Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'Polecamy'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Categories

  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Teleskop Service
  • Obserwatoria AllSky
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Categories

  • Articles

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Found 98 results

  1. Cześć! Niedawno zagłębiłem się w pewien całkiem ciekawy temat- tryby przerwania misji wahadłowców NASA. Stało się tak z powodu 30 rocznicy jedynego w historii przerwania misji po starcie, które nastąpiło 29 lipca 1985 roku. Ale po kolei... Gdy dzieje się źle Wahadłowce mogły przerwać start na platformie startowej tylko przed odpaleniem rakiet bocznych na paliwo stałe (SRB), gdyż nie można ich wygasić po zapłonie. Ta opcja została wykorzystana 5 razy. Jednak gdy awaria nastąpi po oderwaniu się promu od ziemi, trzeba zrobić wszystko, aby uratować życie astronautów. Dostępne były 4 tryby: ATO- Abort To Orbit- "przerwanie na orbitę". Jeśli awaria nastąpiła dość późno, prom mógł osiągnąć niższą orbitę niż planowano, jednak orbita taka była stablina. TAL- Transoceanic Abort Landing- "przerwanie z lądowaniem transoceanicznym". Wahadłowiec, jeśli nie mógł osiągnąć orbity mógł przerwać spalanie paliwa i lotem balistycznym przemknąć nad Atlantykiem, by za kilkanaście minut wylądować na jednym z lotnisk po drugiej jego stronie. Dostępne były np. Zagaroza i Moron w Hiszpanii, Istres we Francji i inne, np. w Maroku- lista zmieniała się w zależności od tego, na jaką orbitę był wysyłany wahadłowiec (miała znaczenie inklinacja orbity). Zdarzało się, że start nie był wykonywany z powodu złych warunków pogodowych panujących na lotnisku "awaryjnym". Zawsze 48h przed startem na lotniska przybywał zespół medyczny i dwa samoloty C130. Jeśli miałoby miejsce przerwanie, pracownicy lotniska mieli za zadanie namalowanie przed pasem startowym trójkąta równoramiennego, który przy poprawnym kącie podejście byłby widoczny z wahadłowca jako równoboczny. AOA- Abort One Around- "przerwanie po jednym okrążeniu". Brak możliwości osiągnięcia stabilnej orbity z jednoczesną zbyt dużą prędkością na przerwanie TAL powodował by użycie tego trybu. "Okno" na AOA trwało zaledwie kilka sekund. RTLS- Return To Launch Site- "powrót do miejsca startu". Jeśli awaria nastąpiła bardzo wcześnie, prom miał teoretyczną możliwość powrotu do miejsca startu. O tym trybie napiszę coś więcej za chwilę. Incydent z 29 lipca 1985 roku Skoro już wiemy, jakie były opcje, wróćmy do startu z 29 lipca 1985. Włączmy nagranie: W 0:45 słychać jak załoga Challengera donosi: -"Houston, straciliśmy środkowy silnik" Reakcja kontrolerów jest natychmiastowa: -"Rozumiemy, oczekujcie..." I po chwili "Przerwanie ATO, przerwanie ATO" - "Challenger, Houston, przerwanie ATO" Pomimo, że środkowy silnik się wyłączył, prom był już na tyle wysoko, że mogli osiągnąć stabilną orbitę. Kontynuuje on wznoszenie i wszystko przebiega, jak się wydaje, zgodnie z planem. Jednak około 3:35 słychać w tle głos kobiety, która zorientowała się co się dzieje. Zauważyła (zapewne patrząc na telemetrię), że silnik, który się wyłączył, był tak naprawdę sprawny, a za całe zamieszanie odpowiada awaria czujnika, który przekazał informację o wysokiej temperaturze. Niestety nie mogę znaleźć dobrego źródła w tym momencie, ale ze słów kobiety wynika, że prom nie osiągnął w tym momencie tzw. "single-engine capability", czyli zdolności do wejścia na orbitę na jednym silniku, reakcja jest natychmiastowa: -"Challenger, Houston, main engine limits to inhibit" Kontroler nakazuje pilotowi ustawić jeden z przełączników na panelu w pozycję "inhibit", która zapewnia że czujniki nie mają kontroli nad wyłączeniem silników. W tym momencie silnik był o kilka sekund od wyłączenia się z powodu tej samej awarii czujnika, który raportował temperaturę turbiny ponad 1000 stopni Celsjusza. Te słowa uchroniły prom przez wejściem w atmosferę z prędkością Mach 4, zmuszeniem go do przerwania TAL, a być może nawet śmiercią astronautów, z racji niebezpieczeństwa, które niesie za sobą ten manewr. I w ten sposób misja STS-51F została uratowana, a prom szczęśliwie osiągnął orbitę. Nie była to ta zaplanowana, lecz niższa, co wpłynęło na prowadzenie eksperymentów. Misja jednak się udała, a po 7 dniach i 22 godzinach misja zakończyła się bezpiecznym lądowaniem promu Challenger w Kalifornii. Więcej o RTLS Był to manewr tak niebezpieczny, że astronauta John Young przyznał, że wolałby lecieć na Księżyc, niż go wykonywać (na początku programu wahadłowców niektórzy sugerowali, aby pierwszy lot to było właśnie RTLS- w celu zademonstrowania, że działa). Załóżmy więc, że wahadłowiec doświadcza awarii silnika krótko po starcie. Jeśli stało się to przed separacją rakiet bocznych, nie można wtedy zrobić nic do czasu, aż się one wypalą (nie można bowiem kontrolować ich ciągu ani ich ugasić, gdy już zostaną odpalone). Dopiero po ponad 2 minutach od startu następuje ich separacja. Uszkodzona maszyna nie ma więc wyboru, i wznosi się coraz wyżej- oczywiście wiadomo już, że nie ma możliwości wejścia na orbitę. Silniki główne (czyli SSME) można wyłączyć, lub kontrolować ciąg, jednak po zgaszeniu nie można ich już ponownie uruchomić. Przy separacji rakiet bocznych wahadłowiec jest na wysokości 45 kilometrów i pędzi w górę z prędkością Mach 4.5. Co zakłada RTLS? Że po separacji rakiet bocznych, na wysokości ok. 120km wahadłowiec odwraca się o 180 stopni i leci "silnikami do tyłu", aby wyhamować i nadać sobie prędkość na zachód- tak aby móc wylądować bezpiecznie- pamiętajmy że start odbywał się na wschód (aby wejść na orbitę trzeba lecieć równolegle do Ziemi, nie pionowo w górę)! Odrzucenie zbiornika pełnego paliwa w tych warunkach było możliwe, ale skrajnie niebezpieczne- istniała duża możliwość uderzenia w niego, co skończyłoby się natychmiastową katastrofą. Manewr odwrócenia się o 180 stopni nazywany jest "PPA"- Powered Pitch Around. Wahadłowiec po jego wykonaniu leci więc z ogromną prędkością w rozrzedzonej atmosferze nad oceanem i wpada w wyrzucane przez siebie spalane paliwo. Prędkość "na wschód" zmniejsza się, aż w końcu zeruje i zaczyna rosnąć "na zachód"- aby umożliwić powrót. Jednak jest pewien problem. Gdy maszyna "zatrzymała się" w powietrzu, równocześnie... spada pionowo w dół z prędkością Mach 1. Tak duża prędkość wywierałaby już znaczące siły na orbiter. Oczywiście SSME dalej są włączone a zbiornik zewnętrzny nadal znajduje się pod wahadłowcem. Na wysokości ok. 50 km wahadłowiec w końcu leci już bardziej na zachód, niż w dół. Oczywiście to nie koniec niebezpieczeństw, a najgorsze dopiero przed nami. PPD, bo o nim mowa: Powered Pitch Down. Wahadłowiec, z wciąż odpalonymi silnikami głównymi, musiał ustawić się nosem lekko w dół i odrzucić zewnętrzny zbiornik paliwa (który opadał do oceanu) a następnie błyskawicznie odpalić silniczki reakcyjne tak, aby oddalić się od opadającego zbiornika i nie uderzyć w niego. Następnie należało podnieść nos i kontynuować lot do pasa tak jak w normalnym lądowaniu- niczym szybowiec. Zobaczcie, ile rzeczy musi pójść dobrze, aby ten manewr się udał. Tu nie ma prawie nic, co przypomina normalny lot wahadłowca. ATO, AOA, nawet TAL- wszystko tam dzieje się z wykorzystaniem normalnych procedur (w TAL nieco mniej). A przecież mówimy o statku, który doznał poważnej awarii chwilę po starcie- co jeśli stanie się coś ze skrzydłem? Z innym silnikiem? Precyzyjne manewry RTLS (zwłaszcza PPD) wymagają idealnie sprawnego statku. I oczywiście, był to manewr ćwiczony wielokrotnie przed każdym startem. Nie wspomniałem nawet o tym, że trzeba było również zrzucić (spalić) paliwo z silników OMS, aby ustawić środek ciężkości wahadłowca we właściwym miejscu i umożliwić lot szybowcowy. Spójrzmy na jeszcze jedną ciekawą rzecz. Jest to wizualizacja z programu Orbiter wraz z podłożonym prawdziwym dźwiękiem ze szkolenia astronautów w symulatorze, pokazuje RTLS przy awarii wszystkich trzech silników SSME- mrożące krew w żyłach, w tym przypadku załoga musiałaby katapultować się nad oceanem, gdyby zaszło to naprawdę: Podsumowując- RTLS był jednym z wielu powodów, dla których loty wahadłowcami (i ich bezpieczeństwo) były krytykowane. RTLS nazywano po prostu zbiorem czynności, które miały zająć uwagę astronautów w drodze do nieuchronnej śmierci. Wahadłowce wyglądały niesamowicie na platformie startowej, niestety były latającymi puszkami śmierci, gotowymi pochłonąć życia astronautów, o czym przekonaliśmy się dwukrotnie. Kosztowne, nie tak efektywne i opłacalne jak się wydawało wcześniej, nie tak bezpieczne (dodatkowo, możliwość katapultowania się nie była dostępna w latach 1982-1986), a manewr RTLS był kolejnym argumentem ich przeciwników. Czy słusznie? Nie wiem. Ale cieszę się, że nigdy nie został on użyty. Przy pisaniu wspomagałem się źródłami: https://en.wikipedia.org/wiki/Space_Shuttle_abort_modes http://www.tested.com/science/space/460233-space-shuttles-controversial-launch-abort-plan/ Pozdrawiam, Radek
  2. O warzeniu w nieważkości... Pewien 11-latek z Colorado (oczywiście w USA) wygrał 2 lata temu całkiem poważny konkurs, proponując wyprodukowanie piwa w Kosmosie. Pomysłowy uczestnik narodowego konkursu na propozycję eksperymentu, który mógłby zostać przeprowadzony w Kosmosie, zamiast zasugerować wpływ nieważkości dajmy na to, na myszoskoczki, stwierdził że astronauci ku pożytkowi naukowemu oczywiście...mogliby produkować piwo. Skąd taki pomysł w głowie 11-latka? Zerknijmy na imię i nazwisko zwycięzcy - Michal Bodzianowski. Prawdopodobne pochodzenie może tłumaczyć takie a nie inne zainteresowania. Dodatkowo jeden z nauczycieli wyjaśnia, że chłopak dostał niedawno książkę w której przeczytał jak popularne w średniowieczu było piwo, ponieważ było bardziej czyste niż woda. Chłopak w swej pracy tłumaczy, jak ważna zarówno dla przetrwania w Kosmosie jak i z powodów medycznych, może być produkcja piwa Propozycja ta wygrała z 744 innymi nadesłanymi przez 3900 uczniów w wieku 10-17 lat. Konkurs był częścią programu "Student Spaceflight Experiments Program". Piwo z księżycową wkładką... W pewnej amerykańskiej knajpie można się napić piwa z... pyłem księżycowym. I nie jest to tanie hasło reklamowe, ale prawdziwy owoc współpracy browaru z Delaware z NASA (za pośrednictwem firmy ILC Dover, przygotowującej dla NASA skafandry). Jak podaje space.com, browar i restauracja Dogfish Head Brewings & Eats serwuje swoim klientom piwo, które oprócz zwykle spotykanych w złotym trunku składników, zawiera... pył księżycowy. Do niemieckiego piwa dosypywany jest pył z ziemskiego satelity. W ten sposób powstaje "Celest-jewel-ale". Co więcej, piwo podawane jest w kuflach pokrytych specjalnym materiałem używanym przy produkcji skafandrów astronautów. Pył księżycowy jest traktowany w Stanach Zjednoczonych jako dobro narodowe. NASA niechętnie udostępnia próbki pobrane na Księżycu, a tym bardziej w celu spożycia z piwem . Ze względu na niewielką ilość trunku, księżycowe piwo można skosztować wyłącznie na miejscu. Aha, najważniejsze - piwo ma zawartość alkoholu 5 procent. Piwo z Japonii, jęczmień z ISS... W 2008 roku piwny gigant z Saporro przy współpracy z Rosyjską Akademią Nauk oraz Uniwersytetu Okayama, wyprodukował złocisty trunek uwarzony z jęczmienia wyhodowanego na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niestety trunek o 5,5-procentowej zawartości alkoholu nie był oczywiście w powszechnej sprzedaży - pozaziemskiego smaku mogli spróbować wybrani mieszkańcy Japonii (rejestracja na liście do losowania odbywała się na stronie internetowej browaru). Sprzedano 250 sześciopaków, 110$ za każdy. - Nie ma drugiego takiego piwa, bo jest ono uwarzone w 100 procentach z jęczmienia. Naszym największym hitem jest marka Black Label, która wykorzystuje dodatkowe składniki, takie jak ryż. To piwo nie ma żadnych dodatkowych składników i jest wyjątkowe -stwierdziła Junichi Ichikawa z firmy Sapporo Breweries. Kosmonauta, doktor Borys Monukow, który spędził w kosmosie 11 dni, powiedział, że jęczmień jest kolejnym produktem uprawianym na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej po pszenicy, sałacie i groszku. Niedługo do tej listy mogą dołączyć ziemniaki. - Myślę, że spróbujemy uprawiać ziemniaki ale w celach spożywczych, nie w celu produkcji wódki! - powiedział Monukow.
  3. Czy faktycznie aż tak bardzo ważne są dla nas podróże w przestrzeń kosmiczną? Nie lepiej pieniądze wydawane przez NASA przeznaczyć dla biednych i potrzebujących? To jedno z fundamentalnych pytań, jakie stawiają przeciwnicy eksploracji Kosmosu. Pomijając fakt, że poznawanie praw rządzących Wszechświatem jest jednym z największych celów jakie stawia przed sobą ludzkość, postęp naukowy i technologiczny często nie byłby możliwy bez wydawania miliardów dolarów na kosmiczne podróże. Można długo wymieniać wynikające z tego korzyści. Przyjrzyjmy się kilku, które ułatwiają życie, a nawet je ratują. 1. Nawigacja satelitarna - GPS Najbardziej oczywistym wynalazkiem, którego stworzenie bezpośrednio wiąże się z rozwojem kosmicznych technologii jest system GPS. Satelitarne systemy nawigacyjne są w stanie dostarczyć informacje o aktualnej pozycji kierowcy pojazdu - jest to ich podstawowe zastosowanie. Może również pomóc koordynatorom ruchu np. poprawnie zorganizować transport, wysłać do zadanego punktu pojazd znajdujący się najbliżej czy odnaleźć zgubiony samochód. Systemy takie znajdują wiec szerokie zastosowanie w kierowaniu ruchem autobusów, taksówek, karetek pogotowia, straży pożarnej, samochodów dostawczych czy tirów. Przeciętny użytkownik doceni również możliwość zabezpieczenia pojazdu przed kradzieżą. GPS jest obecnie podstawą wszystkich nowoczesnych systemów nawigacyjnych - samochodowych, lotniczych, morskich, a nawet turystycznych. Jest z powodzeniem używany w geodezji i innych precyzyjnych pracach inżynieryjnych. 2. Filtr wody. Filtrowanie wody znane było już w latach 50-tych XX wieku, jednak to NASA postanowiła zmodyfikować tę technologię, aby znalazła zastosowanie w statkach kosmicznych. Astronauci absolutnie nie mogli być narażeni na jakiekolwiek bakterie i wirusy, które mogły znajdować się w wodzie pitnej. Inżynierowie z NASA zaproponowali w tym celu wykorzystanie wzbogaconego węgla drzewnego. Węgiel znajdujący się w filtrach jest wcześniej aktywowany chemicznie i dodatkowo zawiera jony srebra, które odpowiedzialne są za neutralizację wszelkich bakterii, wirusów i toksycznych związków chemicznych. Woda oczyszczona za pomocą takiego filtru, nie tylko jest oczyszczona z bakterii, ale także jest odporna na ich ponowny rozwój w przyszłości. Producenci filtrów montowanych w kranach i czajnikach w naszych domach do dziś korzystają z technologii opracowanej przez NASA. 3. Sztuczna komora serca Ciekawa historia ukazująca przeniesienie kosmicznej technologii na grunt medycyny, opowiada o dwóch amerykańskich chirurgach - George’u Noonie oraz Michaelu DeBakey'u. W 1984 roku, pewnego dnia na stole operacyjnym tych dwóch lekarzy znalazł się pacjent, który pomyślnie przeszedł operację serca. Doktor Noon od wielu lat konstruował sztuczne komory serca, które pomagały pompować krew u pacjentów chorych na serce. Noon wraz z DeBakey’em już wcześniej zastanawiali się nad stworzeniem nowoczesnej, znacznie bardziej wydajnej pompy. Zrządzeniem losu, wspomnianym pacjentem obu lekarzy był inżynier rakietowy pracujący w NASA, David Saucier, którego zadaniem było opracowywanie pomp paliwowych do wahadłowców. Połączona wiedza i doświadczenie trzech mężczyzn pozwoliły urzeczywistnić wizję lekarzy i po kilkudziesięciu próbach opracowali najwydajniejszą i w dodatku bardzo sprawną sztuczną komorę. Zbudowane urządzenie posiada jedynie jedną ruchomą część, co sprawia, że jest prawie niezawodne. 4. Termometr na podczerwień Czujnik podczerwieni, służący głównie jako termometr, również powstał w laboratoriach NASA. Znamy go przede wszystkim ze szpitali i własnych domów. Zamiast trzymać tradycyjny szklany termometr pod pachą czy pod językiem, wystarczy teraz przytknąć do ucha urządzenie wyposażone właśnie w czujnik podczerwieni. Odczyt temperatury ciała z błony bębenkowej jest niemal błyskawiczny i wystarczająco dokładny. 5. Laserowa operacja oka. Pewnie niejeden zastanawiał się, w jaki sposób statki kosmiczne dokują do stacji orbitalnych z tak ogromną precyzją. Taka dokładność możliwa jest dzięki zastosowaniu urządzenia nazywanego LADAR. Funkcjonowanie tej technologii zbliżone jest do radaru, z tą różnicą, że zamiast fal elektromagnetycznych wykorzystuje promienie laserowe do określania położenia i prędkości obiektów wokół wahadłowca. Ta sama technologia, używana do precyzyjnego "parkowania" na orbicie, została zaadaptowana w nowoczesnej aparaturze medycznej używanej do przeprowadzania operacji oczu. Podczas laserowych zabiegów, lekarze wykorzystują kamerę, która śledzi ruch gałki ocznej i pomaga kierować promieniem lasera. Często zdarza się, że oko porusza się nagle i z bardzo dużą szybkością, której kamery nie są w stanie wychwycić i operacja musi być przerwana. LADAR umożliwia śledzenie tych bardzo szybkich ruchów gałki ocznej, dzięki czemu operacje wzroku stały się znacznie dokładniejsze i bezpieczniejsze dla pacjentów. 6. Czujnik dymu. W pojazdach kosmicznych możliwe są niekontrolowane wycieki gazów oraz pożary, które są skrajnie niebezpieczne ponieważ astronauta znajdujący się w przestrzeni kosmicznej nie ma żadnej drogi ucieczki przed skutkami taki wypadków. Dlatego też NASA opracowała pierwsze regulowane wykrywacze dymu, które nie reagowałyby na fałszywe alarmy. Takie czujniki są dzisiaj powszechnie dostępne, a w niektórych krajach są nawet obowiązkowym wyposażeniem nowo budowanych domów. Głównym elementem ich konstrukcji jest komora jonizacyjna, w której umieszczona jest niewielka ilość pierwiastka promieniotwórczego – Ameryku. Pierwiastek ten powoduje jonizację tlenu i azotu z powietrza, co wywołuje zamknięcie obwodu elektrycznego i tym samym przepływ prądu w czujniku. W momencie, gdy do komory dostanie się zanieczyszczone powietrze, jonizacja zostaje zakłócona i czujnik wykrywa zagrożenie. 7. Szkło odporne na zarysowania. W 1972 roku wprowadzono nakaz używania plastikowych soczewek w okularach. Dzięki temu możemy do woli upuszczać okulary na ziemię (oczywiście bez przesady), a te pozostaną w całości. Plastikowe soczewki również lepiej chronią oczy przed promieniowaniem ultrafioletowym oraz mają nieco lepsze zdolności skupiające i rozpraszające światło. Pojawił się jednak nowy problem. Plastik jest znacznie bardziej podatny na zarysowania. Na szczęście NASA miała podobny problem - osłony hełmów dla astronautów także łatwo się rysowały. W laboratoriach NASA stworzono formułę warstwy opartej o diamentowe drobinki, którą można pokryć taką powierzchnię i w ten sposób zabezpieczyć ją przed zarysowaniem. Firmy produkujące okulary bardzo szybko odkupiły licencję co znacznie ograniczyło problem porysowanych okularów. 8. Mleko modyfikowane. Modyfikowane mleko dla niemowląt powstało dzięki założycielom firmy Martek BioScience. Odpowiedzialni są za to naukowcy, którzy wcześniej przez wiele lat pracowali dla amerykańskiej agencji kosmicznej i zajmowali się badaniem alg, które uważano za potencjalne wydajne źródło tlenu w kosmosie. Podczas badań przypadkiem zauważyli, że niektóre gatunki alg wytwarzają kwasy tłuszczowe niemal identyczne z kwasami zawartymi w mleku karmiących matek. Firmy produkujące pokarmy dla dzieci od razu wykorzystały to odkrycie i tym samym rozpoczęła się produkcja modyfikowanego mleka dla niemowlaków. 9. Profesjonalne obuwie sportowe. Czy znane każdemu sportowe buty mogą zawierać w sobie kosmiczne technologie? Oczywiście, że tak. Opracowane przez NASA nowoczesne materiały zawierające piankę poliuretanową, połączone w odpowiedni sposób we wkładce buta, pozwalają nie tylko świetnie amortyzować uderzenia stopy o ziemię, ale także zapewnić jej podczas uprawiania sportu odpowiednią wentylację. W ten właśnie sposób działają zarówno wkładki w obuwiu skafandra kosmicznego, jak i zwykłe buty do biegania. Pianka poliuretanowa znalazła również szerokie zastosowanie między innymi w przemyśle meblarskim, ale także w rehabilitacji osób po urazach. 10. Urządzenia bezprzewodowe. Przed lotami w kosmos normalnym stanem rzeczy było to, że przy korzystaniu z urządzenia elektrycznego trzeba było ciągnąć za nim długi kabel wpięty do kontaktu. W obecnych czasach zarówno w zastosowaniach profesjonalnych takich jak warsztaty samochodowe, ale i w domu, często używa się małych, przenośnych, wyposażonych we własne akumulatory wiertarek czy wkrętarek. Żadnym zaskoczeniem nie jest fakt, że narzędzia z kablem niezbyt dobrze sprawdziły się w przestrzeni kosmicznej. Przykłady powyżej, to jedynie mała część wynalazków, które są używane w życiu codziennym, a nie powstałyby bez naukowców pracujących na rzecz eksploracji przestrzeni kosmicznej. Bez nich nie mielibyśmy również pompy insulinowej, jednorazowych pieluszek dla dzieci, ubrań termoaktywnych (w tym kombinezonów strażackich), kasków rowerowych, opakowań przedłużających świeżość jedzenia, rakiet tenisowych, kamer wykorzystywanych przy symulacjach zderzeń pojazdów i wielu innych pożytecznych wynalazków. Może więc jednak warto się zastanowić się dwa razy przed wydaniem sądów o marnowaniu publicznych pieniędzy, które trafiają do placówek naukowych i misji badawczych bo nigdy nie wiadomo, co nowego w nich powstanie. Tekst własny, z zamykanej strony.
  4. Pan Nosorożec, jak zwykle w takich sytuacjach, zapalił brunatne cygaro. Zaciągnął się kilka razy, puścił parę dymków w kształcie hiszpańskich galeonów i westchnął głęboko. Kuchnia stała się salonem, prostokątny stół się zaokrąglił i upodobnił do tego, który mam w domu, a ilość foteli cudownie się podwoiła. Przez pokój przeszedł wujek, którego parę lat już nie widziałem, i zniknął za drzwiami kuchni - w tym miejscu ściany, gdzie jeszcze przed chwilą stał regał. - Wstań. Wstać? Po co, przecież są trzy wolne fotele, dlaczego miałbym wstawać? - Marku, wstań. Chyba robi się niebo. - mówi Janko i wychodzi przed domek. Wstaję posłusznie. Zerkam na zegarek - jest 21:30. Cholera. Wciąż jestem otępiały ze zmęczenia, powrót z królestwa Morfeusza do rzeczywistości i ustalanie faktów zajmuje mi chwilę. A więc mamy środę wieczorem, jestem na nogach od 7:00 we wtorek, od tego czasu zdążyłem przejechać 950 kilometrów kierując całą drogę, spałem może jakieś 40 minut tuż po północy, dopiero dwie godziny temu złapałem nieco większą, choć wciąż żałośnie małą porcję snu. Ubieram cokolwiek, żeby nie zmarznąć, chwytam Fujinona 10x50 i wychodzę przed domek. Cuci mnie ciepłe, ale rześkie powietrze, wypełnione wiosennymi zapachami. Niebo wygląda lepiej niż wskazywały prognozy, ale nie jest do końca czyste. Betelgeza wisi nisko nad zupą rozwiewających się powoli chmur średniego pułapu, a Pas Oriona jest ledwo widoczny. Powoli budząca się świadomość podpowiada, żeby spróbować się z Maratonem Messiera. Część obiektów uciekła, więc kwietniowego kompletu nie będzie. Można jednak spróbować z tymi obiektami z listy, które będą widoczne w dalszej części nocy i zebrać doświadczenie maratończyka - a nuż niebo okaże się łaskawe raz jeszcze. Doświadczenie podczas obiecanego Adamowi prowadzenia Maratonu Messiera z pewnością zaprocentuje - niezależnie od tego, czym to prowadzenie miałoby właściwie być. Rzeczywistość staje się już całkiem wyraźna. Przykładam 10x50 do oczu i skanuję niebo tuż nad grzbietem Berda, zabierającym z perspektywy przydomowego trawnika jakieś 10°. Wyłapuję M50 w Jednorożcu, chwilę potem dopadam Plejady (M45) przebijające się gdzieś między gałęziami. Zerkam na listę - więcej pilnych rzeczy nie ma. Osiem obiektów uciekło, na kilka kolejnych z nieba zimowego mam jeszcze chwilę czasu. Temperatura okazuje się być dość łaskawa, więc dozbrajam się w tylko jedną dodatkową warstwę i wychodzę na plac boju, tym razem zaopatrzony dodatkowo w statyw i Fuji 16x70. Zabieram się raźno za pracę - strzelam do M38 w Woźnicy niemal z biodra i sprawnym ruchem kierującym lornetkę w lewo, łapię w kilkanaście sekund M36, M37 i M35 przy stopie Kastora. Co to za obserwacje? Żadne, ale w Maratonie nie chodzi o podziwianie, a o wyrobienie czasowej przewagi przed tymi rejonami nieba, gdzie skakanie po M-kach stanie się bólem obserwatora i jego walką z mapami i własną nieznajomością nieba. Szybko skaczę do Perseusza. M34 przy Głowie Demona pada bez problemu, ale Małe Hantle (M76) nie poddadzą się łatwo. Wbiegam do domku i studiuję mapę przez dłuższą chwilę - wiem, że nie będę miał zbyt wiele czasu na błądzenie pośród 10-magowych gwiazd, więc potrzebuję maksymalnie precyzyjnych wskazówek z Uranometrii. Chwytam parkę O-III i ustawiam lornetę zgrubnie na pożądany region. Walka jest krótsza niż przypuszczałem - filtr O-III nie pozostawia wątpliwości, że planetarka jest upolowana. Zerkam na Raka. Nie ma pośpiechu, wisi jeszcze wysoko. Przeładowuję więc statyw i sadzam na nim 10x50. Zastosowanie O-III znów daje pozytywny rezultat. Jest M76 w małej lornetce! Nie ma czasu na podziwianie - odwracam dwururkę i łapię Kraba (M1), Żłóbek (M44) oraz wściekle świecącą M67 nieco niżej. Przez chwilę przemyka mi przez głowę pytanie, skąd taki wyraźny blask tej starej gromady, ale porzucam myśl i kieruję się ku M48 w Hydrze, domykając zimowe ostatki. fot. Darek Bobak http://astropolis.pl/topic/48956-12-bieszczadzki-zlot-milosnikow-astronomii-relacje/?p=575439 Można chwilę odetchnąć. Współlokatorzy - Kuba i Aśka - zaintrygowani krzątaniną dołączają do nas przed domkiem. Janko cierpliwie tłumaczy zalety lornetek, wskazując przy okazji co łatwiejsze do namierzenia obiekty - pokazujemy urok jasnych gromad otwartych i Kota z Cheshire, niezawodnego drogowskazu w sercu Woźnicy. Korzystając ze skierowania dwururek na zachód, przyglądam się Koźlątkom i rzucam okiem ostatni chyba raz na przepiękny kompleks LDN 1475-1476-1477-1480. Z racji niewielkiej wysokości nad horyzontem, wiele z tego regionu nie wyciskam. Żegnam się na najbliższe pół roku z piękną NGC 1664 i dalej gonię monsieur Charlesa. Zerkam na rozpiskę i kilkoma skokami rozbijam bank w Wielkiej Niedźwiedzicy - najpierw pada duet M81-82, potem szybki skok do M101 i M51 o podwójnej naturze już w Psach Gończych. Wracam do Niedźwiedzicy - wiszące w zenicie Sowa (M97) i M108 poddają się łatwo, kilku sekund na wyzerkanie wymaga M109. Do M40 potrzebuję znowu spojrzenia na mapę - po chwili mam i ją. Postanawiam znowu nadgonić obiekty, więc para obiektywów kieruje się na lewo od Regulusa. Padają kolejno M95, M96 i M105 z wierną przyjaciółką NGC 3384, chwilę potem - M66 i M65. Kieruję wzrok wyżej, skacząc w Psach Gończych. M51 już mam, więc skaczę od Słonecznika (M63) przez jasną jak zawsze M94, po wielką M106. Domykam psią konstelację szybkim spojrzeniem na M3. Zegarek wskazuje 22:00, jest dobrze. Serwuję sobie przystawkę przed najtrudniejszą (jak mi się błędnie wydawało) częścią - gromadą Coma-Virgo. W dwa skoki jestem przy M53 i M64. Mogę znów chwilę odpocząć. Kilka domków dalej zapala się światło gdzieś na piętrze, kierując snop mocnego światła wprost na nasze poletko obserwacyjne. Wspaniale, adaptacja poszła właśnie na spacer i nie wiadomo kiedy wróci. Idę bojowo nastawiony, lecz okazuje się, że wystarczy tym razem pstryknąć zewnętrzny wyłącznik ogrodowej lampy. Wracam w ciemności pod swój domek, spotykając po drodze miłą i poszukiwaną przyjaciółkę - adaptację. Zerkam ponownie na zegarek - mam godzinę zapasu, mogę więc skupić się na celach dodatkowych. Warunki robią się coraz lepsze, wręcz wyśmienite (czego zajawką była pięknie lśniąca M67), więc ożywają nadzieje na dwa obiekty w Wielkiej Niedźwiedzicy - M81 gołym okiem i IC 2574 w 16x70. Pierwszego celu przedstawiać nie trzeba, drugim jest galaktyka nieregularna zwana Mgławicą Coddingtona, członek Grupy M81. Jeśli ją dorwę, mój lornetkowy licznik Grupy M81 dobije do siódemki. Jej okolice znam doskonale, potrafię doń dotrzeć z dwóch różnych kierunków. Na galaktykę poluję od roku, z czego ostatni miesiąc był naprawdę intensywny pod względem wszelkich łowów i zasadzek na ów cel. To bardzo niewdzięczne diabelstwo - przy jasności 10,2mag zajmuje obszar 13’x5’, charakteryzuje się więc bardzo niską jasnością powierzchniową. Wyłapać niewielką - powiedzmy 1’x2’ - galaktykę o podobnej jasności nie jest problemem, ale tego bloba widywałem jako mdłą maziaję w dziesięciu (!) calach. Teraz jednak się uparłem - jeśli jej nie dorwę w takich warunkach, to nie dorwę prawdopodobnie nigdy i będę zmuszony obwieścić, że jest to obiekt prawdopodobnie poza zasięgiem średnich lornet. Po dobrych kilku, może kilkunastu minutach szukania najczulszego miejsca na siatkówkach oczu, ledwie - ale pojawia się! W sumie widzę ją przez może 20-30% czasu zerkania, ale bez cienia wątpliwości. Chce mi się skakać i krzyczeć z radości, ale perspektywa ściągnięcia na siebie gniewu zaspanych zlotowiczów jest wystarczająco wyraźna, żeby ograniczyć swoją euforię do bardziej akceptowalnych form autoekspresji. Próbuję chwilę ochłonąć, lecz wzywa kolejny ambitny cel. Usadawiam się wygodnie, szukając bez lornetki M81. Kilkanaście minut wypatrywania nie przynosi pozytywnego rezultatu. Ale noc jest długa, będzie można wrócić i do tego celu. Tymczasem towarzysze podróży i obserwacji wykruszają się jeden po drugim. Kuba, który spał najwięcej w podróży, idzie spać jako pierwszy. Aśka również wymięka, lecz odchodzi z pracu boju z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku - potrafi już samodzielnie znaleźć Kota z Cheshire, kilka M-ek w Woźnicy, rozpoznaje Koźlęta i Perseusza. Jak na same początki, jest naprawdę dobrze. Dopytuję, czy budzić na ciemne mgławice - tak, budzić. Chwilę kontemplujemy z Jankiem piękno nocnego nieba. Łapię głębszy oddech i postanawiam zmierzyć się z rejonem, który znam dość słabo - zagłębiem Coma-Virgo. Na całe szczęście, dość dobrze przestudiowałem wcześniej mapy, mam więc dobrze ustawioną marszrutę. Bez mapy potrafię też znaleźć ponad połowę Messierów w tym rejonie, więc nie nastawiam się na wielkie trudy, ale też na pewno nie na bułkę z masłem. fot. Łukasz Socha (Jolo) http://astrojolo.blogspot.com/2015/03/virgo-at-coma.html Zaczynam od ustawionego w jednej linii tria M60-M59-M58, następnie odbijam w górę po M89 i M90, wracam do gwiazdy przy M58 i odbijam na zachód po M87 i leżące nieco dalej M84 i M86. Dalej po łańcuszku w górę do M88, która zwykle łatwo się w lornetach nie poddaje, lecz tu - widoczna jest od razu. Dalej w lewo po M91 i powrót do M84. Odsuwam pole widzenia znowu w prawo, łapiąc między charakterystycznie ustawionymi gwiazdami M98 i M99. Dalej w górę po dwa łatwe w tych warunkach łupy - M100 i M85. Wracam do punktu wyjścia, idąc w prawo, na skos, w dół - łapię łatwą M49, a następnie wbijam się na południe po M61. Zostawione na sam koniec jasne Sombrero (M104) nie stanowi najmniejszego wyzwania. Mariaż świetnej klarowności, komfortu termicznego, większej niż zwykle wysokości obiektów nad horyzontem, wspaniałej transmisji Fujinona 16x70 i jego szerokiego, czterostopniowego pola nie mógł dać innego efektu. Sprawdzam zagłębie kilkakrotnie, żeby mieć pewność, że nie poszło tak łatwo z powodu przegapienia któregoś obiektu - ale okazuje się, że faktycznie nie ma się czego bać. W którymś momencie dochodzę do biegłości w bieganiu po gromadzie - na wszystkie siedemnaście obiektów w tych warunkach i z tym sprzętem potrzebuję niespełna 40 sekund. Są okolice 22:40. Uspokojony sporą przewagą czasową postanawiam zażyć odskoczni i proponuję kolejny cel - Antenki, czyli parkę galaktyk NGC 4038/39. Nalot mam dobrze opracowany, niedawno łowiłem ten duet w Borach Tucholskich. Obiekty są parę stopni wyżej, a tło nieba ciemniejsze - wyłapuję parkę niemal od razu, bez większych problemów. Janko niestety nie potwierdza widoczności znaleziska. Chwilę mocujemy się jeszcze z tym kadrem, kiedy znów zapala się światło w tym samym domku, co poprzednio. O, najstarszy zawodzie świata! O, piękności wschodnich haremów! O, przyrodzenia, których liczbą jest sto! Idę jeszcze raz. Tym razem drzwi otwiera mi znajomy kolega, który właśnie wybrał się w podróż w czasie. Dziś się jeszcze widzimy, ale jutro - on będzie mocno wczorajszy. Dochodzimy szybko do porozumienia - wszak niezależnie od zawiłości czasoprzestrzeni, obserwator zrozumie obserwatora. Znów towarzyszę Jankowi. Odpuszczamy w końcu Antenki, każdy z nas kieruje wzrok w inny rejon nieba. Korzystając z coraz lepszej widoczności Łabędzia, postanawiam odhaczyć letnią, łatwą część. Zaczynam od jasnej i przyjemnej M5 w Głowie Węża, następnie kieruję wzrok na Herkulesa i jego wyraźne kulki, M13 i M92. Zaraz potem jestem przy dwóch skarbach Lutni (M57 i M56), w końcu przeskakuję do M29 i za Deneba do M39. Barnardy w tej okolicy są niebezpiecznie wyraźne jak na tę wysokość. Zaczynam obawiać się, czy nie porzucę Maratonu Messiera jak zobaczę pyłowe wspaniałości Drogi Mlecznej, na których widok z szerokości geograficznej Bieszczadów czekam od dwóch lat, czyli od momentu, kiedy wsiąkłem na dobre w łowienie ciemnotek. Na Liska i Strzałę muszę jeszcze chwilę poczekać, tymczasem łapię już M10 i M12 między drzewami. Sprawdzam rozpiskę jeszcze raz. Jest zguba - M102 alias NGC 5866. Na szczęście byłem przy niej niedawno, więc teraz odnalezienie tej galaktyki nie stanowi większego problemu. Znów uspokojony, siadam na leżaku bez lornety, szukając po raz wtóry M81 gołym okiem. Wydaje mi się, że widzę zerkaniem więcej gwiazd niż ostatnio, ale nie dostrzegam śladu “osiemdziesiątki jedynki”. Janko powoli się wykrusza. Patrzymy jeszcze przez chwilę przez jego świetną Kowę 12x56, po czym upewniam się, że na pewno nie chce ruszać ze mną o drugiej na pobliską przełączkę, gdzie można liczyć na mniej dodatni horyzont, i skąd są realne szanse na łapanie szorujących zwykle brzuchem po horyzoncie obiektów w Skorpionie i Strzelcu. Domykam jeszcze środkowe partie Wężownika, łapiąc M14, M9 i M107, a także Strzałę z M71 i Liska z Hantlami (M27) oraz dwa małe skarby w Kasjopei - M103 i M52. Janko idzie spać. fot. Darek Bobak http://astropolis.pl/topic/48956-12-bieszczadzki-zlot-milosnikow-astronomii-relacje/?p=575230 Wkrótce wychylający się zza wzgórza Antares daje sygnał do rekonesansu. Ruszam więc na przełaj, pod górę, mijając dziwnie cichą Dziuplę i zostawiając osadę cichych już domków coraz bardziej w dole. Z wolna z ciemności wyłania się proste ogrodzenie, które przechodzę, a po chwili staję na niewielkim wzniesieniu. Spoglądam w niebo i czuję, jak miękną mi nogi. Krwisty Antares, choć daleki od górowania, już jest wyżej niż w najlepszych warunkach na północy Polski, jest na ciemniejszym tle, w najlepszych warunkach, jakie do tej pory miałem do dyspozycji. Próbuję się pocieszać, gadam do siebie w myślach - Maras, spokojnie. Nie szalej, nie zgłupiej, ilość obiektów cię nie przytłoczy... - na próżno. Staram się wyrównać oddech i powstrzymać autentyczne wzruszenie, ale jak tu zachować zimną krew, skoro właśnie przed oczyma staje mi widok, który sobie wymarzyłem przez kilka ostatnich lat? Z drżeniem rąk biorę do oczu Fujinona 10x50 i mimowolnie otwieram usta. M4 jest ogromna, a mała zazwyczaj M80 świeci jak oszalała. Ale nie po to tutaj się wdrapałem - kieruję wzrok na Antaresa i odbijam nieco w lewo, na wschód. Niemal od razu wyłapuję ciemniejszą smugę Barnarda 44, części słynnej Mgławicy Rho Ophiuchi. Odbijam bardziej na lewo, do M9. O, błogosławiona zatomska nocy, dzięki Ci za wstępny rekonesans w tym rejonie miesiąc temu - bez niego zginąłbym. źródło: Photopic Sky Survey Wdech-wydech. Staram się wędrować po niebie powoli. Najpierw łapię więc M9 z przyklejonym do niego od zachodu wyraźnym pociemnieniem Barnarda 64, następnie tuż na południe wyłapuję B259. Dalej idę w dół, w kierunku B63 - przedniej nogi Brykającego Konia, lecz nie zatrzymuję się tu długo. Schodzę “pięćdziesiątką” jeszcze niżej, do banalnie łatwej M19 i niewiele mniej lśniącej M62. Podskórnie zaczynam czuć, że chaos coraz gwałtowniej wkrada się w moje poczynania. Skanuję niebo bez składu i ładu, próbuję łapać niewidoczną jeszcze Galaktykę Andromedy, a potem gapię się chwilę na wschodzącą Drogę Mleczną. Stwierdzam w końcu, że nie ma co dłużej czekać z przenosinami na górkę. Chowam lornetę pod bluzę i schodzę w dół, wciąż wyrównując oddech i starając się uspokoić. Parę minut później, będąc już przed domkiem, zerkam na listę Maratonu - nie wypatrzyłem jeszcze dwóch nisko położonych obiektów w Hydrze - gromady kulistej M68 i galaktyki M83. Zerknięcie na mapę, przyłożenie Fujinona 10x50 i w dosłownie kilka sekund oba obiekty mogę odhaczyć. Oba bardzo wyraźne, nie sprawiają najmniejszych problemów. Później przeczytam w relacji Pawła Trybusa, że jedno z tych maleństw napsuło mu sporo krwi w refraktorze 100 mm. Dziwnie się to będzie czytało po tym, jak łatwo i czym przyszło mi je wyłapać. Ot, potęga bieszczadzkiego nieba. Ubieram się cieplej. Próbuję budzić Janka (nie pojedzie na przełęcz) i Aśkę (serio, polecasz te ciemne mgławiceee? No dooobraaa (zieeew), wstanę). Sprzęt już czeka w aucie, jeszcze tylko szybkie wspólne spojrzenie na pięknego jak zawsze Barnarda 361. Życzę Aśce dobrej nocy i ruszam autem w krótką podróż. Żal każdej minuty, ale wiem, że to się opłaci. Zajeżdżam na przełączkę i wynoszę pierwszą partię sprzętu na górkę. Zerkam jeszcze raz na potężne koleiny w wyschniętym błocie i stwierdzam, że obok nich, po trawie mam szansę wjechać. Trąci desperacją, ale podejmuję ryzyko. Wjazd autem okazuje się nie tylko strzałem w dziesiątkę, ale ma uratować moje obserwacje. Choć na dole temperatura była komfortowa, tutaj wiatr dmie jak oszalały. Po rozstawieniu statywu gwizd przybiera na głośności, postanawiam więc schować się za autem, nie tracąc jednak najbardziej interesującego mnie skrawka nieba. Zaczynam od obowiązku maratończyka - łapię więc niemal poziomo ułożone M11, M26, M16, M17, M18 - i znów uginają się pode mną nogi. Oto widzę majestatyczny obłok Messiera 24, najwspanialszy obiekt (a w zasadzie - rejon) widoczny na całym na niebie, jaki można wyłapać z Polski. Warunki są wspaniałe, więc mogę poczekać jeszcze chwilę na rendez-vous z ukochaną emdwudziestkęczwórką. Skaczę szybko do starej M23 i młodej M25, a następnie na dół do bardzo wyraźnej M22 i po prostu wyraźnej M28. Spoglądam jeszcze tuż nad horyzont i widzę wschodzącą Gromadę Motyl (M6). Wracam do M24 i znowu w dół - i znowu mam przed oczyma kolejne tej nocy objawienie. Trio Laguna (M8) - Trójlistna (M20) - M21 zapiera dech w piersiach. Wszystkie obiekty są jasne, wielkie, wyraźne. Żadnego zerkania, żadnego domyślania się co, gdzie blado świeci - po prostu ktoś włączył trzy wielkie latarnie. Będę wracał do tego widoku po wielokroć tej nocy. Tymczasem Pan Barnard czeka. fot. José Joaquín Pérez http://www.astro-austral.cl/imagenes/widefield/Pipe%20Bowl/info.htm Robię wstępny rekonesans, który przynosi wielki i wyczekiwany obiekt - Mgławicę Fajka, na który składa się ciąg B59-B78-B77. 10x50 okazuje się być ledwo wystarczająca na tego kolosa, który - by go zobaczyć w całości - wymaga przeskanowania dwóch pól widzenia lornetki. Późniejsze zmagania w 16x70 w przypadku tego obiektu okażą się zwyczajnie bezsensowne. 6,5° pola musi być i już. Północna i zachodnia krawędź Fajki są niezwykle wyraźne i świetnie odcinają się na jasnym tle Drogi Mlecznej południowych rubieży Wężownika. Ale w tym rejonie czekam na coś naprawdę wyjątkowego. Uzbrajam statyw w 16x70, dobijam do charakterystycznego układu gwiazd przy północno-zachodnim kancie Fajki i szukam charakterystycznej S-ki - Barnarda 72, znanego szerzej jako Mgławica Wąż. Nie od razu wyłapuję niewyraźne wygięcie gada, w południowej jego części. Sylwety węża nie ma, natomiast pociemnienie jest bez dwóch zdań. Czekając na wzniesienie się tego rejonu wyżej, zaliczam na spokojnie Barnardy, idąc jeszcze raz od M9 i B64. Teraz padają B62 (subtelna, zerkaniem), B63 (wyraźna, szczególnie dobrze rysuje się północna krawędź), rozległe plamy B268, B276 i B280 z wyraźnie ciemniejszym zwieńczeniem B84. Mam też wrażenie wyłapania ukośnej smugi B79, ale nie udaje mi się potwierdzić tego ostatecznie. Nieco zmęczony, odbijam na wschód do Messiera 24. Nogi uginają się ponownie. źródło: Photopic Sky Survey Czterostopniowe pole wydaje się być żałośnie wąskie na tego kolosa, sięgam więc po 10x50, co okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Mam wrażenie, że widzę ten rejon po raz pierwszy. Zwykle widuję Nautilusa, charakterystyczny układ gwiazd pierwszego planu, a dalej, w zależności od warunków - parkę ciemnych oczu (B92 i B93), podwójną, ukośną smugę Barnarda 304 i kilka pomniejszych gromad otwartych w tym polu widzenia. I tak, jak zwykle całość zamykała się w polu ok. 1,5°x1°, tak teraz mam wrażenie, że wszystko urosło dwukrotnie. Tak, jak zwykle uważałem, że 16x70 jest optymalnym instrumentem do tego obiektu, tak teraz widzę, że 10x50 jest wszystkim, czego potrzebuję. Gwiezdny obłok lśni jak nigdy przedtem, a wszystkie cztery Barnardy, włącznie ze zwykle schowanym B307 są niezwykle wyraźne. Do tego po prawej staje się widoczna ciemna smuga, ograniczająca okno M24. Wiem, że w tym rejonie Barnard skatalogował jakąś smugę pyłową, nie trudzę się więc identyfikacją na miejscu, polegając na swojej pamięci. O, naiwności! Później okaże się, że szansa na zidentyfikowanie kolejnych ciemnotek przepadła, przynajmniej tym razem. Pyłowe ograniczenie Małego Obłoku Gwiezdnego Strzelca, które sobie zapamiętałem biegło inaczej, niż kontury zaznaczone przez Barnarda. Nieświadomy jednak przyszłej porażki, sycę oczy jednym z najwspanialszych rejonów nieba. Mam ochotę już tu zostać, rzucić maraton w diabły. Po dłuższej chwili kieruję się do Laguny - i wiem już, że wraz z M24, te dwa kadry mogę wystarczyć mi za całą sesję. Messier 8 zdaje się być dwukrotnie większy niż widywałem go do tej pory, ciemna pionowa smuga przecinająca jego blask jest po prostu oczywista, i to w 10x50! Koncentruję się na Trójlistnej, próbując zawalczyć z B85, ciemnymi smugami którym M20 zawdzięcza swój przydomek. Bez powodzenia. Długą chwilę cieszę oczy tym zjawiskowym kadrem, w którym widzę - oprócz trójki M-ek - wspaniałe kontrasty pojaśnienia centralnego zgrubienia Galaktyki i leżących na jego tle pasm pyłowych. Całość wygląda niezwykle przestrzennie i po prostu piorunująco. To jeden z tych momentów, gdy przez dwa cale apertury na oko doświadcza się przestrzenności Galaktyki, jej bogactwa i nieprawdopodobnego zagęszczenia obiektów. Wyobraźnia, w połączeniu z wiedzą o odległościach do poszczególnych obiektów, tworzy w głowie niemal kompletną trójwymiarową mapę - i po tym wszystkim ciężko sobie powiedzieć, że w Kosmosie dominuje pustka... Bardzo niechętnie wracam do maratonu. Czuję, że zabiera mi to, czego potrzebuję najbardziej, ale głupio mi przed samym sobą, by zrezygnować. Skanuję więc północne niebo, łapiąc M31 i M32. M110 jest chwilowo poza zasięgiem, ale i ją złowię niecałą godzinę później. Postanawiam wyłapać wszystko, co się da, by mieć chwilę spokoju i móc podziwiać ciemne mgławice. Chwytam więc w locie M15, chwilowo tylko ją mogę nadgonić - M2 jest jeszcze pod horyzontem. Korzystam za to z takiej orientacji krzesełka, skanując Drogę Mleczną od Łabędzia po Orła i nie do końca wierzę w to, co widzę. Pyłowe struktury kłębią się niezwykle wyraźnie, i to w miejscach, gdzie zwykle nie widywałem niczego! Pośród tych wszystkich obiektów widzę piękne kłęby pyłu przy Albireo, łapię wspaniałe smugi w Lisku, które do tej pory widywałem jako zaledwie niuanse w jasności Drogi Mlecznej, “E Barnarda” banalniejsze być nie może, wyraźnie widzę łuk B334-337, a poniżej zwykle słaby Barnard 339 staje się oczywistością. Środek Orła przynosi objawienie w postaci rozległych pasm pyłowych, do tej pory nie obserwowanych przeze mnie. Nie mogę się na nie napatrzeć, tymczasem pędzę dalej w dół, ku centrum Galaktyki. B135 w ogonie Orła, zwykle dość wymagający cel, rzuca się w oczy od razu. Dalej widzę przeogromne półkole Barnarda 111, pierwszej świadomie przeze mnie zaobserwowanej ciemnej mgławicy. Tutaj, wraz z B119a tworzy przedziwny, kolisty wzór wyżerający smugę Drogi Mlecznej. Powyżej kłębią się inne pasma, których nie mam czasu identyfikować. Dalej widzę wspaniałe okolice Dzikiej Kaczki z sznureczkiem B115-114-116-117, pobliskiego Barnarda 112 i majestatyczną otulinę B103, jedno z najpiękniejszych przepyleń w Galaktyce. Nie zatrzymuję się, idę dalej w dół przez wyraźny jak nigdy ślad B312, aż do M24 i potem M8-20-21. Nie mogę wybrać, który kadr jest piękniejszy, a mam wrażenie, że każdy z nich widzę po raz pierwszy. źródło: Photopic Sky Survey Zaczynam odczuwać coraz większe zmęczenie sesją. W ciągu ostatnich 43 godzin spałem niespełna trzy godziny, a najtrudniejsza część zabawy wciąż przede mną. Niepotrzebnie kieruję wzrok w stronę B72 - oto, jak zgubni potrafią być celebryci. Co prawda wyłapuję coś więcej przez 16x70, widzę chyba nawet sznureczek B68-B69-B70 (pewności nie mam), 10x50 pokazuje nawet odrobinę pociemnienia wężowego, ale później będę tego czasu żałował. Tracę właśnie niepowtarzalną szansę na zidentyfikowanie sporej ilości Barnardów, tymczasem znów - z ogłupienia chyba - zaczynam sobie w duchu powtarzać, że pamiętam poszczególne układy ciemnych obłoków i mogę sprawdzić je później. Znów zerkam na rozpiskę - posłusznie łowię M2, odhaczam także powoli wznoszącą się M7. Zatrzymuję się też chwilę przy M6, którą zwykle widywałem jako skromny zbiór sześciu gwiazd, tymczasem tutaj, mimo wciąż nieznacznej wysokości nad horyzontem, doliczam się co najmniej piętnastu słońc. Całość prezentuje się naprawdę przepięknie. Szukam również śladu granicy Wielkiej Szczeliny, która pięknie różnicuje tło obu gromad żądła Skorpiona (M6 leży na tle ciemnej mgławicy, M7 - na tle jasnej części Drogi Mlecznej). Coś niby się pojawia, ale trzeba będzie wrócić tu za godzinę. Jestem rozdarty przez próbę identyfikowania obiektów w kilku różnych rejonach, co w połączeniu ze świadomością nieubłaganego nadejścia świtu zaczyna przeradzać się w chaos i niemal paniczne obserwacje. Tymczasem dzwoni telefon. Odbieram, nie zważając na utratę adaptacji. - Cześć, tu Iro. Podobno jesteś gdzieś na górce. - O, cześć! Ano jestem. - i udzielam wskazówek, jak dotrzeć do mojej miejscówki. Po chwili widzę dwa wściekłe reflektory, które śmiało szarżują pod górę. Krótkie przywitanie w huczącym wietrze i Iro rozkłada swoją Syntę 14”. Czyżby nie wiedział, że zabrał o 12 cali za dużo? Jest już trzecia, do końca nocy astronomicznej pozostało niewiele ponad pół godziny. Otwieram Uranometrię, szukając w niej rozpaczliwie oparcia w tych trudnych chwilach. Przypominam sobie o kolejnym celebrycie - B86, mgławicy Plama Atramentu (Ink Spot Nebula). Uranometria nie pomaga. Rejon centrum Galaktyki zawiera dziesiątki naniesionych obiektów, pośród których ciężko jest wypatrzeć nawet te wyraźniejsze. W końcu udaje mi się znaleźć B86 najpierw na mapie, a potem kolejno przez 16x70 i 10x50. Całkiem urocze maleństwo, ale moją uwagę przykuwają dwie piękne plamy na krawędzi Wielkiej Szczeliny, a także jeden z najpiękniejszych obiektów pyłowych tej nocy - Barnard 289. Już od pierwszego wejrzenia widzę coś więcej niż tylko ciemną sylwetę, a po chwili uważniejszego przyglądania się, wyraźne stają się smugi wewnątrz obiektu, które pokazują quasi-włóknistą strukturę obiektu. Coś fenomenalnego! Wracam do M6-M7. Granica Wielkiej Szczeliny zaczyna się powoli rysować, dostrzegam także bardzo ulotny ślad B283. Więcej z tego rejonu nie wycisnę. fot. José Joaquín Pérez Mija parę chwil, podczas których podchodzę do M69 i M70 - i zaczyna być ciężko. Nie wiadomo kiedy, niebo przestaje być smoliście czarne, a od północnego wschodu zaczyna jaśnieć. Na domiar złego, od zachodu widać czającą się chmurę. Jest szansa, że nie zdąży nadejść przed skończeniem sesji, ale nerwowość zostaje zasiana. M69 i M70 muszę chwilowo odpuścić, tymczasem skaczę do Wodnika po M72 i M73. Jest jeszcze gorzej. Ten rejon nieba zaczyna być coraz mocniej rozświetlany, więc sama końcówka maratonu okazuje się być sporą nerwówką, podbitą dodatkowo myślą “a było tak blisko”. Idę jeszcze raz po M69 i M70. Kilka konsultacji z atlasami i w końcu padają - najpierw wyżej zawieszona i wyraźniejsza M69, a potem znacznie trudniejsza M70. Dłuższą chwilę męczę się z M54, ale i ona się poddaje. Biegnę znów do Wodnika, M72 już mam, ale M73 za żadne skarby nie chce się pojawić. Rozpaczliwie sprawdzam, czy można już łowić M75, o ironio, łatwy obiekt skądinąd - ale nie w kwietniu nad ranem. W wielkich bólach łapię jednak i tę kulkę. Teraz zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem - zostały M55, M73 i M30, ale najważniejsze, to wyłapać dwie pierwsze. W końcu coś pojawia się w miejscu, gdzie powinna być M73. Nie jestem w stanie sprawdzić, czy cel zostaje złowiony bez wątpliwości, ale nie ma czasu na dylematy - zabieram się za walkę z M55. Łapię Uranometrię i próbuję dojść do tej kulki z różnych stron. W końcu, po chyba dziesięciu minutach mam niezwykle mdłe pojaśnienie. Jest! Teraz już tylko M30. Czeka mnie ciężka nawigacja po Koziorożcu - od strony, z której się zwykle nie zaczyna, i poprzez gwiazdy, po których się również zwykle nie skacze. Dochodzę w pewnym momencie do ściany. Horyzont kryje jeszcze pożądany fragment starego capa. Ustawiam więc kadr na gwiazdy i czekam cierpliwie na to, aż będzie szansa na dostrzeżenie ostatniego obiektu na liście. Tymczasem wychodzi wąski sierp Księżyca nad lasem, w niezwykle malowniczy sposób. W oddali widać coraz lepiej zarysowaną sylwetę Smereka w paśmie Połoniny Wetlińskiej, a nad nami wyraźna staje się cienka warstwa cirrusa. Messier 30 zdaje się być poza zasięgiem, ale jeszcze przez ponad kwadrans nie tracę nadziei. Robię w międzyczasie porządek w aucie, popijam ciepłą herbatę, wymieniam parę uwag z Irkiem. W końcu odpuszczam - tak jasne niebo nie daje najmniejszych szans na jakikolwiek obiekt, żegnam się więc na parę godzin (niebawem wdrapiemy się razem na Wetlińską) i ruszam w dół zbocza. fot. Irek Nowak (Iro) Przez parę minut, nim zasnę, kłębią mi się w głowie setki myśli. Radość, że Maraton Messiera się powiódł, choć i niedosyt, że nie udało się dobić do setki obiektów. Radość, że wyłapałem tyle ciemnych mgławic, lecz i niedosyt, że większości nie zidentyfikowałem. Radość z dwóch absolutnie najpiękniejszych kadrów tej nocy, z M24 oraz M8-M20-M21 - wciąż mam te widoki przed oczami. W końcu radość, że widziałem niebo, jakiego nigdy wcześniej nie miałem okazji oglądać. … - A więc jesteś - powiedział Pan Nosorożec. - W końcu wróciłeś. - Tak. I jestem szczęśliwy.
  5. ASTROZLOTY oraz PTMA Lublin Zapraszają na 12 Wiosenny Zlot Miłośników Astronomii Stężnica 2015 16-19 Kwietnia Zapisy oraz wszystkie informacje na stronie: www.astrozloty.pl Zapisy ruszają 15 lutego o godzinie 0:00 Zapraszamy!
  6. Cześć! Niesamowita historia, którą postaram się streścić, zdarzyła się kilka dni temu, kiedy pożyczyłem od kolegi tuner RTL-SDR i antenę. W skrócie- urządzenie wielkości pendrive, które może odebrać sygnały z zakresu 20MHz-2GHz. Oczywiście pierwsze co zrobiłem, to wyszukałem częstotliwość na której nadaje ISS, poczekałem na przelot i się przyczaiłem, nasłuchując. Jakie było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem "This is Romeo Sierra Zero India Sierra Sierra, International Space Station", a po tym dziwne piszczenie. Okazało się, że te dziwne wyrazy na początku to nic innego jak znak RS0ISS pod którym nadaje Stacja, a piszczenie- to obrazek, który odkodowałem używając darmowego programu MMSTV! W ciągu trzech przelotów odebrałem 3 obrazki, wszystkie nawiązują do postaci Gagarina i były stworzone z okazji 80 rocznicy jego urodzin. Napisałem temat na reddicie: http://www.reddit.com/r/space/comments/2uibh0/i_received_these_images_from_the_iss_on_145800mhz/ Odzew był olbrzymi, trafiłem na stronę główną, napisał dziś do mnie nawet ktoś z Daily Mail z prośbą o udzielenie kilku informacji do artykułu. Artykuł ukazał się tutaj: http://www.dailymail.co.uk/sciencetech/article-2939725/How-chat-astronauts-aboard-ISS-USB-dongle-antenna-lets-Polish-man-receive-images-cosmonauts.html Żeby było jeszcze ciekawiej, okazało się że te obrazki były transmitowane tylko przez 2 dni, a ja nie mając o tym pojęcia, odebrałem je myśląc że to normalka Wybaczcie bezwstydne chwalenie się, ale historia jest dla mnie aż nierealna a może jest na forum jakiś doświadczony krótkofalarz, który nie tylko odbierał, ale i nadawał do Stacji? Pozdrawiam, Radek.
  7. Historyjka Pewnego dnia wracając samochodem z wycieczki z moją oblubienicą ujrzeliśmy z boku faceta spoglądającego przez lornetkę na fruwających na niebie paralotniarzy. I w sumie nie było by nic w tym ciekawego gdyby nie fakt iż lornetka jaką posiadał była z tych co powłoki przeciwodblaskowe na obiektywach zachowują się jak czerwone lustro i wprost świecą się odbitą czerwienią. Skomentowałem mej oblubienicy że to właśnie tylko bajer i tak się powłoki nie powinny zachowywać. Ale zapytany dlaczego już nie potrafiłem odpowiedzieć. No bo w sumie dlaczego? Z czego to wynika? Ciekawe ile osób by na tym forum wiedziało bez dłuższego przemyślenia Odkrycie zjawiska Streszczając z Wikipedią, cała historia powłok rozpoczęła się dość dawno bowiem w 1886 roku gdy Lord Rayleigh testował na różnych soczewkach wielkość transmisji światła. Odkrył coś bardzo dziwnego bowiem stare soczewki miały większą transmisje niż nowe soczewki, przy czym wszystkie były wykonane z tego samego materiału. Wydawało by się iż wyniki eksperymentu zakrawają o absurd ale jakoś ten absurd trzeba wytłumaczyć. Okazało się iż materiał z jakiego zostały wykonane soczewki z czasem korodował i powstawała cienka warstwa tlenku (tutaj chemik powinien mnie poprawić co dokładnie powstawało). I owa cienka warstwa powodowała zwiększenie transmisji światła. Ale jak? Dokańczając wątek historyczny trzeba powiedzieć iż pierwsza optyka z chemicznym nakładaniem warstw przeciwodblaskowych była do kupienia już w 1904 roku. Powłoka jednowarstwowa Ale jak to się dzieje że dodatkowa warstwa materiału na torze optycznym powoduje zwiększenie transmisji? Wizualizując sobie problem (kąty są tylko schematyczne aby łatwiej się rozumiało): Widzimy tutaj jak światło przechodzi przez granice pomiędzy dwoma ośrodkami. Przyjmijmy że światło pada z powietrza do szkła naszej soczewki. Na granicy ośrodków o różnych indeksach refrakcji, ten indeks jest właściwością danego materiału zmierzoną eksperymentalnie, dochodzi do dwóch zjawisk. Załamania i odbicia. Każdy może sam to zaobserwować przypatrując się szybie w dzień i w nocy. O ile zjawisko załamania jest dla nas korzystne bo dzięki niej działają soczewki, to już odbicia w tym wypadku nie. Wynika to z faktu iż światło odbite nie przechodzi przez soczewkę i nie trafia do naszych oczu, jest dla nas tracone. Czyli przedstawiając to matematycznie: I= TI + RI oraz T+R = 1 gdzie: I to natężenie światła całkowite T to część światła które przechodzi przez granice R to część światła które jest odbijane przez granice A ile jest tego światła? Odpowie nam to wzór: R = ( (np - ns)/(np + ns) )^2 gdzie: np to indeks refrakcji powietrza, jest ~1 ns to indeks refrakcji soczewki, dla szkła ~1,5 Przy czym trzeba zaznaczyć iż jest on uproszczony i poprawny dla sytuacji gdzie światło pada pod kątem prostym i jest nie spolaryzowane. Zatrzymam się tutaj chwilę aby opowiedzieć skąd tak właściwie ten wzorek się wziął. Już w starożytności bowiem znano prawa odbicia i załamania i na ich podstawie projektowano układy optyczne. Wszak łatwo było owe prawa odkryć eksperymentalnie. Lecz te prawa zupełnie nam nie mówią o ilości, ile tego światła się odbije, a ile przejdzie. Aby to obliczyć trzeba było poczekać na falową teorie światła promowaną przez Huygensa, rozwiniętą przez Fresnela i Kirchhoffa. Ten ostatni ostatecznie potwierdził poprawność wzorów wyprowadzając je bezpośrednio z równań Maxwella. Uff widząc że długa i ciekawa historia za tym stoi można cały osobny artykuł o niej napisać ale nie taki jest sens mej pracy teraz, dlatego musicie trochę wiarę przyjąć poprawność tego wzoru. Widząc że indeks refrakcji wynosi dla powietrza np = 1,0 zaś dla szkła około ns = 1,5 można łatwo policzyć że ilość światła odbitego jest równa: R = ( (1,0 - 1,5)(1,0 + 1,5) )^2 = 0,04 Wydaje się w sumie nie dużo ale trzeba sobie uzmysłowić że odbicie następuje przy każdej granicy, a więc przy wyjściu z soczewki też! Zakładając że mamy na przykład w lornetce obiektyw, pryzmat i soczewkę w okularze to mamy sześć granic, gdzie sumujemy światło które przeszło przez kolejne odbicia: Rcałkowite = (IR + ITR) + (ITTR + ITTTR) + (ITTTTR + ITTTTTR) = 0.22 Aż tyle światła jest odbijane przez soczewki. Oczywiście trzeba jeszcze uwzględnić że odbite światła zostanie odbite wewnątrz samej lornetki i soczewek a część światła zostanie w soczewkach pochłonięte jeszcze. Tutaj powrócimy do Lorda Raylighta i jego soczewek, bowiem były one pokryte pewną warstwą co można zaprezentować tak: Cóż widać z rysunku iż mamy aż dwa odbicia jedno od warstwy tlenku a drugie od soczewki. Cało światło rozdziela się na dwa odbicia i ostateczne przejście przez soczewkę: I = I Rt + I Tt Rs + I Tt Ts Gdzie: Rt to część światła która zostaje odbita od tlenku Tt to część światła która przechodzi przez tlenek Rs to część światła która zostaje odbita przez soczewkę Ts to część światła która przechodzi przez soczewkę Interesuje nas ilość światłą przechodząca przez dwie granice więc uprośćmy obliczenia i policzymy ostatni człon. Zakładamy że to co się nie odbije to przechodzi T=1-R możemy napisać tak: Tt Ts = (1-Rt)(1-Rs) Wstawiając znany nam wzór: Tt Ts = (1-( (np - nt)/(np + nt) )^2)(1-( (nt - ns)\(nt + ns) )^2) znamy indeksy refrakcyjne powietrza i soczewki, zobaczmy jak się zachowuje ilość przepuszczanego światła w zależności od indeksu tlenku: Tt Ts = (1-( (1- nt)/(1+ nt) )^2)(1-( (nt - 1,5)\(nt + 1,5) )^2) Posłużymy się tutaj Wolframem: [url=http://www.wolframalpha.com/input/?i=maximize++(1-(+((1.0+-+x)%2F(1.0+%2B+x))+)^2)(1-(+((x+-+1.5)%2F(x+%2B+1.5))+)^2)+over+[0%2C2]++]http://www.wolframalpha.com/input/?i=maximize++(1-(+((1.0+-+x)%2F(1.0+%2B+x))+)^2)(1-(+((x+-+1.5)%2F(x+%2B+1.5))+)^2)+over+[0%2C2]++ Czerwona pozioma linia przedstawia 0,95 i nasza funkcja dla wartości indeksu refrakcyjnego tlenku ~1.22 wyraźnie nad nią wystaje. Czyli całość transmisji wynosi gdzieś koło 0,98 a straty tylko 0,2. Dodając odpowiedni tlenek możemy zmniejszyć transmisje prawie dwukrotnie! No i tutaj pojawia się problem, bowiem nie ma takich substancji stałych co by się dały nanieść na soczewki o indeksie 1,22. Najbliżej są fluoropolimery ale ciężko się je nanosi (ale się da) około 1,30, potem magnez fluoru MgF2 1,38 najpopularniejszy wśród powłok zaś dalej silikony 1,40. Ktoś mógłby teraz powiedzieć że skoro jedna warstwa pośrednia się sprawdziła to może dwie też się nadadzą? I ma racje stosuje się także wielowarstwowe powłoki ściśle dobierając indeksy refleksji oraz ... grubość ale to następny rozdział. Na koniec wspomnę o jeszcze ciekawym spostrzeżeniu, Lord odkrył to zjawisko w 1886 roku, w 1861 Maxwell zebrał swoje cztery prawa, zaś cała teoria falowa jest jeszcze starsza. Mimo że równania były gotowe już 20 lat wcześniej odkryto to zjawisko przez przypadek. Powłoki interferencyjne Na kolejny skok technologiczny musieliśmy czekać do 1938 roku kiedy to udało się stworzyć powłoki interferencyjne. Zasada ich działania jest dosyć prosta: Polega na nałożeniu powłoki na soczewkę o ściśle określonej grubości wynoszącej lambda/4, gdzie lambda to długość fali światła. W takiej sytuacji światło odbite od granicy powłoka soczewka przebywa dwa razy grubość powłoki i spotyka się w przeciw fazie z światłem odbitym od granicy powietrze powłoka. obydwie fale nakładają się na siebie i całkowicie wygaszają. Efektem jest pełna transmisja światła przez obydwie granice. Aczkolwiek osobiście nie wiem dlaczego skoro się coś nawzajem wygasza. Jak widać mechanizm jest bardzo prosty, jednak ma wiele wad. Po pierwsze w zależności od kąta padania światła długość przebyta przez światło odbite od granicy powłoka soczewka będzie się różnić, a więc i wydajność powłoki spadnie. Dlatego korzysta się z powłok lambda/4 a nie na przykład lambda 3/4 gdzie wydajność spadła by jeszcze bardziej. Drugim problemem jest fakt iż światło nie ma jednej i tej samej długości, idealną transmisje jesteśmy w stanie otrzymać tylko dla danej jednej długości. Aby wyeliminować problem długości stosuje się po prostu wiele warstw powłok, których grubości dobiera się tak by wygaszały kolejne interesujące nas długości fal. Oczywiście konstrukcja takich powłok jest bardzo skomplikowana, występują wzajemne wielokrotne odbicia i wygaszania, same pojedyncze powłoki mają różne indeksy refrakcyjne aby dodatkowo zwiększać transmisje. Ale dzięki temu wydajność dla zakresu widzialnego wynosi mniej niż 0.01 światła odbitego! Jaki to ma wpływ dla nas? Najważniejszym już wspomnianym powodem dlaczego mamy zwracać na to uwagę jest fakt iż zauważalnie zwiększ to transmisje i możemy zobaczyć więcej. Drugim ważnym powodem jest fakt iż brak lub znaczne osłabienie odbić na granicy soczewek powoduje nam redukcje flar o odblasków, co jest szczególnie ważne w fotografii. Zazwyczaj jak już coś jest powiedziane o powłokach to jest to skrót: Coated lub Single Coated to optyka w której jedna granica została powleczona Fully Coated to optyka w której wszystkie granice zostały powleczone Multi Coated (MC) to optyka w której co najmniej jedna granica została powleczona wieloma warstwami reszta jest powleczona pojedyniczą warstwą lub wcale Fully Multi Coared (FMC) to optyka której wszystkie granice zostały powleczone wieloma warstwami Zwracam uwagę na gigantyczną różnice pomiędzy MC a FMC, przyrządy których choć jedna granica z wielu ma wiele warstw a reszta w ogóle może już nosić miano Multi Coated! Patrząc na tanie okulary do teleskopu można zauważyć że Delta Optical mają oznaczenie FMC, droższe Celestrony Omni MC, zaś dalaj Vixeny ponownie FMC, cena nie jest więc wyznacznikiem dobrych powłok zawsze. Drążąc dalej temat powłoki wielowarstwowe jak powiedzieliśmy są skomplikowane w budowie i znacząco się różnią pomiędzy producentami. Weźmy na warsztat powłoki EBC od Fujinona oraz StarBright XLT od Celestrona. Z wykresów widać iż Fujinon ma bardziej płaską transmisje i w najgorszym wypadku odbija ~0.002 światła. Wynik dla Celestrona jest prezentowany jako transmisja przez płyte korekcyjną więc dwie granice oraz pochłonięcie światła wewnątrz soczewki, dzieląc uzyskany wynik na dwa i tak otrzymujemy wysoką wartość w stosunku doFujinona, ~0.01 wynika to z faktu iż Fujinon nakłada aż 11 (sic!) warstw o różnych indeksach refrakcji i grubości. Warto wspomnieć iż przerywaną linią na wykresie Celestrona widnieje transmisja starej wersji powłok. Wynika z niego fakt iż stare powłoki były najprawdopodobniej pojedynczą warstwą interferencyjną skalibrowaną na 550nm. Czemu akurat tyle? Z jednej strony człowiek jest najbardziej czuły na tą okolice długości fal, z drugiej dla 550nm określa się transmisje układów optycznych i jako taką daje się w specyfikacji. Przechodząc teoretycznego świata granic na grunt lornetkowy warto spojrzeć na testy optyczne.pl i zobaczyć że Fujinon w swych sprzętach ma wyniki sprawności całego układu optycznego na poziomie ~ 0.98, zaś Celestron na poziomie ~0.80. Na usprawiedliwienie Celestrona trzeba wspomnieć iż lornetki nie mają powłok XLT, pewnie starszą wersję, będzie je miała dopiero wersja Pro sprzedawana wkrótce. Jaką praktyczną wartość mają powłoki w astronomi? I jak rozpoznać dobre powłoki organoleptycznie? Mam nadzieje że doświadczeni koledzy z forum podzielą się tymi informacjami w komentarzach. Linkowania Linki z których korzystałem, zachęcam do przejżenia. http://www.celestron.com/university/astronomy/starbright-xlt-optical-coating-system http://forum.mflenses.com/what-does-the-ebc-in-ebc-fujinon-lenses-stand-for-t48439,start,30.html http://www.articlesnatch.com/Article/A-Brief-History-Of-Optical-Coatings/3503081#.VOjuZy6We9d http://www.dpreview.com/forums/thread/3543288 http://www.fujifilm.com/products/digital_cameras/xf_lens/about/ht-ebc/ http://en.wikipedia.org/wiki/Anti-reflective_coating http://en.wikipedia.org/wiki/Electron_beam_physical_vapor_deposition http://faq.fujifilm.com/digitalcamera/faq_detail.html?id=110201107 http://www.skywatcher.com/knowledge.php?id=10 http://en.wikipedia.org/wiki/Optical_coating http://www.astrosurf.com/luxorion/reports-coating.htm http://www.redoptronics.com/optical-coating.html http://www.pgo-online.com/intl/katalog/custom-coatings.html http://www.optyczne.pl/39-Test_lornetki-Fujinon_FMT-SX_16x70.html http://www.wolframalpha.com/input/?i=maximaze+(1-(+((1.0+-+x)%2F(1.0+%2B+x))+)^2)(1-(+((x+-+1.5)%2F(x+%2B+1.5))+)^2)+over+[1%2C1.5]++
  8. Sekcja Obserwatorów Komet Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii ogłasza Kampanię Obserwacyjną Komety C/2014 Q2 (Lovejoy), zakładającą zbiór i archiwizację polskich obserwacji wizualnych oraz fotograficznych tej komety. C/2014 Q2 (Lovejoy) to kometa długookresowa odkryta 17 sierpnia 2014 roku przez australijskiego amatora astronomii Terry'ego Lovejoy'a. Wczesne prognozy przewidywały, że będzie obiektem dostępnym dla lornetek, jednak na przestrzeni ostatnich tygodni jej jasność była nawet nieco lepsza od 4 magnitudo, dzięki czemu kometa była widoczna nieuzbrojonym okiem w dobrych warunkach. Jej atrakcyjność dla obserwatorów z północnej półkuli zwiększa fakt, że znajduje się ona wysoko na niebie i jest widoczna przez większą część nocy. Dogodne warunki do jej obserwacji z Polski sprawiają, że dla miłośników komet z naszego kraju jest to jeden z bardziej widowiskowych obiektów tego typu w ciągu ostatnich lat. Zadaniem Sekcji Obserwatorów Komet PTMA jest koordynowanie obserwacji tego obiektu wykonywanych przez polskich miłośników astronomii oraz ich zbiór i analiza. W ramach kampanii obserwacyjnej powstał Mini-Poradnik Obserwatora Komet, dedykowany specjalnie obserwacjom komety C/2014 Q2 (Lovejoy). Zalecamy stosowanie się do zawartych w nim zaleceń podczas obserwacji wizualnych komety Lovejoy. 1. Ocena jasności komety Ocenę jasności komety wykonujemy jedną z wielu metod sprawdzonych przez obserwatorów wizualnych. Jedną z najdokładniejszych i najprostszych jest metoda zwana Metodą Bobrovnikoffa, zawdzięczająca swoją nazwę amerykańskiemu astronomowi Nicholasowi Bobrovnikoffowi. Ta metoda posłuży nam do oceny jasności komety C/2014 Q2. Wykonujemy kolejne kroki: odnajdujemy dwie gwiazdy porównania – jedna z nich musi być jaśniejsza od komety, druga zaś ciemniejsza. Jaśniejszą oznaczmy jako A, ciemniejszą jako B, zapamiętujemy obraz komety z ogniska naszego sprzętu optycznego i używając tego samego powiększenia ustawiamy teleskop lub lornetkę kolejno na gwiazdę A i gwiazdę B, rozogniskowujemy obraz obu gwiazd tak,aby wielkościowo były zbliżone do rozmiarów głowy komety w ognisku naszego sprzętu optycznego, zakładamy, że istnieje taka skala, w której jaśniejsza gwiazda A będzie oznaczona liczbą 0, a ciemniejszej gwieździe B przypiszemy liczbę 10, porównując ostry obraz komy C/2014 Q2 do odpowiednio rozogniskowanych obrazów gwiazd A i B, jasność komety umieszczamy w skali pomiędzy gwiazdami, pozostaje nam tylko obliczyć faktyczną zaobserwowaną przez nas jasność komety. Do tego celu posługujemy się bardzo prostym wzorem: wynik podajemy z dokładnością do części dziesiętnych 2. Obserwacje wyglądu komy A. Stopień kondensacji komy Stopień kondensacji komy mówi nam o rozkładzie jasności na obserwowanej przez nas powierzchni głowy komety. Dla obserwacji wizualnych komet, opisując kondensację otoczki, posługujemy się skalą od 0 do 9, gdzie 0 oznacza, że koma jest jednorodnie rozmyta i jasność rozkłada się na całej jej powierzchni, natomiast kondensację wynoszącą 9 mają komy gwiazdopodobne – z zauważalnie jasnym środkiem i ciemniejszymi obrzeżami. Aby ocenić stopień kondensacji, możemy posiłkować się tą grafiką: B. Rozmiar komy Najprostszym sposobem wyznaczenia wielkości komy na niebie jest wykonanie jej szkicu na mapce pozycyjnej z naniesioną siatką współrzędnych. Następnie przy użyciu cyrkla mierzymy średnicę naszkicowanej komy i odczytujemy jej wielkość kątową zgodnie z siatką współrzędnych. 3. Ocena długości warkocza Długość warkocza również najprościej wyznaczyć wykonując szkic na mapce pozycyjnej. Podobnie jak w przypadku mierzenia średnicy komy,wystarczy jedynie odczytać wartość z siatki współrzędnych. Prawidłowo wykonane obserwacje mają dużą wartość naukową. Dla tak jasnych obiektów jak kometa C/2014 Q2 obserwacje wizualne są szczególnie istotne, ponieważ fotometria czasem nie zdaje tu egzaminu – trudno znaleźć odpowiednie gwiazdy porównania i nie przypalić przy tym klatki. Dlatego tym mocniej zachęcam Was do obserwacji komety Lovejoy i wysyłania raportu z obserwacji do Sekcji Obserwatorów Komet. Na naszej stronie znajdziecie formularz dedykowany obserwacjom komety C/2014 Q2. W nim wpiszcie wyniki swoich obserwacji. Przeprowadzenie wszystkich opisanych powyżej obserwacji jest ważne, ale akceptujemy również niepełne obserwacje – np. tylko ocenę jasności. Przykład W ramach ćwiczenia, wykonajmy razem przykładową obserwację komety C/2014 Q2 (Lovejoy). Załóżmy, że obserwator wyszedł wczoraj o godzinie 20.30 na obserwacje komety wyposażony w teleskop Newtona 150/750 i okular szerokokątny o ogniskowej 30 mm. Do obserwacji przygotował się, drukując sobie szczegółową mapkę pozycyjną komety i dokonując wstępnego wyboru gwiazd porównania. Oto ta mapka: Na mapce zaznaczone są pomarańczowymi okręgami gwiazdy porównania A i B, których użył do oceny jasności komety. Aby obliczenia były poprawne, musimy znać dokładną jasność gwiazd porównania. Najlepiej sprawdzić ją w zaufanym katalogu gwiazd. Ważne również, aby gwiazdy porównania nie były zmiennymi*. Dla tego przykładu wybraliśmy gwiazdy: Beid (A) o jasności 4,1 mag oraz DZ Eri ( B ) o jasności 5,75 mag. Wyobraźmy sobie oś liczbową, na której jako 0 oznaczona jest gwiazda Beid i jako 10 DZ Eri. Porównując rozogniskowany obraz obu gwiazd z ostrym obrazem komety, dochodzimy do wniosku, że kometa jasnością bardziej przypomina Beida niż DZ Eri. Musimy więc umieścić ją na osi pomiędzy tymi gwiazdami, ale nieco bliżej gwiazdy A. Decydujemy, że jednostką komety będzie liczba 3. Wybór jednostki dla komety wymaga nieco wprawy i ważna jest dokładność tego szacunku. Kiedy mamy już wszystkie dane, podstawiamy je do wzoru i wynik zaokrąglamy do części dziesiątych. Według naszych obserwacji, C/2014 Q2 (Lovejoy) wczoraj miała jasność ok. 4,6 mag. Jej kondensację oceniliśmy na 3, natomiast zgodnie z podziałką na współrzędnych na mapce pozycyjnej, głowa komety naszkicowana przez nas ma ok. 18 minut średnicy. Nie udało nam się zaobserwować warkocza. Tak wyglądałby raport do SOKu z naszych obserwacji: * – DZ Eri to akurat gwiazda zmienna o niewielkiej zmianie blasku. Została wybrana tylko na potrzeby tego przykładu. Ćwiczenie: Żółtym okręgiem na mapce pozycyjnej oznaczyłem inną bliską komecie gwiazdę, która mogłaby posłużyć nam do porównania. Jej jasność to 5,15 mag. Czy oznaczając ją jako gwiazdę B uzyskalibyśmy dokładniejszy wynik? Podsumowanie W ramach kampanii obserwacyjnej w tym wątku będą pojawiać się aktualności i mapki pozycyjne dla obserwatorów wizualnych komety C/2014 Q2 (Lovejoy) oraz prognozy pogody dla miłośników astronomii z Polski. Zebrane wyniki obserwacji ze stycznia i lutego zostaną opublikowane w najbliższym numerze Biuletynu Sekcji Obserwatorów Komet "Komeciarz" oraz będą wysłane do organizacji międzynarodowych zajmujących się obserwacjami komet. Szczegóły również na naszej stronie: TUTAJ Sekcja Obserwatorów Komet PTMA życzy pogodnego nieba !
  9. Rok 2015, jak na razie zapowiada się jako dość ciekawy jeśli chodzi o wizualnie widoczne komety. Początkiem roku wieczorne niebo będzie ozdabiać jasna, lornetkową kometa C/2014 Q2 (Lovejoy), która w styczniu osiągnie prawdopodobnie jasność około 4mag – 5mag. W grudniu natomiast na porannym niebie zawita kometa C/2013 US10 (Catalina), która także powinna ładnie prezentować się w lornetkach, a w idealnych warunkach być może uda się ją dostrzec nawet gołym okiem, gdyż wydaje się, że będzie ona mieć w tym czasie jasność około 5mag – 6mag. W międzyczasie przez nasze niebo przewinie się kilka komet, które będą widoczne w niewielkich teleskopach. C/2014 Q2 (Lovejoy) Kometę tę odkrył 17 sierpnia 2014 roku Terry Lovejoy z Australii. W momencie odkrycia miała ona jasność około 15mag i szybko jaśniała, tak że pod koniec października jej jasność oceniano już na około 10mag – 11mag. Kiedy zebrano wystarczająco dużo obserwacji astrometrycznych, okazało się że jest to kometa okresowa, której okres obiegu wokół Słońca wynosi około 14 tysięcy lat. Komety długookresowe często zyskują na jasności szybciej niż komety nieokresowe, stąd szybki wzrost jasności komety C/2014 Q2 (Lovejoy) nie był dużym zaskoczeniem. W ostatnich dniach roku jej jasność osiągnęła już 5mag i z ciemnych miejsc dało się ją z trudem dostrzec gołym okiem pomimo, że świeciła nisko nad horyzontem. Kometa rok rozpocznie w Zającu, więc będzie świecić późnym wieczorem niezbyt wysoko nad południowym horyzontem. Jej jasność powinna wówczas wynosić około 5mag, więc w lornetce będzie widoczna bez trudu pomimo tego, że na niebie będzie wtedy świecił Księżyc. Kometa 6 stycznia 2015 znajdzie się najbliżej Ziemi, w odległości 0.47 AU. Ze względu na stosunkowo niewielką odległość od Ziemi, będzie się ona dość szybko poruszać po niebie i w pierwszej połowie stycznia przemknie przez Erydan oraz przez Byka. Przez cały ten czas jej jasność powinna utrzymywać się mniej więcej na stałym poziomie. W połowie miesiąca, na bezksiężycowym niebie, z dala od miast powinna być bez większego trudu widoczna gołym okiem jako dość duży, rozmyty, okrągły obiekt. Kometa może posiadać widoczny w lornetce, choć niezbyt długi warkocz, który z racji tego, że nie zbliży się ona zbytnio do Słońca, będzie raczej dość słaby i widoczny jedynie na naprawdę ciemnym niebie. W drugiej połowie stycznia kometa przemknie przez Barana i przez Trójkąt, świecąc wieczorami wysoko nad południowo zachodnim horyzontem, a ostatnie dwa dni miesiąca spędzi w Andromedzie. Przez peryhelium, w odległości 1.29 AU od Słońca przejdzie 30 stycznia. Do tego czasu jej jasność już prawdopodobnie nieznacznie spadnie, ze względu na to, że do tego czasu oddali się ona już zauważalnie od naszej planety. Przez cały luty kometa będzie wieczorami świecić wysoko nad zachodnim horyzontem i będzie w tym czasie coraz wolniej wędrować przez Andromedę, systematycznie tracąc na jasności. W połowie miesiąca osłabnie już prawdopodobnie do około 7mag, poza miastem będzie zatem nadal widoczna w lornetce. W drugiej połowie lutego kometa zahaczy o Perseusza, mijając 20 lutego mgławicę planetarną M 76 w odległości około pół stopnia. Ostatniej nocy lutego kometa przejdzie do Kasjopei, w której pozostanie przez cały marzec, świecąc nadal dość wysoko, jednak z każdym dniem niżej nad północno zachodnim horyzontem. Pod koniec tego miesiąca jej jasność spadnie już do około 9mag i przestanie być obserwowalna w lornetkach. Za to posiadacze nawet niewielkich teleskopów powinny ciągle być w stanie ją namierzyć. Także kwiecień kometa spędzi w Kasjopei, wędrując powoli na północ. Przez cały miesiąc, jako obiekt okołobiegunowy, będzie świecić dość wysoko nad północnym horyzontem przez całą noc. Do końca kwietnia jej jasność spadnie do około 10mag i aby ją dostrzec, potrzebne będzie ciemne niebo i teleskop o średnicy co najmniej 10 cm. Posiadacze dużych teleskopów będą mogli ją śledzić też przez cały maj, kiedy przemierzać będzie północną część Cefeusza. W ostatnich dniach maja kometa przejdzie do Małej Niedźwiedzicy, gdzie 30 maja minie w odległości mniejszej niż 1 stopień biegun północny. W Małej Niedźwiedzicy kometa pozostanie do połowy lipca. Jej jasność spadnie do tego czasu prawdopodobnie do 13mag – 14mag i nawet dla posiadaczy wielkich teleskopów stanie się obiektem trudnym do obserwacji. 15P/Finlay Od początku roku posiadacze teleskopów o średnicy co najmniej 20 cm będą też mieli okazję dostrzec kometę okresową 15P/Finlay. Kometa ta do połowy grudnia 2014 jaśniała zgodnie z przewidywaniami i osiągnęła jasność około 11mag, po czym wybuchła i przez krótki czas była nieco jaśniejsza od 9mag. Do końca roku jej jasność powoli spadała do około 10mag. Jeśli kometa nie sprawi nam nowej niespodzianki, początkiem roku będzie mieć ona jasność około 10mag i będzie świecić nisko nad południowo zachodnim horyzontem, w Koziorożcu, blisko granicy z Wodnikiem. Kometa ta została odkryta jeszcze w 1886 roku i jest kometą okresową, która obecnie powraca do Słońca co około 6.5 roku, zbliżając się do niego w peryhelium na odległość 0.98 AU. Podczas obecnego powrotu przez peryhelium przejdzie już 27 grudnia 2014, jednak to w styczniu i lutym 2015 będzie najlepiej widoczna, ze względu na znacznie lepsze warunki geometryczne. Kometa z Koziorożca przejdzie do Wodnika, którego przetnie w nieco ponad dwa tygodnie, przechodząc do Ryb. Obserwacje z poprzednich powrotów pozwalają przypuszczać, że przez cały miesiąc jej jasność będzie bliska 10mag. Później kometa zacznie szybko słabnąć. W lutym będzie świecić wieczorami dość wysoko nad zachodnim horyzontem w Rybach, jednak jej obserwacje zauważalnie może utrudniać światło zodiakalne. W połowie miesiąca będzie jeszcze mieć jasność bliską 11mag, jednak do końca lutego osłabnie już do około 13mag i przestanie być dostrzegalna wizualnie C/2014 Q1 (PANSTARRS) W 2015 roku czeka nas też pewne „kometarne rozczarowanie”. Odkryta 16 sierpnia 2014 roku kometa C/2014 Q1 (PANSTARRS) przejdzie 6 lipca 2015 przez peryhelium, w odległości zaledwie 0.31 AU od Słońca, w wyniku czego może osiągnąć jasność nawet około 4mag. Niestety, warunki do jej obserwacji będą przez cały jej powrót fatalne. Kiedy w maju osiągnie ona jasność około 10mag, będzie się znajdować 25 stopni od Słońca i będzie wschodzić kilkadziesiąt minut przed nim (wcześniej będzie jeszcze gorzej). Początkiem czerwca powinna mieć już około 8mag, jednak nadal ze względu na niekorzystną pozycję jej obserwacje z naszego kraju nie będą możliwe. Być może, jeśli niebo będzie idealnie przejrzyste, a kometa będzie jaśnieć szybciej od prognoz (obserwacje astrometryczne wskazują, że jest ona obiektem długookresowym, wracającym do Słońca raz na około 30 tysięcy lat), uda się ją wypatrzeć na jasnym niebie, nieco ponad godzinę przed wschodem Słońca w trzeciej dekadzie czerwca, kiedy będzie świecić w południowej części Woźnicy. Będzie się ona jednak wówczas znajdować zaledwie kilkanaście stopni od Słońca i jakiekolwiek jej obserwacje będą bardzo trudne o ile w ogóle możliwe. Później w pierwszej dekadzie lipca kometa będzie świecić wieczorami bardzo nisko nad północno zachodnim horyzontem, około godzinę po zachodzie Słońca, jednak warunki do jej obserwacji nadal będą fatalne, gdyż jej elongacja nieznacznie tylko będzie przekraczać 10 stopni. O ile kometa nie będzie zauważalnie jaśniejsza od prognoz (które mówią o jasności około 4mag), to jej dostrzeżenie będzie praktycznie niemożliwe. Dopiero w drugiej połowie lipca kometa oddali się nieco bardziej od Słońca, jednak znajdzie się ona wówczas na południe od ekliptyki i z Polski nie da się jej obserwować. W dość dobrych warunkach będą ją za to mogli podziwiać mieszkańcy półkuli południowej, jako szybko tracący na jasności obiekt lornetkowy, prawdopodobnie obdarzony wyraźnie widocznym warkoczem. Na naszym niebie kometa niestety już się nie pojawi. W przypadku tej komety mamy wielkiego pecha – w momencie przejścia przez peryhelium będzie się ona znajdować niemal dokładnie po przeciwnej stronie Słońca niż Ziemia. Gdyby przeszła przez peryhelium kilka miesięcy wcześniej lub kilka miesięcy później, mogłaby się stać całkiem atrakcyjnym obiektem. C/2013 US10 (Catalina) W ramach przeglądu nieba Catalina Sky Survey, jeszcze w 31 października 2013 została odkryta kometa, która przez peryhelium przejdzie dopiero 15 listopada 2015. W momencie odkrycia jasność komety C/2013 US10 (Catalina) wynosiła około 18mag, a przez rok od odkrycia pojaśniała do około 14mag. Do peryhelium (podczas którego zbliży się do Słońca na 0.82 AU) kometa ta nie będzie widoczna z Polski. Po raz pierwszy będziemy mogli ją dostrzec dopiero pod koniec trzeciej dekady listopada 2015, kiedy będzie o świcie świecić kilka stopni nad południowo wschodnim horyzontem, na pograniczu Panny i Wagi. Jej jasność będzie wówczas prawdopodobnie wynosić około 5mag – 6mag. Można się spodziewać, że będzie ona obiektem stosunkowo niedużym i mocno skondensowanym, gdyż będzie się znajdować stosunkowo blisko Słońca, a jednocześnie dość daleko od Ziemi. Z dnia na dzień warunki do obserwacji komety będą się poprawiać, a że będzie się ona zbliżać do Ziemi, to pomimo oddalania się od Słońca jej jasność powinna pozostać mniej więcej stała. W drugiej dekadzie grudnia, kiedy poranne niebo opuści Księżyc, być może z dala od miast uda się kometę dostrzec gołym okiem. W lornetkach prawdopodobnie będzie widoczny jej warkocz, który może być dość wyraźni, choć prawdopodobnie nie będzie zbyt długi. Około Świąt Bożego Narodzenia kometa przekroczy granicę Panny i Wolarza i będzie się kierować w stronę Arktura, do którego nie zdąży jednak dotrzeć przed końcem roku. W ostatnich dniach grudnia kometa będzie przed świtem świecić wysoko nad południowo wschodnim horyzontem. Kometa C/2013 US10 (Catalina) jest obiektem przybywającym do nas prosto z Obłoku Oorta. Takie komety często jaśnieją wolniej niż inne i ten fakt jest już uwzględniony w przedstawionej powyżej prognozie. C/2013 X1 (PANSTARRS) Ta odkryta 4 grudnia 2013 roku kometa nieokresowa przez peryhelium, w odległości 1.31 AU od Słońca, przejdzie dopiero 20 kwietnia 2016 roku. Wcześniej jednak będzie ją można obserwować w teleskopach z naszego kraju. Wizualnie być może uda się ją dostrzec w drugiej połowie sierpnia, kiedy będzie przed świtem świecić dość wysoko nad wschodnim horyzontem, w gwiazdozbiorze Woźnicy. Będzie mieć ona wówczas jasność około 14mag, więc wypatrzeć będą ją mogli jedynie posiadacze naprawdę dużych teleskopów. Kometa będzie bardzo powoli wędrować przez Woźnicę, jednocześnie systematycznie jaśniejąc. Pod koniec września powinna mieć już jasność około 13mag, będzie ciągle zatem obiektem dość trudnym i widocznym jedynie w dużych teleskopach. Pod koniec października kometa opuści Woźnicę, przechodząc do Perseusza. Będzie ona wówczas całymi nocami świecić wysoko nad horyzontem, a że powinna być już wtedy nieznacznie jaśniejsza od 12mag, to powinna być już dostrzegalna w teleskopie o średnicy około 20 cm. Pierwsze dwie dekady listopada kometa spędzi w Perseuszu, później jednak przejdzie do Andromedy, gdzie 23 listopada spotka się z ładną galaktyką spiralną, skierowaną do nas krawędzią – NGC 891. Kometa powinna być już wówczas nieznacznie jaśniejsza od 11mag, więc będzie prawdopodobnie nieznacznie słabsza od galaktyki (która ma jasność 10.1mag). Później kometa przewędruje sporą część Andromedy, sunąc wzdłuż jej południowej granicy, w międzyczasie zahaczając o północny skrawek Ryb, a w ostatnich dniach roku znajdziemy ją już w Pegazie. Do tego czasu jej jasność zbliży się już do 10mag i w idealnych warunkach, z dala od miast, prawdopodobnie będzie ona już z trudem widoczna w dużych lornetkach i małych teleskopach. 141P/Machholz Kometę tą odkrył wizualnie w 1994 roku Donald Machholz. Podczas tamtego powrotu okazało się, że uległa ona rozpadowi na co najmniej 5 fragmentów, z których najjaśniejszy osiągnął jasność około 7mag. Podczas kolejnego powrotu, w 1999 roku, zaobserwowano już tylko dwa fragmenty i obydwa były słabsze niż oczekiwano, co wskazuje, że stosunkowo duża jasność komety w 1994 roku była wynikiem rozpadu jej jądra. Kolejne dwa powroty komet (w 2005 i 2010 roku) były niekorzystne i kometa praktycznie nie była obserwowana. Okres obiegu tej komety wokół Słońca to około 5.25 roku, a w peryhelium zbliża się ona do naszej dziennej gwiazdy na odległość 0.76 AU. Obecny powrót jest całkiem korzystny. Jeśli jej jasność absolutna pozostanie na poziomie zbliżonym do tego z 1999 roku, to pierwsze obserwacje wizualne te komety pojawią się prawdopodobnie około połowy lipca 2015, kiedy będzie ona świecić w Trójkącie, a jej jasność będzie wynosić około 13mag. Ze względu, że będzie to czas jasnych, letnich nocy, najlepiej będzie ją obserwować około północy, kiedy będzie świecić niezbyt wysoko nad północno wschodnim horyzontem. Kometa będzie się wtedy znajdować około 0.69 AU od Ziemi i będzie to najmniejsza odległość na jaką zbliży się do nas podczas tego powrotu. Kometa kilka dni później przejdzie do Perseusza, gdzie 27 lipca przetnie mgławicę NGC 1499 (Kalifornia). Do tego czasu jej jasność powinna już osiągnąć około 12mag. Początkiem sierpnia kometa 141P/Machholz przejdzie do Woźnicy. Choć będzie się oddalać od Ziemi, to będzie się jednocześnie zbliżać do Słońca, a jej jasność powinna nadal rosnąć i w połowie sierpnia kometa może być już nieco jaśniejsza od 11mag. Będzie ona wówczas o świcie świecić niezbyt wysoko nad północno wschodnim horyzontem i z dala od miast, na przejrzystym niebie powinna być widoczna w teleskopach o średnicy 15 cm lub większych. Z Woźnicy kometa przejdzie do Bliźniąt i w trakcie, gdy będzie się znajdować w tym gwiazdozbiorze, 24 sierpnia, przejdzie przez peryhelium. Co ciekawe, kometa będzie się wówczas znajdować mniej niż 4 stopnie od innej widocznej wizualnie komety – 67P/Churyumov-Gerasimenko, będącej celem misji Rosetta. Ta druga kometa powinna mieć wówczas jasność około 11mag. Odległość kątowa między kometami będzie w kolejnych dniach jeszcze się zmniejszać i pomiędzy 30 sierpnia, a 2 września będzie je dzielić nie więcej niż 1 stopień, jednak w tym czasie niebo będzie rozjaśniał już Księżyc. Początkiem września kometa 141P/Machholz przejdzie do Raka, gdzie w połowie września osłabnie już do około 12mag, a jej obserwacje dodatkowo będzie utrudniało światło zodiakalne. Prawdopodobnie we wrześniu pojawią się też jej ostatnie obserwacje wizualne. 67P/Churyumov-Gerasimenko Ta kometa jest szczególnie ciekawa i warta obserwacji, gdyż jest celem jednej z najciekawszych misji kosmicznych ostatnich lat – misji Rosetta. Kometa ta wraca do Słońca co 6.44 roku, a przez peryhelium, w odległości 1.24 AU od Słońca przejdzie 13 sierpnia 2015. Z naszego kraju pierwsze obserwacje wizualne tej komety będą możliwe dopiero około połowy sierpnia. Jej jasność powinna w tym czasie wynosić około 11mag, a będzie ona świecić o świcie dość nisko nad horyzontem, w Bliźniętach. Do jej dostrzeżenie będzie wówczas prawdopodobnie potrzebny teleskop o średnicy co najmniej 20 cm. W kolejnych tygodniach jasność komety powinna jeszcze nieco wzrosnąć, gdyż jak zauważono, maksymalną jasność osiąga ona zwykle ponad miesiąc po peryhelium. Dodatkowo warunki do jej obserwacji będą się powoli, ale systematycznie poprawiać. Pod koniec sierpnia spotka ona inną kometę, która powinna być widoczna wizualnie, jako obiekt o jasności około 11mag – mowa o komecie 141P/Machholz. W okresie 22 sierpnia – 12 września komety te ciągle dzielić będzie mniej niż 5 stopni, a pod koniec sierpnia przez kilka dni będą niecały stopień od siebie. Początkiem września kometa 67P/Churyumov-Gerasimenko przejdzie do Raka, gdzie w drugiej połowie września jaj jasność osiągnie maksimum, prawdopodobnie na poziomie 10mag – 11mag. Będzie wówczas świecić o świcie niezbyt wysoko nad wschodnim horyzontem, a jej obserwacje może nieco utrudniać światło zodiakalne. Pod koniec września kometa przejdzie do Lwa, a warunki do jej obserwacji będą się nadal poprawiać. Do końca października jej jasność utrzyma się prawdopodobnie na poziomie bliskim 11mag i w dobrych warunkach powinna być ciągle dostrzegalna już w teleskopach o średnicy 15 cm. Cały październik i niemal cały listopad kometa spędzi wędrując przez Lwa, gdzie minie kilka dość jasnych galaktyk, w stosunkowo niewielkiej odległości. Posiadacze teleskopów o średnicy co najmniej 25 cm będą mogli śledzić kometę aż do końca roku, kiedy będzie się znajdować w zachodniej części Panny, a jej jasność powinna ciągle wynosić około 13mag. W 2015 roku przez peryhelium przejdzie jeszcze kilka ciekawych komet, jednak albo będą się znajdować w złych warunkach i ich obserwacje z Polski nie będą możliwe, albo (według obecnych prognoz) będą zbyt słabe, aby móc je dostrzec w niewielkich teleskopach. Nie można oczywiście zapominać, że w trakcie roku znów odkrytych zostanie sporo komet, z których kilka zapewne będzie wystarczająco jasnych, aby móc je obserwować w niewielkich teleskopach. Może nawet trafi się wśród nich kometa, która zdobędzie miano najjaśniejszej komety roku 2015? A może któraś ze znanych komet sprawi nam niespodziankę?
  10. Witam serdecznie! W odpowiedzi na kilka „lorneciarskich” pw zamieszczam obszerniejsze opracowanie na temat budowy i użytkowania dużej ATM-owej lornety obserwacyjnej. Opis projektu: Od kilku miesięcy nosiłem się z zamiarem napisania obszerniejszego opracowania na temat amatorskiej budowy dużej lornety. W tej chwili ta wiekopomna chwila wreszcie nastąpiła… , może nawet lepiej że dość późno. Z punktu widzenia merytoryki tego opracowania - oprócz samych kwestii wykonawczych będę w stanie podzielić się wrażeniami z kilkunastu sesji obserwacyjnych wykonanych takim „astrobino”. Zawsze lubiłem ATM, z tego powodu jak również z sentymentu dla lornetek w zeszłym roku (parę miesięcy po sprzedaży lornety 28x110), a mając okazyjnie do dyspozycji kilka sztuk obiektywów wraz z celami od serii 20x110 postanowiłem sklecić samemu sprzęt obserwacyjny nieco bardziej wyuzdany od tych, które są oferowane w zwykłej sprzedaży przez sklepy astro. Ideą przewodnią była możliwość precyzyjnej kolimacji takiej lornetki, postawienia na możliwie największą sprawność optyczną oraz co najważniejsze – wymienność okularów. Kluczowe znaczenia miała również sztywność układu, niska waga oraz poręczność. Teoretycznie sprawy nie do pogodzenia i jak to w życiu bywa – czasem należy coś wywindować kosztem obniżenia czegoś innego… Mając w łapie w zasadzie wszystkie lornety włącznie z dużymi kątowymi wiedziałem (dość dokładnie) jakie mają wady i w pierwszym odruchu szaleństwa postanowiłem w ogóle zrezygnować z typowej konstrukcji opartej o pryzmaty. Osoby decydujące się na konstrukcję dużych lornet mają przed sobą po wyborze układu optycznego opartego o nasadki lustrzane od razu jeden, główny i podstawowy problem – winietowanie układu. Na szkicu w bardzo uproszczony sposób narysowałem długości torów optycznych elementów układu (poglądowo). Sprawą kluczową jest taki dobór elementów aby nie ścinać przegrodami wewnętrznymi stożka świetlnego tworzonego przez obiektyw. Od razu mała uwaga: znaczenia mają przeloty elementów, a nie ich nominalne (1,25”, 2”) nazwy wymiarowe. W zależności od producenta średnice otworów w samej nasadce kątowej potrafią mieć różne rozmiary. Na rysunku te kluczowe średnice oznakowane są kolejno literami A,B,C,D. Drugim tematem na początek są długości torów optycznych (dla nasadek 2” oczywiście większe od nasadek 1,25”). Należy tu precyzyjnie odróżniać długość toru optycznego podawanego przez producenta z tym który będzie działał u nas w układzie. Przykładowo - pozbywając się z nasadki 2” elementów skręcanych z korpusem możemy znacznie zmniejszyć realną długość toru optycznego. Generalnie należy więc zacząć od pomiarów oraz rozrysowania sobie poszczególnych elementów (rys. (1)) – przypominam: celem nadrzędnym jest oczywiście pełny przelot dla stożka świetlnego. Dla purystów zaznaczam, że sam okular ogniskuje w określonym miejscu od ostatniej soczewki (nie mylić z ogniskową okularu), tworząc płaszczyznę plamki w stożku świetlnym, są na to odpowiednie wzory (ogólnikowe, sporo zależy od konstrukcji okularu). Dopiero w oparciu o taki rysunek można zacząć działać na arenie tokarsko – frezarskiej, z tym że polecam zrobienie najpierw jakiejś taniej atrapy układu i sprawdzenie wszystkiego „w naturze” - czy układ ogniskuje, z jakimi okularami, czy nie ma potrzeby dodać lub odjąć wymiaru na jakimś elemencie itp. Teraz druga sprawa, kto wie, czy nawet nie ważniejsza: budowa bino opartego na lustrzanych kątówkach w zasadzie kończy się na średnicy obiektywu 100-110 mm, większy obiektyw wymagałby po prostu trzech a nie dwóch kątówek z uwagi na niemożność ustawienia prawidłowego rozstawu okularów. Z drugiej strony mniejsze obiektywy mogą stanowić bazę dla bino opartego nawet o jedną kątówkę na tor optyczny. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że nie możemy stosować kątówek lustrzanych na zasadzie układu jednoimiennie symetrycznego, ponieważ otrzymamy obrazki dla prawego i lewego oka niesymetryczne, a jednak ważne żeby prawa strona zgadzała się z lewą… Układ przeze mnie proponowany daje na wyjściu obraz odwrócony, ze zgodnymi stronami prawa-lewa i identycznym układem w każdym okularze, czyli – jest ok. Należy też mieć na uwadze, że im mniejsza będzie ogniskowa obiektywu, tym dość gwałtownie rośnie nam konieczność stosowania elementów o dużych przedlotach, Zresztą AC rośnie również bardzo gwałtownie, odradzam więc ATM z obiektywów rzędu f/3 czy f/4. Generalnie po wykonaniu projektu przystąpiłem do zastanawiania się nad konstrukcją, myślę, że ideę najlepiej ocenicie na fotkach. Z uwagi na posiadany montaż musiałem bino nieco wypchnąć do góry na dovetailu, ale okazało się to bardzo wygodne w praktyce obserwacyjnej. Optycznie - oceniam ten sprzęt bardzo wysoko pod względem możliwości (to nie brak wrodzonej skromności… Lornetka prawdopodobnie ma sprawność około 96%, nieosiągalną dla sprzętu stockowego. Ma też w okularach klasy panoptica ultrapunktowe gwiazdki w szerokim polu, co jest w standardzie praktycznie niewykonalne dla lornetek pryzmatycznych, a jeśli już to kosztem nieprawdopodobnej ceny takiego sprzętu. Ta ATM-owa lornetka przypomina w zasadzie swoimi obrazkami fujinona 16x70, oczywiście nie w sensie możliwości, ponieważ to 2x110z taką sprawnością walczy spokojnie z 8” dobsem, chodzi mi o „lekkość” obrazu znaną świetnie z Fuji, widzialność zwiewnych detali, które w innych lornetach zwyczajnie nie są rejestrowane. W sensie designu – nie mnie oceniać, kwestia gustów i guścików  Użyte materiały: -Obiektywy achromatyczne, dwusoczewkowe o średnicach po 110mm, ogniskowych 532 mm (F/4,83), cele niekolimowalne (obiektywy były oczywiście osiowane i kolimowane optycznie przez ostatecznym skręceniem w celi - na prawdziwych gwiazdkach, krążki dyfrakcyjne ok.), cela i cała lornetka jest rozkręcana i łatwa w ewentualnym czyszczeniu. -Tubusy: aluminium, lakierowane proszkowo, środek wyczerniony, diafragmy, welurowane, odrośniki (aluminium). -Dwie nasadki 2” TS dielektryczne 99%, dwie wysokiej klasy nasadki WO 1,25”. -Pierścienie łącznikowe Baader (do łączenia nasadek), focusery helikalne Baader -Baza do osadzenia lornetki (aluminium), sześciopunktowa kolimacja torów optycznych poprzez zmianę położenia jednego tubusa (pełen zakres ruchów). Dane lornetki: -Lorneta 2x110mm, zakres powiększeń: dowolny -Możliwość współpracy ze wszystkimi rodzajami okularów 1,25” -Najmniejsze powiększenie użyteczne 25x (ze względu na winietowanie samych okularów) -Idealne powiększenie dla DS (ciemne niebo): 35-45x -Sensowne powiększenie użyteczne : około 120x -Sprawność około 96% (nie mierzona, określona z subiektywnie). -Waga: około 8,5 kg z ciężkim dovetailem w standarcie Losmandy. -obraz: odwrócony -zakres rozstawu źrenic obserwatora: typowy zakres dla osób dorosłych. Wrażenia użytkowo – obserwacyjne: Gabaryty sprzętu raczej uniemożliwiają traktowanie tej lornetki jak sprzętu „trawlerowego”. Wagowo i w sensie przygotowania do pracy rozstawienie/kolimacja sprzętu zajmuje kilka minut i w zasadzie jest to czas zbliżony do czasu jaki musimy poświęcić przygotowaniu się do sesji z niewielkim refraktorem. Jest jednak łatwiej, ponieważ nie ma tutaj konieczności manipulowania montażem, napędem, przeciwwagami itp. - po prostu zakładamy bino na montaż i … go! Kolimacja sprzętu przeprowadzona powinna być na maksymalnie dużym powerze (mam na myśli kolimację torów obu tubusów). Ze względu na dowolną dokładność tej kolimacji można uzyskać tzw. ideał – precyzję zupełnie nieosiągalną w lornetce opartej o kolimację pryzmatami, a uwierzcie - z kolimacją pryzmatami w klasycznych konstrukcjach miałem kilkakrotnie sporo problemów. Konstrukcja uniemożliwia zmianą rozstawu tubusów w trakcie pracy, kolejny user musi po prostu kolimować sprzęt „pod siebie”. Jest to spora wada (lornetka raczej nie nadaje się na pokazy nieba w grupie), ale i zaleta – sztywność konstrukcji oraz powtarzalność ustawień na kolejnej sesji. Sprzęt odwraca obraz, więc nie nadaje się do obserwacji dziennych, jest to świadomy wybór związany z maksymalizowaniem sprawności optycznej bino. Abberacja chromatyczna w takim sprzęcie oczywiście występuje, ale o dziwo – jej poziom nie przeszkadza w powiększeniach rzędu 30-50x, astygmatyzm jest na zupełnie przyzwoitym poziomie. W obserwacjach w dobrych warunkach lornetka rozdziela epsilony w Lutni przy Powerach rzędu 80-100x. Co i jak widać: 1)Mgławice, galaktyki – do powiedzmy ok.10 mag jest bardzo łądnie, wrażenia na dużych jasnych m-kach są ZNACZNIE przyjemniejsze od tego co daje nam 8” newton! Nie chodzi tu o samą jasność obiektu, tylko wrażenie ogólne, kontrast, punktowość gwiazd, subiektywne wrażenie odbioru delikatnych struktur. Przy ciemniejszych obiektach oczywiście daje znać o sobie apertura i tutaj z newtonem rzędu 8-10” lornetka już nie powalczy. M31 w tej lornetce po prostu zachwyca, można doszukiwać się pasm pyłowych, dla mnie widok był podobny jak z 8” newtona, ze znacznie lepszym kontrastem i lepszymi gwiazdkami. Dobrze widoczny jest triplet w Lwie. M27 – miodek. Natomiast niewielkie struktury (kątowo) takie jak M57 w Lutni nie są zbyt spektakularne, brakuje możliwości powerowania i samej apertury. Veil – zaskakująco dobrze, nawet świetnie, zdecydowanie mniej widzę w 107APO z baaderowską nasadką bino giant. 2)Gromady kuliste – znośnie, M13 rozbita na obrzeżach (dość dokładnie, patrzeniem „na wprost) a w dobrych warunkach coś tam majaczy w środku, jednak tutaj tylko apertura – mój 12” newton „masakruje” po prostu refraktory na takich obiektach. 3)Planety i Księżyc -Saturn – nieźle, szczelina Cassiniego na granicy separacji, w dobrych warunkach (wyższe położenie planety) z całą pewnością możliwa do rozdzielenia. AC niewielkie, trochę czerwonawego zafarbu na dużych powerach. Obrazek nieco lepszy od tego w refraktorze 102/500 lub 120/600, ale to jednak patrzenie obuoczne. Jowisz – da się zauważyć struktury, AC nieco przeszkadza ale nie jest źle Mars –raczej na zasadzie zaliczenia, widoczne obszary, ale spora AC. Księżyc – super, oczywiście w stosunku do APO nie ten kontrast i szczegół, ale obraz typowo refraktorowy, z wszystkimi jego zaletami i wadami. 3)Gromady otwarte, układy gwiazd – i to są główne obiekty których celem jest ten sprzęt! Patrząc na „chichotki” o mało nie spadłem z wrażenia z krzesełka obserwacyjnego, stojący obok topowy triplet APO 107mm (strehl ratio 99,6) ze świetną nasadką binokularową został odstawiony na boczny tor. Przede wszystkim dała o sobie znać sprawność lornetki, tylu gwiazd w tej gromadzie nie widziałem jeszcze w takim polu - WOW! Równie rewelacyjnie widoczne są niewielkie gromady otwarte – powiększenia rzędu 35-50x umożliwiają zabawę z tą lornetą na długi noce obserwacyjne. Również pokusić się można o dość rozdzielanie wielu układów wielokrotnych. Podsumowanie: Jak wiadomo teleskopów „do wszystkiego” nie ma. Lornetka o której tutaj piszę również nie jest sprzętem uniwersalnym. Pisanie, że taka lornetka jest odpowiednikiem refraktora o aperturze ok. 130mm lub 180-200mm newtona jest kompletnym bezsensem. Lornetka to lornetka i na tym tę głęboką myśl zakończę… , a powód takiego traktowania porównań – myślę że wynika z niniejszego opisu w części wrażenia obserwacyjne. Tak więc – sprzęt uniwersalny nie istnieje, ALE: przyznam się szczerze – w moim przypadku to bino jest sprzętem po prostu najczęściej używanym. Ponieważ noszę się z zamiarem budowy nieco większej dwururki, być może wkrótce lorneta ta będzie dostępna dla chętnego nabywcy. Idea ATM tak w zasadzie działa – bardziej kręci tworzenie niż posiadanie Przepraszam za jakość fotek, komórka…
  11. Nie ulega wątpliwości, że jest w naukowym świecie parcie na egzoplanety. Ilość zidentyfikowanych światów obiegających inne słońca dobija powoli do dwóch tysięcy. Każdy z nas z kawałkiem, niewielkiego nawet, teleskopu i niezbyt oszałamiającej kamery CCD, może zarejestrować ślad niejednego z tych światów (jak? wystarczy wejść tu, a po kilku chwilach czytania w zasięgu ręki będzie to. ). Wszyscy mamy jednak pewne ograniczenie. Potrafimy wykryć planetę. Obserwując kolejne zaćmienia, bądź przesunięcia w liniach widma, określić jej orbitę i masę. Wiele z projektów dysponuje sprzętem potrafiącym oszacować również rozmiar takiej planety, a więc i pośrednio typ globu z jakim mamy do czynienia (np wielki skwarek, gorący gazowy gigant, śnieżka, a może coś w rodzaju Neptuna, itd. itp.). Potrafimy oszacować panujące na niej temperatury i spekulować czy mogło by pojawić się na nich życie jakie znamy, przeliczając wszystkie znane parametry gwiazdy centralnej układu i znane parametry orbity egzoplanety. Ano właśnie, spekulować, nie sprawdzić. Generalnie dzieje się tak dlatego, że o ile w wielu przypadkach potrafimy z bardzo dużym "procentem pewności " powiedzieć "czy", to nie potrafimy powiedzieć "jaką" atmosferę posiada wykryta planeta. W tym momencie wszystkie piękne wyliczenia dla habitable zones, uwzględniające to i owo z cech gwiazdy oraz profesjonalnie biorące pod uwagę wszelkie ekscentryczności orbity egzoplanety, możemy tak naprawdę potraktować jako fiction dolepione do science. Nie oznacza to jednak, że nikt nie zastanawia się, jak by ten temat ugryźć. Pomysłów jest sporo. Niektóre zaskakują niestandardowym podejściem do tematu, jak choćby próby łapania radiowego echa zórz polarnych egzoświatów i na podstawie ich charakterystyki określanie w jakim środowisku dana zorza powstała. Są też bardziej standardowe, próbujące jakoś ugryźć spektrometrię egzoplanety tranzytującej przed tarczą swojej gwiazdy (teoretycznie, część światła gwiazdy przedostanie się przez atmosferę planety nie odbijając od jej powierzchni, co może "dodać" do widma absorpcyjnego gwiazdy dodatkowe ślady z atmosfery egzoplanety). Pomijając jednak aspekt techniczny jak, wszyscy liczą na metodę dającą szanse na poznanie składu atmosfery danej planety. Mając bowiem takie dane, można już pokusić się o rokowania dla ewentualnego życia na poważnie. Co więcej, można się pokusić o szukanie dowodów na jego istnienie - biosygnatur. Brzmi dobrze. Zanim zacznę jednak grzebać w tym głębiej, trzeba przyjrzeć się samej idei biosygnatur i ogólnie zrozumieć jak udowadniają one życie. Biosygnatura to, generalizując, jakakolwiek substancja która spełnia kryteria dowodu naukowego występowania w danym środowisku życia (takiego jakie znamy i zgodnego z obecną definicją tegoż) obecnie lub w przeszłości. Oznacza to, że takimi biosygnaturami będą na przykład skamieniałości geologiczne, specyficzne, izotopowe zestawienia węgla, azotu i wodoru które w danym środowisku nie mogły powstać bez udziału organizmów żywych, poprzez konkretne substancje chemiczne, takie jak różnego rodzaju kwasy czy alkohole, które generalnie mogą powstać tylko na drodze biologicznych przemian w żywym organizmie, aż po takie sprawy jak konkretne, specyficzne kształty otworków w jakiejś skale... Ano tak. Jak się nad tym zastanowić, to wcale nie jest to takie proste. Po pierwsze znakomita większość znanych biosygnatur wskazuje na... konkretne ziemskie gatunki. Jakieś alieno-robaczki z Enceladusa mogą robić swoje alieno-jamki w kształcie gwiazdek zamiast spiralek i po zawodach. Bo gwiazdki powstają np. również jako efekt zwykłego wytrawiania skały X przez kwas Y występujący w środowisku które badamy. Patrzeć na ślad życia, nie oznacza rozpoznać go. Oczywiście problem działa także w druga stronę - wystarczy przypomnieć sobie historię z ogłoszeniem dowodu na istnienie życia pozaziemskiego na podstawie interpretacji śladów znalezionych w meteorycie ALH84001. A to wszystko przecież dotyczy skamielin, czegoś konkretnego i namacalnego. Ze śladem kilku specyficznych linii absorpcyjnych na widmie odległej gwiazdy, złapanej w odpowiednim momencie tranzytu, będzie znacznie mniej konkretnie. Ktoś spyta: "No jak? Czy skamielina, czy set specyficznych linii absorpcyjnych, dowód to dowód." No więc niekoniecznie. Przejdźmy do tych biosygnatur, których mają zamiar używać astrobiolodzy do egzoplanet. Na początek wspomnę, że pomijam takie markery jak stosunek izotopów węgla-owego do węgla-śmakiego i generalnie całą tę grupę, bo nic nie wskazuje na to, abyśmy w przewidywalnej przyszłości zdołali opracować technologie zdolną do tak precyzyjnych zabaw. Na początek pewnie dostaniemy coś znacznie bardziej topornego. Co nie znaczy, że nie ma równie topornych biosygnatur . Do takiej grupy, należą zależności w składzie atmosferycznym pomiędzy tlenem, a metanem, oraz wodorem, a metanem (jest jeszcze kwestia podtlenku azotu, ale zostawmy to na razie. Dla ciekawych opracowanie o tym aspekcie można znaleźć w artykule - Mars na Ziemi, Ziemia na Marsie - link). Skupmy się na pierwszej z wymienionych biosygnatur atmosferycznych. Załóżmy, że wszystkie pozostałe parametry nie wykluczają istnienia życia na planecie X. Orbita jest stabilna, nie jest ekscentryczna i nie zdradza śladów poważnych "przejść" z przeszłości. Planeta obiega gwiazdę odpowiedniego typu w odpowiedniej odległości, a układ jest w odpowiednim wieku. Nie mamy też do czynienia z ciasnym rajderem wokół gwiazdy typu M, planeta nie jest zsynchronizowana, nie jest też narażona na silny wiatr słoneczny od za dużej tym razem gwiazdy itp. itd. Załóżmy, ze mamy stabilny, przyjazny życiu (w naszym mniemaniu i wedle naszej obecnej wiedzy) świat, w którego widmie odnaleziono odpowiednie linie absorpcyjne, świadczące o występowaniu w odpowiednich ilościach pary wodnej, metanu i tlenu, a jednocześnie nie pojawiły się tam żadne "niechciane" linie, które wykluczyły by sprzyjające warunki. Co tak naprawdę w tym momencie wiemy? Tlen i metan nie są w stanie za długo istnieć obok siebie, gdy znajdują się w tej samej atmosferze. Reagują, przekształcając w tlenek węgla i wodę. "No ale jak to? Przecież na Ziemi, oba te elementy współistnieją." Dokładnie tak, nie mogły by beż życia. Oba składniki są stale uzupełniane w szybszym tempie, niż są w stanie zanikać. Tlen pochodzi z roślin, metan jest emitowany przez zwierzęta (no dobra, przez wulkany na przykład też, ale generalnie, dostawy obu gazów trafiają cały czas do atmosfery ziemskiej dzięki dużym ilościom różnego rodzaju organizmów żywych zasiedlających Ziemię). Mamy zatem biosygnaturę! Aby na pewno? A kto powiedział, że nie złapaliśmy tranzytującego egzoświata w którego atmosferze jest tlen obieganego przez księżyc otulony atmosferą metanową? Jeśli nasze instrumenty będą miały zbyt małą precyzję by rozróżnić chwile ingresu i egresu każdego z tych ciał, łatwo będzie o nadinterpretację. Nasza planeta X ze swoim metanowym księżycem nie musi być ustawiona idealnie tak, aby dało się zaobserwować "zaniki metanu" w widmie, gdy księżyc naszej bohaterki akurat przemieszcza się miedzy gwiazdą, a planetą, lub jest "zasłonięty" przez planetę nie mogąc "wpływać" na wynik pomiaru. Jego orbita może być na tyle niestandardowa, że do zaćmień nie dojdzie i zostaną nam do łapania znacznie trudniejsze "chwile" gdy planeta już tranzytuje, a jej księżyc jeszcze nie (lub na odwrót). To bardzo prosty przykład, pamiętajmy o nim, gdy usłyszymy w mediach, o wykryciu śladów życia opartych o atmosferyczne biosygnatury. Bazując na: http://sites.google.com/site/astroamator/home/artykuly - Habitable zone - strefa mitów http://www.esa.int/Our_Activities/Space_Science/Mars_Express/Signatures_of_life http://en.wikipedia.org/wiki/Biosignature http://www.astrobio.net/news-exclusive/are-super-earths-and-habitable-zones-misleading-terms/ http://www.astrobio.net/news-exclusive/exomoons-give-false-positives-search-life/ http://www.pi.lu.se/archive/former-advanced-study-groups/asg-2012-2013/signatures-of-life http://www.reasons.org/articles/signatures-of-life-on-an-exoplanet http://exoplanet.eu/ więcej artykułów o podobnej tematyce: https://sites.google.com/site/astroamator/home/artykuly Images credit: NASA
  12. Redaktor poszukiwany. A konkretnie, odnawiamy z @Jazz w grupie Astropolis ideę serwisu popularnonaukowego (coś na wzór blogs.discovermagazine.com, www.sci-news.com, news.discovery.com, itp). Szukamy kogoś co najmniej na pół etatu (lub full), idealnie np. do pracy z domu w wymiarze 2-giej zmiany (wieczory). Potrzebujemy od ręki zaangażować kilka osób. Model współpracy oraz wynagrodzenie - do negocjacji (czyli wygodne dla potencjalnych chętnych). Kochasz nowinki techniczne, naukowe, czy astronomiczne, jesteś uzależniony od czytania takich serwisów? Potrafisz pisać i kochasz budować treści w internecie - aplikuj! Serwis informacyjny będzie zintegrowany z Astropolis.pl (poprzez system komentarzy i nowych wątków), a więc w dużej mierze praca polega na budowaniu atrakcyjności także samego forum (to informacja dla tych, którzy kochają AP). Zainteresowanych proszę o kontakt na PW. Z góry dzięki.
  13. Centralne biuro telegramów astronomicznych donosi, że kilka godzin temu Koichi Itagaki odkrył jasną gwiazdę nową w Delfinie. Jej jasność to około 6.5 mag, a znajduje się ona w miejscu o współrzędnych: 20 23 30.73, +20 46 04.1 Jeśli ktoś ma dobre niebo, to chyba warto na nią zapolować.
  14. Myśl, która zakiełkowała w temacie na sąsiednim forum doprowadziła z biegiem czasu do czegoś, co wstępnie nazwałem (Międzyforumowym) Konkursem Wiedzy Astronomicznej. Nazwa jak nazwa, jeśli pojawi się lepsza propozycja to się zmieni. Dlaczego "mędzyforumowym"? Otóż zamierzam go przeprowadzić równolegle na dwóch forach astronomicznych - Białym i Czarnym...stąd też użyty motyw yin-yang, symbol współistnienia, współdziałania i w pewnym sensie również rywalizacji. Te same zasady, te same pytania, a na koniec wspólny finał. Jeśli już rywalizować to może właśnie na polu wiedzy astronomicznej? Co oczywiście nie zmienia faktu, że konkurs ma charakter indywidualnych zmagań z innymi uczestnikami i wiedzą astronomiczną. Chciałbym, żeby była to przede wszystkim fajna zabawa, bez jakiejś chorej rywalizacji. Chciałbym też, żeby to była jakaś przeciwwaga dla astrofotograficznej większości na forum. Dlatego też będę się starał, żeby pytania oprócz spełniania podstawowej roli, pobudzały do dyskusji na tematy rzadziej poruszane na tym forum. Co mam? 1. Pomysł i błogosławieństwo adminów 2. Wstępny regulamin: http://astropolis.pl/topic/44037-konkurs-wiedzy-astronomicznej-regulamin/ 3. Jakieś tam nagrody Czego potrzebuję? 1. Rozwiania wątpliwości odnośnie formy udzielenia odpowiedzi: a ) czy odpowiedź na priv może być miarodajna odnośnie czasu udzielenia odpowiedzi b ) czy samo uzależnienie punktacji od czasu udzielenia odpowiedzi jest dobrym pomysłem (będę tego mocno bronił) 2. Pomocy merytorycznej...Zapytałem Krzyśka Kidę, mam nadzieję, że się zgodzi, marzeniem byłby Piotrek Guzik, ale pewnie wolnym czasem za bardzo nie dysponuje, Panasmaras? Polaris? Chodzi o to, że ogarniając sprawę samodzielnie nietrudno ustrzec się błędów, a błędy to problemy, problemy to kłótnie. Małe jury, które będzie uczestniczyć w układaniu pytań i potem w rozwiązywaniu ewentualnych sporów to wiadomo "co 3-4 głowy to nie jedna" 3. Sponsorów! Jak już wspomniałem coś tam już mam, ale potrzeba nagrody dla ogólnego zwycięzcy (finału) i najlepszych w zmaganiach forumowych (tutaj myślę, że każde forum zadba o swoich). Zapraszam do dyskusji. Co prawda mam koncepcję, która zawarta jest w regulaminie, ale jak widać są wątpliwości, a może jest coś o czym nie pomyślałem Jak widać, początek planuję na marzec, a luty chciałbym przeznaczyć na dopieszczanie szczegółów i pewnie próbę testową. Aha, konkurs na drugim forum firmować będzie grafika z odwrotnym yin-yangiem. Grafikę-matkę przedstawiłem tutaj: http://astroparody.b.../01/teaser.html Dodatkowo na blogu chciałbym przeprowadzić finał. Technicznie jest idealny, ponieważ mogę ustawić automatycznie kiedy mają pojawić się pytania. Dodatkowo można odpowiadać w komentarzach, ponieważ i tak są moderowane więc nikt ich nie zobaczy dopóki nie wpłyną wszystkie Miałem też luźną myśl o jednym specjalnym etapie na łamach Astronomii Amatorskiej, ale nie bardzo wiem jak mogłoby to wyglądać :/
  15. Witajcie, mam przyjemność ogłosić wyniki Plebiscytu Astropolis "Najpiękniejsze Zdjęcia Kosmosu" - edycja Wrzesień 2013. Wątek doczekał się 9424 odsłon (na chwilę zamknięcia głosowania) oraz oddano 718 głosów przez Astropolis oraz 425 przez Facebook. Edycja ta była wyjątkowa, gdyż po raz pierwszy daliśmy możliwość głosowania osobom nie związanym z naszym forum a nawet nie mającym pojęcia o tajnikach astrofotografii - udostępniliśmy głosowanie przez Facebooka. Najczęściej fotografowanym obiektem w miesiącu wrześniu była galaktyka M33 :-) Wyniki: W kategorii wyboru najlepszego zdjęcia przez użytkowników Astropolis.pl: Miejsce 1 - Fotografia obszaru Rho Ophiuchi, wykonana przez Piotrka Sadowskiego! (78 głosów, 10,86% wszystkich głosów, zdjęcie #28) Piotrek zaserwował nam prawdziwą ucztę dla zmysłów tym zdjęciem. Sam obszar jest marzeniem wielu astrofotografów. Miejsce 2 - Mgławica Laguna, M8 - Piotrek Sadowski (73 głosy, 10,17% wszystkich głosów, zdjęcie #53) Miejsce 3 - Melotte 15 w palecie HST - Jacek Bobowik (jcbo) (55 głosów, 7,66% wszystkich głosów, zdjęcie #46) W kategorii wyboru najlepszego zdjęcia przez użytkowników serwisu Facebook: Wygrana - Fotografia NGC 7293, Mgławica Oko Boga - Tomek96 (61 głosów, 14,35% wszystkich głosów) Serdecznie gratulujemy zwycięzcom! Paweł ---- Linki: Głosowanie odbywało się pod tym linkiem. Możesz tam zobaczyć wszystkie zgłoszone na Astropolis prace w danym miesiącu: http://astropolis.pl/topic/42580-najpikniejsze-zdjcia-kosmosu-wrzesie-2013-plebiscyt-astrofotografii-astropolis/ PARTNEREM MEDIALNY PLEBISCYTU JEST PROGRAM GALILEO EMITOWANY W TELEWIZJI TV4. http://astropolis.pl/topic/42565-galileo-patronem-medialnym-plebiscytu-na-najlepsze-zdjcie-kosmosu/
  16. Dochodzą do mnie informacje, że jest jakiś problem z dodawaniem załączników. Niestety, jak to w życiu bywa, u nas działa więc żeby zlokalizować bug'a potrzebujemy waszej pomocy. Czy ktoś może potwierdzić, czy miewa takie problemy. Jeżeli tak, to w jakim dziale, którym poście (link), jaki wgrywał plik (rozszerzenie) i o jakiej wielkości. Z góry dzięki za pomoc. PS. na dowód załączam jakieś zdjęcie.
  17. Znów bawiłem się mapą nieba i wychodzi że 3 listopada (w Lublinie i dalej na południe) będzie można obserwować je jako częściowe. Chciałbym to zweryfikować przez fachowca. Almanach Astronomiczny zapodaje je jako nie widoczne w Polsce.
  18. To już oficjalnie - witamy w gronie partnerów promujących astronomię i astrofotografię znany program popularnonaukowy Galileo: https://www.facebook.com/galileopolska?fref=ts Jutro o godzinie 19:00-20:00 wyemitowany zostanie odcinek, w którym widzowie dowiedzą się o nas i naszej inicjatywie. Z tego też względu musimy przyspieszyć start akcji. W formie ewolucyjnej plebiscyt ruszy już jutro (thx Paweł). To dopiero początek naszej współpracy, ale liczę, że wkrótce zapowiem kolejne fajne wiadomości. O programie: Galileo – program popularnonaukowy, nadawany od 2007 roku na antenie kanału TV 4 na podstawie formatu stworzonego dla niemieckiego kanału ProSieben w 1999 roku , każdy odcinek programu (premiera+powtórki) osiąga oglądalność na poziomie 1.000.000. osób, plasującą go w czołówce programów nadawanych przez stację TV 4. W programie prezentowane są kulisy produkcji codziennych i niecodziennych przedmiotów, odkrywane tajemnice wynalazków, wyjaśniane przeróżne zjawiska, a także ciekawostki ze świata. Czas trwania jednego odcinka wynosi około 45 minut (bez reklam).
  19. Ponieważ pojawiła się pewna kontrowersja to postanowiliśmy się zwrócić z pytaniem do społeczności. Pytanie na pierwszy rzut oka jest proste: - Czy moderator/astrofotograf może brać udział w plebiscycie, w którym nie ma jury, tylko sama społeczność wybiera najlepsze zdjęcie? Jakie są więc kontrowersje: - z niepisanej zasady wynika, że organizator nie może brać udziału we własnym przedsięwzięciu, ale... pytanie, kto jest organizatorem takiego plebiscytu, bo ja osobiście mam wątpliwości. Wg mnie, to społeczność jest organizatorem, a my tylko nim moderujemy, wykonujemy dla Was czarną robotę. Nie mniej, nie mamy wpływu na to, jak głosujecie. - administrować plebiscytem będą astrofotograficy - z natury rzeczy, bo się na tym znają i mają motywację. Odcięcie ich od możliwości prezentowania swoich prac dla szerokiego odbiorcy (plebiscyt będzie miał promocję poza forum, włącznie z wystawami, czy TV) to przykra sprawa, bo przecież kochają astrofotogafię i nie chcieliby być pomijani w czasie prezentacji najlepszych prac. Proszę więc o oddawanie głosu w anonimowej ankiecie oraz ew. dyskusję w tym temacie. Dzięki w imieniu całego zespołu moderującego. Hej.
  20. Coś tam pisałem o tym w innym wątku, ale tam nie wypadałoby kontynuować...Obiecałem wstawić fotki "surowizny" warsztatowej - to są elementy prototypu, naprawdę surowe. Następne zdjęcia to będzie relacja ze składania gotowego montazu na słupie. No to fotki: 1. fragment oprawy ślimacznicy DEC 2. widok "przymierzonych" części podstawy 3. to samo "od góry" 4. niektóre elementy są już anodowane, tak je tylko przymierzyłem.. Zdjęcia nie oddają wogóle wielkości tych elementów, np oprawa Slimacznicy RA D=400mm, ślimacznica Dp=360mm mod 1, itp. Dokładne dane o montazu podam w trakcie relacji z jego ustawiania w obserwatorium. A skoro już o obserwatorium, to pilnie konstruuję roll-of. Własnie pozostało juz tylko ułożenie pokrycia konstrukcji. Pewnie będę to robił w jakąś zamieć śnieżną...fotki: Pozdrawiam!
  21. Wlasnie przyjechala do mnie "testowa" Synta 200/1200 na Dobsonie. Wpadlem na pomysl, aby pierwszy raz w naszym astro-swiecie PL zrobic recenzje "na zywo". A wiec zaczynamy! Pierwsze wrazenia Zaczne od pochwalenia firmy FotoClassic za sprawnosc z jaka zalatwila formalnosci zakupowe. Teleskop zostal zamowiony przez mail w srode w nocy, czyli w efekcie w czwartek rano zostalo odebrane zamowienie. Firma potwierdzila wysylke i powiedziala, ze w piatek bedzie w Warszawie. Dzisiaj mamy piatek i teleskop juz o godz. 11 czekal w moim biurze. Sprawy zawodowe nie pozawolily mi sie jeszcze dokladnie przyjrzec sprzetowi, ale tyle co juz zobaczylem - dalo mi bardzo dobre wrazenie. Wszystko wyglada solidnie, szczelnie zapakowane w 2 pudla. Dobson jest oczywiscie w osobnym plaskim pudle. Trzeba od razu zaznaczyc, ze calosc jest naprawde duzych rozmiarow i robi duze wrazenie na nieobeznanych w temacie. Kazdem sie wydaje, ze to sprzet HITECH. Ledwo mi sie to zmiescilo do duzego auta kombi (w pudlach). Sprawdzilem, czy lustro jest w calosci i czy sie jeszcze trzyma. Wszystko wyglada OK i jak przetransportuje sprzet do domu to ogledziny posuna sie dalej. Potem pierwsze testy wizualne. Przez weekend bedziemy testowac sprzet razem z Andrzejem Lysym i kazdym kto bedzie mial na to ochote. Miejmy nadzieje, ze pogoda dopisze. Jakby co, mamy jeszcze na to caly tydzien. Spodziewajcie sie tez sporego materialu fotograficznego. Drugie spojrzenie - 22:00 Synta jest juz zlozona, co zajelo mi ok godzinki. Skrecanie tego Dobsona przypomnialo mi stare czasy, jak zawzialem sie i postanowilem sam poskrecac meble z Ikeii. Musze przyznac, ze te "meble" skrecalo sie sprawniej niz ikeoskie. Kto mial do czynienia ze skladaniem mebli IKEA ten wie, jaki to szajs. Tu naprawde bylo sprawniej. Wszystko pasowalo i nic nie brakowalo. Calosc ma kolor bialy i wyglada bardzo solidnie. Tubus Tubus jest zwiniety z cienkiej blachy. Nie odczuwam na razie jakis problemow z tym zwiazanych. Nie jest ciezki - zdecydowanie lzejszy od montazu Dobsona. Jako ciekawostke powiem, ze tubus z tylu nie ma zakonczenia. Widac tyl (pyreksowy?) lustra. Przypuszczam, ze takie rozwiazanie moze powodowac szybsze chlodzenie sprzetu w porownaniu z zamknieta konstrukcja. Po otwarciu przedniej pokrywy calosc powinna chlodzic sie na zasadzie "komina". Przetestujemy w polu, na razie to domniemania. Pierwsze lookniecie na jasne punkty (bloki - brak pogody) daje sznase, ze kolimacja sie jakos trzyma. Na werdykt w tej kategorii trzeba bedzie jednak zaczekac do testow polowych pod gwiazdami. Jako plus nalezy zaliczyc tu zaznaczony srodek lustra w formie kolka, co moze znacznie ulatwic proces kolimacji. Przynajmniej odpada nam problem wyznaczania srodka. Zastanawiam sie, czy jest ono juz standardowo od producenta, czy moze ktos w fotocalssicu je justuje? Pajak jest na plaskownikach - nie drutach. Zamocowany solidnie i sprawia wrazenie dosyc malego. Lusterko wtorne podwieszone jest nizej i srednica jest wieksze od gornej czesci - wykonane z jednego kawalka szkla. Wyciag i szukacz Wyciag chyba najbardziej mnie zaskoczyl. Wyglada na naprawde solidny. Nie jest to zaden plastik - jak w "niskich" Meade'ach. Pracuje sprawnie, jak na te klase cenowa. Oczywiscie przy calkowitym wysunieciu daje sie odczuc lekki luz - ale zupelnie w granicach przyzwoitosci - a moze nawet i lepiej. Na pewno jest to mniejszy luz, niz mialem w refraktorze Celestrona. Aczkolwiek trzeba pamietac, ze tu mamy znacznie krotszy zakres jego pracy. W zestawie mamy 2 adaptery - jeden 1.25", a drugi 2". Tak samo jak w przypadku wyciagu - zero tworzywa sztucznego. Wyciag zamontowany jest solidnie i nie ma co mu zarzucic. Duza i wygodna sruba dociskowa dopelnia calosci. Szukacz bardzo przypomina model z Soligora. Natomiast jego zaleta jest to, ze posiada tylko 2 sruby regulacyjne, a trzecia jest "teleskopik", ktory automatycznie dociska reszte. Pozwala to na bardzo latwe centrowanie szukacza wzgledem osi optycznej teleskopu. Szukacz ma obudowe metalowa. Regulacja ostrosci odbywa sie przy obiektywie. Krzyz jest ostry i wyrazny. W opisie podaja, ze jest to 9x50, mi on wyglada na 8x50. Ogolnie duzy plus za szukacz, ktory jest znacznie lepszy niz ten, ktory mialem przy refraktorze Celestrona. Dlaczego tak porownuje z tym Celestronem? Pamietajmy, ze obydwa modele produkuja te same chinskie fabryki i spodziewalem sie, ze wiele elementow bedzie identycznych. Montaz Dobsona Tu mam najwiecej problemow. Nie lubie majsterkowac, a w tym wypadku zostalem do tego zmuszony. Sporo srubek i tak jak pisalem, przypomnialy mi sie czasy wlasnorecznego skrecania mebli by Ikea. Zdaje sobie sprawe, ze nie dla kazdego jest to problemem. Dla mnie bylo i mnie z tego powodu bardzo bola nadgarstki. Mam wlasnie przez to duzy problem z pisaniem na klawiaturze! Calosc jest jednak dobrej jakosci i trudno cos tak prostej konstrukcji zarzucic. Calosc wyglada, ze chodzi w miare przyzwoicie. Na bokach znajduje sie regulacja sztywnosci - im bardziej skrecimy, tym jest sztywniej. Bede musial chyba poluzowac tylko srube skrecajaca dwie plaszczyzny - tu troche chodzi za ciezko. Generalnie konstrukcja wydaje mi sie dosyc ciezka - jeszcze nie wiem, czy traktowac to jako wade, czy zalete. Po skreceniu do kupy, nie jest duzy - w calosci wejdzie do bagaznika. Jutro powinny byc fotki, wiec kazdy zobaczy, jak to wyglada z bliska. Plusem jest to, ze kazdy zestaw srubek zaleznie od punktu w instrukcji (angielska) jest pogrupowany i nie ma problemu z dopasowaniem danych elementow. Klucze oczywiscie sa w komplecie - tzn. srubokret oraz 2 plaskie. Co tu mozna jeszcze wiecej napisac - zobaczymy jak sie bedzie sprawdzac w praktyce. Na razie jest sztywne i nie widac jakis szczegolnych podatnosci na drgania. Trzeba zauwazyc, ze nigdy nie bylem zwolenikiem Dobsonow, ale po woli zaczyna mi sie to rozwiazanie podobac. Jest na pewno bardzo wygodne. Zadnych przeciwwag, zadnych glowic. Calosc sklada sie z 2 elementow. Dodam jeszcze, ze z przodu montazu znajduje sie puleczka na 4 okulary (1 otwor na 2"). Okulary w zestawie Zestaw sklada sie z okularow: Super 10mm LER (Long Eye Relief), Super 20mm Wide Angle LER, 28mm 2". Wiecej napisze dopiero, kiedy przetestuje je na niebie. Najbardziej intrygujacy jest okular 2" 28mm. Parametrami na pierwszy rzut oka przypomina nowe 2" okulary Soligora - pole tez wyglada na zblizone. Odroznia je na pewno jakosc materialow (guma, plastik). Tu nie jest idealnie, aczkolwiek w normie. Pamietajmy, ze Soligorowe okulary 2" wykonane sa na najwyzszym poziomie. Tak samo daleko odsunieta "zrenica" - min. 15 mm. Wszystkie okulary wygladaja mi na Kellnery, ale to musze jeszcze dokladnie sprawdzic. Na pewno ten duzy jest Kellnerem. Wiecej informacji po testach. First Light - aktualizacja 13.09.2003 - 14:10 Wczoraj w nocy udalo mi sie wyczekac dziury w chmurach i zerknac na 2 jasne obiekty: ksiezyc i mars. Od razu musze tu zauwazyc jedna niedogodnosc. Moja zona na wakacje strasznie "zalesila" nasz balkon. Rosnie tu masa kwiatow oraz roslin pnacych. Spowodowalo to calkowite zdruzgotanie przydatnosci balkony do obserwacji. Bylo juz pozno, wiec nie chcialo mi sie wynosic sprzetu poza mieszkanie. Ksiezyc Bardzo ostry i wyjatkowo kontrastowy jak na newtona. Nie bylo idealnych warunkow do jego obserwacji - w zasadzie caly czas "przydymiony" przez chmury. Sprzet nie byl wystudzony do konca, ale sprawia wrazenie, ze studzi sie bardzo szybko. Uzyty power max to 300 (na wiecej nie mam okularow). Obraz tylko w niewielkim stopniu ulegl sciemnieniu. Kontrast takze spada w normie. Nie ma zadnych problemow z obserwacja ksiezyca przy takim powerze. Obraz jest bardzo ostry. Widac mase detali. Jednym slowem - jest pieknie. W porownaniu z refraktorem achro - zero aberracji chroma. Totalny color free. Ksiezyc ma piekna naturalna barwe. Przy okazji testuja rozne okulary, zauwazylem, ze lantan soligora (zoom) wprowadza lekka dominante zolci. Bardzo slaba, jednak jako grafik jest to dla mnie zauwazalne. W refraktorze minimalnie lepszy kontrast - ale to zrozumiale i pewnie dla wielu osob zupelnie niezauwazalne. W porownaniu z Soligorem MT800 zauwazylem, ze sam pajak przy dluzszych ogniskowych nie jest praktycznie zauwazalny. W MT800 juz powyzej 20 mm byl uciazliwy. Powody sa zapewne 2. Jeden to roznica w samych ogniskowych, drugi to inna konstrukcja samego pajaka i mniejsza obstrukacja. Tu mamy cienkie, plaskie blaszki - tam byl dosyc gruby drut. Trzeba tez zauwazyc, ze nie ma najmniejszego problemu z "ostrzeniem" obrazu przy takich powerach. W MT800 juz przy ponad 200x byl delikatny problem z dokladnym ustawieniem ostrosci - ale zauwazylem, ze to cecha ktrotkich newtonow (MT800 to f4). Mars No i tu pewnie wszystkich zaskocze. Musze zauwazyc, ze w tym roku duzo nie patrzylem na Marsa - brak sprzetu i czasu. Widzialem go w Maksutovie, oraz w Vixenie APO. Pewnie w zadnym przypadku nie widzialem obrazu w dostatecznie dobrych warunkach. UWAGA - w Syncie 200/1200 widzialem najladniejszego Marsa ze wszystkich, jakie w zyciu widzialem. Kolor cudownie naturalny. Zadnego halo dookola planety. Krawedz idealnie ostra. Czapa polarna widoczna jako biala ostra kropka. Kontynenty o pieknym sino-szarym kolorze. "Morza" zolto-pomaranczowe. Piekny ostry widok przy powerze 250x. Niesamowite. Mam nadzieje, ze dzisiaj uda to sie powtorzyc w powazniejszych i spokojniejszych testach razem z Andrzejem przy bezposredniej konfrontacji z Maksutovem. Wyszly drobne problemy z montazem. Wydaje sie, ze w plaszczyznie poziomej niestety chodzi zbyt slabo i malo rownomiernie. Byc moze to kwestia regulacji lub "wyrobienia" sie. Jezeli okaze sie, ze ten model tak ma, nie widze problemu, aby to znacznie usprawnic. Konstrukcja jest prosta, jak budowa CEPA. Generalnie jestem bardzo zaskoczony efektywnosci i uzytecznoscia tego sprzetu do obserwacji planet. Przypomne tylko - ze ta "zabawka" kosztuje 1750 zl! Slonce Przed chwilka udalo mi sie popatrzec z nagrzanego balkonu na slonce. Widok bez zastrzezen, czyli bardzo dobry. Ale to raczej mierna zaleta, poniewaz slonce w wiekszosci teleskopow wyglada ok. Widoczna bardzo dobrze gradacja oraz zespol plam, ktory aktulanie znajduje sie przy krawedzi. Mimo plywajacego obrazu (bardzo cieplo) podlaczylem ccd i strzelilem pierwsze fotki. Kliknij tu aby zobaczyc 3 zestackowane klatki 1:1: http://www.procreative.pl/adam/astro/slonceSynta1.jpg Saturn - aktualizacja 16.09.2003 Wczoraj mielismy przyjemnosc z Andrzejem znowu potestowac Synte w warunkach bojowych. Cale obserwacje nastawione byly na Saturna, ktory wschodzi bardzo pozno, ale ok 4 jest juz w wystarczajaco wysokiej pozycji, aby mozna bylo cos zobaczyc. Prace zaczelismy od rzutu okiem na Marsa. Wygladal bardzo dobrze. Zwiekszylem power do 300x i zauwazylem bardzo ciekawe zjawisko. Obraz byl jakby podwojny - tzn. jedna warstwa to ostry obraz Marsa, a jakby na nim plywajca poswiata ze szczegolnym nasileniem flarowania w jednym konkretnym kierunku. Pomyslalem, ze moze czas poprawic kolimacje sprzetu. Andrzej zdobyl juz odswiadczenie w tej procedurze kolimujac swojego znacznie bardziej zaawanasowanego Maksutova, wiec kolimacja Newtona byla dla niego tylko formalnoscia. Telskop okazal sie jednak byc znaczaco "rozkolimowany". Po zabawie w garazowe majsterkowanie wystawilismy sprzet przed dom na wysoko juz swiecacego Saturna. To co zobaczylismy tej nocy pozostanie na dlugo w naszej pamieci. Obydwaj z Andrzejem mamy juz spore doswiadczenie w obserwacjach wieloma typami i modelami teleskopow. Obydwaj przyznajemy, ze takie obrazy z tego newtona to CUD. Obraz Saturna byl wrecz fotograficzny. Pieknie widoczna przerwa Cassiniego, widac dokladniejsza strukture na pasie, widac pas biegunowy, widac cien planety na pasie i wiele innych detali. Wszystko piekne i plastyczne. Ten teleskop sprawdzil sie doskonale jako planeterny "shooter", a pamietajmy, ze nie taka jego rola. Wydaje sie byc najbardziej uniwersalnym teleskopem jaki testowalismy. Synta otworzyla mi oczy na mozliwosci newtonow. Wszystko zalezy od lustra. Jezeli jest wystarczajaco dokladnie wykonane, da na pewno swietne obrazy za bardzo "male" pieniadze. TO chyba najtanszy centymetr aperatury, jaki mozemy sobie zafundowac i do tego bardzo efektywny! Pierwsze zdjecia planet w ognisku glownym Synty: http://www.astro-forum.org/Forum/viewtopic.php?t=1700 Zdjecia nie sa udane z wielu przyczyn. W przyszlosci wrzuce tu fotki z prawdziwej, przygotowanej sesji foto. Saturna nie nagralem dobrze - bo sie dysk skonczyl w laptopie - zenada Ale powtorzymy to i wtedy bedzie pieknie. Deep Space Objects by Andrzej Trzaskowski - Lysy Ponieważ Adam prosił mnie o niejako zakończenie recenzji, czyli napisanie co widać przez Syntę w DS, piszę więc: Teleskop ten w zakresie odbioru DS pokazuje istne "cuda" na niebie. W zasadzie po tym co widzieliśmy w Jodłowie można powiedzieć, że dla przeważającej częsi obiektów M-ek niewiele lub niemal nic więcej nie zobaczymy teleskopami o większych aperturach. Oczwywiście dla zaawansowanych astroamatorów szukających słabych obiektów z NGC teleskopy o aperturach rzędu 25-50cm są niejako koniecznością. Niemniej jednak dla tak ulotnych obiektów jak np M1 w krabie teleskop ten pokaże "niemal wszystko". Różnicę w jasnoći widać jednak przy większych lustrach może ciężko ja zaklasyfikować, ponieważ dochodzi tu jasniejsze tlo nieba. M31 np. w Syncie pod Jodłowskim niebem pokazała wizualnie dwa ciemne pasy pyłowe, podobnie jak Soligor (krótki, ) czy duży teleskop Syriusz. M42 w Syncie wygląda pięknie, ale w telskopie Synta 25cm czy Soligorze jest jasniejsza, widać lepiej ramiona. Tak to wyglada. Dla mnie podstawową sprawą jest jakość lustra, a tego moża Syncie pozazdrościć. O jego jakości świadczą punktowe obrazy gwiazd, teleskop świetnie rozdziela składniki podwóne. Zaskakująco też dobrze radzi sobie z planetami o czym pisalem już uprzednio. Oczywiście zdecydowanie większe pola widzenia uzyskamy w soligorze i Syncie 25cm, z tego trzeba sobie zdawać sprawę. Jak dla mnie ten teleskop jest ideałem w relacji cena-efekty. Sytuacja może jednak wyglądać nieco gorzej po przeróbkach, ktore sa niezbędne. O ile częśc mechaniczną można zliftingować (npo łozyska, rolki itp.) to już wyciąg wymaga niestety raczej wymiany. W zasadzie dwa czynniki: dobre lustro+mała obstrukcja (uzyskana konstrukcyjnie) powodują, ze z tego telpa jestem naprawdę zadowolony. Z mechaniki jednak zadowolony już nie jestem, a na wyciągu wręcz odważę się powiesić psa, jest po prostu do kitu. Gdyby któryś z producentów zajął się na poważnie zliftingowanie tego teleskopu od zera to myślę, że rzecz miałaby sporo nabywców. Zapraszamy do obejrzenia naszych zdjec z sesji testowej oraz samej Synty 200/1200 w zblizeniach. ]http://www.astro-forum.org/Forum/viewtopic...715
  22. Oto nadeszła moja wielka, jesienna niespodzianka. Specjalnie dla naszych czytelników przygotowuję WIELKI test porównawczy dwóch refraktorów, które zmieniają świat amatorskiej astronomii - Orion i Celestron 80ED. To pierwsze refraktory apochromatyczne, które trafiają pod strzechy zwykłych (czytaj biednych) astromaniaków. Pojawia się na ich temat wiele pytań, i jeszcze więcej mitów. Jestem przekonany, że obydwie lunety będą przebojem najbliższego roku. Nigdy w historii nie mieliśmy w tak bliskim zasiegu teleskopu, który spełnia założenia refraktora APO. Jak bardzo zgodne jest to z tymi założeniami pokażą moje testy wizualne i fotograficzne. Formułę testu już znacie z ostatnich "Live testów" Synty. Testy zaczną się od momentu dotarcia przesyłki do mojego mieszkania, aż do wyczerpania się formuły i pomysłów. Przewidywany czas to ok 2 miesiące. W tym czasie dowiemy się o tych teleskopach praktycznie wszystkiego, od teorii, po praktyke. Wszystko okraszone będzie dużą ilością zdjęć. UPDATE: Schemat testów: 1. Oględziny zewnętrzne, konfrontacja danych producenta z realiami 2. Testy wizualne (wszystko co tylko będzie możliwe) 3. Pomiary fotograficzne - rejestracja CA na jasnych gwiazdach, płaskość pola, zasięg fotograficzny 4. Testy fotograficzne (Vesta, Canon dSLR, astroCAM) na montazu Takahashi EM200 5. Użyteczność w obserwacjach i fotografii dziennej W teście nie będę używał żadnej punktacji. Opis będzie zawierał pewną dozę subiektywnych uczuć, chociaż przy takich kategoriach będę starał się zapraszać także inne osoby. Wnioski z recenzji każdy czytelnik będzie wyciągał sam. Oczywiście główną ideą testów "Live" jest możliwość wpływania na ich przebieg. Tak więc serdecznie zapraszam do nadsyłania pomysłów na konkretne testy. Pytajcie o co tylko chcecie, a napewno postaram się udzielić odpowiedzi. Na dzisiaj to tyle - idę "celebrować" moje urodziny. Jest prawie 3 w nocy, a ja jeszcze siedzę. Mam nadzieję, że idea Wam się spodoba i cała ta masa roboty nie pójdzie na marne Teleskopy biorace udzial w testach bezposrednich oraz porownawczych (lista rosnie): 1. Celestron 80ED - cena: 2590 zl http://deltaoptical.pl/deltasklep/shopping...eb774dd3027b769 - aperatura: 80 mm - ogniskowa: 600 mm (f/7.5) - typ: refraktor apochromatyczny doublet ED (FPL-53) - dlugosc: 58.42 cm (z odrosnikiem) - waga: 2.04 kg 2. Orion 80ED - cena: 4350 zl z monatazem paralakt. + naped. Cena tuby w trakcie ustalen http://www.astrokrak.pl/teleskopy.html#orion - aperatura: 80 mm - ogniskowa: 600 mm (f/7.5) - typ: refraktor apochromatyczny doublet ED (FPL-53) - dlugosc: 59.7 cm (z odrosnikiem) - waga: 2.7 kg 3. William Optics Megrez 80APO by TMB - cena USA: ok. 1490 euro (ok. 6500 zl) http://www.teleskop-service.de/TMB/tmb.htm#tmb80 Sprzet dostarczony przez uzytkownika Astro-Forum.org (dzieki zbig_wawa) - aperatura: 80 mm - ogniskowa: 600 mm (f/7.5) - typ: refraktor apochromatyczny triplet FL (obiektyw superAPO TMB) - dlugosc: 55 cm (z odrosnikiem) - waga: 3 kg 4. Orion ShortTube 80 - cena: 1390 zl na montazu paralakt. Cena tuby nieznana. http://www.astrokrak.pl/teleskopy.html#orion - aperatura: 80 mm - ogniskowa: 400 mm (f/5) - typ: refraktor achromatyczny - dlugosc: 38,1 cm (z odrosnikiem) - waga: ? kg Sprzęt do testów dostarczają firmy: Celestron - Delta Optical - http://deltaoptical.pl Orion - Astrokrak - http://www.astrokrak.pl Indeks testów - skróty do postów w tym wątku: 1. Pierwsze wrażenia C80ED - Andrzej http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=94663 2. Pierwsze wrażenia + test foto księżyca C80ED - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=94843 3. Porównanie wielkości C80ED vs WO Megrez - Andrzej http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=94872 4. Sesja fotograficzna C80ED - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=94880 5. Dzienne testy fotograficzne. Poszukiwanie aberracji chromatycznej - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=94887 6. Obiektyw ED, przeznaczenie teleskopu - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=94904 7. Testy fotograficzne nocne (ziemskie) - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=94976 8. Wrazenia obserwacyjne I (Saturn, Orion, M45, Ksiezyc ...) - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=95595 9. Fotografia ksiezyca - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=95596 http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=95595 10. Wymiary oraz ich minimalizacja - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=96266 11. 80ED vs Megrez 80APO - Andrzej http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=96447 12. 80ED vs Megrez 80APO - zbig_wawa http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=96465 13. 80ED vs Megrez 80APO w punktach - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=96556] 14. Sesja foto Orion ShortTube 80 oraz arsenal okularów - Adam http://astro-forum.org/Forum/index.php?s=&...indpost&p=96747 15. ... cdn.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.