Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'm24'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Questions and Answers
    • Getting Started: Equipment
    • Getting Started: Observing
    • Various questions
  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Miłośnicy kina saj-faj (sci-fi) UWAGA SPOILERY!'s Tematy
  • Teleskopy klasyczne's Astrofoto klasykiem
  • Teleskopy klasyczne's Renowacja klasyków
  • Teleskopy klasyczne's Identyfikacja sprzętu
  • Teleskopy klasyczne's Zakupy i okazje

Blogs

  • Adam Jesionkiewicz - prywatnie
  • monter's blog
  • antyqjonowy blog obserwacyjny
  • McArti's Blog
  • P@weł's Blog :)
  • Piotrek T.'s blog
  • Andee's Blog
  • Szymek Ozimek's Blog
  • wlad's Blog
  • napi's Blog
  • efmerydy
  • Kozacki blog
  • 13dzikos' Blog
  • HAMAL's Blog
  • Skarbek82's Blog
  • Na zawsze MY!
  • Janoosik's Blog
  • ALFowy kajet
  • syrcyr
  • -=Dvc=-'s Blog
  • cerber6's Blog
  • elwira's Blog
  • Ori's Blog
  • AstroPamietnik - Limax7
  • Pamiętnik obserwacji
  • eReS' Blog
  • igetri's Blog
  • maron1974's Blog
  • Kamillo Blog
  • Jerzy's Blog
  • Głowa w chmurach. Chmury w głowie.
  • pepelita blog
  • Yes's Blog
  • hanysiak's Blog
  • test' Blog
  • Landisl's Blog
  • DawPi's Blog
  • lech's Blog
  • rolba
  • KrzysztofCz's Blog
  • Andrev's Blog
  • Inny Wymiar
  • CYGNUS - blog Miłka
  • Paweł Trybus - wyklęty blog
  • Wyn(at)urzenia Wimmera
  • Bemko's Blog
  • Krawat's Blog
  • dalva's Blog
  • Planeta dla każdego - MRA 2009
  • 4a3d2a1m's Blog
  • Pewu's Blog
  • Adam Janicki's Blog
  • DaVidoSSBlog
  • sawes1's Blog
  • CLEAR SKY
  • Podróż do gwiazd
  • Adam_Jesion Blog
  • ekolog's Blog
  • Notatnik NH2501
  • astrowojto's Blog
  • astrowojto's Blog
  • astronomus' Blog
  • astronomus' Blog
  • ekolog's Blog
  • ekolog's Blog
  • anum's Blog
  • delete
  • Obca Planeta
  • Sliwczak Blog
  • crystal's Blog
  • mattman12
  • mn.gliwiceBlog
  • mn.gliwiceBlog
  • olciaBlog
  • wiesioBlog
  • wiesioBlog
  • kondi885Blog
  • kondi885Blog
  • madzik_Blog
  • SironfinBlog
  • madzik_Blog
  • airmanxdBlog
  • UrsulaBlog
  • UrsulaBlog
  • WyciorBlog
  • azurek50Blog
  • azurek50Blog
  • Marcin_K12
  • Marcin_K12's Blog - ATM SZUKACZE
  • FiloBlog
  • mateusz060796Blog
  • mateusz060796Blog
  • Życie poza Ziemią
  • Alien7101Blog
  • Nieistotne - między wierszami
  • AdalbertBlog
  • Historia moich zainteresowań
  • AstroParody
  • Test
  • X
  • technikalia astronomii
  • Adam Nowak - blog
  • ASI 034 MC - testy
  • slvmtzBlog
  • Piotrek GuzikBlog
  • Egzoplanety
  • GrzędzielBlog
  • oleks24fBlog
  • Patrzone
  • Ciekawostki ze świata o świecie
  • Instrukcja życia w systemie...
  • Binokular WO i Reduktor ogniskowej f0,6
  • SynScan Pro GOTO HEQ5
  • Instrukcja życia w systemie...
  • Lornetki
  • Pogromcy Light Pollution's Blog

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Categories

  • 3D print files - files
  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny


Member Tittle

Found 6 results

  1. 10.06.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Czerwcowe obserwacje mają swój urok. Pomimo tego, że zaczynają się białe noce jest coś magicznego w spoglądaniu na letnie konstelacje. Przyjemna temperatura, wschodzące gazowe olbrzymy, czy też dźwięki wieczornego lata z szczekającym psem sąsiada w oddali. Te wszystkie elementy tworzą naprawdę klimatyczną kompozycję. Tego dnia do obserwacji zachęciła mnie zachodząca Wenus. Wysoko zlokalizowana tuż po zachodzie słońca dała sygnał niczym latarnia, że to będzie dobra noc. Zaopatrzony w lornetki 10x50 i 15x70 udałem się na miejscowy „folwark”. Finalnie na miejscu byliśmy w cztery osoby, a cel był jeden - zobaczyć jak najwięcej w konstelacji Skorpiona i Strzelca. Pierwsza do boju została wystawiona lornetka 10x50. Jej priorytetowym zadaniem było rozdzielenie dwóch składników gwiazdy Acrab w górnej części gwiazdozbioru Skorpiona. Stabilizacja statywu miała tu kluczowe znaczenie. Dzięki eliminacji drgań udało się odseparować mniejszy składnik od strony północno-zachodniej. Separacja była jednak na tyle mała, że gdybym o niej nie wiedział to bym ją z pewnością przeoczył. Później lornetka 15x70 tylko potwierdziła widoczność dwóch składników w pełnej klasie. Pozostając przy 10x50 wycelowałem na ślepo w okolice Strzelca. Ku mojemu zdziwieniu w polu widzenia znalazły się od razu dwa bardzo duże i jasne obiekty. Pierwsze co pomyślałem - Mgławica Laguna. Jednak spojrzenie przez bardziej doświadczonego kolegę i analiza sąsiednich gwiazd w aplikacji SkySafari dały jasno do zrozumienia, że mamy tutaj do czynienia z urzekającą Mgławicą Omega nad którą górowała równie jasna Mgławica Orzeł. Obydwa obiekty oznaczone jako M17 i M16 były bardzo dobrze widoczne w jednym polu widzenia. Wyraźne, jasne, charakterystyczne. Detali oczywiście nie można było wydobyć, ale nie to jest celem lornetki o takich parametrach. Nieco niżej dostrzegalna była także gromada otwarta M18. Znając już lokalizację, w której się znalazłem zjechałem nieco niżej na południowy-wschód przecinając dość sporą gromadę M24, aż dotarłem do głównego celu tej nocy. Oczom ukazała się jedyna w swoim rodzaju Mgławica Laguna. Widok, który można śmiało porównać do M42 w Orionie podczas zimowych sesji obserwacyjnych. Mgławica Laguna, czyli M8 to obiekt majestatyczny o sporych rozmiarach. Przy dobrej lokalizacji i warunkach widoczny nieuzbrojonym okiem. Takim obrazem można się delektować przez długi czas. Nieco powyżej, ale cały czas w tym samym polu widzenia zlokalizowana jest kolejna Mgławica, tym razem M20 znana jako Trójlistna Koniczyna, a zaraz obok gromada otwarta M21. Czas na nieco większy kaliber - jako działo załadowałem lornetkę 15x70. Schodząc do gwiazdy Lambda Sagittarii namierzyłem M28. Niewielka, ale dobrze widoczna „kulka”. Następnie odbiłem do M22 - łatwa do zlokalizowania, będąca zarówno jedną z najjaśniejszych i najbliższych Ziemii gromad kulistych. Gdyby nie jej niskie położenie i niezbyt korzystna widoczność z naszego rodzimego podwórka, byłaby obiektem do obserwacji znacznie lepszym niż M13 w Herkulesie. Na chwilę zawróciłem do Skorpiona, aby potwierdzić widoczność M4, po czym raz jeszcze zajrzałem do mgławic w Strzelcu. Przeczesując kolejno jeden obiekt za drugim strzelałem w emki lornetką 15x70. Tym razem były jeszcze lepiej widoczne i wyraźne, można było wyłuskać pewne subtelne detale. Gwiazdozbiór Strzelca to prawdziwa skarbnica DSów. Niestety ze względu na swoje położenie konieczny jest dostęp do ciemnego, niezaświetlonego nieba z dobrym i niezasłoniętym widokiem na południe. Nawet jeśli wymaga to przejechania dłuższej drogi w celu znalezienia dogodnego miejsca do obserwacji - zapewniam, że naprawdę warto. Ewentualne zmęczenie zostanie wynagrodzone przez niezapomniane widoki, które zapadną w pamięci na wiele lat. Tej nocy spoglądaliśmy także na Mgławicę Welon w Łabędziu, ale o tym już w kolejnej relacji… c.d.n. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  2. Zdjęcie zrobione po północy w nocy z niedzieli na poniedziałek. Od jakiegoś czasu marzyło mi się zdjęcie obszaru obejmującego M24 wraz z okolicznymi mgławicami. Z racji że akurat w momencie zbierania materiału w tym obszarze przemieszczała się znaczna liczba satelitów, z ok 20 klatek zostało raptem 10. Obróbka zajęła mi prawie dwa dni a i dalej nie mam pewności czy jest w miarę obrobiona jak na moje skromne umiejętności w tym zakresie (gimp 2.9 16-bit), sporo namęczyłem się z usunięciem LP, poprzez dodanie nowej warstwy z korekcją gradientu i odjęcie tej nowej warstwy. Sprzęt: EOS750D niemodyfikowany, EF-s 70-200 f/4, na 70 mm i f/5, prowadzenie AZ-EQ5 z guidingiem, zdjęcie zmniejszone do 40%.
  3. Messier 24 (IC 4715) – chmura gwiazd w konstelacji Strzelca, odkryta w 1764 roku przez Charlesa Messiera, który dosyć dokładnie opisał obiekt, dodając do katalogu 20 czerwca jako "dużą mgławicę z wieloma zróżnicowanymi gwiazdami", co nie uchroniło niektórych autorów do identyfikowania M24 z obiektem NGC 6603 o jasności 11 magnitudo. Czasem nazywana "Małą Chmurą Strzelca" dla porównania z "Dużą Chmurą Strzelca" znajdującą się na północ od gwiazd Gamma i Delta Sagittarii. Chmura znajduje się w odległości niewiele ponad 10.000 lat świetlnych, rozciąga się jeszcze na kolejne 6.000 l.ś w kierunku centrum Galaktyki i...właściwie nie jest „prawdziwym” obiektem a zbiorowiskiem różnych obiektów, tworzących fragment Ramienia Strzelca (Strzelca-Kila) Drogi Mlecznej. To jeden z trzech "Messierów", który nie może być definiowany jako obiekt głębokiego nieba. Na naszym niebie zajmuje spory obszar o średnicy 1,5 stopnia. Bywa porównywany do podobnej struktury w Galaktyce Andromedy oznaczonej numerem 206 w katalogu NGC. Dane katalogowe: Rektascensja: 18h26m36 Deklinacja: -18°23' Gwiazdozbiór: Strzelec Odległość: 10000 l.ś. Jasność: 3,5 mag. Rozmiar kątowy: 90' Pod ciemnym niebem, M24 nie jest trudna do znalezienia nawet gołym okiem, w północnej części gwiazdozbioru Strzelca. Można ją znaleźć 4 stopnie na północ od Polis (Mu Sagittarii), jasnej niebieskej gwiazdy lub 7 stopni na północ i nieco na zachód od Kaus Borealis, gwiazdy, która wyznacza "uchwyt czajniczka". Nawet małe teleskopy ukażą dużą ilość różnych gwiazd. Gromadę otwartą NGC 6603, która leży w najjaśniejszej części obłoku, można zobaczyć w instrumentach od 4 cali w górę. Najlepszy czas w roku, aby obserwować M24 to miesiące późne wiosny i lata, gdy Strzelec góruje w pierwszej części nocy na naszym niebie. Szkice na forum: brak Zdjęcia na forum: http://astropolis.pl/topic/49659-perly-strzelca/(w lewym dolnym rogu) http://astropolis.pl/topic/53411-centrum-galaktyki/(w lewym górnym rogu) http://astropolis.pl/topic/54459-od-laguny-po-orzelka-od-m8-po-m16/ (zdjęcie Marcina Paciorka poniżej, M24 nieco niżej od środka kadru)
  4. Północna część Drogi Mlecznej zawiera bardzo zróżnicowane obiekty. Są to wcześniej prezentowane w paśmie wodoru mgławice SH2-45, mgławica Orzeł i mgławica Omega. Uzupełnieniem jest mgławica otwarta M24. Zdjęcie prezentuje perspektywę niemodyfikowanego Canona 6D wyposażonego w obiektyw Samyang 135mm, f=2, ISO 800. Kompozycja to 16 klatek każda po 4min. — w: Parador de Cañadas del Teide.
  5. Lato oznacza, że na nocnym niebie króluje najjaśniejsza część naszej Galaktyki zawierająca miliony ciemnych i jasnych mgławic - żłobków dla gwiazd. Najpiękniejszymi obiektami tego obszaru nieba są mgławice Laguna (M8)- różowa plamka w centralnej części zdjęcia i mgławica Koniczyna (M20)- niebiesko-różowa plamka znajdująca się nad mgławicą Laguną. W lewym górnym rogu obrazu znajdują się jeszcze dwie czerwonawe plamki: mgławica Orła (M16) i mgławica Omega (M17). Poniżej znajdują się zgrupowania blado błękitnych gwiazd to mgławice otwarte: M18, M23, M25, a zgrupowanie ponad ciemnym obszarem przypominającym kształtem łeb konia to mgławica otwarta M24. Centralna część Drogi Mlecznej zawiera obszary ciemnej materii, które układają się w charakterystyczne wzory. Na samym dole zdjęcia znajdują się dwie znane gromady otwarte gwiazd: Gromada Motyl (M6) i Gromada Ptolemeusza (M7). W centralnej Polsce obiekty te nigdy nie wznoszą się wyżej niż 3 stopnie nad południowy horyzont. Zdjęcie jest kompozycją 6 pojedynczych ujęć każde po 4min. zebranych niemodyfikowanym Canonem 6D zaopatrzonym w obiektyw Canon EF 24-105 L ustawionym na f=92mm, f/4.0. Kompozycja została wykonana z Krety (Xerocampos) w 2015 roku. Natomiast sposób obróbki zebranego materiału jest całkowicie odmienny niż stosowany rok temu.
  6. Pan Nosorożec, jak zwykle w takich sytuacjach, zapalił brunatne cygaro. Zaciągnął się kilka razy, puścił parę dymków w kształcie hiszpańskich galeonów i westchnął głęboko. Kuchnia stała się salonem, prostokątny stół się zaokrąglił i upodobnił do tego, który mam w domu, a ilość foteli cudownie się podwoiła. Przez pokój przeszedł wujek, którego parę lat już nie widziałem, i zniknął za drzwiami kuchni - w tym miejscu ściany, gdzie jeszcze przed chwilą stał regał. - Wstań. Wstać? Po co, przecież są trzy wolne fotele, dlaczego miałbym wstawać? - Marku, wstań. Chyba robi się niebo. - mówi Janko i wychodzi przed domek. Wstaję posłusznie. Zerkam na zegarek - jest 21:30. Cholera. Wciąż jestem otępiały ze zmęczenia, powrót z królestwa Morfeusza do rzeczywistości i ustalanie faktów zajmuje mi chwilę. A więc mamy środę wieczorem, jestem na nogach od 7:00 we wtorek, od tego czasu zdążyłem przejechać 950 kilometrów kierując całą drogę, spałem może jakieś 40 minut tuż po północy, dopiero dwie godziny temu złapałem nieco większą, choć wciąż żałośnie małą porcję snu. Ubieram cokolwiek, żeby nie zmarznąć, chwytam Fujinona 10x50 i wychodzę przed domek. Cuci mnie ciepłe, ale rześkie powietrze, wypełnione wiosennymi zapachami. Niebo wygląda lepiej niż wskazywały prognozy, ale nie jest do końca czyste. Betelgeza wisi nisko nad zupą rozwiewających się powoli chmur średniego pułapu, a Pas Oriona jest ledwo widoczny. Powoli budząca się świadomość podpowiada, żeby spróbować się z Maratonem Messiera. Część obiektów uciekła, więc kwietniowego kompletu nie będzie. Można jednak spróbować z tymi obiektami z listy, które będą widoczne w dalszej części nocy i zebrać doświadczenie maratończyka - a nuż niebo okaże się łaskawe raz jeszcze. Doświadczenie podczas obiecanego Adamowi prowadzenia Maratonu Messiera z pewnością zaprocentuje - niezależnie od tego, czym to prowadzenie miałoby właściwie być. Rzeczywistość staje się już całkiem wyraźna. Przykładam 10x50 do oczu i skanuję niebo tuż nad grzbietem Berda, zabierającym z perspektywy przydomowego trawnika jakieś 10°. Wyłapuję M50 w Jednorożcu, chwilę potem dopadam Plejady (M45) przebijające się gdzieś między gałęziami. Zerkam na listę - więcej pilnych rzeczy nie ma. Osiem obiektów uciekło, na kilka kolejnych z nieba zimowego mam jeszcze chwilę czasu. Temperatura okazuje się być dość łaskawa, więc dozbrajam się w tylko jedną dodatkową warstwę i wychodzę na plac boju, tym razem zaopatrzony dodatkowo w statyw i Fuji 16x70. Zabieram się raźno za pracę - strzelam do M38 w Woźnicy niemal z biodra i sprawnym ruchem kierującym lornetkę w lewo, łapię w kilkanaście sekund M36, M37 i M35 przy stopie Kastora. Co to za obserwacje? Żadne, ale w Maratonie nie chodzi o podziwianie, a o wyrobienie czasowej przewagi przed tymi rejonami nieba, gdzie skakanie po M-kach stanie się bólem obserwatora i jego walką z mapami i własną nieznajomością nieba. Szybko skaczę do Perseusza. M34 przy Głowie Demona pada bez problemu, ale Małe Hantle (M76) nie poddadzą się łatwo. Wbiegam do domku i studiuję mapę przez dłuższą chwilę - wiem, że nie będę miał zbyt wiele czasu na błądzenie pośród 10-magowych gwiazd, więc potrzebuję maksymalnie precyzyjnych wskazówek z Uranometrii. Chwytam parkę O-III i ustawiam lornetę zgrubnie na pożądany region. Walka jest krótsza niż przypuszczałem - filtr O-III nie pozostawia wątpliwości, że planetarka jest upolowana. Zerkam na Raka. Nie ma pośpiechu, wisi jeszcze wysoko. Przeładowuję więc statyw i sadzam na nim 10x50. Zastosowanie O-III znów daje pozytywny rezultat. Jest M76 w małej lornetce! Nie ma czasu na podziwianie - odwracam dwururkę i łapię Kraba (M1), Żłóbek (M44) oraz wściekle świecącą M67 nieco niżej. Przez chwilę przemyka mi przez głowę pytanie, skąd taki wyraźny blask tej starej gromady, ale porzucam myśl i kieruję się ku M48 w Hydrze, domykając zimowe ostatki. fot. Darek Bobak http://astropolis.pl/topic/48956-12-bieszczadzki-zlot-milosnikow-astronomii-relacje/?p=575439 Można chwilę odetchnąć. Współlokatorzy - Kuba i Aśka - zaintrygowani krzątaniną dołączają do nas przed domkiem. Janko cierpliwie tłumaczy zalety lornetek, wskazując przy okazji co łatwiejsze do namierzenia obiekty - pokazujemy urok jasnych gromad otwartych i Kota z Cheshire, niezawodnego drogowskazu w sercu Woźnicy. Korzystając ze skierowania dwururek na zachód, przyglądam się Koźlątkom i rzucam okiem ostatni chyba raz na przepiękny kompleks LDN 1475-1476-1477-1480. Z racji niewielkiej wysokości nad horyzontem, wiele z tego regionu nie wyciskam. Żegnam się na najbliższe pół roku z piękną NGC 1664 i dalej gonię monsieur Charlesa. Zerkam na rozpiskę i kilkoma skokami rozbijam bank w Wielkiej Niedźwiedzicy - najpierw pada duet M81-82, potem szybki skok do M101 i M51 o podwójnej naturze już w Psach Gończych. Wracam do Niedźwiedzicy - wiszące w zenicie Sowa (M97) i M108 poddają się łatwo, kilku sekund na wyzerkanie wymaga M109. Do M40 potrzebuję znowu spojrzenia na mapę - po chwili mam i ją. Postanawiam znowu nadgonić obiekty, więc para obiektywów kieruje się na lewo od Regulusa. Padają kolejno M95, M96 i M105 z wierną przyjaciółką NGC 3384, chwilę potem - M66 i M65. Kieruję wzrok wyżej, skacząc w Psach Gończych. M51 już mam, więc skaczę od Słonecznika (M63) przez jasną jak zawsze M94, po wielką M106. Domykam psią konstelację szybkim spojrzeniem na M3. Zegarek wskazuje 22:00, jest dobrze. Serwuję sobie przystawkę przed najtrudniejszą (jak mi się błędnie wydawało) częścią - gromadą Coma-Virgo. W dwa skoki jestem przy M53 i M64. Mogę znów chwilę odpocząć. Kilka domków dalej zapala się światło gdzieś na piętrze, kierując snop mocnego światła wprost na nasze poletko obserwacyjne. Wspaniale, adaptacja poszła właśnie na spacer i nie wiadomo kiedy wróci. Idę bojowo nastawiony, lecz okazuje się, że wystarczy tym razem pstryknąć zewnętrzny wyłącznik ogrodowej lampy. Wracam w ciemności pod swój domek, spotykając po drodze miłą i poszukiwaną przyjaciółkę - adaptację. Zerkam ponownie na zegarek - mam godzinę zapasu, mogę więc skupić się na celach dodatkowych. Warunki robią się coraz lepsze, wręcz wyśmienite (czego zajawką była pięknie lśniąca M67), więc ożywają nadzieje na dwa obiekty w Wielkiej Niedźwiedzicy - M81 gołym okiem i IC 2574 w 16x70. Pierwszego celu przedstawiać nie trzeba, drugim jest galaktyka nieregularna zwana Mgławicą Coddingtona, członek Grupy M81. Jeśli ją dorwę, mój lornetkowy licznik Grupy M81 dobije do siódemki. Jej okolice znam doskonale, potrafię doń dotrzeć z dwóch różnych kierunków. Na galaktykę poluję od roku, z czego ostatni miesiąc był naprawdę intensywny pod względem wszelkich łowów i zasadzek na ów cel. To bardzo niewdzięczne diabelstwo - przy jasności 10,2mag zajmuje obszar 13’x5’, charakteryzuje się więc bardzo niską jasnością powierzchniową. Wyłapać niewielką - powiedzmy 1’x2’ - galaktykę o podobnej jasności nie jest problemem, ale tego bloba widywałem jako mdłą maziaję w dziesięciu (!) calach. Teraz jednak się uparłem - jeśli jej nie dorwę w takich warunkach, to nie dorwę prawdopodobnie nigdy i będę zmuszony obwieścić, że jest to obiekt prawdopodobnie poza zasięgiem średnich lornet. Po dobrych kilku, może kilkunastu minutach szukania najczulszego miejsca na siatkówkach oczu, ledwie - ale pojawia się! W sumie widzę ją przez może 20-30% czasu zerkania, ale bez cienia wątpliwości. Chce mi się skakać i krzyczeć z radości, ale perspektywa ściągnięcia na siebie gniewu zaspanych zlotowiczów jest wystarczająco wyraźna, żeby ograniczyć swoją euforię do bardziej akceptowalnych form autoekspresji. Próbuję chwilę ochłonąć, lecz wzywa kolejny ambitny cel. Usadawiam się wygodnie, szukając bez lornetki M81. Kilkanaście minut wypatrywania nie przynosi pozytywnego rezultatu. Ale noc jest długa, będzie można wrócić i do tego celu. Tymczasem towarzysze podróży i obserwacji wykruszają się jeden po drugim. Kuba, który spał najwięcej w podróży, idzie spać jako pierwszy. Aśka również wymięka, lecz odchodzi z pracu boju z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku - potrafi już samodzielnie znaleźć Kota z Cheshire, kilka M-ek w Woźnicy, rozpoznaje Koźlęta i Perseusza. Jak na same początki, jest naprawdę dobrze. Dopytuję, czy budzić na ciemne mgławice - tak, budzić. Chwilę kontemplujemy z Jankiem piękno nocnego nieba. Łapię głębszy oddech i postanawiam zmierzyć się z rejonem, który znam dość słabo - zagłębiem Coma-Virgo. Na całe szczęście, dość dobrze przestudiowałem wcześniej mapy, mam więc dobrze ustawioną marszrutę. Bez mapy potrafię też znaleźć ponad połowę Messierów w tym rejonie, więc nie nastawiam się na wielkie trudy, ale też na pewno nie na bułkę z masłem. fot. Łukasz Socha (Jolo) http://astrojolo.blogspot.com/2015/03/virgo-at-coma.html Zaczynam od ustawionego w jednej linii tria M60-M59-M58, następnie odbijam w górę po M89 i M90, wracam do gwiazdy przy M58 i odbijam na zachód po M87 i leżące nieco dalej M84 i M86. Dalej po łańcuszku w górę do M88, która zwykle łatwo się w lornetach nie poddaje, lecz tu - widoczna jest od razu. Dalej w lewo po M91 i powrót do M84. Odsuwam pole widzenia znowu w prawo, łapiąc między charakterystycznie ustawionymi gwiazdami M98 i M99. Dalej w górę po dwa łatwe w tych warunkach łupy - M100 i M85. Wracam do punktu wyjścia, idąc w prawo, na skos, w dół - łapię łatwą M49, a następnie wbijam się na południe po M61. Zostawione na sam koniec jasne Sombrero (M104) nie stanowi najmniejszego wyzwania. Mariaż świetnej klarowności, komfortu termicznego, większej niż zwykle wysokości obiektów nad horyzontem, wspaniałej transmisji Fujinona 16x70 i jego szerokiego, czterostopniowego pola nie mógł dać innego efektu. Sprawdzam zagłębie kilkakrotnie, żeby mieć pewność, że nie poszło tak łatwo z powodu przegapienia któregoś obiektu - ale okazuje się, że faktycznie nie ma się czego bać. W którymś momencie dochodzę do biegłości w bieganiu po gromadzie - na wszystkie siedemnaście obiektów w tych warunkach i z tym sprzętem potrzebuję niespełna 40 sekund. Są okolice 22:40. Uspokojony sporą przewagą czasową postanawiam zażyć odskoczni i proponuję kolejny cel - Antenki, czyli parkę galaktyk NGC 4038/39. Nalot mam dobrze opracowany, niedawno łowiłem ten duet w Borach Tucholskich. Obiekty są parę stopni wyżej, a tło nieba ciemniejsze - wyłapuję parkę niemal od razu, bez większych problemów. Janko niestety nie potwierdza widoczności znaleziska. Chwilę mocujemy się jeszcze z tym kadrem, kiedy znów zapala się światło w tym samym domku, co poprzednio. O, najstarszy zawodzie świata! O, piękności wschodnich haremów! O, przyrodzenia, których liczbą jest sto! Idę jeszcze raz. Tym razem drzwi otwiera mi znajomy kolega, który właśnie wybrał się w podróż w czasie. Dziś się jeszcze widzimy, ale jutro - on będzie mocno wczorajszy. Dochodzimy szybko do porozumienia - wszak niezależnie od zawiłości czasoprzestrzeni, obserwator zrozumie obserwatora. Znów towarzyszę Jankowi. Odpuszczamy w końcu Antenki, każdy z nas kieruje wzrok w inny rejon nieba. Korzystając z coraz lepszej widoczności Łabędzia, postanawiam odhaczyć letnią, łatwą część. Zaczynam od jasnej i przyjemnej M5 w Głowie Węża, następnie kieruję wzrok na Herkulesa i jego wyraźne kulki, M13 i M92. Zaraz potem jestem przy dwóch skarbach Lutni (M57 i M56), w końcu przeskakuję do M29 i za Deneba do M39. Barnardy w tej okolicy są niebezpiecznie wyraźne jak na tę wysokość. Zaczynam obawiać się, czy nie porzucę Maratonu Messiera jak zobaczę pyłowe wspaniałości Drogi Mlecznej, na których widok z szerokości geograficznej Bieszczadów czekam od dwóch lat, czyli od momentu, kiedy wsiąkłem na dobre w łowienie ciemnotek. Na Liska i Strzałę muszę jeszcze chwilę poczekać, tymczasem łapię już M10 i M12 między drzewami. Sprawdzam rozpiskę jeszcze raz. Jest zguba - M102 alias NGC 5866. Na szczęście byłem przy niej niedawno, więc teraz odnalezienie tej galaktyki nie stanowi większego problemu. Znów uspokojony, siadam na leżaku bez lornety, szukając po raz wtóry M81 gołym okiem. Wydaje mi się, że widzę zerkaniem więcej gwiazd niż ostatnio, ale nie dostrzegam śladu “osiemdziesiątki jedynki”. Janko powoli się wykrusza. Patrzymy jeszcze przez chwilę przez jego świetną Kowę 12x56, po czym upewniam się, że na pewno nie chce ruszać ze mną o drugiej na pobliską przełączkę, gdzie można liczyć na mniej dodatni horyzont, i skąd są realne szanse na łapanie szorujących zwykle brzuchem po horyzoncie obiektów w Skorpionie i Strzelcu. Domykam jeszcze środkowe partie Wężownika, łapiąc M14, M9 i M107, a także Strzałę z M71 i Liska z Hantlami (M27) oraz dwa małe skarby w Kasjopei - M103 i M52. Janko idzie spać. fot. Darek Bobak http://astropolis.pl/topic/48956-12-bieszczadzki-zlot-milosnikow-astronomii-relacje/?p=575230 Wkrótce wychylający się zza wzgórza Antares daje sygnał do rekonesansu. Ruszam więc na przełaj, pod górę, mijając dziwnie cichą Dziuplę i zostawiając osadę cichych już domków coraz bardziej w dole. Z wolna z ciemności wyłania się proste ogrodzenie, które przechodzę, a po chwili staję na niewielkim wzniesieniu. Spoglądam w niebo i czuję, jak miękną mi nogi. Krwisty Antares, choć daleki od górowania, już jest wyżej niż w najlepszych warunkach na północy Polski, jest na ciemniejszym tle, w najlepszych warunkach, jakie do tej pory miałem do dyspozycji. Próbuję się pocieszać, gadam do siebie w myślach - Maras, spokojnie. Nie szalej, nie zgłupiej, ilość obiektów cię nie przytłoczy... - na próżno. Staram się wyrównać oddech i powstrzymać autentyczne wzruszenie, ale jak tu zachować zimną krew, skoro właśnie przed oczyma staje mi widok, który sobie wymarzyłem przez kilka ostatnich lat? Z drżeniem rąk biorę do oczu Fujinona 10x50 i mimowolnie otwieram usta. M4 jest ogromna, a mała zazwyczaj M80 świeci jak oszalała. Ale nie po to tutaj się wdrapałem - kieruję wzrok na Antaresa i odbijam nieco w lewo, na wschód. Niemal od razu wyłapuję ciemniejszą smugę Barnarda 44, części słynnej Mgławicy Rho Ophiuchi. Odbijam bardziej na lewo, do M9. O, błogosławiona zatomska nocy, dzięki Ci za wstępny rekonesans w tym rejonie miesiąc temu - bez niego zginąłbym. źródło: Photopic Sky Survey Wdech-wydech. Staram się wędrować po niebie powoli. Najpierw łapię więc M9 z przyklejonym do niego od zachodu wyraźnym pociemnieniem Barnarda 64, następnie tuż na południe wyłapuję B259. Dalej idę w dół, w kierunku B63 - przedniej nogi Brykającego Konia, lecz nie zatrzymuję się tu długo. Schodzę “pięćdziesiątką” jeszcze niżej, do banalnie łatwej M19 i niewiele mniej lśniącej M62. Podskórnie zaczynam czuć, że chaos coraz gwałtowniej wkrada się w moje poczynania. Skanuję niebo bez składu i ładu, próbuję łapać niewidoczną jeszcze Galaktykę Andromedy, a potem gapię się chwilę na wschodzącą Drogę Mleczną. Stwierdzam w końcu, że nie ma co dłużej czekać z przenosinami na górkę. Chowam lornetę pod bluzę i schodzę w dół, wciąż wyrównując oddech i starając się uspokoić. Parę minut później, będąc już przed domkiem, zerkam na listę Maratonu - nie wypatrzyłem jeszcze dwóch nisko położonych obiektów w Hydrze - gromady kulistej M68 i galaktyki M83. Zerknięcie na mapę, przyłożenie Fujinona 10x50 i w dosłownie kilka sekund oba obiekty mogę odhaczyć. Oba bardzo wyraźne, nie sprawiają najmniejszych problemów. Później przeczytam w relacji Pawła Trybusa, że jedno z tych maleństw napsuło mu sporo krwi w refraktorze 100 mm. Dziwnie się to będzie czytało po tym, jak łatwo i czym przyszło mi je wyłapać. Ot, potęga bieszczadzkiego nieba. Ubieram się cieplej. Próbuję budzić Janka (nie pojedzie na przełęcz) i Aśkę (serio, polecasz te ciemne mgławiceee? No dooobraaa (zieeew), wstanę). Sprzęt już czeka w aucie, jeszcze tylko szybkie wspólne spojrzenie na pięknego jak zawsze Barnarda 361. Życzę Aśce dobrej nocy i ruszam autem w krótką podróż. Żal każdej minuty, ale wiem, że to się opłaci. Zajeżdżam na przełączkę i wynoszę pierwszą partię sprzętu na górkę. Zerkam jeszcze raz na potężne koleiny w wyschniętym błocie i stwierdzam, że obok nich, po trawie mam szansę wjechać. Trąci desperacją, ale podejmuję ryzyko. Wjazd autem okazuje się nie tylko strzałem w dziesiątkę, ale ma uratować moje obserwacje. Choć na dole temperatura była komfortowa, tutaj wiatr dmie jak oszalały. Po rozstawieniu statywu gwizd przybiera na głośności, postanawiam więc schować się za autem, nie tracąc jednak najbardziej interesującego mnie skrawka nieba. Zaczynam od obowiązku maratończyka - łapię więc niemal poziomo ułożone M11, M26, M16, M17, M18 - i znów uginają się pode mną nogi. Oto widzę majestatyczny obłok Messiera 24, najwspanialszy obiekt (a w zasadzie - rejon) widoczny na całym na niebie, jaki można wyłapać z Polski. Warunki są wspaniałe, więc mogę poczekać jeszcze chwilę na rendez-vous z ukochaną emdwudziestkęczwórką. Skaczę szybko do starej M23 i młodej M25, a następnie na dół do bardzo wyraźnej M22 i po prostu wyraźnej M28. Spoglądam jeszcze tuż nad horyzont i widzę wschodzącą Gromadę Motyl (M6). Wracam do M24 i znowu w dół - i znowu mam przed oczyma kolejne tej nocy objawienie. Trio Laguna (M8) - Trójlistna (M20) - M21 zapiera dech w piersiach. Wszystkie obiekty są jasne, wielkie, wyraźne. Żadnego zerkania, żadnego domyślania się co, gdzie blado świeci - po prostu ktoś włączył trzy wielkie latarnie. Będę wracał do tego widoku po wielokroć tej nocy. Tymczasem Pan Barnard czeka. fot. José Joaquín Pérez http://www.astro-austral.cl/imagenes/widefield/Pipe%20Bowl/info.htm Robię wstępny rekonesans, który przynosi wielki i wyczekiwany obiekt - Mgławicę Fajka, na który składa się ciąg B59-B78-B77. 10x50 okazuje się być ledwo wystarczająca na tego kolosa, który - by go zobaczyć w całości - wymaga przeskanowania dwóch pól widzenia lornetki. Późniejsze zmagania w 16x70 w przypadku tego obiektu okażą się zwyczajnie bezsensowne. 6,5° pola musi być i już. Północna i zachodnia krawędź Fajki są niezwykle wyraźne i świetnie odcinają się na jasnym tle Drogi Mlecznej południowych rubieży Wężownika. Ale w tym rejonie czekam na coś naprawdę wyjątkowego. Uzbrajam statyw w 16x70, dobijam do charakterystycznego układu gwiazd przy północno-zachodnim kancie Fajki i szukam charakterystycznej S-ki - Barnarda 72, znanego szerzej jako Mgławica Wąż. Nie od razu wyłapuję niewyraźne wygięcie gada, w południowej jego części. Sylwety węża nie ma, natomiast pociemnienie jest bez dwóch zdań. Czekając na wzniesienie się tego rejonu wyżej, zaliczam na spokojnie Barnardy, idąc jeszcze raz od M9 i B64. Teraz padają B62 (subtelna, zerkaniem), B63 (wyraźna, szczególnie dobrze rysuje się północna krawędź), rozległe plamy B268, B276 i B280 z wyraźnie ciemniejszym zwieńczeniem B84. Mam też wrażenie wyłapania ukośnej smugi B79, ale nie udaje mi się potwierdzić tego ostatecznie. Nieco zmęczony, odbijam na wschód do Messiera 24. Nogi uginają się ponownie. źródło: Photopic Sky Survey Czterostopniowe pole wydaje się być żałośnie wąskie na tego kolosa, sięgam więc po 10x50, co okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Mam wrażenie, że widzę ten rejon po raz pierwszy. Zwykle widuję Nautilusa, charakterystyczny układ gwiazd pierwszego planu, a dalej, w zależności od warunków - parkę ciemnych oczu (B92 i B93), podwójną, ukośną smugę Barnarda 304 i kilka pomniejszych gromad otwartych w tym polu widzenia. I tak, jak zwykle całość zamykała się w polu ok. 1,5°x1°, tak teraz mam wrażenie, że wszystko urosło dwukrotnie. Tak, jak zwykle uważałem, że 16x70 jest optymalnym instrumentem do tego obiektu, tak teraz widzę, że 10x50 jest wszystkim, czego potrzebuję. Gwiezdny obłok lśni jak nigdy przedtem, a wszystkie cztery Barnardy, włącznie ze zwykle schowanym B307 są niezwykle wyraźne. Do tego po prawej staje się widoczna ciemna smuga, ograniczająca okno M24. Wiem, że w tym rejonie Barnard skatalogował jakąś smugę pyłową, nie trudzę się więc identyfikacją na miejscu, polegając na swojej pamięci. O, naiwności! Później okaże się, że szansa na zidentyfikowanie kolejnych ciemnotek przepadła, przynajmniej tym razem. Pyłowe ograniczenie Małego Obłoku Gwiezdnego Strzelca, które sobie zapamiętałem biegło inaczej, niż kontury zaznaczone przez Barnarda. Nieświadomy jednak przyszłej porażki, sycę oczy jednym z najwspanialszych rejonów nieba. Mam ochotę już tu zostać, rzucić maraton w diabły. Po dłuższej chwili kieruję się do Laguny - i wiem już, że wraz z M24, te dwa kadry mogę wystarczyć mi za całą sesję. Messier 8 zdaje się być dwukrotnie większy niż widywałem go do tej pory, ciemna pionowa smuga przecinająca jego blask jest po prostu oczywista, i to w 10x50! Koncentruję się na Trójlistnej, próbując zawalczyć z B85, ciemnymi smugami którym M20 zawdzięcza swój przydomek. Bez powodzenia. Długą chwilę cieszę oczy tym zjawiskowym kadrem, w którym widzę - oprócz trójki M-ek - wspaniałe kontrasty pojaśnienia centralnego zgrubienia Galaktyki i leżących na jego tle pasm pyłowych. Całość wygląda niezwykle przestrzennie i po prostu piorunująco. To jeden z tych momentów, gdy przez dwa cale apertury na oko doświadcza się przestrzenności Galaktyki, jej bogactwa i nieprawdopodobnego zagęszczenia obiektów. Wyobraźnia, w połączeniu z wiedzą o odległościach do poszczególnych obiektów, tworzy w głowie niemal kompletną trójwymiarową mapę - i po tym wszystkim ciężko sobie powiedzieć, że w Kosmosie dominuje pustka... Bardzo niechętnie wracam do maratonu. Czuję, że zabiera mi to, czego potrzebuję najbardziej, ale głupio mi przed samym sobą, by zrezygnować. Skanuję więc północne niebo, łapiąc M31 i M32. M110 jest chwilowo poza zasięgiem, ale i ją złowię niecałą godzinę później. Postanawiam wyłapać wszystko, co się da, by mieć chwilę spokoju i móc podziwiać ciemne mgławice. Chwytam więc w locie M15, chwilowo tylko ją mogę nadgonić - M2 jest jeszcze pod horyzontem. Korzystam za to z takiej orientacji krzesełka, skanując Drogę Mleczną od Łabędzia po Orła i nie do końca wierzę w to, co widzę. Pyłowe struktury kłębią się niezwykle wyraźnie, i to w miejscach, gdzie zwykle nie widywałem niczego! Pośród tych wszystkich obiektów widzę piękne kłęby pyłu przy Albireo, łapię wspaniałe smugi w Lisku, które do tej pory widywałem jako zaledwie niuanse w jasności Drogi Mlecznej, “E Barnarda” banalniejsze być nie może, wyraźnie widzę łuk B334-337, a poniżej zwykle słaby Barnard 339 staje się oczywistością. Środek Orła przynosi objawienie w postaci rozległych pasm pyłowych, do tej pory nie obserwowanych przeze mnie. Nie mogę się na nie napatrzeć, tymczasem pędzę dalej w dół, ku centrum Galaktyki. B135 w ogonie Orła, zwykle dość wymagający cel, rzuca się w oczy od razu. Dalej widzę przeogromne półkole Barnarda 111, pierwszej świadomie przeze mnie zaobserwowanej ciemnej mgławicy. Tutaj, wraz z B119a tworzy przedziwny, kolisty wzór wyżerający smugę Drogi Mlecznej. Powyżej kłębią się inne pasma, których nie mam czasu identyfikować. Dalej widzę wspaniałe okolice Dzikiej Kaczki z sznureczkiem B115-114-116-117, pobliskiego Barnarda 112 i majestatyczną otulinę B103, jedno z najpiękniejszych przepyleń w Galaktyce. Nie zatrzymuję się, idę dalej w dół przez wyraźny jak nigdy ślad B312, aż do M24 i potem M8-20-21. Nie mogę wybrać, który kadr jest piękniejszy, a mam wrażenie, że każdy z nich widzę po raz pierwszy. źródło: Photopic Sky Survey Zaczynam odczuwać coraz większe zmęczenie sesją. W ciągu ostatnich 43 godzin spałem niespełna trzy godziny, a najtrudniejsza część zabawy wciąż przede mną. Niepotrzebnie kieruję wzrok w stronę B72 - oto, jak zgubni potrafią być celebryci. Co prawda wyłapuję coś więcej przez 16x70, widzę chyba nawet sznureczek B68-B69-B70 (pewności nie mam), 10x50 pokazuje nawet odrobinę pociemnienia wężowego, ale później będę tego czasu żałował. Tracę właśnie niepowtarzalną szansę na zidentyfikowanie sporej ilości Barnardów, tymczasem znów - z ogłupienia chyba - zaczynam sobie w duchu powtarzać, że pamiętam poszczególne układy ciemnych obłoków i mogę sprawdzić je później. Znów zerkam na rozpiskę - posłusznie łowię M2, odhaczam także powoli wznoszącą się M7. Zatrzymuję się też chwilę przy M6, którą zwykle widywałem jako skromny zbiór sześciu gwiazd, tymczasem tutaj, mimo wciąż nieznacznej wysokości nad horyzontem, doliczam się co najmniej piętnastu słońc. Całość prezentuje się naprawdę przepięknie. Szukam również śladu granicy Wielkiej Szczeliny, która pięknie różnicuje tło obu gromad żądła Skorpiona (M6 leży na tle ciemnej mgławicy, M7 - na tle jasnej części Drogi Mlecznej). Coś niby się pojawia, ale trzeba będzie wrócić tu za godzinę. Jestem rozdarty przez próbę identyfikowania obiektów w kilku różnych rejonach, co w połączeniu ze świadomością nieubłaganego nadejścia świtu zaczyna przeradzać się w chaos i niemal paniczne obserwacje. Tymczasem dzwoni telefon. Odbieram, nie zważając na utratę adaptacji. - Cześć, tu Iro. Podobno jesteś gdzieś na górce. - O, cześć! Ano jestem. - i udzielam wskazówek, jak dotrzeć do mojej miejscówki. Po chwili widzę dwa wściekłe reflektory, które śmiało szarżują pod górę. Krótkie przywitanie w huczącym wietrze i Iro rozkłada swoją Syntę 14”. Czyżby nie wiedział, że zabrał o 12 cali za dużo? Jest już trzecia, do końca nocy astronomicznej pozostało niewiele ponad pół godziny. Otwieram Uranometrię, szukając w niej rozpaczliwie oparcia w tych trudnych chwilach. Przypominam sobie o kolejnym celebrycie - B86, mgławicy Plama Atramentu (Ink Spot Nebula). Uranometria nie pomaga. Rejon centrum Galaktyki zawiera dziesiątki naniesionych obiektów, pośród których ciężko jest wypatrzeć nawet te wyraźniejsze. W końcu udaje mi się znaleźć B86 najpierw na mapie, a potem kolejno przez 16x70 i 10x50. Całkiem urocze maleństwo, ale moją uwagę przykuwają dwie piękne plamy na krawędzi Wielkiej Szczeliny, a także jeden z najpiękniejszych obiektów pyłowych tej nocy - Barnard 289. Już od pierwszego wejrzenia widzę coś więcej niż tylko ciemną sylwetę, a po chwili uważniejszego przyglądania się, wyraźne stają się smugi wewnątrz obiektu, które pokazują quasi-włóknistą strukturę obiektu. Coś fenomenalnego! Wracam do M6-M7. Granica Wielkiej Szczeliny zaczyna się powoli rysować, dostrzegam także bardzo ulotny ślad B283. Więcej z tego rejonu nie wycisnę. fot. José Joaquín Pérez Mija parę chwil, podczas których podchodzę do M69 i M70 - i zaczyna być ciężko. Nie wiadomo kiedy, niebo przestaje być smoliście czarne, a od północnego wschodu zaczyna jaśnieć. Na domiar złego, od zachodu widać czającą się chmurę. Jest szansa, że nie zdąży nadejść przed skończeniem sesji, ale nerwowość zostaje zasiana. M69 i M70 muszę chwilowo odpuścić, tymczasem skaczę do Wodnika po M72 i M73. Jest jeszcze gorzej. Ten rejon nieba zaczyna być coraz mocniej rozświetlany, więc sama końcówka maratonu okazuje się być sporą nerwówką, podbitą dodatkowo myślą “a było tak blisko”. Idę jeszcze raz po M69 i M70. Kilka konsultacji z atlasami i w końcu padają - najpierw wyżej zawieszona i wyraźniejsza M69, a potem znacznie trudniejsza M70. Dłuższą chwilę męczę się z M54, ale i ona się poddaje. Biegnę znów do Wodnika, M72 już mam, ale M73 za żadne skarby nie chce się pojawić. Rozpaczliwie sprawdzam, czy można już łowić M75, o ironio, łatwy obiekt skądinąd - ale nie w kwietniu nad ranem. W wielkich bólach łapię jednak i tę kulkę. Teraz zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem - zostały M55, M73 i M30, ale najważniejsze, to wyłapać dwie pierwsze. W końcu coś pojawia się w miejscu, gdzie powinna być M73. Nie jestem w stanie sprawdzić, czy cel zostaje złowiony bez wątpliwości, ale nie ma czasu na dylematy - zabieram się za walkę z M55. Łapię Uranometrię i próbuję dojść do tej kulki z różnych stron. W końcu, po chyba dziesięciu minutach mam niezwykle mdłe pojaśnienie. Jest! Teraz już tylko M30. Czeka mnie ciężka nawigacja po Koziorożcu - od strony, z której się zwykle nie zaczyna, i poprzez gwiazdy, po których się również zwykle nie skacze. Dochodzę w pewnym momencie do ściany. Horyzont kryje jeszcze pożądany fragment starego capa. Ustawiam więc kadr na gwiazdy i czekam cierpliwie na to, aż będzie szansa na dostrzeżenie ostatniego obiektu na liście. Tymczasem wychodzi wąski sierp Księżyca nad lasem, w niezwykle malowniczy sposób. W oddali widać coraz lepiej zarysowaną sylwetę Smereka w paśmie Połoniny Wetlińskiej, a nad nami wyraźna staje się cienka warstwa cirrusa. Messier 30 zdaje się być poza zasięgiem, ale jeszcze przez ponad kwadrans nie tracę nadziei. Robię w międzyczasie porządek w aucie, popijam ciepłą herbatę, wymieniam parę uwag z Irkiem. W końcu odpuszczam - tak jasne niebo nie daje najmniejszych szans na jakikolwiek obiekt, żegnam się więc na parę godzin (niebawem wdrapiemy się razem na Wetlińską) i ruszam w dół zbocza. fot. Irek Nowak (Iro) Przez parę minut, nim zasnę, kłębią mi się w głowie setki myśli. Radość, że Maraton Messiera się powiódł, choć i niedosyt, że nie udało się dobić do setki obiektów. Radość, że wyłapałem tyle ciemnych mgławic, lecz i niedosyt, że większości nie zidentyfikowałem. Radość z dwóch absolutnie najpiękniejszych kadrów tej nocy, z M24 oraz M8-M20-M21 - wciąż mam te widoki przed oczami. W końcu radość, że widziałem niebo, jakiego nigdy wcześniej nie miałem okazji oglądać. … - A więc jesteś - powiedział Pan Nosorożec. - W końcu wróciłeś. - Tak. I jestem szczęśliwy.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.