Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'obiekt tygodnia'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Categories

  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Teleskop Service
  • Obserwatoria AllSky
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Found 50 results

  1. Coś sypnęło ostatnio jubileuszami, więc z okazji dwutysięcznego posta - wrzucam dawno niewidziany Obiekt Tygodnia, jeszcze ciepły (mimo leciwego wieku). Obiekty-niespodzianki lubię najbardziej. To te, które same wpadają w oko podczas skanowania nieba lub wyszukiwania innych obiektów. Niektóre z nich wgryzają się naprawdę głęboko i nie pozwalają odpuścić najmniejszej okazji na ponowne widzenie. Jednym z takich obiektów bez wątpienia jest dla mnie gromada NGC 2360 w Wielkim Psie. Odkryłem ją dla siebie podczas najbardziej leniwego z możliwych nalotu na parę Messier 46-47. A nalot zaczyna się od Syriusza i polega na przesunięciu pola widzenia o kilka stopni na wschód (w lewo) - po minięciu jasnych Ioty i Gammy Wielkiego Psa, trafiamy na 5,5-magową HD 56405, przy której znajdziemy naszą bohaterkę. Gromada jest jednym z najbardziej wyrazistych obiektów konstelacji Wielkiego Psa, a jej jasność - 7,2mag - pozwala na dostrzeżenie już w niewielkich instrumentach, na przeciętnym, podmiejskim niebie. Nalot na gromadę. źródło: Taki Star Atlas NGC 2360 została prawdopodobnie pierwszy raz zaobserwowana przez Karolinę Herschel 26 lutego 1783 roku, a więc niecałe 235 lat temu. Odkrywczyni opisała obiekt jako “piękną gromadę dość mocno ściśniętych gwiazd, o średnicy blisko połowy stopnia”. Trzy lata później jej brat, William, umieści klaster w swoim “Katalogu Tysiąca Nowych Mgławic i Gromad Gwiazd”, przypisując siostrze odkrycie. Wielkość obserwowana gromady obecnie oceniana jest na niemal połowę mniej, tj. około 13 minut kątowych, co przy szacowanej odległości w okolicy 3700 lat świetlnych, daje około piętnastu lat świetlnych rzeczywistej średnicy. Zamykając wątek katalogowy wspomnę, że alternatywne oznaczenia gromady to Caldwell 58, Melotte 64, a nazywana bywa także Gromadą Karoliny. Amerykański astronom, Olin Eggen badając gromadę w 1968 roku doszedł do wniosku, że wyglądająca na najjaśniejszą z gwiazd gromady, HD 56847 (którą znajdziemy nieznacznie oddaloną od rdzenia gromady, tuż na wschód od jej północnej części), nie jest rzeczywistym składnikiem NGC 2360. Eggen odkrył również, że w skład gromady wchodzą co najmniej dwaj błękitni maruderzy (do tej pory znamy już cztery takie gwiazdy w NGC 2360) - być może więc w przeszłości gromada była bardzo liczna i gęsta, gdyż o maruderach czyta się raczej przy okazji badań gromad kulistych. Po ponad dwóch miliardach lat od powstania klastra, pozostało w nim kilkadziesiąt dość przeciętnych gwiazd, z nieco wybijającymi się dość jasnymi olbrzymami typu widmowego K. Gromada mogła osiągnąć swój wiek w dobrej “grawitacyjnej kondycji” dzięki swemu położeniu na zewnętrznym skraju Ramienia Oriona lub już w przestrzeni między nim a Ramieniem Perseusza. Tam, pozbawiona bliskości masywnych obiektów, które mogłyby ją rozerwać, będzie sobie dryfować przez kolejne eony. Kolory gwiazd NGC 2360. W środkowej części zdjęcia, blisko lewej krawędzi widać niebieską HD 56847. źródło: https://cseligman.com/text/atlas/ngc23a.htm#2360 Przyznam, że dowiadując się kilku rzeczy o NGC 2360, byłem dość mocno zaskoczony wspomnianym wiekiem gromady - ta zdecydowanie nie wygląda na 2,2 mld lat. Wizualnie prezentuje się bliżej średnio wyewoluowanych klastrów, zwykle “wycenianych” na kilkaset milionów lat, a to dzieki kilku jaśniejszym składnikom, które widać w północnej części skupiska. Lornety o aperturach powyżej 80 mm i powiększeniach ponaddwudziestokrotnych pokazują w tym miejscu kilka wyraźnie jaśniejszych składników, pod którymi obrywa się krystaliczny deszcz słabszych sióstr, zanikający diamentowym gradientem ku południowemu wschodowi. Kolorów gwiazd nigdy nie udało mi się dostrzec, choć zdjęcia pokazują, że teleskopy powinny pozwolić na wyróżnienie kilku pomarańczowych olbrzymów. Mniejsze i średnie lornetki pokażą - w zależności od powiększenia i apertury - miękką, nieco ziarnistą plamkę, nieznacznie jaśniejszą w górnej (północnej) części. Co pokażą teleskopy? To jest pytanie do Was. NGC 2360 w szerokim polu. źródło: Aladin Obecnie Księżyc rośnie, ale już za tydzień zacznie go ubywać - gdyby trafiło się Wam choćby kilka kwadransów czystego nieba, koniecznie skierujcie swoje lornetki i teleskopy na północną część pogranicza Wielkiego Psa i Rufy, odnajdźcie NGC 2360 - i dajcie znać, jak poszło!
  2. Autorami tego odcinka OT są Janko, Lukost, Marcin Paciorek i ja. Wkład poszczególnych autorów powinien być raczej rozpoznawalny, ale w razie czego zaznaczę, że zaczyna Janko. Miłej lektury Od południowego zachodu, na powierzchni ok. 3°x1°, najjaśniejszej gwieździe w Woźnicy - α Aur (Capella, czyli Koza) towarzyszy smukły trójkąt równoramienny ze słabszych gwiazd ε, η i ζ Aur. Przypomina mi ostry grot strzały. Asteryzm ten nazwano - jakże by inaczej - Koźlętami (łac. Haedi - dosł. Dzieci). W porównaniu z Kapellą (0,08mag) są to gwiazdy stosunkowo słabe (3-3,8mag), jednak to wystarcza, by były nieźle widoczne na pogodnym niebie podmiejskim a czasem nawet miejskim. Przez lornetkę, najlepiej o polu widzenia 6° i więcej, prezentują się całkiem okazale. Widać wtedy wyraźnie różnice ich barwy. ε Aur, ta najbliższa Kapelli, stanowiąca czubek grotu, jest dla mnie żółtokremowa, zbliżona odcieniem do samej Kapelli. Pozostałe dwie gwiazdy u wąskiej podstawy trójkąta ostro kontrastują ze sobą barwą. η Aur – ta od wschodu, jest zimnobiała, wręcz z odcieniem niebieskim. ζ Aur od strony zachodniej, ma barwę wyraźnie pomarańczową. Dzięki obecności w jednym polu widzenia, barwy te są świetnie widoczne i jakby nasilają się nawzajem. No dobrze, asteryzm miły, ale czy coś więcej? A i owszem, nawet sporo. Mapka gwiazdozbioru Woźnicy na podstawie Cartes du Ciel. Najciekawszą gwiazdą z całej trójki jest ε Aur, czyli Almaaz (Koźlętom nadano nawet nazwy własne). Już dawno zauważono, że zmienia ona jasność w zakresie 2,92 do 3,83mag. Jednak przyczyna zmian jasności ciągle nie jest do końca rozpoznana. Przede wszystkim wygląda na to, że Almaaz jest gwiazdą zaćmieniową. Składnik przysłaniany okresowo, Epsilon Aurigae A, sam jest jest nieregularnie pulsującym olbrzymem lub nadolbrzymem (klasa jasności III lub II) typu widmowego F0 lub A8. Znacznie bardziej tajemnicze jest to coś, co go przysłania co ok. 27 lat i to na okres dwóch lat. W środku tego okresu następuje jednak krótkotrwałe pojaśnienie. To „coś” nie zmienia widma zaćmiewanej gwiazdy, samo praktycznie nie świeci i musi mieć rozmiar rzędu 20 jednostek astronomicznych (ok. 3000 razy większy od Słońca). Jak na razie, najlepiej do tego obrazu pasuje ciasny układ 2 gwiazd (sic!) spowity gęstym, dyskowatym obłokiem pyłu, rozrzedzonym w środku. Wcześniej przypuszczano, że może to być nawet czarna dziura otoczona dyskiem materii. Odległość obiektu przesłaniającego od zaćmiewanej gwiazdy szacowana jest na 30 jednostek astronomicznych a odległość od Ziemi to gigantyczne 2000 l. ś. Układ jest więc kilkadziesiąt tysięcy razy jaśniejszy niż Słońce (spotykane w literaturze wielkości to od 40 00 do nawet 200 000 razy). η Aur (Haedus II, 3,18mag, odl. 243 lś.) to najnormalniejszą gwiazda z trójki. Tak jak Słońce, należy do ciągu głównego (karły, klasa jasności V), lecz jest od niego 3 razy większa i pięć razy cięższa. Jest także gorętsza, ma temperaturę ponad 17 000 K. Jej typ widmowy to B3, więc nic dziwnego, że widzimy ją jako niebieskawobiałą, zwłaszcza w kontraście z sąsiadką. Ta sąsiadka a raczej sąsiadki to ζ Aur (Haedus lub Sadatoni, odl. 790 l.ś.). Znów mamy tu do czynienia z układem zaćmieniowym (zakres zmian 3,75-3,99mag). Składnik główny jest pomarańczowym jasnym olbrzymem a może nawet nadolbrzymem (typ K5 II). Drugi, słabszy składnik jest karłem typu widmowego B5 –B7. Miałem to szczęście, że dwa wieczory charakteryzowały się w Warszawie nadzwyczaj jak na tę porę przejrzystym powietrzem. Dzięki temu mogłem odnowić znajomość z tymi pięknymi i niezwykle ciekawymi gwiazdkami. Spróbuj i Ty, a potem... ...barwne patrzenie na wprost zmień na zerkanie. Co widzisz? Szerokie spojrzenie na Koźlęta - dokonale widoczna jest granica pyłów w prawej części kadru. Zdjęcie Marcina Paciorka. W szerokim polu dość wyraźnie da się zauważyć, że rejon ε Aur jest granicą dość bogatego pola gwiezdnego. A to zwykle oznacza, że znów w pole widzenia wskakuje międzygwiezdny pył (i tak jest oczywiście i tym razem). Przyznam, że sam z siebie tak uważny pod ciemnym niebem nigdy jednak nie byłem. Po prostu swego czasu szukałem kolejnych celów ciemnotkowych na niebie zimowym - i szerokie kadry pokazały, że warto się przyjrzeć wschodniej granicy kompleksu pyłowego na pograniczu Woźnicy i Perseusza - ten zaś kończy się dość wyrazistym pasmem. Jest ono dość zwarte - wyodrębnienie poszczególnych LDN-ów w tym ciemnym kłębowisku jest raczej ciężkim zadaniem. Pozornie najprościej sprawa się ma z południowym kłębem - LDN 1480 - gdyż funkcję “separatora” pełni 7,5-magowa gwiazda HD 32328 leżąca prawdopodobnie na bliższym planie. Natomiast mgławice LDN 1475-77, choć bardzo wyraźne, są na tyle zbliżone do siebie, że nigdy nie udało mi się wyodrębnić poszczególnych składowych kompleksu. Cała trójca sprawia wrażenie bardziej zwartej w swojej południowej części, zaś na północy nieprzezroczystość mgławicy maleje przy jednoczesnym jej wachlarzowatym “rozlewaniu się” na niebie. Precyzyjne określenie północnej granicy jest mocno utrudnione przez blask Kapelli - szczególnie w szerokim polu małych lornetek. Mapka rejonu Koźląt na podstawie Cartes du Ciel. Szukałem informacji o tym kompleksie - i niczego nie znalazłem. Zebrałem jedynie małą garść poszlak: - kompleks mgławic jest oddalony od nas w przedziale 140-340 pc. W przypadku oddalenia o 140 pc, można by go powiązać z Kompleksem Molekularnym Byka (TMC-1), zwanego niekiedy Obłokiem Molekularnym Byka-Woźnicy. Wizualnie jednak, bardziej wygląda na odprysk kompleksu rozciągającego się na tle gwiazdozbiorów Perseusza i Żyrafy, zatem mógłby być częścią Pasa Goulda (podobnie jak TGUH 994). Gdyby ten strzał był celny, oznaczałoby to odległość ok. 200-220 pc. Możliwe też, że LDN 1475-7/80 jest wschodnim krańcem Obłoku Molekularnego Kalifornii, do którego wyznaczona odległość (w przypadku wschodniej granicy tegoż kompleksu) to 340 pc. Najbardziej przemawia do mnie założenie wyśrodkowane, czyli odległość około 200-220 pc. Dlaczego? Wizualna “przynależność” nie jest co prawda najbardziej miarodajna, ale ilość wycinanych gwiazd tła sugeruje, że ów kłąb pyłowy nie znajduje się aż tak daleko, jak Obłok Molekularny Kalifornii. Ponadto, oddalona od nas o ok. 535 l.ś. gwiazda HD 32328 świeci bezczelnie niebieskawo, jest więc dość prawdopodobne, że estynkcja międzygwiazdowa niespecjalnie ją dotyka. Jeśli te założenia odpowiadałyby rzeczywistości, rozpiętość obłoku możnaby z grubsza oszacować na 27 l.ś.; Zakres widzialny, głęboka podczarwień i katalog TGUH. W centrum kadru gromada otwarta Berkeley 15. Żródla: zdjęcie Marcina Paciorka, Aladin i katalog TGUH. - na pierwszy rzut podczerwonego oka, najciekawszym obiektem jest młody obiekt gwiazdowy na pograniczu LDN 1477 i 1476 (kółeczko poniżej centrum kadru). W zakresie widzialnym rejon ten daje o sobie znać poprzez ulotną mgławicę refleksyjną van den Bergh 32. Kolejny taki obiekt widoczny jest ok. 35' na północny wschód (kółeczko w lewej górnej części kadru), lecz tutaj zakres widzialny nie zdradza niczego szczególnego. Natomiast ciekawiej robi się, gdy zajrzymy do tokijskich katalogów - wtedy okaże się, że największe zagęszczenie pyłów znajduje się bliżej Epsilonu Aurigae. Niemniej, zdjęcia w podczerwieni nie pokazują, by ten region skrywał protogwiazdę, choć niewykluczone, że badanie w zakresie submilimetrowym powiedziałoby nam coś innego (patrz casus TGUH 775). TGUH 1105. Niebieskim okręgiem zaznaczony jest rejon vdB 32, natomiast biały okrąg pokazuje położenie ε Aurigae. Źródło: http://darkclouds.u-gakugei.ac.jp/DSS/download.html Co jest zatem szczególnego w kolejnym kłębku pyłowym? Wydaje mi się, że o tym, jak bardzo lubię ten kadr, decyduje dyskretny blask Kapelli. Nawet, gdy usuwam ją z pola widzenia, część kadru wciąż mam rozświetloną. Coś, co pozornie powinno przeszkadzać, przywodzi mi raczej na myśl niespodziewane rozpogodzenie, kiedy w mroźną, przejrzystą noc widzę skrzące gwiazdy przy świetle Księżyca (na pewno to znacie). Podobny efekt z pewnością znacie z obserwacji M41 w szerokim polu, gdzie część kadru psuje (?) blask Syriusza. Jak wspomniałem dwa akapity wcześniej, bliskość alfy Aurigae nie pozwala na zbyt precyzyjne określenie północnej granicy LDN 1475, ale z drugiej strony - kadr zdaje się wołać: wyluzuj! Spójrz na piękne barwy gwiazd, spójrz na niuanse tła - i ciesz się tym, co widzisz! W obrębie trójkąta Koźląt jest też pewien smaczek - znajdziemy tam kilka pociemnień, jakby ulotnych śladów delikatnych włókien pyłu, z czego jedno z nich kiedyś skojarzyło mi się ze znakiem tyldy ( ~ ). Zdjęcia nie zdradzają zbyt wiele, wciąż więc nie mam pewności, czy faktycznie jest tam delikatne przepylenie (paradoksalnie, czasami takie bywają nieźle widoczne), czy to tylko mała fluktuacja rozkładu gwiazd w tym kierunku. Niemniej, w okolicach południowej części pociemnienia zdjęcia w podczerwieni zdradzają obecność kolejnego dojrzewającego kokonu: Zakres widzialny i podczerwony. Czarne kropy wskazują położenie Koźląt. Jeśli jeszcze nie macie dość Koźląt, do kompletu dorzucimy dwie małe gromadki otwarte z katalogu Berkeley. Jako, że są one raczej celem dla większych apertur, oddaję głos Łukaszowi: Celem dla większego newtona wydawała się również mgławica refleksyjna van den Bergh 32, ale w jej przypadku Łukasz pisze: Prawdę mówiąc, trochę podpuściłem Łukasza. Szanse na wyłapanie vdB 32 są nikłe - bliskość stosunkowo jasnej gwiazdy w połączeniu z ulotnością mgławicy (vdB 1 przy “trzydziestcedwójce” to prawdziwa latarnia) najprawdopodobniej czyni zeń obiekt wyłącznie astrofotograficzny. Ostatecznie, chciałbym się oczywiście mylić. W końcu to właśnie vdB 32 jest “przebitką” protogwiazdy widocznej w podczerwieni. Przed sesją, warto być maksymalnie dobrze opatrzonym ze zdjęciem Marcina Paciorka, gdyż ono bardzo dobrze oddaje poszczególne proporcje jasności i ulotności obiektów, które czekają na wyłowienie. W zasadzie lepszej ściągi nie można sobie wymarzyć Dobrnęliście? Zatem - bierzcie swój sprzęt, od małego po wielki, oglądajcie barwy Koźląt, łapcie ciemnotki i gromady leżące za nimi - i dajcie znać, jak poszło! PS Przy okazji chciałbym podziękować serdecznie Marcinowi za poświęcenie kawałka nocy na sfotografowanie tego kadru, nie mówiąc o czasie potrzebnym na obróbkę “mojej zachcianki”. Strzelał kompletnie w ciemno, ufając mi, że coś tam jest
  3. Odbić z utartych szlaków, piękna rzecz. Autem, rowerem, pieszo, lornetką po niebie - wszystko jedno jak. Ważne, żeby wziąć, co daje Szansa, dać się pozytywnie zaskoczyć tym, co przyniesie Nieznane. W dzisiejszej odsłonie cyklu proponuję odbić dobre 10° od autostrady Drogi Mlecznej w Kasjopei, i na chwilę odpocząć od Bąbli, Róż i Dusz. Słabizna lub ciemnotka? Nie tym razem. W północnej części konstelacji znajduje się duża, przeurocza i jasna gromada otwarta - Collinder 463. Katalog Pera Collindera nierzadko zawiera obiekty o dość dużych rozmiarach kątowych, tak też jest i tym razem - gromada na niebie ma 45’ rozpiętości*. Natomiast warto zauważyć, że jasność klastra wynosi aż 5,7mag, co czyni ją jedną z jaśniejszych gromad północnego nieba. Collinder 463 w otoczeniu biało-błękitnych 50, 48 i 42 Cas. Źródło: Aladin Cr 463 znajduje się w odległości około 2100 lś, a jej rozmiar jest szacowany na 7-9 pc. Podróżując przez Galaktykę, natkniemy się nań przy zewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona, około 110 lś nad płaszczyzną dysku galaktycznego. Aparycja gromady - kilkadziesiąt gwiazd o mało zróżnicowanej jasności składników - i jej umiejscowienie składają się na dość znany scenariusz: podobnie jak Róża Karoliny czy M67, gromada będzie spokojnie dryfować w przestrzeni, nie narażona na przejścia blisko innych obiektów, mogących swym silnym oddziaływaniem grawitacyjnym rozerwać międzygwiezdne więzi członków gromady. Zatem Collinder 463 ma szansę spokojnie się zestarzeć, zdobiąc niebo jeszcze długi czas (o ile starczy paliwa w samych gwiazdach). Próbując łowić Cr 463 również nie musimy się spieszyć, gdyż przy deklinacji 72°N, gromada jest w zasadzie obiektem całorocznym. Jednak skoro najchętniej podglądamy Kasjopeję na jesieni, podejdźmy do niej przy najbliższym okienku obserwacyjnym. Dojazd do Cr 463, źródło: Cartes du Ciel Nalot jest prosty: przedłużamy linię od δCas do εCas dochodząc do dość jasnej ιCas (4,46mag), a następnie odbijamy ostro w prawo (tj. w kierunku bieguna) do 50 Cas, tworzącej ładny trójkąt z 48 i 42 Cas. Tylko ostatnia gwiazda jest nieznacznie słabsza niż 5mag, zatem wszystkie boje nawigacyjne powinny być widoczne gołym okiem (jeśli nie są - zmień miejscówkę ). Jeśli wycelujesz niewielką lornetkę we wspomniane trio 50-48-42 Cas, nie ma szans, żebyś nie dojrzał/-a Collindera 463. Trzy słońca “podpierają” kadr z klastrem, obramowując go od wschodu i południa. Gromada pięknie prezentuje się we wszelkich powiększeniach lornetkowych, zatem używaj do woli zakresu 7-25x i łap jak najwięcej diamentowego blasku jej składników. W zależności od apertury i powiększenia, nie tylko będzie zmieniać się liczba widocznych gwiazd, ale i wzór które tworzą. 10x50 pokaże około 15-20 składników układających się w charakterystycznym półkolistym lub fasolkowatym kształcie. Średnio-duże lornety pokażą pewne niejednorodności w rozkładzie gwiazd przy wschodniej krawędzi obiektu - i ten widok skojarzył mi się z lecąca jaskółką, z dziobem skierowanym ku zachodowi (ewentualnie z bumerangiem Batmana). Warto też spróbować zmierzyć się z obiektem w mniejszych instrumentach: zdobywające coraz większą popularność przeglądówki w rodzaju 2x40 pozwolą bez problemu wyłuskać obłoczek Czterysta-sześćdziesiąt-trójki, o ile tylko Droga Mleczna jest dobrze widoczna (jeśli nie jest - zmień miejscówkę ). Jeśli warunki są bardzo dobre, warto spróbować i gołym okiem (wersja dla geeków sprzętowych: użyj 7x1). Szkic Cr 463 autorstwa Rony'ego de Laeta. Widok moim zdaniem nieco "niedoszacowany", być może robiony pod przeciętnym niebem. Źródło: http://rodelaet.xtreemhost.com/Sketch_Cr463_bino.html Najjaśniejsza gwiazda w polu widzenia to TYC 4318-2469-1, pozorna lucida gromady, o jasności 8,2mag. W rzeczywistości ten pomarańczowy olbrzym leży ponad dwukrotnie dalej (ok. 5400 lś od Słońca), blisko wewnętrznej krawędzi Ramienia Perseusza. Jeśli jednak chcesz znaleźć giganta, który prawdopodobnie należy do gromady, przyjrzyj się TYC 4318-1935-1 (9,36mag). Jego wskażnik barwy (B-V) wynosi 1,73 a zatem w średnich i większych instrumentach powinien** pokazać pomarańczowo-czerwonawy odcień. Collinder 463. Źródło: Cartes du Ciel. Niestety, kolejne gwiazdy gromady, które opuszczają ciąg główny mają jasności poniżej 11mag, zatem trzeba cieszyć się tym, co jest - gromadą dość liczną, rozległą, ale i bez fajerwerków (wiek ok. 150 mln lat jest wystarczający, by jasne gwiazdy typów O i B zdążyły zakończyć swój żywot). Niemniej, dla wielu obserwatorów obecność “nowego” i tak jasnego klejnotu na niebie może być zaskoczeniem (dla mnie był!). Zatem - choć to obiekt całoroczny, już teraz daj się skusić na jedną z bocznych dróżek jesiennego nieba, wyceluj lornetę w Collindera 463 - i daj znać jak poszło! ___________________________________________________________________________ * wizualnie wygląda to na ok. 1°, ale być może oko “dokleja” mi gwiazdy tła do kupki Cr 463 ** tutaj przyznam, że niespecjalnie wpatrywałem się w barwy gwiazd Cr 463, ale też kolor żadnej nie krzyczał nigdy do mnie w rodzaju “spójrz, tu jestem!”
  4. Jeśli w danym obszarze występuje wpis katalogowy z numerkiem “1” - wiedz, że coś się dzieje. Jeśli rejon ma wpisy w pięciu różnych katalogach - wiedz, że coś się dzieje. Jeśli rejon zawiera cztery różne typy obiektów - wiedz, że coś się dzieje. I tylko na pierwszy rzut oka niczego nie widać... Caph i tytułowe obiekty. Żródło: Aladin Skanując okolice gwiazdy Caph (β Cas) przez małą bądź średnią lornetkę, uważny (lub spaczony kierunkowo) obserwator zauważy kilka szram w gwiezdnym polu - jak gdyby przeoranych miejsc, pozbawionych gwiazd. Te szramy są oczywiście śladem obecności pasm pyłowych. Te większe, rozciągnięte (i często dobrze widoczne) ciemnotki mają to do siebie, że rzadziej przykuwają uwagę astronomów - w końcu pył, jak pył, na cóż drążyć temat? Znacznie ciekawsze dla zawodowca będą globule, gdyż w nich można zaobserwować różne stadia procesu formowania się nowych gwiazd. W gęstej i długiej smudze obszary gwiazdotwórcze są dobrze ukryte przed obserwacjami w świetle widzialnym, ale od czego jest daleka podczerwień? Okazuje się, że szrama pod Caph jest bardzo ciekawym obiektem, przy okazji zahaczającym o parę katalogów. Najwcześniejszy wpis dotyczący tego rejonu “popełniła” Beverly Lynds, umieszczając niewielką, ciemną kropę w swoim katalogu ciemnych mgławic jako LDN 1265. Prace omawiające ten rejon często jednak (być może nieprecyzyjnie) rozszerzają to oznaczenie do całej ciemnej mgławicy okalającej β Cas. Kolejny wpis w tym rejonie również należy do Beverly Lynds - trzy lata później, w 1965 r. amerykańska astronom opublikowała swój katalog jasnych mgławic, umieszczając w nim LBN 578 - małe pojaśnienie w okolicy trzech gwiazd ósmej wielkości, blisko zachodniej krawędzi LDN 1265. Kolejny rok później, Sidney van den Bergh umieścił tę samą mgławicę refleksyjną w swoim katalogu - jako vdB 1. Nie muszę chyba dodawać, że LBN 578/vdB 1 jest podświetlonym fragmentem LDN 1265. Kolejne wpisy pochodzą z późniejszych lat. Najszerzej do całego kompleksu odnosi się wpis TGUH 775 (katalog Tokyo Gakugei University na podstawie Digitized Sky Survey), który obejmuje całe pasmo pyłowe. Natomiast najciekawsze są wpisy odnoszące się do drobin zagubionych w centrum ciemnotki - HH 161, HH 162 i HH 164. TGUH 775. Czerwoną kropką zaznaczona Caph. Źródło: http://darkclouds.u-gakugei.ac.jp/DSS/download.html HH jest akronimem katalogu obiektów Herbiga-Haro, czyli niejako ubocznych efektów formowania się gwiazd. Obiekt taki powstaje, kiedy dżet materii wyrzuconej przez protogwiazdę zderza się z ośrodkiem międzygwiazdowym, wywołując falę uderzeniową pobudzającą napotkane atomy (które możemy zaobserwować w świetle widzialnym). Obiekty H-H bardzo często przyjmują łukowe formy, ilustrując pojęcie fali uderzeniowej niemal w komiksowy sposób. Ich struktura - z łukami, dżetami czy “kleksami” i pustkami w ich pobliżu (np. za łukiem fali) sugeruje, że te wyrzuty masy mają raczej charakter epizodyczny, wynikający np. z niejednostajnej aktywności źródła dżetów. W skali kosmicznej, są to zjawiska krótkotrwałe, a ich czas życia nie przekracza kilku tysięcy lat. W przypadku opisywanego rejonu, najwięcej się dzieje wokół protogwiazdy typu HAeBe (Herbig Ae/Be) o oznaczeniu LkHα 198. Spytacie - cóż to za twór HAeBe? Jest to oznaczenie protogwiazdy o masie 2-8Mʘ, typu widmowego A lub B, która wciąż pobiera materię z otaczającego ją dysku protoplanetarnego. Co ciekawe, LkHα 198 jest układem binarnym, którego składniki są szacowane na 1,6 i 1Mʘ (na podstawie badań Hillenbranda) lub 4 i 2,5Mʘ (Natta i in.). W tym konkretnym przypadku, ów dysk pozostaje dla nas niewidoczny, gdyż prawdopodobnie patrzymy z kierunku niemal idealnie prostopadłego do jego płaszczyzny. V 376 Cas i LkHα 198 złapane przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Źródło: https://www.spacetelescope.org/images/potw1350a/ Prawdziwą ozdobą rejonu LkHα 198 jest eliptyczna formacja mgławicowa, której fragmenty są skatalogowane jako HH 161 i HH 164. Koncentracje wymienionych obiektów Herbiga-Haro pozwalają wyznaczyć kierunki emisji dżetów wychodzących z protogwiazd. Pierwszą oś wyrysowują węzły A i B w HH 161, które leżą w jednej linii ze wspomnianym już drugim składnikiem układu, widocznym w podczerwieni LkHα 198B (lub LkHα 198-IR). Fragmenty HH 164 oznaczone literami C, D, E i F, wraz z pobliskim HH 461 (wykrytym w paśmie S II) wyznaczają kierunek dżetów wychodzących z LkHα 198. Dokładniejsze oględziny regionu ujawniły obecność trzech kolejnych obiektów Herbiga-Haro, skatalogowanych jako HH 800, HH 801 i HH 802. Drugi i trzeci z nich wpasowują się w linię wytyczoną przez węzły HH 164, a więc są śladem aktywności LkHα 198. Pochodzenie HH 800 nie jest natomiast jasne - jego odchylenie od osi dżetu LkHα 198 wynosi około 18°. Odległość najdalszego z obiektów (HH 802) od macierzystej protogwiazdy szacuje się na 1,4 pc (ok. 4,5 roku świetlnego). Źródło: http://www.aanda.org/articles/aa/pdf/2004/07/aa0202.pdf Dodatkowo sprawa nabiera rumieńców, jeśli obejrzymy region w zakresie promieniowania submilimetrowego. Okazuje się, że w dalekiej podczerwieni najjaśniejszym obiektem w rejonie jest kolejna protogwiazda, oddalona na niebie o 19” od LkHα 198. Poczekajcie jeszcze chwilę (w skali kosmicznej) - będzie się działo! Schematyczny rysunek rejonu. Źródło: http://iopscience.iop.org/article/10.1086/304415/pdf Dokładne zidentyfikowanie obiektów Herbiga-Haro wokół LkHα 198 również okazało się dość pokrętnym zadaniem - prawdę mówiąc, wciąż nie mam pewności, czy najjaśniejszy fragment regionu należy utoższamiać z HH 161A, czy też tym obiektem jest jedynie ostroga widoczna w centrum pojaśnienia. HH 161B jest mniej problematyczna - to oznaczenie odnosi się do zawirowań na południowo-wschodnim krańcu pętli. HH 164 znajdziemy w bezpośredniej bliskości LkHα 198 - o ile dobrze doczytałem, można ów obiekt utożsamiać z południowym “wyjściem” eliptycznej mgławicy. Znacznie łatwiej jest w przypadku HH 162 - to po prostu oznaczenie pojaśnienia w okolicy sąsiedniej protogwiazdy, V376 Cas. Wszystkie wymienione obiekty znajdują się w odległości ok. 600 pc (~2000 lś), zatem wielkość całego obłoku TGUH 775, który na niebie zajmuje 50’, można zgrubnie oszacować na co najmniej 28 lś. Nalotu objaśniać nie będę - trzeba znaleźć Caph i już. Resztę pokazuje mapka. Mapka na podstawie Cartes du Ciel A teraz czas na dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie trzy rodzaje obiektów są do wyłapania wizualnie. Zła - potrzeba do tego co najmniej dwóch instrumentów. TGUH 775 vel LDN 1265 jest raczej łatwym obiektem w małych i średnich lornetach. Chociaż blask Caph zepsuje nam trochę adaptację w kadrze, nie sposób przegapić ciemnej, nieco łukowatej pustki (szczególnie, kiedy się jej szuka) tuż na wschód od gwiazdy. Większe instrumenty zgubią kontekst tła, jednakże warty zanotowania będzie kompletny brak gwiazd w sporej części kadru. Do kolejnych obiektów trzeba podejść z lustrem wielkości 15-20 cm. W takim instrumencie, van den Bergh 1 jest równie łatwy (lub trudny) do złowienia, jak Mgławica Merope w małej lornetce. Wątpliwe szczęście posiadania teleskopu Newtona jakoś mnie omija, ale od czego są przyjaciele umartwiający się posiadaniem takiego właśnie sprzętu? Rok temu przekierowałem do Łukasza (Lukosta)* zadanie wyłapania pojaśnień w podbrzuszu Caph - a Łukasz pisze tak: Mgławica refleksyjna vdB 1 znajduje się niecałe pół stopnia na południowy wschód od jasnej bety Cas. Istotne, by usunąć ją z pola widzenia, czemu sprzyja użycie nieco większych powiększeń (u mnie było to 125x, wygenerowane przez Naglera 12 mm). Mgławica okazała się dość oczywista (ech, ten niepowtarzalny efekt zaparowanej optyki ), będąc widoczna jako delikatna, rozświetlona mgiełka, otulająca zwartą grupkę trzech gwiazdek o zbliżonej jasności (ok. 8 mag), układających się w kształt litery "L". Obszar mgławicowy był najwyraźniejszy wokół gwiazdki HD 627, wysuniętej w kierunku V 633 Cas**. VdB 1 i rejon LkHα 198. Źródło: APOD (https://apod.nasa.gov/apod/image/1210/vdb1Blockc.jpg) Spośród paru relacji, do których udało mi się dotrzeć, najmniejszym instrumentem, który pozwolił wyłowić vdB 1, był 5-calowy refraktor. Podejrzewam, że popularne Synty 8 bez większego problemu poradzą sobie z mgławicą, choć zapewne początkujący obserwatorzy będą się z nią trochę siłować. Lornety są tutaj raczej na straconej pozycji. Kilka razy podchodziłem do vdB 1 z lornetą 22x85 mm i za każdym razem mgławica mi umykała. Być może problemem jest nie apertura, a powiększenie - w “22 razach” trio błękitnych gwiazdek jest wciąż bardzo ciasne, do tego blask β Cas wyraźnie utrudnia zadanie. Być może lornety powiększające co najmniej 30-40x poradzą sobie z tym zadaniem (chętnie o tym przeczytam - Adam, do dzieła!). W całej tej wizualnej zabawie, wisienką na torcie są oczywiście ślady obiektów Herbiga-Haro. Ich wyłuskanie jest bez dwóch zdań domeną większych luster. Na miejscu był oczywiście nasz reporter: No i w tym momencie docieramy do obiektu HH 161/164 (wzajemna odległość gwiazdy HD 627 i HH to ok. 10'). V 633 Cas w zasadzie zlewa się z przylegającą doń mgiełką - niewielką, zwartą i zaskakująco wyraźnie zarysowaną. Mgiełka ta rozciągnięta jest w kierunku południowo - wschodnim (przeciwnym względem bety Cas). Żadnych śladów pierścieniowatej, widocznej na zdjęciach struktury nie wypatrzyłem - pojaśnienie wydawało się mieć jednolitą jasność. Tutaj w użyciu był Pentax XW7 (pow. 214x), ale to i tak było zbyt mało, by zidentyfikować pobliską V 376 Cas. Nie wziąłem, kurde, barlowa... Źródło: Aladin Parę tygodni później, również na jesieni 2015 r., miałem okazję spojrzeć przez 12-calowy teleskop na LkHα 198 - bez większego problemu dało się dostrzec obiekt jako rozmytą gwiazdkę otoczoną niesymetrycznym, słabym pojaśnieniem (HH 161A). V376 Cas i HH 162 były poza zasięgiem, ale być może lepsze warunki i nieco większe lustro (16 cali?) dałoby radę. Natomiast charakterystyczna pętla wyrzuconej materii w HH161/164 jest prawdopodobnie zadaniem dla największych newtonów w kraju - podejrzewam, że właściciele luster 20-calowych i większych mogą skutecznie spróbować swych sił z tym obiektem. Co więcej, jeśli czytają to osoby związane z astrofotografią - wydaje mi się, że cały kompleks może być dla Was bardzo atrakcyjnym i ambitnym wyzwaniem. Liczę na Was! Akapit obserwacyjny zakończę jednak lornetkowo - kręcąc się przy Caph, warto spróbować znaleźć i inną ciemną smugę, tym razem na zachód od gwiazdy. Pod dobrym niebem, w średnich lornetach dość wyraźnie ujawnia swą obecność ciąg ciemnych mgławic LDN 1256-1257-1258. Owe pasma pyłowe nie są związane z TGUH 775, leżą znacznie bliżej - odległość do najwyraźniejszej składowej smugi, LDN 1257 (alias TGUH 763), szacowana jest na 140 pc (ok. 450 lś). LDN 1256-8 jest widoczna jako wąska, ukośna krecha długości około 50’ biegnącą w linii SE-NW i - szczególnie w większych lornetach - ukazuje drobne nieregularności (ich ślad widać już w 10x50). Bez problemu widoczne jest również nieco szersze (choć mniej wycinające tło) przedłużenie LDN-owej trójcy w kierunku Caph - nosi ono oznaczenie TGUH 771. Ciąg TGUH 763-771 wizualnie rozciąga się na około 1,5°. Podejrzewam, że przy odrobinie cierpliwości możliwe jest wyodrębnienie poszczególnych składowych z katalogu Lynds. Z pewnością sam tego spróbuję przy najbliższej okazji, ale nie mam nic przeciwko, żeby ktoś mnie z tym ubiegł :-) Okolice Caph w ujęciu Marcina Paciorka. Widać również vdB 1 wraz z LkHα 198 i V 376 Cas. Zatem, niezależnie, czy dysponujesz małą lornetką czy wielkim newtonem, okolice Caph z pewnością pokażą Tobie przynajmniej jedną z twarzy kompleksu TGUH 775. Spróbuj - i daj znać, jak poszło! PS Nie mogę o tym nie wspomnieć - napisanie tego odcinka było zadaniem drużynowym. Gdyby nie Łukasz i jego obserwacja, obiekt nie byłby nawet półpełny. Natomiast nie śmiałbym opublikować tych wypocin bez językowej i merytorycznej korekty Janka i Piotra Guzika. I w tym miejscu chciałbym wszystkim wymienionym chłopakom serdecznie podziękować za współudział _____________________________________________________________________ * Łukasz przeprowadził obserwacje teleskopem Newtona 300 mm. ** LkHα 198 jest gwiazdą zmienną, stąd jej alternatywne oznaczenie - V 633 Cas.
  5. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Grzesiek z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Lisek, jako konstelacja dość mała i składająca się z niezbyt jasnych gwiazd raczej nie rzuca się w oczy – zwłaszcza pozostając w cieniu zachwycającego wielkością i bogactwem wszelkiej maści obiektów Łabędzia. Jednak, jeśli będziecie gdzieś na pograniczu tych dwóch gwiazdozbiorów, czy to szukając śladów Veila, czy też oglądając po raz tysięczny M27, zachęcam Was do odszukania również naszego Obiektu Tygodnia. Ja sam, dosłownie wpadłem na niego ostatnio przeczesując lornetką tamte rejony. Po chwili konsternacji i zerknięciu do atlasu, pamięć od razu powróciła – ten duży obłoczek z iskrzącymi gdzieniegdzie mocniej punktami to NGC 6940 – przepiękna gromada otwarta, będąca moim kolejnym przystankiem obowiązkowym na lornetkowym spacerze wzdłuż Drogi Mlecznej. Czy gromada jest trudna do odnalezienia – bynajmniej! Przecież leży tuż pod łabędzim skrzydłem. Proponuję zacząć od ε Cygni, aby następnie dojść do 52 Cygni i w kolejnym kroku, odkładając taki sam odcinek odnaleźć NGC 6940. Położenie NGC 6940. [1] Moim zdaniem, jest to jedna z ładniejszych gromad otwartych letniego nieba. Klaster ma naprawdę spore rozmiary: w okularze zobaczymy obiekt porównywalny wielkością do tarczy Księżyca. Początkowo w lornetce o parametrach ok. 10x50, powinniśmy zobaczyć sporych rozmiarów plamkę o trudnym do zdefiniowania kształcie – najbliższym skojarzeniem może być hak. Bez trudu dostrzeżemy też kilka jaśniejszych gwiazdek o wielkości ok. 7-8 mag na tle, które w zależności od warunków, będzie zdradzać mniej lub bardziej swoją ziarnistość. Większa lornetka, na przykład 15x70, już pięknie pokazuje jak duże są różnice jasności gwiazd w obszarze na który patrzymy. Jak gdyby coś nie pasowało w tym skądinąd pięknym obrazku, a do tego to jeden z lepszych efektów 3D. I rzeczywiście, należy podkreślić, że tak naprawdę na ten widok składa się więcej niż tylko sama gromada. Otóż składniki NGC 9640 to gwiazdki o wielkości 9 mag lub sporo słabsze. Zaś te jasne, nie tak bardzo liczne rodzynki tworzą pierwszy lub dalszy plan. Sama gromada leży w odległości ok. 2500 lat świetlnych i liczy sobie ok. 870 mln lat a jej najjaśniejszą gwiazdą jest czerwony olbrzym o jasności ok. 9 mag leżący w mniej-więcej w centrum skupiska. NGC 6940. [2] Z racji rozmiarów, warto podejść do naszego obiektu z czymś dającym sporo pola. Oglądałem ostatnio tę grupkę również przez 152mm soczewkę, która przy niemal lornetkowym powiększeniu 27x dawała 2,5 stopnia pola widzenia – piękna sprawa i te kolory… Przyglądając się jej w nieco większych powiększeniach (w moim przypadku było to ok.70x) mogłem naliczyć jakieś dwa tuziny naprawdę jasnych gwiazd, w otoczeniu niezliczonej ilości błyszczących drobinek, a wszystko to skąpane w jasnym obłoku ciągle nie rozbitych gwiazdek. Widok był bardzo zbliżony do tego ze szkicu poniżej. Naprawdę warto odszukać NGC 6940. NGC 6940 – szkic. [3] A jakie są Twoje wrażenia? Spróbuj i koniecznie daj znać jak poszło! [1] Pocket Sky Atlas - s. 62. [2] http://bf-astro.com/ngc6940/ngc6940.htm [3] http://dibujodelcielonocturno.blogspot.com/2014/09/observacion-cumulo-abierto-ngc-6940.html
  6. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Miałem w planach opisać w ramach tego cyklu przepiękną, galaktyczną igłę, czyli NGC 4244 w Psach Gończych (nie wiedzieć czemu pozostającą w cieniu bardziej znanej i lubianej NGC 4565); ba, nawet zaprezentowałem ją Jurkowi (Kraterowi) w moim Taurusie, z komentarzem, że będzie ona kolejnym Obiektem Tygodnia. Ostatnia sesja w Wilczycach zweryfikowała jednak moje zamiary, a engiec 4244 zaczeka pewnie do kolejnej wiosny... Hmm, a jaki obiekt jest sprawcą tego zamieszania? Odpowiedź jest prosta i kryje się w moim awatarze. Bohaterką dzisiejszego odcinka postanowiłem uczynić mgławicę, która na (w?) nim widnieje, czyli ulotne paskudztwo skatalogowane przez G. Abella pod numerem 39, zaś w katalogu panów Pereka i Kohoutka jako PK47+42.1. W naszych szerokościach geograficznych planetarka "wisi" sobie wysoko nad horyzontem, w gwiazdozbiorze Herkulesa, nieco na zachód od linii łączącej gwiazdy ζ i β Her. Ma jasność 13,7mag i rozmiar 3,9’. Wiki podpowiada mi, że jej średnica to ok. 6 lat świetlnych, a odległość od Ziemi szacowana jest na 7000 lat świetlnych. Gwiazda centralna jest oddalona o 0,1 roku świetlnego od centrum mgławicy. Abell 39 jest znany ze swego perfekcyjnego, idealnie okrągłego kształtu. W przeciętnych warunkach próby jego zaobserwowania można podjąć przy użyciu teleskopu dwunastocalowego, choć pod naprawdę ciemnym niebem (Bieszczady czy inny Zatom) Abellek z całą pewnością jest możliwy do wyłapania w mniejszych aperturach (10, a może i 8 cali). Całkiem niewykluczone, że dałoby się ją wyłuskać nawet w dużej lornecie (typu Miyauchi BR 141mm Pawła Trybusa czy nawet 28x110 serii BA8) - pod warunkiem zaopatrzenia jej w parkę dobrych filtrów OIII. Te spekulacje są oparte na solidnych podstawach, bowiem obiekt został dostrzeżony w Alpach sprzętem zaledwie czterocalowym. Kluczowe było tu zapewne położenie miejscówki obserwacyjnej, na wysokości – bagatela - 2500 m npm, a wyczynu tego dokonał oczywiście Uwe Glahn. źródło: http://www.caelumobservatory.com/mlsc/abell39.jpg Co do zasady, obiekt wymaga niewielkich powiększeń, generujących dużą źrenicę wyjściową. Przy nadmiernym powerku po prostu przestaje być widoczny. Nie próbowałem co prawda obserwacji bez użycia filtra OIII, ale myślę, że w polskich realiach pogodowo – oświetleniowych jest on nieodzowny. O właśnie - filtry OIII. Podczas wspomnianej na wstępie sesji w Wilczycach porównaliśmy wydajność mojego Astronomika i Oriona OIII, będącego własnością Piotrka Guzika. Szczerze mówiąc, po Orionie nie spodziewałem się wiele, mając na uwadze spotykane czasem na forach niezbyt pochlebne opinie na temat jego przydatności. Obiektami testowymi były klasyki: kompleks Veila i Crescent oraz Abell 39. Zaskoczenie było spore – oba filtry wygenerowały bardzo zbliżone obrazy; gdyby doszukiwać się "na siłę" jakichś różnic mógłbym co prawda powiedzieć, że subtelny detal i struktura mgławic nieco bardziej ochoczo wyłaziły w Astronomiku, ale owe różnice okazały się naprawdę minimalne, pomijalne wręcz. Żeby nie było – porównań dokonaliśmy z zachowaniem wszelkich reguł, znaczy z użyciem tego samego okularu (Piotrkowy ES 24 mm) i Taurusa 330. Co tam jeszcze? Aha, nie stwierdziłem większych rozbieżności w obrazie w moim dwunasto – i Piotrowym trzynastocalowcu. W obu sprzętach mgławica była wyraźna i nawet Jurek (znany z negatywnego nastawienia do takich słabizn ) stwierdził, że to obiekt dość oczywisty. Po dłuższej chwili paczania dało się dostrzec subtelne różnice jasności poszczególnych rejonów, w tym nieco ciemniejszy obszar bliżej centrum. Tak to wygląda na szkicu wykonanym z pomocą dużego lustra, na Cyprze (choć, sądząc po wskazaniach miernika, warunki idealne nie były) : źródło: http://www.deepskyforum.com/attachment.php?attachmentid=814&d=1376187463 Warto wykazać się odrobiną cierpliwości – nawet jeśli mgiełka nie jest widoczna od razu, to może wyskoczyć z tła po krótkiej chwili wpatrywania się. Czasem trzeba w tym celu poruszyć delikatnie tubusem teleskopu lub pozwolić oku odpocząć i spróbować raz jeszcze. Abell 39 został opisany w ramach "oryginalnego" cyklu Object of the Week na deepskyforum.com, a wątek zawiera nawet polski akcent. Zaintrygowany? Jeśli tak, to zanim nadejdą białe noce, koniecznie spróbuj i daj znać, jak poszło! PS Zapomniałbym o mapce dojścia – znajdziecie ją w pedeefku zamieszczonym TUTAJ.
  7. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Janko z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Mają smoki swoje tajemnice. Nie tylko te, które występują w bajkach i powieściach fantasy, lecz także te na nieboskłonie. Niebiański Smok, podobnie jak węże, składa się z głowy i z ogona. Jedna z jego tajemnic ukryta jest właśnie w ogonie. Ogon właściwy Smoka to gwiazdy znajdujące się ponad Wielkim Wozem, z grubsza na północ od pomarańczowej Dubhe (α UMa) i białej Megrez (δ UMa). Już sama końcówka ogona, czerwona gwiazda λ Dra – Gianfar, Giansar lub Giausar, rzadkiego typu widmowego M0, warta jest oddzielnego opisu, tym bardziej, że w odległości ok. 20’ towarzyszy jej kolejny, choć nieco słabszy pomarańczowy cukiereczek - 2 Dra. Jednak jeszcze bardziej intryguje gwiazda a właściwie ich grupa stanowiąca przedostatni człon smoczego ogona – κ Dra z ustawionymi w linii prostej trzema towarzyszkami. W dobrych warunkach w rządku dają się zauważyć jeszcze co najmniej dwie słabsze gwiazdki. Tak, tak, nie mylicie się, to jest właśnie niezawodny wskaźnik położenia galaktyki NGC 4236 znajdującej się na nieboskłonie tak blisko, że mogłem „ściągnąć” mapę wygenerowaną przez niezawodnego Rokitę z „Obiektu tygodnia” autorstwa Lukosta. Okolice κ Dra; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Mapa dobrze oddaje rozmieszczenie gwiazd, jednak nie mówi nic o ich rzeczywistym wyglądzie. Smok ponad Wielkim Wozem. Zdjęcie Gregga Allissa; źródło: http://greggalliss.blogspot.com/2011/06/big-dipper-dominates.html Tymczasem wygląd, barwa gwiazd jest tu bardzo istotna. Mamy do czynienia z zagęszczeniem gwiazd pomarańczowych i czerwonych. Wprawdzie tytułowa kappa Draconis sama jest intensywnie biała, jednak towarzysząca jej od południa (ok. 45 minut kątowych) 4 Dra oraz od północy 6 Dra (ok. 15‘) są wyraźnie czerwonopomarańczowe. Obok 6 Dra, także w odległości 15’, znajduje się kolejna pomarańczowa, choć nieco słabsza gwiazda SAO 7611 (6,5 mag). No dobrze, widok zacny - ktoś powie, ale gdzie tu tajemnica? Otóż jest, nawet niejedna. Gdy zacząłem grzebać w literaturze poszukując danych o κ Dra, w Objects in the Heavens (OITH) Petera Birrena znalazłem nazwę tej grupki gwiazd: Gromada O’Niella (O’Niell’s cluster). Ucieszyłem się, bo co gromada, to nie zwykły asteryzm. Jednak nigdzie więcej nazwa ta nie dała się odnaleźć, a szukałem długo. Napisałem więc e-mail do Petera a on uprzejmie odpowiedział w ciągu paru godzin. Niestety, Peter był w stanie odtworzyć sobie tylko, że nazwa pochodzi z jakiegoś źródła drukowanego nie cytowanego w Internecie. Nota bene, na hasło O’Niell Internet najchętniej wyrzuca łącza do sklepów z odzieżą damską. Więc nadal tajemnica. Biała z niebieskawym odcieniem κ Dra (5 Dra), typu widmowego B6 IIIpe (p jak peculiar – osobliwa) i jasności widomej 3,88 mag (wg Wikipedii), pozornie ciekawa nie jest. Jeśli jednak dowiemy się, że jest to olbrzym odległy o ok. 500 lat świetlnych i 1400 razy jaśniejszy od Słońca, w dodatku dopalający resztki wodoru w swym rdzeniu i mogący lada chwila (czyli w ciągu paru - paruset tysięcy lat) przekształcić się w dwukrotnie jaśniejszego czerwonego olbrzyma – zaczyna nas to intrygować. Atlas Uranometria 2000.0 oznacza κ Dra jako gwiazdę zmienną. Więcej informacji o jej właściwościach znajdziemy tutaj. Może więc warto się zaczaić, a nuż się coś wydarzy? Powyżej, czyli tuż na północ znajduje się pomarańczowa gwiazda 6 Dra, olbrzym, według SIMBAD typu widmowego K3 III. 6 Dra to także potężna i bardzo jasna gwiazda, skoro widać ją jako obiekt 4,96 mag. Leży niewiele dalej od nas niż κ Dra – według cytowanego źródła jej odległość wynosi 546 lat świetlnych. Jednak margines błędu pomiarów jest tak znaczny, że wzajemne oddalenie κ, 6 i 4 Dra może być znacznie mniejsze: κ Dra: szacowana odległość od 459 do 536 lat świetlnych, 6 Dra: szacowana odległość od 476 do 616 lat świetlnych , 4 Dra: szacowana odległość od 533 do 629 lat świetlnych. Pomimo podobnej odległości nie uważa się jednak, by te gwiazdy były fizycznie związane, tworząc gromadę. Ich zgrupowanie jest raczej przypadkowe. Kolejną intensywnie zabarwioną gwiazdę, olbrzyma 4 Dra (typu M3 lub M4) znajdziemy na nieboskłonie trzykrotnie dalej (45’) od κ Dra niż poprzednią. Okazało się, że 4 Dra (inaczej CQ Dra) jest gwiazdą bardzo ciekawą. Najpierw zauważono, że ten czerwony olbrzym jest gwiazdą zmienną o zakresie jasności 4,95-5,04 mag. Z obserwacji satelity International Ultraviolet Explorer wynikło dodatkowo, że posiada on niebieskiego towarzysza. Zaś ten towarzysz sam okazał się układem podwójnym kataklizmicznym, czyli wybuchowym. Oj, musi się tam dziać! Artystyczna wizja układu kataklizmicznego; źródło ; Wikipedia Gwoli kronikarskiej ścisłości, podane przeze mnie (za SIMBAD i in.) typy widmowe gwiazd 4 Dra i 6 Dra opisane zostały odwrotnie przez zasłużonego profesora astronomii z Uniwersytetu Illinois, Jamesa Kalera. Według niego, to 6 Dra jest typu M (chłodniejsza, bardziej czerwona), zaś 4 Dra jest nieco cieplejszą pomarańczową gwiazdą typu K. Czyżby zwykła omyłka? Niekoniecznie, gdy wpatrywałem się przez moją Miyauchi 20x77 w tę barwną grupę, to właśnie 6 Dra, ta położona bliżej białej κ, od północy, rzeczywiście wydawała mi się bardziej czerwona od nieco odleglejszej 4 Dra. Więc może coś jest na rzeczy? W dodatku wszystko, co dzieje się w tej kolorowej grupie gwiazd (no, prawie wszystko ;-), można zobaczyć nawet z miasta już przez niewielką lornetkę. Nie masz więc wymówki, wyjdź jako i ja wychodzę na balkon, podwórko czy pole i potargaj Smoka za ogon. Potem zaś, oczywiście daj znać, jak poszło!
  8. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Grzesiek z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Pewne znaki na ziemi i wszystkie na niebie wskazują, że po zimie, która w moich stronach była nią tylko z nazwy, chyba naprawdę mamy już wiosnę. Bo choć ta pierwsza grupa śladów bywa zwodnicza, to górujący wieczorami Lew nie może pozostawiać wątpliwości. To może jakaś galaktyczka ? NGC 2903 [1] Spośród całego mnóstwa tych odległych, ale często widocznych już w małych aperturach, wysp światła, dziś chciałbym zaproponować przyjrzenie się NGC 2903. Jest to galaktyka spiralna z poprzeczką - podobna do naszej Drogi Mlecznej, choć około 2 razy od niej mniejsza. Odległość do NGC 2903 jest szacowana na 20-25 mln lat świetlnych.[2] A z ziemskiej perspektywy jest widoczna w okolicach lwiego pyska. Jest bardzo łatwa do odnalezienia. Ja zawsze odliczam 4 najjaśniejsze gwiazdy od Algieby i pod ostatnią, odnajdując jeszcze 2 słabsze, już mam nasz Obiekt Tygodnia. Poszukując NGC 2903, skierujmy wzrok ku paszczy Lwa…[3] …gdzie pod gwiazdą lambda Leonis i jeszcze dwiema słabszymi odnajdziemy nasz cel.[3] Sądzę, że bohaterka tego odcinka może być interesująca przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest jasność i ogólna łatwość obserwacji tej galaktyki – potwierdzam jej obecność w 50mm lornetce. Jej rozmiar to ok. 13’x6’ i przy jasności powierzchniowej na poziomie 13,6 [mag/arcmin2] śmiało może walczyć o uwagę podczas wyłapywania pobliskich eMek, a moim subiektywnym zdaniem, jest nawet łatwiejsza do zaobserwowania od niektórych z nich (M95/M96).[4] Tym bardziej może dziwić fakt, że nie ma jej na liście francuskiego łowcy komet. To, co przeoczył, czy też z innych powodów nie uwzględnił monsieur Messier, odnalazł jednak w 1784 sir Hershell. Ten ostatni dostrzegł zresztą coś więcej, a było to na tyle dobrze widoczne, że stwierdzając podwójną naturę obiektu, nadał mu również 2 odrębne oznaczenia: H I 56 oraz H I 57. Tam gdzie Hershell widział 2 mgławicowe obiekty, dziś wyodrębniamy wspomnianą NGC 2903 oraz NGC 2905 – jako grupę młodych, jasnych gwiazd w ich macierzystej galaktyce. Mamy tu zatem możliwość zobaczenia w jednym obiekcie również jego część mającą swoje osobne oznaczenie, co nie zdarza się znów zbyt często. NGC 2905 należy wypatrywać w północnej części galaktyki NGC 2903. NGC 2903 oraz NGC 2905. [4] W lornecie 15x70, galaktyka bardzo chętnie zdradza swoje położenie oraz podłużny kształt. Jej środek jest wyraźnie jaśniejszy od obrzeży. Jeśli w danym instrumencie i warunkach jesteś w stanie dostrzec M65/M66, to NGC 2903 również musi być widoczna. Sześciocalowa soczewka achromatu, pokazuje wyraźnie eliptyczny kształt, przy czym światło wzdłuż dłuższej osi symetrii tej elipsy jest jaśniejsze. Nie było to dla mnie oczywiste, ani tym bardziej widoczne na wprost, ale każde nowe podejście i kilka chwil spędzonych nad okularem sugerują, że to poprzeczka, lub jak kto woli „belka” galaktyki subtelnie zdradza swoją obecność. Bardzo dobrze jest widoczne olbrzymie halo tej galaktyki. A czego, oprócz ciemnego nieba, potrzeba do zobaczenia NGC 2905? W internecie można znaleźć rożne informacje. Jeśli wierzyć Phillowi Harringtonowi (a jeśli nie jemu, to komu?), to 30 cm apertury powinno wystarczyć.[5] Korzystając z możliwości zerknięcia przez 14” lustro (dzięki Mateusz) mogę napisać, że to raczej prawda. A zarys ramion też nieśmiało się ujawniał. Wyłuskanie tego świetlnego punkciku nie był jednak bułką z masłem. Brnąc dalej w metafory; jest to raczej czerstwy razowiec - do nadgryzania uważnie i bez pośpiechu z różnych stron. Tamtej nocy, pomimo fantastycznego nieba, mieliśmy jednak olbrzymie problemy z wilgocią i nie wykluczam, że może lustra mogłyby być w lepszym stanie . Niemniej jednak widok był bardzo zbliżony do tego ze szkicu poniżej. NGC 2903 oraz NGC 2905 – poniżej jasnego centrum galaktyki. [6] A jakie są Twoje wrażenia z obserwacji NGC 2903? A może NGC 2905 również była widoczna? Lew będzie jeszcze przez jakiś czas królował na wieczornym niebie, a zatem: Spróbuj i koniecznie daj znać jak poszło! [1] http://www.caelumobservatory.com/gallery/n2903.shtml [2] http://www.theskyscrapers.org/ngc-2903-spiral-galaxy-in-leo [3] Atlas Nieba „Deep Sky Hunter” [4] http://www.ngcicproject.org [5] http://articles.adsabs.harvard.edu//full/1998JRASC..92...48W/0000049.000.html [6] https://stargazerslounge.com/topic/60653-ngc-2903/
  9. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Dobra, skoro pozostała część załogi Obiektu milczy, najwidoczniej cierpiąc na twórczą niemoc, tymczasowo (mam nadzieję) jesteście skazani na mnie. Jeśli nie macie dość, po raz kolejny zapraszam na wiosenne niebo. Znacie mitologiczną opowieść o Kruku? Pewnie tak; kara, którą poniosło to sympatyczne skądinąd ptaszysko, jest jednak moim zdaniem zbyt okrutna – postawić tuż obok osobnika płci męskiej pełen kielich i nie pozwolić mu go wychylić? I tak przez całą wieczność? Cierpienia Prometeusza to przy tym pikuś... No i gdzie są obrońcy praw zwierząt, ja się pytam??? Kruk, choć to gwiazdozbiór pod względem powierzchni niewielki, jest zasobny w obiekty głębokiego nieba (głównie galaktyki); wśród nich zawieruszyła się jednak jedna z ładniejszych mgławic planetarnych widocznych na naszym niebie, skatalogowana jako NGC 4361. Trafić do celu łatwo, bo najjaśniejsze gwiazdy konstelacji tworzą na niebie dość charakterystyczny czworokąt. Resztę - tradycyjnie – wyjaśni nam kolega Rokita i jego mapka: Jako, że Kruk nie wznosi się specjalnie wysoko, warto znaleźć miejscówkę z przyzwoitym, wolnym od źródeł sztucznego zaświetlenia południowym horyzontem. Warunki też są ważne - pamiętam, że przy słabej przejrzystości nawet w szesnastocalowcu obiekt nie zaprezentował się specjalnie okazale. Jeszcze jedna sprawa - jak to z mgławicami planetarnymi bywa, podczas obserwacji zdecydowanie pomaga filtr OIII, względnie UHC. Pora na garść suchych faktów. Lektura Wiki po raz kolejny nie przyniosła zaskoczenia – obiekt został odkryty przez Williama Herschela, w nocy 7 lutego 1785 r. O ile jednak bycie odkrytym przez sir Williama to raczej norma wśród jaśniejszych obiektów DS widocznych z półkuli północnej, o tyle wewnętrzna struktura mgławicy jest już nietypowa i dość mocno różni się od innych planetarek – mianowicie widoczne są aż cztery płaty odrzuconego materiału, zamiast standardowych dwóch. Na tej podstawie wysnuto wniosek, że wewnątrz mgławicy mogą znajdować się dwie umierające gwiazdy, z których każda wytworzyła własne bipolarne, gazowe chmury; ów gwiezdny grobowiec jest odległy o około 5000 lat świetlnych od Ziemi. Położony w centrum biały karzeł (HD 107969) ma jasność ok. 13mag, zaś jasność samej mgławicy to 10.9mag, przy rozmiarze ok. 2' (choć obszar dostępny wizualnie jest mniejszy - "na oko" oceniłem, że to nieco ponad 1'). Widoczne na zdjęciu galaktyczne maleństwo skatalogowano jako PGC 864871. zdjęcie wygenerowano z użyciem strony www.sky-map.org Mgławica zaskakująco dobrze znosi duże powiększenia – podczas ostatniej sesji przywaliłem jej Morpheusem 4.5mm, który w tandemie z Taurusem 300/1500 wygenerował pow. ponad 300x, przy źrenicy wyjściowej nieco mniejszej niż 1 mm. Miałem pewne obawy, czy obraz nie będzie za ciemny, ale gdzie tam – było ok, a przy okazji wylazło sporo niejednorodności; najwyraźniej odznaczała się granica pomiędzy częścią wewnętrzną (która jest na tyle jasna, że dość mocno tłumi blask gwiazdy centralnej) a nieco słabszym zewnętrznym halo, rozciągającym się na odległość dwukrotnie większą. Mimo stosunkowo dużej jasności powierzchniowej, nigdy nie udało mi się dopatrzyć choćby śladu niebieskawego zabarwienia – mgławica nieodmiennie jawi się jako szarawa. Dobra, pora na zajawkę dla lorneciarzy (no, może nie wszystkich, lecz tych dysponujących nieco większymi sprzętami :5640dc723411e_16XD:). Po jednej z sesji z początku 2015 r. zanotowałem: kwestia widoczności niewielkich mgławic planetarnych w lornetce zaintrygowała mnie na tyle, że spróbowałem podejścia do NGC 4361 w konstelacji Kruka z użyciem "siedemdziesiątki". W jeden gwint filtrowy wkręciłem najzwyklejszy, tani filtr OIII marki TPL, a w drugim umieściłem baaderowskiego UHC-sa. Jak się okazało, taki zestaw pozwolił na wyłuskanie z tła niewielkiej, ulotnej plamki. Widziałem ją wyłącznie zerkaniem, ale bez cienia wątpliwości. A jeszcze kilka lat temu ten obiekt wydawał mi się wyzwaniem dla sześciocalowego lustra.... A propos sześciocalowców – poniżej szkic wykonany podczas obserwacji z użyciem niutka 150 mm: źródło: http://www.asod.info/wordpress/wp-content/2011/05/NGC-4361-Sketch.jpg O ile kwietniowy nów okaże się łaskawy, spróbuj i daj znać jak poszło!
  10. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Kilka dni temu, przed (nie)spodziewanym okienkiem pogodowym, poprosiłem Was (w statusach) o zgłaszanie swoich propozycji co do kolejnego, pierwszego tej wiosny Obiektu Tygodnia. Życzeń nie było, no to macie "wynalazka". Nasz cel ulokował się w dość niefortunnym miejscu, mianowicie w bezpośredniej bliskości prawdziwej niebiańskiej celebrytki, jaką bez wątpienia jest wspaniała, jasna gromada M 3. Przyznajcie, tylko szczerze – ilu z Was przy okazji obserwacji Messiera numer 3 zahaczyło o pobliską NGC 5466? No, lasu rąk w górze jakoś nie widzę... Tymczasem warto. Dlaczego? Ano, by uświadomić sobie naocznie, jak bardzo różne potrafią być gromady wrzucone do worka z etykietą "kuliste". Wiecie zapewne, że kulki – podobnie jak gromady otwarte czy galaktyki – też zostały poddane klasyfikacji, przy czym w ich wypadku decydującym kryterium jest stopień koncentracji gwiazd ku centrum. Ową skalę w latach 1927-29 stworzyli Amerykanie Harlow Shapley oraz Helen Sawyer Hogg, oznaczając symbolem I gromady najbardziej skoncentrowane i "nabite", zaś rzymską dwunastkę (XII) przypisując kulistym "luzakom". Opis starhoppingu pominę – nawet początkujący astromataor wie, gdzie szukać M 3, zaś resztę wyjaśni nam obraz wygenerowany z użyciem strony www.sky-map.org (z prawej M 3, z lewej - NGC 5466). Gwiazdka widoczna na wschód od NGC 5466 nosi oznaczenie HD 123409 i ma jasność ok. 7mag; z kolei odległość pomiędzy emką numer 3 a naszym celem to ok. 5º. Niestety oznacza to, iż nie da się zmieścić tej parki w polu widzenia średnich i dużych lornet (a szkoda...). Jak podpowiada mi Wiki, NGC 5466 została odkryta pewnej majowej nocy w 1784 r. przez – a jakże – Williama Herschela. Znajduje się w odległości 52,3 tys. lat świetlnych od Ziemi; zbliżona odległość dzieli ją od centrum Galaktyki. Nasz engiec jest uważany za źródło odkrytego w 2006 r. przez Carla Grillmaira strumienia gwiazd, rozmieszczonego na orbicie gromady wokół centrum Drogi Mlecznej. Z perspektywy ziemskiego obserwatora ów strumień rozciąga się na długości ok. 45 stopni, gdzieś od dyszla Wielkiego Wozu do okolic Arktura. Wykrycie strumienia było możliwe dzięki statystycznej analizie typów i jasności ok. 9 milionów gwiazd z bazy SDSS. Według danych zawartych w "The Night Sky Observer's Guide" NGC 5466 ma jasność 9mag, a jej rozmiar oceniono na 11' (jednak podczas obserwacji z użyciem amatorskich instrumentów wydaje się zajmować zdecydowanie mniej miejsca na niebie). Tak gromadę widzi teleskop Hubble'a: źródło: Wikipedia Ale wróćmy do klasyfikacji - NGC 5466 zaliczono do klasy XII, a M 3 – do klasy VI. Różnica jest widoczna na pierwszy rzut oka i ma ogromny wpływ na to, jakich powiększeń warto użyć podczas obserwacji. Messier 3 doskonale znosi duże powery; podczas ostatniej sesji na Przełęczy Knurowskiej, przy świetnej przejrzystości atmosfery i dobrym seeingu, podziwiałem go z wykorzystaniem Baadera Morpheusa 4.5mm - co przełożyło się na pow. ponad 300x i źrenicę wyjściową poniżej 1 mm. Mimo to obraz wcale nie był zbyt ciemny, przeciwnie – kulka została rozbita w drobny mak, a widok setek skrzących się jak miniaturowe diamenciki gwiazdek przykuł mnie do okularu na długie minuty. NGC 5466 to całkowite przeciwieństwo M 3 – gromada najlepiej wypadła w... lornecie 15x70. Tak, tak, pod przyzwoitym niebem taka apertura w zupełności wystarcza, co więcej – kulka wydaje się obiektem całkiem łatwym. Podczas paczania pomyślałem sobie, że i lornetka 50 mm powinna dać radę; moje przypuszczenia potwierdził podczas rozmowy telefonicznej przeprowadzonej kilka godzin później Piotrek Guzik. Wracając do rzeczy - w Delcie Extreme od razu wylazł blady, całkiem spory placek, o jednolitej jasności, tudzież bez śladów jakiegokolwiek rozbicia. Po podejściu do stojącego tuż obok Taurusa 300/1500 i zerknięciu na gromadę przez Maxvisiona 24 mm i Naglera 12 mm uznałem, że chyba jednak warto wrócić do lornety. Owszem, kulka została rozbita, przy czym w okularze 24 mm była jeszcze dość jasna, a w jej obrębie przebłyskiwało kilkanaście gwiazdek. Wraz ze wzrostem powiększenia tych gwiazdek przybywało, ale zacząłem tracić poczucie paczania na gromadę kulistą... Z tego co pamiętam, to nawet obserwacje szesnastocalowcem nie spowodowały efektu WOW!. W rezultacie plan jest taki, by przy najbliższej okazji wrócić do niej z lornetą 22x100. Wielu z was odwiedzi tej wiosny Messiera numer 3. A skoro i tak będziecie w tej okolicy, spróbujcie zerknąć na mieszkającego w sąsiedztwie Kopciuszka, po czym koniecznie dajcie znać, jak poszło!
  11. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Janko z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Zimowe niebo, ze swym bogactwem gromad otwartych ucieka coraz szybciej. Przy pewnej dozie szczęścia mamy jednak jeszcze szanse poszaleć w zagłębiu lornetkowym i „ufedrować” nieco ze skarbów tam występujących. Myślę o M-kach głównie z serii czterdzieści – od górującego wieczorem Żłóbka (M44) w Raku po świetne gromady w Rufie (M46 i 47). Większość tych obiektów, poza niedaleką, choć z odmiennym numerem gromadą M67 (także w Raku) nie była dotychczas opisywana w ramach „Obiektu tygodnia”. Postanowiłem zająć się dzisiaj leżącą gdzieś pośrodku tego obszaru okazałą gromadą otwartą M48. Okolice M 48; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Jej lokalizacja nie jest oczywista. Znajduje się na zachodnim skraju wielkiego gwiazdozbioru Hydry, tuż za granicą Jednorożca. Sam Messier pomylił się i błędnie zapisał jej położenie, przez co uchodziła za zaginioną. Dopiero oko Karoliny i ręka Williama Herschelów prawidłowo umiejscowiły i starannie opisały gromadę znaną później jako NGC 2548, co pozwoliło utożsamić ją z enigmatyczną M48. Niemal na samej wschodniej krawędzi Jednorożca świeci ζ Mon, tworząca wraz z 27 i 28 Mon równoboczny trójkąt białych gwiazd, odległych od siebie o 2°. Tylko 3° po lewo (na wschód) od ζ Mon znajdziemy trójkę gwiazd leżących ukośnie tuż obok siebie na linii długości ok. 20’. To 1, C i 2 Hya, znajdujące się już poza skrajem Jednorożca w gwiazdozbiorze Hydry. Pomiędzy C Hya a ζ Mon i nieco poniżej, w odległości 3° od każdej z nich, zobaczyć można jasną, naprawdę rozległą i liczną gromadę otwartą M48 (5,5 mag, 54’ średnicy, 80 gwiazd). Tak przedstawił ją na szkicu kol. Stardust: Źródło: http://stardust-astroszkice.blogspot.com/2015_02_01_archive.html Zaś tak M48 prezentuje się na fotografii Marcina Paciorka: Źródło: http://www.astromarcin.pl/open.html Praktycznie w każdej lornetce można dostrzec przynajmniej kilkanaście jej gwiazd na tle rozległej mgiełki słabszych, zaś w średniej, o powiększeniu 12-15x, widać ich mrowie. Najjaśniejsza osiąga 8 mag zaś aż 50 jest jaśniejsze od 13 mag. Centralna część tej dobrze wyodrębnionej z tła i zagęszczającej się ku środkowi gromady przypomina klin lub literę A złożoną ze stosunkowo jasnych gwiazd. Widok całości przypomina niektórym Gromadę Żłóbek (M44). M48 jest odległa o 1500 lat świetlnych i ma wiek około 300 milionów lat. To niewiele, stąd większość jej gwiazd jest białoniebieska, typu widmowego B. Poświęćmy więcej czasu tej wspaniałej gromadzie i wracajmy do niej wielokrotnie podczas sesji obserwacyjnej, w miarę jak będzie się wznosiła na nieboskłonie. Zauważymy wtedy jak rozjaśnia się i rośnie, a także przybywa w niej dających się dostrzec gwiazd. Przez lornetkę o polu widzenia powyżej 5° warto też obejrzeć położony kilkanaście stopni wyżej od M48 (na północny wschód) wielki asteryzm stanowiący łeb Hydry. Głowa tego morskiego potwora rozmieszczona jest pod gwiazdozbiorem Raka, poniżej α i β Cnc na obszarze 3°x 5°. Znajdują się tam dwie gwiazdy o jasności ok. 3,5 mag, trzy ok. 4,5 mag i dodatkowe osiem powyżej 7 mag. Razem tworzą owalny asteryzm najlepiej wyglądający w lornetce o niewielkim powiększeniu i szerokim polu widzenia, obejmującym wszystkie zgromadzone gwiazdy. Przez lornetkę o polu widzenia ponad 6° zauważymy jak głowa przechodzi na wschodnim skraju w szyję. Większość gwiazd tej grupy jest pomarańczowa lub czerwona, co dodaje urody widokowi. Można go obserwować nawet z miasta, oczywiście jeżeli wszechobecne w tym roku chmury nieco się rozstąpią. Więc jeśli zdarzy się coś takiego, patroluj obszar od Raka do Rufy, zaś a o tym, jak poszło – konieczne daj znać pozostałym astro-forumowiczom. PS Ogólniejsza refleksja: Wygląda na to, że „bohaterowie są zmęczeni”. Po prostu, już trochę wyczerpaliśmy nasze moce twórcze. Bywają trudności z systematycznym zamieszczaniem kolejnych obiektów tygodnia. Sam czuję, że zaczynam powtarzać pewne zwroty i schematy a czasem powątpiewać w sens „misji”, słowem gorzknieć. Jednak ciekawych obiektów nie brakuje, nawet tych znanych i okazałych. Tyle tylko, że „żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że owi nieliczni robotnicy nie podołają dłużej trudom żniwa bez dodatkowej pomocy. Więc niniejszym pytam: koleżanki i koledzy, pomożecie?
  12. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Pogoda nas nie rozpieszcza, ale – na szczęście – zachomikowałem nieco materiału obserwacyjnego na ciężki czas przednówku. By podtrzymać cykl przy życiu, proponuję powrót do konstelacji Rysia i przyjrzenie się jednej z tych mniej znanych mgławic planetarnych, oznaczonej jako Jones Emberson 1. W katalogu Perek – Kohoutek obiekt został uwzględniony pod pozycją 164+31.1, a szerszej publiczności znany jest jako Headphone Nebula (co jest nazwą wyjątkowo trafną). Mgławica została odkryta w 1939 roku przez R. Jones i R. Embersona. Gdyby nie ten tandem, obiekt trafiłby pewnie do katalogu George'a Abella; pasowałby tam świetnie, bo – posługując się terminologią mojego kolegi Jurka (Kratera) - śmiało można zaliczyć go do obserwacyjnych "paskudztw". Starhopping nie jest łatwy, z uwagi na ubogie gwiezdne tło i brak punktów odniesienia; ja nawiguję zwykle od strony Wielkiego Misia. Wiele wyjaśnia tam mapka wygenerowana przez niezastąpionego w takich sytuacjach kol. Rokitę: W sieci (i wchodzących w skład mojej astrobiblioteczki publikacjach papierowych) odnalazłem bardzo rozbieżne dane co do jasności mgławicy - od 12.1 do 14mag. Te wartości nie wydaja się dramatycznie niskie, lecz tylko do momentu, gdy nie poznamy jej rozmiarów – ok. 6'x6'. Teraz możemy sobie wyobrazić, jaką toto ma jasność powierzchniową. Z tego powodu obiekt bywa wymieniany jako dostępny wyłącznie dla dużych (kilkunastocalowych) apertur. Z położonym w centrum białym karłem też nie jest za wesoło – jego jasność to ok. 16.8mag. Cały ten kosmiczny grobowiec znajduje się w odległości ok. 1600 lat świetlnych od Przełęczy Knurowskiej. Ale, ale – przecież istnieją filtry mgławicowe. Jeśli w pakiecie mamy także dostęp do dobrego nieba, okaże się, że wystarcza 150 mm soczewy. Rok temu, tuż po zakupie achromatu 150/750, trafiła mi się całkiem udana sesja; w jej trakcie rozłożyłem na śniegu karimatę, wkręciłem filtr OIII i przyjąwszy zdecydowanie niewygodną pozycję (obiekt w zenicie), uskuteczniłem starhopping w kierunku mgławicy. Po upewnieniu się, że celuję we właściwe miejsce przyłożyłem oko do okularu i ... jakież było moje zdziwienie, gdy po chwili wyskoczył widoczny zerkaniem, spory, blady owal, z biegiem czasu prześwitujący coraz śmielej i ujawniający niejednorodną strukturę (w sensie zróżnicowanej jasności poszczególnych rejonów mgławicy). Myślałem, że będzie trudno (w ubiegłym roku przeprowadziłem mocno niepewną obserwację z użyciem sześciocalowego newtona), a tu taka miła niespodzianka. Gdyby ktoś doszedł do wniosku, że mój opis jest nieco, hmm..., podkolorowany, polecam odpalić stronę deepskypedia.com. Są specjaliści, którym wystarcza refraktor 130 mm... W ośmiu calach, pod - zapewne niezłym - fińskim niebem, obiekt prezentuje się tak: źródło: http://www.elisanet.fi Dwanaście i więcej cali plus OIII pozwalają bezproblemowo wyodrębnić cel z tła, przy czym pierwsze co zobaczymy, to dwa naprzeciwległe pojaśnienia na obwodzie, którym obiekt zawdzięcza swą zwyczajową nazwę. Krawędzie mgłwicy są dość "miękko" i delikatnie zarysowane, a wnętrze nieco zamglone. Jak to przy tego rodzaju rozlazłych słabiznach bywa, nie przesadzamy z powiększeniem (źrenica wyjściowa na poziomie 5 mm będzie w sam raz). Co tam jeszcze? No tak, fota; tak widzi ją pan Astroanarchista (notabene, też Fin): źródło: http://astroanarchy.zenfolio.com PS Przy okazji pisania tego odcinka zacząłem się zastanawiać nad fenomenem mojej (nieszkodliwej) planetarkowej dewiacji. Wyszło na to, że powody fascynacji są dwa – bardziej i mniej prozaiczny. Przyczyna "przyziemna" to ich uroda – ten subtelny kolor i niejednokrotnie skomplikowana struktura; na drugim biegunie lokuje się poczucie, że patrzę na coś bardzo ulotnego, trwającego mgnienie oka w kosmicznej skali czasu. Te mgławice są jak motyle – piękne, ale żyjące tylko kilka dni. Bohaterka niniejszego odcinka rozpłynie się w nicości w ciągu kilku, góra kilkunastu tysięcy lat... Uff, koniec tego pitolenia – po prostu sam spróbuj i daj znać, jak poszło!
  13. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Gwiazdozbiory wprowadzone na niebo przez Jana Heweliusza mają jedną wspólną cechę – za cholerę nie da się zidentyfikować kształtu zwierzęcia czy rzeczy, jaką dana konstelacja ma symbolizować. Wyjątkiem jest jedynie Jaszczurka, którą - przy pewnej dozie dobrej woli - można sobie wyobrazić wśród zygzakowato ułożonych, słabych gwiazd. Ryś nie należy do wyjątków, a próby ustalenia "co autor miał na myśli?" prowadzą do wniosku, że trzeba mieć oczy jak ssak z rodziny kotowatych, by wypatrzeć gwiazdy zawarte w jego granicach. Swoją drogą, rysia równie trudno dostrzec w jego naturalnym środowisku, czyli dużych, zwartych kompleksach leśnych. Dotychczas nie widziałem tego kociaka, choć kilka lat temu natknęliśmy się ze znajomymi na jego ślady podczas zimowej włóczęgi po Magurskim Parku Narodowym. Po tym wstępie nietrudno domyślić się, że bohaterem niniejszego odcinka będzie chyba najbardziej rozpoznawalny z rysich "deesów", a mianowicie gromada kulista NGC 2419 (u sir Patricka Moore'a skatalogowana jako Caldwell 25). źródło: http://www.caelumobservatory.com Gromada została odkryta przez W. Herschela 31 grudnia 1788 roku i nazywana bywa Międzygalaktycznym Wędrowcem. Skąd wzięła się ta, jak się okazuje nieco myląca, nazwa? Otóż od Ziemi, jak i centrum Galaktyki, dzieli ją ogromny dystans, szacowany na 275-300 tys. lat świetlnych. To lokalizacja mocno nietypowa i odmienna od całej reszty kulistego towarzystwa, tworzącego galaktyczne halo. Z tego powodu w pierwszej połowie XX wieku przyjęto, iż nie jest obiektem powiązanym z Drogą Mleczną. Co ciekawe, mimo, że jest bardziej odległa od Obłoków Magellana, to dzięki dużej jasności absolutnej (-9.42mag) i ilości wchodzących w jej skład gwiazd (niemal 900 tysięcy, w tym żółte i czerwone olbrzymy) na naszym niebie ma jasność aż 10.3mag, przy rozmiarach kątowych 4.1' (dane zaczerpnięte z "The Night Sky Observer's Guide"). NGC 2419 może mieć podobne pochodzenia jak gromada omega Centauri i być jądrem odartej z gwiazd galaktyki karłowatej. Obecnie wiadomo już, że gromada, mimo swojego oddalenia od centrum Drogi Mlecznej, istotnie wokół niej krąży.* Wertując zasoby netu, natknąłem się na kolejną ciekawostkę- mianowicie Wędrowiec dla hipotetycznego obserwatora z galaktyki Andromedy prawdopodobnie jest najjaśniejszą spośród gromad kulistych powiązanych z naszą Galaktyką (czyli odpowiednikiem G1, przynależnej M31). źródło: www.irida-observatory.org Starhopping nie jest skomplikowany – odbijamy na północ od Kastora (α Gem), a resztę wyjaśni nam obraz wygenerowany z pomocą strony www.sky-map.org (cel oznaczono czerwonym kółkiem): W nocy z piątku na sobotę spróbowałem złapać kulkę w lornecie 15x70. Wiem, że się da (przedsięwzięcie powiodło się poprzedniej zimy i było dla mnie jednym z punktów przełomowych dla uznania lornetek za pełnoprawne i samodzielne przyrządy obserwacyjne), lecz tym razem nie mogłem jej wyzerkać. Przyznam jednak (nie bijcie), że obserwowałem bez statywu - choć łokcie podparłem o dach auta; druga rzecz to pozostawiające ostatnio sporo do życzenia niebo. Ech, gdyby coś wielkości meteoru czelabińskiego pierdyknęło w generującą wściekłe LP stację narciarską w Białce Tatrzańskiej.... Przywołanie na pomoc Leidory 22x100 pomogło – w jej przypadku już nie dało się obserwować "z ręki". Po umieszczeniu lornety na statywie i chwili skupienia w polu widzenia pojawiła się dość ulotna, mglista plamka, doklejona niemal do dwóch położnych obok siebie gwiazdek o jasności 7mag (SAO 60232 i 60229). W lornecie 28x110 było jeszcze lepiej (choć to znów zapiski z ubiegłego roku); zanotowałem wówczas, że NGC 2419 od razu rzuciła się w oczy – jako mdło świecąca, lecz oczywista plamka, ułożona w jednej linii z dwiema stosunkowo jasnymi gwiazdkami. Nie dopatrzyłem się natomiast charakterystycznego dla gromad kulistych „mrowienia” na jej obrzeżach (w przypadku innych - jaśniejszych i większych - "kulek" duża lorneta pozwala wypatrzeć delikatne ślady rozbicia zewnętrznych ich części). W dwunastocalowym teleskopie obiekt zalicza się do łatwych, lekkich i przyjemnych. Niemniej, nawet przy pow. 214x gromada pozostaje nierozdzielona i jest widoczna jako spore, plackowate pojaśnienie, delikatnie jaśniejsze w centrum; momentami odnosiłem wrażenie, że na obrzeżach nieśmiało wyskakuje kilka ledwie uchwytnych gwiazd, ale między wrażeniem a pewnością jest spora różnica... Z tego co wyczytałem, da się ją rozbić, ale to zabawa dla posiadaczy naprawdę dużych apertur, zdolnych do generowania powiększeń rzędu kilkuset razy, przy akceptowalnej jeszcze średnicy źrenicy wyjściowej. Kulka przypomina nieco głowę komety – takie skojarzenie nasunęło mi się po wczorajszej sesji, przeplatanej podziwianiem komety C/2014 S2 (PANSTARRS). W ośmiu calach obiekt wygląda tak: źródło: http://astrodibujo.blogspot.com Marcowy nów to dobry czas na polowanie na niebiańskiego Rysia (te ziemskie są pod ochroną), zatem spróbuj i daj znać, jak poszło! * - informacje zaczerpnięte Wikipedii
  14. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Gwiazdy Wolfa – Rayeta są fajne. No, może nie tyle same gwiazdy, co "wydmuchiwane" przez nie mgławice. Większość z Was zna pewnie Półksiężyc (NGC 6888) w Łabędziu, nieliczni widzieli czy focili Sharplessa 2-308 w Wielkim Psie (tu problemem jest deklinacja); jeśli chodzi o popularność, gdzieś w połowie drogi pomiędzy nimi ulokowała się NGC 2359 i właśnie jej poświęcę niniejszy odcinek – tym bardziej, że późnozimowe wieczory to najlepszy czas na podziwianie tej mgiełki. Gwiazdy Wolfa-Rayeta to duże, gorące słońca w końcowym stadium ewolucji, mające bardzo rozległą i rozrzedzoną powłokę gazową, rozszerzającą się z dużą prędkością (od 1000 do 3000 km/s). Ich jasność absolutna oceniana jest na –4 do –8mag, średnice są ok. dwóch razy większe od średnicy Słońca, a masa od 10 do nawet 25 razy większa. Temperatura powierzchni też robi wrażenie, bowiem wynosi od 25 do 50 tys. K. Pierwsze gwiazdy tego typu zostały odkryte w 1867 roku przez francuskich astronomów Charlesa Wolfa i Georges'a Rayeta w konstelacji Łabędzia. Obecnie znanych jest kilkaset gwiazd W-R w naszej Galaktyce oraz ponad tysiąc w innych galaktykach należących do Grupy Lokalnej. Ponad połowa z nich występuje w układach podwójnych z gwiazdami typu O lub B. W 2013 roku po raz pierwszy bezpośrednio udało się powiązać wybuch supernowej typu IIb (SN 2013cu w galaktyce UGC 9379) z rozerwaniem gwiazdy Wolfa-Rayeta.* Tyle teorii, przenosimy się na niebo. Starhopping w kierunku mgławicy jest nieskomplikowany – odnajdujemy Syriusza, następnie odbijamy nieco na wschód, namierzając gwiazdy ι oraz γ CMa (obie o jasności nieco poniżej 4mag). Przedłużając łączącą je, wyimaginowaną linię w kierunku północno – wschodnim, natkniemy się na nasz cel. mapka wygenerowana by Rokita NGC 2359 (alternatywnie skatalogowana także jako Gum 4 i Sharpless 2-298) nazywana bywa – w zależności od fantazji i hmm, stopnia uduchowienia obserwatora - Hełmem Thora lub, bardziej przyziemnie, Kaczką. Obie nazwy są równouprawnione, a skojarzenia jak najbardziej trafne. Obiekt znajduje się w odległości ok. 15 tys. lat świetlnych od Ziemi, ma jasność 10,8mag, zajmując na niebie obszar o rozmiarach 9'x6'. Rzeczywisty rozmiar mgławicy to 30 lat świetlnych. Znajdująca się w centrum mgławicy gwiazda WR 7 (HD 56925) emituje wiatr gwiazdowy o prędkości rzędu milionów kilometrów na godzinę; jego oddziaływanie z pobliskim obłokiem molekularnym doprowadziło do powstania mgławicy o tak skomplikowanym kształcie oraz zakrzywionych, łukowatych strukturach. Charakterystyczny, niebiesko - zielonkawy kolor mgławicy jest pochodną silnej emisji tlenu. źródło: http://www.adamblockphotos.com/ngc-2359.html, prawa autorskie: Adam Block/Mount Lemmon SkyCenter/University of Arizona Engiec jest widoczny już w lornecie 15x70 - z tym, że w takiej aperturze to tylko mglista plamka. Namierzenie obiektu zdecydowanie ułatwia zastosowanie filtrów OIII. Mam na stanie parkę najtańszych, chińskich szkiełek, zgodnie z deklaracją producenta przepuszczających pasmo zjonizowanego tlenu. Producent nie łże (a przynajmniej zachowuje jakieś pozory), bo faktycznie kontrast pomiędzy Kaczką a tłem nieba wzrasta, szczególnie pod nieco zaświetlonym niebem (niestety, południe mam ostatnio spaskudzone przez wściekle oświetlone stoki narciarskie w Białce Tatrzańskiej). Lorneta 28x110 pozwala już wyłuskać detal – po chwili paczania plamka robi się mocno nieregularna, a oba odstające skrzydełka stają się dość oczywiste. Całkiem nieźle widać ją w refraktorze 150/750, choć tu także nie wypatrzymy nic ponad wspomniane wypustki (plus bonus w postaci prześwitujących na tle mgławicy kilku słabych gwiazdek). Dobra, koniec żartów - w tym miejscu dochodzimy do konkretów, a o uwagę proszę posiadaczy wielkopowierzchniowych luster na dobsonie. Siadamy wygodnie na krzesełku obserwacyjnym, w wyciągu umieszczamy długo- lub średnioogniskowy okular, wkręcamy weń filtr OIII, wstrzymujemy oddech i... podziwiamy, podziwiamy, podziwiamy, emitując co jakiś czas w przestrzeń niecenzuralne słowo, podkreślające piękno obiektu i nasz nad nim zachwyt. W dwunastocalowcu wyraźnie widać, że mgławica składa się z dwóch głównych segmentów: cześć południowa jest bardziej zwarta i wyraźniejsza, z widoczną w tle gwiazdką ok. 9mag, z kolei północne regiony jawią się jako bardziej ulotne, z prześwitującymi trzema ułożonymi w rządku gwiazdkami o jasności ok. 11 mag. Uważny obserwator wypatrzy jeszcze kilka innych gwiazd zawieszonych na tle mgławicy, a podczas naprawdę dobrych nocy można wyłuskać nieco detalu, czyli dość nieregularnie rozmieszczonych włókien i kosmyków. Środkowa część mgławicy wydaje się być pusta. źródło: http://www.cloudynights.com/uploads/gallery/category_324/gallery_173124_324_1407449457_26017.jpg Na koniec jeszcze jedna sprawa – NSOG (tom I, strona 97) wspomina o bardzo słabej mgławicy IC 468, "podczepionej" do NGC 2359. Tymczasem wygląda na to, że mamy do czynienia z obiektem nieistniejącym, a IC-ek to tylko grupka przypadkowych gwiazdek. Zaintrygowany? Obudź zatem w sobie herosa ze staroskandynawskich sag (względnie zamiłowanie do drobiu ), spróbuj i daj znać, jak poszło! * - informacje zaczerpnięte z Wiki
  15. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Połowa stycznia za nami, a w temacie cisza. Czas już najwyższy, by zaprezentować nowy Obiekt Tygodnia. Pamiętacie Qnia? Nie mam ochoty wynurzać się z czeluści Obłoku Molekularnego Oriona, więc na warsztat trafia znany i lubiany (tak przez astrofociarzy, jak i wizualowców) Płomień, skatalogowany jako NGC 2024. To mgławica emisyjna, odległa od nas o ok. 1400-1500 lat świetlnych, spora (30'x30') i stosunkowo jasna. Ciekawe rzeczy dzieją się w jej wnętrzu; za pyłową zasłoną, całkiem niedawno (w kosmicznej skali, rzecz jasna) narodziły się nowe słońca. Warto zerknąć na poniższe zdjęcie, wykonane w paśmie promieniowania rentgenowskiego (z użyciem teleskopu Chandra, fiolet/purpura) oraz w podczerwieni (z pomocą - między innymi - teleskopu Spitzera, kolory czerwony, zielony i niebieski). źródło: http://www.nasa.gov/mission_pages/chandra/multimedia/flame-nebula.html Co ciekawe, badania dowiodły, że gwiazdy umiejscowione w zewnętrznych rejonach mgławicy są starsze niż te w jej centrum. O możliwych przyczynach tego stanu rzeczy można poczytać tutaj. A jak to wygląda w paśmie widzialnym? O tym opowie nam Jacek Bobowik i jego astrofota roku 2015: Opis starhoppingu ponownie pominę – drogowskazem jest jasna gwiazda ζ Ori, czyli Alnitak, do której Płomyk jest niemalże doklejony (choć w rzeczywistości oba obiekty nie są fizycznie powiązane). Bliskość Alnitaka – podobnie jak w przypadku IC 434 i Barnarda 33 – to sąsiedztwo problematyczne z punktu widzenia obserwatora. Blask gwiazdy mocno przeszkadza, szczególnie podczas paczania przez lornetkę. Jest jednak na to rada – lorneciarze powinni spróbować "schować" ζ Ori za jakąś przeszkodą terenową – drzewem czy słupem, względnie tak zwanym winklem. Użytkownicy teleskopów mają łatwiej, bo wystarczy wywalić przeszkadzajkę poza krawędź pola widzenia okularu. Z jakim sprzętem można podchodzić do Płomienia, by się nie sparzyć? Niektórym może się to wydać zaskakujące, ale pod dobrym niebem w zupełności wystarczająca będzie lornetka 10-12x50. Z jej użyciem można wyzerkać całkiem spore, choć dość blade pojaśnienie, przylegające do gwiazdy od strony wschodniej, bez jakichkolwiek szczegółów. Detal w postaci ciemnego, grubego pasma, biegnącego na linii północ – południe i dzielącego mgławicę na jaśniejszą część wschodnią oraz nieco bardziej ulotną zachodnią, można łapać w większych lornetach. Pamiętam doskonale, że owo pociemnienie było oczywiste w TS Marine 28x110. Tak coś nieśmiało kojarzę, że i Delta Extreme 15x70 pozwoliła na jego wyłuskanie, ale pewności nie mam. Starość, kurna, starość i pamięć już nie ta.... Liczę jedak, że koledzy lorneciarze pomogą i rozstrzygną tę istotną kwestię. Gdyby nie Alnitak, cały kompleks (znaczy NGC 2024, IC 434, B 33 oraz NGC 2023) pięknie prezentowałby się w krótkoogniskowym teleskopie, wyposażonym w szerokokątny okular. Ale niestety, trzeba obejść się smakiem... Jak to często bywa, najfajniej jest w dużym niutku, przy czym warto skorzystać ze średnich powiększeń (u mnie najlepiej sprawdza się Nagler 12 mm, z którym uzyskuję pow. 125x i źrenicę wyjściową 2,4mm). W tej konfiguracji sprzętowej, po wywaleniu Alnitaka, całkiem wyraźnie widać, że "główne" ciemne pasmo nie ma ostro zarysowanych krawędzi, a czają się tam drobne, subtelne farfocle. W południowej części mgławicy (można rzec, że u jej nasady), wypatrzymy drugie z wyraźnych pociemnień, odbiegające od pasma centralnego w kierunku wschodnim. Jest jeszcze trzecie, biegnące w kierunku Alnitaka, ale nader ulotne; zazwyczaj bardziej domyślam się jego istnienia, niż faktycznie widzę. Na tle obszaru mgławicowego świeci kilka bezładnie rozrzuconych, słabych gwiazdek (o jasności poniżej 10mag). Odnośnie przydatności filtrów powiem tylko tyle, że można próbować skorzystać z UHC, szczególnie pod lekko rozjaśnionym niebem. Moim zdaniem poprawa widoczności obiektu nie jest jednak znacząca i osobiście preferuję obserwacje bez filtrowych wspomagaczy. Zimno ci? Palce u nóg skostniały, a w zgrabiałej dłoni ledwo możesz utrzymać okular? Spróbuj zatem ogrzać się przy Płomieniu i koniecznie daj znać, jak poszło!
  16. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Grzesiek z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Obserwacje przy użyciu lornetki, bez wątpienia sprzyjają szybkiemu przeskakiwaniu od jednego do drugiego kawałka nieba, a potem jeszcze jednego i kolejnego. Jeśli dodać do tego, że w polskich szerokościach geograficznych, nasz Obiekt Tygodnia nigdy nie chowa się za linią horyzontu, może wyjść na to, że Gromada Podwójna w Perseuszu jest tym co najczęściej „samo” wpada mi w obiektywy. Nie ma się jednak czemu dziwić, bo te dwa skupiska to obiekty wybitnie lornetkowe. I jeśli nawet, parafrazując klasyka: „Gromada Podwójna – jaka jest, każdy widzi”, to czy nie warto poświęcić jej choćby kilku chwil, zawsze gdy tylko jest taka możliwość? A nuż, może przypominając sobie kilka faktów na jej temat, odkryjesz ją na nowo? Zatem właściwie: Co? Gdzie? i Jak? Co? Opierając się na katalogu Caldwella – patrzymy na numer 14. W New General Catalogue są to pozycje 884 oraz 869, które to można również odnaleźć w innych spisach jako (na przykład i odpowiednio): Cr 25, Mel 14, Raab 10 oraz Cr 24, czy też Mel 13.[1] Powołując się zaś na powszechniej używane nazwy, mamy do czynienia z gromadami χ (NGC 884) oraz h (NGC 869) Persei, często nazywanymi po prostu „Chichotami”. Choć pierwsze wzmianki o gromadach pojawiły się już w pismach starożytnych Greków, to te dwa najbardziej znane oznaczenia literowe wywodzą się ponoć z map nieba epoki renesansu. Nigdzie natomiast nie odnalazłem odpowiedzi na pytanie o przyczynę ich braku na liście pana Messiera. NGC 869 oraz NGC 884.[2] Uważam za coś niesamowitego, że obydwie gromady nie istniały ani przed, ani jeszcze długo po zniknięciu dinozaurów z powierzchni Ziemi. Szacuje się nawet, że początek formowania się NGC 884/869 mógł przebiegać równolegle z kształtowaniem się pierwszych praludzi na naszej planecie! Wszak mamy do czynienia z wiekiem określonym na ok. 5,6 mln (NGC 869) i 3,2 mln lat (NGC 884).[3] Można to z kolei powiązać z niebieskim kolorem, młodych, bardzo gorących i jasnych gwiazd, które stanowią zdecydowaną większość składników obu skupisk. Tuzin najjaśniejszych słońc NGC 884 błyszczy jasnymi, „zimnymi” barwami. Wszystkie one są błękitnymi olbrzymami lub nadolbrzymami typu B. Natomiast 8 z 9 najjaśniejszych gwiazd jej starszej siostry to również święcące jasnym, niebieskawym światłem typy B lub A, ale też kilka czerwonych nadolbrzymów typu widmowego M.[4] Każda z gromad liczy po ok. 200-250 gwiazd, ale ich jasność mogłaby być zrównoważona dopiero przez ok. 160 000 naszych Słońc. Wszystko to sprawia, że z odległości ok. 7,3 tys. lat świetlnych, które nas dzielą, ich światło jest ciągle bardzo wyraźne i na podobnym poziomie percepcji dla obydwu gromad: 4,3-4,4mag, choć jeśli wierzyć źródłom, gdyby nie były one schowane za kurtyną pyłu, to wspomniana jasność byłaby większa o nawet 1,5mag. [3][5] Gdzie Patrząc z iście kosmicznej perspektywy, to oczywiście w naszej galaktyce. Ściślej rzecz ujmując, w jednym z jej ramion – dokładniej w Ramieniu Perseusza. Poniższy rysunek pokazuje wzajemne położenie kilku gromad otwartych widocznych w mniej więcej tym samym rejonie nieba. Czy wspomniana już odległość ok. 7,3 tys. lat świetlnych to daleko jak na gromadę otwartą? Raczej tak. Spośród 250 najbardziej znanych tego typu obiektów ok. 85% znajduje się jednak bliżej Ziemi. [6] Rysunek pokazujący położenie NGC 869/884 w obrębie Galaktyki. [5] Jeśli zaś chodzi o mniejszą skalę i nasz widok na nocne niebo, to bardzo prawdopodobne, że i tak prawie każdy doskonale wie jak odnaleźć ten klasyk, ale może ten tekst czyta też ktoś stawiający pierwsze kroki w astronomii amatorskiej? Jeśli więc chciałbyś, Drogi Czytelniku odnaleźć χ Persei po raz pierwszy, to proponowałbym zacząć od lokalizacji ogromnej litery „W” – czyli konstelacji Kasjopei. Następnie, lokalizując 2 bardzo jasne gwiazdy tego gwiazdozbioru – gamma oraz delta Cassiopeiae, utwórz na ich podstawie linię i idź w kierunku Perseusza. W odległości ok. 2 długości jakie dzielą te gwiazdy możesz spodziewać się dostrzec, nawet gołym okiem, mglistą plamkę światła o dużej wielkości – porównywalnej z tarczą Księżyca. To nasz cel. Położenie NGC 869/884 na nocnym niebie. [7] Jak? Moim zdaniem, najlepiej lornetką. Ale prawda jest taka, że „czymkolwiek”, też może być poprawną odpowiedzią. Przypominam bowiem, że mamy do czynienia z ogromnym (jak na DS-y) obiektem widocznym bez uciekania się do pomocy jakichkolwiek instrumentów optycznych. Nieuzbrojonym okiem, nawet na nienajlepszej jakości niebie, widać właśnie sporą mgiełkę. Jednak teraz, kiedy podczas zimowych wieczorów Perseusz znajduje się naprawdę wysoko, na wiejskim niebie widzę już nie jedną, a dwie wyspy światła. Pozostawiając jednak kwestię granic możliwości ludzkich gałek ocznych okulistom, sięgnijmy po lornetkę. Jeśli będzie to na przykład 10x50, dająca podgląd 6-7 stopni, to nasze bohaterki będziemy mogli wygodnie i bezpośrednio porównać jeszcze z trzema gromadami otwartymi (ech lornetka…)! Dostajemy bowiem gratis: Stock 2 – nieco ponad 2o na północ, NGC 957 – ok. 1,5o na wschód, a w kierunku południowym możemy jeszcze dostrzec gromadkę Trumpler 2. Bez dwóch zdań – ciężko skupić na nich wzrok mając Obiekt Tygodnia tuż obok. Obszar na pograniczu konstelacji Kasjopei i Perseusza wraz z kilkoma gromadami otwartymi. Czerwony okrąg ma średnicę ok. 6,5o. [8] W tym zestawieniu NGC 957 wydaje się być przecinkiem złożonym z kilku punktów. Tr 2 można uznać za układ kilku, mniej – lub bardziej przypadkowych gwiazdek, natomiast Stock, choć sporo większy (i ogólnie bardzo go lubię), sporo odstaje pod względem jasności maczku gwiezdnego jaki go tworzy. χ oraz h Persei świecą już wtedy wyraziście kilkunastoma gwiazdami każda. Słabsze składniki stanowią natomiast rozmyte w niektórych obszarach tło, tworząc przepiękną, zagadkową poświatę. Całość wygląda trochę jak dwa supły z których wychodzą łańcuchy co wyraźniejszych gwiazd. Zachęcam, w miarę możliwości, do zlokalizowania wszystkich tych gromad w szerokim, lornetkowym kadrze. Pamiętajmy przy tym, że Stock 2 oraz NGC 957 znajdują się bliżej nas – w obrębie ramienia galaktyki w którym jest też nasze Słońce i tworzą pierwszy plan, natomiast „Chichoty” oraz Tr 2 są już zlokalizowane w Ramieniu Perseusza. To może dać też jakiś pogląd na ogromne ilości światła emitowanego przez gwiazdy Gromady Podwójnej. Gdyby nasze Słońce znajdowało się w tym miejscu, byłoby widoczne jako gwiazda o wielkości zaledwie około 16mag. [5] NGC 869/884. Szkic ołówkiem. Widok przez lornetkę 8x56 (FOV : 5,9o). [5] Większa lornetka jest tym, co ja bym uznał za najlepszy instrument do podziwiania naszej uroczej parki. Widok w mojej 15x70 po prostu mnie hipnotyzuje. Pole widzenia w tym przypadku to 4,4o i świetnie wtedy widać, że otoczenie Gromady Podwójnej, na które jest jeszcze sporo zapasu w tego rozmiaru lornetce, też składa się z dość jasnych punktów – samych tylko gwiazd o jasności 5,2 – 8,2mag można naliczyć ok. 30. Nie ma jednak mowy o problemach z określeniem granic obu obiektów. Koncentracja gwiazd wokół środka – węzła, w obu gromadach jest oczywista. W tym wypadku ich widok zawsze przywodzi mi na myśl 2 kupki pokruszonego szkła. Niesamowicie, trochę na zasadzie kontrastu, wygląda wtedy tych kilka jasnych, pomarańczowych punktów. [4] Na koniec wyznanie: naprawdę nie jestem lornetkowym fetyszystą i widok z 10-calowego teleskopu, w szerokokątnym okularze i powiększeniu rzędu ok. 50x naprawdę może się podobać (i bardzo mi się podobał). Liczba „szpileczek” i ich wzorów robi wrażenie. NGC 869 jest przy tym bardziej upakowana. Wszystko to przepięknie, ale… Utarło się już określenie, że lornetka to kosmos w 3D. Cóż, ja oczywiście się z tym zgodzę i gdybym miał wybrać jakiś obiekt jako przykład dla różnicy w obrazie z jednego i obojga oczu (no może prócz Księżyca) - byłaby to właśnie para χ Persei. Jak na moje subiektywne odczucia, 10” lustra przegrywa tu rywalizację z dwiema soczewkami w D.O. Extreme 15x70. Czy więc będziesz zbierać światło za pomocą zwierciadła, soczewek, czy też własnych oczu – spojrzyj na Gromadę Podwójną i daj znać jak poszło! [1] http://www.ngcicproject.org [2] http://aladin.u-strasbg.fr/AladinLite/ [3] http://freestarcharts.com/messier-catalogue/21-guides/ngc/103-ngc-869-and-ngc-884-caldwell-14-the-double-cluster-open-clusters [4] Craig Crossen, Gerald Rhemann, „Sky Vistas. Astronomy for Binoculars and Richest-Field Telescopes”, Springer. [5] Rony De Laet, “The Casual Sky’s Observer’s Guide. Stargazing with Binoculars and Small Teleskopes”, Springer-Verlaq New York Inc. 2012 [6] http://www.atlasoftheuniverse.com/openclus.html [7] Stellarium. [8] Roger W. Sinnott, „Sky & Teleskope’s Pocket Sky Atlas” Cambridge, Massachusetts, USA.
  17. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Tak jakoś się przyjęło, że w ramach tego cyklu Panasmaras opisuje ciemne mgławice, a ja ulotne paskudztwa (w tym miejscu pozdrawiam Jurka ). W niniejszym odcinku połączę obie te kategorie obiektów, czyniąc jego bohaterem ulotne, ciemne paskudztwo, które z bliżej nieznanych powodów stało się rasowym celebrytą. Panie i panowie, przez Wami Qń. Dlaczego ukradłem ciemną mgławicę Markowi? Czyżby nie dało się wyzerkać jej przez lornetkę? Nic z tych rzeczy, Amerykańce (niejako Harrington z kolegą) swego czasu to zrobili, z pomocą Fujonona 10x70 i parki filtrów H-beta. Podejrzewam, że gdyby dać Marasowi miejscówkę z porównywalnymi warunkami, dokonałby tego samego. Może kiedyś – na Teneryfie na przykład - spróbujesz i dasz znać jak poszło? Ok, przejdźmy do konkretów. Opis starhoppingu ograniczę do minimum – podłużna smuga mgławicy emisyjnej IC 434 (rozmiar ok. 60’x10’), stanowiącej tło dla B33, rozciąga się na obszarze ok. 1 stopnia na południe od gwiazdy ζ Ori, szerzej znanej jako Alnitak. Barnard 33 schował się tuż poniżej HD 37805 o jasności ok. 7.5mag - środkowej z trzech gwiazdek ułożonych w rządku, z których skrajna, najbardziej wysunięta na wschód jest otoczona mgławicą refleksyjną NGC 2023. Najwyraźniej zarysowana jest wschodnia krawędź IC-ka, podczas gdy cześć zachodnia stopniowo rozmywa się w tle. Skoro wiemy już, gdzie szukać, warto wspomnieć na co patrzymy – a widzimy część kompleksu Obłoku Molekularnego Oriona, położonego w odległości ok. 1500 lat świetlnych od Ziemi i rozciągniętego na obszarze setek lat świetlnych; ową chmurkę należy czynić odpowiedzialną za wszystkie zimowe skarby, zlokalizowane w obrębie Pasa Oriona. Konia widać, bo – jak już wspomniałem - w tle świeci zjonizowany przez gorącą gwiazdę σ Ori wodorowy obłok. To rejon gwiazdotwórczy – w rejonie Łba cały czas rodzą się nowe słońca. Barnard 33 nie został odkryty przez pana Edwarda Emersona Barnarda (jak można by przypuszczać), lecz panią Williaminę Fleming, na płycie fotograficznej naświetlonej w 1888 r. w Harvard College Observatory. Obiekt ma rozmiar ok. 6’x4’, a w skali nieprzezroczystości mgławicę oznaczono cyfrą 4 (gdzie 1 oznacza obiekt lekko nieprzezroczysty, a 6 - całkowicie nieprzezroczysty). Tak prezentuje się na płycie fotograficznej naświetlonej przez Jacka Bobowika: źrodlo: www.astrofotki.pl W popularnym przewodniku obserwacyjnym The Night Sky Observer’s Guide opis Qnia rozpoczęto od apertury 12/14 cali, ale czy faktycznie potrzeba nastocalowego Newtona? Niekoniecznie. Przeglądając fora astronomiczne, natknąłem się na wiarygodną relację z obserwacji Konika popularnym ośmiocalowcem. Ja próbowałem następującymi przyrządami: - lornetą 15x70, zaopatrzoną w jeden filtr H-beta – mimo odsunięcia Alnitaka poza krawędź pola widzenia nie zobaczyłem nic, co mogłoby być IC-kiem 434, - refraktorem 80/400, również z habetą na pokładzie - rezultat jak wyżej, - lornetą 28x110 z parką filtrów UHC-s Baadera – w tej konfiguracji udało się już wyłapać bladą poświatę IC 434; podobny rezultat zanotowałem używszy achromatu 150/750, a po sesji zanotowałem: nie dysponowałem niestety filtrem H-beta, zaś wykorzystany jako zamiennik Ultrablock pozwolił jedynie na wyłapanie delikatnej, podłużnej poświaty wodorowej mgławicy, z jednej strony zdecydowanie wyraźniej odciętej od czerni nieba. Początkowo korzystałem z okularu 25 mm, lecz prędko okazało się, że blask Alnitaka przeszkadza zbyt mocno. Zastosowałem zatem barlowa o krotności 2x, podnosząc tym sposobem kontrast i zmniejszając pole widzenia, by usunąć "przeszkadzajkę". Ciemnego wcięcia Barnarda ostatecznie nie wyłapałem, choć nie powiem – było blisko. Z każdą minutą wpatrywania się mdły blask IC-ka stawał się bowiem coraz bardziej oczywisty... No i tym sposobem dotarliśmy do sedna, czyli teleskopów o aperturze 12-13 cali (i większych). Gdy prowadzimy obserwacje dużym niutkiem, a obserwator ma już pewne doświadczenie z tym obiektem i wie w jaki sposób patrzeć, Qń przestaje być wyzwaniem, stając się obiektem lekkim, łatwym i przyjemnym. Jak opisać widok w okularze? Hmm, B33 przypomina odcisk brudnego palucha na jaśniejszym tle, a przy dobrych warunkach i odrobinie cierpliwości można dopatrzeć się charakterystycznego kształtu końskiej głowy – rzecz jasna bez detalu znanego z astrofotek, a w formie uproszczonej (coś w rodzaju pochylonej litery L). Widać też doskonale różnice w jasności i strukturze mgławicy IC 434 – w pewnych partiach jest wyraźniejsza, a w innych słabsza i rozmyta (podobnie, jak to ma to miejsce w przypadku NGC 1499 – Kalifornii). Fitr H-beta jest oczywiście baaardzo przydatny, choć nie nieodzowny – obiekt da się dostrzec z pomocą dobrego filtra typu UHC (przerabialiśmy to we wrześniu z P. Guzikiem). Habeta, pomagając przy Koniu, gasi jednak pobliską mgławicę Płomień (NGC 2024) oraz wspomnianą już NGC 2023. Co tam jeszcze? No tak, nie przesadzamy z powiększeniem (źrenica wyjściowa 4-5 mm jest w sam raz) i koniecznie wywalamy Alnitaka z pola widzenia. W historii polskiej wojskowości kawaleria odegrała istotną, by nie rzec - pierwszoplanową rolę. Niewykluczone, że któryś z Twoich przodków, szanowny Czytelniku, z wyżyn końskiego siodła gromił Tatarzyna czy innego bolszewika. Co pozostaje nam? Ano, też możemy spróbować okiełznać Konia, a później trza koniecznie dać znać, jak poszło!
  18. W tym tygodniu obiekt tygodnia opisuje Janko z sąsiedniego forum. Tym razem obiekt jasny i widoczny w każdym, nawet najmniejszym sprzęcie: Nie ma szczęścia do astroamatorów ta gromada. Mało jest jej opisów, niewiele fotografii. Prawdopodobnie to zmowa konkurencji. W odległości kilku-kilkunastu stopni znajdują się, bagatela: M31 – Wielka Galaktyka w Andromedzie, M33 – Galaktyka Trójkąta, M34 – okazała gromada otwarta w Perseuszu, że nie wspomnę szeregu innych obiektów. Powyżej świeci Kasjopeja ze swymi bogactwami, tuż obok Perseusz ukoronowany Gromadą Podwójną (h i χ Persei) oraz mnóstwo innych klejnotów Drogi Mlecznej. Źródło mapki: http://astronomer.wp...0/09/NGC752.jpg Czemu więc zajmować się skromnym obiektem pominiętym przez Messiera? Odpowiedź jest prosta - ponieważ wcale nie jest skromny. Jest to piękna gromada, porównywalna z tymi najokazalszymi i najjaśniejszymi. Możliwe, że obserwował ją już w połowie XVII wieku odkrywca Galaktyki Trójkąta, Włoch Giovanni Hodierna, jednak to rodzeństwu Herschelom, Karolinie i Williamowi, zawdzięczamy jej identyfikację i skatalogowanie. Gromadę widać przez każdy sprzęt, co więcej, prezentuje się najlepiej w szerokim polu lornetki lub niewielkiego teleskopu z długoogniskowym okularem. Jest jasna (5,7 mag) i rozległa - ma 75 minut kątowych średnicy, aż dwa i pół raza więcej niż tarcza Księżyca. W dobrych warunkach widać ją już gołym okiem jako świetlną plamkę poniżej pomarańczowego Alamaka – γ And. W małych lornetkach głównie zerkaniem, zaś w większych patrząc na wprost można zobaczyć w niej kilkadziesiąt gwiazd zbliżonej jasności, w większości ok. 9 mag i nieco słabszych. Najczęściej podawana liczba to 60-75, co dobrze pasuje do określenia m – medium (50-100 gwiazd) w klasyfikacji Trumplera: typ III 1m, czyli gromada wydzielona, nie skoncentrowana w kierunku centrum, średnio liczna, o małym zróżnicowaniu jasności gwiazd. Są jednak źródła podające liczby nawet do 150. Autor zdjęcia: Marcin Paciorek http://www.astromarc...ges/ngc752.html Najjaśniejsza jest żółtawa gwiazda ok. 7 mag leżąca niemal w środku gromady. Towarzyszą jej od południa dwie nieco słabsze, tworząc foremny trójkącik wielkości ok. 1 minuty kątowej. Gromada jest stara, ocenia się, że ma 1,1 miliarda lat, czyli 1,5 raza więcej niż M44 (Żłóbek), dlatego zaawansowanych ewolucyjnie pomarańczowo-czerwonych olbrzymów jest w niej wiele. Gwiazdy często występują w parach lub łańcuszkach o różnej długości, poprzedzielanych pustymi obszarami. Wprawdzie żółto-pomarańczowa, optycznie podwójna 56 And (Struve I 4, 5,8 mag i 6,1 mag, separacja 3,3’) leżąca na południowo zachodnim skraju nie należy już do NGC 752, jednak dodaje obrazowi specyficznego smaku. Niektórzy dopatrują się w niej główki kija golfowego lub hokejowego długości niemal 2°, utworzonego łącznie przez 6 gwiazd ok. 6-7,5 mag i uderzającego w piłeczkę-gromadę. Źródło mapki “Kij Golfowy”: http://www.backyard-...25/ITTday1.html Sama NGC 752 w pierwszej chwili nie robi wielkiego wrażenia. To nie Plejady ani Żłóbek, gwiazdy wychodzą z tła stopniowo, przynajmniej w niewielkim sprzęcie. Jednak po minucie-dwóch, bez wysiłku widać ich już całe mrowie. Wpatrując się wychwycimy pary, trójki i większe grupy. Rozpoznamy także barwy jaśniejszych gwiazd, których liczba zdaje się rosnąć przez cały czas obserwacji. Następnym razem nikt nie będzie musiał zachęcać nas do oglądania NGC 752. Sami wyczekamy pogodnego wieczoru, by do niej powrócić. Tak więc, niezależnie ot tego, jaki sprzęt posiadasz i jaką miejscówką dysponujesz, szukaj gromady NGC 752. Nie zawiedziesz się, gdy ją ujrzysz. Spróbuj i daj znać, jak poszło!
  19. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Janko z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Pewne obiekty zaniedbujemy nie dlatego, że są mało znane, lecz wprost przeciwnie - są zbyt oczywiste, by je często obserwować. Wydaje mi się, że należy do nich gromada gwiazd w centrum mgławicy o nazwie Rozeta, znajdującej w północno-zachodnim rejonie gwiazdozbioru Jednorożca. Wspaniałe zdjęcia Rozety zdobią niezliczone albumy i kalendarze astronomiczne, jednak opisów sprawczyni całego zamieszania, okazałej gromady otwartej NGC 2244 jak na lekarstwo. Być może obserwatorzy z góry zakładają, że skoro mgławica nie jest łatwym obiektem wizualnym (ach, ta czerwień Hα!), to i z gromadą podobnie. Nic bardziej błędnego. Gromada jest nieźle widoczna nawet z miasta. Pod wiejskim, ciemnym niebem można ją dostrzec gołym okiem jako plamkę świetlną, jednak nie jest to takie łatwe pomimo sporej jasności (4,8mag). Lepiej posłużyć się lornetką lub okularem o szerokim polu widzenia i długiej ogniskowej w teleskopie, przesuwając pole widzenia ok. 10° na wschód od czerwonej Betelgezy (α Ori). Okolice gromady NGC 2244; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Najpierw dostrzeżemy ukośną „drabinkę” o szerokości ok. 5’ i wysokości 20’. Staranna obserwacja pozwoli zobaczyć dalszych kilkanaście słabszych gwiazd, także ułożonych głównie na linii północny zachód – południowy wschód. NGC 2244 i mgławica Rozeta; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Najjaśniejsza gwiazda „drabinki” - 12 Mon (5,9 mag), leżąca w jej południowo wschodnim (lewym dolnym) rogu nie należy do gromady. Przy odpowiednim powiększeniu można to poznać po jej cieplejszej, żółtawej barwie. Gwiazdy właściwej gromady mają znacznie zimniejszy, niebieskawy kolor. Dwie spośród nich (HD 46223 i HD 46150) są rzadko spotykanego typu widmowego O3,5 V, mają ogromną temperaturę rzędu 50 000 kelwinów i emitują wielkie ilości promieniowania ultrafioletowego. Inne niewiele im ustępują, także należąc do typu O, czyli do gwiazd niebieskawych, bardzo gorących. Ich wiatry gwiazdowe i ciśnienie promieniowania oczyściły centrum gromady z macierzystego surowca. Jednak na obrzeżach gromady gaz z dodatkiem pyłu uformował szeroki pierścień, świecący wskutek wzbudzenia wysokoenergetycznym promieniowaniem ultrafioletowym. Pierścień ów to słynna mgławica Rozeta. Marcin był tak uprzejmy, ze nie tylko udostępnił jej zdjęcia, lecz także opisał gwiazdy na jednym z nich. NGC 2244 z mgławicą Rozeta w szerokim kadrze oraz w zbliżeniu Autor: Marcin Paciorek http://astromarcin.pl/images/wide/monocreos/Monocreos_201410_2500.jpg Różne części mgławicy noszą numery NGC 2237-2239 i NGC 2246, jednak często skrótowo całość oznaczana jest tylko jako NGC 2237. Mgławicę można zobaczyć pod ciemnym niebem, choć nie jest to widok imponujący. Lekką mgiełkę łatwo pomylić z zamgleniem optyki. Warto więc przedtem zadbać o czystość soczewek. Jednak na fotografiach Rozeta zajmuje obszar o średnicy ponad 1° i ukazuje bogatą strukturę w postaci pasm i zagęszczeń, w których nadal formują się młode gwiazdy. Łączna masa „surowca” do budowy gwiazd to ponad 10 000 mas Słońca zaś liczba młodych gwiazd już powstałych sięga 2500. Jest to więc obiekt gigantyczny, o średnicy 100 lat świetlnych, przynajmniej trzykrotnie większej niż w przypadku M 42 – Wielkiej Mgławicy w Orionie. Gromada wraz z mgławicą jest całkiem odległa – 5200 lat świetlnych od Ziemi (czterokrotnie dalej niż M42) i tylko jej rozległości i intensywności promieniowania gwiazd zawdzięczamy możliwość tak dokładnych obserwacji. Liczy sobie mniej niż 5 milionów lat. To wiek niemowlęcy w rodzinie gromad. Powstawała przecież w tych samych czasach, co australopiteki – bezpośredni poprzednicy rodzaju Homo. Jednak nie sądzę, by ci nasi odlegli krewni interesowali się wtedy narodzinami gwiazd. Jeśli o czymś myśleli, to zapewne o bezpieczeństwie, jedzeniu i miłości. My jednak możemy pomyśleć, że w subtelnym pojaśnieniu wokół gwiezdnej drabinki ciągle kryje się materiał na tysiące słońc i że one tam nadal się zapalają ze ściśniętych grawitacją gigantycznych mas wodoru powstałego u zarania Wszechświata. Obserwator z lornetką nie jest bez szans w starciu z mgławicą. Należy szukać zerkaniem rozległego pierścienia w pewnej odległości od środka gromady, nie w niej samej. Pomóc może ruch „najeżdżający” i mijający NGC 2244. Niewielkie powiększenie ułatwia obserwacje – obiekt jest rozległy i ma małą jasność powierzchniową. Mgławicę Rozeta widziałem po raz pierwszy przez lornetkę 8,5x44 ze szkłem niskodyspersyjnym w obiektywach. Kluczem do jej dostrzeżenia są warunki obserwacyjne: ciemna miejscówka a przede wszystkim warunki atmosferyczne – przejrzystość powietrza pojawiająca się niekiedy przed przełamaniem pogody lub w mroźne noce. Tak opisuje swoje obserwacje Rozety guru astronomii lornetkowej Phil Harrington: Rozeta ma średnicę ponad jednego stopnia, a jej dostrzeżenie w większości lornetek jest prawdziwym wyzwaniem. Byłem w stanie słabo wychwycić północno-zachodni segment w lornetce 10x50, ale najlepszy widok miałem pewnej szczególnie czystej zimowej nocy kilka lat temu w mojej 16x70. Mgławica wyglądała jak upiorny połamany pierścień całkowicie otaczający gromadę. http://www.astronoce.pl/artykuly.php?id=90 Wszystko przed nami – zarówno przełamania pogody jak i mrozy. Obserwuj więc gromadę NGC 2244 i wypatruj zwiewnej Rozety. Nadejdzie ta magiczna noc, gdy dostrzeżesz jej poświatę a potem, oczywiście – dasz znać jak poszło.
  20. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Macie dość paskudnej, listopadowej aury? Ja też, dlatego w tym odcinku lecimy do Kalifornii. Nasz cel (skatalogowany jako NGC 1499) to mgławica emisyjna, znajdująca się w konstelacji Perseusza. Została odkryta 3 listopada 1885 roku przez Edwarda Emersona Barnarda. Żeby było ciekawej, pan Barnard zaobserwował ją wizualnie, posługując się sześciocalowym refraktorem. Wyczyn to niemały, zważywszy, że "engiec" jest wyjątkowo rozległy (160'x40'), zaś pola widzenia ówcześnie stosowanych okularów były – z dzisiejszej perspektywy – śmiesznie małe (że nie wspomnę o długaśnych ogniskowych obiektywów i braku filtrów mgławicowych). Jeśli uwzględnić dodatkowo niewielką jasność powierzchniową mgławicy, można uznać, że Barnard wybitnym obserwatorem był. Geneza nazwy mgławicy nie jest skomplikowana – ten ogromny (bo rozciągnięty na przestrzeni około stu lat świetlnych) obłok kształtem przypomina linię brzegową Kalifornii. Opis starhoppingu tym razem pominę – Kalifornia świeci tuż "nad" (znaczy na północ) od gwiazdy ξ Per (Menkib) o jasności 4mag, a przy tym jest uwzględniona w każdym przyzwoitym atlasie nieba. NGC 1499 i ξ Per są "sąsiadami" nie tylko z perspektywy ziemskiego obserwatora, co więcej – najprawdopodobniej to właśnie bliskość gwiazdy sprawia, że mgławica w ogóle jest widoczna. Zestaw ów znajduje się w odległości około 1500 lat świetlnych od Ziemi, wewnątrz Ramienia Oriona, na granicy asocjacji Perseusz OB2 (choć co do tej odległości pewności brak; w sieci znalazłem rozbieżne wartości - od 1200 do 1800 lat świetlnych). We wspomnianej asocjacji narodził się biało-niebieski Menkib – gorący (ok. 37000 K) olbrzym typu widmowego O7. Gwiazdeczka ta - mówiąc obrazowo - urwała się ze smyczy (co następuje wskutek wybuchu supernowej w układzie wielokrotnym, tudzież po bliskim spotkaniu systemów podwójnych, skutkującym ich rozpadem), zyskując status "gwiazdy uciekającej". Jaki może być rezultat szybkiego przemieszczania się w ośrodku międzygwiazdowym tak gorącego "maleństwa" (o masie ok. 30 - 40 razy większej od naszego Słońca), emitującego w dodatku silny wiatr gwiazdowy? Ano, fala uderzeniowa, podgrzewająca pył (to ta czerwona plama widoczna w lewym, górnym rogu zdjęcia wykonanego przez pracujący w podczerwieni teleskop WISE). źródło: http://photojournal.jpl.nasa.gov Pewne jest, że koniec żywota tej gwiazdy jest nieodległy, a śmierć ta będzie zjawiskiem spektakularnym – jak to zwykle przy wybuchach supernowych bywa. Skoro wiemy już na co patrzymy, pora wspomnieć, przez co paczać i jak to widać. Mówisz "Kalifornia" - myślisz "H-beta". Zjonizowany wodór jarzy się czerwonawo, świecąc w paśmie, na które ludzkie oko nie jest specjalnie wrażliwe. Z tego też powodu numer 1499 znajduje się na szczycie krótkiej listy obiektów, do obserwacji których ów filtr jest szczególnie przydatny (przy czym wymieniany jest zwykle zaraz po Qniu ). Obiekt jest widoczny już w lornetkach (najlepiej zaopatrzonych w parkę rzeczonych habet). Tego typu doświadczenie obserwacyjne dopiero przede mną* (nie mogę się doczekać co zobaczę w szerokim polu Nikona 7x50), niemniej podczas dobrych nocy nawet bez pomocy filtrów lorneta 15x70 jest w stanie wydobyć z tła subtelną mgiełkę - rozmytą, o nieokreślonym kształcie, widoczną dość słabo i tylko pod przyzwoitym, wiejskim niebem. Wskazane, by usunąć z pola widzenia "przeszkadzajkę", czyli ξ Per. Wystarczające jest także zestawienie refraktora 80 mm i filtra. Choć nie spodziewałem się wiele po takiej kombinacji, to Kalifornia ukazała się moim oczom dość wyraźnie - blady blask wodorowej chmury ewidentnie kontrastował z czernią nieba. Użycie soczewki o średnicy 150 mm sprawia, że mgławica staje się obiektem łatwym, jawiąc się jako duża, z grubsza prostokątna plama. Obserwując ją, wspomagałem się UltraBlockiem; w prawie trzystopniowym polu widzenia wygenerowanym przez Maxvisiona 24 mm engiec prezentował się okazale – mleczna poświata mgławicy, z prześwitującymi na jej tle gwiazdkami, była całkiem ładnie widoczna. Żadnego detalu (prócz ciemniejszego wnętrza, okolonego dwoma jaśniejszymi pasmami na obrzeżach) nie wyłapałem. Naprawdę ciekawie robi się, gdy zaprosimy do zabawy dużego niutka. Szesnastocalowiec ukazał wijące się pasma, przypominające nurt spienionej, górskiej rzeki. Północna, bardziej oddalona od ξ Per krawędź mgławicy odcinała się od tła nieco wyraźniej niż jej granica południowa. Z określeniem, gdzie znajduje się wschodni i zachodni "koniec" miałem spory problem, bowiem rozmywała się ona stopniowo w tle nieba. Jak duże to cholerstwo, doskonale widać na poniższym zdjęciu: źródło: http://apod.nasa.gov W tym miejscu serdecznie przepraszam tych, którzy nie trawią astrofotograficznej twórczości tego pana, ale akurat ja mam słabość do jego zdjęć (grafik?). Co tam jeszcze? Ano, pamiętam do dziś, że jako dzieciak nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie jestem w stanie dostrzec tak wielkiego i jasnego obiektu (które to cechy przypisałem Kalifornii po analizie map w atlasie Hvezdna obloha 2000.0) – choć bardzo się starałem, uparcie czesząc ten rejon nieba ruską lunetą 20x50. Nieco już zapomniany (a młodszym userom pewno w ogóle nieznany) zespół Dead Kennedys śpiewał swego czasu, że "Kalifornia ponad wszystko", a skoro tak - spróbuj i daj znać jak poszło! * - w tym miejscu Marek uzna zapewne, że w takim razie g...o widziałem i nie ma sensu dalej tego czytać
  21. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Janko z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Zimowe niebo wkracza do amfiteatru nocy. Główni bohaterowie coraz wcześniej zaczynają odgrywać swój stały dramat. Orion walczy z Bykiem, splecione Bliźnięta wspinają się na nieboskłon, Jednorożec czai się pomiędzy Wielkim a Małym Psem. Lada dzień zmieni się aura a my drżąc z emocji i chłodu rozstawimy wieczorem swój sprzęt kierując go na odsłonięte nagle bogactwo. Gdy już zaspokoimy pierwszy głód widokiem Plejad i Hiad, Miecza Oriona i skarbów syjamskich braci, proponuję przyjrzeć się obszarowi między rogami Byka. Bliskie (ok.150 lat świetlnych) i rozległe Hiady (Mel 25) stanowią trójkątne centrum gwiazdozbioru. Na ich tle świeci pomarańczowo-czerwonym blaskiem bycze oko – Aldebaran, czerwony olbrzym (typ widmowy K5) znajdujący się znacznie bliżej - w odległości 65 lat świetlnych od nas. Z byczego łba wyrastają w kierunku z grubsza wschodnim potężne rogi, każdy zakończony jasną, białą gwiazdą. Róg górny, północny, zwieńcza najjaśniejsza po Aldebaranie gwiazda w Byku – Elnath czyli β Tau, 8⁰ niżej widać ostrze rogu dolnego – nieco słabszą Alhekę (ζ Tau). Mapa gwiazdozbioru Byka Źródło: Stellarium Byk to nie tylko Plejady i Hiady. Pomiędzy rogami znajdują się dwie ciekawe gromady otwarte. Dziś zajmiemy się tą bliższą centrum gwiazdozbioru. Około trzech stopni na północny wschód od Aldebarana (po lewo), a więc w tym samym polu widzenia większości lornetek, znajdziemy okazałą gromadę NGC 1647. Jest ona rozległa na 45’, jasna (6,4 mag) i łatwa do wypatrzenia przez niewielkie lornetki a w idealnych warunkach także gołym okiem. W lornetce bez trudu widać kilkadziesiąt spośród jej dwustu gwiazd. Tutaj znajdziemy zdjęcie NGC 1647 w szerokim kadrze. Zbliżonego widoku można spodziewać się w szerokokątnej lornetce o małym powiększeniu (autor: Alan Dyer). Gromada wyraźnie wyodrębnia się z gwiezdnego tła. W niewielkim sprzęcie robi wrażenie okrągłej. W nieco silniejszych powiększeniach dostrzec można nierównomierny układ jej gwiazd na obrzeżach, przez co kojarzy się niektórym obserwatorom z galaktyką spiralną. Zdjęcie gromady NGC 1647 Autor: Alson Wong; źródło: http://www.alsonwongastro.com/ngc1647.htm Zdjęcie dość wiernie oddaje barwy gwiazd. W większości są one niebieskawo białe, co wynika ze stosunkowo młodego wieku gromady – około stu pięćdziesięciu milionów lat. Jest to tylko półtora raza więcej, niż mają także niebieskawe Plejady. Jednak odległość do gromady NGC 1647 jest ponad czterokrotnie większa (1800 lat świetlnych), przez co mimo swej liczebności nie rwie ona aż tak oczu. Jeśli jednak zaczniemy się jej wnikliwie przyglądać, dostrzeżemy jej gwiezdne dwójki i trójki, zauważymy kontrast z kremowo-pomarańczową parą na południowym skraju i zadziwimy się rosnącą liczbą „szpileczek” wyskakujących z mglistego początkowo tła. Nie żałuj więc czasu na obserwacje tej uroczej gromady, może nie tak sławnej jak nieodległe sąsiadki, lecz łatwej do odnalezienia i całkiem okazałej. Gdy zaś ją zobaczysz, napisz koleżankom i kolegom jak poszło.
  22. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Wolf, Maximilian Franz Joseph Cornelius – Niemiec, odkrywca 248 planetoid, trzech komet i czterech supernowych, jeden z pionierów wprowadzenia fotografii do badań astrofizycznych, "posiadacz" krateru na Księżycu, Lundmark, Knut Emil - Szwed, jeden z pionierów współczesnej astronomii pozagalaktycznej, Melotte, Philibert Jacques – Brytyjczyk, twórca znanego katalogu gromad gwiazd, odkrywca jednego z licznych księżyców Jowisza (Pazyfae) i plenetidy (676) Melitta. WLM. WTF? Wolf - Lundmark - Melotte to nic innego jak galaktyka nieregularna, znajdująca się w odległości około 3,4 miliona lat świetlnych od Ziemi; odkrył ją w 1909 roku pan Wolf, a galaktyczny charakter obiektu stwierdzili w 1926 roku panowie Lundmark i Melotte. Ot i cała tajemnica tej długiej, złożonej nazwy. Można oczywiście krócej – galaktyka reaguje też na symbol PGC 143. WLM jest członkiem Grupy Lokalnej, jednak ulokowała się na jej dalekich rubieżach. Dość ciekawe jest otaczające ją gwiezdne halo. Dlaczego ciekawe? Po pierwsze, takie halo bywa zwykle zarezerwowane dla bardziej masywnych galaktyk, po drugie zaś gwiazdy wchodzące w jego skład są zaskakująco stare - starsze od znajdujących się w obrębie galaktycznego dysku. źrodło: https://www.noao.edu/image_gallery/images/d7/WLM-2000.jpg Jak tam trafić? Jako, że jeden obraz zastępuje tysiąc słów, zamiast opisu starhoppingu odwołam się do mapy wygenerowanej przez kol. Rokitę. Jak widać, najłatwiejsze dojście mamy od gwiazdy Deneb Kaitos (Diphda); obiekt przyczaił się niecały stopień na północny wschód od gwiazdy 1 Ceti. Podczas kilku ostatnich sesji gwiezdną wędrówkę w kierunku WLM-a każdorazowo zaczynałem jednak daleko na zachodzie, idąc od mgławicy Ślimak (NGC 7293) i zahaczając po drodze o gromadę kulistą NGC 7492 w Wodniku (jasność ok. 11.3mag, rozmiar 4'; to jeden z tych kulistych, kaszkowatych kleksów, blady i w mniejszych aperturach raczej trudny do wyłapania). Ale ad rem - z jakim sprzętem można podchodzić do WLM-a? Co prawda Harrington w książce "Cosmic Challenge" umieścił go pod sam koniec, w rozdziale o niepokojąco brzmiącym tytule "Monster - scope challenges", ale spokojnie - wygląda na to, że wystarczy dobra lorneta 100 mm (o czym pewnie napisze Paweł Trybus). Ja miałem okazję obserwować ją achromatem 150/750 i Taurusem 300. W pierwszym z wymienionych teleskopów, przy użyciu okularu 24 mm, galaktyki nie zobaczyłem (z uwagi na zbyt jasne tło). Wystarczyło jednak wymienić go na ogniskową 18 mm, by zacząć podejrzewać, że coś tam jest. Okular dwunastomilimetrowy rozwiał wszelkie wątpliwości – w polu widzenia ukazało się spore, podłużne (9.5' x 3.0') pojaśnienie, zerkaniem oczywiste, choć bez śladów jakiejkolwiek struktury. Satysfakcja gwarantowana – tym bardziej, że mamy do czynienia z celem o jasności powierzchniowej zaledwie 14.6mag na minutę kątową do kwadratu (a przynajmniej taką wartość podają autorzy popularnego przewodnika The Night Sky Observer's Guide). Poniżej szkic wykonany z użyciem "dziesiątki". źrodło: http://www.deepskywatch.com/Astrosketches/wlm-galaxy-sketch.html W teleskopie dwunastocalowym zobaczymy z grubsza to samo, tyle, że będzie łatwiej. Warto uzbroić się w cierpliwość – jeśli nie dostrzeżemy obiektu jednej nocy, warto próbować podczas kolejnych, aż do skutku; wspomniana wcześniej niska jasność powierzchniowa, w połączeniu ze stosunkowo niewielką wysokością nad horyzontem (deklinacja -15o) skutkuje potrzebą prowadzenia obserwacji przy dobrej przejrzystości atmosfery. Wszelkie łuny nad południowym horyzontem wykluczone – polowanie na tego rodzaju słabizny wymaga dostępu do dobrej miejscówki obserwacyjnej i tego po prostu nie da się przeskoczyć. Co tam jeszcze? No tak, Harrington wspomina o łapaniu związanej z galaktyką gromady kulistej, oznaczonej jako WLM-1. Problem jest jeden i można go określić jedną wartością liczbową: 16.1mag. Niemniej, są w Polsce dwudziesto- i więcej calowe teleskopy, których właściciele – w ramach poszukiwania wyzwań dla prawdziwych twardzieli – mogliby się pokusić o próby wyłuskania tej globulki. Są chętni? Jeśli dobrnąłeś do tego miejsca, znaczy, że Cię wciągnęło. A skoro tak, podczas najbliższej pogodnej, bezksiężycowej nocy wywieź teleskop na jakieś ciemne zadupie, spróbuj i daj znać, jak poszło!
  23. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Janko z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Pewne miejsca na niebie są feralne. Nie pytajcie mnie dlaczego – po prostu zawsze tak było i już. Nie wierzycie, to posłuchajcie. Do takich miejsc należy obszar między Kasjopeją, Woźnicą i Gwiazdą Polarną. To gwiazdozbiór Żyrafy. Już jego nazwa łacińska – Camelopardalis – jest dziwaczna. przecież zwierzę żyrafa to po łacinie Giraffa (rodzaj biologiczny), zaś słowo „camelopardalis” (wielbłądo-lampart) jest dopiero drugim członem – jak wiadomo nazwy gatunków biologicznych są dwuczłonowe. W dodatku słowo to mogło być prostsze - camelopardus. A tak nie wiadomo, czy to I przypadek (nominativus: kto co? Camelopardalis), czy może II (genetivus: kogo? czego? czyj? Camelopardalis). Już sama taka nazwa może wystraszyć obserwatora. Brak jasnych gwiazd powoduje, że omijamy ten rejon. Nie tylko my. Messier ze swym przyjacielem Mechainem nic tu nie znaleźli. Pewnie nie szukali, chociaż to obszar okołobiegunowy, dostępny przez cały rok. William Herschel znalazł dwa obiekty: galaktykę NGC 2403 i gromadę otwartą NGC 1502. Pierwszą pewnie tylko dlatego, że jest tuż obok „nosa” Wielkiej Niedźwiedzicy, drugą, bo znajduje się na końcu łańcuszka przedziwnego asteryzmu - Kaskady Kemble’a. Zaś bohaterka obecnego opisu świeciła sobie z jasnością około 6 mag do drugiej połowy XX wieku, z pewnością widziana wielokrotnie, lecz nigdy nie opisywana. Zanotował jej obecność na swojej liście dopiero Jurgen Stock pod numerem 23, nie podejrzewając jednak, że może to być obiekt wcześniej nieznany (gdybym był złośliwy, dodałbym – jak to zawodowiec). Trzeba było dopiero dwóch astroamatorów „gapiących się w niebo” – stargazing - przez niewielki refraktor i lornetę, jak to opisał szczęśliwy znalazca John Pazmino z Nowego Jorku, by zorientować się, że czegoś takiego nie zaznaczono w żadnym atlasie. Stąd mamy dzisiaj „Gromadę Pazmina”. Obserwatorzy widzieli mniej-więcej taki obraz, jak na szkicu kolegów z Finlandii: Szkic Stock 23; źródło: http://www.kolumbus.fi/jaakko.saloranta/Deepsky/Extra/Stock23_SA.html Jednego tylko nie rozumiem - czemu mam obawiać się zastrzelenia przez autora szkicu: „Notes: Anyone using the nickname "Pazmino's Cluster" in public, in private, in parties or anywhere else in the entire multiverse should be instantly shot. Thank you.” Jedyna nadzieja, że gdy już po mnie przyjedzie, pobłądzi na Ursynowie jak wielu przed nim. Do gromady łatwo trafić szerokokątnym sprzętem przesuwając pole widzenia na wschód od gromad i mgławic Kasjopei, IC 1805 (Serce) i IC 1848 (Dusza) lub od Gromady Podwójnej w koronie Perseusza na obszar, który nazywam kopytkiem Żyrafy. Posiadacz lornetki o polu widzenia 8° może zobaczyć wszystkie te obiekty razem. Okolice gromady Stock 23; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Samą gromadę można podziwiać przez każdy sprzęt. Jest wystarczająco jasna dla każdej lornetki (5,6 mag) a nawet można próbować odnaleźć ją gołym okiem. Zmieści się w polu widzenia teleskopu ze średnioogniskowym okularem – najczęściej podawany rozmiar kątowy to 14 minut. Kilka gwiazd widać już w małej lornetce - najjaśniejsza ma 7,6 mag. Niewielki teleskop ukaże ich nawet 25 (najczęściej podawana liczebność gromady), zaś spory nawet do 40 (według NSOG: The Night Sky Observer’s Guide). Gromada jest luźna, zawiera gwiazdy o zróżnicowanej jasności. Według większości źródeł, jej typ zgodnie z klasyfikacją Trumplera to II 3 p n (wydzielona o słabej koncentracji w kierunku centrum, duże zróżnicowanie jasności, uboga, z mgławicą). NSOG znów ma nieco odmienne zdanie: typ III 3 p n, czyli gromada całkiem nie skoncentrowane w kierunku centrum. Na moje oko, to astroamatorzy – twórcy NSOG mają rację. Zresztą, osądźcie sami. Nie tylko jasność, lecz także barwa gwiazd gromady jest rozmaita. Widać to na zdjęciu Herberta Waltera: Zdjęcie Stock 23 Autor: Herbert Walter; źródło: http://www.skypixels.at/stock23_info.html Na zdjęciu tym warto rozpoznać układ przypominający rdzeń gwiazdozbioru Herkulesa – trapez z „ogonkiem” przy dolnym, południowo-zachodnim narożniku. Narożnik ten tworzy gwiazda podwójna Struve 362, dająca się rozdzielić w powiększeniu 100x. Niestety, więcej danych na jej temat nie odnalazłem. Na koniec wiadomość nieco smutna. Stock 23 niekoniecznie jest gromadą. Według pomiarów satelity HIPPARCOS, ruch własny (proper motion) jej głównych gwiazd jest różny, podobnie jak w przypadku gwiazd Wieszaka (Collinder 399). Oznacza to, że wkrótce Gromada Pazmina się rozbiegnie. Nie trać więc czasu i w najbliższą pogodną noc skieruj swój ulubiony, choć pewnie nieco przykurzony sprzęt w okolice kopytka Żyrafy. Potem zaś konieczne daj znać jak poszło!
  24. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Paweł Trybus. Miłej lektury! Za oknami jesień. Coraz wcześniej zapada zmrok i nie trzeba już czekać do 22:00 na sensowne warunki do obserwacji obiektów głębokiego nieba. Niestety dość często o tej porze roku obserwatorom przeszkadzają snujące się mgły, które potrafią popsuć warunki w niższych częściach nieboskłonu. Dlatego w tym tygodniu chcę Wam zaproponować spojrzenie na obiekt świecący na przyzwoitej wysokości 65-55 stopni nad północnym horyzontem wieczornego nieba. Skierujcie swoje lornety i teleskopy na znaną mgławicę planetarną "Kocie Oko" (NGC 6543) w Smoku, w pobliżu której - niejako w prezencie - można namierzyć bardzo ciekawy gwiezdny układ wielokrotny. NGC 6543 to mgławica planetarna o jasności wizualnej 8.1 mag, jej rozmiar kątowy to mniej więcej 20". W centrum mgławicy świeci gwiazdka o jasności 11.4 mag. Źródła internetowe (wikipedia; http://www.constellation-guide.com/cats-eye-nebula-ngc-6543/)podają, że NGC 6543 odległa jest od nas o około 3300 lat świetlnych. Według dokładniejszych obserwacji, wykonanych m.in. Kosmicznym Teleskopem Hubble'a, gwiazda centralna należy do typu widmowego O7 jest mniejsza od Słońca (średnica ok. 0.65 słonecznej), ale bardzo gorąca (80 000K) i co za tym idzie, świecąca z około 10 000 razy większą mocą od naszej dziennej gwiazdy. Wyrzucane przez nią z prędkością ok. 1900 km/s gazy tworzą mgławicę, której gęstość wynosi około 5000 cząstek na centymetr sześcienny, a temperatura wynosi od 7000-9000 K w części wewnętrznej, do 15000 K w zewnętrznej. Mgławicę "Kocie Oko" odkrył William Herschel 15-go lutego 1786 roku. Co ciekawe, według http://stars.astro.illinois.edu/sow/n6543.htmlbyła to pierwsza mgławica planetarna, (a tego określenia Herschel użył po raz pierwszy po odkryciu mgławicy planetarnej "Saturn" - NGC 7009 - we wrześniu 1782), w której dostrzegł gwiazdę centralną i był przekonany, że udało mu się odkryć narodziny gwiazdy, że oto na jego oczach mgławica kondensuje się ku centrum, tworząc gwiazdę. Jakkolwiek prawda jest całkowicie odwrotna, genialny odkrywca zrozumiał, że tego typu obiekty mają coś wspólnego z cyklem życiowym gwiazdy. NGC 6543 była też pierwszą mgławicą planetarną, której widmo zbadano spektroskopem. Uczynił to William Huggins w sierpniu 1864 roku. Był bardzo zaskoczony rezultatem, a strona http://stars.astro.illinois.edu/sow/n6543.htmlcytuje jego notatkę (tłum. własne): Wieczorem 29-go sierpnia 1864 roku skierowałem teleskop na mgławicę planetarną w Smoku [...] Spojrzałem w spektroskop. Nie spodziewałem się takiego widma. Tylko pojedyncza, jasna linia! Światło mgławicy było monochromatyczne i w odróżnieniu od innych zbadanych przeze mnie źródeł światła, nie udało się go rozciągnąć tak, by utworzyło kompletne spektrum. Bliższe spojrzenie ukazało dwie inne, jasne linie w pobliżu niebieskiej części widma. Zagadka mgławicy została rozwiązana. Odpowiedź, którą podało nam jej światło brzmi: to nie skupisko gwiazd, ale świecący gaz. Skoro z Kocim Okiem wiąże się tyle ciekawostek, pora rzucić na nie okiem :-) Mgławicę znaleźć nietrudno, świeci mniej więcej w połowie pomiędzy trapezem "głowy Smoka", a czworokątem Małej Niedźwiedzicy. Pomiędzy zaznaczonymi gwiazdami chi Dra i zeta Dra widać dwie blisko siebie położone omega Dra i f Dra. Od nich już jest łatwo trafić do NGC 6543 Co można powiedzieć o wrażeniach z obserwacji wizualnych "Kociego Oka"? Dwie rzeczy. Po pierwsze - to jasny obiekt, bez problemu widoczny już w niewielkiej lornetce. Po drugie - to maleństwo ma niewielkie rozmiary kątowe, więc lubi spore powiększenia. Potraktuj je takowym, a odwdzięczy się widokiem jaśniejszego centrum otoczonego bledszą obwódką, pokaże co nieco koloru, mrugnie gwiazdką centralną - ale o tym za chwilkę. Obserwując "Kocie Oko" lornetką łatwo omyłkowo wziąć je za gwiazdę. Osobiście nigdy nie skierowałem ku NGC 6543 małej lornetki, więc w tym miejscu oddaję głos moim szanownym kolegom, którzy bez takowej nie wyobrażają sobie obserwacji :-) W dużych lornetach 37x100 i 45x141 to wyraźne, bardzo jasne, małe kółko o zielonkawo-niebieskiej barwie. Dla teleskopu NGC 6543 to bardzo wdzięczny obiekt. Jak większość mgławic planetarnych dobrze reaguje na filtr OIII (wspomniane wyżej w notatce Williama Hugginsa "dwie inne jasne linie w pobliżu niebieskiej części widma" pochodziły od podwójnie zjonizowanego tlenu), który mocno rozjaśnia mgiełkę, przygaszając jednocześnie gwiazdy wokół... i gwiazdkę centralną, uniemożliwiając w zasadzie jej dostrzeżenie. Dlatego wielu obserwatorów - ze mną włącznie - preferuje widok bez filtra. Widok zaiste przedni! Kilkakrotnie spoglądałem na nią teleskopem newtona 13", używałem powiększeń od 150x do nawet 300x. Gwiazdka centralna nie poddaje się łatwo i dopiero w mocniejszym powiększeniu udawało mi się ją dostrzec. Poniższy szkic Jeremiego Pereza (źródło http://www.perezmedia.net/beltofvenus/archives/000816.html) bardzo dobrze odwzorowuje widok, jakiego można się spodziewać w teleskopie: Rysunek jest dość ciemny, ale to w końcu tylko 8" zwierciadła i powiększenie aż 240x. Oczywiście im większa apertura, tym mgławica będzie jaśniejsza i więcej gwiazd pokaże się wokół. Na początku października obserwowałem "Kocie Oko" refraktorem FS102 (102/820mm) w powiększeniach 117x, 164x i 243x. W dwóch pierwszych bardzo wyraźnie pokazał się kolor, mgławica pięknie świeciła w licznym otoczeniu gwiazd. Natomiast okular XW3.5 (234x) przyciemnił obraz, ale pozwolił na wyłapanie gwiazdki centralnej. W tym miejscu mógłbym zakończyć ten opis, ale przecież czekają jeszcze "Trzy Ptaszki" :-)) Pewnie zadajecie sobie pytanie - "ale o co chodzi?"... To niespodzianka, bardzo sympatyczna gwiazda potrójna, którą można namierzyć niedaleko NGC 6543. Znakomity łowca gwiazd podwójnych Otto Struve nie uwzględnił jej w swoim katalogu (kto wie, może jej nie widział?), ale w katalogu Washington Double Stars figuruje pod nazwą Bird3 (BRD3), stąd "Trzy Ptaszki". BRD3 to w rzeczywistości układ pięciu gwiazd, ale dwie najsłabsze (D i E, jasności odpowiednio 14.2 mag i 14.6 mag) umykają obserwacjom wizualnym. Natomiast trzy jaśniejsze składniki układają się w niemal prostą linię, co daje naprawdę sympatyczny widok w teleskopie. Można je zapisać w ten sposób: A --- C --- B 10.3 mag - (9.7") - 11.4 mag - (10.6") - 10.5 mag A prościej - dwie gwiazdki 10.3 mag i 10.5 mag dzieli separacja ok. 20.1", czyli praktycznie tyle, ile wynosi średnica kątowa "Kociego Oka". Niemal dokładnie w środku pomiędzy nimi świeci gwiazdka 11.4 mag (co ciekawe, to również jasność gwiazdki centralnej w NGC 6543). Szczegóły na temat "geometrii" układu BRD3 znajdziecie tutaj: http://stelledoppie.goaction.it/index2.php?iddoppia=71802 By "Trzy Ptaszki" ładnie się rozsunęły, warto użyć powiększenia rzędu 150x i więcej. Ja spojrzałem na nie refraktorem FS102 z okularem XW5mm (164x) i popełniłem taki szkic (lekko obrobiony w GIMPie, przekształcenie na negatyw i dodanie tekstu). Chyba trochę przesadnie "rozsunąłem" gwiazdki, ale com naszkicował, naszkicowałem :-) Jak odnaleźć "Trzy Ptaszki"? Łatwo nie jest, ale warto spróbować. Wyceluj w NGC 6543 z długoogniskowym okularem, który pokaże sporo nieba wokół i spróbuj namierzyć gwiazdkę 7.7 mag (HIP87530), która jest dolnym wierzchołkiem zaznaczonego poniżej trójkąta. Pozostałe wierzchołki to "Kocie Oko" i "Trzy Ptaszki": W zbliżeniu na zdjęciu z DSS (Digital Sky Survey) trójkąt wygląda tak: Namierzając pierwszy raz BRD3 korzystałem z naszkicowanej w domu mapki, ale za drugim razem trafiłem na właściwe miejsce już "z pamięci", na obserwacjach z Piotrem Guzikiem w Trzonowie. Troszkę mi to zajęło, ale było warto - w Taurusie 13" cała trójka pokazała się bardzo ładnie. Jeżeli uda Ci się trafić na dobrą pogodę w którąś z jesiennych nocy, skieruj lornetkę lub teleskop na Smoka, gdzie czeka na Ciebie "Kocie Oko" z niespodzianką w pobliżu. Spróbuj i daj znać, jak poszło - ciekaw jestem Twoich wrażeń :-)
  25. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Grzesiek z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Ależ się ostatnio namęczyłem ze „Ślimakiem” (NGC 7293). W końcu jednak padł w lornetce 15x70, bez żadnych filtrów czy innych „dopalaczy”, ale na swój sposób była to raczej masochistyczna przyjemność. Tak to już jest, gdy się nie chce, lub nie może, wyruszyć gdzieś dalej w poszukiwaniu wolnego od LP kawałka nieba nad południowym horyzontem. Na szczęście, im wyżej, tym znacznie lepiej i okolice zenitu to już zupełnie inna bajka… A niedawno przypomniał mi się jeden – choć nie! – bo w zasadzie, to dwa, bardzo ciekawe obiekty, które jesiennymi wieczorami znajdują się naprawdę wysoko. Jeśli więc, Drogi Czytelniku, masz – tak jak ja, już dość niskich deklinacji i takiej samej jakości nieba na tych wysokościach – głowa do góry! Proponuję Ci odwiedzić pogranicze Cefeusza i Łabędzia aby odnaleźć obiekty tego tygodnia. Choć Cefeusz nie składa się z bardzo jasnych gwiazd, to odnalezienie kilku najjaśniejszych punktów tej konstelacji nie powinno sprawić problemu i zakładam, że ten krok możemy pominąć. Po zlokalizowaniu alfa Cep (Alderamin), powinniśmy odnaleźć dwie kolejne, dość jasne gwiazdy oznaczone jako eta Cep oraz theta Cep. Te dwa drogowskazy o jasnościach odpowiednio 3,4mag oraz 4,2mag tworzą wraz z naszymi obiektami trójkąt równoboczny (no prawie…) o bokach, których długość wynosi nieco ponad 2°. Rys. 1 Mapka przedstawiająca mój sposób lokalizacji NGC 6939 oraz NGC 6946. (źródło: Stellarium) Upewniwszy się, że jesteśmy we właściwym miejscu, można już przy użyciu lornetki próbować dostrzec dwie, raczej nie trudne w percepcji, ale też niekłujące jasnością w oczy mgiełki, oddalone od siebie o zaledwie 40’. Średniej wielkości dwururka, za jaką jeszcze uznaję obiektyw 70mm i która jest obecnie moim głównym astro-sprzętem, pokaże mnóstwo takich smug na całym niebie. W czymże tkwi, w takim razie urok i wyjątkowość naszej parki? Choćby w tym, że jeden z obiektów leży 5000 razy dalej od drugiego i jest galaktyką, natomiast ten drugi to gromada otwarta. A wszystko to w jednym polu widzenia. A wszystko dostępne już przez lornetkę…Jak podają źródła[1],[2],[3],[4],NGC 6939 to gromada otwarta, odkryta przez F. W. Hershella w roku 1798, a jej jasność i rozmiar to: 7,8mag oraz ok. 7’. Można ją znaleźć również pod nazwami: Cr 423, Mel 231, czy Lund 930. Gromada, według systemu Trumplera, jest sklasyfikowana jako typ II1r, co oznacza, że powinna się charakteryzować niewielką koncentracją, dość jednorodnych pod względem jasności, gwiazd ku centrum, oraz posiadać dające się łatwo wyznaczyć granice. Jest ona bogata w gwiazdy i zawiera ich ponad 300, jednak najjaśniejsze z nich osiągają tylko ok. 12mag. Wiek tej gromady szacuje się na ponad miliard lat. Nasz drugi obiekt, który również został odkryty w tym samym czasie przez pana Hershella, to Galaktyka Fajerwerk, czyli NGC 6946 (Caldwell 12, Arp 29). Galaktyka zawdzięcza swoją wybuchową nazwę, nadzwyczajnej wręcz, aktywności rozbłysków supernowych w jej strukturze i może być bardzo wdzięcznym obiektem do obserwacji a także, jak pokazuje poniższe zdjęcie, świetnie pozuje astro-fotografom. Ze swoją jasnością 8,8mag i rozmiarem ok. 11’, mogłaby śmiało zająć kolejny numer w katalogu Messiera. [1], [2], [5] Fot. 1 Zdjęcie pary NGC6939 oraz NGC 6946. Autor: „maciekja” – Forum Astronomiczne. [6] Obserwowałem ostatnio nasze bohaterki lornetką 15x70 i na pewno nie był to wyczyn ekstremalny, a również w lornetce 10x50, pod naprawdę ciemnym niebem, widać je całkiem wyraźnie. Zatem, w zależności od warunków, są one do wyłuskania już w naprawdę niewielkich instrumentach. Z drugiej strony, ich widok przypomina mi nieco parę M81/M82 (tak, wiem, że to obiekty w 50% o innej naturze). Nie omieszkałem porównać obu tych duetów podczas bezpośredniej konfrontacji. Pomimo zdecydowanie niższego położenia Wielkiej Niedźwiedzicy tamtej nocy, to jednak „eMki” były wyraźniejsze. A co dokładnie widziałem w lornetce patrząc na 6939/6946? Na pierwszy rzut oka, dwie rozmyte plamki, które są prawie takie same pod względem jasności oraz rozciągłości. Po kilku chwilach, można dojść do wniosku, że jednak NGC 6939 jest trochę jaśniejsza, ale różnica nie jest rzucająca się w oczy i trochę się zdziwiłem, że galaktyka tak dobrze dotrzymuje kroku swojej towarzyszce pod tym względem. Po jeszcze wnikliwszym wpatrywaniu się w okulary, galaktyka ukazała pewien gradient jasności i można było zauważyć, że maleje ona z centrum ku brzegowi, który nie dał się już jednoznacznie oddzielić od tła nieba. Pamiętam, też kilka słabych gwiazdek „przeszkadzajek” bo nie należy ich łączyć z żadnym z naszych obiektów. Powodują one, że oko doszukuje się tam czegoś jeszcze. Widok z lornetki jest, moim skromnym zdaniem, bardzo wiernie przedstawiony na z szkicu Rony’ego De Laet’a i świetnie oddaje głębię kosmosu w szerokim - 4,4 stopniowym polu. Przy okazji warto się zastanowić, na co tak naprawdę patrzymy. Pojedyncze gwiazdy ze szkicu są oddalone o około 100-1000 lat świetlnych od nas. Gromada NGC 6939, znajdująca się na zewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona i zarazem w odległości ok. 4000 lat świetlnych od Ziemi, to drugi plan. A najdalej wzrok sięga do świata galaktyki NGC 6946, której światło potrzebowało 20 000 000 lat aby trafić do ludzkiego oka. Rys. 2 Szkic ołówkiem: NGC 6939 oraz NGC 6946 widziane przez lornetkę 15x70 o polu 4,4o[7] Jak widać, nasza urocza parka może być już propozycją dla posiadaczy lornetek, a właściciele większych apertur, tym bardziej nie powinni być rozczarowani. No właśnie… A jakie są Twoje wrażenia obserwacji z tych odległych światów? Spróbuj i daj znać, jak poszło! [1] Rony De Laet, „The Casual Sky Observer’s Guide. Stargazing with Binoculars and Small teleskopes”, Springer-Verlaq New York Inc. 2012. [2] http://www.ngcicproject.org [3] Marek Substyk, „Atlas Nieba 2000.0” Astro CD, Sylwia Substyk, Chorzów 2012. [4] https://pl.wikipedia.org/wiki/NGC_6939 [5] https://pl.wikipedia.org/wiki/NGC_6946 [6] http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/8743-ngc-6946-oraz-ngc-6939/#comment-117605 [7] http://rodelaet.xtreemhost.com/Sketch_ngc6939_6946_bino.html
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.