w Woolwich, rozpoczyna swoje optyczne eksperymenty około 1827 roku. Początkowo skupia się nad korekcją aberracji chromatycznej za pomocą soczewki wklęsłej. Kilka lat później opracowuje ujemny achromat wraz z Georgem Dollondem (siostrzeńcem wspomnianego w poprzedniej części Petera Dollonda), który przedstawia go Królewskiemu Towarzystwu w 1834 roku. Charles Piazzi Smyth - Królewski Astronom Szkocji, wpada na pomysł wykorzystania nowo poznanej konstrukcji do zminimalizowania krzywizny pola zamiast korekcji aberracji co było początkowym zamierzeniem Barlowa i Dollonda. Prawdziwy skok popularności soczewka Barlowa odnotuje dopiero w XX wieku. Po II wojnie światowej, stanie się standardowym narzędziem do mnożenia długości ogniskowej i tym samym powiększenia okularu. Propozycja Smyth’a zostanie wykorzystana do skorygowania krzywizny pola szerokokątnych okularów - 110 stopniowego, wojskowego okularu opracowanego przez Tronniera w 1943 roku, 110-120° projektu opatentowanego przez Horsta Köhlera w 1959 roku, oraz wielu mniej znanych (jak okular Pretoria opatentowany przez Dona Dilwortha w 1988 roku) i tych bardziej popularnych wzorów stosowanych m.in. przez TeleVue i Explore Scientific. Współczesne przykłady okularów Kellnera / schemat okularu Kellnera. Wspomniany już wcześniej Carl Kellner (1829 - 1855), niemiecki mechanik i matematyk samouk w 1849 roku publikuje pracę Das orthoskopische Ocular, w której przedstawia projekt okularu, który zostanie nazwany achromatycznym Ramsdenem bądź po prostu okularem Kellnera. Nowy okular jest niewielką aczkolwiek istotną modyfikacją projektu Jesse Ramsdena. Płasko-wypukła soczewka zastąpiona została achromatycznym dubletem, co skutecznie zmniejsza aberrację chromatyczną. Kellner korzysta tym samym z rozwoju technologii produkcji szkła, która właśnie w latach 40-tych XIX wieku pozwoliła uzyskać dostatecznie czysty flint (szkło krzemowo-ołowiowe), wolny od wewnętrznych skaz. Twórca specjalizował się w konstrukcji mikroskopów i w takim też celu zostaje zaprojektowany nowy okular. Początkowo zapewnia on ok. 30˚ pole widzenia oraz odległość źrenicy wynoszącą 0,4 długości ogniskowej okularu. Jest to istotny postęp w historii optyki mikroskopowej, jednak astronomiczne zastosowanie wymaga niewielkich modyfikacji. Kellner poszerza pole widzenia okularu do 45˚ i nieco oddala źrenicę wyjściową (do 0,45 długości ogniskowej) za pomocą zmiany pojedynczej soczewki płasko-wypukłej na soczewkę dwuwypukłą oraz niewielkim zmianom kształtu dubletu pełniącego rolę soczewki ocznej. Okular Kellnera jest najstarszą konstrukcją okularu nadal powszechnie używaną w lornetkach oraz amatorskich teleskopach. Wiele okularów aplanatycznych, korygujących aberrację sferyczną i komę zostało opracowanych właśnie na jego podstawie. Kellner posiada bardzo niewielką aberrację chromatyczną i stosunkowo niski astygmatyzm, krzywiznę pola oraz dystorsję. Aberracja sferyczna może być zminimalizowana za pomocą nowoczesnych rodzajów szkła optycznego, a jego skłonność do nadmiernych odblasków może być kontrolowana za pomocą odpowiednich powłok przeciwodblaskowych. Okular oferuje ostry, jasny obraz w centrum pola widzenia w niewielkich i średnich powiększeniach. Większe powiększenia wiążą się niestety z krótkim odstępem źrenicy wyjściowej wynikającym z niewielkiej ogniskowej okularu. Simon Plössl na litografii Josefa Kriehubera / schemat okularu Plössla. Georg Simon Plössl, którego nazwiskiem ochrzczona będzie kolejna konstrukcja optyczna, rodzi się w 1794 roku w okolicach Wiednia. Już w wieku 18 lat dostaje się do cenionego zakładu optycznego Johanna Voigtlaendera, a pięć lat później zakłada własny warsztat. Jego głównym celem staje się poprawa jakości obiektywów i okularów mikroskopowych. Mikroskopy Plössla stają się bardzo zbliżone optycznie do niemieckich produkowanych przez Carla Kellnera. Ponadto Plössl proponuje diamentowe i szafirowe szkła do zastosowania w mikroskopach. W 1860 roku przedstawia projekt okularu składającego się z czterech elementów ułożonych w dwie achromatyczne pary. Jest to odmiana Kellnera, w której jeden z achromatów zastępuje pojedynczą soczewkę. Plössl w połowie XX wieku jest określany Kellnerem Typu III (Type III), a Edmund Scientific po II Wojnie Światowej sprzedaje "Kellnera" - okular wykonany z optyki pozostałej po wojnie, który faktycznie składa się z dwóch achromatów w klasycznej konfiguracji Plössla. Dublety w niej ułożone są w ten sposób, aby obustronnie wypukłe elementy kronowe zwrócone były do siebie, z odległością między nimi równą około 20% ich ogniskowych (pierwsze próby zakładały nawet połowę ogniskowych). Jednak okazuje się, że taka konstrukcja podatna jest na występowanie „duszków”, problem który rozwiązany zostaje przez zmniejszenie odległości między dubletami (nawet do 2/1000 cala). Zmiany te zostają później rozwinięte i opatentowane przez Alberta Königa w 1939 roku. Okular Plössla w swej późniejszej formie charakteryzuje się dobrym odwzorowaniem barw oraz jest stosunkowo wolny od odblasków, które są prawdziwą zmorą Kellnerów. Posiada również szersze pole widzenia (ok. 50°), ale za cenę zniekształcenia poduszkowego na skraju pola, które w bardziej zaawansowanych wersjach (jak TeleVue Plössl) jest minimalizowane lepszym jakościowo szkłem. W 1868 roku Georg Plössl umiera w wyniku obrażeń spowodowanych przez upuszczenie arkusza szkła, który przecina tętnicę w pobliżu jego prawej ręki co prowadzi do znacznej utraty krwi i zgorzeli. Z jakiegoś powodu, konstrukcja Plössla pod tą nazwą niemalże znika na prawie sto lat, zanim zostaje ostatecznie reaktywowana w 1960 roku po czym zostaje (do tej pory) jednym z najbardziej popularnych typów używanych przez astronomów amatorów. Prowadzi to czasem do błędnego przekonania, że jest to stosunkowo nowy projekt. Warto zwrócić uwagę na pisownię nazwy :Plössl”, Przyjmuje się, że istnieje kilka dopuszczalnych wersji. Oryginalnie jest to „Plößl” z literą "ß" charakterystyczną dla języka niemieckiego, również pisaną jako podwójne "s", stąd "Ploessl", "Plössl" lub "Plossl". Schemat okularu monocentrycznego Steinheila. Carl August von Steinheil, niemiecki wynalazca, fizyk, inżynier i astronom w 1854 roku zakłada Instytut Optyczny (następnie przemianowany na CA Steinheil & Söhne) – zakład zajmujący się głównie budową spektroskopów i fotometrów. Firma Steinheila odpowiada także za powstanie dużych teleskopów dla obserwatoriów w Uppsali, Mannheim, Lipsku czy Utrechcie. Korzystając z nowatorskiej technologii swego przyjaciela Justusa Liebiga, Steinhel pokrywa produkowane lustra warstwą srebra. Syn Augusta Adolph przejawia od początku silne skłonności w kierunku optyki i astronomii. Studiuje w Monachium i Augsburgu. Odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu rodzinnego interesu. W 1880 roku tworzy projekt okularu, który swoją konstrukcją nawiązuje do aplanatycznego obiektywu fotograficznego, który zaprojektował 14 lat wcześniej, oraz sferycznych okularów, wykonanych przez upuszczenie kropli stopionego szkła do gorącej wody, które były używane przez producenta mikroskopów Antoniego van Leeuwenhoeka i astronoma Williama Herschela (oraz na nich bazujących okularów Wollastona, Brewstera, Coddingtona, Stanhope’a i Tollesa). Wszystkie one były ograniczone przez bardzo krótki odstęp źrenicy i zazwyczaj również aberrację sferyczną i/lub chromatyczną. Steinheil znacznie udoskonalił tą koncepcję montując dwie koncentryczne soczewki flintowe po bokach kronowego „rdzenia” (który później zostanie znacznie poszerzony). W powstałej w ten sposób pierwszej wersji okularu monocentrycznego wszystkie sferyczne powierzchnie mają wspólny środek (stąd nazwa). Wersja Steinheila jest prawie całkowicie achromatyczna z nieznaczną aberracją sferyczną i płaskim, bardzo wąskim polem własnym – od 25 ° do 30 °. W 1911 roku monocentryczny, symetryczny tryplet stworzony razem z Charlesem Hastingsem opatentuje w imieniu firmy Zeiss Paul Rudolph. Zeiss będzie sprzedawał tą konstrukcję w kilku formach, aż do połowy lat 50-tych XX wieku. Wersja Hastingsa jest do dnia dzisiejszego najpopularniejszą formą achromatycznego szkła powiększającego oraz protoplastą okularu TMB Super Monocentric. Okulary Carl Zeiss Abbe Orthoscopic / schemat okularu Ortho. Aby przybliżyć kolejną (i ostatnią w tej części) konstrukcję okularu, musimy na chwilę powrócić do historii wspomnianego we wstępie zakładu Carla Zeissa w Jenie, a konkretnie Ernsta Abbe, który po dołączeniu do założyciela, zajmuje się początkowo projektowaniem mikroskopów. Konstrukcja oryginalnego okularu Ortoskopowego (bo o nim mowa) sięga 1880 roku, kiedy Abbe projektuje ją do wykorzystania w dokładnych pomiarach odległości liniowej na szkiełkach mikroskopowych. Określenie "ortho" (z Greki: „prosty”) oznacza, że okular nie wprowadza zniekształcenia poduszkowego lub beczkowego, dzięki czemu obiekt będzie miał taką samą wielkość, gdy obserwuje się go w dowolnym miejscu w polu widzenia. Okular Abbego zapewnia również doskonałą ostrość, kontrast oraz korekcję kolorów. W obecnych wersjach charakteryzuje się 45° polem widzenia i odstępem źrenicy na poziomie 0,8 długości ogniskowej. Projekt ortoskopu przewiduje soczewkę kolektywną w postaci przekorygowanego trypletu z dwuwklęsłą soczewką w środku oraz znajdującej się w minimalnej odległości pojedynczej dwuwypukłej lub płasko-wypukłej soczewki ocznej. Abbe szybko zdaje sobie sprawę, że do ambitnych celów fabryki Zeissa, potrzebuje kompletnie nowych gatunków szkła i przekonuje 29-letniego Otto Schotta aby dołączył do niego w tworzeniu huty szkła w Jenie. W bardzo krótkim odstępie (6 lat) udaje im się stworzyć 44 rodzajów szkła, z których wiele było całkowicie nowe. W pierwotnej wersji twardy kron i gęsty flint zapewniają pole widzenia na poziomie 30°. Okular Ortho, który zostanie opatentowany w 1930 roku będzie już wykonany z wykorzystaniem znaczniej mniej typowych rodzajów szkła – kronu barowego, ekstremalnie gęstego flintu oraz borowego flintu, co pozwoliło zwiększyć pole własne okularu. Kolejny (asferyczny) wariant zostanie zaprojektowany dla Zeissa, prawdopodobnie przez Roberta Richtera w 1934 roku. Następny projekt (Kalliscopic Orthoskop, 1941 rok) zostanie stworzony dla Zeissa albo przez Albert Königa albo ponownie przez Richtera. W 1924 roku firma Goerz opatentuje dwie konfiguracje ortoskopów w układzie 1-3-1 i 2-3-2. Układ soczewek 1-3-1 to zbliżony do wersji Abbe tryplet, w towarzystwie płasko-wypukłej soczewki ocznej oraz menisku z drugiej strony. Zmiana ta powoduje zwiększenie pola widzenia do 60° ale skrócenie odstępu źrenicy do 0.59. Wersja 2-3-2 to 55° pola własnego i odległość źrenicy 0.46 ogniskowej. Obydwa projekty zostały wykorzystane główniej w konstrukcjach lornetek wojskowych podobnie jak „ortoskopy na sterydach” (o polu własnym 75°) opracowane w 1935 roku. http://www.lcas-astronomy.org/articles/index.php http://company7.com/zeiss/products/czabbeoclr.html http://www.brayebrookobservatory.org/BrayObsWebSite/HOMEPAGE/forum/Smyth-Barlow%20lenses.html http://www.quadibloc.com/science/opt04.htm http://www.handprint.com/ASTRO/ae5.html
  16. W tej chwili testowo uruchomiliśmy mapę użytkowników i lokacji, na której możecie zaznaczać swoje pozycje. Sądzę, że warto to robić, bo nigdy nie wiadomo, kto obok nas interesuję się astronomią i np. chciałby dołączyć do sesji. Punkty możecie zaznaczać zgrubnie, albo dokładnie. To już zależy od Was. Dodam tylko, że mapa nie jest widoczna dla niezarejestrowanych użytkowników. Na mapie istnieje możliwość zaznaczania punktów specjalnych. Niestety - może to robić tylko administrator, dlatego, jeżeli chcielibyście coś wrzucić tak, żeby widzieli to wszyscy inni (np. lokacje punktów obserwacyjnych), to bardzo proszę o zgłaszanie ich na PW. Milej zabawy. Kto wie, co z tego wyniknie Mapa z czasem otrzyma dodatkowe funkcjonalności. Na razie jest bardzo podstawowa. Dostęp do niej macie z poziomu menu na górze (Mapa), lub po prostu kliknijcie w poniższy link. http://astropolis.pl/membermap/
  17. Zanim ujednolicono mapy nocnego nieba w 1928 roku, przybywało coraz więcej gwiazdozbiorów, głównie okolicznościowych i nie utrzymujących się zbyt długo. Często powodowały spory o podłożu politycznym. Los nowej konstelacji często zależał od autorytetu pomysłodawcy, akceptacji głównych europejskich ośrodków naukowych oraz osobistych interesów i układów, których najlepszym przykładem jest Globus Aerostaticus (Balon) będący pochwałą francuskiego wynalazku, który pojawił się na mapach Johanna Bode w zamian za akceptację we Francji "Prasy Drukarskiej" (Officina Typographica), która nawiązywała do wynalazku Jana Gutenberga. Wymiana "gwiazdozbiór za gwiazdozbiór" pojawiła się również gdy Jerome Lalande obiecał zgodę na umieszczenie Chwały Fryderyka na paryskich mapach nieba, pod warunkiem, że Bode włączy do atlasu "Gwiazdozbiór Messiera" (Custos Messium). W momencie gdy niebo było najbardziej tłoczne zawierało aż 124 gwiazdozbiory, po 1928 roku zostało nieco posprzątane. Przyjrzyjmy się ciekawszym przykładom gwiazdozbiorów, które sprzątania nie przetrwały. Antinous Gwiazdozbiór w pobliżu Orła, obecnie jego część. Antinous to postać historyczna, grecki kochanek cesarza Hadriana. Zginął topiąc się w Nilu w wieku 15-20 lat. Cesarz ogłosił Antinousa herosem, wznosił ogromne świątynie, urządzał igrzyska na jego cześć, a także wprowadził na niebo gwiazdozbiór. Ptolemeusz w swym Almageście umieszcza w tym samym miejscu postać Ganimedesa (ale nie tworzy osobnej konstelacji) nawiązując do mitu o porwaniu młodzieńca przez Zeusa w postaci orła. Pomimo długiej historii, gwiazdozbiór nie znalazł się na liście przyjętej przez MUA w 1928 roku. Pszczoła (Apis) Niewielki gwiazdozbiór w pobliżu południowego bieguna niebieskiego. Po raz pierwszy pojawia się w atlasie Johana Bayera w 1603 roku. W 1752 francuski astronom Nicolas Louis de La Caille zmienia nazwę na "Musca Australis" - Mucha Południowa. Obecnie po prostu Mucha. Okręt Argonautów (Argo Navis) Najbardziej znany z nieistniejących gwiazdozbiorów. Był gwiazdozbiorem półkuli południowej, położonym w obszarze Drogi Mlecznej. Ze względu na duże rozmiary w 1750 roku Nicolas Louis de Lacaille podzielił go, zachowując postać żaglowca, na trzy mniejsze konstelacje - Kil, Rufę oraz Żagiel. Według mitologii greckiej, okręt Argo został zbudowany przez Argosa dla Jazona – przywódcę Argonautów, który wyruszył na poszukiwanie złotego runa. Pod protekcją Ateny, podróżnikom udało się zakończyć podróż pomyślnie, a ich statek został umieszczony między gwiazdami. Ponieważ podział dokonał się długo po przypisaniu przez Bayera, greckich liter do najjaśniejszych gwiazd, nie wprowadzono ich ponownego podziału, więc żadna z nich nie powtarza się w trzech konstelacjach (np. alfa i beta leżą w Kilu, w Rufie i Żaglu ich nie ma). W tym samym czasie Lacaille wprowadził gwiazdozbiór Kompasu (Pyxis), którego obszar również został wydzielony z Okrętu Argo ale żadna z gwiazd oznaczonych przez Bayera dla Argo nie znalazła się w nim, więc greckie oznaczenia dla tego gwiazdozbioru są osobne. Argo jest jedynym gwiazdozbiorem oznaczonym przez Ptolemeusza, który nie dotrwał w oryginalnej postaci do dnia dzisiejszego. Mały Rak (Cancer Minor) Gwiazdozbiór uformowany z gwiazd fragmentu Bliźniąt przez Petrusa Planciusa w 1612 lub 1613 roku. Gwiazdozbiór stanowiły gwiazdy HIP 36616 oraz 68, 74, 81 i 85, wszystkie piątej wielkości gwiazdowej. Przetrwał tylko dwa wieki i po osiemnastym stuleciu, nie widziany na żadnych mapach nieba. Cerber (Cerberus) Gwiazdozbiór wprowadzony przez Jana Heweliusza w Firmamentum Sobiescianum w 1687 roku, reprezentujący 3-głowego psa strzegącego królestwa Hadesa, który został schwytany przez Herkulesa. Mimo to, większość wyobrażeń (w tym rysciny Johanna Bode) na temat gwiazdozbioru Cerbera, przedstawia go jako 3-głowego węża. Heweliusz nowym gwiazdozbiorem zastąpił 3 złote jabłka, które wcześniej umieszczano w ręce herosa. Obecnie część gwiazdozbioru Herkulesa. Żniwiarz (Custos Messium) Wprowadzony przez Josepha Jerome'a le Francais de Lalande w 1775 roku między gwiazdozbiorami Żyrafy, Cefeusza, Kasjopei i istniejącego wówczas Renifera. Custos miał być hołdem dla rodaka Lalande'a - Charlesa Messiera (we Francji często nazywano gwiazdozbiór - Messierem). Messierowe "żniwa" przyniosły Mu 12 komet między 1794 a 1798 rokiem. Lalande wybrał miejsce, w którym akurat przebywała kometa C/1774 P1 Montaigne, pilnie obserwowana przez Messiera. Najjaśniejsza gwiazda była 4-tej wielkości gwiazdowej. Kot (Felis) Kolejny gwiazdozbiór Lalande'a, wprowadzony w 1799 roku chociaż po raz pierwszy pojawia się w 1801 roku w "Uranografii" Bodego. Położony między gwiazdozbiorami Hydry i Pompy. Gwiazdozbiór był swoistym żartem Lalande'a - wielkiego wielbiciela kotów. Sam astronom twierdził, że wieloletnie obserwacje go zmęczyły i należy Mu się odrobina radości na niebie. Pojawia się w kilku atlasach ale nigdy nie zaakceptowany jako oficjalny gwiazdozbiór. Honory Fryderyka (Frederici Honores) Zwany także Chwałą Fryderyka (Gloria Frederici). Wprowadzony przez Johanna Bode w 1787 roku dla upamiętnienia króla pruskiego Fryderyka II Wielkiego, zmarłego rok wcześniej. Gwiazdozbiór znajdował się między Jaszczurką i Kasjopeją. Przedstawiał charakterystyczną dla króla koronę, miecz oraz pióro otoczone wieńcem laurowym symbolizujące waleczność i mądrość króla. Po likwidacji gwiazdozbioru, gwiazdy przywrócono do gwiazdozbiorów Andromedy i Kasjopei. Kogut (Gallus) Gwiazdozbiór wprowadzony w 1612 roku przez holenderskiego astronoma i teologa Petrusa Planciusa. Niemiecki astronom Jacob Bartsch, który miał w zwyczaju doszukiwać się biblijnych nawiązań do gwiazdozbiorów uznał, iż ten przedstawia koguta, który trzykrotnie zapiał po zaparciu się św. Piotra. Nie wiadomo czy taka była intencja Planciusa. Bartsch nawet nie wiedział, kto był autorem gwiazdozbioru. Kogut znajdował się w obrębie Drogi Mlecznej, na południe od równika niebieskiego, jego gwiazdy obecnie są częścią Rufy. Mimo przychylności wielu astronomów, Kogut nie znalazł się w atlasie Johanna Bode, co przypieczętowało jego los. Balon (Na Ogrzane Powietrze) (Globus Aerostaticus) Po raz pierwszy pojawia się w "Uranografii" w 1801 roku ale został zasugerowany już wcześniej przez Lalande'a (w 1798 roku) dla uhonorowania wynalazku braci Montgolfier. LaLande argumentował swój pomysł wcześniejszym wprowadzeniem przez Nicolasa Louisa de Lacaille wielu urządzeń technicznych na niebo południowe. Twierdził, że największy wynalazek w dziejach Francji również zasługuje na swoje miejsce. W tym samym czasie Bode zaproponował gwiazdozbiór Maszyny Drukarskiej (Officina Typographica), ale żaden z nich nie przetrwał próby czasu. Balon znajdował się na południe od Koziorożca. Jordan (Jordanus) Reprezentował rzekę Jordan. Przedstawiony przez Planciusa w 1612 roku. Rzeka miała swoje "źródło" w miejscu obecnych Psów Gończych, biegła między Wielką Niedźwiedzicą a Lwem (dzisiejsze: Mały Lew i Ryś) i kończyła się w pobliżu gwiazdozbioru Żyrafy (również pomysłu Planciusa). Jordan nie znalazł się w atlasie Johana Bode i tym samym zakończył swój byt. Log i Lina (Lochium Funis) Po raz pierwszy pojawia się w 1801 roku w "Uranografii". Przedstawia log i linę - przyrządy służące do pomiaru drogi przebytej przez statek i jego prędkość (gwiazdozbiór nieprzypadkowo znalazł się w okolicy podzielonego już Argo Navis). Bode przedstawiał wprowadzony gwiazdozbiór jak najbliżej Kompasu (nawet w ramach wspólnych granic), jako grupę przyrządów mierzące podstawowe wartości niezbędne w żegludze - prędkość oraz odległość. Gwiazdozbiór pojawia się tylko u Bodego i w przeciwieństwie do Kompasu wprowadzonego przez Lacaille'a, nie przyjął się na dłużej. Elektrownia (Machina Electrica) Zapomniany gwiazdozbiór znajdujący się na południe od Wieloryba. Wprowadzony przez Johana Bode w Uranografii w 1801 roku. Przedstawiał jeden z cudów ówczesnej techniki - generator prądu. Bode podążał za Nicolasem Louisem de Lacaille, który zapoczątkował seryjne wprowadzanie na niebo zdobyczy techniki. W przeciwieństwie do sąsiadów wprowadzonych przez Lacaille'a (Piec i Rzeźbiarz), gwiazdozbiór Bode'go nie znalazł przychylności Międzynarodowej Unii Astronomicznej i ostatecznie został wykreślony z grona gwiazdozbiorów, mimo że znalazł się w kilku ówczesnych atlasach. Góra Maenalusa (Mons Maenalus) Maenalus to fikcyjna postać z mitologii greckiej, jeden z 50 synów Likaona założyciel miasta Maenalus w Arkadii, od jego imienia noszą nazwę tamtejsze góry, a także konstelacja Mons Maenalus leżąca niegdyś u stóp Wolarza. Wprowadzona na niebo przez Jana Heweliusza, jednak nie zyskała powszechnego uznania i szybko zniknęła z firmamentu. Najjaśniejszą gwiazdą była 31 Boötis - 4,86mag. Mucha Północna (Musca Borealis) Jedna z ciekawszych zapomnianych konstelacji leżąca w północnej części obecnego Barana. Została wprowadzony w 1612 roku przez Holendra Petrusa Planciusa pod nazwą Apes (Pszczoła). Niemiecki astronom Jakub Bartsch zmienia później nazwę na Vespa, (Osa) na swojej mapie z 1624 roku. Jan Heweliusz przemianował gwiazdozbiór na Muchę w atlasie Firmamentum Sobiescianum z roku 1690. Bode pokazał Muchę w swojej Uranografii, ale w granicach Barana. Konstelacja później stała się znana jako Mucha Północna, aby odróżnić go od gwiazdozbioru Muchy, który istniał już na południowym niebie. Ostatecznie, mucha z północy została zapomniana przez astronomów w przeciwieństwie do południowej kuzynki. Te same gwiazdy zostały użyte przez Francuza Ignace-Gastona Pardies, który widział w nich heraldyczny francuski symbol fleur-de-lis (rysunek poniżej) ale i ta propozycja nie przetrwała zbyt długo. Sowa (Noctua) Sowa znalazła swoje miejsce w pobliżu ogona Hydry, na południowej półkuli niebieskiej. Została wprowadzona przez Alexandra Jamiesona w 1822 roku, Składała się z gwiazd 4 Librae i 54-57 Hydrae, których jasność mieści się w przedziale od 4 do 6 wielkości gwiazdowej Francuski astronom Pierre Charles Le Monnier, wprowadził ptaka na ogonie Hydry jako konstelację Dronta Samotnego na cześć wymarłego ptaka-nielota. Konstelacja bywała również przedstawiana jako przedrzeźniacz. Drukarnia / Prasa Drukarska (Officina Typographica) Niemiecki astronom Johann Bode wprowadził tę konstelację w swojej Uranografii w 1801 na pamiątkę wynalazku Gutenberga około 350 lat wcześniej. Stanowiły go gwiazdy obecnej Rufy, leżące między Wielkim Psem i tylnymi nogami Jednorożca. Składał się z prasy, pudełka ruchomych czcionek, wałków i innych akcesoriów. Według francuskiego astronoma Josepha Jérôme de Lalande, on i Bode uzgodnili w 1798 roku utworzenie dwóch nowych konstelacji upamiętniających dwa wielkie wynalazki Niemiec i Francji (po stronie francuskiej był Globus Aerostaticus). Obydwa, mimo że znalazły się na wielu popularnych mapach, nie zostały ostatecznie przyjęte, być może dlatego, że motywy ich wprowadzenia były zbyt jawnie nacjonalistyczne. Kwadrat Ścienny (Quadrans Muralis) Wprowadzony przez Jérôme'a Lalande w 1795 roku ale nieuznawany dziś gwiazdozbiór leżący między konstelacjami Wolarza i Wielkiej Niedźwiedzicy. Jego nazwa pochodzi od kwadrantu, instrumentu astronomicznego służącego do wyznaczania położenia gwiazd. Od nazwy gwiazdozbioru pochodzi nazwa roju meteorów - Kwadrantydy. Dąb Karola (Robur Carolinum) Konstelacja stworzona przez angielskiego astronoma Edmunda Halleya w 1679 roku nazwa odnosi się do dębu, w którym Karol II Stuart ukrywał się przed wojskami Olivera Cromwella po bitwie pod Worcester. Dąb Karola znajdował się między gwiazdozbiorami Krzyża Południa i Kila. Renifer (Rangifer, Tarandus) Bardzo słabo widoczna konstelacja w pobliżu północnego bieguna niebieskiego, wprowadzona w 1743 roku przez Francuza Pierre-Charles Le Monniera w swojej książce La Theorie des Comètes, pomiędzy Cefeuszem i Żyrafą. Miał upamiętniać geodezyjną wyprawę Pierre Louis Maupertuisa do Laponii (wówczas odkryto spłaszczenie Ziemi). Sami mieszkańcy północnej Skandynawii również widzieli renifera wśród gwiazd, ale ich był znacznie większy, zawierając Woźnicę, Perseusza,Kasjopeję i Cefeusza. Bode w swoim katalogu w 1801 roku przypisał Reniferowi 46 gwiazd od 5 do 7 magnitudo oraz jeden obiekt głębokiego nieba - NGC 1184. Większość z nich znajduje się obecnie w granicach Cefeusza. Byk Poniatowskiego (Taurus Poniatovii) Gwiazdozbiór nazwany na cześć króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego przez polskiego astronoma, rektora Akademii Wileńskiej Marcina Poczobutta-Odlanickiego w 1777 roku. Wyodrębniony w północno-wschodniej części gwiazdozbioru Wężownika. Zawierał również część gwiazd współczesnego Orła i Głowy Węża. Król Stanisław był znanym mecenasem sztuki i nauki, a byk (ciołek) był jego herbem rodowym. Kilka gwiazdek stanowiących głowę Byka, nie zostało wymienionych w Almageście ponieważ wykraczały poza przyjętą przez Ptolemeusza formę gwiazdozbioru Wężownika. Poczobutt widział w nich podobieństwo do gromady Hiad w zodiakalnym Byku. Teleskop Herschela (Telescopium Herschelii) Teleskop Herschela to konstelacja stworzona przez Maximiliana Hella w 1789 roku na cześć odkrycia prze Herschela planety Uran. Pierwotnie składał się z dwóch konstelacji, które leżały po obu stronach regionu, w którym obserwowano wówczas Urana: Tubus Hershelii Major leżący między Bliźniętami, Rysiem i Woźnicą) i Tubus Hershelii Minor (między Bykiem i Orionem), reprezentujące 20-stopowy i 7-stopowy teleskop Herschela. Bode ograniczył w Uranografii gwiazdozbiór do jednej (większej) części. Konstelacja później pojawiła się w niektórych atlasach, ale została formalnie odrzucona, gdy IAU skodyfikowało obecną listę 88 gwiazdozbiorów. River Tigris (Rzeka Tygrys) Konstelacja reprezentująca rzekę Tygrys - jedną z dwóch największych w starożytnej Mezopotamii. Została wprowadzona w 1612 roku przez Holendra Petrusa Planciusa razem z rzeką Jordan (Joradnus). Niebiański Tygrys biegł od szyi Pegaza i płynął między Łabędziem i Orłem na terenie później zajętym przez Liska Jana Heweliusza. Kończył się w okolicy prawego ramienia Wężownika grupą gwiazd w kształcie litery "V" (te same, które tworzyły później głowę Byka Poniatowskiego) Podobnie jak Jordan, Tygrys po raz pierwszy ukazał się drukiem w 1624 roku w atlasie Jacoba Bartscha. Obydwie rzeki nie zostały umieszczone na wpływowych mapach Jana Heweliusza i Johanna Bode, dlatego też nie zapisały się na stałe w zestawie gwiazdozbiorów. Mały Trójkąt (Triangulum Minus) Jego nazwa jest czasami błędnie zapisywana jako Triangulum Minor. Został wprowadzony w 1687 roku przez Jana Heweliusza. Powstał on z trzech gwiazd 5 wielkości, które po raz pierwszy skatalogował sam Heweliusz. Leżał na południe od jedynego istniejącego obecnie trójkąta na niebie, którego Heweliusz przemianował na Triangulum Majus. Mimo, że nie był zbyt odkrywczy, gwiazdozbiór zyskał zaskakująco duże uznanie wśród astronomów, ale ostatecznie został skazany na zapomnienie, a jego gwiazdy zostały przeniesione do Trójkąta (obecnie 6, 10 i 12 Trianguli). Na podstawie: http://www.ianridpath.com/startales/contents.htm http://cseligman.com
  18. Jak zwykle pod koniec każdego miesiąca porcja informacji ode mnie na temat tego co zobaczymy na niebie w kolejnym miesiącu Zapraszam
  19. EWOLUCJA GWIAZD CIĄGU GŁÓWNEGO w zależności od ich masy początkowej Protogwiazda staje się gwiazdą w momencie, kiedy grawitacyjne zapadanie się materii równoważone jest przez ciśnienie pochodzące z reakcji syntezy termojądrowej. U nowo powstałej gwiazdy, reakcje te zachodzą z udziałem wodoru, który łączy się tworząc jądra helu. Wypromieniowana w wyniku tego procesu energia służy do podtrzymania równowagi promienistej (wówczas gwiazda nie zapada się). Synteza termojądrowa jest również przyczyną świecenia gwiazd. Kiedy w materii formującej się gwiazdy, na skutek postępującej kontrakcji, temperatura sięgnie wartości rzędu 107 K, niezwykle wysoka energia kinetyczna jąder wodoru (protonów) pozwoli im znaleźć się dostatecznie blisko, aby mogła zajść fuzja. Wcześniej, gdy temperatura w rdzeniu protogwiazdy była niższa od wymaganej wartości progowej, na obecne w materii protony wpływ miały siły odpychania istniejące pomiędzy ładunkami jednoimiennymi. Wzrost ich energii kinetycznej pomaga pokonać tzw. barierę potencjału i uruchamia syntezę. Kiedy gwiazda jest na etapie, w którym głównym paliwem jądrowym jest wodór, mówimy, ze należy do ciągu głównego. Jest to najbardziej stabilny etap życia gwiazdy. Czas, jaki dana gwiazda pozostaje w ciągu głównym jest indywidualny dla każdej gwiazdy i zależy od jej masy początkowej. Ciężkie obiekty o masie wyjściowej 15 mas Słońca, pozostają w ciągu głównym przez ok. 160.000 lat. Z kolei te o masie zbliżonej do słonecznej, syntezują wodór przez blisko 30.000.000 lat. Im gwiazda jest bardziej masywna, tym krótszy jest jej czas życia. Aby powstrzymać ogromne siły grawitacyjne przyczyniające się do zapadania materii, gwiazda musi wytworzyć znacznie większą ilość energii w wyniku fuzji termojądrowej- spala więc większe ilości paliwa na jednostkę czasu niż gwiazda mało masywna. Kiedy formująca się protogwiazda ma masę niższą od 1/12 masy Słońca, kontrakcja grawitacyjna (powolne kurczenie się) nie przyczyni się do osiągnięcia wymaganej temperatury 107 K wewnątrz rdzenia i synteza wodoru nigdy nie nastąpi. Obiekt taki stanie się brązowym karłem. Jego początkowa temperatura nie będzie przekraczać 1300-2100 K. Co prawda, z początku (kilka milionów lat) będzie w nim zachodzić fuzja deuteru (wodoru 2), ale brązowy karzeł będzie stopniowo stygnął. Dlatego masę 1/12 Mʘ uznaje się za minimalną niezbędną do zapoczątkowania życia gwiazdy. Ewolucja gwiazd o masie 1/12 Mʘ do ok 0,4 Mʘ Mało masywne gwiazdy, dzięki powolnej kontrakcji osiągają w swoim rdzeniu minimalną wymaganą temperaturę zapłonu. Wówczas uruchamia się w nich proces fuzji i zapadanie grawitacyjne jest równoważone przez energię pochodzącą z jądrowej przemiany wodoru w hel. Gwiazda pozostaje w ciągu głównym do czasu wyczerpania zapasów paliwa wodorowego. Po zużyciu paliwa , gwiazda o masie 1/12 – 0,4 Mʘ zaczyna się zapadać. Ciśnienie działające na helowy rdzeń rośnie, ale mimo to, jest ono niewystarczające do zainicjowania spalania helu. Materia helowa ulega stopniowej degeneracji. Elektrony nie orbitują już wokół jąder, tylko opływają ją w sposób swobodny. Znajdują się znacznie bliżej jądra niż ma to miejsce w zwykłych atomach podlegających prawom gazu doskonałego. Materia zdegenerowana ma szczególne, nadzwyczajne właściwości. Jedną z nich jest bardzo duża gęstość. Jeden centymetr sześcienny tej materii waży blisko tonę. Gwiazdy o masie 0,4- 4 Mʘ U nieco cięższych gwiazd, których masa mieści się w przedziale 0,4- 4 Mʘ, w momencie wyczerpania depozytów paliwa wodorowego, gwiazda również zaczyna się zapadać. Wzrost temperatury zaowocuje zapłonem rezerw wodoru obecnych w otoczce gwiazdy (wcześniej reagował wodór z rdzenia- aż do momentu wyczerpania). Cienka warstwa wodoru wokół helowego jądra zaczyna przemianę w hel. Z początku proces przebiega spokojnie i stopniowo staje się coraz bardziej dynamiczny. Gdy energia uwalniana w procesie syntezy zacznie mieć przewagę nad wpływem grawitacyjnym górnych warstw atmosfery, zewnętrzna rozrzedzona otoczka wodorowa zostaje odrzucona na zewnątrz, dostrzeżemy wzrost rozmiaru oraz jasności gwiazdy. Gwiazda „puchnie”. Stale ekspandująca sfera rozrzedzonego wodoru oddala się od pozostałego w centrum niewielkiego helowego jądra. W wyniku rozszerzania, zewnętrzna część otoczki ochładza się i przybiera czerwoną barwę (czerwony olbrzym). Tym czasem rdzeń gwiazdy, na skutek powolnej, stopniowej kontrakcji, osiąga temperaturę zapłonu helu. Następuje wówczas tzw. błysk helowy. W bardzo krótkim czasie ulega zużyciu ogromna porcja helu, który od tej chwili staje się nowym paliwem jądrowym zasilającym gwiazdę. Zachodzi wówczas tzw. reakcja trzy alfa. Polega ona na syntezie trzech jąder helu (zwanych cząstkami alfa) i tworzy się jądro węgla. 3 42He à 126C Jednak proces trzy alfa jest bardzo wrażliwy na fluktuacje temperatury. Kiedy depozyty helu zapłoną, gwieździe zostaje przywrócona równowaga promienista, a materia w jej rdzeniu powraca do stanu niezdegenerowanego. Gdy hel ulegnie wyczerpaniu, synteza ustaje. Jądro ponownie zapada się. Tworzy się z niego biały karzeł węglowy. W tym czasie zewnętrzne warstwy atmosfery, w których płoną depozyty rozrzedzonego wodoru, nieustannie oddalają się od helowego rdzenia gwiazdy , ulegają powolnemu rozpraszaniu, formując rozległą otoczkę gazową zwaną mgławicą planetarną. Jest ona widoczna dzięki promieniowaniu UV emitowanemu przez białego karła. Gwiazdy o masie 4- 8 Mʘ Gwiazdy o masie 4- 8 mas słonecznych ulegają podobnym procesom ewolucyjnym jak gwiazdy z przedziału mas 0,4- 4 Mʘ. Istotną różnicą jest skład rdzenia. Jako bardziej masywne, są zdolne do syntezy nie tylko węgla, ale również nieco cięższych pierwiastków, takich jak tlen, neon oraz magnez. Wyższa masa wiąże się z wyższym ciśnieniem podczas zapadania się helowego rdzenia, a to z kolei umożliwia fuzję helu do węgla, a następnie do wspomnianych cięższych pierwiastków. U końca swego życia pozostawiają białego karła (tlenowo-neonowo-magnezowego) oraz otaczającą go mgławicę planetarną. Gwiazdy o masie powyżej 8Mʘ U gwiazd cięższych niż 8 mas Słońca, synteza cięższych jąder nie kończy się na magnezie. Wysoka temperatura oraz ciśnienie sprawiają, że te pierwiastki, które w poprzedniej grupie gwiazd były ostatecznym produktem, w przypadku gwiazd masywnych są zdolne do dalszego przyłączania helu, a także fuzji między dwoma jądrami o znacznej masie, np.: 126C + 168O à 2814Si 168O + 168O à 3116S + 10n 2814Si + 2814Si à 5626Fe Powyższe procesy są niekiedy nazywane spalaniem zaawansowanym. Najcięższym jądrem, jakie może powstać w rdzeniu masywnej gwiazdy jest izotop żelaza Fe-56. Synteza cięższych jąder jest procesem endoenergetycznym, a więc wymaga dodatkowych nakładów energii. Procesy spalania zaawansowanego mają charakter warstwowy. W zewnętrznej sferze jest w dalszym ciągu obecny niespalony wodór, nieobjęty procesem fuzji (zbyt niskie ciśnienie, temperatura oraz silne rozrzedzenie materiału). W głębszych warstwach gwiazdy zachodzą procesy syntezy helu, następnie węgla. A im bliżej środka gwiazdy, tym syntezowane są cięższe nuklidy. W samym centrum rdzenia tworzy się jądro żelazne, które jest w obecnych warunkach niezdolne do dalszych przemian jądrowych. Synteza wygasa, co skutkuje naruszeniem równowagi promienistej. Ustanie reakcji sprawia, że siły grawitacji mają przewagę i rdzeń zapada się. Degeneracja materii nie zatrzymuje się na etapie białego karła. Formą zdegenerowanej materii o wyższej gęstości jest gwiazda neutronowa. Pod wpływem ogromnego ciśnienia działającego na materię, jądra atomowe ulegają dekompozycji. Protony rekombinują z elektronami i powstają neutrony. Cała materia ulega przemianie w neutrony- stąd pochodzi określenie „gwiazda neutronowa”. Masywne gwiazdy kończą swoje życie wybuchem supernowej. Proces ten generuje tak wielkie porcje energii, że możliwa staje się synteza pierwiastków cięższych od żelaza. Wyrzucona na skutek wybuchu supernowej materia znacznie różni się składem od tej, która powstała w rdzeniu przed eksplozją. Pierwiastki ciężkie tworzą się m.in. na drodze kolejnych wychwytów neutronowych, a następnie rozpadów beta minus (neutrony przemieniają się w protony zwiększając tym samym liczbę atomową pierwiastka). Przy udziale intensywnego strumienia neutronów, obserwowanego u supernowych o krótkiej skali czasowej, powstają bardzo ciężkie jądra transuranowe (Liczb atomowa Z > 92). A wśród nich m.in. emitery alfa o krótkim okresie połowicznego zaniku: polon 212, kaliforn 256 czy ferm 100. Granicą liczby atomowej jest podatność produktów na spontaniczny rozpad inicjowany dalszym wychwytem neutronów. 56Fe (n; у) à 57Fe (n; у) à 58Fe (n; у) à 59Fe (β-) à 59Co (n; у) à 60Co (β-) à 60Ni Wybuch supernowej prowadzi do odrzucenia zewnętrznych warstw gwiazdy. Pozostaje niewielkie, supergęste jądro zbudowane z materii neutronowej. Dla wyjątkowo masywnych gwiazd (ok. >20Mʘ) zapadanie się rdzenia nie zatrzymuje się na etapie gwiazdy neutronowej. Ogromna masa kurczy się do obiektu o niezwykle małych rozmiarach. Powstaje wówczas czarna dziura, której nadzwyczaj silne pole grawitacyjne pochłania nawet fotony światła. Źródło: 1. W. Szymański: „Chemia Jądrowa” 1996; str. 222-231 2. J. Sobkowski M. Jelińska-Kazimierczuk: „Chemia Jądrowa” 2006; str. 75 3. T. Mrozek: wykład pt. „Lekcje ze Słońcem w tle” 4. E. Pittich, D. Kalmancok: "Niebo na dłoni” 1988; str. 128- 135
  20. Cześć Zachęcam do obejrzenia kolejnego filmu przedstawiającego wydarzenia astronomiczne Tym razem miesiąc Luty
  21. Witam. Niezmiernie miło nam poinformować, że ukończone zostały prace nad polską wersją podręcznika AAVSO - "The AAVSO Guide to CCD Photometry". Podręcznik można pobrać bezpośrednio ze strony AAVSO: https://www.aavso.org/ccd-photometry-guide-polish lub z załącznika umieszczonego pod artykułem na stronie Proximy: http://proxima.org.pl/index.php/item/69-tlumaczenie-podrecznikow-aavso Warto odnotować, że jest to pierwsze polskie wydanie tego przewodnika. Mamy nadzieję, że publikacja przyczyni się do zwiększenia zainteresowania polskich miłośników gwiazd zmiennych nowymi technikami obserwacyjnymi z wykorzystaniem kamer CCD, które w ostatnich latach stały się popularnym narzędziem w rękach astronomów amatorów. Chcielibyśmy, aby lepsza dostępność tak nowoczesnej technologii miała bezpośrednie przełożenie na ilość i jakość obserwacji wykonywanych przez polskich obserwatorów oraz popularyzację wiedzy na temat tych interesujących obiektów. Podręcznik zapewne nie jest pozbawiony wad tłumaczeniowych. Dlatego zwracamy się do Czytelników z prośbą o zgłaszanie zauważonych błędów technicznych, czy stylistyczno-gramatycznych, do naszej redakcji pod adres e-mail: redakcja@proxima.org.pl lub w komentarzach. Zgromadzone uwagi zostaną uwzględnione przy kolejnej aktualizacji. W imieniu Zespołu Proximy oraz naszych współpracowników ze strony AAVSO chcielibyśmy na koniec złożyć szczególne podziękowania osobom, które przyczyniły się do powstania polskiej wersji tego podręcznika, tj.: Romanowi Korczykowi, Łukaszowi Socha, Dominikowi Gronkiewiczowi oraz Adamowi Popowiczowi. Dziękuję również Fisherowi za fachowy skład DTP. To dzięki wysiłkowi tych osób i ich bezinteresownemu zaangażowaniu możemy oddać ten podręcznik w ręce czytelników! Pozdrawiam Krzysztof Kida
  22. Rok temu wrzucając temat z rocznymi statystykami byłem w głębi ducha zadowolony nie tylko z liczb ale i z kierunku w jaki powoli zmierza nasze forum, chociaż widać było sporo aspektów, gdzie możemy się poprawić. Widać je nadal. Kiedyś wymarzyłem sobie sytuację gdy forum będzie kompleksowe i pogodo-odporne. Kompleksowe – poruszające zagadnienia z absolutnie całego zakresu naszej pasji. Od układania astro-puzzli i rozkmin czy nowe Gwiezdne Wojny są warte zachodu, przez codzienne porady sprzętowo-obserwacyjno-fotograficzne, do przybliżenia skomplikowanych praw fizycznych rządzących Wszechświatem. To oczywiste, że jakaś dziedzina będzie dominująca. AP od dawna było uważane za forum głównie astrofotograficzne i oczywiście tak jest, ale dla każdej innej dziedziny astronomii również jest tutaj miejsce i całkiem nieźle to widać. Pogodo-odporne - zamiast codziennego narzekania na brak pogody (dozwolone w statusach ), staramy się tworzyć ciekawą treść, wychodząc z założenia, że realizacja tej pasji nie zawsze wymaga praktycznego podejścia. Jak to się ma do minionego właśnie roku 2016? Czy się udało? Nie mam wątpliwości, że tak. Jestem strasznie zadowolony z cyferek i słupków poniżej, ale jeszcze bardziej z tego, że pod nimi kryje się ogromna wartość merytoryczna, po prostu jakość. Czyja to zasługa? Odpowiedź jest prosta – WASZA Dlatego chciałbym zwyczajnie podziękować. Dziękuję astrofotografom, którzy nie tylko urzekali swoimi mistrzowskimi pracami ale i służyli pomocą w pierwszych krokach tym początkującym, służąc radą, a niekiedy ostrą ale konstruktywną opinią. Dużo nicków trzeba by tu wymienić, ten tekst i bez tego będzie długi Każdy ma kogoś, czyje prace sprawiają najwięcej radości, na kim może się wzorować, od kogo może czerpać wiedzę. Dziękuję ludziom, którzy odświeżyli sferę obserwacyjno-teoretyczną. Mam tutaj na myśli przede wszystkim dwójkę LibMar & Bellatrix. Pierwszy pokazał, że egzoplanety można rejestrować posiadając szeroko dostępny i stosunkowo niedrogi sprzęt, a wystarczy mieć wiedzę i sporo cierpliwości. Adela spopularyzowała obiekty, które są oczywiste ale mocno niedoceniane - gwiazdy. Sprawiła, że zaświeciły magią kolorów i układów wielokrotnych. Przy okazji odkurzyła też element „szkicowy” - powoli wymierający wśród astroamatorów. Nie można nie docenić Loxleya i Jego księżycowych zakamarków, Panasamarasa z Jego mrocznym królestwem i Piotrka Guzika, który nie pozwala przegapić żadnej ciekawej komety na niebie. Dziękuję tym, którzy służyli wiedzą w zakresie astronomii teoretycznej czy astronautyki, przybliżając najnowsze osiągnięcia, odkrycia, hipotezy oraz tłumacząc "jak to działa". Dzięki temu forum jest „na czasie” z nowinkami z wielkiego świata astronomii. Dziękuję Adamo. Dzięki Jego sprawnej organizacji możemy spotykać się na wiosnę i jesień (wreszcie!) na niezapomnianych zlotach. Podziękowania również dla BODI'ego i Pawła_B – dzięki którym mamy zimowe zloty. Dziękuję Ewie, która wprowadziła nieco romantyzmu do tej ścisłej tematyki swoją poezją. Dziękuję gościom! Goście chociaż anonimowi, również są dla nas bardzo istotni (nie wszędzie tak jest ). Jeśli u nas zawitali, pewnie czegoś szukali, a jeśli szukali wiedzy, rozwiązania swoich zagwozdek, dobrze że trafili do nas zamiast przykładowo na forum o płaskiej Ziemi Jeśli wyszli stąd mądrzejsi i usatysfakcjonowani, super. Przy okazji zwiększając licznik wyświetleń, utwierdzili w przekonaniu, że to co tworzymy jest potrzebne. Dziękuję całemu zespołowi moderatorskiemu. Czasem to praca nie rzucająca się w oczy (porządkowanie giełdy, czyszczenie spamerów i takie tam mało wdzięczne zajęcia), ale jest niezwykle potrzebna. Dziękuję za sugestie, pomysły, za wsparcie. Dziękuję wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę do naprawdę dobrego roku 2016 na naszym forum. Na bank zapomniałem wymienić "z nicka" kilka osób, które mocno nam pomogły. Ominęły nas większe problemy techniczne. W porównaniu z nalotem botów na początku 2015 roku i dziwnymi przekierowaniami z google'a, zeszłoroczni goście ze wschodu to niegroźne incydenty. Nie mieliśmy też większych problemów z serwerem i silnikiem forum, a jeśli takie się pojawiły (2-3 razy w ciągu roku?) byłby szybko likwidowane. Ominęły na również większe spory i zadymy. Kilka pomniejszych incydentów zawsze się zdarzy przy takiej ilości ludzi, charakterów, opinii. Bardziej martwiłbym się gdyby tak nie było Co dalej? Pod koniec roku ogłosiliśmy dwa konkursy. Nie są to przypadkowe akcje. Nie chcemy, żeby konkursy stały się sensem istnienia forum czy naganiaczami do aktywności, ale efektem treści i materiałów jakie u nas się pojawiają i przy okazji czegoś uczyły. Zwróćcie uwagę, że żeby wziąć w nich udział i nawet wygrać, wystarczy korzystać z zasobów forum. Nie potrzeba dobrej pogody (znów ta pogodo-odporność), ani nawet sprzętu. W obu przypadkach niezbędne materiały znajdziecie właśnie tutaj. Na ten rok zaplanowanych jest trochę zmian technicznych, które mogą wprowadzić chwilowe niedogodności, ale są niezbędne w dalszym rozwoju i zapewnieniu większego bezpieczeństwa. Oprócz tego jest jeszcze trochę ciekawych pomysłów, niektóre naprawdę ambitne. Jedziemy dalej, pracujemy dalej, bawimy się dalej. Ok, koniec słodzenia Trochę czystych liczb i wykresów: W 2016 roku: Napisaliśmy 54.877 postów. Średnio prawie 150 dziennie (149,94). Rok temu było to 42.373 a jeszcze rok wcześniej 38.009. Dni z największą ilością: 28 grudnia – 320 postów 27 grudnia – 295 postów 12 września – 279 postów 21 kwietnia – 262 posty 11 czerwca – 253 posty Dni z najmniejszą ilością: 5 marca – 66 postów 8 listopada – 72 posty 19 luty – 76 postów 30 stycznia - 79 postów 9 marca – 82 posty Napisaliśmy 6297 prywatnych wiadomości - w poprzednim roku było to 4868, a jeszcze rok wcześniej 4344. Najwięcej w dniu 21 września - 95. Mamy 1002 nowych użytkowników. W 2015 roku było to 848, a w 2014 roku 1094. Tutaj trzeba mieć świadomość, że pewnie uchowało się paru nieproszonych gości, chociaż dołożyłem wszelkich starań żeby spamo-boty na bieżąco pacyfikować. Założyliśmy 4874 nowe tematy, czyli średnio ok 13,31 dziennie. W roku poprzednim było to 4230, a w 2014 roku 3716. Najwięcej 28 grudnia - 29 nowych wątków. Tematy założone od 1 stycznia do 31 grudnia 2016 roku miały 6.500.388 wyświetleń Analogicznie dla tematów z roku 2015, ilość wyświetleń wynosiła 3.980.092. Łącznie tematy założone w latach 2015-2016 miały 14.021.226 wyświetleń (do sumy powyższych dochodzą wyświetlenia wątków z 2015 roku w roku 2016).
  23. Gdy sięgnę pamięcią do wydarzeń sprzed dwunastu miesięcy to uświadamiam sobie, jak żal mi wtedy było, że rok 2015 właśnie dobiega końca. Wraz z nim do historii przeszedł bowiem jeden z najobfitszych w zjawiska astronomiczne okresów i mówię tak nie bez powodu. Pamiętacie częściowe zaćmienie Słońca, albo całkowite zaćmienie Księżyca? Wraz z pierwszym stycznia 2016 roku wszystkie te zjawiska stały się częścią minionego rozdziału, który wbrew naszym szczerym chęciom już nie powróci. Dzisiaj stajemy w podobnej sytuacji, rok 2016 dobiega końca, jednak czy będzie za czym tęsknić? fot. Raffaele Esposito Od początku stycznia nad naszymi głowami obserwować mogliśmy wyjątkowo jasną kometę o nazwie C/2013 US10 (Catalina). Obiekt ten do końca miesiąca możliwy był do zaobserwowania nawet przy pomocy gołego oka. Niestety widok tej komety nie był tak mocno imponujący, jak spodziewała się większa część amatorów astronomii wobec, czego ostatecznie przeszedł bez większego rozgłosu. Dnia 9 stycznia 2016 roku krótko przed wschodem Słońca oczom obserwatorów z zachodniej Polski ukazała się niezwykła koniunkcja Wenus i Saturna. Obiekty te zbliżyły się do siebie na odległość około siedmiu minut kątowych zajmując tym samym na niebie powierzchnię 4 razy mniejszą od tarczy Księżyca. Zjawisko to z pewnością było doskonale widoczne, ponieważ oba obiekty świeciły dość jasno. fot. Fritz Helmut Hemmerich Zarówno luty, jak i marzec dla miłośników astronomii nie był specjalnie ciekawym okresem, ponieważ za wyjątkiem kilku koniunkcji z Księżycem nic ciekawego się nie działo. Prawdziwie ekscytującym miesiącem był natomiast kwiecień. Na samym początku doszło, bowiem do jednego z bardzo rzadkich zakryć. Dnia 6 kwietnia 2016 roku w czasie dnia doszło do zakrycia Wenus przez tarczę Księżyca. Chociaż pogoda była dobra, to niestety zjawisko było słabo dostrzegalne z powodu rozświetlonej na dobre atmosfery. Mimo wszystko znaleźli się tacy, którzy całość zobaczyli i na zdjęciu uwiecznili. Na kolejne widowisko musieliśmy czekać do 9 maja 2016 roku. Tego dnia w godzinach popołudniowych obserwatorzy wyposażeni w odpowiednie osprzętowanie podziwiać mogli tranzyt Merkurego! Zjawisko to występuje średnio raz na 11 lat, a więc nie można było go przegapić. W całej Polsce organizowano eventy, w których każdy zainteresowany mógł podejrzeć niezwykle regularną kropkę przemierzającą na tle tarczy Słońca. Trzeba przyznać, że tranzyt Merkurego przynajmniej na kilka kolejnych miesięcy wysoko zawiesił poprzeczkę w rankingu niezwykłych zjawisk astronomicznych, ale na szczęście przed obserwatorami nocnego nieba był jeszcze cały rok. Czerwiec i lipiec astronomicznie minął w dość spokojny sposób. Nie było niczego nadzwyczajnego, co pozwoliło nieco odsapnąć po majowym widowisku. (W komentarzach podano czas, w których wystąpiły zjawiska) Blisko połowy sierpnia na nocnym niebie zarówno niewtajemniczeni, jak i Ci, którzy niebo ogarniają mogli obserwować wyjątkową aktywność roju Perseidów. W nocy z dnia 12 na 13 sierpnia 2016 roku trochę po zachodzie Księżyca korzystając z niezwykłych okoliczności chętni obserwatorzy mogli dostrzec o wiele bardziej wzmożoną aktywność roju niż w poprzednich latach. Wszystko za sprawą tego, że Ziemia przechodziła niemalże przez centrum gruzowiska pozostawionego przez kometę 109P/Swift-Tuttle. Zważywszy, jednak na warunki pogodowe panujące wówczas w całej Polsce -, jakość obserwacji była bardzo średnia. Niecałe 10 dni później w okolicach 23 sierpnia 2016 roku tuż po zachodzie Słońca nisko nad zachodnim horyzontem chętni obserwatorzy zauważyć mogli bliskie spotkanie Saturna z Marsem. Była to kolejna koniunkcja, z którą przyszło nam się zmierzyć w 2016 roku i z pewnością biorąc pod uwagę panujące wówczas warunki pogodowe - niejeden z nas ją zobaczył. Gabriel Murawski - transmisja tranzytu egzoplanety. W nocy z 7 na 8 września nasz kolega z forum - Gabriel Murawski - zaobserwował tranzyt planety pozasłonecznej HD 189733 b w Lisku. Korzystając z lustrzanki prowadził przy tym pierwszą w Polsce i trzecią na świecie transmisję internetową na żywo. Karol Wójcicki "Z głową w Gwiazdach" o Półcieniowym Zaćmieniu Księżyca W połowie września na nocnym niebie rozegrał się spektakl na miarę tego, z którym do czynienia mieliśmy w maju. Tym razem główną rolę w zjawisku odegrał Księżyc, a także rzucany na jego tarczę półcień Ziemi. Dnia 16 września 2016 roku zaraz po wschodzie Księżyca rozpoczął się proces przyćmiewania tarczy Księżyca. Na nieco ponad dwie godziny górna lewa część tarczy srebrnego globu przybrała ciemne barwy, co mimo poważnych obaw było doskonale zauważalne nawet gołym okiem. Październik przyniósł nam kolejną koniunkcję, której obserwacje w momencie największego zbliżenia z powodu warunków pogodowych były niemożliwe na terenie całej Polski. Główną rolę w zjawisku odgrywał Merkury w parze z Jowiszem. Planety tuż przed wschodem Słońca dnia 11 października 2016 roku zbliżyły się do siebie zajmując w sumie obszar nieco większy od tarczy Księżyca. Listopad stał się miesiącem, w którym doszło do największej od kilkudziesięciu lat pełni Księżyca. Nasz naturalny satelita znalazł się w najbliższym punkcie na swojej orbicie będąc przy tym w fazie pełni. Zdaniem niektórych zorientowanych w tym temacie osób ostatni raz takie zjawisko wystąpiło w ubiegłym wieku, a więc biorąc pod uwagę ten fakt całość uznać można za coś wyjątkowego. Kolejny miesiąc nie wyróżnił się (przynajmniej do momentu publikacji tego podsumowania) niczym wyjątkowym, chociaż jeżeli mielibyśmy zmieścić tutaj coś na siłę tak, aby nie kończyć roku na listopadzie to trzeba przyznać, że grudzień stał się niemalże idealną do obserwacji Wenus porą. Nad ranem zaś obserwować można Jowisza, który jeszcze kilka miesięcy temu był nieosiągalny. Przypominając sobie te wszystkie wydarzenia chciałbym, aby każdy z was w miarę możliwości odpowiedział na pytanie ze wstępu w odpowiedzi do tego artykułu: Czy będzie za czym tęsknić? PS. Celowo pominąłem zjawiska tranzytowe oraz zakryciowe, w których udział brał Księżyc z uwagi na fakt, iż z reguły są one mało interesujące i dość powszechne. PS2. Nie podpisane media są mojego autorstwa.
  24. Witam! Mam do wykonania zadanie, które polega na wyznaczeniu krzywych jasności kilkunastu gwiazd zmiennych. Ich amplituda jasności jest niewielka (od 0.05 mag do 0.4 mag), dlatego będę musiał wykorzystać mój aparat fotograficzny. Chociaż moja dokładność w przypadku wizualnych obserwacji wynosi nawet 0.05 mag, to jednak jest zbyt dużo. Dlatego po raz pierwszy mam zamiar wykonywać fotometrię. Dlatego proszę Was o pomoc! Pisałem już z Hansem przez PW i rozwiązał część moich problemów. Pierwszym z nich, to sens i zasięg gwiazdowy na zdjęciach. Do wykorzystania mam tylko lustrzankę (niemodyfikowaną) Canon EOS 60D oraz obiektyw kitowy 18-55mm. Nie mam napędu do statywu, więc maksymalna (sensowna) długość ekspozycji (dla 55mm) to 13 lub 15 sekund. Dowiedziałem się, że rozjechane gwiazdy nie mają takiego wpływu na wynik, no ale już przy 20s są zbyt rozjechane. Chodziło mi o to, jaką dokładność mógłbym uzyskać wykonując fotometrię. Otrzymałem taką wiadomość: Tak więc, po otrzymaniu takiej odpowiedzi, wykonałem 25 zdjęć takiego samego obszaru na niebie, każde zdjęcie po 13s, ISO 800. Zasięg na takim zdjęciu wynosi mniej więcej 8.5 mag. To trochę mało, ponieważ moja lista gwiazd zawiera też takie, które są słabsze niż 9.0 mag (ale jaśniejsze niż 10 mag). Po stackowaniu takiej ilości zdjęć, zazwyczaj osiągam zasięg ~10.3 mag. Wiedząc, że "moje" gwiazdy zmienne nie są słabsze niż 9.5 mag, to czy mogę wykorzystać ten sposób (stackowanie zdjęć), aby zmierzyć ich jasność? Gwiazdy zmienne zostały tak wybrane, aby nie były słabsze niż 9.5 mag. i nie znajdowały się w pobliżu innych, jasnych gwiazd. Oczywiście, że bym mógł tak zrobić, ale jak z dokładnością? Dodatkowo, okres zmienności wynosi od 2 do kilkudziesięciu dni. Ta niedokładność czasu (zdjęcia robione przez kilka minut, czas wybrałbym ten, kiedy robiłem środkowe zdjęcie) nie wpłynie bardzo na moje wykresy. Ważne jest, aby dokładność nie była gorsza niż 0.010-0.015 mag. Mowa oczywiście o obiektach położonych wysoko nad horyzontem, zdjęciach zrobionych z dala od świateł miejskich oraz na bezksiężycowym niebie (wiadomo, że ten warunek nie będzie zawsze spełniony ). Wybrane gwiazdy mają jasność między 4.5 a 9.5 mag, a zasięg na jednej fotografii wynosi 8.5 mag (do 10.5 mag. po stackowaniu). Czy zdjęcia wykonane moją lustrzanką pozwolą osiągnąć taką dokładność? Zna ktoś może coś o tym? I co ważne - muszę wyznaczyć krzywe jasności wszystkich (~20) wybranych gwiazd. Moje pytania są takie, że sam na nie mógłbym odpowiedzieć, gdybym tylko zrobił kilka rzeczy. Niestety, nawet i IRIS sprawia mi kilka kłopotów (o których napisałem niżej). Jeżeli dokładność nie jest taka duża, to ratunkiem może być też robienie 10-15 zdjęć seryjnych i wykonanie fotometrii na każdej z nich. Szkoda tylko, że zajęłoby to dużo czasu (na analizę to mam czas w dni wolne, ale są też bezchmurne noce w dniach szkolnych!). To mniej więcej tyle, jeśli chodzi o bardziej teoretyczną część. Teraz pierwsze próby z programem IRIS. Znalazłem taki poradnik: http://variable-stars.net/public_ftp/FotometriaZmiennychIRISem.pdf i na jego podstawie chciałem wypróbować testowe zdjęcia. Pojawiły się oczywiście problemy! 1) Przy wyborze aparatu fotograficznego, nie mogłem wybrać swojego modelu 60D (były takie jak 40D, 5D, 100D itd, ale 60D nie ma). Co powinienem wybrać? 2) Zdjęcia były robione oczywiście w formacie RAW (.cr2). IRIS ładuje je kompletnie inaczej - to znaczy, że widzę zdjęcie, ale o znacznie obniżonym zasięgu gwiazdowym. Normalnie (np. po konwertowaniu w .TIF lub .JPG lub przeglądaniu w lustrzance) wynosi on ok. 8.5 mag, ale w IRIS'ie widać tylko jaśniejsze niż ~5.0 mag. Jak teraz bym wybrał te słabsze, "niewidoczne"? Mam tylko jedną gwiazdę z listy, która mogłaby pojawiać się na takich zdjęciach... 3) Nie mogłem dokończyć poradnika tego, co jest w linku. Problem mam w stronie 11. Jest tam taki tekst: Miałem jakiś tam problem, że nie znalazło pliku o takiej nazwie (nie jestem tak głupi, nazwę napisałem poprawnie). Przejrzałbym to jeszcze raz, ale dopiero jak pozbędę się problemu oznaczonego numerem 2. Jako załącznik, dodam też (może się przydać?) jedno z 25 testowych zdjęć (uwaga, ma 19,8 MB). To fragment południowej części konstelacji Herkulesa (13s, ISO 800, 55mm). Plik skonwertowany do .CRW (to był jeden z etapów w poradniku). http://www.solidfiles.com/d/884d032b21/ Liczę na pomoc z pytaniami i problemami. Będę często tu zaglądał, bo czas mi ucieka
  25. Przed nami ostatni miesiąc roku 2016, który zaczął się ekscytującą koniunkcją Cataliny, przez zorze polarne, tranzyt Merkurego a na wieszczącym koniec świata Super Moonie kończąc. Co przyniesie grudzień w astronomii? Słońce znajduje się w gwiazdozbiorze Wężownika do 18 grudnia wtedy przejdzie do Skorpiona. Astronomiczna zima rozpocznie się 21 grudnia. Będzie to najkrótszy dzień roku. Od tego dnia dzień będzie się systematycznie wydłużał. Wydarzenia Księżycowe 03.12 - Koniunkcja Księżyca z Wenus na niebie zachodnim. Księżyc będzie zbliżał się do pierwszej kwadry dlatego warto wyglądać światła popielatego. Wenus jaśnieje bardzo mocnym blaskiem jeszcze przed zachodem Słońca, co pozwala obserwować ją jeszcze na niebie dziennym. Koniunkcja odbędzie się w odległości 5 st 48'. Oba obiekty będą doskonale widoczne gołym okiem, niestety dystans jakie je będzie dzielił będzie zbyt duży by umieścić je w polu widzenia lornetki bądź teleskopu. 05.12 - Koniunkcja Księżyca z Marsem, oba obiekty będą widoczne na wieczornym niebie zachodnim w odległości 2 st 52' od siebie co pozwoli na obserwacje przez lornetki jak i nieuzbrojonym okiem. 07.12 - Pierwsza Kwadra 10.12 - Odległa koniunkcja Księżyca z planetoidą Ceres. Tym trudniejsze w obserwacji gdyż Księżyc będzie zbliżał się do pełni a Ceres ma jasność około 7 mag. Koniunkcja widoczna tylko przez teleskop w dobrych warunkach. (dwóch obiektów jednocześnie nie zobaczymy). 14.12 - Pełnia Księżyca 22/23.12- Koniunkcja Księżyca, Jowisza i Spiki. Koniunkcja będzie miała miejsce w drugiej połowie nocy, tworząc efektowny trójkąt na niebie. 29.12 - Koniunkcja Księżyca i Merkurego. Oba obiekty będzie dzielił dystans 1 st 45'. Planety Królową wieczornego nieba jest Wenus. Jej jasność już przekracza - 4 mag, co czyni ją najjaśniejszym obiektem na niebie po Księżycu i Słońcu. Wenus będzie tegoroczną gwiazdką wigilijną o czym w osobnym tekście. Jowisz - Jowisz króluje w drugiej połowie nocy nad wschodnim horyzontem. Merkury - Merkury w tym miesiącu osiągnie największą wschodnią elongacje. Mars - widoczny w pierwszej części wieczoru nad zachodnim horyzontem. Meteory W grudniu czekają na nas Geminidy. Niestety zbiegnie się to z pełnią Księżyca co znacznie utrudni obserwacje. Obiektem macierzystym roju jest planetoida (3200) Phaethon. ZHR około 120. ISS i Irydium Ostatni w tym roku okres widoczności ISS dostępny na http://heavens-above.com/ Obiekty głębokiego nieba w grudniu NGC 891 (Andromeda); IC 342, (Żyrafa); IC 1848, Mel15, NGC 896, NGC 1027, (Kasjopeja); M77, NGC 788, NGC 835, NGC 864, NGC 908, NGC 936, NGC 955, NGC 958, NGC 1015, NGC 1016, NGC 1022, NGC 1042, NGC 1052, NGC 1055, NGC 1087, NGC 1094 (Wieloryb); IC 2006, NGC 1084, NGC 1140, NGC 1187, NGC 1199, NGC 1209, NGC 1232, NGC 1291, NGC 1300, NGC 1309, NGC 1332, NGC 1337, NGC 1353, NGC 1357, NGC 1395, NGC 1400, NGC 1407, NGC 1421, NGC 1426, NGC 1440, NGC 1452, NGC 1453, NGC 1461 (Perseusz i Gromada Galaktyk); NGC 1333, NGC 1342, NGC 1444, Tr2 (Perseusz); M45 (Byk); NGC 777, NGC 784, NGC 890, NGC 925, NGC 949, NGC 959, NGC 978A/B (Trójkąt); Top 10 lornetkowych DSSów: M34, M45, Mel15, Mel20, NGC 869, NGC 884, NGC 1027, NGC 1232, St2, St23 Top 10 obiektów głębokiego nieba w grudniu: M34, M45, M77, NGC 869, NGC 884, NGC 891, NGC 1023, NGC 1232, NGC 1332, NGC 1360 Wyzwanie DSS na grudzień : vdB14 (Żyrafa); Urodzeni w grudniu: Tycho Brahe, Johannes Kepler, Isaac Newton, Arthur Eddington. źródła: cloudynights.com in-the-sky.org opracowanie: nighstars.pl
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.