Skocz do zawartości

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'lornetka' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Społeczność
    • Artykuły
    • Rozmowy o wszystkim
    • Plebiscyty i konkursy
    • Sprawy Astropolis
    • Spotkania, zloty i imprezy
  • Obserwacje Astronomiczne
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomia przez lornetkę
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Słońce
    • Egzoplanety
    • Gwiazdy
    • Gwiazdy Zmienne
    • Zjawiska zakryciowe
    • Meteory i Meteoryty
    • Komety, asteroidy, planety karłowate
  • Astrofotografia
    • Dyskusje o astrofotografii
    • Szkoła Astrofotografii
  • Galeria
    • Głęboki Kosmos (DS)
    • Planety i Księżyc
    • Słońce
    • Komety
    • Szkice obserwacyjne
    • Inne zdjęcia i filmy kosmosu
    • PolishAPOD, EAPOD i APOD
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • Testy i Recenzje
    • ATM, DIY, Arduino
    • Planetaria i obserwatoria
    • Aplikacje i wydawnictwa
  • Zakupy
    • Co kupić?
    • Rynek Astronomiczny
  • Piękno nauki
    • Astronomia
    • Astrofizyka, kosmologia i teorie
    • Planeta Ziemia
    • Eksploracja kosmosu
  • Pozostałe
    • Fotografia i grafika
    • Poszerzamy horyzonty - Dalekie obserwacje
  • Pogromcy Light Pollution Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów POMOCE
  • Klub Lunarystów O wszystkim
  • Klub Planeciarzy Forum
  • Celestia Układ Słoneczny
  • Celestia Sprzęt
  • Celestia Katalog Messiera
  • Celestia Sprawy techniczne
  • Klub Astro-Artystów Znalezione w sieci

Blogi

Brak wyników

Brak wyników

Kalendarze

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Klub Planeciarzy Wydarzenia

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Kategorie

  • Instrukcje Obsługi
  • Sterowniki
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Kategorie

  • Articles

Kategorie

  • Astronomia Obserwacyjna
    • Teleskopy i akcesoria
    • Okulary i barlowy
    • Lornetki
  • Astrofotografia
    • Kamery CCD/CMOS
    • Akcesoria do Astrofotografii
    • Montaże i akcesoria
    • Złączki i adaptery
    • Obserwatoria i akcesoria
  • DIY i ATM
  • Książki i wydawnictwa
  • Inne
  • Archiwum

Znaleziono 59 wyników

  1. Montaż widłowy do lornet

    THIS ADVERT HAS EXPIRED!

    • NA SPRZEDAŻ
    • Używany

    Witam.Propnuję monaż widłowy przeznaczony do dużych lornet, światłosilnych refraktorów lub Maków.Taki jak tutaj.https://www.teleskop-express.de/shop/product_info.php/info/p6384_TS-Optics-Binomount-DX---stable-fork-mount-for-binoculars--telescopes-and-spotting-scopes.htmlMontaż zakupiłem jakiś czas temu od kolegi z forum, stawiał na nim Maka 180 - osobiscie sprawdziłem przy sprzedaży, cholernie stabilnie i bardzo lekkie i precyzyjne prowadzenie (na EQ5).Do montażu dorobiono trzpień mocujący pozwalający na montaż w gnieździe statywu EQ5 (nie wiem czy EQ3-2 nie ma tak samo), dodatkowo zakupiono adapter pod szynę dovetail - zamontowany na zdjęciach. Oczywiście jest też kostka do mowania lornet.Montaż ma jeden uszczerbek widoczny za zdjęciach - pęknięcie płaskownika przy gwincie śruby, wg mnie nie wpływa na funkcjonalność, gwint z jednej strony zaciska trochę mniejszą siłą ale tutaj nie potrzeba dużych sił aby wszystko stało w miejscu i się stabilnie prowadziło.Cena jaka mnie interesuje to 500pln+koszty przesyłki.

    500,00 zł

  2. problem z lornetką

    Pare dni temu kupiłem lornetkę a że jestem ciekwaskim człowiekiem rozebrałem okular i nie wiem jak go złożyć....tak w skrócie nie wiem jak ma iść ta soczewka bo jedna strona jest bardziej wypukła od drugiej lornetka jest typu porro
  3. Lornetka Bresser 20x80

    THIS ADVERT HAS EXPIRED!

    • NA SPRZEDAŻ
    • Używany

    Mam do sprzedania lornetkę w bardzo dobrym stanie wraz z montażem widłowym własnej produkcji ATM jest mobilny i ledtki montaż śmiało utrzymie lornetki nawet 25X100 więcej informacji na pw lub tel 536341558 nie odpowiadam na smsy cena 650 zł z wysyłką

    650,00 zł

  4. Nocą 16/17 sierpnia 2017 po raz pierwszy od wielu tygodni miałem szanse na spokojne obserwacje pod naprawdę ciemnym Beskidu Niskiego. Choć najpierw planowałem wybrać się gdzieś dalej, podróż zakończyłem na Przełęczy Szklarskiej, bo dawno już tam nie byłem i postanowiłem tym razem popatrzeć stąd. Razem z sobą miałem teleskop Taurus T330, lornetę Omegon Argus 25x100 i lornetkę 10x50. Niebo było piękne. SQM-L pokazywał początkowo 21.32 mag/"2, jednak z czasem było coraz ciemniej i od 23 miernik stabilnie raportował >21.4 mag/"2 (najciemniej było około północy, kiedy pomiary konsekwetnie oscylowały wokół 21.45 mag/"2), mniej więcej do wschodu Księżyca, który nastąpił jakieś półtorej godziny później. Dawno nie kolimowałem teleskopu, a że test na gwiazdach wskazywał, że do ideału w tej kwestii trochę brakuje, postanowiłem go skolimować. Ledwie zacząłem, usłyszałem że coś idzie w moim kierunku przez trawy - rzut oka wystarczył, aby zauważyć, że nie więcej niż dwa metry ode mnie stoi jakieś nieduże zwierzę. Powoli do niego podszedłem, zwierzak nie uciekł, a ja poświeciłem mu z odległości kilkudziesięciu centymetrów "w twarz" czerwoną latarką. Okazało się, że to młody lis. Grzecznie poprosiłem go, aby odszedł, ale nic sobie z tego nie zrobił ;). Na klaskanie też nie reagował. Zamiast tego zaczął chodzić wokół mojego samochodu, a następnie wokół teleskopu i statywu od lornetki i wszystko po kolei obwąchiwał. W takiej sytuacji wróciłem do kolimacji. Po minucie lub dwóch postanowiłem spojrzeć, co robi mój kolega. Lis próbowałe posmakować płozy teleskopu, delikatnie je przygryzając. Kiedy to zobaczyłem, profilaktycznie zamieniłem sandały na wysokie gumiaki :P. W trakcie kolimacji lisek zaskoczył mnie jeszcze kilka razy podchodząc mi niemal pod nogi, więc go przegoniłem. Trochę mi było głupio, że to zrobiłem, bo w końcu zwierzę było dość przyjazne. Przez kolejną godzinę byłem sam, ale później lisek wrócił. Teraz już go nie niepokoiłem (pomijając próby nawiązania rozmowy :P) i pozwoliłem mu spokojnie wszystko obwąchać. Kiedy patrzyłem przez lornetę, stał kilkanaście centymetrów ode mnie i obwąchiwał nogę od statywu. Po kilku minutach badania mojego sprzętu lisek poszedł w trawy i do samego końca obserwacji słyszałem go raz bliżej, raz dalej. Tej nocy obserwowałem trzy komety. Pierwszą z nich była świecąca nisko w Strzelcu krótkookresowa kometa 213P/Van Ness. Kometa ta wraca do Słońca co 6.1 roku i tak się składa, że od odkrycia w 2005 roku udaje mi się ją odnaleźć podczas trzeciego już z rzędu powrotu. Tym razem była dość słaba - jej jasność oceniłem na 13.3 mag, jednak dzięki niewielkim rozmiarom (0.8') i bardzo dobrej przejrzystości dało się ją wypatrzeć w bogatym w gwiazdy polu. Drugą kometą, na którą zapolowałem była "wybuchająca" 29P/Schwassmann-Wachmann, która w tym roku wznosi się już u na ponad 20 stopni, świecąc na granicy Wodnika i Koziorożca. Także i ona była słaba i dość mocno rozmyta, bo jej ostatni wybuch miał miejsce już kilka tygodni temu. Jej jasność oceniłem na 13.4 mag, a średnicę jej głowy na 1.2' Ostatnią kometą, którą odnalazłem tej nocy była odkryta niedawno C/2017 O1 (ASASSN). Ta kometa wschodziła około północy, a dla mnie zza drzew wyłoniła się około 1:00. Kometa świeciła wtedy zaledwie 8 stopni nad horyzontem, a około 30 stopni na lewo od niej (za drzewami) wzeszedł już Księżyc. Komety szukałem najpierw lornetką 25x100, jednak nie udało mi się jej zauważyć. Później skierowałem tam teleskop i zobaczyłem mały, dość słaby, ale skondensowany obiekt. Poczekałem jednak, aż kometa wzniesie się wyżej. Kiedy spojrzałem w jej kierunku lornetą 25x100, okazało się, że widać ją bez wielkiego trudu, jako obiekt o średnicy 6', którego jasność oceniłem na 9.5 mag. Wygląda na to, że w teleskopie widziałem tylko jej centralną kondensację. Oprócz komet obserwowałem mnóstwo fajnych obiektów. W teleskopie, w powiększeniu 67x i 114x z filtrem O-III (Lumicon) bajecznie prezentowała się mgławica Veil (NGC 6960 i 6992-5) pełna subtelnych struktur, także w okolicy trójkąta Pickeringa. Przy okazji oglądania Veila, przesunąłem teleskop o kilkanaście stopni, w stronę mgławicy NGC 6888, która na takim niebie wyglądała bardzo ładnie - widoczny był pełny owal (z jednej strony jasny, z drugiej widoczny zerkaniem), przepołowiony jaśniejszą poprzeczką, pełen subtelnej struktury. Fantastycznie wyglądała też mgławica NGC 7293 (Ślimak) - jasna, z ciemną dziurą w środku i kilkoma gwiazdami w tle. W końcu mając wkręcony filtr, postanowiłem poszukać z pamięci mgławicy Jones 1 w Pegazie. Choć jej położenie pamiętałem tylko z grubsza, to znalazłem ją w kilka chwil, jako dość wyraźny owalny obiekt, o jasnym brzegu o kształcie zbliżonym do litery "C". Po zdjęciu filtra spojrzałem na epsilony Lutni. Gwiazdy były rozdzielone tak mocno jak mało kiedy (z olbrzymią przestrzenią pomiędzy nimi). Widząc, jak dobry jest seeing, postanowiłem pobawić się z dużymi powiększeniami. W powiększeniu 340x popatrzyłem zarówno na M 57, NGC 6543 (Kocie Oko), jak i na niesamowite w tych warunkach gromady kuliste M 13 i M 92. Tej pierwszej przyjrzałem się też w lornecie 25x100, w której pięknie prezentowały się charaktertystyczne dla M 13 pozakrzywiane "linie" z gwiazd. W lornecie fantastycznie prezentowała się też M 31 nie mieszcząca się w całości w polu widzenia. Swoją drogą, to w teleskopie, w powiększeniu 114x możnaby ją oglądać naprawdę długo i się nie znudzić. Nie dość, że wypełniała kilka pól widzenia, to ciemne pyłowe pasma były widoczne natychmiast, podobnie jak struktura w ramionach spiralnych. W międzyczasie obserwowałem jeszcze wiele innych obiektów, o których już nie mam czasu dziś pisać.
  5. Cześć! Na początek uświadomię Was, że niestety nie mam talentu do opisywania relacji, a moje pióro nie jest lekkie tak jak innych osób na tym forum. Niemniej jednak chcę się podzielić z Wami krótką relacją z tegorocznej wyprawy do RPA . PS. Jeżeli ktoś chciałby się o coś zapytać lub zwyczajnie o czymś interesującym Was zapomniałem napisać to proszę o komentarz lub wiadomość na priv. Gdzie? Kiedy? Kto? Pogoda i warunki mieszkalne. Farma przesympatycznego Wouter'a, który osoby znane z tego i innych forum gościł nie pierwszy raz. Farma około 3000 ha, oddzielona płotem, tak żeby żadna dzika zwierzyna nie zjadła nas nocą (choć, niektóre zwierzaki i tak potrafią napędzić stracha w nocy ). Lokalizacja farmy to jakieś 30 km nad miastem Modimolle (hehe, sam dokładnie nie wiem, zadupie straszne ) Wylot z Warszawy 19.06.2017 - powrót 28.06.2017. Dla niektórych podróż trwała niecałe 24h, dla innych ponad 30... Pojechaliśmy w pięć osób, jeśli wyrażą zgodę to jak najbardziej przytoczę ich nicki czy imiona . Liczba osób całkowicie maksymalna jak na tamte warunki. Pogoda... Mogę powiedzieć, że nie każdy dzień był w 100% pogodny, ale gdy przychodziła noc... 98% czasu to niebo całkowicie bezchmurne z taką przejrzystością o której możemy zwyczajnie w PL pomarzyć :(. W sumie pogoda przeszkodziła nam łącznie w około 3.5 godzinach podczas całego wyjazdu! Temperatura w dzień osiągała nawet 25*C a w nocy spadała czasami do 5. Rozbieżność duża, choć pierwsze noce były ciepłe. Warunki, w których mieszkaliśmy. Luksusów nie było, ale jak na sawanne było wyśmienicie. Lodówka, prąd, gorąca woda i czynna toaleta - nic więcej nie potrzeba, nie po to tam jechaliśmy, hehe Czym obserwowałem: Do obserwacji południowego nieba zabrałem cztery lornetki: Malutką 2,3x40 - świetna lornetka z gigantycznym powiększeniem, Troszkę większą 7x35 Nikon Action EX, Zwyczajną 10x50 Nikon Action EX, Sporą 100mm kątowe TS Wrażenia z obserwacji lornetkami 2,3x40 ; 7x35 ; 10x50. Może zacznę od tego gdy pierwszy raz zobaczyłem to niebo to z moich ust padły dwa słowa: kur** ma*. Jak ktoś nie był na południu pod ciemnym niebem to nie jest sobie w stanie jasności drogi mlecznej wyobrazić. Ten kto był, wie o czym piszę, hehe. Zacznę może od lornetki nr 1. To małe cudo można porównać do tego jakby nasz znajomy okulista przepisał nam okulary z mocnym powerem :). Z tą różnicą, że te okulary wcale nam nie dokuczają. Człowiek patrząc przez tą lornetkę widział dosłownie 3x więcej gwiazd, a tych było tam mnóstwo... Droga mleczna na leżaku wymiatała :). Jej jasne części przecinały się z kosmatymi czarnymi mgławicami,których specjalistą był jeden z naszych wycieczkowych wariatów . Lornetka nr 2. Generalnie wrażenia podobne: Nadal gigantyczne pole, większe powiększenie i zdecydowanie lepsza jakość obrazu, który od razu powalał. To co mi się wydawało na początku gdy oglądałem niebo przez 2,3x40, za "niesłychane" i "niesamowite" tutaj dopiero okazywało się niesłychanym i niesamowitym. Mnogość gromad otwartych, mnogość gwiazd, a przede wszystkim ta jasna, błyszcząca droga mleczna, poszarpana kosmykami ciemnych mgławic... szkoda, że czasu nie było na zgłębianie ciemnych mgławic, ale na 100% wrócę pod to niebo, więc nic straconego :). Lornetka nr 3. To już całkiem spore powiększenie jak na to niebo i wielu osobom już taka lornetka by wystarczyła w tych warunkach... no ale nie mi . Galaktyki, mgławice, kulki i otwarte wyskakiwały jak nigdzie w Polsce. Drcga mleczna nabierała już zupełnie innych "wymiarów". Czuło się jakby się w nią wchodziło i zgłębiało... Po prostu must have na takiej wyprawie. Jeżeli poprzednie lornetki można przydzielić do zbioru instrumentów, którymi po prostu okalamy przepiękne niebo południowe, tak ta lornetka może służyć już konkretnym celom. Tak też było i u mnie. Stanowiła back up dla mojego głównego instrumentu optycznego.. TS 100mm 45*. Zanim namierzyłem coś moją największą lornetką to na pierwszy ogień leciała właśnie ta lorneteczka. Widoki fenomenalne, super kontrast, mgławice zabijały :). Wrażenia z obserwacji TS 100 mm 45*. Na wstępie powiem, że wiele osób mówiło, że ta lornetka nie przeżyje podróży do RPA, że to moloch, nieporęczne i generalnie lepiej coś sobie wynająć na miejscu. Niestety akurat na tej farmie nie można niczego wynająć, więc determinacja do zabrania czegoś dużego była jeszcze większa. Ba, lornetkę kupiłem specjalnie na ten wyjazd. I chyba moim celem tej krótkiej relacji jest odpowiedzenie ciekawskim ludziom czy opłaca się targać taki sprzęt na drugi koniec świat i czy to możliwe J. Jeżeli ktoś doczytał do tego momentu i nie chce mu się dalej a liczy na odpowiedź to odpowiem szybko: TAK! Natomiast Ci, którzy nadal chcą czytać zapraszam do skrolowania w dół ;). Nie żałuję ani złotówki, a jeśli ktoś się zastanawia nad wyjazdem na dalekie południe i zastanawia się czy kupić taką lornetkę to powiem, że bez niej nie wyobrażam sobie tego wyjazdu (a przynajmniej nie wyobrażam sobie, od czasu gdy zobaczyłem nią pierwsze obrazy). Opisywać lornetki nie będę, to łatwo znaleźć w internecie. Ok przejdźmy do meritum czyli opisu kilkudziesięciu obiektów: Zacznę z grubej rury NGC 3372 - Zanim opiszę to co mam zapisane na dyktafonie parę słów… Widziana oczywiście wszystkimi lornetkami i gołym okiem. Potężna mgławica. Jeśli M42 wydaje się duża to powiem Wam, że z powiększeniem 20x i 2x filtr uhc lumicon dała najpiękniejszy widok jaki widziałem w życiu. Jeśli ktoś nie wierzy, to jako dowód dodam, że podczas naszego pobytu odwiedziły nas 4 osoby mieszkające na stałe w RPA, które również interesują się amatorską astronomią. Jedna z nich posiada nawet sct16” (niestety nie było sctka na miejscu), ale nawet według niej takiego obrazu 3D, takiego kontrastu, takiego szerokiego ujęcia a przy okazji tak dokładnego nie widział nigdy i że to zdecydowanie najpiękniejsza rzecz jaką widział jeżeli chodzi o rzeczy astrowizualne. Ehhh i tak faktycznie było. Doszło do tego, że podczas robienia nam zdjęć grupowych następnego dnia na tle drogi mlecznej, ceną było ustawienie lornetki z filtrami na eta carine dla nich i dla ich żon . A w dyktafonie mam nagrane dokładnie to, chociaż tak jak mówię, bardzo słabo opisuję to co widzę: "Nie mieści się w lornetcę, jest tak wielka. Może zacznę ją opisywać od prawej strony, przesunę lornętke. Po prawej od eta cariny to po prostu wygląda jak strumień rzeki wpływający do morza, delta rzeki, która wpływa do czarnego morza. Na prawo trochę dalej widać przy takich dwóch gwiazdkach i chyba gromadzie otwartej widać jakąś mgławiczkę od niej. W lewo przechodząc widzimy centrum eta cariny. Zaczyna się ono tak jakby przy najaśniejszej gwiazde w EC na prawo są znowu 2 jaśniejsze gwiazdki za którymi ciągnie się smuga, która przypomina mi mewę. Przechodzi dalej na prawo, tak daleko, że znowu potrzebny jest ruch lornętką. Trzeba przesunąć znowu trochę w prawo i do góry. Nadal widać mgławicę. Powrót do środka. Pod główną gwiazdką widać pociemnienie, które rozdziela jakby tę górną część EC. Przesuwam lornetkę na lewo. Znowu taki ciemny obszar,przy przypomina deltę tyle, że tutaj jaśniejszy obszar jest w środku tego ciemniejszego morza. Zatopione jest tam wiele gwiazdek. Zwłaszcza zerkaniem. Teraz lornetką na dół cały. Widać dużo poszarpań, które wprost rozrywają mgławicę. Nie jest to do opisania jak wielka jest tutaj ta mgławica. Orion wydaję jakieś 5-7x mniejszy z niewyobrażalnie mniejszą ilością detali. Hmmm starałem się przepisać to co mówiłem na dyktafonie, ale ciężko nadążać :). Czas nagli, jutro reszta! PS2. Jutro dodam już jakieś zdjęcia. Dobranoc, KK
  6. Nikon action ex 10x50

    THIS ADVERT HAS EXPIRED!

    • KUPIĘ
    • Używany

    kupię jak w temacie w b.dobrym stanie.

    500,00 zł

  7. Lornetka PZO

    Hej. Dzisiaj oglądałem w komisie lornetkę PZO . Zapomniałem dokładne oznaczenie. Chyba 7x45. Na alledrogo około 700 PLNów. Czy warto w to inwestować ? http://allegro.pl/lornetka-wojskowa-pzo-7x45z-z-podzialka-i6868585505.html
  8. Zakup Lornetki

    Witam Proszę o pomoc i sugestie jaką lornetkę mam kupic i co bedzie prze nia widać zalezy mi na 1. przestrzennosc nieba 2. duze przyblizenia np aby moc obserwowac obiekty latające 3. Mozliwosc obserwacji takich, jakie daja najlepsze lornetki. Nie moge się zdecydować dobry sprzet zeby nie przepłacic i nie rozczarowac sie prosze o konkretne porady i linki do stron gdzie moge zakupic. Cena spoko ale bez przesady 800 - 1200 a nawet moze byc więcej jesli lornetka bedzie miala jakies super mozliwosci.
  9. Hej Astromaniacy. Tydzień temu wysłałem do Astrokraka lornętkę Nikon Action Ex 7x35 do kolimacji... Początkowo dostałem odpowiedź, że jej kolimacja wyniesie od 50 do 80 zł... Parę dni później zostałem postawiony przed faktem dokonanym, że łącznie kolimacja lornetki wyniesie mnie 188 zł... Zgodziłem się, bo jaki miałem wybór? Dzisiaj do mnie przyszła lornetka! Zadowolony spoglądam przez balkon a tam...? Brak kolimacji. Komin, który jest 200 metrów dalej widzę podwójnie . Zapytałem się jak to jest, że miała być kolimacja a jej nie ma w odpowiedzi dostałem tylko tyle, że to pewnie wina kuriera.Ok, tylko, że paczka była cała a lornetka jest również bez uszkodzeń mechanicznych. Zacząłem wymianę zdań z Panem Januszem z której jasno wynika, że mam zapłacić ponownie za przesyłki (40 zł) + za dojazd do miejsca gdzie azotuje się lornetki + za samo azotowanie. Razem 120 zł. Dodam tylko, że w kartonie nie znalazłem żadnych paragonów, a kupiłem również latarkę w sklepie... ( http://www.astrokrak.pl/latarka-astronomiczna/830-latarka-sky-watcher-dual-flashlight.html). Poniżej wklejam screeny. Moje pytanie: co teraz? Mam jakieś szanse w ogóle na zwrot pieniędzy lub ponowne wykonanie kolimacji na koszt firmy astrokrak, skoro usługa finalnie nie została poprawnie wykonana? Ehh... Pozdrawiam, KK
  10. Jakiś czas temu postanowiłem zamienić Fujinona 10x70 na coś zdecydowanie mniejszego, tak by weszło do torby fotograficznej czy plecaka gdyby się okazało że spędzam bezchmurną noc gdzieś w górach z dala od cywilizacji. Uznałem że parametry 12x50 pozwolą mi wyciągnąć maksimum z możliwości 50mm obiektywów, powiększenie 10x czasem jest mi za małe. Wiedząc że 12x50 zostało pomarzyć o Nikonie SE lub poszukać czegoś innego, a wybór przy parametrach 12x50 jest mniejszy niż przy popularnym 10x50. Ostatecznie postanowiłem wypróbować klon Lunta do którego obudowy APM wsadził szkła ED i sprzedaje lornetki pod własnym brandem. Takie: http://www.apm-telescopes.de/de/fernglaeser/fernglaeser-50mm-oeffnung/lunt-engineering-12-x-50-magnesium-series-fernglas.html. Nie czuję się na siłać pisać pełnej recenzji takżę na razie tylko garść spostrzeżeń. Wykonanie na przyzwoitym poziomie choć chińszczyzna: ogumowanie czy inne pokrycie korpusu lornetki w jednym miejscu MINIMALNIE jest niespasowane, powtarzam minimalnie jednak sprzęt tani nie jest więc oczekiwałem super wykończenia. Okulary ostrzą na nieskończoności przy ustawieniach dla mnie ok -1 i -3, to kolejna niedoróbka bo w Fujinonie dla obu oczu mam identyczne ustawienia. Zakładam że to nie przypadek, i oboje oczu mam 'równe'. Muszle okularowe są kiepskie, za twarde i mam wrażenie że przy -10 stopniach któregoś roku popękają. Moja wieloletnia Fuji wciąż trzyma się znakomicie pod tym względem i ma genialne mięciutkie muszle. To w zasadzie koniec wad, nie ma co marudzić ale moje porównania odnoszę do Fujinonów więc najwyższej półki. Lornetka jest dość lekka (specyfikacja u producenta), dobrze leży w dłoniach. ER jak dla mnie wystarczający choć źrenica wyjściowa 4,2 mm wymaga dopasowania lornetki do oczu. Jak tam szkła ED (FK-61)? Pierwsze oględziny szkieł - rewelacja. Powłoki lepiej tłumią odbicia na soczewkach głównych i okularowych w porównaniu do Fuji. Różnice między zwykłymi Luntami a APMem widać na zdjęciu w tym wątku: http://www.cloudynights.com/topic/562176-apm-10x50-ed-apm-16x70-ed-apm-20x70-ed-vs-lunt-10x50-lunt-16x70-vs-pentax-20x60-sp-wp/page-3. Te szkła faktycznie wyglądają dobrze. Źrenice wyjściowe okrągłe, żadnych ścięć, odblaski bardzo ładnie kontrolowane. O oddaniu kolorów nie piszę - daltonizm lekki mam . Teraz do rzeczy, nocne obserwacje: powiem tak (żeby nie było że jestem wiernym fanem APMa) - po pierwszych spojrzeniach w niebo chciałem odesłać lornetkę do Niemiec. Miałem wrażenie że w lewej części pola widzenia koma jest niemal wszędobylska poza centrum. Po prawej stronie całkiem fajnie. Chyba miałem kłopot z prawidłowym przyłożeniem oczu, przyzwyczaiłem się do Fuji gdzie cała filozofia kończy się na tym żeby patrzeć w lornetkę od dobrego końca, poważnie. Gdy rozpogodziło się zabrałem lornetki dalej od miasta żeby ostatecznie zadecydować czy APM wraca do Niemiec czy nie. Otóż nie wraca. Obraz w centrum pola widzenia jest rewelacyjny, gwiazdki punktowe jak w rzadko której lornetce, te najjaśniejsze jak Syriusz mają bardzo, bardzo słabiutkie 'spajki' zależnie od ułożenia oczu. Nie przpominam sobie tak punktowych gwiazd w żadnej lornetce (poza moim większym APMem), no może Nikon 12x50SE, ale nie pamiętam na 100%. W APM ładne jest ok 50% pola widzenia a potem stopniowo pojawia się koma, gwiazdki zyskują po dwa ogonki skierowane do krawędzi pola, efekt początkowo jest bardzo delikatny, staje się wyraźny ok 20% pola widzenia od diafragm. Same brzegi są kiepskie, ale w 65* stopniu pola widzenia trudno tak mocno rozglądać się na boki. Tak wygląda sytuacja w poziomie, w pionie mam wrażenie jest znacznie lepiej, obraz jest całkiem dobry aż w pobliże krawędzi pola widzenia. Mi takie obrazy przypadły do gustu (najbardziej jestem uczulony na astygmatyzm którego praktycznie tu nie ma), piękne, bardzo ostre centrum pola widzenia. Spojrzenie na Księżyc dzień po pełni zrobiło na mnie wrażenie - aberracja w zasadzie nie widoczna, detal, kolor, coś pięknego. Powiększenie 12x jest wyraźnie większe niż 10x, widać więcej szczegółów. Syriusz również nie pokazał AC, na Wenus nie zdążyłem zapolować. DSów nie udało mi się połapać - toż to prawie pełnia. Może w nadchodzących dniach. Podsumowując - bardzo fajny tańszy zamiennik Nikona SE, który z tego co pamiętam daje genialny obraz niemal do krawędzi pola widzenia, jest też lżejszy. No ale kosztuje więcej i nie pamiętam czy aż tak dobrze radzi sobie z AC. Może kiedyś uda mi się je porównać obok siebie.. Zdjęcia:
  11. Witam, Właśnie kupiłem swoją pierwszą lornetę do nieba Nikon EX 7x50, ale mam duże wątpliwości czy nie dołożyć jednak setki i nie wymienić na 10x50. Stąd moja prośba - poradźcie proszę.... Na początku miał być DO SkyGuide, ale po przymierzeniu stwierdziłem, że to za dużo na początek i lepiej zacząć bardziej uniwersalnie (najwyżej zostaną ptaki ;-) i po poleceniu sprzedawcy wybrałem tego Nikona, ale nikt jak widzę nie używa go do nieba :-) Co radzicie? Z góry dzięki, Greg
  12. Wieczorem 30 kwietnia 2016 wybrałem się z bratem (Wojtkiem), jak to wiosną tego roku zwykłem robić, na sowy. Wyjechaliśmy jeszcze przed zachodem Słońca, a ja oczywiście w bagażniku miałem teleskop, bo prognozy na nockę były nienajgorsze, a Księżyc miał wzejść dopiero około 2:30. Za cel obraliśmy sobie okolice Bukowska. Po bezowocnych poszukiwaniach sów w okolicznych lasach, około 23:00 dotarliśmy na zbocze góry Tokarnia (miejscówka znajdowała się na wysokości około 670 m.n.p.m.). Niebo wyglądało świetnie, a SQM-L pokazał wtedy 21.59. Zanim doczekałem się pełnej adaptacji wzroku do ciemności, postanowiłem przyjrzeć się kilku jasnym, znanym obiektom. I tak rzuciłem okiem na M 13, M 51, M 81 i M 82. Kiedy już adaptację miałem całkiem dobrą, postanowiłem zmierzyć się z nieco trudniejszymi obiektami. Najpierw wycelowałem teleskop w galaktyki NGC 5005 i NGC 5033, które wręcz ,,biły po oczach''. Moim celem była jednak sąsiednia galaktyka IC 4182 o niskiej jasności powierzchniowej, którą widać tylko na ciemnym niebie. Tu znalazłem ją w kilka chwil - wyglądała jak dość duże pojaśnienie nieba, ,,przyklejone'' do dwóch dość jasnych gwiazdek. Była ona wyraźnie niejednorodna, z nieco jaśniejszym centrum. Przyjrzałem się też mało znanej mgławicy refleksyjnej Gyulbudaghian 98-171 (LBN 412). I tu znów zaskoczenie - mgławicę widać natychmiast jako niewielki ,,warkocz'' jednej ze słabych gwiazdek. W dużym powiększeniu (265x) widać było, że jasność tego obiektu nie jest jednorodna. W gorszych, ale całkiem niezłych warunkach była obiektem znacznie trudniejszym. Pozwoliłem sobie też spojrzeć na coś znacznie jaśniejszego - mgławicę planetarną IC 4593. W małym powiększeniu wyglądała zupełnie jak gwiazda, zdradzał ją jednak zielonkawo-niebieski kolor. W dużym powiększeniu (265x) była wyraźnym, owalnym, nieco spłaszczonym obiektem, ,,puchnącym'' przy obserwacji zerkaniem i redukującym się niemal do gwiazdy przy patrzeniu na wprost. Tej nocy przyjrzałem się też kilku słabszym, ale ciekawym galaktykom, jednak z wrażenia nie zanotowałem już, które to były galaktyki. Z pewnością obserwowałem tej nocy parę NGC 3718 i NGC 3729. Pierwsza z nich pokazywała wyraźnie szczegóły swej dziwnej budowy. Oglądałem też na pewno fajną maleńką zderzającą się parę NGC 3690A i NGC 3690B. Obejrzałem sobie też galaktykę Holmberg II należącą do grupy M 81. Galaktyka Holmberg II była widoczna bez większego trudu jako wielki, mocno nieregularny obiekt, na którego tle świeciło kilka, a może i kilkanaście gwiazdek. Niektóre z nich być może były nawet jakimiś obiektami w samej galaktyce, nie próbowałem jednak ich identyfikować, więc pewności nie mam. Później postanowiłem przyjrzeć się komecie 252P/LINEAR. W lornetce 10x50 była ona obiektem wielkim i wyraźnym, choć mocno rozmytym. Spojrzałem na nią zatem lornetką 2.3x40. Okazało się, że i w tej lornetce widać ją całkiem wyraźnie. Postanowiłem zatem sprawdzić, czy widać ją gołym okiem. I tu znów sukces. Dokładnie tam, gdzie ma być kometa, widać niewielkie pojaśnienie nieba. Gołym okiem jej jasność oceniłem tej nocy na 6.8 mag, a średnicę jej głowy na około 20'. Wtedy postanowiłem oderwać się na chwilę od teleskopu i sprawdzić pobieżnie, jak dużo widać gołym okiem. Okazało się, że obiekty takie jak M 3, M 4, M 5, czy M 13 widać natychmiast - nawet jeśli nie zna się dokładnie ich położenia. Wystarczyło np. spojrzeć pomiędzy Arktura a Cor Caroli, aby natychmiast zobaczyć tam niewielką plamkę - M 3, wyraźnie się różniącą od sąsiedniej bardzo dobrze widocznej gwiazdki (o jasności 6.2 mag). Wyraźnie, jako niegwiazdowy obiekt widoczna była też gromada kulista M 92. Spojrzałem więc w stronę galaktyki M 81. Sąsiednia gwiazdka o jasności 7.1 mag była widoczna zerkaniem natychmiast, natomiast po kilku chwilach okazało się, że M 81 jest także widoczna. Gołym okiem wypatrzyłem jeszcze M 10 i M 12, po czym ,,przerzuciłem się'' na lornetkę. Lornetką 10x50 przyjrzałem się galaktyce M 51, do której ,,doklejona'' była słabsza sąsiadka, M 101 świeciła jasno jako duży, okrągły obiekt, mgławica M 97 (Sowa) była widoczna zerkaniem bez wielkiego trudu, a obok niej można było też dostrzec galaktykę M 108. W lornetce wypatrzyłem też widoczne w jednym polu widzenia galaktyki M 109 i NGC 3953. Przed 2:00 Wojtek wrócił z lasu. Pooglądaliśmy sobie wtedy kilka popularnych obiektów - mgławicę Veil (NGC 6960, 6992-95), mgławicę M 57, gromady kuliste M 3 i M 13 i kilka innych. Nie muszę chyba pisać, że wszystkie te obiekty były w takich warunkach fantastyczne. Kilka razy w ciągu nocy wykonywałem pomiary używając SQM-La. Za każdym razem wynik wskazywał nieco ciemniejsze niebo. Najciemniej było przed wschodem Księżyca między 2:00 a 2:30. Wtedy wskazania SQM-La oscylowały wokół 21.77. Takiej wartości na moim SQM-L jeszcze nigdy nie widziałem (oczywiście mowa o średniej z kilku pomiarów, bo każda wartość, którą podaję, to średnia z kilku pomiarów). Kiedy wzeszedł Księżyc, wyraźnie się rozjaśniło, ale wyraźnie też pokazały się wiszące poniżej niskie chmury. Kiedy zaczęło świtać postanowiliśmy się zbierać, jednak decyzja o powrocie inną drogą okazała się być złym wyborem, bo droga była nieprzejezdna. Powrót tą drogą pod górę także okazał się nie lada wyzwaniem i zajął nam półtorej godziny spędzonej na podkładaniu pod koła kamieni, aby koła nie ślizgały się na błocie. Dzięki temu opóźnieniu mogliśmy jednak później podziwiać wspaniały spektakl, który zafundowały nam około wschodu Słońca niskie chmury. Jako ciekawostkę muszę tu dodać, że przed wschodem Księżyca na niebie widać było tylko niewielką łuną od Krosna (33 km w linii prostej) i trochę mniejszą od Rzeszowa (65 km w linii prostej). Łuna od Sanoka była ledwie zauważalna. Dodatkowo tuż nad wschodnim horyzontem (który tam był zupełnie odsłonięty, nawet chyba minimalnie niżej niż horyzont prawdziwy) całą noc widoczna była maleńka łuna, której przez dużą część nocy towarzyszyły podświetlone chmury, które sięgały nie wyżej niż 1 stopień nad horyzont. Łuna ta, choć maleńka, była dość oczywista (łunę tę widać na drugim z załączonych zdjęć). Jak się później okazało, kiedy sprawdziłem to na mapach, łuna ta znajdowała się dokładnie w kierunku oddalonej o 105 km wielkiej szklarni w mieście Drohobycz na Ukrainie! Archiwalne zdjęcia satelitarne pokazują też, że przez większą część nocy nad tamtym obszarem wisiały chmury piętra średniego lub wysokie.
  13. Witam wszsytkich, Do napisania tego tematu skłonił mnie dziwny problem z lornetkami. W wielu lornetkach jak patrze raz lewym, raz prawym okiem to obszary widziane się różnią, w tym sensie, że lewym widzę także obiekty położone na lewo w stosunku do tych widzianych w prawym i odwrotnie. Inaczej: jeżeli gwiazda widziana lewym okiem jest w środku, to w prawym jest ona przy lewej krawędzi. Gdybym na próbę zsunął (teoretycznie) tubusy od strony obiektywów tak, że owa gwiazda znalazłaby się w środku obu pól, to sic! nie mogę zgrać obrazów tej gwiazdy bo musiałbym zrobić zeza, a nie potrafie. Inaczej: gdy szybko mrugam oczami, tak, że oczy ustawiają się swobodnie (u mnie to jest chyba do dali??) to gwiazda jest widziana PODWÓJNIE.Oczywiście gdy przestanę mrugać to oczy próbują ją "zsunąć" na siebie, ale to może nie wyjść i jest męczące. Zastanawiam się czy to ja mam może zeza? Czy ktoś miał do czynienia z tym zagdanieniem, może jest ono znane??? (Mam to chyba we wszystkich lornetkach - Nikon 8x40, 12x50, Celestron 20x80, 25x100, delta opical sky guide 15x70.)
  14. Lornetka do 500zł

    Witam! Zbliżają się święta i potrzebuję porady odnośnie zakupu prezentu dla męża. Mąż lubi obserwować gwiazdy i ogólnie interesuje się troszeczkę astronomią. Najczęściej obserwuje je za pomocą zoomu w aparacie, albo starej rosyjskiej lornetki. W lidlu jest teraz dostępny teleskop, ale gdy poczytałam opinie, stwierdziłam, że lepiej zainwestować w jakąś dobrą lornetkę. Mamy teraz lornetkę made in Russia "Sotem, bpc 2, 7x50, 120m/1000m. Obraz widziany przez nią nie jest niestety zadowalający. Mieszkamy w mieście, więc najczęściej tu coś oglądamy. Najlepiej sprzęt był dobry też do obserwacji turystycznych (dalekich obiektów, ptaszków, krajobrazów). Dodam, że mąż nie widzi na jedno oko (tylko kątem oka coś dostrzega), nie wiem czy to ma znaczenie przy doborze lornetki. Nie chciałabym przeinwestować, ale też poszukuję czegoś dobrej jakości co posłuży przez długi czas. Nie znam się kompletnie na tej dziedzinie, więc byłabym bardzo wdzięczna za wszelkie rady i opinie.
  15. Pierwsze kroki w astronomii mam za sobą, to już prawie rok. Ukończone kursy internetowe, przewertowane fora, zaliczony nawet jeden wyjazd na astro-zlot, część wakacyjnych nocy spędzonych na obserwacjach, kupione dwa teleskopy - jeden bardzo budżetowy, drugi już nie tak bardzo, kilka okularów, przystawka bino... Po przejściu tej mojej krótkiej bądź, co bądź drogi, gdyby ktoś mnie teraz zapytał od jakiego sprzętu najlepiej zacząć odpowiedziałbym: Od kupienia mapy nieba lub programu astronomicznego na telefon/komputer i lornetki - najlepszej na jaką Cię stać (i może statywu, jeśli ma ona powiększać 10x lub więcej). Moja droga była odmienna, ale jeśli miałbym jeszcze raz zaczynać, to właśnie tak bym do tego podszedł. No i stało się... Wczoraj wieczorem przywiozłem do domu lornetkę - Delta Optical Titanium 8x56 ED. Kupiłem ją w sklepie Delta Optical w Warszawie, a więc u samego producenta. Ale zanim ją kupiłem przez dobrze ponad miesiąc jeździłem po różnych sklepach i brałem do ręki każdą lornetkę, która rokowała akceptowalną dla mnie jakość. A oto i ona Delta Optical Titanium 8x56 ED. W samym sklepie Delty, trochę mają mnie już chyba dość, chociaż, dzielne chłopaki nie dają po sobie tego poznać. Ciągle są mili. :-) Znam siebie trochę i wiem, że nie zawsze to co najlepsze jest dla mnie najlepsze. Poszukiwałem więc lornetki, która nadawałaby się zarówno do obserwacji nocnych jak i w dzień. Nie mogła przy tym być za ciężka, więc niestety wszystkie modele o okularze 70 mm i większym odrzuciłem z góry. Wiem, że taka, już typowo astronomiczna lornetka, leżałaby u mnie w szafie i ciągle szukałbym wymówek aby nie brać jej ze sobą ze względu na rozmiary i masę. Jednak wiem, że do nocnych obserwacji im większy okular tym lepszy. Pozostały więc modele 42 - 56 mm i na tych się skupiłem przeglądając oferty sklepowe. Jeżdżąc rowerkiem od sklepu do sklepu przeszło przez moje ręce sporo sprzętu. Starałem się zapamiętać wrażenia z obserwacji zwracając uwagę na to, co dla mnie akurat jest najważniejsze, a więc poziom aberracji chromatycznych, rozdzielczość, kontrast, zniekształcenia, winietowanie, masa. Małą masę oferują lornetki z pryzmatem dachowym, ale niestety są dość drogie. Masa takiej lornetki waha się od 700 g do około 1000 g. Jest też ona znacznie mniejsza od lornetki z klasycznym pryzmatem typu porro. Teoretycznie sprawność optyczna lornetek z pryzmatami dachowymi powinna być niższa, niż lornetek porro, ale obecne konstrukcje potrafią oferować bardzo zbliżony poziom transmisji światła. Lornetka dachowa kusi, bo do tego wszystkiego wygląda naprawdę szpanersko ;-) Po tym dość długim testowaniu wszystkiego co się rusza i daje znaleźć na rynku, wnioski okazały się dość zadziwiające i co ciekawe - rewelacyjne dla mnie. Da się kupić fenomenalnej jakości lornetkę za stosunkowo niewielkie pieniądze! Dla zobrazowania jakie modele "przetestowałem" oto lista z cenami na dzień 2015.10.10: Swarovski EL Swarovision 8,5x42 W B - 8 799 zł Leica Ultravid 8x42 HD - 7 900 zł Leica Ultravid 8x42 HD - 7 500 zł Leica Ultravid 8x50 HD - 7 900 zł Leica Ultravid 10x50 HD - 8 200 zł Docter - Lornetki 8x42 ED - 2 700 zł Docter - Lornetki 10x42 ED - 2 990 zł Docter - Lornetki 8x56 ED - 3 750 zł Zeiss Victory SF 10x42 T* - 10 900 zł Zeiss Victory SF 8x42 T* - 10 700 zł Zeiss Victory HT 8x54 T* - 10 500 zł Zeiss Victory HT 8x42 T* - 9 200 zł Zeiss Victory HT 10x42 T* - 9 400 zł Vortex Viper HD 10x50 - 2 499 zł Vortex Viper HD 10x42 - 2 299 zł Vortex Viper HD 8x42 - 2 199 zł Vortex Vulture 8x56 HD - 1 649 zł Nikon 8x42 MONARCH 7 - 1 895 zł Nikon 10x42 MONARCH 7 - 1 999 zł Nikon 16X56 MONARCH 5 - 2 399 zł Nikon 10x50 EX CF - 599 zł Celestron Sky Master 15x70 - 349 zł Delta Optical Extreme 8x56 ED - 1 290 zł Delta Optical Extreme 10x50 ED - 1 149 zł Delta Optical Extreme 15x70 ED - 1 499 zł Delta Optical Titanium 10x56 ROH - 1 149 zł Delta Optical Titanium 8x56 ROH - 1 090 zł i jeszcze kilkanaście fatalnych lornetek w Saturnie i Media Markecie, których nazw nawet nie chcę pamiętać. Jakość obrazu Było tego jak widać trochę w różnych kategoriach cenowych. To co mnie zaskoczyło, to bardzo duże aberracje chromatyczne oraz zniekształcenia geometryczne pojawiające się w bardzo drogich lornetkach Zeissa. Bardzo pozytywnie oceniłem lornetkę Swarovskiego, gdyby nie cena, wybrałbym ją jako najlepszą według mojej oceny. Kolejne miłe zaskoczenie to lornetki Leica, znacząco tańsze od Zeissa, jednak poziom korekcji aberracji chromatycznych o wiele lepszy, minimalnie tylko ustępujący Swarovskiemu. Lornetki Docter rozczarowały mnie bardzo małym pozornym polem widzenia okularów tych lornetek - obraz jak przez rurę. Lornetki Vortex miały nieakceptowalną dla mnie aberrację chromatyczną, podobnie pozostałe lornetki Delta Optical z pryzmatami dachowymi. Nikony EX i Monarch 7 oraz 5 według mnie są bardzo słabo skorygowane, nawet w łagodnych warunkach, przy oświetleniu sztucznym, kolorowe zafarby pojawiały się w dużych ilościach psując radość oglądania świata. Celestron SkyMaster to leciutka, bardzo tania lornetka, o bardzo przeciętnym obrazie i o słabym kontraście. Byłbym skazany na zakup lornetki za 7-9 tysięcy złotych, (gdyż uważam, że lornetkę warto kupić raz na całe życie), gdyby nie jeden model - Delta Optical Titanium 8x56 ED. Nie jest to lornetka o wymarzonych parametrach. Waży 1100 g - a więc nieco więcej niż bym sobie życzył. Nie zbudowana jest z pryzmatów dachowych. Nie ma powiększenia, które dla mnie byłoby najlepsze przy tym rozmiarze obiektywu (56 mm) - przydałby mi się model 10x56 albo 12x56. Ale... Praktycznie brak aberracji chromatycznej, obraz ostry jak żyleta, duży kontrast, rewelacyjna detaliczność obrazu i praktycznie aż po brzeg - brak zniekształceń geometrycznych... Cóż, obraz praktycznie taki, jak ze Swarovskiego. Akurat miałem obie te lornetki jednocześnie, podczas kilku moich bytności w sklepie Delty i porównywałem je oko w oko, jak to mówią Włosi - side by side. Minimalnie, gdzieś na poziomie podświadomym obraz ze Swarovisiona wydawał mi się lepszy. Ale nie umiałem powiedzieć dlaczego. Muszę też powiedzieć wyraźnie, że wszystkie moje testy przeprowadzałem w dzień. Nie miałem więc szans porównać pracy obiektywów obu lornetek w nocy. Lornetka Swarovskiego ma obiektyw o średnicy 42 mm, zaś Delta Optical - 56 mm. To spora różnica, której w dzień nie widać, a która mogłaby w nocy pokazać wyższość Delty 8x56 ED. Niestety nie mam możliwości przeprowadzić porównania. Nawet jeśli obrazy byłyby zbliżone jasnością, to różnica w cenie między tymi lornetkami jest prawie 8 krotna! Nie było się co zastanawiać. Nie miałem też możliwości sprawdzić tych wszystkich lornetek na gwiazdach, czyli sprawdzić jak punktowe są obrazy gwiazd we wszystkich tych modelach. Byłby to z pewnością ciekawy test fabrycznego ustawienia pryzmatów. No ale... nie można mieć wszystkiego. Budowa Jeśli chodzi o wykonanie, lornetka Delty nie jest tu mistrzem świata. Gumy nie pachną, póki co, zbyt ładnie. Źrenice wyjściowe są lekko pościnane. Ciężko chodzi centralne ustawianie ostrości, mam nadzieję, że wyrobi się z czasem. Mam jakiegoś włosa w środku, którego widać tylko przy rozogniskowaniu (ale jednak), więc chyba uśmiechnę się do Delty o wyczyszczenie wnętrza lornetki. Nie są to jednak wady, które w moim odczuciu dyskwalifikowałyby ten produkt, lub nie dały się poprawić. Cóż... za tę cenę, obraz jaki daje ten sprzęt jest rewelacyjny! Przyjemność ze spoglądania na świat przez 8x56 ED Delty jest najwyższej próby! Tu ładnie widać, że źrenice wyjściowe są nieco pościnane. Podejrzewam, że to wina zastosowania jednak nieco zbyt małych pryzmatów. Sexy, utwardzany pokrowiec w zestawie i bardzo dobry miękki pasek do lornetki. Tak dyndają zatyczki obiektywów. Nie wiem czy z czasem się nie pogubią, póki co - niech dyndają. Łatwo się je zakłada i zdejmuje, są OK. Lornetka w dłoni - jak dla mnie rewelacyjny rozmiar, chociaż chciałoby się aby była ze 300 g lżejsza... dopłacając 7 700 zł można mieć lżejszego Swarovskiego, lepiej też wykonanego. Od góry. Od strony okularów. Centralna regulacja ostrości. Póki co dość ciężko chodzi - model wystawowy ustawiało się dużo lżej. Czas pokaże, co będzie. Na leżąco ;-) Powłoki antyodblaskowe na obiektywach. Nocne niebo Od razu też, jakby na przekór przysłowiu, że po zakupie sprzętu astronomicznego, niebo przez miesiąc zasnuwają chmury, wczorajsze niebo w Milanówku było najlepsze jakie do tej pory tu widziałem. 20 km od Warszawy Droga Mleczna i tysiące gwiazd widocznych gołym okiem. Księżyc pod horyzontem. Bosko. Wyniosłem z tarasu kanapę na trawę pod otwartym niebem. Położyłem się prawie poziomo jak basza i przyłożyłem lornetkę do oczu... Pierwsze spojrzenie na takie niebo przez Deltę Titanium 8x56 ED zwaliło mnie z nóg (dobrze, że leżałem!). Zamiast szukać gwiazd, szukałem czarnej przestrzeni pomiędzy nimi. Zalała mnie ogromna, niezliczona ilość świecących punkcików. Zakląłem. Emocje wzięły górę. Nie dałem rady. Nie wyrobiłem! :-) Coś pięknego. Szybki test Albireo - piękne kolory, pięknie rozdzielona gwiazda. Vega - aż oczy wypala. Łatwość operowania lornetką i znajdowania obiektów na niebie jest wielokrotnie większa od teleskopu. Szybki ruch, ułamek sekundy i już jesteśmy w innym punkcie nieba - tam gdzie chcemy! Praktycznie zgrubne spojrzenie w danym kierunku sprawia, że gdzieś w ponad 7 stopniowym polu widzenia tej lornetki jest obiekt, którego szukamy. Szybki ruch na północ - Wielka Galaktyka Andromedy M31 - jest, piękna, rzeczywiście wielka i jasna jak świnia. Obrót na zachód - M13 Gromada Herkulesa - jest! Malutka jasna kulka. Chichotki w Perseuszu - są! Piękne jak zawsze. I zanim z zimna odpadł mi nos, bo wylazłem tak na szybko z domu - znowu Vega... zjazd w dół i... mój ulubieniec ostatnio - asteryzm Wieszak! Geniusz poukładał te gwiazdy! Zakup rewelacyjny! Sprzęt najwyższej jakości! Śmieszna cena jak za optykę tej klasy. Dobra, a teraz tak serio... Zdecydowanie polecam rozpoczęcie przygody z astronomią od lornetki. Uważam, że jest to instrument dzięki któremu najłatwiej nauczyć się nieba. Jak widać potrafi też być tani. Teleskop najczęściej pokazuje tak wąski fragment nieba, że człowiek nie wie gdzie patrzy i przez to nie wie, gdzie na niebie znajduje się to, co obserwuje w teleskopie. Lornetka daje niesamowity komfort. Robię zatem teraz krok w tył, z teleskopu do lornetki, ale w moim mniemaniu, będzie to tak naprawdę, krok w przód, w kierunku poznania nieba i orientacji wśród obiektów kosmosu. I co najważniejsze - nauka będzie szybka! :-) Inną sprawą jest, że lornetka pozostawia ogromny niedosyt, przynajmniej taka mała jaką ja kupiłem. Nie daje ona tak powiększonego obrazu jak teleskop, nie uwydatnia też tak bardzo szczegółów obiektów głębokiego nieba, planet, czy nawet Księżyca. Ale z pewnością warto zacząć przygodę właśnie od niej. Gdy już wiemy gdzie co jest na nieboskłonie, wtedy z większą świadomością możemy spojrzeć w silne teleskopy i nie pogubimy się z tym wszystkim. Lornetka jest też sprzętem, który waży tyle co nic w porównaniu z nawet niewielkim teleskopem. Można ją zabrać ze sobą praktycznie wszędzie. Nie wymaga wielkiej uwagi, skomplikowanego ustawiania montażu, dodatkowych akcesoriów itp. Można ją mieć ją ze sobą w górach, na wodzie, w dzień i w nocy. Rewelacyjny instrument, który każdy powinien mieć. Ja w końcu też mam swoją lornetkę i póki co jestem niesamowicie zadowolony. Podziękowania Na koniec chciałbym podziękować Fuńćkowi, który bardzo mi pomógł robić te wszystkie zdjęcia lornetki (tzn. nie przeszkadzał). ;-) Mrrrau.... Post Scriptum Muszę jeszcze dopisać, bo trochę zdębiałem, a to ważne. Lornetka objęta jest... Uwaga! 120 miesięczną gwarancją! Czyli - całe 10 lat gwarancji! Bezproblemowe i bezstresowe użytkowanie tego sprzętu będzie mnie kosztowało około 10 zł miesięcznie, czyli około 35 groszy dziennie! Są to liczby, które w mojej ocenie czynią ten model bezkonkurencyjnym. Dzisiaj jeszcze przetestowałem ją w ciągu dnia na gałęziach drzew i liściach na tle nieba - masakrycznie dobra jakość obrazu. Szok i podziw dla Delty za taki produkt w takiej cenie z taką gwarancją!
  16. Niedosyt czasami bywa piękną siłą sprawczą - lub kopniakiem w rzyć, jak kto woli. Po śladowych ilościach siedzenia pod gwiazdami w lipcu i sierpniu, za to wypoczęty po urlopie, obiecywałem sobie dużo po wrześniowym nowiu. Tymczasem upalne lato kiedyś musiało się skończyć, a wilgoć - zacząć kłębić w przestworzach, by potem gwałtownie przemieszczać się pionowo w dół. Do tego stabilne wcześniej fronty zachwiały się na Europą, przeciągając całe masy powietrza z jednego krańca na drugi. W tę przejściową pogodę wpisał się Zatom. W pewnym sensie wizyta na zlocie przypominała wizytę w klubie go-go - zostawiłem tam trochę kasy, niby naładowałem baterie, ale - jako, że do niczego konkretnego nie doszło - wyjeżdżałem bez satysfakcji. Ze wspomnień obserwacyjnych mogę więc przywołać jedynie tępe spojrzenie w czeluść w miarę pogodnego nieba w pierwszy wieczór, kiedy byłem potwornie zmęczony. Niedosytu wywiozłem więc ze zlotu pod dostatkiem. Ale to ów niedosyt miał mnie wypchnąć parę dni później, mimo przeciętnych prognoz. Kiedy powoli zacząłem się już godzić z myślą, że wrześniowy nów mi umknie, kiedy niebo okazało się być niespodziewanie łaskawe w piątkowy wieczór - spakowałem więc manatki (10x50 i gościnnie - 20x80) i tuż po 21:00 byłem gotowy do drogi na miejscówkę. Spoglądając na niebo tuż przed wejściem do auta, zauważyłem przechodzące obłoczki - i mimo, że mogły oznaczać, że obserwacji nie będzie wcale, a w najlepszym razie - że będzie ich niewiele, zaryzykowałem. Bliziny powitały mnie jeszcze całkiem ciepłym powietrzem, niewielką wilgotnością i kapitalną przejrzystością. Obłok Gwiezdny Tarczy, mimo nieznacznej wysokości nad horyzontem, mocno przykuwał wzrok, Droga Mleczna świeciła mocno, jak rzadko kiedy w tej bliskości aglomeracji trójmiejskiej, a wyraźne gwiazdy w Strzelcu muskały nieznacznie zaświetlony południowo-zachodni horyzont. – Świeć. … – Rozkazuję ci, świeć! … – Cholerna bateria... Cholerna bateria lub niedbale włożona do torby (czyżby jeszcze w Zatomiu?) włączona latarka i brak zapasowego źródła światła spowodowały, że byłem bliskie zakończenia sesji przed czasem - przynajmniej jeśli chodzi o próbę wyłapania jakiegokolwiek nowego obiektu. Tym razem na szczęście, wujek G. jest wszędzie - naprędce ściągnąłem aplikację Red Telescope Flashlight, która zabarwiła ekran smartfona na czerwono. Rozwiązanie oczywiście nie było idealne, ale na bezlatarczu i smartfon latarka. … Sesję rozpocząłem od Obłoku Gwiezdnego Tarczy. Dzika Kaczka (M11) już dawno przestała być dla mnie magnesem, padła jednak jako pierwsza, gdyż jej jasność czyni zeń świetną boję nawigacyjną w rejonie. Rzeczywistym celem były wspaniałe międzygwiezdne chmury pyłowe, których w Tarczy jest prawdziwe zatrzęsienie. Wycelowałem 10x50 tuż na zachód od M11, w ścisłe okolice sporego asteryzmu Konik Morski (vel Haczyk na Ryby), tam, gdzie blask gwiezdnego obłoku urywa się nagle za sprawą dryfujących bliżej Słońca ciemnych mgławic, jak skalpel ucinających zachodnią granicę jasnego tła ramienia Galaktyki. Region ten zgrubnie określany jest jako Barnard 103, choć sam Barnard pod tym numerem skatalogował niewielką koncentrację w gęstej międzygwiezdnej pyłowej zupie. Wizualnie wzrok przykuwała wyraźna, wąska smuga wędrująca niemal południkowo, odcinająca jedną z przebitek jasnego tła. Kolejna przebitka odległego Ramienia Tarczy, skatalogowana jako NGC 6682, również świetnie odcinała się od pyłowych wspaniałości pierwszego planu. Największą uwagę poświęciłem jednak samej B103 z przyległościami. Przez pewien czas wodziłem wzrokiem wzdłuż Konika Morskiego, śledząc granicę światła i cienia, wymiennie przez 10x50 i 20x80. Następnie odbiłem od boi nawigacyjnej nieco ku północy, obejmując w szerokim kadrze wielkie półkole Barnarda 111. Przejrzystość nieba pozwoliła całkiem wyraźnie zidentyfikować nie tylko wschodnią granicę obiektu (zwykle dobrze widoczną), ale również i zachodnią. Za to wyodrębnianie mniejszych obiektów wewnątrz samej B111 poszło znacznie gorzej, niż mogłyby wskazywać na to warunki. źródło: A Photographic Atlas of Selected Regions of the Milky Way (E.E. Barnard) Zacząłem od próby wydzielenia B110 i B113. O ile na zdjęciach ich obecność potrafi rzucać się w oczy, o tyle wizualnie ginęły one na dość ciemnym tle B111. Momentami wydawało mi się, że widzę nieznaczne pociemnienie tam, gdzie powina być B110, jednak obecność dwóch gwiazd 8 wielkości mogła sugerować wyobraźni wytyczenie granicy pomniejszej mgławicy właśnie przy nich. Niewiele lepiej poszło mi z B320. Mogę ją teoretycznie zaliczyć jako zaobserwowaną, jeśli (nie bezpodstawnie) uznamy, że numer ten odnosi się do południowo-wschodniego krańca księżycowatej B111. Niemniej, jakikolwiek detal - tak wyraźny na zdjęciach - był poza zasięgiem, po raz kolejny też nie udało mi się oddzielić B320 od B111. Widząc, że również niewiele wskóram próbując rozdzielić drobne pyłowe kłaczki na wschód od wyraźnej B119a,omiotłem tylko wzrokiem plamę B112 i strużki B114-118 (z wszystkimi numerami po kolei) i przeniosłem się jeszcze kawałek dalej w lewo, szukając szczęścia gdzieś przy stopie Antinousa. Po napatrzeniu się na jasną połać Obłoku Gwiezdnego Tarczy, tło gwiezdne parę stopni na wschód nie mogło nie wydać się ubogie. Twardo jednak okryłem się kapturem, by w pełni zaadoptować wzrok i poczekałem na nieznaczne pojaśnienie tła. Z czasem zacząłem widzieć więcej w tym miejscu, lecz leżące tu Barnardy 133 i 134 nie kwapiły się zbytnio z coming-outem. Dodatkowo każde niecierpliwe spojrzenie na mapę było okupione małą utratą adaptacji - lecz w końcu zamajaczyła mi we właściwym miejscu eliptyczna, nieco wydłużona sylweta B133. Z każdą chwilą stawała się coraz wyraźniejsza, choć powiedzieć o niej “wyraźna” nie mogłem nawet pod koniec naszego tête-à-tête. Mimo niewielkich rozmiarów, ciemnotka poddała się nawet w 10x50. Za to B134 pozostała poza zasięgiem obu dwururek. Obiekty w Tarczy i okolicach z wolna zaczęły tracić kontrast. Dobiegało końca okienko między zapadnięciem ciemności nocy astronomicznej a sensowną wysokością rejonu nad horyzontem. Przeniosłem się więc do delikatniejszego, wyżej świecącego Obłoku Gwiezdnego Gammy Orła i kolejnych ciemnych mgławic, które świecą na jego tle bądź go okalają. źródło: http://astropolis.pl/topic/45658-konstelacja-orla/ Na pierwszy ogień poszła oczywiście “E” Barnarda, czyli duet B142-143. Zazdroszcząc najwyraźniej Lukostowi wyłuskanego pod bieszczadzkim niebem detalu, przykleiłem się do muszli okularowych większej z lornet, by wycisnąć jak najwięcej w dobrych blizińskich warunkach. Wszystkie równoleżnikowe poprzeczki kompleksu pyłowego były świetnie widoczne, zwracał również uwagę gradient powoli ginących ku południowemu zachodowi dość wyraźnych (i najwyraźniej bezimiennych) przepyleń, ograniczających południową część Obłoku Gammy Orła od wschodu. Moją uwagę przykuła mocniej odwiedzana wcześniej mała łukowata smuga oznaczona jako B337 i B334. Obiekt ten wypatrzyłem już w zeszłym roku, jednak teraz postanowiłem wykorzystać większą moc 20x80. Po spokojniejszej adaptacji, pyłowy łuk wyraźnie się przełamał, więc w końcu udało mi się jednocznacznie wyodrębnić obie składowe jako osobne obiekty - większy, północno-wschodni Barnard 337 i tworzący jakby niższy schodek, południowo-zachodni Barnard 334. Na tym duecie lorneta 20x80 spisała się świetnie - zostawiając spory zapas pola dała jednocześnie na tyle mocny zasięg gwiazdowy, żeby wyciągnąć odpowiednio jasne tło i umożliwić wyjście obu Barnardów z tła gwiezdnego obłoku. Małej, zwartej kropy B336 nie dostrzegłem - niejednorodność drugiego planu sugerowała co prawda kilka pociemnień, mogących być Barnardem 336, lecz wobec bliskiego położenia dość jasnej gwiazdy pierwszego planu, odpuściłem. Przeskoczywszy na drugi brzeg Obłoku Gammy Orła, spróbowałem odszukać trzy kolejne Barnardy o kształtach dość fantazyjnie zakreślonych na mapach. Pierwszym z brzegu (północnego) był Barnard 333. Wobec braku wyraźnych boi nawigacyjnych i zatrzęsienia mniejszych asteryzmów, wycelowanie w pożądany rejon zajęło mi dłuższą chwilę. Niebawem jednak wschodnia granica B333 zaczęła się dość sugestywnie odcinać. Nie wyłapałem górnego zawijasa zaznaczonego w atlasie, lecz bez problemu dojrzałem środkową część mgławicy opartą o złamany łańcuszek drobnych gwiazd. Podobnie jak w przypadku B110, gwiazdki mogą sugerować więcej, niż faktycznie widać, lecz porównanie jasności tła po obu stronach łańcuszka pozowoliło na jednoznaczne zaliczenie sobie tego obiektu. Nieco trudniejszy - i do odszukania, i do identyfikacji - okazał się kolejny obiekt, Barnard 332. Lecz i tutaj udało mi się (po nieco dłuższych zmaganiach) odnaleźć fragmenty ciemnego łuku pokrywające się z zaznaczeniem w Uranometrii. Zanotowałem w pamięci widoczność północnej i południowej części obiektu z jednoczesnym rozmyciem czy zamazaniem środkowego wygięcia ku zachodowi. Trzeba przyznać jednak, że sam Barnard sporo namieszał, oznaczając w rejonie parę wątpliwych pasm. Czyżbym więc zaobserwował coś w rodzaju pyłowego asteryzmu? Na sam koniec omiatania Obłoku Gammy Orła, odszukałem B331 - lecz tutaj poza bardzo mało wyraźnym śladem środkowej części smugi pyłowej, nie zaobserwowałem niczego, co by odcinało się od mało kontrastowego tła. Kolejna konsultacja z atlasem pozwoliła mi odszukać kolejne przepylenie - B140. Tutaj, mimo braku wyraźnego pojaśnienia tła, poszło mi całkiem łatwo, do czego przyczyniła się banalnie łatwa nawigacja - wystarczyło odbić nieco ponad stopień na zachód od δAql i powędrować w górę trzystopniowego asteryzmu przypominające wenecką drukowaną nutę renesansową (taa, wiem - dowaliłem… ale biorąc pod uwagę, że swego czasu trochę nagapiłem się na faksymile, skojarzenie przyszło automatycznie). Samej ciemnotki należy szukać w romboidalnym zwieńczeniu asteryzmu. I tutaj gwiazdy zdawały się wyznaczać granice, lecz ponownie - porównanie jasności mgławicy i tła jednoznacznie wydzieliły B140. W przeciwieństwie do poprzedniej trójki, ten obiekt okazał się być w miarę łatwy również dla mniejszej lornetki. Bawiąc w okolicy Delty Orła nie mogłem nie zahaczyć o dość wyraźny łuk Barnarda 138 (w którym nie doszukiwałem się detalu ze względu na coraz gorsze warunki poniżej równika niebieskiego), a potem przeskoczyłem w prawo, ku granicy z Ogonem Węża. Celem był sporej wielkości obłok LDN 617. Ciemnotka ta jest o tyle ciekawa, że - po pierwsze - jest zaznaczona w kilku atlasach nieba (w tym w Pocket Sky Atlas), a po drugie - wydaje się być ciężka do wyłapania ze względu na ubogie gwiezdne tło. Za to nalot jest dość prosty - namierzywszy podwójny blask Alyi, trzeba odbić w dół ku dość szerokiej parce gwiazd i przedłużyć ten dystans mniej więcej jeszcze raz ku południu. Mgławica okazała się być całkiem łatwa i dość osobliwa - z jednej strony bardzo okazała, wielka i mięsista, a z drugiej - dość subtelna. Jej równoleżnikowo ułożona wstęga zajmowała około dwóch stopni szerokości i około pół stopnia grubości. Najwyraźniejsza była jej północna krawędź, południowa - nieco mniej wyrazista. Za to na wschodzie i zachodzie po prostu w którymś momencie kompletnie gubiła kontur. Podejrzewam, że gdyby leżała na jaśniejszym tle, byłaby bardzo łakomym kąskiem wizualnym. Zanim przeszedłem do wyżej położonych rejonów, pokręciłem się jeszcze w okolicy Terazeda, próbując szczęścia z Barnardem 340. O dziwo, ten wyskoczył całkiem łatwo, choć ze względu na dość jasną towarzyszkę wizualną - πAql o jasności 6,5mag (a także całkiem nieodległy blask γAql) - raczej nie mogło być mowy o wyłapaniu jakiegokolwiek detalu zakonturowanego przez Barnarda. W pełni zadowoliłem się jednak owalnym pociemnieniem - może niezbyt rzucającym się w oczy, lecz bez wątpienia ewidentnym podczas poruszania lornetką. Ku memu jeszcze większemu zadowoleniu, B340 również dał się dojrzeć w 10x50. Prawdę mówiąc, chyba po raz pierwszy opuszczałem konstelację Orła naprawdę zadowolony. Wcześniej ta konstelacja zawsze zostawiała jakiś niedosyt, zgrzyt wynikający z proporcji wielkości i położenia gwiazdozbioru, a ilością obiektów głębokiego nieba możliwych do wyłapania. Przecież taki kawał nieba w sercu Drogi Mlecznej nie może mieć bilansu kilku marnych gromad i wątłych mgławic planetarnych! Z czasem okazało się, że choć pojaśnień zbyt wiele wyłuskać się nie da, pociemnień jest pod dostatkiem.
  17. Witam! Ostatnio zakupiłem statyw z małym żurawiem za 450 zł i szczerze mówiąc nie jestem za bardzo zadowolony. Dopiero teraz pomyślałem czy nie lepiej zbierać na teleskop, chodzi mi o teleskop Newtona Synta 8 na montażu dobsona. Mam jeszcze czas na zwrot statywu, a kasy ostatnio trochę wpadło i po zwrocie byłbym o krok od teleskopu. Mam więc pytanie czy na razie lepiej obserwować lornetką ( 15x70 ) czy już zbierać na teleskop, bo w sumie różnica będzie ogromna. Prosiłbym was o radę. Dzięki.
  18. Zastanawiam się nad tym żurawiem i nie wiem czy spełni swoje zadanie trzymając pewnie Celestrona skymaster 15x70. Dodam, że obserwuję z krzesełka najczęściej na balkonie. Również się zastanawiałem też nad zwykłym statywem, lecz interesuje mnie, który będzie lepszym rozwiązaniem. Statyw + żuraw: http://www.cyfrowe.pl/wyposazenie-studia/powerlux-statyw-boom-zuraw-1,8m.html Statyw: http://www.cyfrowe.pl/aparaty/statyw-slik-sprint-pro-ez.html
  19. Postanowiłem spróbować swoich sił z ołówkiem. Pierwszy raz więc bądźcie łagodni, zdaję sobie sprawę z mojego antytalentu plastycznego już od szkoły podstawowej. Jednak uznałem że lepiej zrobić kiepski szkic niż kolejny raz pisać w dzienniku że nieduża mgiełka itp. Malowane jedynymi dwoma ołówkami jakie mam,jeden ostry do gwiazdek, drugi taki gruby techniczny który rozmazywałem paluchem, do tego psująca się czerwona lampka. Potem skan i lekka zabawa krzywymi w PS żeby białe było białe. Porady mile widziane choć talentu raczej mi już nie przybędzie... kaskada Kemble'a: M10: M67: M107:
  20. Noc 10/11 kwietnia 2015 zapowiadała się całkiem nieźle, więc wieczorem 10 IV 2015 wybrałem się z Jurkiem (kraterem) na obserwacje na Przełęcz Marszałka Rydza-Śmigłego. Jurek zadzwonił też po Łukasza (lukosta z sąsiedniego forum), z którym spotkaliśmy się już na miejscu. Niebo, zgodnie z prognozą było bezchmurne i jak na warunki "podkrakowskie" całkiem ciemne - na początku obserwacji SQM-L wskazywał jasność tła nieba równą 21.18 mag/(sekundę łuku do kwadratu), po 23:00 trochę się poprawiło, a po północy średnie wskazanie SQM-L wynosiło 21.28 mag/(sekundę łuku do kwadratu). Zasięgu gołego oka nie wyznaczałem, ale był na pewno znacznie lepszy niż 6.5 mag, bo gołym okiem bez wielkiego trudu (choć oczywiście zerkaniem) widziałem zarówno gwiazdę 6.6 mag w głowie Smoka jak i M 92. Swoje obserwacje rozpocząłem od odszukania nowoodkrytej komety C/2015 F3 (SWAN), która jest już niestety po peryhelium. Kometa świeciła w Kasjopei i choć jej jasność oceniłem na 10.5 mag przy średnicy głowy równej 3', była ona w tym momencie całkiem trudnym obiektem, gdyż świeciła pomiędzy dwoma stosunkowo jasnymi gwiazdkami. Ze względu, że w niezbyt dużej odległości (też w Kasjopei) świeciła też kometa C/2014 Q2 (Lovejoy), to stała się ona naturalnie kolejnym celem. W teleskopie była ona całkiem dużym, bardzo jasnym obiektem, z wyraźnym, choć niezbyt długim i subtelnym warkoczem. W lornetce była natomiast mała, mocno skondensowana i okrągła, a warkocz (o długości 0.2 stopnia) był widoczny słabo zerkaniem. Jasność tej komety oceniłem na 6.8 mag, a średnicę jej głowy na 6'. Później przyszła pora na galaktyki, których na wiosennym niebie jest chyba aż za dużo. Najpierw w okularze pokazała się trójka: NGC 3991, NGC 3994 i NGC 3995. Wszystkie one były widoczne bez problemu, tworząc niewielki trójkąt z grubsza równoramienny, o podstawie krótszej niż 2' i bokach niespełna 4'. Najładniej prezentowały się one w powiększeniach 114x i 182x. Najmniej ciekawa z trójki była NGC 3994 - mała, o dość dużej jasności powierzchniowej i eliptycznym kształcie. NGC 3991 była wąska, z wyraźnym pojaśnieniem na jednym z końców. Najciekawsza była za to NGC 3995 - po kilku minutach obserwacji widać było, że jest obiektem o niejednorodnej jasności powierzchniowej, a jej kształt był zbliżony do łezki lub przecinka. Kolejnym celem była piękna grupa galaktyk w Psach Gończych, tuż przy granicy z Wolarzem - NGC 5350, NGC 5353, NGC 5354, NGC 5355 i NGC 5358. W małym powiększeniu (ES 24mm, 67x), oprócz tych ciasno upakowanych 5 galaktyk, w jednym polu widzenia razem z nimi widoczna była galaktyka NGC 5371, przy czym NGC 5358 widoczna bardzo słabo, a NGC 5353 i 5354 zlane w jeden obiekt z dwoma pojaśnieniami w środku. NGC 5371 była duża, jasna, lekko rozciągnięta z jaśniejszym jądrem. W większych powiększeniach (ES 14 mm - 114x i Meade 8.8 mm - 182x) widać było 5 galaktyk w jednym polu widzenia. NGC 5350, 5354 i 5355 były bardzo jasne, jaśniejące w kierunku centrum, NGC 5355 i 5358 znacznie słabsze ale widoczne bez trudu. Ze względu, że miałem nastrój na niewielkie grupki galaktyk, przyjrzałem się jeszcze ładnej trójce w Lwie - NGC 3605, NGC 3607 i NGC 3608 (NGC 3607 i 3608 bardzo jasne, dość duże niemal okrągłe, NGC 3605 malutka, zwarta, o dużej jasności powierzchniowej i eliptycznym kształcie) oraz układowi 4 galaktyk w Warkoczu Bereniki - NGC 4169, NGC 4170, NGC 4174 i NGC 4175 (Wszystkie 4 dość słabe, ale widoczne bez trudu zerkaniem. NGC 4169 najjaśniejsza, o eliptycznym kształcie, jaśniejsza w środku. NGC 4175 druga co do jasności, wyraźnie rozciągnięta, z jaśniejszym centrum. NGC 4174 maleńka, dość wyraźna, rozciągnięta. NGC 4175 dość długa, wąska, najsłabsza z całej czwórki) W końcu teleskop wycelowałem w ostatnią i jedną z najciekawszych tej nocy grup galaktyk, znajdującą się w Pannie parę NGC 4567 i NGC 4568 wraz z towarzyszącą im NGC 4564. NGC 4567 i 4568 tworzą jasny, wyraźny obiekt o sercowatym kształcie, podobny do słynnej pary zderzających się galaktyk w Kruku (tzw. Anten lub Czółek). W powiększeniu 182x widoczne były subtelne niejednorodności w strukturze tej pary, a do tego dość wyraźnie widoczne gwiazdopodobne jądra. NGC 4564 niewielka, zwarta, rozciągnięta, widoczna bez najmniejszego trudu Zbliżał się już wschód Księżyca, wróciłem więc jeszcze do komety C/2015 F3 (SWAN), która zdążyła się do tego czasu odsunąć od dwóch gwiazd, które wcześniej utrudniały jej obserwacje. Tym razem było ją widać dzięki temu nieco lepiej, choć ze względu, że kometa znajdowała się tej nocy na tle Drogi Mlecznej, to znów trafiła na jakieś (tym razem troszkę słabsze) gwiazdki. Na rozjaśniającym się lekko niebie wycelowałem jeszcze na chwilę teleskop w Łańcuch Markariana, później w M 87, obok której widać było kilka jej słabych sąsiadek, spojrzałem też na M 60 i towarzyszącą jej NGC 4647 oraz na piękną, olbrzymią i pełną niejednorodności M 106. Odnalazłem też galaktykę NGC 4933, która miała wyraźnie "łezkowaty" kształt oraz NGC 4293 - dość dużą, rozciągniętą, z subtelnymi niejednorodnościami. Oczywiście, w trakcie nocy sprawdzałem też od czasu do czasu, co udało się złapać Lukostowi, który swoją relację z tej nocy zamieścił na sąsiednim forum: http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7258-zegnaj-knurze/ Całą noc z pobliskiego lasu dochodził do nas cichy śpiew samicy uszatki: http://www.xeno-canto.org/sounds/uploaded/SNRCANJSRX/Asio%20otus%20song%20F%20Domsten%20120325%20a%20R.mp3 Ze względu, że noc była dość ciepła i przyjemna, po wschodzie Księżyca spakowałem teleskop do samochodu i poszliśmy z Kraterem w las, nasłuchiwać sów. Spacer po lesie zająć nam jakieś 2 godziny, ale oprócz dwóch "jęczących" uszatek i dwóch puszczyków: http://www.xeno-canto.org/sounds/uploaded/CZTIXUOENE/XC235377-Default%20Project.mp3 nie usłyszeliśmy nic ciekawszego. Po powrocie na przełęcz planowałem jeszcze wyciągnąć teleskop i zapolować na świeżo odkrytą kometę C/2015 F5 (SWAN-Xingming) oraz nową w Strzelcu, jednak Księżyc już bardzo mocno rozświetlał niebo, na którym dodatkowo pojawiło się sporo chmur pierzastych, więc z dodatkowych planów obserwacyjnych zrezygnowałem, licząc, że obydwa obiekty uda mi się jeszcze zaobserwować w przyszłości (i tak się stało już 5 dni później - jeśli znajdę chwilę, to kiedyś napiszę i o tym ).
  21. kiedyś lornetka Celestron 20x80 wyglądała inaczej niż obecna wersja (np. miała indywidualne ostrzenie w okularach), była wykonana jak obecna 25x100. obecna wersja staniała o połowę ale też zrobił się z niej bliźniak 15x70 (czytaj wszędzie plastik). teraz jedyna porządna duża lornetka od Celestrona to 25x100. ale.. zobaczyłem Delta Optical 20x80, kubek w kubek jak stary Celestron. Cena też wyższa niż obecny Celestron. Czy obecna Delta to to samo co starszy/lepszy Celestron? Pryzmaty nie mniejsze? Na optyczne.pl stary Celestron 20x80 zebrał dobre opinie, ale czy DO jest równie dobra?? ktoś wie??
  22. Poprzedniej nocy (17/18 II 2015) wybraliśmy się z Kraterem i Grzegorzem Guzikiem na obserwacje na południe od Krakowa. Na cel naszej wyprawy wybraliśmy Przełęcz Marszałka Rydza-Śmigłego - miejscówkę, którą już dwa razy sprawdzałem, ale miałem pecha i trafiałem na ciągnące się po niebie, podświetlnone przez odległe miasta cirrusy. Tym razem w końcu się udało. Niebo było bezchmurne i piękne. Na miejscu byliśmy dopiero około północy. Od razu sprawdziłem jasność tła nieba przy pomocy SQM-L. Wyszło 21.17 (mag/"2), jakąś godzinę później SQM-L pokazywał średnio 21.23 (mag/"2) , czyli całkiem nieźle. Dwie noce wcześniej na Koskowej było w najlepszym momencie 20.97 (mag/"2), tyle że wtedy obserwowaliśmy przed północą. Ze sobą mieliśmy Taurusa 13", Syntę 8" i refraktor 120/500. Zanim rozłożyliśmy sprzęt, rzuciliśmy okiem na świecącą już dość nisko kometę C/2014 Q2 (Lovejoy). Choć była ona widoczna gołym okiem, to wygladała znacznie gorzej niż w poprzednich dniach. Warkocz był ledwie widoczny w lornetce 10x50, a i sama kometa sprawiała wrażenie słabszej, choć wpływała na to z pewnością niewielka wysokość nad horyzontem oraz fakt, że znajdowała się ona w nieco rozjaśnionej części nieba. Jej jasność oceniłem tej nocy na 5.1 mag, a średnicę jej głowy na 8'. Tej nocy obserwowaliśmy głównie stosunkowo jasne obiekty. Rozpoczęliśmy od Tripletu Lwa - M 65, M 66 i NGC 3628. Każda z trójki galaktyk prezentowała się bardzo ładnie. M 65 i M 66 pokazały wyraźnie swoje nietypowe kształty, a ciemne pasmo przecinające NGC 3628 na pół było widoczne bez najmniejszego trudu. Później przeszliśmy do M 51, której olbrzymie ramiona z mnóstwem nieregularności najlepiej wyglądały chyba w Radianie 5 mm dającycm powiększenie aż 255x. Również M 82 najlepiej prezentowała się w dużych powiększeniach - 255x i 340x, pełna nieregularnych, jasnych i ciemnych obszarów i ciągnąca się niemal przez całe pole widzenia. Nieco podobna (choć mniej spektakularna) była świecąca w innej części Wielkiej Niedźwiedzicy M 108, której sąsiadka - M 97 (Mgławica Sowa) pokazała dość wyraźnie dwa ciemne oczy. Następnie obejrzeliśmy sobie kilka słabszych galaktyk w Wielkiej Niedźwiedzicy. Najpierw przyjrzeliśmy się dwóm niewielkim galaktykom spiralnym - NGC 2742 i NGC 2768, które dzieli na sferze niebieskiej mniej niż 1 stopień. Pierwsza z nich była całkiem jasna, druga wyraźnie słabsza, choć także widoczna bardzo dobrze. Dość jasna, ale niewyróżniająca się niczym specjalnym była NGC 2950. Za to NGC 3079 okazała się być jednym z hitów tej nocy. Duża, jasna, lekko wygięta i asymetryczna. Obok niej świeciła jeszcze słabiutka NGC 3073, której nie miałem zaznaczonej na mapce. Również NGC 3310 była dość ciekawa, choć w jej przypadku nieregularności struktury nie były tak oczywiste. Później przenieśliśmy się na chwilę na południowe niebo. Przyglądneliśmy się mgławicy planetarnej NGC 4361, która była bardzo ładnie widoczna z filtrem O-III, a następnie skierowaliśmy teleskop w kierunku pary zderzających się galaktyk - NGC 4038 i NGC 4039, które wspólnie tworzyły jeden obiekt o kształcie serca. Obok nich zlokalizowałem też galaktykę NGC 4027, nie poświęciliśmy jej jednak zbyt dużo czasu, a szkoda, bo to też jak się okazuje całkiem ciekawy obiekt. Po tej krótkiej podróży na południe, postanowiłem poszukać kometę 32P/Comas Sola świecącą wysoko w Lwie. Kometa była widoczna dość słabo. Jej jasność oceniłem na 13.7 mag, przy średnicy 1.2', a wygladała ona jak niewielki, z grubsza okrągły, lekko skondensowany obiekt. Po komecie wróciliśmy do galaktyk. Na pierwszy ogień poszła piękna, skierowana do nas bokiem galaktyka NGC 4111. Miała ona bardzo jasne zgrubienie centralne, a cała była całkiem wąska. W jej pobliżu odnalazłem jeszcze malutką, jasną NGC 4143. Dalej przyszła kolej na jedną z moich ulubionych galaktyk - NGC 4449. Galaktyka ta najlepiej prezentowała się w dużych powiększeniach - 182x, 255x i 340x. Oprócz tego, że jej kształ jest nietypowy - zbliżony do prostokąta, to była ona pełna wyraźnych pojaśnień, z których jedne były gwiazdopodobne, inne natomiast wyraźnie rozciągłe. Nie zawiodła także M 106, całkiem wyraźnie widoczna w szukaczu. W teleskopie oczywiste były jej zakrzywione, lekko asymetryczne ramiona spiralne. Obok niej świeciła dość słaba i niewielka, ale oczywista NGC 4248, która była obiektem wyraźnie rozciągniętym. Nieco dalej, ale ciągle mniej niż 1 stopień od M 106 widoczna wyraźnie była kolejna galaktyka spiralna - NGC 4220. W promieniu mniej niż 1 stopnia od M 106 odnaleźliśmy też galakykę NGC 4217, niemal przyklejoną do dość jasnej gwiazdy, podobną nieco do galaktyki M 104 (Sombrero), tylko zdecydowanie słabszą oraz niewielką NGC 4346. Kolejnym celem była niesamowita para galaktyk - NGC 4485 i NGC 4490. Galaktyka NGC 4490 o dość nieregularnym kształcie była wyraźnie wygięta w kierunku NGC 4485, niemalże się z nią stykając. Kolejna parka - NGC 4618 i NGC 4625 była już mniej spektakularna, niemniej jednak w przypadku pierwszej z tych galaktyk dość oczywiste było jedno, asymetryczne ramię. Także NGC 4625 wydawała się być asymetryczna, choć w jej przypadku było to dość trudne do zauważenia. Później przyszła kolej na trzecią tej nocy kometę - C/2013 A1 (Siding Spring) - tę, która kilka miesięcy temu nieomal uderzyła w Marsa. Kometa ta, choć niezbyt jasna, była widoczna zerkaniem bez wielkiego trudu. Jej jasność oceniłem na 12.0 mag, przy średnicy 2'. Była umiarkowanie skondensowanym, praktycznie okrągłym obiektem. Po komecie wróciliśmy do galaktyk, zahaczając po drodze o piękną gromade kulistą M 3. Następna obserwowana przez nas galaktyka - NGC 4151 była średniej jasności, owalnym obiektem, któremu towarzyszyły jeszcze dwie galaktyki - NGC 4145 i NGC 4156. Za to obserwowana po nich NGC 4214 okazała się być obiektem naprawdę interesującym, podobnym nieco do NGC 4449, zarówno z kształtu jak i wewnętrznych niejednorodności (choć były one mniej wyraźnie niż w przypadku NGC 4449). Zmarznięci rzuciliśmy jeszcze okiem na kilka charakterystycznych galaktyk - niesamowitą i olbrzymią NGC 4631 (Wieloryb) z sąsiadką - NGC 4627, słabszą, ale także wyjątkową jeśli chodzi o kształt i niejednorodności struktury NGC 4656 (Motyka). Na chwilę przeskoczyliśmy do Wielkiej Niedźwiedzicy, aby zerknąć na wypełniającą niemal całe pole widzenia w powiększeniu 114x galaktykę M 101, po czym wracając do Warkocza Bereniki do wspaniałej NGC 4565 (Igła) zahaczyliśmy jeszcze o niewielką, ale całkiem ładną NGC 4314 i jasną spiralną NGC 4559, która pokazała zarych "pochylonych" ramion. Około godziny 3:00 zza pobliskich drzew wyłoniła się świecąca nisko nad horyzontem M 83. Widoczna była ona natychmiast w lornetce, jako całkiem pokaźnych rozmiarów, okrągły obiekt. W teleskopie widoczne było jasne jądro otoczone olbrzymim halo, w którym ledwie ledwie majaczył zarys dwóch ramion spiralnych. Ze względu na niskie położenie tej galaktyki, obserwowało się ją fatalnie. Robiło się już zresztą całkiem zimno i zaczął powiewiać lekki wiatr. Zanim zakończyliśmy obserwacje, spojrzeliśmy jeszcze na fantastyczną M 13 oraz świecącą obok niej galaktyką NGC 6207. Przed 3:30 zaczęliśmy się pakować, a chwilę po 5:00 byliśmy już w przymglonym, zadymionym Krakowie. W tym miejscu zwrócę jeszcze uwagę, że ta miejscówka jest naprawdę niezła. Dojazd do samego końca jest asfaltowy, drogą znacznie lepszą niż ta, która wiedzie na Koskową Górę. Niebo też, jeśli odstaje od tego, co można zastać na Koskowej Górze, to tylko na plus. Miejsce znajduje się prawie 700 m.n.p.m., więc podobnie jak Koskowa Góra, często znajduje się powyżej mgieł.
  23. W świąteczną noc (25/26 XII 2014) około 20:00 zauważyłem, że niebo się wypogodziło. Ze względu, że wyglądało to nieźle, a i na zdjęciach satelitarnych dziura w chmurach wyglądała na całkiem sporą, zabrałem brata i pojechaliśmy na południe od Krosna. Jako pierwsze miejsce obserwacji wybraliśmy przełęcz na skrzyżowaniu nad Mszaną (między miejscowościami Chyrowa i Mszana). Na miejscu byliśmy tuż przed godziną 21:00. Niebo było bardzo ładne i przejrzyste, jedynie nisko nad północnym horyzontem wisiały chmury podświetlone przez Krosno, a tuż nad południowym horyzontem było pasemko chmur, które gołym okiem wyglądały na zupełnie ciemne. Jeszcze w drodze zorientowałem się, że nie wziąłem mapki z położeniem komety, na szczęście nie było to żadnym problemem. Krótka lustracja okolic południowego horyzontu lornetką 10x50 wystarczyła, aby wypatrzeć dość duży, rozmyty, okrągły obiekt wyłaniający się zza wiszących tuż nad horyzontem chmur. Kometa była w tym czasie zaledwie 5 stopni nad horyzontem. Ze względu, że na północy i zachodzie zbierało się szybko coraz więcej chmur, postanowiłem że nie będę wyciągał teleskopu z samochodu. Zamiast tego wyciągnąłem lekki statyw i zrobiłem kilka pamiątkowych zdjęć. Po kilkunastu minutach chmury zakryły całe niebo. Już mieliśmy wracać, kiedy na zachodzie i północy pojawiły się ponownie gwiazdy. Po 10 minutach niebo znów było zupełnie czyste. Kometa wzniosła się nieco przez ten czas i teraz dało się ją już z trudem wyzerkać gołym okiem. Po kolejnych kilkunastu minutach niebo ponownie się zachmurzyło i wyglądało na to, że to już koniec na tę noc. Postanowiliśmy zatem przejechać jeszcze doliną przez Mszanę i Tylawę, wypatrując sów. Po kilkuset metrach zauważyliśmy puszczyka siedzącego na środku drogi. Kiedy zatrzymaliśmy się, żeby mu się przyjrzeć, przeleciał na drzewo, za którym widoczne były pięknie gwiazdy. Skręciliśmy więc w jedną z polnych dróg prowadzących pod las. Tam okazało się, że niestety, południowy horyzont jest zasłonięty przez pobliską górę, za to na drodze siedział kolejny puszczyk. Pojechaliśmy dalej na południe, do Tylawy, gdzie brat pokazał mi kolejną wiodącą do lasu żwirową drogę, z której pięknie widoczny był zupełnie odsłonięty południowy horyzont. Niebo było fantastyczne, gwiazdy były widoczne praktycznie po sam horyzont. Świecące kilka stopni nad horyzontem najjaśniejsze gwiazdy Gołębia były widoczne gołym okiem natychmiast po wyjściu z samochodu. Po kilku chwilach kometa także stała się dość oczywista dla gołego oka, choć widoczna jedynie zerkaniem. Ogólnie miejscówka byłaby świetna, gdyby nie fakt, że na południowym wschodzie świeciło kilka latarni położonych wzdłuż drogi krajowej prowadzącej do przejścia granicznego w Barwinku. Ze względu, że z północy i zachodu znów zaczęły zbliżać się chmury, postanowiłem na szybko przyjrzeć się kilku dużym, jasnym obiektom przez lornetkę. Szczególnie warto tu odnotować wielką, widoczną zerkaniem bez trudu mgławicę Rozeta. Także mgławica Płomień w Orionie była widoczna całkiem nieźle. Około godziny 23:30 wsiedliśmy do samochodu i powoli wróciliśmy przez Daliową i Szklary, zahaczając po drodze o Przełęcz Szklarską. W drodze powrotnej niebo zasnuło sie chmurami całkowicie.
  24. W nocy z 23/24 listopada wybrałem się z Kraterem i Qbszonem na Koskową Górę. Zgodnie z prognozami, po drodze na miejsce wznieśliśmy się ponad mgły i na Koskowej niebo było bezchmurne. Niestety (także zgodnie z prognozami), na miejscu powiewał wiatr, który co prawda nie był zbyt silny, ale przy ujemnej temperaturze i sporej wilgotności mocno przeszkadzał. W związku z tym wiatrem pojechaliśmy bliżej szczytu, na polanę, z której co prawda sporo horyzontu jest zasłonięte, ale za to wiatr wieje tam znacznie słabiej. Na obserwacje wziąłem po raz pierwszy od ponad 3 miesięcy mojego Taurusa 13". Przygotowanie sprzętu zajęło znacznie więcej czasu niż zwykle - najpierw lusterko wtórne okazało się być czymś zabrudzone (wyglądało tak, jakby osiadł na nim szron, ale po podgrzaniu osad nie zniknął, trzeba je było przetrzeć), później trzeba było jeszcze uporać się z kolimacją na gwiazdach, bo kolimator przestał współpracować. Koniec końców obserwacje rozpoczęliśmy około godziny 3:00. Na początek przyjrzeliśmy się fantastycznej M 42 - ciężko przejść obok niej obojętnie w jesienne noce. Później zerknęliśmy szybko na kilka innych jasnych obiektów. Po szybkim wstępie postanowiłem zapolować na słabą kometę - 108P/Ciffreo, która świeciła wysoko w Woźnicy. Miejsce, w którym miała się ona znajdować zlokalizowałem dość szybko, jednak w pierwszej chwili jej nie zauważyłem. Po chwili okazało się jednak, że jakiś bardzo słaby obiekt świeci kilka minut kątowych obok, tuż obok słabej gwiazdki. Rzut oka na mapkę zdawał się wyjaśniać tę "zagadkę" - na mapce była zaznaczona pozycja komety o godzinie 0:00. Po powrocie do domu upewniłem się, że kometa była dokładnie tam, gdzie miała być około 3:30. Jej jasność oceniłem na 13.6 mag, a jej średnicę na 1', przy czym była ona obiektem lekko skondensowanym. Następnie skierowałem teleskop w stronę komety C/2014 Q3 (Borisov), która kilka tygodni temu była całkiem nieźle widoczna w 25 cm teleskopie. Zanim trafiłem w kometę, przez przypadek w pole widzenia trafiła całkiem ładna galaktyka NGC 6503. Kometa tym razem była obiektem dość trudnym, mocno rozmytym i widocznym słabo, jednocześnie miała stosunkowo duże rozmiary kątowe. Jej jasność oceniłem na około 11.0 mag, a średnicę jej głowy na 4'. To, że była tak słabo widoczna wynikało prawdopodobnie z faktu, że świeciła ona niezbyt wysoko (jakieś 30 stopni nad horyzontem), na dodatek dokładnie na łuną od Krakowa. Po tych dwóch kometach postanowiłem popatrzeć przez chwilę z użyciem filtra O-III. Najpierw wycelowałem teleskop w mgławicę Abell 21 (Meduza). Ze zdziwieniem zauważyłem, że w polu widzenia prawie nic nie widać. Długo się wpatrywałem zanim mnie "olśniło" - lusterko wtórne zaparowało. Na szczęście dość szybko się zorientowałem co się dzieje i "odparowanie" lusterka poprzez ogrzewanie dłonią od tyłu zajęło tylko kilka minut. Po tym zabiegu mgławica Abell 21 stała się obiektem oczywistym, widocznym jako "gruby rogal", którego jasność przy obserwacji zerkaniem była zdecydowanie niejednorodna. Następna w kolejności była mgławica Rozeta (NGC 2237), widoczna bardzo wyraźnie, składająca się z wielu jasnych fragmentów porozdzielanych ciemniejszymi pasmami i nie mieszcząca się w całości w polu widzenia przy powiększeniu 67x. Spojrzeliśmy też na jeden z moich ulubionych obiektów zimowych, czyli ukrytą w gromadzie M 46 mgławicę planetarną NGC 2438 - zarówno z filtrem O-III jak i bez niego prezentowała się bardzo ładnie, szczególnie w powiększeniu 114 razy. Później pooglądaliśmy znów kilka bardziej znanych galaktyk, między innymi: M 51, M 65, M 66 i NGC 3628, M 82, M 97, M 108, M 109 a także NGC 2903. Przed świtem przyglądnęliśmy się jeszcze dwóm jasnym mgławicom planetarnym: NGC 2392 (Eskimos) oraz NGC 6543 (Kocie Oko) - ta druga w małym powiększeniu pokazała piękny zielony kolor (NGC 2392 też była wyraźnie zielonkawa, choć w jej wypadku gwiazda centralna trochę przeszkadzała w podziwianiu tego koloru). Obydwie mgławice fajnie prezentowały się też w powiększeniu 182x. W końcu przed świtem wycelowałem teleskop w trzecią kometę - C/2014 R1 (Borisov), która kilka tygodni temu była widoczna dość słabo. Tym razem okazała się ona być obiektem oczywistym, widocznym dość wyraźnie, znacznie lepiej niż poprzednio i znacznie lepiej niż 2 pozostałe komety obserwowane tej nocy. Jej jasność oceniłem na 10.7 mag, średnicę głowy na 2' i była ona całkiem nieźle skondensowana. Podobnie jak kilka tygodni temu, świeciła głęboko w świetle zodiakalnym, które pięknie wychodziło znad drzew i sięgało niemal do Raka. Na tym zakończyliśmy obserwacje i wróciliśmy do lekko zamglonego Krakowa, nad którym snuły się pojedyncze niskie chmury.
  25. Po niesamowitej wyprawie na Koskowa Górę z 28 X 2014, postanowiliśmy (wraz z Kraterem z sąsiedniego forum) powtórzyć ten wyjazd dwa dni później. Na miejscu byliśmy około godziny 1:30 i choć niebo było całkiem ładne, to przejrzystość nie była już tak fantastyczna jak dwa dni wcześniej. Za to łuna od Krakowa znów była stosunkowo niewielka - kiedy z Krakowa wyjeżdżaliśmy, miasto tonęło w bardzo gęstej mgle. Podobnie jak poprzednio, mieliśmy ze sobą Syntę 10" i lornetki 10x50. Obserwacje rozpoczęliśmy od jasnych jesiennych galaktyk - M 31 i M 33, które oczywiście prezentowały się fantastycznie, a także znacznie słabszej, ale całkiem ładnej NGC 891. W powiększeniu 136x zerkaniem dało się dostrzec przecinające tę galaktykę pasmo pyłowe. Wędrując po tej części nieba wycelowaliśmy też na chwilę teleskop w gromady otwarte NGC 752 i M 34. Następnie spojrzeliśmy na Plejady, z pięknie widoczną, wyraźną i wielką mgławicą Merope. Po galaktykach i gromadach otwartych, przeszliśmy do mgławic. Najpierw nacieszyliśmy oczy niezrównaną M 42. W każdym powiększeniu (od 50x do 255x) wyglądała pięknie, a jednocześnie w każdym trochę inaczej niż w pozostałych. Po założeniu filtra O-III pętla po południowej stronie stała się bardzo wyraźna. Oglądając Oriona, spojrzeliśmy też w stronę wyraźnie widocznej mgławicy NGC 2024 (Płomień), która słabo reagowała na filtry. Filtr O-III pozwolił za to na obejrzenie mgławicy NGC 2237 (Rozeta) w pełniej krasie, choć w jej przypadku przydałoby się więcej pola widzenia. W 50x i polu 1.6 stopnia było jej bardzo ciasno. Takich problemów nie było w przypadku kolejnego obiektu - mgławicy Abell 21 (Meduza). Mgławica ta słabo majaczyła już bez filtra, natomiast z filtrem O-III była widoczna wyraźnie, jako duży, półksiężycowaty obiekt. Jeszcze ładniej zaprezentowała się mgławica NGC 2359 (Hełm Thora). Ta w filtrze O-III była widoczna nawet na wprost, a zerkaniem pięknie wychodziły dwa rogi - jeden jaśniejszy i dłuższy, drugi wyraźnie słabszy i nieco krótszy. Obserwując okolice Oriona, przypomniałem sobie też o mgławicy planetarnej NGC 1535 w Erydanie. Zarówno z filtrem jak i bez niego była ona całkiem jasnym, niewielkim, okrągłym obiektem. W małych powiększeniach niewiele różniła się od gwiazdy i miała szarozielony kolor. W większym powiększeniu dało się zobaczyć w jej centrum dość słabą gwiazdę centralną. "Jadąc" na północ zahaczyliśmy też o mgławicę M 1 (Krab). Na chwilę wróciliśmy jeszcze w jesienne rejony, aby spojrzeć na mgławicę NGC 281 (Pac-Man), pobliską gromadę NGC 457 (ET) oraz mgławicę planetarną M 76 (Małe Hantle), do której zawsze chętnie wracam. Mgławica ta najlepiej prezentowała się w filtrze O-III, w powiększeniu 200x. Oprócz "podwójnej" głównej części wyraźnie widoczne były zerkaniem dwie zewnętrzne "wypustki". Będąc przy mgławicach planetarnych, spojrzeliśmy jeszcze na M 97 (Sowa), niewielką NGC 2610 w Rufie oraz dużą NGC 1514 w Byku. Ta ostatnia bez filtra była widoczna niezbyt wyraźnie, za to z filtrem, w powiększeniu 136x pokazywała zarys dość skomplikowanej struktury. W okolicy odnaleźliśmy też kilka mgławic w Woźnicy, z których najładniej wyglądała IC 410 w filtrze UHC - była duża, wyraźna, z dużą, ciemną wyrwą oraz gromadą otwartą NGC 1893 w środku oraz nieregularną jasnością powierzchniową pozostałej części. Wyraźnie widoczna była też mała mgławica NGC 1931, która w małym powiększeniu wyglądała jak mała, skondensowana kometa. Pozostałe dwie mgławice - IC 405 (Płonąca Gwiazda) i IC 417 były widoczne bardzo słabo. Przy okazji obserwacji tych mgławic, w pole widzenia wpadła też gromada M 36. Nie zapomnieliśmy też oczywiście o świecących na niebie kometach. Jaśniejsza z nich - C/2014 Q3 (Borisov) była widoczna bez problemu, jako duży, średnio skondensowany obiekt. Jej jasność oceniłem tej nocy na 10.4 mag, przy średnicy głowy 4'. Druga z komet - C/2014 R1 (Borisov) była obiektem znacznie trudniejszym, choć jasnością ustępowała pierwszej jedynie nieznacznie, a dodatkowo była od niej mniejsza i bardziej skondensowana. Problemem było to, że świeciła niezbyt wysoko nad horyzontem, w bardzo jasnej części światła zodiakalnego. W efekcie, pomimo że jej jasność oceniłem tej nocy na 11.1 mag, a średnicę głowy na 2.5', to była ona widoczna całkiem słabo. Na koniec już o świcie, spojrzeliśmy jeszcze na mgławicę NGC 2392 (Eskimos) oraz gromady otwarte M 44 i M 67 oraz na Jowisza. Ten ostatni, w chwilach dobrego seeingu wyglądał bardzo fajnie, zwłaszcza w Radianie 6mm dającym powiększenie 200x. Jeśli w listopadzie powtórzy się wyż z mgłami i niskimi chmurami, zapewne znów wybiorę się na Koskową Górę . Pozdrawiam Piotrek Guzik
×