Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'mgławice'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Questions and Answers
    • Getting Started: Equipment
    • Getting Started: Observing
    • Various questions
  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Categories

  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Teleskop Service
  • Obserwatoria AllSky
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Found 12 results

  1. Wiele początkujących osób po zetknięciu z astronomią amatorską pragnie nabyć teleskop. Niestety spora ich część zniechęca się bardzo szybko do tego "sportu" po pierwszych obserwacjach nieba gdy zderzają się z rzeczywistością obserwacji wizualnych. Większość obiektów głębokiego nieba przypomina bezkształtne mgiełki mniej lub bardziej kuliste lub płaskie. Prawda jest taka, że należy wiedzieć czego szukać. Do listy przydałyby się również szkice poglądowe więc jeżeli ktoś ma, może wklejać pod proponowane obiekty. Chciałbym w tym wątku zebrać doświadczenie zagorzałych wizualowców i stworzyć listę obiektów, które zadowolą początkujących obserwatorów oraz urozmaicą obserwacje bardziej doświadczonym. Chciałbym zaznaczyć że do obserwacji takich obiektów należy poświęcić przynajmniej 30 minut w całkowitej ciemności bez zerkania w komórkę itd. Do obserwacji potrzebne jest ciemne niebo. M17 - Mgławica Omega. Teleskop o średnicy 8" i większej pokaże charakterystyczny kształt przypominający dryfującego po wodzie Łabędzia. (*) M27 - Mgławica planetarna. Nazywana ogryzkiem bądź hantlami. Już niewielkie teleskopy pokażą charakterystyczny kształt. Większe instrumenty ujawnią nieco więcej z "tła". (*) M31 - Galaktyka Andromedy. Obiekt banalny do odnalezienia na niebie już gołym okiem (pamiętajmy że wątek dotyczy obserwacji pod ciemnym niebem). Lornetka pokaże podłużną mgiełkę, teleskopy powyżej 8" powinny ujawniać ciemne pasy materii. (*) M33 - Galaktyka Trójkąta. Teleskop o średnicy lustra 12" pokaże ten obiekt jako mgiełkę z dwoma bardzo nikłymi ramionami spiralnymi wymagającymi wiele cierpliwości, ciemnego nieba i długiej adaptacji do ciemności. (***) M42 - Mgławica w Orionie. Do zaobserwowania obiektu nie potrzebna jest nawet lornetka. Im większe lustro/obiektyw tym większą ilość szczegółów i struktur uda się nam zaobserwować. Przykładowo używając teleskopu z lustrem 8" możemy obserwować już "skrzydlatą chmurę" z jaśniejszymi i ciemniejszymi strukturami. Filtr UHC dodatkowo odsłoni niższe partie mgławicy. (*) M51 - Dwie galaktyki. Teleskop powyżej 8" pokaże mgiełkę z dwoma, słabymi ramionami spiralnymi obok mniejszej mgiełki. Im większe lustro tym ramiona spiralne stają się wyraźniejsze. W teleskopie z lustrem 12"możemy dojrzeć zerkaniem ramiona niemal dochodzące do jądra. (**) M57 - Mgławica planetarna. Nazywana obwarzankiem pokazuje swój charakterystyczny kształt mgiełki z pustym środkiem już w niewielkich teleskopach. Większe instrumenty ujawnią nieco więcej szczegółów. (*) M81 - Galaktyka Bodego. W teleskopie 8" prezentuje się jako mgiełka z "poszarpanymi bokami". Teleskop o kalibrze 12" i większy pokaże już wyraźnie oba ramiona spiralne wyraźnie oddzielające się od centralnej części ciemniejszymi paskami. (**) M82 - Galaktyka cygaro. W teleskopie większym niż 6" to szary dysk przypominający niektórym cygaro. Większy teleskop pokaże dodatkowo uszczerbek po środku. (*) M101 - Galaktyka wiatraczek. W teleskopie 8" prezentuje się jako mgiełka z trzema, znikającymi ramionami spiralnymi. Dość trudny obiekt z racji ogólniej nikłości struktury. Potrzebna co najmniej godzinna adaptacja wzroku do ciemności aby móc cieszyć się jako takim komfortem obserwacji. Teleskop z 12" lustrem pokaże już większość struktur w tym długie i zakręcone ramiona spiralne z jaśniejszymi miejscami. (***) M104 - Galaktyka Sombrero. Lustro o średnicy ośmiu cali pokaże charakterystyczny kształt dysku światła przeciętego na pół przez cienki pasek ciemnej materii. Większe instrumenty zbliżą obraz w okularze do tego ze zdjęć. (**) NGC 3628 - Galaktyka spiralna. Obiekt usytuowany do nas "bokiem" dzięki czemu w teleskopach powyżej 8" możemy obserwować cienki pas ciemnej materii przecinający jasną, podłużną mgiełkę z szerszymi końcami. (**) NGC 6960, NGC 6979 i NGC 6992 - Mgławica Welon. Obiekt niezwykle wymagający wizualnie. W teleskopie 12" pod ciemnym niebem widoczny jest jako lekko wybijające się z tła podłużnie wygięte mgiełki. Sprawę całkowicie zmienia zastosowanie filtra OIII lub UHC, które ujawniają cały obiekt dzięki czemu można go obserwować z powodzeniem w jeszcze mniejszych lustrach (np. 8"). (***) NGC 7293 - Mgławica Ślimak. Mgławica przypominająca oko jest dość ciemnym obiektem, przydatny jest tutaj filtr UHC. Z zastosowaniem go można podziwiać wyraźny kształt mgławicy już od 8" choć lepiej wygląda w jaśniejszych teleskopach. (**) (*/**/***) - poziom trudności w wyłuskaniu szczegółów obiektu z tła
  2. Filtr UHC-S kupiłem niedawno, ale przez pogodę nie miałem okazji go wypróbować. Mając kilka dni wolnego pojechałem do mamy, która ma domek na małej wsi blisko granicy z Białorusią, w związku z czym jest u niej bardzo ciemno. Trzymam u niej teleskop, bo w mieście i tak za bardzo mi się nie przyda, a nawet gdyby to znoszenie go z 4 piętra jest trochę kłopotliwe i męczące. Chodzi o teleskop Sky Watcher 112/900. Aby maksymalnie wykorzystać okazję poczekałem aż do 1 w nocy, gdy gwiazdozbiory będą odpowiednio ułożone. Łabędź był już nisko, ale z odnalezieniem Hantli nie miałem problemu. Oglądane gołym okiem w obiektywie 25 mm wyglądały jak okrągła plamka światła ze słabo zauważalną strukturą. Po założeniu filtru stwierdziłem poprawę kontrastu. Mimo wiejskiego położenia w niezbyt gęsto zaludnionej okolicy, nad horyzontem mimo to zauważalna była pewna łuna dalekich latarń. Filtr znacznie to obniżył, co poprawiło widoczność mgławicy. Trudno było mi natomiast ocenić czy widoczność wewnętrznego kształtu hantli się poprawiła. Mimo wszystko w tak niskim położeniu mgławica nie była zbyt jasna. Teraz obróciłem teleskop w drugą stronę. Powodem dla którego czekałem do takiej pory, była chęć uchwycenia za jednym razem drugiej jasnej mgławicy - tej w Orionie, który wzeszedł wystarczająco wysoko. Od tej strony widoczność była gorsza, z powodu łuny znad Brześcia. Mgławica oglądana bez filtra już wyglądała dostatecznie wspaniale, z filtrem lepiej było widać pewne szczegóły w rodzaju bardziej oddalonych pasm czy ciemnego kształtu blisko centrum. Zauważalnie spadła jasność gwiazd wewnątrz mgławicy. Skoro miałem już te dwa obiekty, przesunąłem nieco pole widzenia aby na tej samej wysokości znaleźć M 78. Była ledwie widoczna w takich warunkach. Po dołożeniu filtra wprawdzie zmniejszyła się jasność tła, ale mgławica nie była jakoś lepiej widoczna. Potwierdzało to moje przypuszczenia, że dla mgławic refleksyjnych filtr wiele nie daje. Skoro miałem już teleskop skierowany w tą stronę, postanowiłem zajrzeć nieco wyżej, i w "nogach" Bliźniąt odnalazłem ładną gromadę M35. Potem przesunąłem się nieco w bok aby spróbować z M1 ale warunki nie były na tyle dobre. Ponieważ pojawiła się mgła na ostatek przesunąłem obiektyw w górę aby zobaczyć Plejady i na tym skończyłem obserwacje.
  3. Witam, 1.Szukam sobie pierwszego teleskopu/lunety. Chciałbym mieć możliwość oglądania mgławic i planet. +ZALEŻY mi na jakosci obrazu i przyblizeniu. -NIE ZALEZY mi na tym żeby teleskop był lekki. Może ważyć 150kg. Planuje na to przeznaczyć ok 500-900 zl. Czy ktoś może coś polecić? 2.Ew. Dać jakieś rady o których warto pamietać przy zakupie. 3.Zależało by mi na możliwości podpięcia aparatu do teleskopu. Czy można to zrobić za pomocą jakiegoś adaptera z każdym sprzętem? 4.W moim przypadku podstawa Dobsona ma jakiś sens? (duże przybliżenia i jesli się da, robienie zdieć) Pozdrawiam i Dziękuję za odpowiedzi
  4. Nocą 16/17 sierpnia 2017 po raz pierwszy od wielu tygodni miałem szanse na spokojne obserwacje pod naprawdę ciemnym Beskidu Niskiego. Choć najpierw planowałem wybrać się gdzieś dalej, podróż zakończyłem na Przełęczy Szklarskiej, bo dawno już tam nie byłem i postanowiłem tym razem popatrzeć stąd. Razem z sobą miałem teleskop Taurus T330, lornetę Omegon Argus 25x100 i lornetkę 10x50. Niebo było piękne. SQM-L pokazywał początkowo 21.32 mag/"2, jednak z czasem było coraz ciemniej i od 23 miernik stabilnie raportował >21.4 mag/"2 (najciemniej było około północy, kiedy pomiary konsekwetnie oscylowały wokół 21.45 mag/"2), mniej więcej do wschodu Księżyca, który nastąpił jakieś półtorej godziny później. Dawno nie kolimowałem teleskopu, a że test na gwiazdach wskazywał, że do ideału w tej kwestii trochę brakuje, postanowiłem go skolimować. Ledwie zacząłem, usłyszałem że coś idzie w moim kierunku przez trawy - rzut oka wystarczył, aby zauważyć, że nie więcej niż dwa metry ode mnie stoi jakieś nieduże zwierzę. Powoli do niego podszedłem, zwierzak nie uciekł, a ja poświeciłem mu z odległości kilkudziesięciu centymetrów "w twarz" czerwoną latarką. Okazało się, że to młody lis. Grzecznie poprosiłem go, aby odszedł, ale nic sobie z tego nie zrobił ;). Na klaskanie też nie reagował. Zamiast tego zaczął chodzić wokół mojego samochodu, a następnie wokół teleskopu i statywu od lornetki i wszystko po kolei obwąchiwał. W takiej sytuacji wróciłem do kolimacji. Po minucie lub dwóch postanowiłem spojrzeć, co robi mój kolega. Lis próbowałe posmakować płozy teleskopu, delikatnie je przygryzając. Kiedy to zobaczyłem, profilaktycznie zamieniłem sandały na wysokie gumiaki :P. W trakcie kolimacji lisek zaskoczył mnie jeszcze kilka razy podchodząc mi niemal pod nogi, więc go przegoniłem. Trochę mi było głupio, że to zrobiłem, bo w końcu zwierzę było dość przyjazne. Przez kolejną godzinę byłem sam, ale później lisek wrócił. Teraz już go nie niepokoiłem (pomijając próby nawiązania rozmowy :P) i pozwoliłem mu spokojnie wszystko obwąchać. Kiedy patrzyłem przez lornetę, stał kilkanaście centymetrów ode mnie i obwąchiwał nogę od statywu. Po kilku minutach badania mojego sprzętu lisek poszedł w trawy i do samego końca obserwacji słyszałem go raz bliżej, raz dalej. Tej nocy obserwowałem trzy komety. Pierwszą z nich była świecąca nisko w Strzelcu krótkookresowa kometa 213P/Van Ness. Kometa ta wraca do Słońca co 6.1 roku i tak się składa, że od odkrycia w 2005 roku udaje mi się ją odnaleźć podczas trzeciego już z rzędu powrotu. Tym razem była dość słaba - jej jasność oceniłem na 13.3 mag, jednak dzięki niewielkim rozmiarom (0.8') i bardzo dobrej przejrzystości dało się ją wypatrzeć w bogatym w gwiazdy polu. Drugą kometą, na którą zapolowałem była "wybuchająca" 29P/Schwassmann-Wachmann, która w tym roku wznosi się już u na ponad 20 stopni, świecąc na granicy Wodnika i Koziorożca. Także i ona była słaba i dość mocno rozmyta, bo jej ostatni wybuch miał miejsce już kilka tygodni temu. Jej jasność oceniłem na 13.4 mag, a średnicę jej głowy na 1.2' Ostatnią kometą, którą odnalazłem tej nocy była odkryta niedawno C/2017 O1 (ASASSN). Ta kometa wschodziła około północy, a dla mnie zza drzew wyłoniła się około 1:00. Kometa świeciła wtedy zaledwie 8 stopni nad horyzontem, a około 30 stopni na lewo od niej (za drzewami) wzeszedł już Księżyc. Komety szukałem najpierw lornetką 25x100, jednak nie udało mi się jej zauważyć. Później skierowałem tam teleskop i zobaczyłem mały, dość słaby, ale skondensowany obiekt. Poczekałem jednak, aż kometa wzniesie się wyżej. Kiedy spojrzałem w jej kierunku lornetą 25x100, okazało się, że widać ją bez wielkiego trudu, jako obiekt o średnicy 6', którego jasność oceniłem na 9.5 mag. Wygląda na to, że w teleskopie widziałem tylko jej centralną kondensację. Oprócz komet obserwowałem mnóstwo fajnych obiektów. W teleskopie, w powiększeniu 67x i 114x z filtrem O-III (Lumicon) bajecznie prezentowała się mgławica Veil (NGC 6960 i 6992-5) pełna subtelnych struktur, także w okolicy trójkąta Pickeringa. Przy okazji oglądania Veila, przesunąłem teleskop o kilkanaście stopni, w stronę mgławicy NGC 6888, która na takim niebie wyglądała bardzo ładnie - widoczny był pełny owal (z jednej strony jasny, z drugiej widoczny zerkaniem), przepołowiony jaśniejszą poprzeczką, pełen subtelnej struktury. Fantastycznie wyglądała też mgławica NGC 7293 (Ślimak) - jasna, z ciemną dziurą w środku i kilkoma gwiazdami w tle. W końcu mając wkręcony filtr, postanowiłem poszukać z pamięci mgławicy Jones 1 w Pegazie. Choć jej położenie pamiętałem tylko z grubsza, to znalazłem ją w kilka chwil, jako dość wyraźny owalny obiekt, o jasnym brzegu o kształcie zbliżonym do litery "C". Po zdjęciu filtra spojrzałem na epsilony Lutni. Gwiazdy były rozdzielone tak mocno jak mało kiedy (z olbrzymią przestrzenią pomiędzy nimi). Widząc, jak dobry jest seeing, postanowiłem pobawić się z dużymi powiększeniami. W powiększeniu 340x popatrzyłem zarówno na M 57, NGC 6543 (Kocie Oko), jak i na niesamowite w tych warunkach gromady kuliste M 13 i M 92. Tej pierwszej przyjrzałem się też w lornecie 25x100, w której pięknie prezentowały się charaktertystyczne dla M 13 pozakrzywiane "linie" z gwiazd. W lornecie fantastycznie prezentowała się też M 31 nie mieszcząca się w całości w polu widzenia. Swoją drogą, to w teleskopie, w powiększeniu 114x możnaby ją oglądać naprawdę długo i się nie znudzić. Nie dość, że wypełniała kilka pól widzenia, to ciemne pyłowe pasma były widoczne natychmiast, podobnie jak struktura w ramionach spiralnych. W międzyczasie obserwowałem jeszcze wiele innych obiektów, o których już nie mam czasu dziś pisać.
  5. Hejka Czy istnieje jakaś lista w której są napisane wszysztkie obiekty które jest najlepiej obserwować z filtrem UHC? Pozdrawiam
  6. Czwartek 8.10.2015, 19:30 Sobota 10.10.2015, 16:30 Powiadają, że najtrudniejsza do ustania jest pierwsza doba po obserwacjach. A o drugiej - mało kto wspomina. W piątek trzymałem się naprawdę dzielnie, ale w sobotę po 13:00 głowa jakoś tak zupełnie sama z siebie omsknęła się na poduszkę, a Żona musiała jakoś (ale jak?) skojarzyć moje popołudniowe, trzygodzinne odwiedziny u Pana Nosorożca z czwartkowym wypadem do Blizin - no i masz! Co gorsza, prognozy na najbliższą noc zapowiadały się nieźle, a Wojtek (z którym byłem wcześniej umówiony na obserwacje) nie tylko chciał jechać, ale też był skłonny dołożyć 50 kilometrów do standardowej jazdy, by mieć lepsze warunki w Borach Tucholskich. Nie będę ukrywał, że następna rozmowa małżeńska łatwa nie była, ale najważniejsze, że dostałem przepustkę. Co prawda, podczas pakowania zaczęły mnie nachodzić myśli, czy aby na pewno mój klucz będzie wciąż pasował do drzwi za kilka godzin, ale Wy chyba też tak macie, prawda? ...prawda? O 19:00 siedziałem już w aucie Wojtka. Wyjeżdżając z Pruszcza, zastanawialiśmy się, czy chmury biegnące ze wschodu na zachód na wysokości Zatoki Gdańskiej nie skrócą nam sesji (jak dwa dni wcześniej w Blizinach), lecz ich krawędź, w miarę odsunięta na północ, dawała nadzieję na co najmniej dwie godziny dobrego, czystego nieba. Podczas jazdy dumałem, co wciąć na celownik. W zasadzie, wszystkie najważniejsze cele w Orle na ten sezon miałem już odhaczone. Postanowiłem jednak zrobić sobie powtórkę ze znajomości tego fragmentu nieba, ze szczególnym uwzględnieniem trudniejszych obiektów. Dalej na liście celów miałem głębsze rozpoznanie bojem Strzały, Liska i łabędziej szyi. I bynajmniej nie zamierzałem szukać tam żadnych pojaśnień. O 20:20 byliśmy pod agroturystyką. Pierwsze chwile po wyjściu z auta to celebracja małego rytuału powitania z ciemnym niebem. Uwielbiam ten moment, gdy otępiały od wieczornej jazdy umysł dostaje potężną dawkę świeżego powietrza, a oczy wyłapują intensywny blask setek gwiazd nad głową. Sięgnąłem po Fujinona i ignorując nawoływania kolegi*, by iść się zameldować gospodarzowi, głodny ciemnego nieba, zacząłem skanować w locie pola gwiezdne Łabędzia, rozorane włóknami ciemnych mgławic. Po wyrównaniu oddechu, w końcu zameldowałem się i gospodarzowi, i Marcelemu, który był już na miejscu od ładnych paru godzin. Po kilku sesjach blizińskich, wypad pod ciemne niebo Borów Tucholskich zawsze działa jak otwarcie okna w dusznym pokoju. Wszystko staje się bardziej wyraziste, gwiazdy nabierają ostrości, cały Kosmos wydaje się być głębszy. Nie tracąc czasu, rozstawiłem arsenał swój (Fujinon 10x50) i nie swój (RPO Optix 20x80), i zacząłem od najniżej położonych obiektów na liście celów - czyli po raz wtóry zameldowałem się u Sobieskiego i Antinousa. Na pierwszy ogień poszły cztery ciemnotki leżące nie tylko blisko siebie na niebie, ale i w katalogu - kolejno od numeru B133 po B136. Swe boje z tą czwórką opisałem TUTAJ, więc nie bójcie się - nie będę Was zamęczał opisem tych Barnardów. Zamęczę Was LDN-ami. Równik Po pierwsze, miałem niedokończone rachunki z małą, zwartą ciemnotką oznaczoną jako LDN 663. No dobra, nie jestem do końca z Wami szczery - LDN 663 alias Barnard 335. Zmagania z nim również opisywałem, ale nie mogłem do końca odtrąbić sukcesu. Tym razem byłem dość mocno zdeterminowany, by dorwać tę ciemnotkę. Najpierw starannie zlokalizowałem ją na mapie, układając sobie w głowie jak najprecyzyjniejsze proporcje między gwiazdkami lokalnego asteryzmu - położonego igreka. Mała czarna tym razem okazała się nieco śmielsza. Wciąż nie była ewidentna, ale jednak w 20-krotnym powiększeniu majaczyła wystarczająco sugestywnie. Dla pewności, wycelowałem w nią chwilową zachcianką sprzętową Wojtka - stumilimetrowym refraktorem z Hyperionem 36 mm (dającym powiększenie 25x) w wyciągu. Co ciekawe, nie zbliżyłem się do wyłapania obiektu jakoś bardziej. Dokuczała mi bezczynność drugiego oka, a chociaż sam widok był piękny, czułem, że cyklopim sposobem nie zbliżę się do B335. Wróciłem więc do 20x80, próbując czułości różnych obszarów siatkówki, aż w końcu stwierdziłem, że owe momenty, gdy małe owalne pociemnienie zdawało się “wychylać” zza 7,5-magowej gwiazdy, muszą mi wystarczyć. Nie była to bardzo przekonująca zdobycz, ale mimo wszystko wystarczająco pewna (więc dopisuję do CV). Pokręciłem się jeszcze chwilę w Orle, wracając do obiektów stosunkowo nowych dla mnie i cieszyłem się widokiem ciemnych pasm, owali i smug, o ileż wyraźniejszych niż w Blizinach! Nadszedł jednak czas na poważniejszą przymiarkę do Strzały i Liska. Wstępne rozpoznanie bojem przeprowadzałem już kilka razy, ale teraz - zwyczajnie chciałem konkretnych łupów. Strzała jest bardzo ciekawym miejscem styku ciemnej, niemalże namacalnie gęstej wstęgi Wielkiej Szczeliny i jasnego tła Drogi Mlecznej. Co zabawniejsze, Edward E. Barnard nie znalazł tam nic szczególnego, opisując region jako bogaty obłok gwiezdny sąsiadujący z fragmentem nieba o znacznie mniejszym zagęszczeniu słońc. O, ironio! źródło: http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ Zacząłem od LDN 758, całkiem wyraźnego cypla łamiącego dość zgrabną linię graniczną lokalnego chiaro-scuro, przy parze ζ i δ Sge. Nie wiem czemu, ta ciemnotka kojarzy mi się z M82 - być może lekko cygarowaty kształt i równie niewielkie rozmiary kątowe sugerują pewne… hmm... podobieństwo (acz dość osobliwie pojmowane). Tak czy inaczej, przy całkiem niezłej adaptacji i ciemnym niebie, pyłowe cygarko prezentowało się naprawdę ładnie, wprowadzając nowy smaczek w dobrze opatrzonym kadrze razem z Messierem 71. Próbowałem też sił z pobliskim maleństwem, LDN 754, ale rozmiary kątowe tego paprocha były najwyraźniej zbyt nikłe dla możliwości mojego sprzętu i oczu. Z drugiej strony, niewykluczone, że to, co wziąłem za wydłużony kształt LDN 758, było w rzeczywistości zlepkiem LDN 758-754 (do powtórzenia, za rok?). Przeskoczyłem następnie do lotek, pary α i β Sagittae, które obejmują swoim blaskiem wschodnią krawędź LDN 731. Sama mgławica, choć mało charakterystyczna (po napatrzeniu się na takiego Barnarda 138 można mieć w końcu większe wymagania), jest całkiem nieźle widoczna, a przy tym dość dobrze wyodrębniona z krawędzi Wielkiej Szczeliny. Po nacieszeniu nią oczu, spróbowałem wyzerkać LDN 737, położoną dość ciekawie - centralnie na tle małej zatoczki wyciętej w linii brzegowej Ciemnej Rzeki**. Sama LDN-ka napsuła mi jednak trochę krwi. O ile przy starannym zerkaniu, wyłapanie krawędzi owej zatoczki nie przedstawiło większych trudności, o tyle nie byłem w stanie dostrzec żadnego pociemnienia w jej środku - przynajmniej tej nocy. Tymczasem wróciłem do Zety, Gammy i LDN-ki numer 758. W oczy wyraźnie rzucało się kolejne pociemnienie o szczególnie wyrazistej krawędzi wschodniej. Ciemnotka wachlarzowato rozszerzała się ku północy, a na jej tle dały się dostrzec - o ile dobrze pamiętam - trzy smugi równoległe do siebie, a ustawione prostopadle do osi owej ciemnotki. Katalog Beverly Lynds pomija jednak ów wyraźny obiekt, który miał tego pecha, by z naszej perspektywy znaleźć się zbyt blisko ciemnych połaci Wielkiej Szczeliny. Jedna z koncentracji tego przepylenia pojawia się za to w katalogu Clemensa i Barvainisa - jako CB 203, a tokijski katalog bazujący na DSS wymienia tych zagęszczeń znacznie więcej (TGUH 390, 392, 395, 396, 399, 401). Powiedzmy więc, że dla uproszczenia odhaczę sobie “kompleks CB 203”. Chociaż niniejszy akapit sugeruje mordowanie się z jakimiś dziwacznymi katalogami, ciemnotka naprawdę należała do dość łatwych i przyjemnych. Przez kolejną chwilę skanowałem pogranicze strzało-liskowe, wyłapując parę bezimiennych (dla mnie) pociemnień, całkiem nieźle widocznych na tle zauważalnie przygaszonej w tym miejscu Drogi Mlecznej. Straciłem też trochę czasu na bezowocne poszukiwanie kolejnej smugi (którą przed sesją błędnie identyfikowałem jako LDN 791), nieco powyżej małej, acz wyraźnej NGC 6830. Nie zatrzymując się jednak na dłużej ani przy niej, ani przy kompleksie NGC 6820-6823, wyruszyłem przywitać się z Kosą i Diplodokiem. źródło: http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ Wbrew pozorom, nie jest żadnym wyczynem dostrzec ślad tej pary. Wielokrotnie wcześniej w Blizinach widywałem obie mgławice jako równoległe pociemnienia Drogi Mlecznej, biegnące z grubsza prostopadle do osi równika galaktycznego. Tym razem postanowiłem wyłapać ile się da z ich kształtów, tak dobrze opatrzonych ze zdjęć. Zacząłem od nieco łatwiejszej Kosy, którą Beverly Lynds “rozbiła” w swoim katalogu na pięć obiektów, nadając im numery 781-782-783-778-779. Trzonek pyłowej kosy (LDN 778-9) prezentował się dość wyraźnie i był jednym z okazalszych fragmentów mgławicy. Był węższy niż zwykle, co należy uznać in plus - zwykle smuga “trzonka” wtapia się w nieco rozleglejsze, lecz bardziej transparentne obszary pyłowe, których w tej okolicy nie brakuje. Daje to efekt pogrubienia mgławicy, ale jednocześnie pozbawia całość kontrastu i nadaje obiektowi pewną nijakość, czyniąc zeń coś niewiele wyraźniejszego niż niuans tła. Tym razem jednak mogłem się cieszyć wąską, ale i precyzyjną kreseczką obu wspomnianych LDN-ów. Natomiast zachodni kraniec mgławicy (LDN 782-783), który należałoby określić jako “ostrze”, był wyraźnie szerszy i dobrze pokazał swoją zewnętrzną krawędź, podczas gdy ta wewnętrzna była wtopiona w LDN 781 - czyli widoczne na zdjęciach bardziej transparentne przepylenie, siedzące “wewnątrz” laguny tworzonej przez LDN-y 782, 783 i 778. Niestety, to zadecydowało, że kształ kosy nie był tak dobrze widoczny. I choć momentami wydawało mi się, że jest inaczej, Kosa w wizualu okazała się nieco maczugowata. Siedem kolejnych obiektów z katalogu LDN: 773-775, 767-769 oraz 772, które na forum przechrzciliśmy na zgrabniejszą nazwę Diplodok, broniło się jeszcze zacieklej. Chociaż cały korpus dinozaura był dobrze widoczny jako spore pociemnienie, bardzo ciężko było mi w nim znaleźć choćby strzępki detalu znane ze zdjęć. Momentami zdawało mi się, że widzę odcinającą się północną krawędź w miejscu, gdzie wyobrażamy sobie szyję i łeb dinozaura (LDN 774-5), ale do całkowitej pewności zabrakło chyba odrobiny kontrastu lub ciut większego blasku tła. Samo cielsko stwora jawiło się jako dość jednolita plama z pojedynczymi gwiazdami na bliższym planie. Kosa i Diplodok bardzo ładnie prezentowały się też w 10x50. Choć detalu było znacznie mniej niż w 20x80, dobre warunki pozwalały na wyłapanie pewnej smukłości trzonka Kosy. Co więcej, dobrze widoczna była też smuga pyłowa idąca ku gromadzie Stock 1, tworząc wspólnie bardzo ciekawy kadr. Po bliższym przyjrzeniu, owo pasemko na wysokości Ansera zdawało się przybierać na “wadze” i kontraście - pozycję owego zgrubienia zanotowałem jednak tylko w swej nieco zawodnej pamięci, ale najprawdopodobniej był to LDN 786. Nie potrafię sobie przypomnieć, czy widziałem również drugie ze zgrubień (LDN 788), nieco bliżej gromady Stock 1. Jakaś kalka w głowie pokazuje mi smugę z dwoma węzłami, ale ile w tym obrazie wspomnień, a ile widoku, który znam ze zdjęć? Ciężko mi określić. źródło: http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ Jednakże zbliżając się do St1, prawdziwym wyzwaniem jest zignorować prawdziwą perełkę tego rejonu - LDN 792. Na zdjęciach charakterystyczna jest jej fikuśna, acz symetryczna sylwetka, która kojarzy mi się z wąsami (tylko czy aby Mgławica Wąs brzmiałaby dobrze? ) Wizualnie zaś obiekt prezentuje się jako spora, mocno nieprzezroczysta mgławica, biegnąca wyraźnym, grubym (10-15’) łukiem na przestrzeni około 40 minut kątowych, o szczególnie ostrej i wyrazistej północno-zachodniej krawędzi, kontrastowo odcinającej się od bogatego pola gwiezdnego. Był to bez wątpienia jeden z piękniejszych widoków tej nocy - wracałem do niego kilkakrotnie, sięgając po cały dostępny na polu obserwacyjny arsenał (z wyjątkiem czyichś chwilowych zachcianek). Spróbowałem też powalczyć z LDN 790 i 793 - mniejszymi sąsiadkami na - odpowiednio - zachodnim i wschodnim krańcu LDN 792. Bez sukcesu. Kolejny przeskok o 2° na północny wschód przyniósł kolejny, piękny łup - LDN 810. To kolejna mała, ale nadzwyczaj dobrze widoczna perełka. źródło: http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ Przypomina mi nieco B133 i nie wiem, czemu E.E.Barnard nie umieścił jej w swoim katalogu. LDN 810 leży na południowym skraju Obłoku Gwiezdnego Łabędzia, jednego z najbogatszych w gwiazdy rejonów Drogi Mlecznej. Jasne tło w kombinacji ze zwartością obiektu powoduje, że ciężko jest - mimo naprawdę skromnych rozmiarów - nie zauważyć tego obiektu, szczególnie jeśli ktoś ciemnych mgławic szuka. Być może moje słowa potwierdzi Piotrek Guzik, któremu podczas pewnej sesji pokazałem ową kropę - nie było potrzebne żadne opowiadanie o tym, czego szukać w kadrze, tylko raczej krótki dialog w rodzaju: Na LDN 810 trafiłem pewnego razu przypadkiem i obecnie nie potrafię odmówić sobie spojrzenia na nią podczas każdej sesji, gdy Łabędź jest wysoko. Jest na tyle wyraźna, że nawet w zaledwie niezłych warunkach blizińskich ciężko mi ją przeoczyć. Jednak - jak każdy obiekt zresztą - pod ciemnym niebem ciemnotka pokazała coś więcej - okazała się nie być owalna, a delikatnie wyciągnięta w osi północ-południe, tworząc coś na kształt łezki. Stopień wyżej, jakby na przedłużeniu owego wyciągnięcia mgławicy, dało się też dostrzec LDN 813, pięknie uzupełniającą kadr. Ta ciemnotka była zwyczajnie owalna, choć dzięki położeniu w obfitym w słońca kadrze, prezentowała się niezwyczajnie pięknie. Tej nocy kończyłem walkę z ciemnymi mgławicami tego rejonu. Nie znalazłem już sił, by powalczyć z wielkim kleksem pół stopnia na południe od LDN 810 - a dokładniej z owocem pracy Beverly Lynds, która wzorem Wincentego Pstrowskiego, zrobiła 300% normy, dzieląc kompleks na osiem wpisów katalogowych. Sam kompleks jest oczywiście świetnie widoczny - niemniej, żałuję, że nie spróbowałem zapolować na LDN 807 i 808 - czyli na dwa najwyraźniejsze, północne cyple kompleksu. Ale przyznam na swoją obronę, że byłem wtedy już solidnie zmęczony. Postanowiłem chwilę odpocząć od bogatych pół gwiezdnych i słabo skatalogowanych pociemnień. A najlepiej zrobić to pośród... ubogich w słońca obszarach nieboskłonu i oczywiście - szukając pojaśnień. Biegun Jesień na niebie ma wiele twarzy. Jedną z nich są pustki biegunowe Rzeźbiarza i południowej części Wieloryba. Korzystając ze świeżej inspiracji Obiektów Tygodnia, postanowiłem odświeżyć sobie trzy z nich wraz z sąsiedztwem, ku - mam nadzieję - radości Lukosta. Na pierwszy ogień poszła mgławica Ślimak - i muszę przyznać, że bardzo przyjemnie było spojrzeć na tę znaną planetarkę po dłuższej przerwie. Klarowność powietrza dopisywała - chociaż NGC 7293 wisiała stosunkowo nisko, pokazała sporej wielkości owal, kształtny, lecz bez śladu jakiegokolwiek detalu. Ślimakowi poświęciłem ładnych parę minut, spoglądając raz przez osiemdziesiątkę, a raz przez Fujinona. Biorąc pod uwagę, że co najmniej kilkanaście - jeśli nie kilkadzisiąt - godzin obserwacyjnych poprzedzających tę sesję poświęciłem niemal wyłącznie na ciemne mgławice, w dostrzeżeniu jasnego kółeczka na ciemnym tle było coś odkrywczego i niemal graniczącego z nowym doznaniem. Drugim z Obiektów Tygodnia była galaktyka Srebrna Moneta (NGC 253). Z racji niskiego położenia nad horyzontem, tu również nie było szans na jakikolwiek detal, lecz - podobnie jak w przypadku Ślimaka - miło było spojrzeć na starego znajomego. Byłem zdziwiony sporymi rozmiarami obiektu - najwyraźniej zdążyłem zapomnieć, jak wyglądają niektóre z klasyków. Pamięć nie szwankowała mi jednak na tyle, by nie spróbować odwiedzić dwóch innych obiektów leżących po sąsiedzku, a które z szerokości geograficznych północnej Polski można zaliczyć do małych ekstremów obserwacyjnych - przynajmniej dla niewielkich lornet. Pierwszym z nich jest gromada kulista NGC 288, leżąca na południowy wschód od Galaktyki Rzeźbiarza. Odbiwszy dwa stopnie na południowy wschód, po chwili zerkania, wypatrzyłem jakiś blady, rozmyty blask próbujący przebić się z ciemnego i ubogiego w gwiazdy kadru. W końcu plamka stała się na tyle wyraźna, by odtrąbić sukces. Może “sukces” to trochę zbyt dumne słowo, niemniej upolowanie tego obiektu nie jest takie oczywiste w 10x50, przynajmniej z pomorskich miejscówek. Dość powiedzieć, że jeszcze ledwie parę lat temu w Blizinach widywałem ją z trudem w 15x70. Natomiast w 20x80 gromada oczywiście nie sprawiła większego kłopotu. Jakby tego mordowania było mi mało, postanowiłem zmierzyć się z NGC 247, dość sporym paskudztwem (tj. galaktyką) o bardzo niskiej jasności powierzchniowej. Ilość razy, kiedy wracałem na konsultacje do Uranometrii z pewnością nie sprzyjała ani skupieniu, ani adaptacji. W końcu jednak namierzyłem grupkę 9,5-magowych gwiazdek tworzących trójkąt, nad którego wschodnim wierzchołkiem miała “wisieć” NGC-ka. W końcu galaktyka poddała się, lecz w 20x80. A mi było mało. Posadziłem na statyw Fujinona 10x50 i zacząłem cierpliwie zerkać. Nie wiem, ile minut mogło upłynąć, ale niewiele się pomylę, jeśli podam przedział 5-10. W końcu jedna z gwiazdek zaczęła się odróżniać - dostała bardzo wydłużoną poświatę, skierowaną pionowo do góry. Wyglądało to jak jakiś blady, wąski warkocz przylegający do jasnego, gwiazdowego jądra komety. Wpatrywałem się przez dłuższy czas, by mieć pewność, że to nie żadne złudzenie. W końcu napatrzyłem się na tyle, by nabrać przekonania, że i NGC 247, choć naprawdę skrajnie trudna, jest w zasięgu 10x50 z szerokości geograficznych północnej Polski. Po tych zmaganiach, mgławica planetarna NGC 246 nie stanowiła większego wyzwania. Jej widok niczego nie urwał, lecz nie miałem też przy sobie filtrów mgławicowych - a te z pewnością by pomogły. Bez nich udało mi się dostrzec blade, nieco złamane kółko z jaśniejszym środkiem - prawdopodobnie poświatą słaych gwiazd, których obecność ukazują większe instrumenty optyczne. źródło: sky-map.org Niespodziewanie, trzy godziny obserwacji dały nam w koś na tyle, by w okolicach 23:00 myśleć już powoli o powrocie. Sesja była całkiem intensywna, obfita w nowe obiekty i do tego - zróżnicowana. Poskakałem jeszcze chwilę po klasykach jesienno-zimowych, z których na wspomnienie zasługuje Ślimak (tak, ten sam), który pięknie komponował się w kadrze z czubkami drzew. Wisiał wtedy jakieś 5° nad horyzontem i wciąż był świetnie widoczny. Wkrótce potem, zgodnie daliśmy sobie sygnał do odwrotu i ruszyliśmy w kierunku Gdańska. Niedziela 11.10.2015, 21:00 I tak, niespełna godzinę później znów byłem w Borach. Powietrze sprawiało wrażenie nieznacznie bardziej suchego i przejrzystego niż poprzedniej nocy, nie było też śladu chmur, które mogłyby tej sesji zagrozić w jakikolwiek sposób. Antinous szorował już piętami po czubkach nieodległych sosen, ale Strzała, Lisek i Łabądź wciąż wisiały zachęcająco wysoko. Chcąc przyspieszyć adaptację, zafundowałem swoim oczom maksymalne ciemności, jakie tylko mogłem - rozstawiałem sprzęt w okularach przeciwsłonecznych. Gdy miałem już wszystko rozstawione, oczy były całkiem gotowe na spotkanie z Kosmosem. Równik (2) Zacząłem od pociemnień w okolicach Messiera 27, gdzie moją uwagę przykuła szczególnie pewna klinowata smuga i gdzie szukałem też śladów pewnej ćwierćnuty - ale o tym już pisałem. Następnie spróbowałem ponownie zmierzyć się z LDN 737 w Strzale - tą małą na środku “zatoczki” w Wielkiej Szczelinie - jeśli akurat nie zasnęliście na tym fragmencie relacji, być może pamiętacie. Tym razem zatoczka wyskoczyła niemal natychmiast (o ileż łatwiej wpada się w troszkę choćby poznany kadr niż odkrywa go zupełnie od zera!). Po chwili starannego zerkania, mała czarna (noo, szarawa) kropa pośrodku dała się wyzerkać - była dość mdła, nieznacznie odróżniająca się od tła i sprawiała raczej wrażenie luki w gwiazdach niż obiektu, który je zasłania. Niemniej, była tam! Odświeżyłem sobie jeszcze kilka pobliskich obiektów (LDN 758, LDN 731, kompleks CB 203), a następnie odbiłem kawałek powyżej Albireo na spotkanie z obiektami, które zatruwały mi głowę od ładnych paru miesięcy - jeśli nie od roku. źródło: http://astropolis.pl/topic/41900-vdb-126-wieszak-m27-ngc-6820-i-6823-i-czego-jeszcze-dusza-zapragnie/ Jeśli tutaj spodziewacie się, że podam jakąś nazwę - od razu mówię - nie podam. Pierwszym z nich jest piękna smuga ciągnącą się na przestrzeni około dziewięciu(!) stopni na północny zachód od Wielkiej Szczeliny, gdzieś tam, gdzie Lisek prawie graniczy z Herkulesem. Blisko południowego krańca owego pasma czai się kolejna piękna, biegnąca półkolem ciemnotka. Obie wstęgi pyłu wyglądały na teoretycznie możliwe do wyłapania, chociaż nie miałem w istocie pojęcia, czy na pewno tak jest. Odstawiłem na bok 20x80, nie miała szans się przydać. Przykleiłem oczy do muszli Fujinona, namierzyłem najpierw rejon północnego i południowego krańca wielkiej 9-stopniowej ciemnotki, a następnie zacząłem wodzić wzrokiem w tę i nazad. Ku mojemu zaskoczeniu, północny kraniec wyskoczył stosunkowo szybko. Nie nazwałbym go wyrazistym, ale jednak było w tym kawałku nieba coś, co pasowało swoim wyglądem i osią do szukanej smugi. Parę stopni na południe ślad się urywał, by potem jakaś jego przebitka, już bliższa południowemu krańcowi, zwróciła moją uwagę. Cały ten pas pyłowy był na granicy percepcji, mamił mój wzrok i zwodził, ale jednak od czasu do czasu pojawiał się. Spróbowałem też sił ze wspomnianym półkolistym pasmem, już na pograniczu Strzały i Orła. Ku mojemu zdumieniu, i ono było widoczne (pasmo, nie pogranicze). Podobnie jak większa smuga, jej ślad się urywał, jednak kraniec zachodni i fragment w południowo-wschodniej części wystarczały, by całość w głowie ułożyła się w łuk. Szkoda, że i on nie znajduje się w żadnym znanym mi katalogu (a może po prostu w żadnym?). Na sam koniec przygody z latem na niebie, wziąłem na cel dwa inne wielkie kompleksy mgławicowe, leżące całkowicie w Łabędziu - Wilczą Łapę i Rybę na Talerzu. źródło: http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ Wilcza Łapa jest w zasadzie pyłowym asteryzmem - wizualnym zlepkiem czterech obłoków pyłowych które na niebie znajdują się w okolicy gromady otwartej NGC 6834. Pozornym problemem w ich wyłapaniu mogą być spore rozmiary kątowe, ale dzięki dobremu kontrastowi z bogatym tłem gwiezdnym, Wilcza Łapa jest w zasięgu nawet takich skromnych instrumentów jak 8x30. Numerów katalogowych któregokolwiek z obiektów nie znalazłem - w okolicach jest spisanych (jako LDN czy TGU) parę koncentracji międzygwiezdnego pyłu, ale o tych wielkich obszarach nie wspomina żaden znany mi katalog. Tymczasem obiekt prezentuje się naprawdę pięknie w małych lornetkach z szerokim polem widzenia. Trzy zorientowane promieniście “pazury” są na tyle wyraźne, by przykuwać uwagę już podczas przypadkowych, ale uważnych oględzin tego fragmentu nieba. Rzuca się w oczy wzajemne podobieństwo ciemnotek i orientacja ich dłuższych osi. Sama podstawa łapy jest znacznie mniej wyraźna i zlewa się z głównym nurtem Ciemnej Rzeki. Ostatnim większym celem, któremu poświęciłem odrobinę więcej czasu, była para Barnard 144-145. Ten pierwszy został ochrzczony dość osobliwym mianem “Ryby na Talerzu”. Gdzie ryba i talerz? Nie mam zielonego pojęcia. Jeśli miałbym na siłę doszukać się jakiegokolwiek podobieństwa do ryby, byłby nią Barnard 145. A talerza dalej nigdzie nie widzę. źródło: http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ Barnard 144 jest ogromny - na niebie mierzy 6°x3°. Zdjęcia zdają się poddawać w wątpliwość, czy to jest jeden obiekt, co więcej - nawet w lornetkach zdaje się on być nieco rozczłonkowany. Najwyraźniejszy jest jego północny cypel - naprawdę spora plama, której dość regularny owal złamany jest przez małą grupkę ułożonych równoleżnikowo gwiazd i - jak się zdaje - nieco bardziej transparentą masą pyłu w środkowej części. Ta część B144 jest (całkiem chyba słusznie) skatalogowana pod osobnym numerem, jako LDN 862. Poniżej tego sporego kawałka pociemnienia, Barnard 144 zdawał się rozjaśniać, by jakieś pół stopnia niżej znów zaznaczyć swoją obecność ciut wyraźniejszą krawędzią kolejnego pod-składnika, równoleżnikowo ułożonej smugi LDN 857. Ta z kolei zdawała się płynnie przelewać się w “ciemną masę” w bezpośredniej bliskości η Cygni. Spora, południowa część Ryby na Talerzu, leżąca dalej na południe, zaznaczała swą obecność w miarę wyraźną krawędzią wschodnią, podczas gdy zachodnia z wolna rozpływała się w mało wybitnym zakątku Drogi Mlecznej. Chwilkę też powpatrywałem się w Barnarda 145, który ukazał swoją regularną sylwetę trójkąta rozwartokątnego o rozpiętości około połowy stopnia i szerokości 10’. Wschodnia jego część, o nieznacznie lepiej odciętych krawędziach, zdawała się być smuklejsza niż zachodnia i wyglądała na nieznacznie wyciągniętą, w porównaniu do nieco szerszej zachodniej części mgławicy. Próbowałem powalczyć też z B147, ale po raz kolejny poniosłem porażkę. Na zdjęciach jednak obiekt wygląda bardziej niż pięknie, i pewnie będę jeszcze próbował go dorwać. Nie udało mi się też dorwać mgławicy Tulipan, przy czym nie mam pojęcia czy ten obiekt jest w zasiegu obiektywów 80 mm. Na sam koniec zabawy z Łabędziem, zerknąłem szybko na LDN 864, wielką i szeroką smugę leżącą blisko znanego kompleksu NGC 6960-6992/5. Mimo niezbyt jasnego tła Drogi Mlecznej, LDN-ka jest całkiem dobrze widoczna - ważne jest w zasadzie tylko to, żeby zapewnić sobie szerokie pole widzenia. Przy okazji - ręka w górę, kto łapiąc Włóknistą w lornetce, zwrócił uwagę na tę ciemnotkę? źródło: Photopic Sky Survey Odwiedzałem też inne klasyki (w moim rozumieniu, niestety) jak B361 czy B168, m.in. wypatrując bez problemu Południową Wstęgę w 10x50. Ponadto, szczególną radość przyniósł mi widok dwóch równoległych, esowato wygiętych smug, z których jedna w swym “dolnym” odcinku przyjmuje miano B155-6, a druga - B159. Nie omieszkałem też dopisać do rejestru obiektów upolowanych Barnardów 362 i 363. Skończywszy z Łabędziem, dotarło do mnie, że na niebie króluje już jesień. Mimo dość wczesnej pory (około 1:30 w nocy), nie miałem sił na walkę z drobnicą Kasjopei - zerknąłem tylko na Różę Karoliny, M52 i NGC 663. Za to dość mocno wołała do mnie Galaktyka Andromedy. Ta prezentowała się nieprzeciętnie pięknie. Chociaż nie udało mi się dostrzec jej pasa pyłowego (ech, to zboczenie!), nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jej dysk nie jest regularną elipsą, a zawija się na końcach niczym symbol całki. Spoglądałem naprzemiennie przez obie lornetki i wrażenie, które początkowo uznałem za psikus percepcji, tylko się umacniało. Wygięcia dysku na skrajach galaktyki dobitnie sugerowało kierunek wirowania M31 - chyba po raz pierwszy tak wyraźnie to zobaczyłem. Oczywiście nie wierząc do końca samemu sobie, sprawdziłem w domu na zdjęciach - i wychodzi na to, że tym, co widziałem była faktycznie wielka wirówka. Sam koniec sesji poświęciłem na obiekty powoli psujące adaptację wzroku - a więc jasne gromady w Woźnicy, Plejady czy Wielką Mgławicę w Orionie. Próbowałem swoich sił z ciemnotkami w Byku, ale ta konstelacja była w nie najkorzystniejszym położeniu, więc szybko odpuściłem. ... Niełatwo było dać samemu sobie sygnał do odwrotu. Już prawie całkiem spakowany, spędziłem kolejne dwa kwadranse oparty od auto, skacząc od jednej konstelacji do drugiej. Zwykły gabarytowo, lecz niezwykły optycznie Fujinon narkotyzował mnie, przybliżając dziesiątki gromad, wszelkich pojaśnień i pociemnień nieba. W końcu wybiła trzecia i ten piękny sen - cztery noce obserwacyjne w ciągu tygodnia - musiał się zakończyć. Ostatecznie schowałem Fujinona do futerału, wsiadłem do auta i powoli ruszyłem do królestwa szarości, rutyny i pomarańczowych sodówek. Godzinę później, klucz do drzwi wejściowych wciąż pasował. _________________________________ * ignorowanie nie jest nieodzowną częścią rytuału, co nie znaczy że nie zdarza się dość regularnie (zbyt regularnie?) **inne określenie na Wielką Szczelinę
  7. Poprzedniej nocy (17/18 II 2015) wybraliśmy się z Kraterem i Grzegorzem Guzikiem na obserwacje na południe od Krakowa. Na cel naszej wyprawy wybraliśmy Przełęcz Marszałka Rydza-Śmigłego - miejscówkę, którą już dwa razy sprawdzałem, ale miałem pecha i trafiałem na ciągnące się po niebie, podświetlnone przez odległe miasta cirrusy. Tym razem w końcu się udało. Niebo było bezchmurne i piękne. Na miejscu byliśmy dopiero około północy. Od razu sprawdziłem jasność tła nieba przy pomocy SQM-L. Wyszło 21.17 (mag/"2), jakąś godzinę później SQM-L pokazywał średnio 21.23 (mag/"2) , czyli całkiem nieźle. Dwie noce wcześniej na Koskowej było w najlepszym momencie 20.97 (mag/"2), tyle że wtedy obserwowaliśmy przed północą. Ze sobą mieliśmy Taurusa 13", Syntę 8" i refraktor 120/500. Zanim rozłożyliśmy sprzęt, rzuciliśmy okiem na świecącą już dość nisko kometę C/2014 Q2 (Lovejoy). Choć była ona widoczna gołym okiem, to wygladała znacznie gorzej niż w poprzednich dniach. Warkocz był ledwie widoczny w lornetce 10x50, a i sama kometa sprawiała wrażenie słabszej, choć wpływała na to z pewnością niewielka wysokość nad horyzontem oraz fakt, że znajdowała się ona w nieco rozjaśnionej części nieba. Jej jasność oceniłem tej nocy na 5.1 mag, a średnicę jej głowy na 8'. Tej nocy obserwowaliśmy głównie stosunkowo jasne obiekty. Rozpoczęliśmy od Tripletu Lwa - M 65, M 66 i NGC 3628. Każda z trójki galaktyk prezentowała się bardzo ładnie. M 65 i M 66 pokazały wyraźnie swoje nietypowe kształty, a ciemne pasmo przecinające NGC 3628 na pół było widoczne bez najmniejszego trudu. Później przeszliśmy do M 51, której olbrzymie ramiona z mnóstwem nieregularności najlepiej wyglądały chyba w Radianie 5 mm dającycm powiększenie aż 255x. Również M 82 najlepiej prezentowała się w dużych powiększeniach - 255x i 340x, pełna nieregularnych, jasnych i ciemnych obszarów i ciągnąca się niemal przez całe pole widzenia. Nieco podobna (choć mniej spektakularna) była świecąca w innej części Wielkiej Niedźwiedzicy M 108, której sąsiadka - M 97 (Mgławica Sowa) pokazała dość wyraźnie dwa ciemne oczy. Następnie obejrzeliśmy sobie kilka słabszych galaktyk w Wielkiej Niedźwiedzicy. Najpierw przyjrzeliśmy się dwóm niewielkim galaktykom spiralnym - NGC 2742 i NGC 2768, które dzieli na sferze niebieskiej mniej niż 1 stopień. Pierwsza z nich była całkiem jasna, druga wyraźnie słabsza, choć także widoczna bardzo dobrze. Dość jasna, ale niewyróżniająca się niczym specjalnym była NGC 2950. Za to NGC 3079 okazała się być jednym z hitów tej nocy. Duża, jasna, lekko wygięta i asymetryczna. Obok niej świeciła jeszcze słabiutka NGC 3073, której nie miałem zaznaczonej na mapce. Również NGC 3310 była dość ciekawa, choć w jej przypadku nieregularności struktury nie były tak oczywiste. Później przenieśliśmy się na chwilę na południowe niebo. Przyglądneliśmy się mgławicy planetarnej NGC 4361, która była bardzo ładnie widoczna z filtrem O-III, a następnie skierowaliśmy teleskop w kierunku pary zderzających się galaktyk - NGC 4038 i NGC 4039, które wspólnie tworzyły jeden obiekt o kształcie serca. Obok nich zlokalizowałem też galaktykę NGC 4027, nie poświęciliśmy jej jednak zbyt dużo czasu, a szkoda, bo to też jak się okazuje całkiem ciekawy obiekt. Po tej krótkiej podróży na południe, postanowiłem poszukać kometę 32P/Comas Sola świecącą wysoko w Lwie. Kometa była widoczna dość słabo. Jej jasność oceniłem na 13.7 mag, przy średnicy 1.2', a wygladała ona jak niewielki, z grubsza okrągły, lekko skondensowany obiekt. Po komecie wróciliśmy do galaktyk. Na pierwszy ogień poszła piękna, skierowana do nas bokiem galaktyka NGC 4111. Miała ona bardzo jasne zgrubienie centralne, a cała była całkiem wąska. W jej pobliżu odnalazłem jeszcze malutką, jasną NGC 4143. Dalej przyszła kolej na jedną z moich ulubionych galaktyk - NGC 4449. Galaktyka ta najlepiej prezentowała się w dużych powiększeniach - 182x, 255x i 340x. Oprócz tego, że jej kształ jest nietypowy - zbliżony do prostokąta, to była ona pełna wyraźnych pojaśnień, z których jedne były gwiazdopodobne, inne natomiast wyraźnie rozciągłe. Nie zawiodła także M 106, całkiem wyraźnie widoczna w szukaczu. W teleskopie oczywiste były jej zakrzywione, lekko asymetryczne ramiona spiralne. Obok niej świeciła dość słaba i niewielka, ale oczywista NGC 4248, która była obiektem wyraźnie rozciągniętym. Nieco dalej, ale ciągle mniej niż 1 stopień od M 106 widoczna wyraźnie była kolejna galaktyka spiralna - NGC 4220. W promieniu mniej niż 1 stopnia od M 106 odnaleźliśmy też galakykę NGC 4217, niemal przyklejoną do dość jasnej gwiazdy, podobną nieco do galaktyki M 104 (Sombrero), tylko zdecydowanie słabszą oraz niewielką NGC 4346. Kolejnym celem była niesamowita para galaktyk - NGC 4485 i NGC 4490. Galaktyka NGC 4490 o dość nieregularnym kształcie była wyraźnie wygięta w kierunku NGC 4485, niemalże się z nią stykając. Kolejna parka - NGC 4618 i NGC 4625 była już mniej spektakularna, niemniej jednak w przypadku pierwszej z tych galaktyk dość oczywiste było jedno, asymetryczne ramię. Także NGC 4625 wydawała się być asymetryczna, choć w jej przypadku było to dość trudne do zauważenia. Później przyszła kolej na trzecią tej nocy kometę - C/2013 A1 (Siding Spring) - tę, która kilka miesięcy temu nieomal uderzyła w Marsa. Kometa ta, choć niezbyt jasna, była widoczna zerkaniem bez wielkiego trudu. Jej jasność oceniłem na 12.0 mag, przy średnicy 2'. Była umiarkowanie skondensowanym, praktycznie okrągłym obiektem. Po komecie wróciliśmy do galaktyk, zahaczając po drodze o piękną gromade kulistą M 3. Następna obserwowana przez nas galaktyka - NGC 4151 była średniej jasności, owalnym obiektem, któremu towarzyszyły jeszcze dwie galaktyki - NGC 4145 i NGC 4156. Za to obserwowana po nich NGC 4214 okazała się być obiektem naprawdę interesującym, podobnym nieco do NGC 4449, zarówno z kształtu jak i wewnętrznych niejednorodności (choć były one mniej wyraźnie niż w przypadku NGC 4449). Zmarznięci rzuciliśmy jeszcze okiem na kilka charakterystycznych galaktyk - niesamowitą i olbrzymią NGC 4631 (Wieloryb) z sąsiadką - NGC 4627, słabszą, ale także wyjątkową jeśli chodzi o kształt i niejednorodności struktury NGC 4656 (Motyka). Na chwilę przeskoczyliśmy do Wielkiej Niedźwiedzicy, aby zerknąć na wypełniającą niemal całe pole widzenia w powiększeniu 114x galaktykę M 101, po czym wracając do Warkocza Bereniki do wspaniałej NGC 4565 (Igła) zahaczyliśmy jeszcze o niewielką, ale całkiem ładną NGC 4314 i jasną spiralną NGC 4559, która pokazała zarych "pochylonych" ramion. Około godziny 3:00 zza pobliskich drzew wyłoniła się świecąca nisko nad horyzontem M 83. Widoczna była ona natychmiast w lornetce, jako całkiem pokaźnych rozmiarów, okrągły obiekt. W teleskopie widoczne było jasne jądro otoczone olbrzymim halo, w którym ledwie ledwie majaczył zarys dwóch ramion spiralnych. Ze względu na niskie położenie tej galaktyki, obserwowało się ją fatalnie. Robiło się już zresztą całkiem zimno i zaczął powiewiać lekki wiatr. Zanim zakończyliśmy obserwacje, spojrzeliśmy jeszcze na fantastyczną M 13 oraz świecącą obok niej galaktyką NGC 6207. Przed 3:30 zaczęliśmy się pakować, a chwilę po 5:00 byliśmy już w przymglonym, zadymionym Krakowie. W tym miejscu zwrócę jeszcze uwagę, że ta miejscówka jest naprawdę niezła. Dojazd do samego końca jest asfaltowy, drogą znacznie lepszą niż ta, która wiedzie na Koskową Górę. Niebo też, jeśli odstaje od tego, co można zastać na Koskowej Górze, to tylko na plus. Miejsce znajduje się prawie 700 m.n.p.m., więc podobnie jak Koskowa Góra, często znajduje się powyżej mgieł.
  8. W nocy z 23/24 listopada wybrałem się z Kraterem i Qbszonem na Koskową Górę. Zgodnie z prognozami, po drodze na miejsce wznieśliśmy się ponad mgły i na Koskowej niebo było bezchmurne. Niestety (także zgodnie z prognozami), na miejscu powiewał wiatr, który co prawda nie był zbyt silny, ale przy ujemnej temperaturze i sporej wilgotności mocno przeszkadzał. W związku z tym wiatrem pojechaliśmy bliżej szczytu, na polanę, z której co prawda sporo horyzontu jest zasłonięte, ale za to wiatr wieje tam znacznie słabiej. Na obserwacje wziąłem po raz pierwszy od ponad 3 miesięcy mojego Taurusa 13". Przygotowanie sprzętu zajęło znacznie więcej czasu niż zwykle - najpierw lusterko wtórne okazało się być czymś zabrudzone (wyglądało tak, jakby osiadł na nim szron, ale po podgrzaniu osad nie zniknął, trzeba je było przetrzeć), później trzeba było jeszcze uporać się z kolimacją na gwiazdach, bo kolimator przestał współpracować. Koniec końców obserwacje rozpoczęliśmy około godziny 3:00. Na początek przyjrzeliśmy się fantastycznej M 42 - ciężko przejść obok niej obojętnie w jesienne noce. Później zerknęliśmy szybko na kilka innych jasnych obiektów. Po szybkim wstępie postanowiłem zapolować na słabą kometę - 108P/Ciffreo, która świeciła wysoko w Woźnicy. Miejsce, w którym miała się ona znajdować zlokalizowałem dość szybko, jednak w pierwszej chwili jej nie zauważyłem. Po chwili okazało się jednak, że jakiś bardzo słaby obiekt świeci kilka minut kątowych obok, tuż obok słabej gwiazdki. Rzut oka na mapkę zdawał się wyjaśniać tę "zagadkę" - na mapce była zaznaczona pozycja komety o godzinie 0:00. Po powrocie do domu upewniłem się, że kometa była dokładnie tam, gdzie miała być około 3:30. Jej jasność oceniłem na 13.6 mag, a jej średnicę na 1', przy czym była ona obiektem lekko skondensowanym. Następnie skierowałem teleskop w stronę komety C/2014 Q3 (Borisov), która kilka tygodni temu była całkiem nieźle widoczna w 25 cm teleskopie. Zanim trafiłem w kometę, przez przypadek w pole widzenia trafiła całkiem ładna galaktyka NGC 6503. Kometa tym razem była obiektem dość trudnym, mocno rozmytym i widocznym słabo, jednocześnie miała stosunkowo duże rozmiary kątowe. Jej jasność oceniłem na około 11.0 mag, a średnicę jej głowy na 4'. To, że była tak słabo widoczna wynikało prawdopodobnie z faktu, że świeciła ona niezbyt wysoko (jakieś 30 stopni nad horyzontem), na dodatek dokładnie na łuną od Krakowa. Po tych dwóch kometach postanowiłem popatrzeć przez chwilę z użyciem filtra O-III. Najpierw wycelowałem teleskop w mgławicę Abell 21 (Meduza). Ze zdziwieniem zauważyłem, że w polu widzenia prawie nic nie widać. Długo się wpatrywałem zanim mnie "olśniło" - lusterko wtórne zaparowało. Na szczęście dość szybko się zorientowałem co się dzieje i "odparowanie" lusterka poprzez ogrzewanie dłonią od tyłu zajęło tylko kilka minut. Po tym zabiegu mgławica Abell 21 stała się obiektem oczywistym, widocznym jako "gruby rogal", którego jasność przy obserwacji zerkaniem była zdecydowanie niejednorodna. Następna w kolejności była mgławica Rozeta (NGC 2237), widoczna bardzo wyraźnie, składająca się z wielu jasnych fragmentów porozdzielanych ciemniejszymi pasmami i nie mieszcząca się w całości w polu widzenia przy powiększeniu 67x. Spojrzeliśmy też na jeden z moich ulubionych obiektów zimowych, czyli ukrytą w gromadzie M 46 mgławicę planetarną NGC 2438 - zarówno z filtrem O-III jak i bez niego prezentowała się bardzo ładnie, szczególnie w powiększeniu 114 razy. Później pooglądaliśmy znów kilka bardziej znanych galaktyk, między innymi: M 51, M 65, M 66 i NGC 3628, M 82, M 97, M 108, M 109 a także NGC 2903. Przed świtem przyglądnęliśmy się jeszcze dwóm jasnym mgławicom planetarnym: NGC 2392 (Eskimos) oraz NGC 6543 (Kocie Oko) - ta druga w małym powiększeniu pokazała piękny zielony kolor (NGC 2392 też była wyraźnie zielonkawa, choć w jej wypadku gwiazda centralna trochę przeszkadzała w podziwianiu tego koloru). Obydwie mgławice fajnie prezentowały się też w powiększeniu 182x. W końcu przed świtem wycelowałem teleskop w trzecią kometę - C/2014 R1 (Borisov), która kilka tygodni temu była widoczna dość słabo. Tym razem okazała się ona być obiektem oczywistym, widocznym dość wyraźnie, znacznie lepiej niż poprzednio i znacznie lepiej niż 2 pozostałe komety obserwowane tej nocy. Jej jasność oceniłem na 10.7 mag, średnicę głowy na 2' i była ona całkiem nieźle skondensowana. Podobnie jak kilka tygodni temu, świeciła głęboko w świetle zodiakalnym, które pięknie wychodziło znad drzew i sięgało niemal do Raka. Na tym zakończyliśmy obserwacje i wróciliśmy do lekko zamglonego Krakowa, nad którym snuły się pojedyncze niskie chmury.
  9. Po niesamowitej wyprawie na Koskowa Górę z 28 X 2014, postanowiliśmy (wraz z Kraterem z sąsiedniego forum) powtórzyć ten wyjazd dwa dni później. Na miejscu byliśmy około godziny 1:30 i choć niebo było całkiem ładne, to przejrzystość nie była już tak fantastyczna jak dwa dni wcześniej. Za to łuna od Krakowa znów była stosunkowo niewielka - kiedy z Krakowa wyjeżdżaliśmy, miasto tonęło w bardzo gęstej mgle. Podobnie jak poprzednio, mieliśmy ze sobą Syntę 10" i lornetki 10x50. Obserwacje rozpoczęliśmy od jasnych jesiennych galaktyk - M 31 i M 33, które oczywiście prezentowały się fantastycznie, a także znacznie słabszej, ale całkiem ładnej NGC 891. W powiększeniu 136x zerkaniem dało się dostrzec przecinające tę galaktykę pasmo pyłowe. Wędrując po tej części nieba wycelowaliśmy też na chwilę teleskop w gromady otwarte NGC 752 i M 34. Następnie spojrzeliśmy na Plejady, z pięknie widoczną, wyraźną i wielką mgławicą Merope. Po galaktykach i gromadach otwartych, przeszliśmy do mgławic. Najpierw nacieszyliśmy oczy niezrównaną M 42. W każdym powiększeniu (od 50x do 255x) wyglądała pięknie, a jednocześnie w każdym trochę inaczej niż w pozostałych. Po założeniu filtra O-III pętla po południowej stronie stała się bardzo wyraźna. Oglądając Oriona, spojrzeliśmy też w stronę wyraźnie widocznej mgławicy NGC 2024 (Płomień), która słabo reagowała na filtry. Filtr O-III pozwolił za to na obejrzenie mgławicy NGC 2237 (Rozeta) w pełniej krasie, choć w jej przypadku przydałoby się więcej pola widzenia. W 50x i polu 1.6 stopnia było jej bardzo ciasno. Takich problemów nie było w przypadku kolejnego obiektu - mgławicy Abell 21 (Meduza). Mgławica ta słabo majaczyła już bez filtra, natomiast z filtrem O-III była widoczna wyraźnie, jako duży, półksiężycowaty obiekt. Jeszcze ładniej zaprezentowała się mgławica NGC 2359 (Hełm Thora). Ta w filtrze O-III była widoczna nawet na wprost, a zerkaniem pięknie wychodziły dwa rogi - jeden jaśniejszy i dłuższy, drugi wyraźnie słabszy i nieco krótszy. Obserwując okolice Oriona, przypomniałem sobie też o mgławicy planetarnej NGC 1535 w Erydanie. Zarówno z filtrem jak i bez niego była ona całkiem jasnym, niewielkim, okrągłym obiektem. W małych powiększeniach niewiele różniła się od gwiazdy i miała szarozielony kolor. W większym powiększeniu dało się zobaczyć w jej centrum dość słabą gwiazdę centralną. "Jadąc" na północ zahaczyliśmy też o mgławicę M 1 (Krab). Na chwilę wróciliśmy jeszcze w jesienne rejony, aby spojrzeć na mgławicę NGC 281 (Pac-Man), pobliską gromadę NGC 457 (ET) oraz mgławicę planetarną M 76 (Małe Hantle), do której zawsze chętnie wracam. Mgławica ta najlepiej prezentowała się w filtrze O-III, w powiększeniu 200x. Oprócz "podwójnej" głównej części wyraźnie widoczne były zerkaniem dwie zewnętrzne "wypustki". Będąc przy mgławicach planetarnych, spojrzeliśmy jeszcze na M 97 (Sowa), niewielką NGC 2610 w Rufie oraz dużą NGC 1514 w Byku. Ta ostatnia bez filtra była widoczna niezbyt wyraźnie, za to z filtrem, w powiększeniu 136x pokazywała zarys dość skomplikowanej struktury. W okolicy odnaleźliśmy też kilka mgławic w Woźnicy, z których najładniej wyglądała IC 410 w filtrze UHC - była duża, wyraźna, z dużą, ciemną wyrwą oraz gromadą otwartą NGC 1893 w środku oraz nieregularną jasnością powierzchniową pozostałej części. Wyraźnie widoczna była też mała mgławica NGC 1931, która w małym powiększeniu wyglądała jak mała, skondensowana kometa. Pozostałe dwie mgławice - IC 405 (Płonąca Gwiazda) i IC 417 były widoczne bardzo słabo. Przy okazji obserwacji tych mgławic, w pole widzenia wpadła też gromada M 36. Nie zapomnieliśmy też oczywiście o świecących na niebie kometach. Jaśniejsza z nich - C/2014 Q3 (Borisov) była widoczna bez problemu, jako duży, średnio skondensowany obiekt. Jej jasność oceniłem tej nocy na 10.4 mag, przy średnicy głowy 4'. Druga z komet - C/2014 R1 (Borisov) była obiektem znacznie trudniejszym, choć jasnością ustępowała pierwszej jedynie nieznacznie, a dodatkowo była od niej mniejsza i bardziej skondensowana. Problemem było to, że świeciła niezbyt wysoko nad horyzontem, w bardzo jasnej części światła zodiakalnego. W efekcie, pomimo że jej jasność oceniłem tej nocy na 11.1 mag, a średnicę głowy na 2.5', to była ona widoczna całkiem słabo. Na koniec już o świcie, spojrzeliśmy jeszcze na mgławicę NGC 2392 (Eskimos) oraz gromady otwarte M 44 i M 67 oraz na Jowisza. Ten ostatni, w chwilach dobrego seeingu wyglądał bardzo fajnie, zwłaszcza w Radianie 6mm dającym powiększenie 200x. Jeśli w listopadzie powtórzy się wyż z mgłami i niskimi chmurami, zapewne znów wybiorę się na Koskową Górę . Pozdrawiam Piotrek Guzik
  10. Wczoraj późnym wieczorem po całym dniu pracy wróciłem do domu i widząc czyste niebo zdecydowałem się wyjechać na obserwacje z teleskopem (33 cm) i lornetką 10x50. Wyjechałem przed godz. 23, a za cel obrałem sobie miejsce około 35 km na północny wschód w linii prostej od centrum Krakowa (na pograniczu miejscowości Dale i Dosłońce), tam gdzie miesiąc temu spotkaliśmy się większą grupą. Na miejscu byłem krótko po północy. Było zimno (około 0C) i lekko powiewał wiatr. Niebo było dość ciemne, jednak nad wszystkimi większymi miastami będącymi źródłami LP (Kraków, Miechów, Jędrzejów) wisiały jakieś zamglenia (smog?), sięgające na szczęście nie więcej niż 2-3 stopnie nad horyzont. Gołym okiem wyraźnie widoczna była galaktyka M 33, a zasięg gołego oka wynosił około 7 mag (nie wyznaczałem go jednak dokładnie). Obserwacje zacząłem od komety 154P/Brewington, która świeciła w Wodniku i z każdą chwilą się obniżała. Pomimo tego, że znajdowała się w nieco rozjaśnionej części nieba, była widoczna bez wielkiego trudu. Jej jasność oceniłem na 11.9 mag, a średnicę głowy na 2.5'. Później postanowiłem na spokojnie pooglądać sobie kilka znanych obiektów. Następnie przypomniałem sobie o supernowej SN 2013EJ w M74 - wycelowałem teleskop w tę galaktykę i okazało się, że supernowa jest wciąż widoczna. Co prawda znacznie już osłabła od maksimum - jej jasność oceniłem dziś na 13.8 mag, jednak ciągle była ona widoczna całkiem wyraźnie. Po supernowej przypomniałem sobie też o Nowej Del 2013. Najpierw zlokalizowałem ją z pamięci lornetką - była już całkiem słaba. Niestety, nie miałem odpowiednich mapek, aby dokonać formalnej oceny jasności, ale wyglądała jakby była już słabsza od 9 mag. W teleskopie wyraźnie widoczny był jej czerwony kolor. Niestety, wiatr z każdą chwilą się wzmagał i około godziny 2:00 był na tyle silny, że bardzo poważnie utrudniał prowadzenie obserwacji. Co ciekawe niedługo potem wiatr ustał niemal zupełnie i dopiero wtedy mogłem na spokojnie wziąć się za dalsze obserwacje. Następna w kolejności wśród komet była krótkookresowa kometa 2P/Encke. Widziałem ją już cztery tygodnie temu, ale wtedy była obiektem na granicy widoczności. Dziś było ją widać bardzo dobrze, a jej wygląd w teleskopie porównałbym do wyglądu galaktyki M33 w lornetce 10x50. Kometa była duża (średnicę jej głowy oceniłem na 5'), dość mocno rozmyta (DC=2), a jej jasność oceniłem w teleskopie na 10.4 mag. Do tej obserwacji używałem powiększenia 50x. W powiększeniu 182x widoczny był jedynie centralny fragment głowy komety, który był znacznie słabszy. Co ciekawe, kometę udało mi się też dostrzec w lornetce 10x50. W lornetce była jednak obiektem bardzo trudnym. Lornetką oceniłem jej jasność na około 10.0 mag. W teleskopie śledziłem ją przez 2 czy 3 godziny (co jakiś czas przemiatając niebo ustawiałem na chwilę na nią). Ze względu na stosunkowo niewielką odległość od Ziemi, jej ruch na tle gwiazd był w teleskopie widoczny już w perspektywie kilkunastu minut. Później zapolowałem na kilka nieco mniej znanych obiektów mgławicowych. Najpierw odnalazłem mgławicę planetarną Abell 10 w Orionie. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że jest to dość nieduży, niemal dokładnie okrągły obiekt widoczny w tym teleskopie bez trudu. Następnie przyjrzałem się innej pobliskiej mgławicy planetarnej NGC 2022. W małym powiększeniu (50x) chwilę zajęło mi ładnych kilka minut, bo nie miałem dokładnej mapki, a mgławica ta ze względu na dość małe rozmiary niewiele różniła się od gwiazd. Oczywiście, kiedy raz ją już zobaczyłem, nie było mowy o pomyłce. Z mgławic planetarnych oglądnąłem jeszcze piękną niewielką mgławicę NGC 2371-2 w Bliźniętach oraz znacznie lepiej znanego Eskimosa - NGC 2392. Obydwie fantastycznie prezentowały się przy dużym powiększeniu (182x). Później znalazłem też dwie inne przepiękne mgławice planetarne -M 76 (Małe Hantle) i M 97 (Sowa) z wyraźnie widocznymi "oczami". Tej drugiej towarzyszyła ładna galaktyka spiralna widziana z boku - M 108, która w powiększeniu 182x wykazywała się niejednorodną strukturą. Około 3:30 kiedy odwróciłem się od jakiejś mapki w stronę teleskopu, oślepił mnie nagły błysk. Był on na tyle jasny i że zdążył wszystko dookoła podświetlić, a z drugiej strony na tyle nagły i krótkotrwały, że mnie kompletnie zdezorientował. Był to bardzo jasny bolid, który wybuchł (stąd bardzo krótki błysk), i który pozostawił piękny wyjątkowo jasny ślad. W ciągu pierwszej sekundy czy dwóch ślad był bardzo jasny - wyglądał niemal tak, jakby ktoś zielonym obiektem o jasności Jowisza narysował na niebie krótką (o długości rzędu stopnia lub dwóch) kreskę. Oczywiście jasność tego śladu szybko spadała, ale gołym okiem był widoczny przez 4 minuty, a lornetką śledziłem go aż przez 12 minut. Co ciekawe, ślad ten znajdował się zaledwie 9 stopni nad horyzontem, początkowo mniej niż jeden stopień na lewo od gwiazd ups1 Eri i ups2 Eri, czyli dokładnie w azymucie 168 stopni. Ślad ten został szybko zdeformowany przez wiatry w górnych warstwach atmosfery, co więcej poruszał się też w kierunku wschodnim. Jasność samego bolidu (w momencie wybuchu) szacowałem z grubsza na -10 mag. Rano zadzwonił do mnie Mariusz Świętnicki ze Zręcina koło Krosna, który także widział to zjawisko. On też szacował jasność bolidu na -10 mag, a ślad obserwował teleskopem przez 13 minut. To, że u nas bolid był widoczny nisko nad południowym horyzontem sugeruje, że nasi południowi sąsiedzi mieli lepsze widowisko niż my, a z kolei ich południowi sąsiedzi pewnie jeszcze lepsze niż oni. Po bolidzie zacząłem sobie na spokojnie przeglądać Oriona i okolice lornetką i teleskopem. Mgławica NGC 2024 (Płomień) była widoczna bez trudu w lornetce. W teleskopie obok Płomienia ładnie prezentowały się mgławice NGC 2023 oraz IC 435. Kiedy tak przyglądałem się lornetką okolicy pasa Oriona dostrzegłem na lewo od niego plamkę i od razu przypomniało mi się, że to przecież mgławica M 78. W teleskopie wyglądała ona bardzo ciekawie z dwoma gwiazdami w niej zanurzonymi oraz z nieco mniejszą, ale też całkiem ładną sąsiadką - NGC 2071, mieszczącą się z nią w jednym polu widzenia nawet przy powiększeniu 182x. W Orionie, blisko granicy z Erydanem, znalazłem też mgławicę NGC 1788, którą odkryłem przypadkowo kilka lat temu szukając komet. Podejrzewałem wtedy, że jest kometą (bo mi się nie wydrukowała na mapce) i przez godzinę pilnowałem ją, czy aby się nie poruszy W lornetce bez wielkiego trudu były też dostrzegalne mgławica Rozeta oraz Kalifornia. Niedaleko Oriona (w Jednorożcu) świeciła kolejna kometa - C/2013 R1 (Lovejoy). Okazała się ona być obiektem widocznym bez trudu, okrągłym, o średnicy 4', a jej jasność oceniłem na 10.2 mag. Po komecie odnalazłem sobie obiekt, który od dawna był na mojej liście ulubionych - mgławicę NGC 2438, która znajduje się na tle jasnej gromady otwartej M 46 w Rufie. W powiększeniu 182x bardzo wyraźnie widoczna była "pierścieniowa" struktura tej mgławicy. Na sam koniec upolowałem kolejny raz kometę C/2012 S1 (ISON), która świeci obecnie mniej niż 2 stopnie od Marsa. Kometa była dziś znacznie jaśniejsza niż kiedy widziałem ją po raz ostatni - 4 tygodnie temu. Dziś oceniłem jej jasność na 10.9 mag, a średnicę głowy na 2.5', bez wielkiego trudu dostrzegalny był także krótki (4') warkocz tej komety w kącie pozycyjnym 290 stopni. Kometa świeciła na tle światła zodiakalnego, które było bardzo jasne - znacznie jaśniejsze niż Droga Mleczna w Łabędziu. Gdyby nie, to, że nie miałem dziś możliwości odespania tamtej nocy, pewnie teraz znów jechałbym obserwować niebo, bo pogoda jest wspaniała. Pozdrawiam Piotrek Guzik
  11. W nocy 5/6 maja wybraliśmy się z kilkoma znajomymi obserwatorami pod ciemne niebo do miejscowości Moszczaniec, około 32 km w linii prostej na południowy wschód od Krosna. Niebo było tam bardzo ciemne, choć niestety północy zachód był nieco "zanieczyszczony" przez łunę pochodzącą od Krosna - niestety, z roku na rok problem LP w Beskidzie Niskim staje się coraz bardziej widoczny. W okolicach zenitu zasięg gołego oka wynosił co najmniej 7 mag - w okolicy M81 widziałem gołym okiem gwiazdę o jasności 7.0 mag. Gołym okiem widziałem też bez większego trudu M92. Obserwacje rozpoczęte zostały około 22 - ja przyjechałem niecałe pół godziny później - w tym czasie dość wyraźnie jeszcze było światło zodiakalne, które sięgało niemal głowy Lwa. Ja obserwacje prowadziłem 33 cm teleskopem oraz lornetką 10x50. Dodatkowo mieliśmy też teleskop 20 cm (przywieziony przez WieśkaS) oraz lornetkę 10x70 (MaciekM). Na pierwszy rzut poszła kometa C/2011 L4 (PANSTARRS). Była ona wyraźnie widoczna w lornetce, wraz z długim na około pół stopnia warkoczem i antywarkoczem (?) o podobnej długości, pomiędzy którymi rozciągała się blada poświata. Wyglądało to właściwie (zwłaszcza w lornetce) jak ekstremalnie szeroki warkocz (kąty pozycyjne brzegów tego warkocza różniły się o około 150 stopni). Po komecie podziwialiśmy DSy w teleskopie. Większość obserwacji prowadzonych było przy powiększeniach 94x i 182x. Widok niektórych z obiektów naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Galaktyka M104 (Sombrero) natychmiast pokazała swój charakterystyczny kształt z ciemnym pasmem. W M51 i M101 wyraźnie były widoczne ramiona spiralne. Szczególnie ciekawa była obserwacja M101 przy powiększeniu 182x - w pierwszej chwili widoczne było jedynie niewielkie jądro, przez co zdawało się, że trafiłem w jakąś inną, znacznie słabszą galaktykę. Po krótkiej chwili jednak z tła wyłaniały się olbrzymie, niejednorodne ramiona spiralne wypełniające większą część pola widzenia. Triplet Lwa wyglądał fantastycznie - w M66 wyraźnie widać było ramiona, również NGC 3628 pięknie prezentowała swój charakterystyczny kształt. Nawiasem mówiąc, dzięki tak dobrym warunkom, cały triplet był dostrzegalny w lornetce. Podczas obserwacji galaktyk nie mogło zabraknąć pary M81 i M82. Ta druga wyglądała niesamowicie ze swoją bogatą nieregularną strukturą. Przed północą zdążyliśmy się jeszcze nacieszyć świetnym widokiem M57, M13 i M92. Niestety, w obserwacjach powoli zaczęła przeszkadzać mgła oraz napływające od południa cirrusy, które po 23 przykryły sporą część nieba. Później część cirrusów zanikła, jednak mgła (która rozciągała się jedynie kilka metrów nad ziemią) zaczęła być dokuczliwa. Sprzęt zaczął coraz bardziej parować. Udało mi się "odparować" lusterko wtórne (przez trzymanie go od boku ciepłą dłonią - trwało to kilkanaście minut), jednak w tym czasie zaparował okular i obiektyw szukacza. W tej sytuacji większość ekipy zakończyła obserwacje, natomiast ja z MaćkiemM pojechałem jeszcze na Przełęcz Szklarską, gdzie zgodnie z naszymi przypuszczeniami problemu mgły nie było. Tam po osuszeniu sprzętu pooglądaliśmy jeszcze między innymi mgławicę M17 (Łabędź/Omega), która dla mnie była jednym z najpiękniejszych obiektów (obok M51) tej nocy - przy powiększeniu 182x zajmowała sporą część pola widzenia, a oprócz charakterystycznego kształtu Łabędzia (który zresztą jest wyraźnie widoczny w znacznie mniejszym sprzęcie), pokazała skomplikowaną strukturę. Patrzyliśmy jeszcze m.in. na mgławice: NGC 7023 (Irys), NGC 6960, 6962-6965 (Veil), M27 (Hantle), NGC 6543 (Kocie Oko), NGC 6826 (Znikająca Mgławica), M97 (Sowa), galaktyki: niesamowitą NGC 4631 (Wieloryb), obok której wyraźnie widać było NGC 4627, dziwną NGC 4656, Igłę (NGC 4565), która jak na złość przykryta była cienkimi cirrusami za każdym razem, kiedy w nią celowałem, towarzyszkę M13 - NGC 6207. W końcu o świcie zapolowaliśmy na kometę C/2012 F6 (Lemmon), która na rozjaśniającym się niebie wyłoniła się po 3:20 zza lasu pokrywającego pobliską górę Jawornik i była dość dobrze widoczna w teleskopie. Po godzinie 2:00 na niebie zaczęły się powoli pojawiać piękne eta Akwarydy, których do świtu widzieliśmy kilkanaście, choć przez większą część czasu patrzyliśmy jednak przez teleskopy. Wszystkie meteory były jasne, a ze względu, że radiant był tuż nad horyzontem, były one "earth-grazerami" - meteorami lecącymi bardzo "płasko" - nieomal muskającymi atmosferę. Prawie każdy ciągnął za sobą widoczny przez kilka sekund ślad. Najpiękniejszy, którego dostrzegłem około 2:30 pojawił się w Łabędziu i przez około 6-7 sekund lotu dotarł aż pod Wielką Niedźwiedzicę - przeleciał więc około 100 stopni. W maksimum osiągnął jasność około -2 mag, a w trakcie jego przelotu ciągnął się za nim długi na jakieś 30 stopni, zielonkawy ślad. Obserwacje z IMO wskazują, że właśnie 6 maja wystąpiło maksimum tego roju z ZHR przekraczającymi 100. Podczas obserwacji na Przełęczy Szklarskiej w pobliskich trawach "derkało" kilka derkaczy, w dali poszczekiwał lis, a nad ranem przez chwilę z położonego nieco niżej lasu dobiegało pohukiwanie dwóch puszczyków uralskich... Pozdrawiam Piotrek Guzik
  12. Niestety z braku czasu materiał przeleżał dobre trzy miesiące, chwilkę wolnego i udało mi się wreszcie ją obrobić Bardzo ładnie udało się powyciągać detale mgławic szczególnie NGC604 oraz druga widoczna po lewej stronie zdjęcia w postaci czerwonego obwarzanka - niestety nie mogę jej nigdzie zidentyfikować, albo za słabo szukam . Można tu także dostrzec sporo drobnicy z tła, niby taki obiekt popularny ta M33 a ma swój urok Materiał zdjęciowy z 10.09.2012 CT8, EQ6, QHY8L, 30x600s
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.