Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'obiekt'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Questions and Answers
    • Getting Started: Equipment
    • Getting Started: Observing
    • Various questions
  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • 3D Print
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne
  • Miłośnicy kina saj-faj (sci-fi) UWAGA SPOILERY!'s Tematy

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Categories

  • 3D print files - files
  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Found 20 results

  1. Podczas letniej sesji fotografowii statywowej - gromady M11, zarejestrowały mi się na 24 klatkach , przemieszczające się w jednej linii - cztery " koraliki ". Zdjęcia były robione 29.07.2017 obiektywem Pentax DA 300 f 4 ; naświetlane 2 sek na ISO 25600. Zdjęcie poniżej. Na dodatek skleiłem z tych 24 klatek GIFa, na którym dobrze widać poruszające się obiekty: http://odziwo.pl/picture.php?/20283/category/1070
  2. Wielka Szczelina to dziwny twór. Niby występuje pod jedną nazwą, ale w rzeczywistości składa się na nią wiele koncentracji pyłowych, które (z naszej perspektywy) zachodzą na siebie, tworząc jedną, nieprzerwaną wyrwę w samym środku Drogi Mlecznej, tam, gdzie spodziewalibyśmy się zobaczyć najwięcej gwiazd, nie mówiąc o naocznym ujrzeniu chociaż części realnej struktury naszej Galaktyki. Jakoś nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że Wielka Szczelina to określenie na jakąś przeszkadzajkę na niebie. Po części jestem w stanie zrozumieć narzekających. Weźmy taką asocjację Vulpecula OB1, czyli wylęgarnię młodych gwiazd w odległości około 2300 pc, którą dojrzymy w konstelacji Liska. Dojrzymy? Większość młodych, niebieskich gwiazd, jakie dostrzeżemy patrząc w tym kierunku leży znacznie bliżej, do samej asocjacji zaś nie należy bodaj żadna z gwiazd, która na naszym niebie wybija się ponad marne 8mag. Co więcej, do asocjacji należy też jedno z okazalszych pociemnień w obrębie Wielkiej Szczeliny. Uważny obserwator zwróci uwagę, że Droga Mleczna zwykle jest wyraźniejsza na wschód od Ciemnej Rzeki (od Strzelca po Strzałę), natomiast od okolic Albireo - wyraźniejsza jest po zachodniej stronie. Oczywiście nic złego nie dzieje się z płaszczyzną Galaktyki, po prostu pyły nie zawsze pokrywają się z galaktycznym równikiem. I tak się składa, że w okolicach Vul OB1 pasma pyłowe “przełamują się” na drugą stronę galaktycznego równika. Międzygwiezdne obłoki molekularne mają w tym rejonie bardzo ciekawy okład - są niesymetrycznie “wygięte” ku południowemu wschodowi, co może sugerować, że w przeszłości w rejonie Vul OB1 miała miejsce eksplozja supernowej (bądź kilku supernowych), co mogło spowodować widoczne półkoliste wygięcie pasm pyłowych. Mocno zauważalna asymetria sugeruje, że taka eksplozja musiałaby mieć miejsce gdzieś na zachodnim skraju asocjacji. Schematyczna mapka rejonów pyłowych wchodzących w skład Vul OB1. S - Sharpless, L - LDN, przerywana linia - równik galaktyczny. Materia międzygwiazdowa zaznaczona w dolnej części prawdopodobnie jednak nie należy do Vul OB1. Przejdźmy jednak do właściwego obiektu. Na samym północnym krańcu pyłów, które astronomowie przypisują asocjacji Vul OB1, znajduje się mały, niepozorny, ciemny obłoczek. Skatalogowania przez E.E.Barnarda się nie doczekał, choć wiele podobnych tworów załapało się na swoją literkę “B”. Obiekt został skatalogowany kilkadziesiąt lat później przez Beverly Lynds, która w swoim katalogu umieściła go pod numerem 810. Starsze szacunki sugerowały odległość rzędu 4500-6500 lś do obiektu, jednakże kilka nowszych podejść sugerują okolice 8100 lś na podstawie badania poczerwienienia gwiazd leżących na tle obiektu. Jest jeszcze inna wskazówka, o której za chwilę. LDN 810 w pełnej krasie. Wewnątrz globuli widać małą mgławicę refleksyjną GN. 19.43.3.01. Źródło: http://afesan.es/Deepspace/slides/LDN%20810,SH2-92,Reflection%20nebula%20GN%2019.43.3.01,%20YSO%20CB205YC1%20(Vulpecula-Cygnus).html Czym jest LDN 810? Sporą globulą, której rozmiar szacuje się na ok. 11 lś. Jak na globulę przystało, zdjęcia w paśmie dalekiej podczerwieni pokazały rodzące się wewnątrz obłoku młode gwiazdy. W paśmie widzialnym, oprócz regularnego, owalnego kształtu potwierdza to mała mgławica refleksyjna GN 19.43.3.01. widoczna w centrum LDN 810. Idealny kształt naszego obiektu tygodnia jest zaburzony przez ciągnące się od pasmo pyłów “wywiane” z gęstego ośrodka, będące prawdopodobnie śladem fali uderzeniowej, która mogła rozpocząć efekt kolapsu LDN 810. Warto zauważyć, że kierunek rozwiania “warkocza” jest zbieżny z podobną strukturą w pobliskiej mgławicy LDN 812 i jest ułożeniem struktur w obrębie całej asocjacji (jest to ważna wskazówka mocno sugerująca przynależność globuli do Vul OB1). Jak widać, sporo dzieje się w północnej części Vul OB1. Górne zdjęcie w paśmie widzialnym, dolne - w dalekiej podczerwieni (źródło: Aladin). Dlaczego jednak zajmować się małą globulą na krańcu asocjacji, zamiast świetnie widocznymi NGC 6820/6823 czy bardziej rozpoznawalnymi obiektami z katalogów Sharplessa? Dlatego, że owa ciemnotka jest naprawdę wdzięcznym i łatwym obiektem, a i dla astrofotografów może być ciekawym wyzwaniem (ze względu na wspomnianą mgławicę refleksyjną GN 19.43.3.01.). Naszą czarnulkę znajdziemy w ścisłych okolicach łabędziego dziobu, niemal dokładnie 3° na wschód od Albireo. Wśród boi nawigacyjnych wymieniłbym grupę stosunkowo jasnych gwiazd wybijających się na tle kompleksu LDN 799-808 (w kółeczku), jak i trójkącik gwiazd 9-magowych leżących ok. pół stopnia na wschód od ciemnotki. Zachodnia granica LDN 810 jest wtulona w kolejny, mniejszy trójkąt gwiazd, co zdecydowanie ułatwia identyfikację. Dojazd do LDN 810 (źródło: Aladin). Pod przyzwoitym niebem oczy nastawione na łowienie pociemnień i uzbrojone w lornetkę o szerokim polu z pewnością wychwycą nieco wyciągniętą czarną kropę na dość jasnym tle Drogi Mlecznej, na lewo od Albireo. Większe lornety wyciągną z tła również wspomniany “warkocz” pyłowy. Średnie i wielkie lornety pokażą również ciemne sąsiadki - LDN 812 oraz 813. Wielkość kątowa obiektu daje również szanse na wyłowienie mgławicy przy pomocy teleskopu - jak zwykle, warto zadbać o możliwie niewielkie powiększenie i sporą źrenicę wyjściową. A może ktoś zapoluje naprawdę sporym lustrem i pokusi się o wyłowienie GN 19.43.3.01.? Tak czy inaczej, LDN 810 jest naprawdę równie wdzięcznym i wyrazistym obiektem dla instrumentów wszelkiej maści i rozmiarów, warto więc dodać go do swojej listy “must see”. Łabędź jeszcze długo będzie unosił swój dziób wysoko, odwiedź więc LDN 810 - i daj znać jak poszło! ---------------------------------------------------------------------------- PS Autopromocja: dla zainteresowanych, przypominam swoje zmagania z tym rejonem. PPS warto doczytać: http://articles.adsabs.harvard.edu/cgi-bin/nph-iarticle_query?1986A%26A...167..157T&data_type=PDF_HIGH&whole_paper=YES&type=PRINTER&filetype=.pdf http://iopscience.iop.org/article/10.1088/0004-637X/712/2/797/meta;jsessionid=3FDBC92106F1C838896FD04A11ED7492.c3.iopscience.cld.iop.org
  3. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Janko z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Są różne dziwadła na nieboskłonie. Obok gromad otwartych tak skoncentrowanych i licznych, że brano je nawet za kuliste, mamy oskubane „kwiatki” w rodzaju gromady Collinder 62, opisywanej niedawno przez Panasamarasa. Obok gwiazdozbiorów wyraźnych i oczywistych, jak Orion czy Lew, są takie, których istnienia można się tylko domyślać – choćby Żyrafa czy Ryś. Takim enigmatycznym, tajemniczym gwiazdozbiorem kryjącym się między jasnymi sąsiadami jest także Jednorożec. Gwiazdozbiór Jednorożca; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Orientacja w Jednorożcu nie jest łatwa. Najczęściej poruszamy się po nim rozpoczynając wędrówkę od jasnych gwiazd z okolicznych, wyraźniejszych gwiazdozbiorów. Do znajdujących się w górnej, północnej części gromad z mgławicami NGC 2264 (Choinka) i 2244 (Rozeta) startuje się najczęściej od Alheny - γ Biźniąt (γ Gem), kierując się w dół (na południe), poprzez kremowo-pomarańczową parę ξ i 30 Gem. Obiekty leżące niżej, w południowej części gwiazdozbioru, łatwiej namierzyć startując od Wielkiego Psa lub posługując się jak drogowskazem trzema niebieskobiałymi gwiazdami Pasa Oriona – Mintaka (δ Ori), Alnilam (ε Ori) i Alnitak (ζ Ori). Dysponując jednak niebem dobrej jakości, warto nauczyć się rozpoznawać chociaż główne gwiazdy Jednorożca. Około 8⁰ na południowy zachód od Procjona (α Małego Psa), co stanowi 1/3 odległości między Procjonem i Syriuszem, nietrudno znaleźć charakterystyczną parę gwiazd w odległości 12’ od siebie. Ta jaśniejsza (około 4 mag) to δ Mon, zaś słabsza (5,5 mag) - 21 Mon. Stanowią one środek rozciągniętej w poziomie trójramiennej gwiazdy a może pługa z lemieszem, który tworzą linie łączące inne w miarę jasne gwiazdy Jednorożca. Jednorożec jako pług. Źródło: http://gwiazdozbiory.eulersoft.com.pl/Mon2.html Na południowym wschodzie gwiazdozbioru jest pomarańczowa gwiazda α Mon (ok. 4 mag). Na samym skraju wschodnim znajduje się ζ Mon, tworząca wraz z 27 i 28 Mon idealnie równoboczny trójkąt białych gwiazd o jasności około 4,5 mag, nawzajem odległych o 2⁰. Ramię północno-zachodnie (prawe górne) stanowi poprzeczka z gwiazd o podobnej jasności - ε i 13 Mon, znajdująca się mniej-więcej na wysokości czerwonej Betelgezy (α Ori), ok. 7-8⁰ na wschód od niej. Ramię południowo-zachodnie, które łatwo odnaleźć przedłużając linię Pasa Oriona w lewo, zwieńcza pomarańczowa γ Mon (ok. 4 mag) oraz leżąca 3⁰ na wschód od niej najjaśniejsza w gwiazdozbiorze biała β Mon (3,74 mag). W ich okolicy znajdziemy nasz nieco zapomniany, choć całkiem okazały obiekt tygodnia. Otoczenie NGC 2232; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Dwa stopnie nad β Mon znajduje się gwiazda 10 Mon (5,1 mag,) tworząca wraz z 20 słabszymi gwiazdkami nieregularną, lecz jasną i rozległą gromadę NGC 2232. Jasność gromady opisywana jest zależnie od źródła jako 3,9 do 4,2 mag, zaś typ według klasyfikacji Trumplera to III 2 p (wg. BinoSky) lub IV 3 p (wg polskiej Wikipedii i NSOG). Jest to więc obiekt ubogi w gwiazdy (p jak poor), oraz o umiarkowanym do znacznego zróżnicowaniu jasności gwiazd (typ 2 lub 3). Trudno mi natomiast zgodzić się z tym, że gromada NGC 2232 jest jakoby typu IV, czyli niedającą się wydzielić z otaczającego pola gwiazd. Przecież koń jaki jest, każdy widzi (przynajmniej przez lornetkę oraz gdy nie ma chmur). NGC 2232 Źródło: Wikipedia Gromada świetnie prezentuje się w powiększeniach lornetkowych, ukazując gwiazdy ułożone w kształcie grotu strzały skierowanej na północ, z najjaśniejszą niebieskobiałą gwiazdą 10 Mon na samym ostrzu. Grotowi towarzyszy od północnego zachodu rządek gwiazd o jasności 6-7 mag, według atlasów nieba Pocket Sky Atlas i Sky Atlas 2000.0 oraz Uranometria 2000.0 znajdujący się już poza gromadą, natomiast zaliczany do niej przez zachowujący zdrowy rozsądek, niezastąpiony przewodnik-encyklopedię The Nigt Sky Observers Guide (NSOG). Tak zaczyna się opis gromady w tym ostatnim żródle: Very large, loose cluster, divided into two irregular groups. The SSE group is more concentrated, fanning southwards from the mag 5 star 10 Mon. The NNW group contains a curved row of 7 mag stars flanked by 6 mag stars... W związku z różną kwalifikacją owego rządku gwiezdnego na północny zachód od rdzenia gromady, także jej rozmiar bywa określany rozmaicie – od około 30 do 45 minut kątowych. Przegląd odległości do tych gwiazd wskazuje, że przynajmniej niektóre z nich znajdują się w podobnej odległości jak rdzeń gromady, jednak innych danych potwierdzających lub wykluczających ich przynależność nie znalazłem. Niezależnie od tego, jako całość jest to obiekt ciekawy oraz widoczny nawet pod niebem miejskim. Pełnej krasy nabiera jednak, podobnie jak wszystko inne na nieboskłonie, w warunkach wiejskich, choć nie muszą to być zaraz Roztoki ani Stężnica. Gromadę odkrył niemal 250 lat temu (1784 r.) – no któżby inny niż William Herschel. Dziś wiemy, że jest ona młoda (spotkałem wartości 25 i 41 milionów lat), co widać po niebieskawej barwie większości gwiazd. Umiarkowana odległość - ok. 1200 lat świetlnych – jest podobna do odległości Mgławicy Oriona i związanych z nią gwiazd. Nasuwa to przypuszczenie, iż oba obiekty, pomimo rozdzielającej je odległości 300 lś. mają wspólne pochodzenie. Tę oraz inne informacje zarówno o gromadzie NGC 2232 jak i innych interesujących obiektach Jednorożca można znaleźć w tym źródle: Turn Left at Orion. Jeśli więc którejś nocy stanie się cud i odsłoni się nieboskłon, chwyć za lornetkę, teleskop czy co tam posiadasz i odnajdź tę nieco dziwaczną gromadę, świetnie wyodrębnioną z tła wbrew temu, co o niej piszą. No a potem, zgodnie z tradycją, daj znać, jak poszło ;-)))
  4. Autorem niniejszego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Miłej lektury! Połowa stycznia za nami, a w temacie cisza. Czas już najwyższy, by zaprezentować nowy Obiekt Tygodnia. Pamiętacie Qnia? Nie mam ochoty wynurzać się z czeluści Obłoku Molekularnego Oriona, więc na warsztat trafia znany i lubiany (tak przez astrofociarzy, jak i wizualowców) Płomień, skatalogowany jako NGC 2024. To mgławica emisyjna, odległa od nas o ok. 1400-1500 lat świetlnych, spora (30'x30') i stosunkowo jasna. Ciekawe rzeczy dzieją się w jej wnętrzu; za pyłową zasłoną, całkiem niedawno (w kosmicznej skali, rzecz jasna) narodziły się nowe słońca. Warto zerknąć na poniższe zdjęcie, wykonane w paśmie promieniowania rentgenowskiego (z użyciem teleskopu Chandra, fiolet/purpura) oraz w podczerwieni (z pomocą - między innymi - teleskopu Spitzera, kolory czerwony, zielony i niebieski). źródło: http://www.nasa.gov/mission_pages/chandra/multimedia/flame-nebula.html Co ciekawe, badania dowiodły, że gwiazdy umiejscowione w zewnętrznych rejonach mgławicy są starsze niż te w jej centrum. O możliwych przyczynach tego stanu rzeczy można poczytać tutaj. A jak to wygląda w paśmie widzialnym? O tym opowie nam Jacek Bobowik i jego astrofota roku 2015: Opis starhoppingu ponownie pominę – drogowskazem jest jasna gwiazda ζ Ori, czyli Alnitak, do której Płomyk jest niemalże doklejony (choć w rzeczywistości oba obiekty nie są fizycznie powiązane). Bliskość Alnitaka – podobnie jak w przypadku IC 434 i Barnarda 33 – to sąsiedztwo problematyczne z punktu widzenia obserwatora. Blask gwiazdy mocno przeszkadza, szczególnie podczas paczania przez lornetkę. Jest jednak na to rada – lorneciarze powinni spróbować "schować" ζ Ori za jakąś przeszkodą terenową – drzewem czy słupem, względnie tak zwanym winklem. Użytkownicy teleskopów mają łatwiej, bo wystarczy wywalić przeszkadzajkę poza krawędź pola widzenia okularu. Z jakim sprzętem można podchodzić do Płomienia, by się nie sparzyć? Niektórym może się to wydać zaskakujące, ale pod dobrym niebem w zupełności wystarczająca będzie lornetka 10-12x50. Z jej użyciem można wyzerkać całkiem spore, choć dość blade pojaśnienie, przylegające do gwiazdy od strony wschodniej, bez jakichkolwiek szczegółów. Detal w postaci ciemnego, grubego pasma, biegnącego na linii północ – południe i dzielącego mgławicę na jaśniejszą część wschodnią oraz nieco bardziej ulotną zachodnią, można łapać w większych lornetach. Pamiętam doskonale, że owo pociemnienie było oczywiste w TS Marine 28x110. Tak coś nieśmiało kojarzę, że i Delta Extreme 15x70 pozwoliła na jego wyłuskanie, ale pewności nie mam. Starość, kurna, starość i pamięć już nie ta.... Liczę jedak, że koledzy lorneciarze pomogą i rozstrzygną tę istotną kwestię. Gdyby nie Alnitak, cały kompleks (znaczy NGC 2024, IC 434, B 33 oraz NGC 2023) pięknie prezentowałby się w krótkoogniskowym teleskopie, wyposażonym w szerokokątny okular. Ale niestety, trzeba obejść się smakiem... Jak to często bywa, najfajniej jest w dużym niutku, przy czym warto skorzystać ze średnich powiększeń (u mnie najlepiej sprawdza się Nagler 12 mm, z którym uzyskuję pow. 125x i źrenicę wyjściową 2,4mm). W tej konfiguracji sprzętowej, po wywaleniu Alnitaka, całkiem wyraźnie widać, że "główne" ciemne pasmo nie ma ostro zarysowanych krawędzi, a czają się tam drobne, subtelne farfocle. W południowej części mgławicy (można rzec, że u jej nasady), wypatrzymy drugie z wyraźnych pociemnień, odbiegające od pasma centralnego w kierunku wschodnim. Jest jeszcze trzecie, biegnące w kierunku Alnitaka, ale nader ulotne; zazwyczaj bardziej domyślam się jego istnienia, niż faktycznie widzę. Na tle obszaru mgławicowego świeci kilka bezładnie rozrzuconych, słabych gwiazdek (o jasności poniżej 10mag). Odnośnie przydatności filtrów powiem tylko tyle, że można próbować skorzystać z UHC, szczególnie pod lekko rozjaśnionym niebem. Moim zdaniem poprawa widoczności obiektu nie jest jednak znacząca i osobiście preferuję obserwacje bez filtrowych wspomagaczy. Zimno ci? Palce u nóg skostniały, a w zgrabiałej dłoni ledwo możesz utrzymać okular? Spróbuj zatem ogrzać się przy Płomieniu i koniecznie daj znać, jak poszło!
  5. Im dłużej obserwuję lornetkami, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że lornetki są dla dziwaków. Ich właściciele w końcu gonią za obiektami niepopularnymi, prześcigają się w poszukiwaniu coraz to dziwniejszych katalogów, a co gorsza - próbują potem te obiekty wciskać innym. Po...szaleli? Nie łudźcie się, że tym razem będzie inaczej - w ramach odkrywania dla siebie nieboskłonu proponuję obiekt wyraźny i niewyraźny zarazem. Łatwy do zlokalizowania, ale ciężki do zidentyfikowania. O jasności 4,2mag - ale wartość ta wywiedzie Was w pole. Jakby mało było udziwnień w samym obiekcie - trzeba będzie się samemu przy okularze (okularach) nagłowić, co autor (Per Collinder) miał na myśli. Jak szaleć - to szaleć. Poznajcie gromadę Collinder 62. mapka na podstawie CdC, położenie gromady wg Uranometrii W północno-zachodniej części konstelacji Woźnicy, nieopodal znanego asteryzmu Koźlęta znajdziemy dość charakterystyczny, nieco odkształcony romb złożony z gwiazd czwartej i piątej wielkości. Jeśli wycelujecie w sam jego środek i powiem Wam - już! - pewnie odpowiecie - a gdzie gromada? (przynajmniej takie pytania słyszałem, pokazując Cr 62). Zacznijmy od tego, że ów klaster najwyraźniej przysparza kłopotów astrokartografom, gdyż różnice w jego lokalizacji na mapach sięgają aż 15-20’. Tak więc niektóre atlasy pokażą nam gromadę skupioną wokół wschodniego wierzchołka rombu - gwiazdy HD34904, podczas gdy inne przyjmują, że lucidą gromady jest HD34557. Jeśli wierzyć atlasom z pierwszej grupy, za gromadę powinniśmy przyjąć (oprócz wspomnianej HD34904) delikatne pojaśnienie słabych gwiazd, których położenie z grubsza pokrywa się z krótszą przekątną rombu. Jednakże czy taka słabizna miałaby jasność 4,2mag? Z pewnością nie. Znacznie bardziej “gromadopodobnie” wyglądają okolice HD34557. Jasność wspomnianej gwiazdy to 5,46mag, a w bezpośredniej okolicy znajduje się kilka gwiazd ósmej wielkości - i to właśnie one miałyby wspólnie być odpowiedzialne za sporą wartość całkowitej jasności gromady. Ale czy to wszystko? Sprawa nie dawała mi spokoju na tyle, że podliczyłem (czytaj: spytałem Piotra Guzika, jak policzyć) jasność gwiazd w interesującym nas rejonie. Poniżej przedstawiam kilka grafik pokazujących sumę jasności gromady w zależności od tego, które z gwiazd weźmiemy za jej składniki. Pierwszy obrazek [A] odnosi się do najczęstszego zaznaczenia gromady (m.in. Pocket Sky Atlas, Interstellarum, Cartes du Ciel): Drugi - do rzadziej spotykanego zaznaczenia astrokartograficznego (Uranometria): Trzecia grafika [C] obejmuje całą przekątną rombu wraz z sąsiedztwem - i w tej sytuacji wyliczenie jest najbliższe katalogowej jasności 4,2mag. Wszystkie trzy mapki na podstawie CdC, zasięg: 11mag Kolejnym problemem jest, czy mamy do czynienia z rzeczywistą gromadą czy tylko przypadkową koncentracją gwiazd na małym kątowym wycinku nieba. O tym, że coś jest na rzeczy, może świadczyć to, że znalezienie w czeluściach internetu odległości do obiektu nie jest łatwe (ile znacie jasnych, ale słabo opisanych gromad, nawet pod względem najbardziej podstawowych parametrów?). Wobec solidarnej ciszy znanych mi źródeł, sprawdziłem ręcznie ile mogłem - HD34557 jest oddalona od nas o 276 lś. Schody zaczynają się przy prześwietlaniu towarzyszek - najjaśniejsze z nich są oddalone o ponad 500, 700, a nawet 1000 lś! Tak więc jeśli wierzyć katalogom z Cartes du Ciel, okazuje się, że jest to jedynie wizualne sąsiedztwo. Pewne nadzieje zdawała się dawać HD34904 (czyli wschodni wierzchołek rombu), bo oddalona od HD34557 o nieco ponad 15 lś i o podobnym typie widmowym, ale... kompletnie różnej prędkości radialnej. Nie wygląda to dobrze. Ale… rozum swoje, a oczy swoje. Podobnie jak w przypadku Cr 65, chciałoby się rzec - gromada czy nie, jest to piękny obiekt dla lornetki (i ogólnie dla małych powiększeń, nawet oglądanych zaledwie jednym okiem). Przejdźmy więc do tego, co widać. Wg klasyfikacji Trumplera (która zapewne dotyczy gromady rozumianej jako opcja A lub B ), gromada jest trudna do wydzielenia z otaczającego pola gwiazd, o mocno zróżnicowanej jasności składników i uboga (a więc - IV 3 p). Przewodniki po niebie i raporty również wspominają o obiekcie ubogim, z ledwie paroma wybijającymi się gwiazdami i pewną ilością słabszych słońc. I faktycznie - jeśli wierzyć atlasom, na pierwszy rzut oka widać dosłownie kilka gwiazd. Mniej ostrożny obserwator, który nie zaufa astrokartografom, a zacznie gdybać, co Per Collinder mógł mieć na myśli, stwierdzi, że całe skupisko zawarte z grubsza w krótszej przekątnej rombu przy Koźlętach jest całkiem jasne, piękne i bez wątpienia warte paru minut skupienia i powrotów podczas kolejnych sesji obserwacyjnych. Gdy damy sobie nieco więcej czasu, cała ta okolica zaczyna się dość efektownie “zagęszczać” - pojawiają się słabsze składniki, gromada nabiera ciężaru, niektóre z gwiazd zaczynają wyróżniać się swoją barwą (jak chociażby HD34381). Średniej wielkości lornetka wyłapie co najmniej dwadzieścia gwiazd skupionych w nieco wyciągniętym równoleżnikowo klastrze. Zachodnia część wybija się zdecydowanie bardziej, szczególnie gdy dobrze zaadoptowane oczy zaczną wyłapywać pomniejszą drobnicę pomiędzy gwiazdami ósmej wielkości. Pozornie pustawa część wschodnia (czyli według większości źródeł - ta właściwa) również warta jest dłuższego przystanku, by i słabsze słońca układające się w drobny, złamany łańcuszek, wyskoczyły z tła i pięknie dopełniły dyskretnego uroku gromady Collinder 62. Sprzedam Wam teraz mój własny patent na ten klaster. W trzech słowach streściłbym go jako: wracajcie do niego. Kierujcie swe lornetki i teleskopy zarówno w przeciętną noc, jak i w wybitną. Któregoś razu zobaczycie w tym obiekcie więcej niż zwykle. Mimo skromności, którą obiekt nas raczy przy pierwszym wejrzeniu, nie ulegajmy zniechęceniu. Dajmy czas temu skrawkowi nieba, nie poprzestawajmy na najjaśniejszych gwiazdach, pozwólmy wyjść z tła także tym słabszym - w końcu to one podbijają estetyczne walory Cr 62! W dobrych warunkach ten kawałek nieba naprawdę potrafi pokazać swoje piękno. Ze względu na niezbyt dużą ilość gwiazd, trzymajcie się raczej powiększeń rzędu 10-25x. źródło: Aladin Lite Przyznacie pewnie, że Cr 62 to dziwadło. Cóż, każdy chce sobie uszczknąć nieco nieśmiertelności, wykrawając dla siebie kawałek nieba - tutaj Per Collinder nie należał raczej do wyjątków. Niemniej, to właśnie te niepopularne obiekty potrafią zaskoczyć najmocniej - bo czyż niespodzianka nie jest największa, kiedy się nie spodziewamy niczego? A Wy - napiszcie koniecznie co tam widzicie: gromadę, niepozorne skupisko czy też... nic? Przyjrzyjcie się Collinderowi 62 - i dajcie znać, jak poszło!
  6. To, że na punkcie ciemnych mgławic można zbzikować - wiecie doskonale. To, że tymi obiektami można zarazić parę osób - też da się dowieść. Ale jak sprzedać tę kategorię przepięknych przecież, choć nieoczywistych, obiektów szerszemu gronu? Łatwo nie jest. Ale na szczęście niebo ma pewien skrawek, który idealnie się do tego celu nadaje. Wydaje mi się, że tego obiektu przedstawiać nie trzeba, niemniej - w razie, gdyby ktoś go miał jeszcze przed sobą - przedstawiam ciemną smugę o wdzięcznej nazwie Barnard 168. fot. Maciej Kapkowski źródło zdjęcia: http://www.astrofun.pl/images/phocagallery/Nebulas/thumbs/phoca_thumb_l_IC%205146.jpg B168 jest jedną z najłatwiejszych do zaobserwowania i najwdzięczniejszych ciemnych mgławic. Mimo, iż należy do grupy mało obserwowanych obiektów, swą stosunkowo dużą popularność bez wątpienia zawdzięcza położeniu. Jej zachodni kraniec muska gromadę otwartą Messier 39, wschodni zaś wtapia się w ścisłą okolicę mgławicy Kokon (IC 5146). Chociaż większość obserwatorów szuka zwykle jednego lub drugiego ze świecących celów, ciężko choćby mimochodem nie natknąć się na B168 - szczególnie, że jej ciemna wstęga doprowadza do IC 5146 niemal za rączkę. Mimo, iż B168 leży ponad 4° od równika galaktycznego, należy chyba do najwyraźniejszych obiektów w swojej klasie. Zatem jeśli chodzi o sam nalot - po prostu namierz M39 i odbij w lewo i ciut w dół. Jeśli masz do dyspozycji lornetkę o szerokim polu widzenia, tytułowa ciemnotka sama wpadnie Tobie w oko. Barnarda 168 zdarzało mi się obserwować nawet z centrum 20-tysięcznego miasta, przy dobrej klarowności powietrza - Droga Mleczna co prawda zaledwie majaczyła, ale można ją było wyzerkać aż po konstelację Orła, gdzie dało się wyłapać cień Wielkiej Szczeliny. W tych warunkach cieszyłem się namiastką B168, ledwie jednostopniowej długości ciemno-szarą, prostą kreską. Zupełnie inaczej ten obiekt prezentuje się pod smoliście ciemnym niebem - wówczas z tła wychodzi mrowie gwiazd, a pasmo B168 nie jest długim, pozbawionym blasku odległych słońc fragmentem nieba, a mięsistym obiektem ukazującym swój pełen załamań kontur. Dodatkowo wyraźny staje się szeroki, bardziej owalny region zajmujący niemal jeden stopień kwadratowy, z którego Barnard 168 zdaje się wyłaniać na zachodzie. Dla ścisłości dodam, że ów region również może pokazać swoje piękne, nieregularne kontury przy bardzo ciemnym i klarownym niebie oraz starannej adaptacji wzroku. cygnus_BW.pdf Co ciekawe - chociaż wszystkie atlasy zgodnie pokazują B168 jako pas pyłowy długości około półtora stopnia, ciągnący się na zachód od Kokonu, Edward E. Barnard umieścił taki wpis pod pozycją 168: “Mała mgławica na wschodnim końcu ciemnego pasa. Ta mgławica mierzy 10’ średnicy z ponad tuzinem słabych gwiazd różnej wielkości. Nie ma tam żadnego zagęszczenia ku centrum, a mgławica również nie skupia się wokół którejkolwiek z gwiazd. Wewnątrz [mgławicy] są ciemne rysy.Ciemny pas ma 1,7° długości i 9’ szerokości” Tym, co uderza mnie w powyższym opisie jest padające słowo “mgławica” - zwykle Barnard używa określenia “marking” (tu przetłumaczonego jako “rysa”). Z opisu wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że pierwotny wpis nr 168 dotyczył nie ciemnego, długiego i wyraźnego pasma pyłowego, a pomniejszych włókien obserwowanych na tle Kokonu - w końcu to tej mgławicy Barnard poświęca większość swojego wpisu. Możliwe też jest, że z tym wpisem powinniśmy kojarzyć zarówno włókna na tle IC 5146, jak i ciemną wstęgę ciągnącą się na w kierunku zachodnim. Jednak za pierwszą interpretacją przemawia jeszcze jedna, być może istotna rzecz - prawdopodobnym odkrywcą IC 5146 był… Edward Emerson Barnard, który zarejestrował tę mgławicę fotograficznie w 1893 roku. Niewykluczone więc, że więcej uwagi poświęcił swojemu “dziecku” niż znacznie wyraźniejszemu pasowi pyłowemu ciągnącemu się daleko na zachód. Niestety, posiadane przeze mnie źródła nie zawierają zdjęcia tego fragmentu nieba ze szkicem profesora z Nashville, co pomogłoby rozwiać wszelkie wątpliwości. Czy powinniśmy więc uznawać to, co rysują atlasy? Czy raczej należałoby uszanować pierwszeństwo pomniejszych smug na tle Kokonu, co zdaje się sugerować wpis Barnarda? Dla dobra obserwacji ciemnych mgławic - myślę, że warto uszanować atlasy. Obiekt, który możemy przypisać do katalogu jest z pewnością traktowany jako poważniejsza zdobycz niż bezpańskie pasmo pyłowe - choćby było ono najpiękniejsze. mapka na podstawie Cartes du Ciel Odległość do B168 nie jest do końca znana. Niemal pewne jest, że ta ciemna wstęga jest związana fizycznie z Mgławicą Kokon, lub raczej - że Kokon jest jej “podświetloną” częścią. Jednakże w oszacowaniu odległości do IC 5146 pojawiają się spore rozbieżności - wartości, na jakie można się natknąć zawierają się w przedziale 900-1400 parseków, jednak najczęściej można się natknąć na okolice jednego kiloparseka, czyli około 3260 lat świetlnych. Sugerując się widocznymi na zdjęciach rozmiarami kątowymi widocznych pasm pyłowych - czyli 2°25’ - można z grubsza oszacować, że Barnard 168 rozciąga się w przestrzeni na jakieś 137 lat świetlnych - i to przy założeniu, że jego oś jest ustawiona do nas prostopadle (w rzeczywistości rozmiary mgławicy mogą być znacznie większe). Badania prowadzone m.in. za pomocą Kosmicznego Teleskopu Spitzera odsłoniły kilkadziesiąt młodych gwiazd skrywanych przez całun Barnarda 168, w tym wyróżniające się dwa ich skupiska, prawdopodobnie zalążki dwóch rodzących się gromad otwartych. źródło: http://www.ifa.hawaii.edu/publications/preprints/08preprints/Herbig_08-203.pdf Wpatrując się w B168 warto odszukać nie tylko samą ciemną smugę czy jej załamania, ale i jej Południową Wstęgę (piszę wielką literą, gdyż jest to oficjalna nazwa fragmentu B168). Ta równoległa smuga pyłowa, krótsza od głównej - Północnej Wstęgi - leży bliżej zachodniej części kompleksu. Warto również zadać sobie trud odszukania prostopadłej, północnej odnogi Północnej Wstęgi, a w niej - LDN 1047 i 1052, widocznych na zdjęciach, dość wyraźnych cypli. Ale pamiętaj - nawet jeśli nie znajdziesz tyle determinacji, by wyodrębniać poszczególne rejony Barnarda 168, naciesz się jego wyraźną sylwetą i wspaniałym polem gwiezdnym, na tle którego leży. Posmakuj uroku ciemnotek - i koniecznie DAJ ZNAĆ, JAK POSZŁO!
  7. Półmetek wiosny to dla lornetkowca szczęśliwy czas (chyba, że nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności mieszka na północy Polski). Galaktyki, z którymi walczy się w lornetach szczególnie ciężko, ustępują miejsca coraz wyżej wznoszącej się Drodze Mlecznej z jej gromadami otwartymi. A w tej kategorii szczególnie wybija się wizualna para takich właśnie obiektów, położona na granicy Wężownika i Ogona Węża - NGC 6633 i IC 4756. Czas na obie gromady otwarte jest naprawdę wyśmienity - w okolicach 1:00 są już na tyle wysoko, by słabsza przejrzystość niżej nad horyzontem nie miała znaczącego wpływu na obserwacje. Zatem, zanim wzejdzie Strzelec ze swymi skarbami w okolicach centrum Drogi Mlecznej, zerknijmy na jej zachodni brzeg, mniej więcej na wysokości Orła. Pas naszej Galaktyki prezentuje się w tym miejscu szczególnie ciekawie - Wielka Szczelina nabiera grubości w miarę osiągania coraz bardziej południowych deklinacji, pochłaniając blask odległych słońc, lecz nabierający grubości dysk galaktyczny zdaje się w tym miejscu walczyć do końca o uwagę obserwatora. W efekcie, ten widzi wyraźną odnogę Drogi Mlecznej, odbijającą od równika galaktycznego pod pewnym kątem, zaczynającą się i kończącą dość niespodziewanie. źródło: Photopic Sky Survey Nalot na NGC 6633 jest dość prosty, szczególnie w lornetce. W zasadzie nie byłoby żadnej złośliwości, gdybym napisał - skierujcie swoje lornetki w stronę owej “odnogi” Drogi Mlecznej i poskanujcie niebo w poszukiwaniu pięknej i wyraźnej gromady. Dwóch moich kolegów (niezależnie od siebie) dokładnie w ten sposób “odkryło” NGC 6633 podczas niedawnej sesji obserwacyjnej. Ale dość tych zgadywanek odnośnie nalotu. Osoby słabiej zorientowane na niebie mogą go rozpocząć od δ Aquillae - “środkowej” gwiazdy Orła. Od niej odbijamy na zachód (w prawo, lekko w górę) o jakieś 7,5° do jasnej Alyi, θ Serpentis. Ostatnim krokiem jest pokonanie na niebie podobnego odcinka z grubsza w tym samym kierunku, z nieco większym odbiciem w górę (przy górującym Ogonie Węża - na godzinę drugą). Obserwujących teleskopem od razu uspokajam - w szukaczu również powinniście zobaczyć NGC 6633 bez większego problemu. źródło: Cartes du Ciel Patrząc na NGC 6633, aż trudno uwierzyć, że Charles Messier ją przegapił. Jasność 4,6mag robi wrażenie; ciężko jest przegapić wyraźny blask gromady, nawet podczas niezbyt uważnego skanowania nieba lornetką. Nasza bohaterka została po raz pierwszy dostrzeżona (przynajmniej jeśli mowa o udokumentowanych obserwacjach) w 1745 roku przez szwajcarskiego astronoma Philippe’a Loys de Chéseaux, a rok później znalazła się w jego katalogu zawierającym 21 obiektów mgławicowych i gromad gwiazd - pod numerem trzecim. Zapewne gdyby w osiemnastym wieku istniał jakiś skuteczniejszy sposób komunikacji, pewnie znalibyśmy NGC 6633 pod jakimś numerem “M”. Lecz z drugiej strony - czyż to nie jasne NGC-ki zaskakują nas najbardziej pozytywnie? Gromada znajduje się stosunkowo nieopodal - nieco ponad tysiąc lat świetlnych od Słońca, w miejscu które określilibyśmy jako wewnętrzny skraj Ramienia Oriona. Wiek gromady jest szacowany na ok 660 lat, czyli jest to - z grubsza rzecz ujmując - równolatka Hiad. Gromadę tworzy około 30 gwiazd 8-11 wielkości, z czego jej trzon tworzy jakiś tuzin gwiazd jaśniejszych niż 9mag. Tym, co rzuca się od razu w oczy, jest dość nietypowy wygląd gromady - jej sylweta, wyciągnięta w osi północny wschód - południowy zachód, ma długość około czterdziestu minut kątowych, natomiast jej szerokość jest o około połowę mniejsza. Lornetka 10x50 pokaże nam około dziesięciu najjaśniejszych słońc gromady, lecz w dobrych warunkach pozwoli wyzerkać drugie tyle. Lornetka 15x70 pokaże dwadzieścia parę gwiazd, w zasadzie rozdzielając gromadę w pełni, bądź niemal w pełni. Co jest warte podkreślenia, obiekt prezentuje się równie wybornie w każdym chyba instrumencie optycznym, o ile nie przesadzimy z powiększeniem i zapewnimy odpowiedni zapas pola. źródło: Cartes du Ciel Jednakże ten już piękny sam w sobie obiekt ma wspaniałą towarzyszkę. Jest nią IC 4756, oddalona o 3° w kierunku ESE (wschód-południowy wschód). Jasność IC-ki to również 4,6mag. Jeśli nie widzieliście tej gromady, możecie pewnie zapytać - jak to możliwe, że dwa tak nieodległe na niebie obiekty o identycznej jasności nie trafiły do New General Catalogue w tym samym czasie? Odpowiedź jest prosta, gdy spojrzycie na nią przez lornetkę lub teleskop o szerokim polu widzenia. IC 4756 jest starą gromadą, której wiek szacuje się na ok. 900 lat - zatem brak młodych i jasnych gwiazd powoduje zlewanie się składników IC 4756 z gwiazdami leżącymi pozornie nieopodal. Kolejnym czynnikiem utrudniajacym dostrzeżenie tego przepięknego klastra jest jej rozmiar kątowy sięgający całego stopnia! A jakby tego było mało, dodatkowo do miejsca, gdzie znajdziemy IC 4756, sięgają obłoki pyłowe Wielkiej Szczeliny, skutecznie blokując część światła gromady. IC 4756 jest typową przedstawicielką wiekowych gromad - świeci równomiernie mało intensywnym blaskiem białych i żółtych słońc ciągu głównego, do tego znajduje się w przestrzeni pomiędzy ramionami Galaktyki (od krawędzi Ramienia Oriona jest oddalona o ok. 300 lat świetlnych), dzięki czemu jest w znacznie mniejszym stopniu narażona na oddziaływanie grawitacyjne innych obiektów, mogących przyczynić się do rozproszenia składników gromady. Wygląd klastra pięknie ubrał w słowa Rony de Laet, opisując go jako delikatną chmurę diamentowego pyłu. Do obserwacji IC 4756 polecam małe i średnie lornetki - większe teleskopy nie dadzą niestety wystarczającego szerokiego zapasu pola, by podziwiać wyodrębnioną z tła gromadę. Co prawda pozwolą na zaobserwowanie większej liczby jej składników, ale pozbawią obserwatora wszelkich ważniejszych doznań estetycznych. źródło: http://www.alsonwongastro.com/ngc66.htm Podczas niedawnej sesji dłuższy czas podziwialiśmy tę parę, która wspaniale prezentuje się w 6,5-stopniowym polu lornetek 10x50, stwierdzając zgodnie, że jest to jeden z najpiękniejszych duetów, jakie oferuje nam nocne niebo. Kontrast w wyglądzie obu klastrów, położenie na tle skraju Wielkiej Szczeliny i blasku dysku galaktycznego zatrzymało nas na długie minuty i prawdę mówiąc - nie znam osoby, która by tego widoku nie doceniła. Zatem - jeśli nie odwiedzałaś/eś jeszcze tego pięknego duetu, wypatruj okna pogodowego, chwytaj lornetkę, pędź pod ciemne niebo - i daj znać, jak poszło!
  8. Z małym poślizgiem wpada kolejny Obiekt Tygodnia - tym razem doskonale znana galaktyka spiralna M51 w opracowaniu Janka. Miłej lektury! Tuż pod gwiazdą η UMa (Alkad – końcówka „dyszla” Wielkiego Wozu) poszukamy najciekawszego obiektu w tej okolicy nieboskłonu - Galaktyki Wirowej (M 51; Wir; Whirlpool). Zacznę od mocnego uderzenia – zdjęć teleskopowych. Pamiętajmy jednak, że fotografie galaktyk nijak się mają do ich obrazów w największych nawet teleskopach amatorskich, nie mówiąc o lornetkach. M 51 + NGC 5195 fotografia z teleskopu Hubble’a Źródło: apod.nasa.gov … i z teleskopu Newtona 10”; autor: Andrzej Brett (Prot) Źródło: http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7408-m51/ Jeden z najsławniejszych obiektów głębokiego nieba, obserwowany i fotografowany przez wszelkie teleskopy – od Synty po Hubble’a – nie ma wśród lornetkowców dobrej prasy. Rzadko i z pewnym zażenowaniem piszemy o jego obserwacjach, tak jakby były one albo szczególnie trudne albo nieciekawe. Nic bardziej mylnego. Przede wszystkim, ten najokazalszy obiekt gwiazdozbioru Psów Gończych odnaleźć jest bardzo łatwo. Jest to obiekt podwójny, bo spiralnej galaktyce M 51 towarzyszy nieregularna NGC 5195, określana niekiedy jako M 51b. Związane są one grawitacyjnie, ale nie połączone, jakby się mogło wydawać ze zdjęć. Oddziaływania między tymi bliskimi obiektami są jednak bardzo silne, stąd osobliwości w ich strukturze: jasne, podkreślone obszarami gwiazdotwórczymi i dobrze widoczne na zdjęciach ramiona spiralne M 51 oraz całkowicie zniekształcona forma NGC 5195. Galaktyki nie tylko nawzajem wpływają na swoją budowę, lecz także ciążą ku sobie. NGC 5195 spadając na znacznie większą M 51 przeszyła jej dysk, zawróciła ściągnięta grawitacją i ponownie go przeszyła, oddalając się następnie na 2 miliony l. ś. Widoczne na fotografiach wydłużone ramię M 51 z pasmem pyłowym pozornie łączące galaktyki znajduje się co najmniej pół miliona lat świetlnych bliżej nas niż NGC 5195. Terytorialnie galaktyki należą do gwiazdozbioru Psów Gończych, jednak poszukiwanie ich warto rozpoczynać od gwiazdy η UMa (Alkaid). Półtora stopnia na zachód od niej znajduje się dość jasna (ok. 4,5 mag), biała gwiazda 24 CVn a 0,5° ponad nią słabsza (6,5 mag), pomarańczowa. Na linii tej pary, około 2° na południe, widać trójkącik z gwiazd 7 mag na powierzchni 1°x1°. Przyglądając mu się starannie dostrzeżemy jednak, że nie jest to trójkąt, lecz foremny trapez równoramienny z jednym narożnikiem utworzonym przez całkiem wyraźną plamkę świetlną. Okolice M 51; mapy wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Ze względu na charakterystyczne położenie, wielkość i jasność (8,2’x6,9’, 8,4 mag), M 51 można zobaczyć nawet przez lornetkę 8x42. W powiększeniu 10x trudno jest jeszcze cokolwiek wnioskować o jej kształcie. W większych lornetkach, przy powiększeniach 12-20x, plamka rozciąga się nieco na północ, ukazując najpierw rodzaj dziobka na owalu, później zaś ciasno ułożone odrębne obiekty. Nie zawsze można to zauważyć, ponieważ jasność NGC 5195 jest mniejsza o 1 mag od M 51, zaś odległość kątowa między ich środkami wynosi zaledwie 5’. Tak to wygląda naprawdę: szkic z teleskopu 8” ; autor: Marcin G. (McGoris) Źródło: http://astropolis.pl/topic/48927-obserwacje-16-04-2015-kilka-szkicow/ Przez wielką lornetę lub przez teleskop można niekiedy dostrzec subtelny zarys spiralnych ramion galaktyki. Po raz pierwszy dostrzegł to i naszkicował w połowie XIX wieku irlandzki arystokrata William Parson, bardziej znany jako lord Rosse, używając zbudowanego dla siebie największego ówczesnego teleskopu – 72-calowego (183 cm) „Lewiatana z Parsonstown”. Obecnie spiralną strukturę M 51 daje się zobaczyć przez teleskopy amatorskie. Cóż, jakość współczesnej optyki jest nieporównywalnie lepsza a poza tym my już wiemy, czego wypatrywać. Szkic lorda Rosse’a Źródło: www.wsanford.com Lewiatan z Parsonstown Źródło: Wikipedia Odległość do M 51 określa się obecnie na 23 mln l. ś. z dokładnością do 4 mln l. ś. Starsze źródła mówią o odległości większej, nawet ok. 37-40 mln l. ś., podobnie jak w przypadku innych galaktyk należących do grupy M 51. Grupa M 51 składa się z 7-9 galaktyk i zbliżona jest w przestrzeni do grupy M101, której tytułowa przedstawicielka także znajduje się niedaleko na nieboskłonie, tym razem ponad niedźwiedzim ogonem. Z pewnością będziemy świadkami jeszcze wielu korekt zarówno odległości między galaktykami jak ich przynależności do grup czy gromad. Jeśli więc chcesz wyruszyć w podróż na inne wyspy Wszechświata, zaś nasze sąsiadki z Lokalnej Grupy Galaktyk - M31 i M33 są właśnie niedostępne, opatrzyły Ci się lub uważasz, że są zbyt blisko, śmiało kieruj swój wehikuł czasoprzestrzeni w stronę M 51. „Dobra wycieczka” gwarantowana. Tylko nie zapomnij dać znać, jak poszło!
  9. Autorką tej odsłony Obiektu Tygodnia jest Ewa z sąsiedniego forum. Zapraszam do lektury! Tym razem to mi przypadła w udziale przyjemność zaprezentowania forumowiczom nowego obiektu tygodnia. W sezonie buszowania po galaktykach w Pannie i Warkoczu Bereniki proponuję zatem w przerwie skoczyć na wschód, do Herkulesa, i przyjrzeć się mgławicy planetarnej NGC 6210. Niewielkie mgławice planetarne nie cieszą się wielkim powodzeniem wśród obserwatorów. Mają małe średnice kątowe, co czyni je obiektami trudnymi do odnalezienia, gdyż łatwo je pomylić z pobliskimi gwiazdami. Są jednak o tyle ciekawe, że pokazują nam przyszłość naszego Układu Słonecznego. Oto jak będzie wyglądało Słońce za jakieś 5 miliardów lat, gdy odrzuci swoją otoczkę i stanie się stygnącym białym karłem. Wyrzucana przez gwiazdę materia może tworzyć przeróżne kształty, jak na przykład w mgławicy Saturn (NGC 7009) czy Kocie Oko (NGC 6543). Bohaterka dzisiejszego tygodnia dzięki charakterystycznemu kształtowi również uzyskała przydomek: Żółw. Podobno Edwin Hubble powiedział, że wygląda jak „żółw połykający muszlę”. O istnieniu Żółwia wiemy od 1825 roku, kiedy to odkrył ją Friedrich Struve z pomocą 9,6-calowego refraktora w obserwatorium w estońskim Tartu. Źródło: NASA NGC 6210 wydaje się mała (około 12”), ale w rzeczywistości jej wewnętrzna część ma średnicę 0,4 roku świetlnego, a jej długość z północy na południe to około 1,6 roku świetlnego. Szacuje się, że znajduje się od 5000 do 10000 lat świetlnych od Słońca. Na powyższym zdjęciu widać centralną, starszą część mgławicy, przez którą przebijają się strumienie podwójnie zjonizowanego tlenu. Naukowcy nadal nie potrafią jednoznacznie powiedzieć, czym powodowane są tego rodzaju wyrzuty oraz dlaczego są zwykle niesłychanie symetryczne. Jak zatem dotrzeć do Żółwia? Szukamy gwiazdy 51 Her o jasności 5mag, która znajduje się mniej więcej w połowie drogi między gwiazdami δ Her (Sarin) i β Her (Korneforos). Źródło: Stellarium Następnie kierujemy się jakieś 7’ na północny zachód (w kierunku Korneforosa). Ścieżkę wyznacza nam ciąg sześciu gwiazd o jasności około 9mag. Źródło: Stellarium W 8-calowym teleskopie Żółw ma ledwie dostrzegalną tarczę. W okularze 10mm pole widzenia obejmuje również gwiazdę o jasności 9,5mag (patrz zdjęcie poniżej). Jasność Żółwia (9mag) sprawia, że na pierwszy rzut oka obiekty wydają się identyczne. Jednak gwiazda obserwowana na wprost wyostrza się, a Żółw znika. Dostrzegalny jest tylko zerkaniem. Ze względu na jego sporą jasność powierzchniową (w odróżnieniu od np. galaktyk) mamy wrażenie, że mózg płata nam figla. Wyraźnie widzimy jasny obiekt, a za chwilę nie widzimy go wcale. Ot, podglądanie kosmosu. Źródło: sky-map.org Jeśli niestraszne Ci absurdalnie małe średnice kątowe - spróbuj i daj znać, jak poszło!
  10. Nowa wielka mgławica w Wielkiej Niedźwiedzicy. Podczas oględzin negatywów, które uzyskałem przy pomocy teleskopu Crockera 17 i 20 kwietnia 1898, odkryłem wielką, słabą mgławicę nie zawartą ani w N.G.C., ani w uzupełnieniu N.G.C., ani też nie mogłem znaleźć w żadnym innym spośród niedawno utworzonych katalogów. W nocy 22 kwietnia, profesor Hussey i ja obserwowaliśmy ją przez 12-calowy teleskop i ustaliliśmy pozycję jej najjaśniejszej kondensacji na: α=10h18m7s δ=+69°10’.1 odnoszących się do średniej równonocy 1860.0 Teleskop pokazuje mgławicę jako dużą, nieregularną, bardzo słabą i złożoną z pewnej liczby kondensacji. 19 maja uzyskałem dodatkową fotografię tego regionu, naświetlając go przez cztery godziny. Pokazała ona różne kondensacje połączone słabą mgławicową materią, a całość rozciągała się na przestrzeni pełnych 4’ szerokości i 12’ długości. E. F. Coddington. 25 maj, 1898 Taką notkę wysłał 117 wiosen temu Edward Coddington do Astronomicznego Towarzystwa Pacyficznego. Galaktyka została ujęta w drugim uzupełnieniu do New General Catalogue w 1908 r., zyskując oznaczenie IC 2574. Co ciekawe odnośnie nazewnictwa, chociaż w przypadku wszystkich galaktyk zaprzestano z czasem używać określenia “mgławica”, w tym przypadku historyczna zaszłość utrwaliła się na dobre - naszego IC-ka często znajdziemy pod nazwą Coddington’s Nebula, czyli Mgławica Coddingtona. fot. Łukasz Socha (Jolo), źródło: http://www.forumastronomiczne.pl/index.php?/topic/7277-ic2574/ Bohaterką tygodnia jest nieregularna galaktyka karłowata, oddalona od nas o 12 mln lś, należąca do Grupy M81. Od największej galaktyki swojej grupy jest oddalona zaledwie o nieco ponad 600 tys. lś. - tak więc tworzy dość ciasno upakowany rdzeń galaktycznej grupy wraz ze wspomnianą Galaktyką Bodego i trzema innymi - M82, NGC 3077 i NGC 2976. W przypadku galaktyk nieregularnych dość często można się spotkać z określeniem “żywa skamielina”, co ma wskazywać, że tego rodzaju galaktyki przypominają najwcześniej uformowane wyspy Wszechświata, a ich badania pomagają w opisaniu mechanizmów, dzięki którym owe wyspy mogą ewoluować do form galaktyk spiralnych. Na żywotność owej skamieliny wskazują natomiast aktywne obszary gwiazdotwórcze, w które IC 2574 jest szczególnie obfita. Na zdjęciach dobrze widoczne są połacie chmur wodorowych pobudzanych do świecenia przez młode, masywne gwiazdy. Rozszerzające się z prędkością 25km/s bąble gazowe są szczególnym obiektem zainteresowań astronomów, którzy badają, jak wiatry gwiazdowe i wybuchy supernowych powodują zapłon kolejnych procesów gwiazdotwórczych w innych obszarach galaktyki. Nowe badania sugerują, że IC 2574 miała w niedawnej przeszłości kilka wyżów “demograficznych” - jeden z nich miał miejsce w centrum galaktyki około 100 mln lat temu, a inny - 10 mln lat temu, w odległości 13-26 tys. lś od centrum. źródło zdjęcia i opisu: http://annesastronomynews.com/photo-gallery-ii/galaxies-clusters/ic-2574/ Odkrycie galaktyki pod sam koniec XIX wieku, w dodatku przy pomocy fotografii z pewnością nie wróży łatwego do wyłuskania obiektu - IC 2574 nie zaskoczy tutaj pozytywnie. Jasność obiektu to 10,2mag, a spore rozmiary kątowe skutkują niską jasnością powierzchniową. Jednakże mieszanka tych cech na szczęście nie powoduje, że jest to jakiś ekstremalnie trudny obiekt. Sue French w swojej książce “Deep Sky Wonders” podaje, że widziała tę galaktykę w swoim czterocalowym refraktorze, więc w popularnych reflektorach 8-calowych obiekt nie powinien przysporzyć większych problemów. Na szczęście najazd na galaktykę jest dość łatwy, a samo miejsce, gdzie należy szukać - dość charakterystyczne. Przeważnie swój nalot zaczynam od Dubhe, od której skaczę do asteryzmu, który nazywam “kuszą” (Harrington nazywa go “diamentem”), następnie przedłużam linię łączącą stopkę diamentu/kuszy z gwiazdą 35 UMa, aż dochodzę do słabego łańcuszka gwiazd skierowanego ku północy. Sam jego koniec jest lekko odchylony ku zachodowi i tworzą go dwie gwiazdy podobnej jasności. Ich położenie wskazuje z grubsza dłuższą oś IC 2574, co jest naprawdę sporym ułatwieniem. (obie mapy wygenerowane przy pomocy CdC przez Rokitę) Galaktykę miałem okazję obserwować w teleskopach 10-12” - w przeciętnych warunkach udawało mi się dostrzec słabe, jednorodne, nieco wydłużone pojaśnienie tła o niewyraźnych krawędziach. W dobrych warunkach w teleskopie 12” udało mi się dostrzec pewne niejednorodności, z czego najbardziej zwracały uwagę nieznaczne pojaśnienia na północno-wschodnim i południowo-zachodnim krańcu widocznej części galaktyki. Wielu obserwatorów również raportuje te niejednorodności, z czego częściej wskazywany jest wyraźniejszy, północno-wschodni kraniec. Za większą jasność w tym właśnie miejscu odpowiada największy w galaktyce region gwiazdotwórczy, którego ewolucja jest prawdopodobnie napędzana przez młodą i masywną gromadę gwiazd. Z racji swoich rozmiarów rzędu kilku tysięcy lat świetlnych*, ów region jest określany jako “super giant shell”. Zdjęcia zdają się wskazywać, że to, co przy okularze teleskopu określić można jako dość jasny, południowo-zachodni kraniec galaktyki, jest w rzeczywistości centrum IC 2574. Mając do dyspozycji teleskop 16" czy większy, warto w dobrych warunkach poświęcić dłuższą chwilę na ten obiekt. Realnym wydaje się być wyłapanie kilku innych regionów gwiazdotwórczych, szczególnie tych położonych wzdłuż południowo-wschodniej krawędzi galaktyki. Z racji sporych rozmiarów kątowych i niewielkiej jasności powierzchniowej, przynajmniej przy pierwszym podejściu warto zadbać o w miarę dużą źrenicę wyjściową i stosunkowo niewielkie powiększenie rzędu 40-50x. Jednakże ta galaktyka może zostać złowiona także w średnich i dużych lornetach. O przypadku Sue French już wspomniałem, sądzę więc, że Mgławica Coddingtona nie będzie ekstremalnym wyzwaniem dla dwururek 100 mm. Natomiast może napsuć sporo krwi w lornetach 70 mm, ale radość ze złowienia tego obiektu z pewnością wynagrodzi wszelkie trudy. Tutaj jednak potrzeba naprawdę dobrego nieba (ja potrzebowałem wybitnego). Białe noce coraz bliżej, ale póki jeszcze trwa sezon galaktyczny, a Wielka Niedźwiedzica wisi wysoko nad naszymi głowami, daj szansę Mgławicy Coddingtona i daj znać, jak poszło! _________________________________________________ *dla porównania: wielkość M42 szacuje się na ok. 30 lś
  11. Autorem tego odcinka OT jest Lukost - zapraszam do ciekawej lektury! W tym tygodniu mam przyjemność zaproponować aż ... siedem obiektów, stłoczonych na obszarze o średnicy kilku minut kątowych. Ale niestety, w tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu – do obserwacji niezbędne będą teleskopowe monstra o minimum kilkunastocalowej aperturze... Na szczęście coraz większa rzesza miłośników astronomii ma dostęp do takich sprzętów, posiadając je w swoim arsenale czy też korzystając z metody "na sępa", poczas jednego z licznych zlotów. Cześć z Was zapewne wie już, o jaką grupkę chodzi – oczywiście, na warsztat wędruje Septet Copelanda, odległy o jedyne 480 milionów lat świetlnych. Co to septet – z grubsza wiadomo, ale kim u licha był pan Copeland? Ralph Copeland (1837-1905) to trzeci Królewski Astronom Szkocji. Zanim jednak dochrapał się tej funkcji, w latach 1871-1874 pracował jako asystent w obserwatorium Williama Parsonsa (lorda Rosse) w Parsonstown w Irlandii. Miał tam dostęp do największego ówcześnie istniejącego teleskopu – siedemdziesięciodwucalowego reflektora nazywanego "Lewiatanem" (geneza jego nazwy jest chyba dość oczywista...). Właśnie z jego użyciem, w kwietniu 1874 roku dokonał okrycia nieznanych wcześniej galaktyk, popełniając jednak omyłkę w oznaczeniu ich pozycji. Błąd ten powielił następnie J. Dreyer podczas wpisu do New General Catalogue. W rezultacie astronomowie dość długo mieli spory problem z prawidłowym zlokalizowaniem grupy, a galaktyki były traktowane jako obiekty "nonexistent". Jak pewnie wiecie, pomyłek i powtórzeń w katalogach NGC/IC jest sporo... A skoro jesteśmy już przy katalogu NGC to warto wspomnieć, że R. Copeland odkrył aż 35 obiektów w nim uwzględnionych. Septet został też ujęty w katalogu zwartych grup galaktyk Paula Hicksona – pod numerem 57 oraz w katalogu Arpa – jako Arp 320. Hickson zanotował, że: " (...) Redshifts have been measured for 7 members, and are all found to be accordant. The small compact galaxy NGC 3754 interacting with the bright spiral NGC 3753 is a radio and infrared source." Jako ciekawostkę dodam, że galaktyce spiralnej NGC 3746 (oznaczonej też jako Hickson 57b) wybuchły supernowe: 2005ba oraz 2002ar (typ Ia), która to osiągnęła maksymalną jasność 16.5mag. źródło: www.sky-map.org Tyle suchych faktów, pora na starhopping, który zaczynamy od Deneboli (β Leo); następnie odbijamy 5,5 stopnia na północ, odnajdując gwiazdkę 92 Leonis (5mag). Od niej już tylko przysłowiowy rzut beretem (przy czym rzucamy owym nakryciem głowy w kierunku północno - zachodnim) do grupki trzech gwiazd o jasności 8-9mag; w ich pobliżu odnajdziemy nasz cel. Równie dobrze można spróbować podejścia od gwiazdy Zosma (delty Leonis) - kwestia indywidyalnych preferencji. Septet jest skupiony - oczywiście pozornie, z perspektywy ziemskiego obserwatora - wokół gwiazdki oznaczonej jako TYC1440-2012-1 (nieco słabszej od 12mag). Mapy wygenerowane by Rokita (w oparciu o katalog SAC) Poniższe zestawienie uwzględnia jasności i rozmiary poszczególnych członków grupy: NGC 3745 15.2mag 0.4'x0.2' NGC 3746 14.2mag 1.1'x0.5' NGC 3748 14.8mag 0.8'x0.3' NGC 3750 13.9mag 0.9'x0.5' NGC 3751 13.9mag 0.9'x0.4' NGC 3753 13.6mag 1.9'x0.5' NGC 3454 14.3mag 0.6'x0.4' Pierwszy raz dopadłem Septet dwa lata temu, mając do dyspozycji Taurusa o aperturze 330 mm; dostrzegłem wówczas jego "główną" część złożoną z galaktyk NGC 3750, 3753 i 3754, które przy powiekszeniu ok. 187x zlewały się w jedną całość oraz położone tuż obok NGC 3746 i 3751. Na pewno nie wyłuskałem NGC 3745, a co do numeru 3748 – zastrzelcie mnie, ale naprawdę nie pamiętam... Z użyciem szesnastocalowca o Septet zahaczyłem dwukrotnie: wiosną 2014 roku i niedawno, podczas ubiegłotygodniowych obserwacji na Przełęczy Rydza – Śmigłego. Różnica względem "trzynastki" nie była może kolosalna, jednak dzięki stosownej aperturze i Delosowi 8 mm (pow. 225x) oraz Pentaxowi XW 7 mm (pow. 257x) wiem już, że Septet to septet. Czy było łatwo? Bynajmniej, recepta na sukces to cierpliwe "wyzerkiwanie" poszczególnych galaktyk. Centralna cześć grupy przez większość czasu nadal zlewała mi się w jedną całość, a rozdzielenie jej trzech składników było możliwe jedynie momentami. Najwięcej problemów sprawiała oczywiście NGC 3745, wyglądająca jak bardzo słaba, nieco rozmyta gwiazdka. Tutaj przydałoby się nprawdę duże lustro (20 cali i więcej) oraz powiększenie w okolicy 300x. Teoretycznie w polu widzenia jest jeszcze galaktyka PGC 36010, ale to słabizna o niewielkich rozmiarach kątowych (ok. 0.35' x 0.28'). Nie mam pewności, czy da się ją dostrzec przez amatorskie teleskopy (choć nie wykluczam, że koledzy zza Wielkiej Wody wyłowili ją przy użyciu jakiegoś trzydziestocalowego dobsona, podczas starparty gdzieś na teksańskim zadupiu...). Poniższy szkic - zaczerpnięty z "The Night Sky Observer's Guide" - odzwierciedla widok w teleskopie 18.5 cala (jak widać, PGC 36010 nie została na nim uwzględniona). Jak słusznie zauważył Tom Trusock w jednym z artykułów z cyklu "Small Wonders" - "(...) wstrząs nie wynika z tego co i jak widać, lecz raczej ze zrozumienia czemu właśnie się przyglądamy". Kręcą Cię ekstrema obserwacyjne? Jeśli tak to spróbuj i daj znać, jak poszło!
  12. Autorem kolejnej odsłony (nieco spóźnionej - mea culpa!) Obiektu Tygodnia jest Janko - zapraszam do ciekawej lektury! Kolejny raz proponuję “wielkiego nieobecnego” – obiekt zbyt duży, zbyt oczywisty i położony w zbyt eksponowanym miejscu, by się nim często zajmować. Bliska, bo trzecia najbliższa (po Gromadzie Ruchomej Wielkiej Niedźwiedzicy i Hiadach) gromada otwarta Melotte 111 znajduje się w odległości 288 lat świetlnych a widać ją nawet gołym okiem jako jasną plamę poniżej Psów Gończych zaś ponad Panną. Wiek jej oceniany jest na 400-450 milionów lat. Dla mnie gromada ta stanowi kitę na ogonie Lwa, wiszącą 10 stopni ponad Denebolą (β Leonis - lwim ogonem). Okolice Mel 111; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Czemu taki okazały i jasny (1,8 mag) obiekt jest tak rzadko opisywany? Otóż dlatego, że jest zbyt okazały. Nie mieści się w polu widzenia lub wypełnia je szczelnie udając normalne gwiezdne tło. Nawet lornetka o powiększeniu 15x jest na niego za mocna, bo średnica kątowa gromady przekracza 4,5° a według innych źródeł nawet 7,5°. Więc tutaj potrzebny jest powiększenie 7-10x i wielkie pole widzenia oferowane przez lornetki o aperturze 30-56 mm. Tak, to nie błąd, lorneteczki 30-42 mm wcale nie muszą być lekceważone przez miłośnika nocnego nieba. Pokażą one znacznie więcej, niż się powszechnie sądzi a obiekty właśnie takie jak Gromada Gwiazd w Warkoczu czy np. Hiady pokażą lepiej, niż duża lornetka czy teleskop. Gwiazdy w Mel 111 nie są liczne. Mówi się o 40-80, choć praktycznie zobaczymy ich kilkanaście. Ciekawe, że brak tam gwiazd słabszych niż 10,5 mag. Możliwe że jest to spowodowane małą masą gromady – około 100 mas Słońca, co nie wystarcza, by zapobiec ucieczce mniejszych gwiazd w otaczającą przestrzeń. Mapa Melotte 111 źródło: http://www.hvezdnouoblohou.wz.cz/vlasybereniky.php Jasne gwiazdy gromady są wielkości gwiazdowej 4,8mag – 6mag, więc przypatrując się Warkoczowi Bereniki pod wiejskim niebem mamy szanse zobaczyć je gołym okiem. Pamiętajmy jednak, że nawet jaśniejsze przecież gwiazdy Plejad nie zawsze dają się dostrzec. Najjaśniejsza gwiazda, lucida gromady to żółta, spektroskopowo podwójna 12 Com (4,8 mag), typu widmowego G0 III + A3 V. Stanowi ona prawy, zachodni promień trójramiennej „gwiazdy” - znaku ostrzeżenia przed radioaktywnością. Asteryzm ten jest o tyle ważny, ze wraz z leżącym 1-1,5° na wschód od niego niewielkim gwiezdnym trójkątem prowadzi nas wprost (dalsze 1-1,5° na wschód) do Galaktyki Igła (NGC 4565). Posiadacze większych lornetek a zwłaszcza teleskopów z pewnością ją odwiedzą. Na poniższej ilustracji można wypatrzyć galaktykę , podziwiając także barwy gwiazd w okolicy gromady. Kolory gwiazd w Gromadzie Warkocza Obraz wygenerował Roberto Mura. źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Mel_111.jpg Spośród widocznych tutaj gwiazd zwracają uwagę dwie wyraźnie zabarwione na czerwono-pomarańczowo. Jak można się spodziewać, nie należą one do gromady, lecz na pewno upiększają jej obraz. To czerwony olbrzym 4 Com o jasności 5,66 mag widoczny w prawej części obrazu (typ widmowy K5 III), oraz słabszy (7,2 mag), widoczny tu jako bardziej czerwony HIP 61290 (typ widmowy K0 V) w części lewej dolnej (południowo zachodniej) . Jako „młodszy” typ K (K0), gwiazda ta zasadniczo powinna być bardziej żółta, ale może inne czynniki (np. pył międzygwiazdowy) ją poczerwieniły. Gromada w Warkoczu (której nie należy mylić z gromadą galaktyk Coma, czyli Abell 1656) jest też rajem dla miłośników gwiazd wielokrotnych. Wielokrotne są przykładowo 12, 13, 16 i 17 Com, lecz szereg innych gwiazd także wart jest rozdzielenia, nawet przez niewielki sprzęt. 12 Com, lucida gromady, sama spektroskopowo podwójna, ma słabą towarzyszkę 11 mag w odległości 35” i „lornetkową” 8,3 mag (65”). 17 Com, cefeida karłowata o jasności 5,3 mag – 5,4 mag posiada sąsiadkę 8,3 mag (65”). Wokół 13 Com, nie wymienianej przez ogólnodostępne źródła jako wielokrotna, widać 3-4 sąsiadki z komfortowym odstępem ponad 60”. 16 Com także jest symetrycznie otoczona przez trzy gwiazdki (8-9 mag), tworząc znak ostrzeżenia przed radioaktywnością, idealną miniaturkę „radioaktywnego” asteryzmu zawierającego 12 Com. Jeśli więc uważasz, że nie samymi galaktykami astroamator żyje, skieruj lornetkę ponad galaktyczne pola Panny i podziwiaj w Warkoczu Bereniki to, co ja nazywam „warkoczem właściwym”, czyli wielką, jasną gromadę Melotte 111. Potem zaś oczywiście daj znać, jak poszło!
  13. Autorem kolejnej odsłony Obiektu Tygodnia jest Janko - zapraszam do ciekawej lektury. Spieszyć nam się trzeba. Plejady wraz z całym gwiazdozbiorem Byka uciekają przed Orionem, Orion ucieka przed groźnym Lwem i przed zabójczym Skorpionem. Lwu zaś zagrozić może tylko Panna. Na nieboskłonie jak w życiu – miłość zmaga się ze śmiercią. Więc zanim na dobre rozgoszczą się na nim gwiazdozbiory wiosenne, pożegnajmy wieczorem naszych idoli z okresu zimy. Proponuję obiekt praktycznie nieznany choć świetnie widoczny. W dodatku znajduje się on na obszarze intensywnie obserwowanym – tuż nad Orionem a na skraju Byka. Tam coś jest – ktoś zapyta? A jest, jest, tylko niewidoczne dla twórców map i atlasów, dysponujących świetnym sprzętem o znacznym powiększeniu a za to małym polu widzenia. Więc zgodnie z sentencją małego Jasia wracającego z Zoo – słonia to nie zauważyli. Okolice gromady Collinder 65 źródło: http://www.starobserver.eu/openclusters/collinder65.html Spośród twórców moich przewodników i atlasów jedynie Peter Birren wymienia gromadę otwartą Collinder 65 w swoim genialnym przewodniku Objects In the Heavens, chociaż i on rysuje symbol gromady poniżej gwiazd, które ją tworzą: Być może Peter zasugerował się opisem na stronie Deepskypedia, gdzie umieszczono Cr 65 w obrębie gwiazdozbioru Oriona. Wiele innych źródeł powiela tę nieścisłość. Niektórzy powątpiewają w to, że Cr 65 jest gromadą otwartą a nie asteryzmem. Inni uważają, że jest to asocjacja OB. W bazie danych astronomicznych SIMBAD takich wątpliwości nie ma. Jeden z uczestników dyskusji na „Cloudy Nights” wygłasza jednak złotą myśl, z którą i ja się identyfikuję: Cluster or not, Collinder 65 is a fine binocular object. Mapka Cr 65 wykonana przez Panasamarasa Fine it is, indeed – chciałoby się zakrzyknąć po zobaczeniu przez lornetkę grupy kilkunastu gwiazd zgromadzonych na obszarze o średnicy prawie 4°, wyraźnie wybijających się spośród kilkudziesięciu drobniejszych. Większość z nich znajduje się w zbliżonej odległości od nas – około 500 lat świetlnych, stąd przypuszczenie, że tworzą prawdziwą gromadę*. Z jaśniejszych gwiazd gromady (ok. 5-6,5 mag) pewien szkicujący obserwator potrafił nawet utworzyć sylwetkę nietoperza. http://www.cloudynights.com/topic/194216-a-bat-in-collinder-65/ Jednak oglądając tę okolicę w lornetce o polu przynajmniej 6° większość obserwatorów zobaczy zapewne wielki grot strzały skierowanej na zachód. Gromada jest wyodrębniona z tła lecz słabo zagęszczona ku środkowi, zawiera gwiazdy o znacznym zróżnicowaniu jasności i jest mało liczna. Należy więc według klasyfikacji Trumplera do typu II 3 p, podobnie jak Cr 69 (głowa Oriona). Jednak o wdzięku obrazu nie decyduje nie tylko to, co jest w jej obrębie, lecz także obrzeża. Bezpośrednio ponad Cr 65, w tym samym polu widzenia lornetki jest para gwiazd odległych od siebie na 20 minut kątowych. Obie są stosunkowo jasne i kontrastowo zabarwione – ta z prawej jest czerwono, ta z lewej - białoniebieska. 119 Tauri (inaczej CE Tau), półregularny, pulsujący nadolbrzym typu widmowego M2Ib o jasności ok. 4,30 mag intensywnością czerwieni ustępuje tylko słynnej Gwieździe Granat Herschela (μ Cep). Podobnie jak ona należy do największych znanych gwiazd i ma średnicę 600 razy większą niż Słońce. Znajduje się w odległości 1800 lat świetlnych – dwu-trzykrotnie dalej niż gwiazdy tworzące gromadę, lecz i tak jest od nich jaśniejsza. Ponieważ znajduje się blisko ekliptyki, bywa przysłaniana przez Księżyc. Zwana jest czasem Gwiazdą Rubinową (Ruby Star). Z rubinem kontrastuje zimnobiały, wręcz niebieskawy diament - 120 Tau. To także gwiazda zmienna o niewielkiej amplitudzie, typu widmowego B2IV-Ve i jasności ok. 5,65 mag. Znajduje się w podobnej odległości jak 119 Tau. Mniej intensywnie, choć nadal wyraźnie zabarwioną gwiazdą jest leżąca w centralnej części gromady czerwonopomarańczowa 117 Tau, olbrzym typu widmowego M1III o jasności widomej 5,77 mag. Obserwatorzy dysponujący nieco większym sprzętem zapewne chętnie przyjrzą się gwieździe 111 Tau i odnajdą jej dwie słabsze towarzyszki ok. 9,5 i 10 mag. Gwiazdy 113 Tau oraz Hip 25950 mają po jednej towarzyszce ok. 9,5 mag możliwej do dostrzeżenia przez niewielki teleskop. Jeśli jednak seeing jest dobry, warto pokusić się o rozdzielenie dwóch składowych samej Hip 25950 (inaczej HR 1847). Mają one zbliżoną jasność (ok. 6 mag i 6,5 mag) i niemal identyczną barwę (typ widmowy B7 – B8). Teoretycznie ich rozdział jest możliwy nawet z użyciem dużej lornetki, bo separację określa się na ponad 9,5”. Na koniec sesji warto jednak wrócić do sprzętu szerokokątnego i podziwiać kompleks Cr 65 w polu widzenia 6°-8° jako wyraźnie wyodrębnioną z tła grupę gwiazd, okraszoną na południu rubinem 119 Tau i diamentem 120 Tau. Możesz się im przyglądać nawet na lekko przymglonym niebie. Nie leń się więc i przy najbliższej okazji „luknij sobie” a potem napisz, jak poszło! * Z odległością do Cr 65 sprawa jest zagmatwana. Z jednej strony, odległości podawane dla poszczególnych gwiazd w bazie Astrostudio (np. 113 Tau, 116 Tau, 117 Tau, Hip 25950) mieszczą się w przedziale ok. 400-600 lat świetlnych, z drugiej zaś strony, WEBDA podaje dystans 310 parseków (ok.1010 lat świetlnych).
  14. Kolejny odcinek Obiektu Tygodnia serwuje nam Lukost - miłej lektury! Zimowa Droga Mleczna nie wygląda tak spektakularnie, jak podczas sierpniowych czy wrześniowych nocy – przeciwnie, jej wstęga jest nadzwyczaj subtelna; przeciąwszy wyraźne gwiazdozbiory Woźnicy i Bliźniąt, rozmywa się delikatnie tuż nad południowym horyzontem, w Jednorożcu i Rufie. Konstelacje te – choć niepozorne – pozwalają jednak obserwatorowi zaczerpnąć pełną garścią z przeogromnego bogactwa gwiezdnych skupisk. Właśnie w Rufie odnajdziemy moją ulubioną parę gromad otwartych; mowa o „emkach” numer 46 i 47, przepięknie prezentujących się w szerokim polu widzenia lornety lub krótkoogniskowego teleskopu. Tak, tak, cenię je sobie wyżej nawet od słynnych „chichotek” (h/χ Persei). Cały patent polega na zróżnicowaniu ich wyglądu – zasobna w słabsze gwiazdki M 46 (Tr Type II 2 r), widoczna jako mglista mgiełka, wyraźnie kontrastuje z sąsiadującą z nią od zachodu, odległą o 1,5 stopnia, luźniejszą, lecz zauważalnie jaśniejszą M47 (Tr Type I 2 m). A jeżeli okaże się, że podziwiając Messiera 46 możemy jednocześnie obserwować przepiękną mgławicę planetarną? No, to już pełnia szczęścia... źródło: http://www.pampaskies.com/gallery3/Deep-Space-Objects/M46 NGC 2438 – bo o niej mowa – ma jasność 11mag i rozmiar 66” (zatem porównywalny do słynnego “Pierścionka”, skatalogowanego jako M 57). Mgławica znajduje się w odległości około 3000 lat świetlnych od Ziemi i choć wydaje się, że leży na peryferiach gromady, to w rzeczywistości świeci na jej tle. Gwiazda centralna mgławicy jest znacznie starsza niż gwiazdy skupione w M 46; wiek tych ostatnich szacowany jest na ok. 300 milionow lat, podczas gdy “planetarka” powstaje po miliardach lat ewolucji swej macierzystej gwiazdy. Poza tym porusza się ona w przestrzeni z inną niż gwiazdy gromady prędkością i znajduje bliżej Ziemi. Ale dość tego przydługiego wstępu, przejdźmy do konkretów. Starhopping w kierunku M 46 jest banalny - po prostu odbijamy na wschód od Syriusza, wypatrując w szukaczu czy lornecie dwóch sporych, bliźniaczych pojaśnień. (mapa wygenerowana przy użyciu CdC by Rokita) Jak to ostatnio mam w zwyczaju, obiekt został potraktowany bardzo różnymi aperturami – począwszy od lornet 15x70 i 28x110, na szesnastocalowym newtonie skończywszy. Gdzieś po drodze były też popularne lustra 150 i 200 mm. Największym zaskoczeniem okazała się możliwość identyfikacji NGC 2438 w Delcie Extreme 15x70. To jakaś magia - wkręciłem filtr mgławicowy (Baader UHC-s) i po chwili pojawiła się dodatkowa gwiazdka, widoczna zerkaniem, ale bez żadnych wątpliwości. Przyznam, że tego się nie spodziewałem... Po usunięciu filtra zniknęła, niczym kasa z mojego konta po ostatnich zakupach sprzętu astro . Spróbowałem też podejścia z filtrem OIII (najzwyklejszym, tanim, chińskim wyrobem marki TPL). Filterek mocno wygasił gwiazdki, umożliwiając planetarce wybicie się na pierwszy plan. Ciekawe doświadczenie. Lorneta 28x110 pozwoliła dopatrzyć się już maleńkiej tarczki (w postaci bladego, lecz oczywistego kółeczka widocznego w północno – wschodniej części gromady). Po raz kolejny muszę stwierdzić, że sprzęt o takich parametrach wygenerował najlepszy jak dla mnie obraz, oferując idealny kompromis pomiędzy sporym jeszcze polem widzenia a powiększeniem, pozwalającym na łatwą identyfikację obiektu. Wykorzystując lustro 150 mm i większe, oczywisty staje się pierścieniowaty kształt mgławicy, z wyraźnie ciemniejszym środkiem. Obiekt nie boi się dużych powiększeń oraz filtrów typu UHC i OIII (w szczególności na ten drugi świetnie reaguje). A jak prezentuje się w naprawdę dużym lustrze? Otóż z grubsza tak, jak na poniższym szkicu: źródło: http://www.deepsky-drawings.com/ngc-2438-t508-2-obs/dsdlang/fr Na długoczasowych fotografiach można zarejestrować zewnętrzne halo mgławicy, o przekroju ponad 4,5 roku świetlnego, wychodzące poza jej jaśniejszy, wewnętrzny pierścień. Powstało ono podczas wcześniejszych faz starzenia się gwiazdy centralnej. Podobno w dużych teleskopach da się dostrzec jego ślad; niestety, mi się ta sztuka nie powiodła. Dostrzegłem natomiast subtelne różnice jasności poszczególnych części pierścienia. źródło: http://apod.nasa.gov/apod/ap110407.html Zapytacie pewnie jeszcze, czy da się wyłuskać gwiazdę centralną mgławicy? Niestety, ma ona zaledwie 17,7mag, a zatem nie jest dostępna amatorskim obserwacjom. Nie dajmy się zwieść widocznej w “środku” gwieździe o jasności ok. 13 mag – to nie ona. Marcowe wieczory to wciąż dogodny czas na obserwację NGC 2438, zatem spróbuj i daj znać, jak poszło!
  15. Z powodu gapiostwa, odcinek ląduje ze sporym opóźnieniem. Autorem jest Janko, a ja życzę miłej lektury. Dawno, dawno temu był taki szlagier, którego refren zaczynał się słowami „Mów do mnie, mów do mnie, mów jeszcze, ja bajki tak lubię ogromnie”. Ja jednak postaram się mówić tylko o obiektach dostępnych dla szarego zjadacza fotonów pod naszym pięknym, choć nieco pochmurnym i zamglonym niebem. Obiekty takie z pewnością znajdziemy w gwiazdozbiorze Oriona, choć często szukamy ich nie tam, gdzie trzeba. Mamy takie jakieś, delikatnie mówiąc - odchylenie, że najchętniej sięgamy herosowi poniżej pasa. Owszem, można się zachwycać tym, co się tam znajduje, jednak nie jest to wszystko a nawet nie najważniejsze. Wprawdzie bohaterowi walczącemu z potężnym Bykiem oraz ścigającemu nimfy – Plejady potrzebne są różne fragmenty anatomii, jednak bez głowy ani rusz! Pomiędzy i nieco ponad ramionami tworzonymi przez pomarańczowoczerwoną Betelgezę (α Ori) i zimnobiałą Bellatrix (γ Ori) znajduje się głowa Oriona złożona z kilku gwiazd, z których najjaśniejsza jest λ Ori, inaczej Meissa lub Heka. Okolice głowy Oriona; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Głowa ta ma oryginalny kształt – jest przełamaną zygzakowato pionową linią, której środek stanowią trzy najjaśniejsze gwiazdy – λ, φ1 i φ2 Ori. Pomiędzy λ i φ1 Ori znajduje się rządek trzech gwiazd 6-7 mag, zaś ponad λ Ori jest jeszcze jedna ok. 5,5 mag. Towarzyszy im kilkanaście słabszych na obszarze o średnicy ponad 1°. Wszystkie oprócz φ2 Ori są białe, głównie typu widmowego B, i znajdują się w podobnej odległości od Ziemi (około 1300 lat świetlnych). Żółtopomarańczowa φ2 Ori położona jest niemal dziesięciokrotnie bliżej i najwyraźniej nie należy do rodziny. Rodziną tą jest młoda, licząca sobie zaledwie około 4 milionów lat gromada otwarta Collinder 69 (Cr 69). Cr 69; mapę wytworzył kol. Rokita w oparciu o katalog SAC 8.1. Typ gromady według klasyfikacji Trumplera określono jako II 3 p n, czyli jest to gromada wyodrębniona lecz słabo zagęszczona ku środkowi (II), o znacznym zróżnicowaniu jasności (3), o małej liczebności – poniżej 50 gwiazd (p), z towarzyszącą mgławicą (n). Mgławica, owszem, towarzyszy gromadzie, jednak jest bardzo rozległa i niezwykle rozrzedzona jak na tak młodą gromadę, w której ciągle zachodzą procesy gwiazdotwórcze. Nosi nazwę Sharpless 2-264 (Sh2-264) i jest jedynie częściowo i z trudem widoczna zerkaniem przez spore teleskopy z użyciem filtra O-III. Na jej tle pojawiają się na zdjęciach ciemne mgławice Barnard 30 (B30) i Barnard 35. Cały obszar nazwany został asocjacją λ Orionis i był intensywnie badany ze względu na swe unikalne cechy. Narodziny młodych gwiazd w głowie Oriona, widziane przez teleskop Spitzera Źródło: http://www.space.com/14120-young-stars-emerge-orion-head.html Barnard 32 (fragment B30) na tle Sh2-264 Źródło: http://www.pbase.com/tango33/image/143299754 Barnard 35 Źródło: http://www.pbase.com/image/143299952 λ Orionis czyli Meissa (po arabsku Al-Maisan, czyli „Lśniąca”) jest układem wielokrotnym o głównym składniku typu widmowego O8 III i jasności 3,54 mag oraz słabszym typu B0.5 V, 5,61 mag oddalonym o 4,4 sekundy łuku. Trzeci, bardziej oddalony (ok. 30”) składnik, Meissa C, 11,2 mag, jest typu F8 V i posiada bardzo lekkiego towarzysza, prawdopodobnie brązowego karła. Tutaj mamy relacje z obserwacji λ Orionis prowadzonych przez amerykańskich astroamatorów w ramach akcji „33 Doubles Observing Projects” Więc jednak nie dotrzymałem słowa i opowiadam o rzeczach nie zawsze łatwo widocznych dla astroamatora. Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że nie są to bajki a astroamator nie tylko obserwuje, lecz także stara się pogłębić wiedzę o obserwowanych obiektach. Jeśli więc wieczór nie będzie całkiem pochmurny, spróbuj przyjrzeć się głowie Oriona i porozmyślać nad tym, co w niej tkwi, oczywiście poza polowaniem i miłością. Potem zaś koniecznie daj znać, jak poszło!
  16. Z powodu gapiostwa, odcinek ląduje ze sporym opóźnieniem. Autorem jest Lukost, a ja życzę miłej lektury. Jest zima. Wyobraź sobie, iż znalazłeś się gdzieś na odludziu – pod stopami skrzypi śnieg, mroźne powietrze szczypie w policzki, a nad głową masz krystalicznie czysty, skrzący się setkami gwiazd nieboskłon (wiem, wiem, zaczynam w tym momencie uprawiać gatunek literacki zwany science – fiction ). Która konstelacja nieba zimowego najczęściej przykuwa wzrok, urzekając i hipnotyzując obserwatora? Większość z nas - w tym ja - wskaże pewnie na mitycznego myśliwego - Oriona. A skoro Orion, to mgławice wszelkiej maści: emisyjne, refleksyjne, ciemne, choć i jakieś gromadki gwiazd, tudzież galaktyki też się tam czają. Wśród mrowia mgławic odnajdziemy kilka planetarnych – a co! Pierwsza z brzegu to NGC 2022, będąca świetnym celem - wyzwaniem dla posiadaczy nawet stosunkowo niewielkich luster. Ale to nie ona jest bohaterką niniejszego odcinka - wracamy do katalogu George’a Abella. Lorneciarze tym razem odpoczywają, a ucieszyć powinni się posiadacze średnich (od sześciu cali w górę) i dużych teleskopów. Panie i Panowie, przedstawiam Abella 12. Zlokalizowanie obiektu (oznaczonego alternatywnie jako PNG 198.6-06.3, PK 198-06.1) nie jest specjalnie trudne, bowiem sąsiaduje on z gwiazdą μ Ori, położoną z kolei 6 stopni na północny wschód od jasnej Betelgezy. Oczywiście ta bliskość jest pozorna – w przestrzeni kosmicznej oba obiekty sąsiadami nie są (gwiazda znajduje się w odległości 152 lat świetlnych od Ziemi, mgławica – prawie 7 tysięcy). Jasność Abella to 12,4mag, a rozmiar 37”. Podawana przez niektóre źródła jasność 13,9mag wydaje mi się sporo zaniżona. Mapa wygenerowana przy pomocy CdC (by Rokita) W tym miejscu należy zauważyć, że położenie Abella 12 tuż obok μ Ori, prócz zalet związanych z łatwością jej namierzenia, ma również jedną zasadniczą wadę - mianowicie obiekt w blasku tej gwiazdy po prostu ginie. Świetnie obrazuje to poniższe zdjęcie: źródło: http://www.caelumobservatory.com/gallery/abell12.shtml W związku z powyższym do tematu podszedłem metodycznie. Podczas pierwszej obserwacji, przeprowadzonej popularnym newtonem 150/750, użyłem okularu 8 mm (z którym uzyskałem powiększenie 94 x), „wzmocniwszy” go filtrem OIII Lumicona. Szybki rzut okiem: gwiazda jest, mgławicy nie widać. Ale nic to, bo w zanadrzu miałem jeszcze barlowa o krotności 2x i nie zawahałem się go użyć. Skutek? – gwieździe wyrosło ucho. Zerkaniem, ale bez cienia wątpliwości dostrzegłem jednostronne, półkoliste wybrzuszenie przylegające do μ Ori. Kilka tygodni później zagościł u mnie szesnastocalowiec. Okazało się, iż monstrum o aperturze 400 mm pozwala wyłuskać mgławicę nawet w bardzo kiepskich warunkach - z przemieść kilkudziesięciotysięcznego miasteczka, w dodatku przy blasku Księżyca tuż po pierwszej kwadrze. W użyciu był oczywiście nieodzowny filtr OIII, również w duecie z okularem 8 mm (co tym razem pozwoliło uzyskać powiększenie 225x). Chwila napięcia i... bingo! - mgławica natychmiast wyskoczyła z tła, wyraźnie odseparowana od gwiazdy; okazała się zaskakująco łatwa - nie trzeba było nawet uciekać się do metody zerkania. Jest okrągła, z nieco ciemniejszym środkiem. Po wykręceniu filtra już jej jednak nie dostrzegłem. Spośród znalezionych w sieci szkiców chyba ten zamieszczony poniżej najlepiej oddaje to, co widać w okularze dużego newtona (prócz ilości gwiazd oczywiście, bo te gasi filtr): źródło: http://www.chippingdaleobservatory.com/gallery/?level=picture&id=630 Reasumując – przepis na sukces to spore powiększenie i filtr mgławicowy (typu OIII, względnie UHC). Wypróbuj takie zestawienie, spróbuj i daj znać, jak poszło!
  17. Autorem sylwestrowego odcinka Obiektu Tygodnia jest Lukost z sąsiedniego forum. Zapraszam do bardzo ciekawej lektury! Jutro Sylwester, zatem wypadałoby przedstawić w ramach tego cyklu jakiś wystrzałowy obiekt. Myślałem o NGC 6946 (zwanej „Fireworks Galaxy”), ale najlepszy czas do jej obserwacji już niestety minął... Co w zamian? Hmm, nie byłbym sobą, gdybym w końcu nie zaproponował czegoś z katalogu George'a Abella. I tak długo wytrzymałem... W konstelacji Bliźniąt odnajdziemy kilka ciekawych i efektownych mgławic planetarnych (wśród których najbardziej znany jest chyba Eskimos), ale Abell 21 (alternatywnie Sh 2-274, PK 205+14. 1) ma w sobie to “coś”, stanowiąc dla mnie od pewnego czasu obowiązkowy przystanek podczas obserwacji zimowego nieba. Starhopping w kierunku mgławicy jest nieskomplikowany – wystarczy wyobrazić sobie równoboczny (z grubsza) trójkąt, utworzony przez jasnego Procjona, Gomeisę, z naszym celem jako trzecim, północnym jego wierzchołkiem. Zresztą, najlepiej pokażą to poniższe mapki. Mapy wygenerowane przy pomocy CdC (by Rokita) Zanim przejdę do sedna, przypomnę w skrócie genezę katalogu – mianowicie w latach 1949-1958 przeprowadzono przegląd nieba Palomar Observatory Sky Survey (POSS I) przy użyciu 48-calowego teleskopu Schmidta, umieszczonego w słynnym obserwatorium na górze Palomar w Stanach Zjednoczonych. W kolejnych latach amerykański astronom George Abell wraz ze współpracownikami (m. in. R. Minkowskim - skądinąd również znanym badaczem mgławic) skatalogował mgławice planetarne zarejestrowane na wykonanych wówczas płytach fotograficznych, ujmując w swym spisie łącznie 86 pozycji. Praca została ukończona w 1966 roku. Z czasem okazało się jednak, że pięć obiektów zostało sklasyfikowanych błędnie, bądź też w ogóle nie istnieje. Większość „Abelli” to ulotne twory o niewielkiej jasności, nic zatem dziwnego, że - z nielicznymi wyjątkami - zostały pominięte we wcześniejszych katalogach NGC oraz IC. Powodem małej jasności tych mgiełek jest zwykle ich zaawansowany wiek - wyrzucona przez umierającą gwiazdę gazowa otoczka, pobudzana do świecenie przez promieniowanie gorącej gwiazdy centralnej, z czasem coraz bardziej rozszerza się i rozrzedza w ośrodku międzygwiazdowym. Zwykle już po upływie 15-20 tysięcy lat gaz staje się na tyle rozproszony, że mgławica przestaje być w ogóle widoczna. Abell 21 zalicza się do tego typu „staruszek” (jej wiek szacowany jest na ponad 25 tys. lat), a mimo to można bez większego trudu zobaczyć ją już w... lornetce, ale o tym za moment. Do początku lat osiemdziesiątych XX w. mgławica była uważana za pozostałość po supernowej. Obiekt znajduje się w odległości około 1500 lat świetlnych od Ziemi, a jego rozmiary są szacowane na 4 lata świetlne. Powyższe zdjęcie jest odwrócone, najjaśniejsza jest południowo - wschodnia część mgławicy. źródło: http://apod.nasa.gov/apod/ap121025.html Abell 21 ma jasność 10,2mag, przy rozmiarach kątowych ok. 12'x9'. Wartość podawana przez Wikipedię (15,99mag) jest wzięta z... - sam nie wiem skąd . Mgławica jest obiektem o stosunkowo niskiej jasności powierzchniowej, lecz nadal to jeden z najłatwiejszych planetarnych Abelli. Pod alpejskim niebem, w perfekcyjnych warunkach do jej dostrzeżenia wystarczył podobno teleskop o średnicy 70 mm! Zdaniem deesowego “wyjadacza” Uwe Glahna, obiekt powinien być do wyłapania nawet w lornetce o średnicy 50 mm, o ile zaopatrzymy ją w dobrej klasy filtry mglawicowe. Aż tak ambitny nie jestem, a i moje niebo nie umywa się do alpejskiego, ale połączenie dwóch obiektywów 110 mm (lorneta 28x110) okazało się całkowicie wystarczające. Z użyciem tej dwururki, bez użycia jakichkolwiek filtrów, dostrzegłem spore, subtelnie zarysowane, lecz zerkaniem oczywiste, półkoliste pojaśnienie, z widocznymi na jego tle słabymi gwiazdkami. Filtr UHC–s nieco pomógł, podnosząc kontrast. Z upływem czasu Abell wydawał mi się coraz wyraźniejszy. Przy pierwszej okazji (może na zimowym astrozlocie w Zawadce Rymanowskiej?) zamierzam zasadzić się na niego z moją Deltą 15x70. W newtonie o średnicy lustra 150 mm mgławica wyskoczyła z tła natychmiast – rozległa, zerkaniem oczywista, po chwili można było ją podziwiać patrząc na wprost. Obserwowałem ją też przy użyciu teleskopu o średnicy 330 mm. W takiej aperturze jej kształt i „konsystencję” świetnie oddaje zwyczajowa nazwa – „Meduza”. W długoogniskowym okularze dostrzeżemy wyraźny półokrąg, wypełniony delikatnym, mglistym blaskiem, przypominający nieco znaną mgławicę Crescent (NGC 6888) w Łabędziu. Tak prezentuje na szkicu sporządzonym przez Uwe Glahna (z wykorzystaniem szesnastocalowego teleskopu i filtra OIII). Jako ciekawostkę podam, że Abell 21 został opisany na deepskyforum niecały rok temu, w ramach "oryginalnego" cyklu "Object of the Week". Polecam tę lekturę - chłopaki piszą o wyłapywaniu nadzwyczaj słabej, północno – zachodniej części mgławicy, ale to już zabawy dla prawdziwych twardzieli... O ile pogoda okaże się łaskawa, to w któryś mroźny, styczniowy wieczór odwiedź Bliżnięta, spróbuj i daj znać, jak poszło!
  18. Autorem świątecznej odsłony Obiektu Tygodnia jest Janko. Zapraszam do tej ciekawej lektury! Pod taką datą nie mogłem napisać o czymś innym. Temat miałem dawno wymyślony, lecz spóźniłem się z rezerwacją terminu dla niego. Tak, tak, działamy w zmowie, lecz spisek pod kryptonimem „Obiekt tygodnia” jest otwarty dla wszystkich. Miły kolega ustąpił mi jednak miejsca i Choinka może pojawić się we właściwym czasie. Któż nie zna zdjęć gromady otwartej NGC 2264 z otaczającymi mgławicami? NGC 2264; autor zdjęcia: Marcin Paciorek źródło: http://astropolis.pl/topic/31983-ngc2264-choinka-i-stozek/?p=389599 Do Choinki łatwo dotrzemy schodząc 3° na południe od jasnej, białej Alheny – γ Gem do biało-pomarańczowej pary ξ i 30 Gem. Kompleks Choinki znajduje się dalsze 2,5° poniżej tej pary (na południowy zachód). Dodatkowym drogowskazem może być asteryzm Różdżka złożony z 4 gwiazd zbliżonej jasności formujących literę Y, sąsiadujący z Choinką od północnego zachodu. Okolice NGC 2264; mapę wytworzył kol. Rokita przy pomocy CdC ver. 3.11 Niezaadaptowany wzrok na miejskim niebie początkowo ukazuje tylko najjaśniejszą gwiazdę gromady, jednak nawet w takich warunkach, po osłonięciu od bezpośrednich świateł i przyzwyczajeniu wzroku, mamy szanse dostrzec także słabsze składniki. Pod wiejskim niebem dwadzieścia białych gwiazd gromady NGC 2264 na tle delikatnej poświaty kilkudziesięciu słabszych rzeczywiście układa się w trójkątny kształt świątecznego drzewka wierzchołkiem zwróconego na południe, z najjaśniejszą gwiazdą S Mon (15 Mon) w „pieńku”. Ma ona jasność zmienną w zakresie 4,2 -4,6 mag i jest układem spektroskopowo podwójnym, zaś niektóre źródła mówią nawet o ośmiu składnikach układu. Stabilne widmo S Mon jest używane jako punkt odniesienia przy klasyfikacji innych gwiazd. Gromada nie jest liczna, różne źródła określają jej liczebność na 40-50 składników. Świecą one łącznym blaskiem 4,1 mag, niektóre źródła podają nawet 3,9 mag. Wielkość na nieboskłonie określana jest najczęściej na 30-40 minut łuku a odległość od Ziemi na 2600 - 2700 lat świetlnych. Gromada z mgławicą NGC 2264; mapę wytworzył kol. Rokita przy pomocy CdC ver. 3.11 Dla obserwatora lornetowego drzewko jest odwrócone „do góry nogami”, jednak wyobraźnia pomoże ją postawić prawidłowo. Patrzmy zerkaniem a „lampki” Choinki okażą się całkiem liczne. Przez średnią lornetkę możemy ich zobaczyć około 20. Będąc pod wiejskim niebem powinniśmy także zauważyć niewidzialną z miasta poświatę bezpośrednio wokół gromady a być może także na zachód i północ od niej (po prawo i ponad). Może nam się to łatwiej udać w momencie najeżdżania lornetką lub teleskopem na obiekt. Wysokiej klasy optyka i bardzo dobre warunki obserwacyjne rozciągną dla wprawnego obserwatora obraz mgławicy, zwiększając powierzchnię poświaty nawet kilkukrotnie. Pomocne w tym mogą być także filtry UHC lub O-III. Obszar mgławicy jest nadal miejscem narodzin młodych gwiazd. Gromada liczy sobie tylko 3,2 miliona lat. Promieniowanie gwiazd rozświetla i jonizuje pozostałości macierzystego gazu i pyłu, jednak wiatry gwiazdowe nie zdążyły ich jeszcze rozproszyć. Cały powierzchnia gromady świeci więc jako mgławica emisyjno-reflesyjna wdzierająca się w obszar otaczających ją lub przysłaniających ciemnych mgławic. Nad południowym skrajem gromady, czyli wierzchołkiem Choinki, znajduje się trójkątne, wydłużone, ciemne pasmo – mgławica Stożek lub Szyszka (Cone). Jest to obiekt niewielki i trudny do dostrzeżenia nawet przez spory sprzęt, jednak świetnie prezentuje się na fotografiach wraz ze zwieńczającą Choinkę białą gwiazdą ok. 7,5 mag. Ciemna mgławica Stożek źródło zdjęcia: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cone_Nebula_%28NGC_2264%29_Star-Forming_Pillar_of_Gas_and_Dust.jpg Mgławicy Stożek nad wierzchołkiem Choinki nie udało mi się dotychczas zobaczyć. Nie zamierzam jednak rezygnować z dalszych prób. Zachęcam do tego także czytelników. Najbardziej urozmaicona część mgławicy otaczającej gromadę znajduje się tuż po prawo (na południowy zachód) od S Mon. Ma ciekawą strukturę widoczną na fotografiach i została nazwana Futro z Lisa (Fox Fur). Rozjaśnienie lisiego futerka daje się niekiedy dostrzec przez lornetkę, zwłaszcza jeśli poruszamy nią delikatnie w trakcie obserwacji. Mgławica Futro z Lisa źródło zdjęcia: http://apod.nasa.gov/apod/ap080422.html Nie leń się więc w okolicach świąt i Nowego Roku. Jeśli tylko Niebo pozwoli, wypatruj pierwszej gwiazdki a potem świątecznego drzewka. Ile gwiazd widzisz? Czy otacza je poświata mgławicy? A może zdołałeś dostrzec Lisią Skórkę lub Stożek-Szyszkę? Spróbuj i daj znać, jak poszło!
  19. Pogodny wyż szczególnie działa na wyobraźnię obserwatora, jednakże w naszym klimacie łatwiej o wilgotną, mglistą noc. Jeśli spoza mgiełki wychynie kilka-kilkanaście gwiazd - łapiemy pierwszy, najpotrzebniejszy oddech. Jeśli kilkadziesiąt - możemy mówić o jesienno-zimowym szczęściu. I choć nie jest to prawdziwy powód do radości dla obserwatora, warto spędzić chwilę chociaż pod takim niebem, skanując lornetką znajome układy gwiazd. Cóż, warunki jakie są - każdy widzi. Ale przynajmniej początkujący znów będą zadowoleni, bo ponownie trafia się obiekt wręcz wymarzony dla początkujących. A wymarzony z kilku powodów: nie wymaga star-hoppingu, a jedynie namierzenia gwiazdy widocznej gołym okiem, a następnie zerknięcia przez najbardziej intuicyjny przyrząd optyczny, jakim posługują się obserwatorzy - niewielką lornetką (taaaak, wieeem, Plejady też to miały ). Co więcej, obiekt jest wyraźny i sam jest świetnym drogowskazem do kolejnych, będących albo w polu widzenia lornetki 10x50, lub niewiele poza nim. Czy to nie jest wymarzona sytuacja dla początkującego? Szczególnie, że nowych obserwatorów przyciąga piękno kosmosu, choć jak przychodzi co do czego, są nierzadko kompletnie zagubieni na nieboskłonie, niczym Alicja w Krainie Czarów. Proszę Państwa, oto… kot! źródło: http://www.deep-sky....e/SMILEY-DR.JPG - Czy nie zechciałaby mnie pani poinformować - odezwała się Alicja trwożliwym głosikiem, nie była bowiem pewna, czy powinna odzywać się nie pytana - czy nie zechciałaby mnie pani poinformować, dlaczego ten kot tak dziwnie się uśmiecha? - To jest Kot-Dziwak rodem z Cheshire - odpowiedziała Księżna (...) Przyznam, że niespecjalnie lubię asteryzmy, ale ten jeden jest szczególnym wyjątkiem. Tworzy go szeroki na półtora stopnia, wygięty ku południu łańcuszek gwiazd 5-7 wielkości, plus dwie gwiazdki po jego północnej stronie. Zerknijmy na sam asteryzm - mordka jak się patrzy A biorąc pod uwagę szerokość uśmiechu, skojarzenie z Kotem z Cheshire było wręcz nieuniknione. źródło: http://pichost.me/1576690/ Ten przypadkowy układ znajdziemy w samym sercu wieloboku Woźnicy, mniej więcej w dwie trzecie drogi, skanując niebo od bardzo jasną Kapelli (α Aurigae) ku El Nath (β Tauri), często oznaczaną jako “wspólna gwiazda” gwiazdozbiorów Woźnicy i Byka. Jeśli czas obserwacji przypadnie w grudniowy wczesny wieczór, nie musicie przekręcać głowy, by widzieć Kota-Dziwaka we właściwej orientacji. - Nie sądziłam, że koty dziwaki tak się uśmiechają. Nie przypuszczałam, że koty w o g ó l e umieją się uśmiechać. - Umieją doskonale - odparła Księżna. - I większość z nich uśmiecha się. - Nie widziałam nigdy przedtem uśmiechającego się kota - rzekła Alicja, zadowolona z nawiązania rozmowy. - W ogóle mało jeszcze widziałaś - odpowiedziała Księżna. Skoro zatem w widzeniu trzeba od czegoś zacząć, na pierwszy rzut niech pójdzie lewe oko Kota - piękny wizualny układ podwójny. Na naszym nieboskłonie dzieli je na niebie zaledwie 31”, lecz w rzeczywistości są dzieli je odległość 300 lat świetlnych - gdybyśmy więc lecieli do dalszej z gwiazd (słabszej, BD+34 1030, o jasności obserwowanej 8,9mag), mijalibyśmy jaśniejszą HD35295 (5,6mag) nieco za półmetkiem naszej drogi. Warto w tym momencie spojrzeć na odległości dzielące nas od tego asteryzmu. Niby wszyscy wiemy, że asteryzm oznacza zupełnie przypadkowe, pozorne ułożenie gwiazd obok siebie, ale widząc tak piękną, uśmiechającą się do nas mordkę, ciężko mimo wszystko nie zantropomorfizować sobie kawałka nieba i odmówić mu prawa do przypadku. Żeby rozwiać te złudzenia, zerknijcie na małą wizualizację, gdzie znaleźlibyśmy poszczególne gwiazdy, wybierając się w rejs w kierunku uśmiechniętego pyszczka: (skala pionowa potraktowana dowolnie w celu wyraźniejszego zobrazowania położenia gwiazd asteryzmu na osi odległości od Ziemi) Jak pisałem na wstępie, szczęście początkującego nie kończy się jednak na uśmiechu i lornetkowej parce gwiazd. Niebiański kocur jest świetnym drogowskazem do kolejnych obiektów. - Drogi panie Kiciu-Dziwaku - zaczęła raczej nieśmiało, ponieważ nie wiedziała, czy forma ta przypadnie Kotu do gustu. (Kot uśmiechnął się jeszcze szerzej. “Widzę, że mu się spodobało” - pomyślała Alicja) - Czy nie mógłby mnie pan poinformować, którędy powinnam pójść? - mówiła dalej. - To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść - odparł Kot-Dziwak. - Właściwie wszystko mi jedno. - W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz. - Chciałabym tylko dostać się dokądś - dodała Alicja w formie wyjaśnienia. - Ach, na pewno się tam dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo. Na szczęście, gwiezdny kocur nie każe daleko szukać obiektów. Jeśli obserwujesz pod małomiejskim niebem, przy odrobinie wysiłku powinieneś wyzerkać lewy policzek kota. To gromada otwarta Messier 38, oddalona od nas o około 4300 lat świetlnych, leżąca blisko zewnętrznej krawędzi Ramienia Oriona. Jeśli obserwujesz pod całkiem ciemnym niebem, M38 powinna być widoczna wyraźnie, być może wyodrębnisz w niej kilka-kilkanaście najjaśniejszych słońc. Jeśli tak jest, spróbuj zmierzyć się z jej sąsiadką - znacznie mniejszą gromadą otwartą NGC 1907. Tę znajdziesz pod lewym okiem Kota, mniej więcej w połowie drogi do “uśmiechu”. Jeśli nie widzisz jej od razu, to po prostu daj sobie na nią czas. Ja też nie od razu ją “odkryłem”, i nie od razu zauważyłem, że jest to obiekt stosunkowo nietrudny dla średnich lornetek. Ale to wciąż nie wszystko - kawałek poniżej lewego kącika ust widać kolejną wyraźną gromadę otwartą, Messier 36, widoczną wyraźnie już na podmiejskim niebie, jako małą mglistą plamkę. Przy niewiele lepszym niebie, wyłapanie przynajmniej kilku jej jaśniejszych składników nie powinno być wyzwaniem dla małej lornetki. A na dobry początek, przynajmniej zauważysz, że zerkaniem wygląd mgiełki zmienił się na ziarnisty. I to dalej nie wszystko - po drugiej, prawej stronie uśmiechu czeka kolejny obiekt - gromada otwarta NGC 1893, widoczna tuż poniżej wyciągniętej grupki dość jasnych gwiazd. Nie jest ona tak oczywista jak wspomniane klastry z katalogu Messiera, ale pod przyzwoitym niebem wyzerkanie jej nie powinno stanowić problemu. Wróćmy jednak do samego uśmiechu. Jeśli masz okazję przyjrzenia się Kotu pod ciemnym niebem, widząc zerkaniem okolice φ Aurigae, najjaśniejszej z gwiazd tworzących usta/pyszczek, odniesiesz może wrażenie, że w jej blasku jest jakby coś więcej niż tylko lśnienie odpowiadające obiektowi 5-tej wielkości, jakby ten blask był ciut znaczniejszy, mimo niezaparowanej optyki. Za ten blask odpowiada kilka drobniejszych gwiazd, rozsianych w promieniu około pięciu minut kątowych od φ Aur. Jednakże pod dobrym niebem, nadal będzie się tam tliła plamka światła - jeśli ją widzisz, patrzysz właśnie na rzadko obserwowaną gromadę otwartą Stock 8. Przez lornetki da się zauważyć jej delikatnie wyciągnięte pojaśnienie, a także kilka najjaśniejszych składników. Właściciele większych teleskopów mogą także spróbować sił z leżącym nieopodal rejonam H II, skatalogowanym jako IC 417 (alternatywnie Sh2-234). Chociaż gromadę i mgławicę dzieli dystans około tysiąca lat świetlnych, przypuszcza się, że najjaśniejsze gwiazdy gromady Stock 8 są odpowiedzialne za jonizowanie wodoru w IC 417. Warto dodać, że w ten rejon jest bardzo bogaty w materiał gwiazdotwórczy i wciąż dochodzi w nim do “zapalania się” kolejnych, młodych gwiazd. Również wiek gwiazd Stocka 8, w większości zawierający się w przedziale od jednego do pięciu milionów lat, może świadczyć o tym, że słońca tej gromady nie powstały dokładnie w tym samym czasie. żródło: sky-map.org Cóż, niby obiekt dla początkujących, ale okazuje się, że i bardziej doświadczeni obserwatorzy mogą znaleźć tu coś dla siebie. Prawdę mówiąc, bardzo często wracam do tego być może najbogatszego w obiekty kadru na zimowym nieboskłonie, ciesząc się nie tylko kilkoma gromadami widocznymi bez najmniejszego ruchu lornetką, czy bogatym gwiezdnym tłem. Czasem po prostu gapię się w ten szeroki uśmiech i cieszę oczy różnymi barwami jego gwiazd. A Ty - niezależnie od własnego doświadczenia - przypatrz się Kotu i podziwiaj. Jeśli dopiero zaczynasz - śmiało, wejdź głębiej w obserwacje, dołącz z uśmiechem do pokręconych jak Ty - i daj znać jak poszło! - Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja. - O, na to już nie ma rady - odparł Kot. - Wszyscy tutaj mamy bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika. - Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja. - Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj. ------------------------ Fragmenty “Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carolla w tłumaczeniu Antoniego Marianowicza.
  20. Zeszłotygodniowy odcinek pojawia się tu z małym poślizgiem. Jego autorem jest Lukost (z sąsiedniego forum). Zapraszam do tej ciekawej lektury! Ile znacie mgławic planetarnych, których tarczki można dostrzec przez lornetkę? Nie ma ich wiele, bo raptem cztery. A które to? Zapewne powiecie: Ślimak (NGC 7293) w Wodniku – zgoda, wspomnicie o Hantlach (M27) w Lisku – jak najbardziej, komuś przypomni się może NGC 246 w Wielorybie. A czwarta? Hmm, podejrzewam, że wielu z was miałoby niezłą zagwozdkę. Tymczasem ostatnia i chyba najrzadziej obserwowana członkini tego elitarnego grona przyczaiła się nisko nad południowym horyzontem. Odnajdziemy ją w Piecu (łac. Fornax) – niepozornym i niezbyt wyraźnym gwiazdozbiorze nieba południowego. Zaobserwowana po raz pierwszy w 1859 (lub 1857) roku przez amerykańskiego łowcę komet Lewisa Swifta, jest jednym z trzech obiektów z katalogu NGC, które mają największą ilość niezależnych odkrywców – obserwowali ją Tempel w 1861, Winnecke w 1868 (część źródeł wskazuje zresztą na niego jako samodzielnego odkrywcę) i Eugen Block w 1879 r. Panie i Panowie, zapraszam na scenę NGC 1360, odległą o jedyne 1150 lat świetlnych od Ziemi. Sklasyfikowanie NGC 1360 jako mgławicy planetarnej nie było początkowo oczywiste; z uwagi na jej niezwykłą, odmienną od innych tego typu obiektów strukturę podejrzewano, że może być mgławicą emisyjną. W jej przypadku nie mamy bowiem do czynienia z tak dobrze znanym kształtem „pierścionka” czy „motylka” (co jest domeną mgławic bipolarnych), lecz – hmm... - rozmytym obłoczkiem. Badania dowiodły, iż owa amorficzność wynika z faktu ustania szybkiego wiatru gwiazdowego, który w „typowej” mgławicy planetarnej jest odpowiedzialny za to, iż jej centralna cześć staje się „pusta”, zagęszczając jednocześnie dalsze jej rejony. NGC 1360 nie jest jednak zupełnym outsiderem w świecie „planetarek” – jak na mgławicę planetarną przystało, emituje silne promieniowanie w paśmie zjonizowanego tlenu. Warto to wykorzystać, stosując odpowiedni filtr (OIII lub chociaż UHC) przy jej namierzaniu i podziwianiu. A starhopping do NGC 1360 nie jest bynajmniej łatwy, z uwagi na brak jasnych gwiazd odniesienia. Poszukiwania zaczynam od... znalezienia miejscówki z odsłoniętym południowym horyzontem i jasnego Rigela (β Ori), przeskakując do sąsiadującego z Orionem od zachodu Erydanu (konkretnie w rejon gwiazdy Zaurak - γ Eri); następnie odbijam dalej na południe, odnajdując charakterystyczny trapezoid, utworzony z gwiazd τ6, τ7, τ8 i τ9 Eri. Jesteśmy już prawie w domu – by namierzyć nasz cel udajmy się jeszcze kawałek w kierunku zachodnim, a następnie nieco na południe od linii łączącej gwiazdki SAO 168648 i 168612 (obie o jasności ok. 6 mag). Dość skomplikowane, prawda? Jeżeli zatem szukasz tego obiektu po raz pierwszy, bez mapy nieba raczej się nie obędzie... Mapę wygenerowano przy pomocy CdC ver. 3.11 (by Rokita) Do NGC 1360 podchodziłem kilka ładnych lat. Niestety, okres najlepszej widoczności mgławicy w naszym kraju (późna jesień/wczesna zima) zbiega się z okresem najgorszej pogody. A przecież trzeba jeszcze trafić w tym czasie na bezksiężycową noc... Ech, ciężki jest żywot miłośnika astronomii... Ale dość narzekania. Obiekt jest na szczęście dość duży (11' × 7.5') i stosunkowo jasny (9,4mag), więc większych kłopotów sprawić nie powinien. Pamiętajmy jednak, iż jego jasność powierzchniowa jest znacznie mniejsza niż chociażby takiej M27. Dochodzi do tego (o czym już wspominałem) relatywnie mała wysokość mgławicy - w chwili górowania nawet na południowych krańcach Polski konstelacja Pieca dźwiga się ledwie kilkanaście stopni ponad horyzont. Wszystko to skutkuje koniecznością prowadzenia obserwacji przy dobrej przejrzystości powietrza. A przez co ją podglądałem i co widziałem? W refraktorze o średnicy 80 mm, mimo braku filtra, widoczna była jako spore, owalne, nieco spłaszczone (jajowate) pojaśnienie tła. Podczas tej samej sesji obserwacyjnej (w grudniu ubiegłego roku) spróbowałem dostrzec ją w lornetce 10x50, ale bez powodzenia. Myślę, ze zawinił śnieg, który, odbijając światło, pogarsza widoczność nisko położonych obiektów. Do NGC 1360 powróciłem w październiku tego roku. Tym razem bez większych trudności wypatrzyłem ją już w lornetce 12x50. Po chwili skupienia tarcza mgławicy okazała się widoczna na wprost i nie stanowiła jakiegoś specjalnego wyzwania. W lornecie 28x110 była już oczywista. Przyznam natomiast, że nie pamiętam, czy widziałem wówczas gwiazdę centralną (białego karła) o jasności 11,4mag. Gwiazdka ta była natomiast doskonale widoczna w szesnastocalowym newtonie. Obserwację przeprowadziłem z użyciem okularu 25 mm (pow. 72x, źrenica wyjściowa 5,5 mm). W użyciu był oczywiście niezastąpiony w takich przypadkach filtr OIII – bez niego mgławica była zdecydowanie bledsza i trudniej dostrzegalna. W tej konfiguracji sprzętowej NGC 1360 ukazała się jako obiekt o eliptycznym kształcie, rozciągnięty na osi północy wschód – południowy zachód. Nie dostrzegłem żadnych niejednorodności w strukturze mgławicy (choć widać je na fotografiach), niemniej południowa jej część wydała mi się nieznacznie ciemniejsza. Źródło: http://astrodonimaging.com/_img/Image/gallery/mid/NGC1360Webs.jpg Za pasem zima, zatem koniecznie zajrzyj do Pieca, spróbuj i daj znać, jak poszło!
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.