Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'recenzja' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Astronomia i kosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomia teoretyczna
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Kosmonautyka
  • Obrazowanie kosmosu
    • Dyskusje o astrofotografii
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Obserwatoria i planetaria
    • Giełda i sklepy astronomiczne
  • Inne
    • Społeczność AP (Rozmowy o wszystkim)
    • Książki i aplikacje
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów POMOCE
  • Klub Lunarystów O wszystkim
  • Klub Planeciarzy Forum
  • Klub Astro-Artystów Znalezione w sieci
  • Celestia Układ Słoneczny
  • Celestia Sprzęt
  • Celestia Katalog Messiera
  • Celestia Sprawy techniczne

Blogi

Brak wyników

Brak wyników

Kalendarze

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy Wydarzenia

Kategorie

  • Astrofotografia - surowe klatki
  • Instrukcje Obsługi
  • Sterowniki
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Grupy produktów

  • Oferta Astropolis
  • Teleskop Service
  • Obserwatoria AllSky
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Kategorie

  • Astronomia Obserwacyjna
    • Teleskopy i akcesoria
    • Okulary i barlowy
    • Lornetki
  • Astrofotografia
    • Kamery CCD/CMOS
    • Akcesoria do Astrofotografii
    • Montaże i akcesoria
    • Złączki i adaptery
    • Obserwatoria i akcesoria
  • DIY i ATM
  • Książki i wydawnictwa
  • Inne
  • Archiwum

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Znaleziono 13 wyników

  1. Okolica Kutna nocą jest wprost cudowna. Deszcz zacina, więc cały świat (poza przydrożnymi drzewami) zlewa się w ciemnoszarą masę, w której raz na jakiś czas mignie kątem oka budynek wycięty przez łunę, której bezpośredniego źródła jakoś nigdy nie widać. Rejon wygląda na niezamieszkały i zaświetlony jednocześnie. Geograficzny środek Polski urzeka geometrią. Drogi do bólu proste, zakręt zdarza się raz na parę minut - a może rzadziej? Wyobrażam sobie, że czasem któryś z mieszkańców tych okolic wrzuci na fejsbuka selfie z zakrętem i oprócz polubień, zbiera pełne zazdrości komentarze w rodzaju “Aaaach, skręcałbym!”. Wiatr z deszczem robią próbę generalną najbardziej mokrej odmiany jesieni, tej zupełnie nie-złotej, ale jakże polskiej. Żeby znaleźć się w takim miejscu i takiej chwili celowo, trzeba mieć naprawdę dobry powód. Mój był więcej niż dobry. Dwa dni wcześniej niespodziewanie odzywa się do mnie Jesion. Pyta czy mam czas na jakąś pisaninę - w zasadzie to nie mam. Ale kiedy pada hasło “WX”, czas się zawsze znajdzie. Pierwszym problemem na jaki napotykamy, jest obawa przedstawiciela firmy Nikon na wysyłkę lornetki kurierem. Szybko jednak dogadujemy się z Adamem na spotkanie gdzieś w połowie drogi między Trójmiastem a Warszawą. Jeszcze nieco później okazuje się, że udostępniony do zrecenzowania egzemplarz to 7x50. Prawdę mówiąc, liczyłem na zobaczenie się z modelem 10x50, w którym jestem beznadziejnie zadurzony od zlotu w Stężnicy. 7x50 nieco studzi mój zapał, gdyż żadna lornetka o tych parametrach nigdy trafnie do mnie nie przemówiła. Ale kilka godzin jazdy autem dają czas na znalezienie powodów, by myśleć inaczej. Być może nigdy nie chodziło o niewłaściwe powiększenie, mogło natomiast rozbijać się o wąskie pole widzenia, które cechuje ogromną większość lornet 7x50. Co do samego poweru, problemu być nie powinno. Po pierwsze, jeśli mam okazję, chętnie sięgam po 8x30 lub 8x40/42. Lubię przegląd pola w tej skali i potrafię na dłuższy czas zawiesić się w ten sposób. Po drugie, Sard 6x42. Legendarny kloc pamiętający Drugą Wojnę Światową, pancerny (jeśli nie przeciwpancerny), ciężki, przestarzały - a mimo to wciąż doskonały. Lornetka, która pod dobrym niebem robi kolosalne wrażenie swoją transmisją i niebanalnym, 70-stopniowym polem widzenia. Doskonały sprzęt pod ciemne niebo. Tak więc - teraz jest realna szansa, że pewna lornetka 7x50 przemówi do mnie. Ma na to nieco ponad tydzień Spis treści: II. Dekartonizacja i pierwsze światło III. Intermezzo - Nikon WX 10x50 w Stężnicy IV. Parametry i aberracje (jakie aberracje?) V. Sesja i podsumowanie
  2. Od około 2 miesięcy jestem posiadaczem lornetki (a właściwie: lornety) TS 28x110 Marine. Garść danych o tym sprzęcie: Powiększenie: 28x Średnica obiektywów: 110 Pryzmaty BAK4 Ogniskowanie: indywidualne na okularze ER: 18mm Pole widzenia: 60 st. Plamka oczna wyjściowe: 3,92mm Wypełnienie azotem : tak Powłoki przeciwodblaskowe" FC Waga: 6kg Od siebie dodam dość ważny parametr: minimalna odległość ogniskowania: ok. 250-300 metrów (!). Lorneta ta cieszyła się i cieszy bardzo dobrymi opiniami jako jedna z najlepszych pod względem cena-jakość wielkich lornet astronomicznych, sprzęt jest brandowany przez wiele firm w tym największą popularność zdobyła jako produkt firmy Garrett Optical. W końcu i firma TS dołączyła do grona marek pod jakimi można kupić tego potworka.Czy warto? Poniżej moja recenzja i opinia na temat tego sprzętu. Zaznaczam również, że z uwagi na fakt iż zmieniam sprzęt jak przysłowiowe rękawiczki - do lornetki ani nie jestem ani specjalnie przywiązany, ani nie jest to jedyny sprzęt przez jaki obserwuję - moje uwagi mają więc szansę na sporą dozę obiektywizmu. Proszę także pamiętać, że poruszamy się w najniższym przedziale cenowym jeśli chodzi o takie apertury lornetkowe. Sprzęt przyjechał w walizce zapakowany w sposób iście pancerny. Walizka niestety niespecjalnie spełnia się dla tej lornety, po prostu brakuje środkowego zamka do usztywnienia zamknięcia - lorneta jest ciężka i podniesienie walizki powoduje nieco "rozłażenie" się walizki - to niebezpieczne...Sama lornetka - ależ to wielkie...! Wykonanie lornety stoi na dobrym, ale raczej przeciętnym poziomie - nie znajdziemy tam tego do czego przyzwyczaiły nas takie firmy jak Vixen, WO czy Fujinon w topowych modelach. Zarazem jednak - nie ma w tym wykonaniu nic co mogłoby nas zdenerwować czy zrazić estetycznie - po prostu jest to kawał ciężkiej wykonanej dość precyzyjnie lornetki, bez upiększania designu ponad to co niezbędne. Z negatywnych uwag nasuwa się kilka - środkowy teflon na którym lorneta "jeździ" przy wyważaniu ma tendencję do wyjeżdżania razem ze śrubą dociskową, trochę do życzenia pozostawia kwestia regulacji rozstawu oczu - po dokręceniu kilku śrubek jest ok. Natomiast większym problemem jest sprawa pracy okularów - pracują dość opornie i niemal od razu mogę powiedzieć, że w niskich temperaturach będą sprawiały problemy. Smar jest więc do wymiany, na szczęście lorneta posiada możliwość zarówno zdjęcia okularów, jak również (co bardzo cenne) można w warunkach amatorskich dokonać jej kolimacji - pod gumowymi osłonami z tyłu lornetki znajdują się śruby kolimacyjne pryzmatów. Lorneta z powodu wagi i gabarytów musi być posadowiona albo na specjalnym montażu (na fotkach montaż Vixena) albo na statywie foto (posiada wyjścia w dwóch standartach foto). Ponieważ pomysł przykręcenia tej lornetki śrubą foto niespecjalnie się w moim setupie spełnił (sprzęt z powodu masy i bezwładności nie do końca był stabilnie zamocowany) przystosowałem mocowanie na dovetailu vixenowskim - teraz jest jak zamurowana i łatwa do montażu/demontażu w kilka sekund. Z powodu długości lornety obserwacje są przyjemne, nie musimy wchodzić specjalnie "pod statyw" przynajmniej dla obserwacji niezenitalnych. Pierwsze obserwacje dzienne (na długich dystansach - ogniskowanie ok 250-300 metrów (to nie jest lornetka do obserwacji ptaków - samolotów: tu jak najbardziej) wykazały że pozytywne opinie o optyce tej lornetki nie były przesadzone. Sprzęt jest perfekcyjnie skolimowany. Potężna pryzmaty nie powodują ŻADNEGO winietowania - proszę mi pokazać jakąkolwiek dużą lornetkę z brakiem takiego efektu...Sprawność lornetki oceniam wysoko, nie jest to poziom fuji ale bije na głowę celestrony w pierwszym starciu. Teraz już mniej różowo - abberacja chromatyczna (AC)... Niestety jest ale przy tych obiektywach to nie dziwi - natomiast jest poziom jest zupełnie akceptowalny. Księżyc "powala" mimo zielonkawej AC na obrzeżach zachwyca obrazem bez dodawania filtrów (okulary mają możliwość wkręcania filtrów 1,25"), najjaśniejsze planety jak Jowisz pokażą też pewne szczegóły. Na Jowiszu widoczne dobrze pasy, obiekt wykazuje poświatę fioletowo-zielonkawą. Obraz przypomina nieco ten uzyskiwany z Fujinona 16x70 gdzie pomimo widocznej niemałej AC otrzymujemy niezrównaną "ostrość" szczegółów - z tym że wydaje mi się że TS ma nieco mniesze AC. Pomimo widocznego AC sama planeta jest okrągła i żałować należy tylko braku poweru rzędu 50-60x w tym sprzęcie. Teraz najważniejsze obserwacje, to do czego ta lorneta została stworzona - obiekty DS. Powiększenie 28* przy tej aperturze to niemal wymarzone połączenie dla takich obserwacji - niemal ponieważ uważam, że ideałem byłoby ok. 40x. Widoki wgniatają w fotel... obraz jest ostry do ok. 60% pola, użyteczny do ok. 80%, subiektywnie zwiększający odczucia - kolejne 20% Bardzo wysoka sprawność optyki i apertura połączona ze sporym polem widzenia umożliwiają dość zaawansowane obserwacje. Znakomicie wyglądają szczególnie słabo dostrzegalne w małych lornetkach gromady otwarte - dla samych tych widoków warto w ten sprzęt zainwestować Rozdzielczość lornetki umożliwia oczywiście rozdział trapezu w M42, jak również identyfikacje wielu "lornetkowych" układów wielokrotnych. Obiekty mgławicowe wyglądają pod ciemnym niebem również imponująco - jeśli przyjąć za prawdę że absorbujemy widoki zbliżone do bardzo szybkiego newtona rzędu 150 mm i dodamy to tego głębię i kolor związany z refraktorową optyką to w zasadzie ta lornetka jest wyjazdowym teleskopem obuocznym. Jestem jednak daleki od porównywania sprzętu w kontekście "co lepsze". Lornetki ma swoje zastosowania, teleskopy swoje. Jedno drugiego nie zastąpi a wiem co piszę jako entuzjasta nasadek bino Poza kontekstem finansowym lornetka umożliwia nieco inne traktowanie nieba - może nieco bardziej romantyczne, zbliżone do obserwacji "gołymi oczami". Wylazł ze mnie humanista,ale trudno to sprecyzować, trzeba przez taki "sprzęcik" poobserwować... Zresztą - z reguły większość ludzi zdaje sobie z tego sprawę i posiada w swoim asortymencie różnego rodzaju narzędzia obserwacyjne. Na zakończenie: Zalety: -wysoka sprawność optyki -znakomite duże pryzmaty -niezłe wyczernienie -brak winietowania (!) -spora ale w pełni akceptowalna AC -precyzyjna kolimacja fabryczna -dobra ogólna jakość wykonania -możliwość stosowania filtrów 1,25" -wyjście na statyw w dwóch standartach foto -bardzo mocna budowa w praktyce uniemożliwiająca rozkolimowanie lornetki przy normalnym użytkowaniu Wady: -ciężko pracująca regulacja ogniskowania -bardzo duża minimalna odległość ogniskowania - sprzęt astronomiczny lub przyrodniczy do odległych widoków. -marnej jakości zamknięcia walizki - walizka nie w pełni zabezpieczająca sprzęt przy jego przenoszeniu. Podsumowanie: Mogę tylko polecić ten sprzęt, trudno o lepszą relację cena - możliwości. Jeśli zaakceptujemy fakt stałego powiększenia, widoczną abberację chromatyczną, wagę lornety i jej zastosowanie ograniczone dużą minimalną odległością ogniskowania - zostaną same zalety i zapewne wiele zachwycających obserwacji dokonanych przez to "lornetkowe działo".
  3. Witam. Dzisiaj chciałem Wam opisać jakie obrazy daje mi mój refraktor SkyWatcher 90/900 na montażu AZ-3. Będę tu opisywał każdy kolejny obiekt jaki zaobserwuje. Obserwuje na wsi, gdzie niebo po zgaszeniu lamp może wynosić ponad 6,5 mag, często także obserwuje przy zaświeconych lampach z powodu, że czasami nie mam czasu obserwować po 22 godzinie gdzie lampy są zgaszone. Okular 25mm(kitowiec) w moim teleskopie daję powiększenie 36x i on się tylko nadaję to oglądania DS, bo w 10mm(kitowiec)(90x) obraz jest po prostu za ciemny i nic się nie da nim za bardzo oglądać oprócz planet i M42 w moim dość ciemnym refraktorze f/10. DEEP SKY: M1(Mgławica Krab):(36x) Ledwo widoczna mgiełka gdy się patrzę w prost, zerkaniem trochę wyraźniejsza, ale bez żadnych szczegółów(detali). M15:(36x) Metodą zerkania dało się zobaczyć, że to gromada, ale naprawdę był to obraz słaby jakby trochę rozmazany. Patrząc w prost widać jej centrum i lekką mgiełkę wokół niej. Spodziewałem się troszkę więcej no, ale to 90mm więc nie ma na co w sumie narzekać. M31:(36x) Ten obiekt był obserwowany, gdy łuna świeciła od stoku icon_cry.gif więc DS nie był powalający. Widoczna była mgiełka, która zajmowała pół okularu także bez detalu. M35:(36x) ładna, dobrze widoczna gromada otwarta w bliźniętach. M37:(36x) Zerkaniem dobrze widoczna ładna, a patrząc wprost też widoczna ale była dość ciemna. M42:(36x) Piękna jak na tą średnice 90mm widać jej skrzydła na wprost, a zerkaniem jeszcze lepiej no po prostu wow! Zawsze do niej wracam podczas obserwacji. Widoczna także M43. M45(Plejady):(36x) Coś pięknego, ledwo mieszczonce się w polu gwiazdy. Zerkaniem widać te niezwykłe niebieskie siostry razem z jakby mgławicą otaczające je. M78:(36x) Leżąca koło Oriona mgławica, którą widać dobrze zerkaniem, a wprost ledwo widoczna. M81 i M82:(36x) 2 galaktyki widoczne jak mgiełki. M81 jest grubsza, a M82 taka kreska bez detali. Ale i tak mi się podobały. Warte obejrzenia nawet przez mniejszy teleskop. To tyle jak na razie, później dodam jeszcze planety. Co do teleskopu to warto go mieć, dużo radości może sprawić. Jest mobilny poręczny i dość lekki bo tylko 11,5kg.
  4. Witam! Parę dni temu stałem się posiadaczem montażu iOptron iEQ45 V2. Przesiadłem się z Astrotrac'a więc różnica jest ogromna. Przedstawię w tym wątku swoje wrażenia dotyczące tego sprzętu bo chyba mało jeszcze o nim wiadomo w Polsce. Myślę, że sukcesywnie coś tu będę dodawał, w miarę przeprowadzania kolejnych testów i pracy z montażem. Montaż przyjechał dobrze zapakowany, w dwóch pudełkach. Jedno zawierało oczywiście statyw i przeciwwagi a drugie sam montaż z pilotem i dodatkami. Zaskoczyła mnie waga tego pudełka ze statywem ale wszystko stało się jasne jak wziąłem do ręki przeciwwagę W zestawie są dwie po 5 kg, blokowane pokrętłem, które w otworze środkowym wypycha mosiężny bolec, przyciskany do pręta przeciwwagi. O dziwo po zakręceniu trzyma się to całkiem dobrze. Statyw jest pewnie standardowy, z nogami stalowymi 2'', wykonany całkiem solidnie i estetycznie. Po rozstawieniu nogi blokuje się przed złożeniem za pomocą plastikowego trójnika dokręcanego pokrętłem. Każda noga się oczywiście rozkłada i blokuje za pomocą małej dźwigni. Na końcach nóg są takie szpilki z gumowymi wykończeniami. Najważniejszą częścią jest oczywiście sam montaż. Po wyjęciu z pudełka stwierdziłem, że nie jest on specjalnie ciężki i bez problemu można go ustawić na trójnogu. Płyta, na której się go montuje ma bolec, o który opierają się śruby do ustawiania azymutu. Blokadę zapewniają 3 pokrętła. Wysokość reguluje się za pomocą całkiem wygodnego mechanizmu, w którym zastosowano pokrętło z otworami na taki mały pręt będący dźwignią do kręcenia. Fajne jest to, że pręcik ten ma z jednej strony gwint i pod koniec ustawiania można go wkręcić tą stroną we wspomniane pokrętło, żeby się nie zgubił. Pręt przeciwwagi schowany jest w montażu przez wkręcenie go od strony siodełka. Samych siodełek jest dwa do wyboru - Vixen i Losmandy. Lunetka biegunowa wygląda ok, zakrętka pod którą sie kryje jest naprawdę ładnie wykonana. Obudowy napędów są całkiem estetyczne. Sprzęgło w osi RA jest pod postacią 4 pokręteł i bardzo łatwo się go zwalnia. Jeszcze prostsze w obsłudze jest sprzęgło w osi DEC, bo posiada jedną dźwignię, którą porusza się bardzo płynnie i bez żadnego wysiłku. Ogólnie wszystkie pokrętła są w tym samym stylu i wyglądają estetycznie. Pilot od montażu jest całkiem ok. Wyświetlacz dużu i czytelny, prosty w obsłudze, fajny czerwony kolor. Ma nawet czerwoną diodkę z tyłu, która może służyć za latarkę. Generalnie więc wrażenia co do jakości wykonania są pozytywne, dopóki ktoś nie przygląda się zbyt mocno. Jako miłośnik marki spod znaku jabłka nie potrafię jednak nie przyglądać się za mocno i trochę pomarudzę Poniżej lista zauważonych przeze mnie niedociągnięć, które nie wpływają specjalnie na użytkowanie ale zawsze warto je odnotować, żeby ktoś nie liczył na jakość AP w cenie parę razy niższej. 1. Odlew aluminiowy a nie CNC - nie ma co dyskutować, widać to w wielu miejscach i na pewno nikt by się nie pomylił. 2. Malowanie odbywa się chyba w jakimś garażu bo na powierzchni montażu znajdziemy bez problemu małe odpryski farby, jakieś miejsca gdzie próbowano coś zaszpachlować albo po prostu przymalowane włosy, opiłki itp. zabrudzenia. Prawdopodobnie też uwydatnione wady powierzchni samego odlewu. 3. Pręt przeciwwagi wygląda naprawdę tanio. Chromowana stal kompletnie nie pasuje do reszty montażu. To będzie pewnie pierwszy element który wymienię - na stal nierdzewną. 4. Przeciwwaga jak przeciwwaga....z nierdzewki prezentowała by się na pewno lepiej. 5. Podświetlanie lunetki za pomocą kabelka podłączanego do skrzynki z elektroniką - pomysł ciekawy i nawet jest sterowanie jasnością z pilota ale wolał bym zdecydowanie iluminator bateryjny z pokrętłem, bo niewygodnie się to wkręca. 6. Obudowa elektroniki odskakuje z zatrzasków jak się źle złapie montaż. 7. Kabel z wtykiem samochodowym, który dostałem do montażu, był źle zlutowany. Ktoś zamienił w nim polaryzację i całe szczęście, że w motażu jest zabezpieczenie! 8. Zamiast kabla USB dostałem kabel RS232 -> RJ11, który jest do innego typu pilota. Jak widać kontrolę akcesoriów i paczek przydało by się poprawić... 9. Gniazdo RS232 jest umieszczone w głupim miejscu - wpięta wtyczka zawadza prawie o sprzęt zamiast żeby była gdzieś z boku. 10. Procedura balansu elektronicznego kompletnie nie zadziałała w moim wypadku. Jakieś bzdury pokazuje. Możliwe, że źle ją przeprowadziłem. Zresztą chyba większość woli robić to na wyczucie. Jak widać nie ma tego wiele i nie są to sprawy wielkiej wagi więc sprzęt jest naprawdę przyzwoity. Jeżeli tylko unosi tyle ile piszą to jest do tego stosunkowo lekki. Różnica w stosunku do AT jest jednak miażdząca.... Załączam zdjęcia mojego setupu. Do siodełka przymocowałem na rzepie hub USB a zasilanie poprowadzone zostało jednym kablem, rozgałęziającym się na 3 gniazda. Dzięki temu z części ruchomej wychodzi jeden kabel (dwa spięte taśmą). Udało mi się kupić krótkie kabelki USB do podpięcia kamer do hub'a, zamontowałem własnej roboty grzałki a kabel zasilający od głównej kamery dostał bezpiecznik taki sam jak był we wtyku samochodowym. Ruszałem teleskopem na wszystkie możliwe strony i nic się nie plącze. Wczoraj pierwszy raz coś potestowałem pod niebem. Tyle tylko, że nie ruszałem się poza balkon. Oczywiście z balkonu nie widzę gwiazdy polarnej a na metodę dryftu nie miałem siły bo źle się czułem, więc ustawienie było bardzo na oko. Chciałem po prostu przetestować czy kamery gadają z laptopem i uruchomić pierwszy raz w życiu guiding (w PHD, przez ASCOM). Ku mojemu zaskoczeniu wszystko poszło jak po maśle. Guider się skalibrował i na standardowych ustawieniach ciągnął teleskop całkiem fajnie. Błąd wynosił 0.25 RMS tylko nie bardzo wiem w jakich jednostkach i czy to dotyczyło tylko RA? Może ktoś kto używa PHD będzie wiedział co to znaczy. Zrobiłem kilka ekspozycji testowych ale ich nie zapisałem bo czułem się coraz gorzej. Generalnie nie zauważyłem żadnych problemów na klatce 300 s. Jak na taką partyzantkę jak odstawiłem to chyba oznacza, że jest nieźle....? To tyle na gorąco. Najciekawsze przed nami - PE, PEC itp. Pozdrawiam
  5. Cześć Ostatnio stałem się w przejściowym posiadaniu szukacza Meade 8x50mm, który dołączony był do teleskopu Meade LX90GPS 10". Do naprawy był krzyż celowniczy, który został wypalony przez słońce (nie ja się tego dopuściłem). Ogólnie cały szukacz ma wewnątrz wiele śladów wypaleń od słońca, jednak nie to jest tematem tego testu/recenzji. Do rzeczy: Uderzyła mnie średnica źrenicy wyjściowej, która wydawała się dużo za duża. Po zmierzeniu wyszło około 7,9mm, zamiast teoretycznych 50/8=6,25mm. Również obraz nie wydawał się znacząco większy w porównaniu do mojego kitowego 6x30mm. Oto zdjęcia wykonany tym samym aparatem, w tym samym czasie, z tymi samymi parametrami ekspozycji. Dodatkowo wykonałem fotkę przez rosyjską lornetkę TENTO BPC 7x35mm. Widać, że w MEADE obraz jest większy niż w 6x30mm, jednak mniejszy niż w rosyjskiej lornetce! Wykonałem kilka zgrubnych pomiarów w programie GIMP. Mierzyłem wielkość tego koła namalowanego na bloku. Po uśrednieniu wyników otrzymałem: Meade - 140pikseli Sky-Watcher - 127,5 piksela Tento - 146,5 piksela Kiedyś testowałem tą lornetkę, sprawdzałem średnicę czynną przedniej soczewki, źrenicę wyjściową i wszystko wskazywało, że jej powiekszenie to faktycznie 6,9-7x. Również szukacz 6x30mm sprawia wrażenie, że podane parametry są prawdziwe - ma źrenicę 5mm, więc powiekszenie powinno być 6x. Porównałem też (na wszelki wypadek) lornetkę do szukacza 6x30mm. Przemnożyłem wielkość kółka z 6x ze zdjęcia przez liczbę 7/6, co powinno mi dać średnicę tej kropki w powiększeniu 7x. Otrzymałem wynik 148,75, co w granicach błędów pomiarowych pokrywa się z lornetkowym 146,5 piksela Tak samo postępuję, by sprawdzić, jaki wymiar powinienem otrzymać w powiększeniu 8x: 127,5 * 8 / 6 = 170 pikseli I te 170 pikseli mają się nijak do meadowskich 140 pikseli! Powiększenie szukacza Meade 8x50mm jest 1,098 raza większe od powiększenia szukacza SW 6x30mm, co daje nam wynik 6,588x! Dlaczego tak poważna firma, jak Meade, miałaby oszukiwać w parametrach szukacza, skoro taki chiński Sky-Watcher podaje prawdziwe dane? Kolejną sprawą jest wyczernienie, wybaflowanie i kontrast obrazu w tym szukaczu. Po odkręceniu okularu okazało się, że teleskop ten nie ma ani jednego bafla! W Sky-Watcherze producent pokusił się o umieszczenie jednego, co bardzo dobrze niweluje większość odblasków. Na poniższym zdjęciu pierwszy jest szukacze Meade, drugi jest oczywiście mały Sky-Watcher. Ostatnią sprawą jest sam obraz. W Meade wydaje się on mało kontrastowy i wyprany z kolorów w porównaniu do SW 6x30mm. Może być to spowodowane zniszczeniem przez słońce powłoki antyrefleksyjnej okularu (ktoś genialny wpadł na pomysł, by robić projekcję obrazu słońca plastikowym szukaczem ). Dlatego nie należy osądzać szukacza w tej kwestii, gdyż jest szukacz po przejściach. Jednak aberracja chromatyczna na brzegach kadru jest wręcz potworna. I to raczej nie wina braku powłoki... Podsumowując: Gdybym miał do wyboru szukacz Meade za 480zł oraz Sky-Watchera za 150zł, wziąłbym SW... Pozdrawiam!
  6. Cześć, co prawda lato w pełni, ale już za kilka tygodni noce staną się chłodniejsze i bardziej wilgotne. Aby nie okazało się, że trochę się spóźniliśmy z przygotowaniem sprzętu do nocnych obserwacji czy fotografowania obiektów głębokiego nieba pora sprawdzić i ewentualnie uzupełnić akcesoria astronomiczne. Zaparowany teleskop, szukacz czy też okular skutecznie uniemożliwiają obserwację, a szczególnie fotografowanie obiektów na niebie. Najprostszym urządzeniem chroniącym nas przed parą są tzw. odrośniki. Można je stosunkowo prosto wykonać samemu, lub zakupić. Niektóre teleskopy mają odrośniki na wyposażeniu, zwykle jako integralną część obudowy. Bywa jednak, że odrośnik nie wystarczy i pary z obiektywu musimy pozbyć poprzez jego podgrzanie. Niektórzy do tego celu używają suszarki do włosów. Większość jednak stosuje specjalne opaski grzejne podłączone bezpośrednio do zasilacza 12V lub specjalnego kontrolera grzałek. W recenzji tej skupie się na zakupionym przeze mnie kontrolerze grzałek firmy Thousand Oaks Optical (USA). Kontroler ten to czterokanałowe urządzenie pozwalające na indywidualne nastawienie siły grzewczej każdej opaski grzejnej. "What's in a box?" - czyli rozpakowujemy. W pudełku, oprócz samego urządzenia zakończonego długim ponad trzy i półmetrowym przewodem zasilającym, znajduje mocowanie typu "velcro" (tzw. rzep) oraz instrukcja obsługi. Sam kontroler to plastikowe pudełko o rozmiarach 127x63x25 mm zaopatrzone we wspomniany długi kabel zasilający zakończony wtyczką zapalniczkową. Producent zainstalował we wtyczce bezpiecznik 5A. Na frontowej powierzchni urządzenia znajdziemy cztery pokrętła nastawcze pozwalające ustaić moc grzania. Pokryte sa gumą, a ich praca jest płynna. Ponadto pod każdym z nich znajduje się czerwona dioda sygnalizacyjna informująca o podłączonej opasce grzewczej. Zielona dioda informuje nas, że urządzenie jest włączone. Na górnej krawędzi urządzenia znajdują się cztery gniazda do podłączenia opasek grzejnych zakończonych wtykami RCA. Gniazda te są zaślepione plastikowymi, szczelnymi korkami. Dodatkowe gniazdo 12V znajduje się na bocznej powierzchni nieco nad wejściem kabla zasilającego. Ciekawą funkcją urządzenia jest system oszczędzania baterii. Podłączone urządzenie ciągle monitoruje stan akumulatora i w przypadku spadku napięcia poniżej 11V wyłącza się. Wcześniej sygnalizuje nam ten zamiar migając opisaną już zieloną diodą. Funkcję tą można wyłączyć przestawiając zworki na bocznej powierzchni urządzenia. Producent przewiduje maksymalne obciążenie kontrolera na 10A, co jest i tak sporym zapasem nawet przy podłączeniu czterech opasek grzejnych. Podłączone opaski nagrzewają się szybko i już po kilkudziesięciu sekundach czuć wyraźne ciepło. Kontroler zwykle montuje się do obudowy montażu, do czego służy załączony rzep pokryty klejem. Urządzenie nie jest tanie. Przy cenie 115 Euro, można powiedzieć, że nawet drogie. Na rynku są tańsze urządzenia, ale też sporo droższe. Regulator grzałek jest prostą konstrukcją i w internecie jest wiele własnych projektów "astromaniaków". Dla tych którzy stronią jednak od wszelkiej maści DIY myśle , że to ciekawa oferta. Aha, w dobie wszechobecnej chińszczyzny, należy podkreślić fakt , iż urządzenie wykonano w USA. Pozdrawiam Sebastian
  7. Witam Kilka dni temu wylądował u mnie nowiusieńki Celestron Nexstar Evolution w wersji 8". Poniżej krótka recenzja tegoż cacka. Nie będę przytaczał wszystkich danych technicznych, bo te można sobie śmiało znaleźć na stronie producenta, ale tak pokrótce: 1) Tuba to 8" SCT, która zapewne nie różni się od poprzednich nexstarów niczym poza kolorem, 2) Montaż to pojedynczy widlak, który zmian już ma jednak całkiem sporo (opiszę w dalszej części recki), 3) Dodatki to visual back, szukacz typu star pointer, dwa okulary typu Plossl (13mm oraz 40mm), kątówka, oraz zasilacz ze wszystkimi chyba możliwymi typami gniazd. Wszystko elegancko zapakowane w jeden naprawdę sporej wielkości karton. Po rozpakowaniu oraz złożeniu całość zestawu waży ok 20kg, a uchwyty na widlaku śmiało pozwalają na wygodny transport. Wysokość to ok 140 cm i ok 170 cm z rozłożonym na maksa trójnogiem. Całość po złożeniu wygląda o tak: Czas potrzebny na złożenie to raptem kilkadziesiąt sekund, całość ładnie spasowana, wbudowana libella, dwie półki na akcesoria (6x 1,25" i 1x 2"). Samemu montażowi warto poświęcić parę słów gdyż posiada kilka fajnych udogodnień: 1) Wbudowany akumulator (rzekomo starcza na 10h pracy), zasilacz w komplecie, 2) Wbudowane wi-fi - szczerze traktowałem to raczej jako zbędny bajer, lecz ku mojemu zaskoczeniu z telefonem czy tabletem działa to naprawdę świetnie - przy odległości ok 10m zero lagów przy manewrowaniu telepem, dodatkowo teleskop przy łączeniu pobiera sobie z telefonu/tabletu datę, godzinę oraz pozycje z gps'a. Z poziomu aplikacji SkyPortal możemy przeprowadzić konfigurację pierdółek w stylu włączenie/wyłączenie małej ledowej lampki nad półką na akcesoria itd. Oczywiście w komplecie jest także tradycyjny hand controller Celestrona i nie ma musu korzystać z wi-fi, 3) Urządzenie posiada 4 porty AUX (niestety bez autogidera typu st-4) oraz port usb do ładowania tabletu/telefonu O samej tubie nie ma się chyba co rozpisywać bo to chyba zwykły 8" SCT od Celestrona, a dodatkowo, jak to zwykle bywa od czasu gdy sprzęt u mnie wylądował to czystego nieba absolutny brak;) Dodatkowo to mój pierwszy w życiu SCT, muszę się nauczyć kolimacji itd - dlatego relację z pierwszych obserwacji pozwolę sobie zamieścić w nieco późniejszym terminie. Pierwsze wrażenia jednak są jak najbardziej pozytywne - zapowiada się świetny sprzęt do obserwacji balkonowych, a wbudowany akumulator pozwoli na bezproblemowy wyjazd "za miasto"
  8. Witam wszystkich, Postanowiłem napisać krótką recenzję ponieważ w Internecie troszkę mało o tym teleskopie jest napisane, ponadto myślę że recenzję można odnieść również do innych teleskopów SW z tej serii, szczególnie wersję 16". Od początku kiedy zacząłem się zastanawiać na kupnem tego teleskopu miałem świadomość że jest to chińszczyzna w najczystszej postaci. Synta 10" którą kupiłem dobrych kilkanaście lat temu przyzwyczaiła mnie do bardzo dobrej jakości obrazu i obawiałem się czy na przestrzeni tych lat Sky Watcher przypadkiem nie upadł na jakości i nowy zakup może okazać się strzałem w kolano, tym bardziej że z dostępnych recenzji nie wynikało nic konkretnego o jakości optyki. Producent jakoś nie przykłada się do tego bo na stronie nie ma nawet rzeczywistych zdjęć przedstawiających teleskop. Opakowanie. Teleskop przyjeżdża w 3 kartonach- tuba, montaż i lustro. Jadąc w kontenerach kilkanaście tys. km kartony są zmasakrowane mniej lub bardziej (bardziej chyba przez polskiego kuriera), jednak bardzo gruba tektura skutecznie chroni zawartość. Duży plus za spakowanie lustra, myślę że nawet upadek z dużej wysokości nie uszkodzi lustra. Podobnie z tubą i montażem- duża ilość tektury, przekładek i pianki dobrze zabezpiecza sprzęt. Tuba optyczna. Montaż tuby optycznej sprowadza się tylko do zamontowania w niej LG. Montaż LG jest prosty mimo że w dołączonej instrukcji nie ma o tym słowa. LG ma kształt stożka, "wierzchołek" tego stożka jest w tajemniczy sposób zamontowany do metalowej podstawy którą przykręca się do mocowania w tubie. Ponadto lustro jest bardzo cienkie jak na tą średnicę (tylko 2cm przy krawędzi). Jak się okazało chłodzenie takiego lustra jest bardzo szybkie (szybciej niż w 10"), tym bardziej że przepływ powietrza w tubie jest bardzo swobodny. Niestety przepływ kurzu również intensywny... Piszą że to Pyrex ale kij wie jak jest naprawdę... Samo zsuwanie i rozsuwanie tuby jest bardzo proste, niestety nie jest pozbawione pewnych luzów które po zakręceniu zacisków całkowicie znikają. Kolimacja nie jest już taka kolorowa... Ustawiając kolimację idealnie za pomocą lasera po zsunięciu i rozsunięciu tuby plamka lasera już nie trafia idealnie na środek LG, ułatwieniem jest jednak możliwość minimalnej regulacji tylko za pomocą prętów do zsuwania tuby. Wtedy różnice kolimacji są minimalne i na pewno nie wpływają na jakość obrazu. W jakości wykonania tuby szału nie ma, cienka blacha bardzo podatna na zagięcia. Duży plus- wyczernienie tuby. Lepiej jednak nie dotykać tuby od wewnątrz, od razu zostaje ślad którego nie sposób usunąć a wszelkie próby usunięcia kończą się tylko paskudnym rozmazaniem które powoduje powstanie odblasków. Wyciąg- jak dla mnie rewelacyjny. Żadnych luzów, chodzi płynnie nawet pod dużym obciążeniem, kilogramowy Nagler nie robi na nim żadnego wrażenia, bardzo dobre wyczernienie tulei, duży zakres ogniskowania. Bardzo duży minus- 2" i redukcja na 1.25", w tej kwestii nic się nie zmieniło od lat i dalej mamy do czynienia z charakterystycznymi chińskimi redukcjami rysującymi tuleje okularów. Montaż. Złożenie całego montażu zajmuje ok 10min, nie trzeba do tego żadnych narzędzi. Ustawiamy wszystkie elementy na miejscu i dokręcamy je śrubami. Podłączamy wszystkie kabelki i teleskop jest prawie gotowy do pracy. Do przenoszenia montażu w całości potrzeba 2 osób. Po włączeniu pozostaje tylko kalibracja montażu i można rozpocząć obserwacje. Podajemy nasze położenie, datę, godzinę i możemy przystąpić do kalibracji. Kalibracja jest bardzo prosta. Najpierw wybieramy z listy obiekt na który będziemy musieli ręcznie ustawić teleskop, po ustawieniu centrujemy go w polu widzenia okularu za pomocą pilota a następnie wybieramy drugi obiekt na który teleskop skieruje się sam. Wiadomo że nie trafi on idealnie w obiekt dlatego będzie potrzebna korekta położenia. Wprowadzamy korektę położenia, wciskamy OK i gotowe. Teleskop automatycznie uruchamia śledzenie obiektu. Kalibracja wychodzi raz lepiej raz gorzej. Warto ustawić teleskop na równej powierzchni, im mniejsza korekta położenia przy kalibracji tym celniej teleskop później wyszukuje obiekty. Dla zobrazowania dokładności wyszukiwania powiem że w najgorszym przypadku teleskop zawsze znajdzie obiekt w polu widzenia okularu LVW22mm, (pow. 75x). Jeżeli okaże się że teleskop stracił dokładność, w każdej chwili możemy przeprowadzić tylko synchronizację bez potrzeby ponownej kalibracji montażu. Prowadzenie teleskopu za obiektem jest bardzo dobre. Próby robiłem przy powiększeniu 660x, obiekt cały czas znajdował się w polu widzenia okularu LV2.5mm, a nawet lepiej bo w miarę w centrum jego małego pola. Bardzo duży minus montażu- dźwięki jakie się z niego wydobywają. O ile przy małej prędkości montaż jest bardzo cichy to przy wyszukiwaniu obiektów wyje jak tania chińska zabawka. Do tego zdarzają się dziwne stukania montażu przy prowadzeniu za obiektem. Bywa również że ma delikatne przeskoki. Duży plus to możliwość ręcznego przestawienia montażu bez konieczności późniejszej kalibracji, ewentualnie może być potrzebna tylko synchronizacja enkoderów. Duży plus- łatwość aktualizacji oprogramowania w pilocie. Montaż pomimo dużej wagi własnej i samej tuby nie pobiera dużo energii. Nie wiem jaki jest dokładnie pobór ale przeprowadziłem kilka sesji obserwacyjnych po kilka godzin na Powertanku 7A, wszystkie przy ok -10 stopni i na razie nie wymaga jeszcze ładowania. Jakość optyki. Tego obawiałem się najbardziej ale ryzyko opłacało się. O dokładności wykonania LG nawet sam producent nie może się wypowiedzieć bo jak się dowiedziałem "…niestety nie posiadamy takich informacji ale dziękujemy za zakup naszego produktu". O możliwościach takiego lustra przy DS-ach nie ma co pisać, powiem tylko że M42 brakowało tylko koloru reszta niemal jak na zdjęciu, Koński Łeb zaliczony bez żadnego filtra, M81,82 czy Eskimo przy 200x to po prostu prawdziwy kosmos! (oczywiście pod w miarę ciemnym niebem). Przy perfekcyjnej kolimacji Jowisz chwilami 660x gdy seeing pozwalał, obraz niesamowity! Z czystym sumieniem ale ostrożnie mogę powiedzieć że optyka jest dobra, a nawet bardzo dobra ale to potwierdzą dalsze obserwacje. Podsumowując: Zalety: - dobrej jakości optyka - łatwość montażu/demontażu - bardzo dobry wyciąg - szybkie chłodzenie lustra - dokładność i prowadzenie montażu Wady: - głośny montaż - możliwe delikatne przeskoki montażu - chińskie redukcje okularowe - kitowe okulary dołączone do teleskopu Biorąc pod uwagę jakość wykonania teleskopu jak za tą kasę powinna być lepsza chociaż wiem że spory % tej ceny to marża co wyjaśnia zapewne małe koszty produkcji a stąd nie najwyższa jakość wykonania lecz raczej standardowa. Oczywiście co do jakości optyki nie mam żadnych zastrzeżeń. Sprzęt jest na granicy mobilności, montaż w kawałkach można zapakować do bagażnika osobówki. Tuba jest za giętka żeby leżała bo łatwo robią się wgniecenia pod takim ciężarem dlatego najlepiej pakować ją w oryginalny karton i tak transportować. Niestety do tego potrzeba przynajmniej kombi. Jako ciekawostkę powiem że mimo dużych rozmiarów teleskop mieści się u mnie na balkonie z całkiem dużą możliwością manewrów pozdrawiam, Paweł.
  9. Jakiś czas temu wszedłem w posiadanie teleskopu C-8 Edge. Jestem miłośnikiem katadioptryków z kilku powodów: Po pierwsze nigdy nie mogłem się przekonać do mobilności nawet niewielkich (do 8") teleskopów newtona, po drugie zajmuję się głównie planetkami do których te konstrukcje są "dedykowane". To ostatnie jest truizmem - jasność obserwowanego obiektu zależy od użytego okularu, wizual to nie astrofotografia w której liczy się to czy teleskop jest "ciemny" czy "jasny". W wizualu ograniczeniami dotychczasowych konstrukcji (SCT, maki) było nieskorygowane pole i potężna koma poza obszarami centralnymi + poważne problemy z użytkowaniem "długich" w więc dających "DS-owe" powiększenia okularów. Są oczywiście korektory komy ale....wiadomo - substytut. Czy konstrukcje aplantyczne a konkretnie SCT 8" niwelują te niedogodności? Odpowiedzi poniżej: Zanim zdecydowałem się na zakup przeszedłem całą długą drogę posługiwania się Makami i teleskopami SCT we wszystkich niemal dostępnych aperturach - trafił się nawet 210mm DK. W większości przypadków konstrukcje rzędu 5,6" okazywały się dla obiektów DS nieco za małe, szczególnie pod ciemnym niebem brakowało apertury. Poza tym - szczególnie w makach - niewielkie przeloty uniemożliwiały w sensowny sposób stosowanie długich okularów. Dodatkowo kwestia komy - wystarczy podczas kolimowania typowego SCT przesunąć obraz gwiazdy o niewielką wartość ze środka pola i mamy już obwarzanek zamiast koncentrycznych kręgów - to wszystko działa w wizualu w fatalny sposób ograniczając dramatycznie jakość nie tylko na obrzeżach ale też w okołocentralnych partiach obrazu. Przeczytałem sporo opinii na temat aplantyków po ochy i achy na temat nowomody i urody zewnętrzenej OTA do ironicznych porównań nazwy własnej HD jako producenckiej ściemy w celu wywołania pozytywnych skojarzeń odbiorcy z telewizją cyfrową. Jak to jest naprawdę: krótko: aplantyczność działa! Z okularem ES 24mm o polu 82st w C-8 dostajemy idealny obraz dostęny dotychczas w krótkich newtonach z zaawansowanymi okularami szerokokątnymi. Ponieważ SCT nie mają tak dużych wymogów co do jakości okularów mam wrażenie że obraz w SCT z takim okularem jest lepszy niż w 8" newtonie z okularem typu TV Ethos, naprawdę nie mogę się doszukać na milimetry żadnej komy czy astygmatyzmu, gwiazdy są jak szpilki - do krawędzi pola. Planety z diagonalem baadera maxbrith + okularami ES11mm to poezja - Jowisz pokazuje mnóstwo szczegółów w szerokim polu widzimy poza tym księżyce planety. Jak natomiast wygląda kwestia mobilności: jest dobrze - ale nie do końca! Teleskop był kupiony do obsługi ręcznej, bez żadnego sterowania i podpinania do zasilania zewnętrznego. Wisi na montażu SkyTee (polecam fajna wytrzymała maszynka z mikroruchami i możliwością kasowania luzów). Firmowo OTA doposażona jest w solidny dovetail w standarcie Losmandy (nareszcie....). Do tego statyw foto, wszystko razem objętościowo zajmuje jakieś 30% tego co 8" newton i jest znacznie wygodniejsze w polu. Po dodaniu do OTA mikrofocusera Starligts express ze sprzęgłami własnymi w OTA LW jest super, poziom image shift niewyczuwalny na dużych powerach. Do tej pory było to osiągalne wyłącznie focuserami zewnętrznymi które zwiększają jednocześnie światłosiłę układu i wspomagają winietowanie w masakryczny sposób. A dlaczego ideał ale nie do końca? Jak zwykle w przypadku katadioptryków - parowanie płyty przedniej, więc niestety grzałka + zasilanie z powertanka - jak widać nie ma rzeczy idealnych W necie można natknąć się na wiele opinii stwierdzających, że optyka w konstrukcjach HD to coś lepszego od konstrukcji XLT. Nie jestem pewien czy to prawda. Fakt że te teleskopy powstające jako konkurencja dla podobnych konstrukcji Meade musiały być starannie zaprojektowane i przez spory czas testowane, ale wydaje mi się że zachwyt userów wynika głównie z tego płaskiego pola a nie na jakiejś nadnaturalnej sprawności układu. W każdym razie póki co traktuję ten nabytek jako docelowy i jest to jeden z nielicznych teleskopów który miałem wywołujących "głód" dobrego nieba i pogody. W załączeniu kilka fotek setupu, zwracam uwagę na fajny wynalazek barlebacha umożliwiający założenie SkyTee2 na statyw foto. Zamieszczam też wczorajszą fotkę z tego sprzętu (Jowisz z godziny 4.30, warunki słabe barlow x 4 (...) - bez obróbki końcowej tylko decolvolve w Astra Image).
  10. Jednym z poważniejszych wyzwań każdej osoby budującej swoje obserwatorium, które do tego musi być zdalnie kontrolowane, czy to z odległego o kilka metrów control room, czy z drugiego końca świata, jest nadzorowanie i zarządzanie zasilaniem. Brzmi banalnie, w rzeczywistości jest to bardzo poważna kwestia. W moim obserwatorium (AAO) zastosowałem tzw switchery IP produkowane przez AVT. Jeden moduł steruje czterema portami. Potrzebowałem więcej niż 4 porty, więc musiałem kupić dwa takie sterowniki. Po zamówieniu okazało się, że to czysty ATM, więc wszystko trzeba sobie okablować i do tego zbudować jakąś obudowę. W tej chwili oferowana jest już wersja z obudową, ale kabelki nadal trzeba sobie zrobić. To bardzo irytująca procedura, bo nie każdy lubi bawić się z instalacją wysokiego napięcia. Do tego, moja wersja nie posiada kontroli użytkowników, więc każdy znający IP mógłby się tam zalogować i włączyć dowolne urządzenie. Jest jednak znacznie bardziej wkurzający problem wynalazków spod znaku AVT - stabilność i responsywność. Inaczej mówiąc, te sterowniki nie dość, że często się zawieszają, to jeszcze do tego są bardzo mulaste. Bywa, że aktywowanie jakiegoś portu zabiera AVT kilkadziesiąt sekund, a czasami po tym czasie w ogóle odpowiada błędem i się zawiesza. Nie jest to problem tylko mojego urządzenia, bo już miałem styczność z kilkoma egzemplarzami i każde z nich miewa podobne zachowania. Jak łatwo się domyślić, w obserwatorium, do którego nie ma się 24h dostępu, to wręcz dyskwalifikujące cechy. I tak jest w istocie. W tej chwili w moim AAO to najbardziej zawodny element. Bywało tak, że mimo pięknej pogody nie byłem w stanie włączyć zasilania na kamery i montaż, bo… AVT się zawiesił. Od jakiegoś czasu szukałem innego rozwiązania. Większość fajnych technologii znalazłem w USA, ale ich wadą było dostosowanie do amerykańskich standardów napięciowych (i wtyczek). Ostatnio okazało się, że takie listwy dostępne są w Polsce i pod wieloma względami przewyższają te amerykańskie. Co więcej, projekt listwy został opracowany dla polskiego zespołu naukowego prowadzącego projekt Pi of the Sky pod wodzą znanego wam prof. Lecha Mankiewicza. Można więc założyć, że sprzęt od początku projektowany był pod wyspecjalizowane, astronomiczne zastosowania. Ponieważ kwestie sterowania zasilaniem obserwatorium są kluczowe, to począwszy od tej chwili takie listwy są już w ofercie Astromarket.pl. Możecie już je zamawiać. Zanim jednak to zrobicie polecam przeczytanie mojej mini-recenzji. Wygląd i wykonanie Listwa przychodzi do nas ładnie zapakowana z podstawową instrukcją konfiguracyjną. Samo uruchomienie listwy (procedura) trwa dla kogoś, kto zna podstawy ustawiania sieci, bardzo szybko. Z wyglądu przypomina typowe rozwiązania serwerowe. Obudowana jest malowaną proszkowo blachą, do tego gniazdo ethernet, kilka diod, oraz duży przełącznik ON/OFF. Na pewno sprawia wrażenie bardzo solidnej i niczym nie przypomina popularnych chińskich listew ochronnych. Jest też dosyć ciężka, bo waży ponad 2 kg., przez co świetnie nadaje się do samoobrony. Jak widzicie na zdjęciach, listwa pozwala zarządzać 6 portami 230V. Do większości obserwatoriów jest to optymalna liczba. Oczywiście zawsze można wykorzystać więcej, ale przy tej ilości da się już wszystko zorganizować. Z doświadczenia wiem, że 4 porty to zbyt mała ilość, żeby komfortowo kontrolować wszystkie elementy, włącznie z głównym serwerem. Ważne cechy Jak na "zwykłą" listwę, wrażenie robi ilość funkcji. Tak się przy okazji składa, że większość z nich jest bardzo oczekiwana w naszych astronomicznych zastosowaniach. Listwa jest bardzo szybka. Każde kliknięcie na przełącznik daje natychmiastową reakcję na porcie. Zupełnie inaczej, niż w opisywanym wcześniej AVT. Pomiar poboru energii każdego gniazda osobno, wraz z danymi statystycznymi (wersja M) Ochrona podłączonych urządzeń (warystory) Możliwość zaprogramowania odpowiedniego stanu portu w przypadku zaniku zasilania (pozwala automatycznie włączyć serwer, zasilanie w dachu, czy stację pogodową) Opóźnienie załączenia wyjść (możesz np. włączyć chłodzenie teleskopu na 60 min. po czym system sam go wyłączy) Kalendarz pozwalający zaprogramować akcje (włącz, wyłącz, przełącz) na dany dzień tygodnia. Możesz w ten sposób ustawić automatyczne wyłączenie kamer, montażu, itp. o godzinie 7 rano każdego dnia. Sekwencjonowane załączanie (unikanie dużego prądu rozruchowego). Monitorowanie urządzeń, tzw. Watch Dog - pozwala automatycznie zrestartować komputer, router, itp. jeżeli np. się zawiesi. Fantastyczne i bardzo przydatne urządzenie w zdalnych obserwatoriach, gdzie nie ma kogo wysłać w celu resetu komputera. Oprogramowanie Bardzo pozytywne wrażenie robi samo oprogramowanie listwy. Dostęp do niej mamy na dwa różne sposoby. Możemy po prostu zalogować się przez zwykłą przeglądarkę, albo jeżeli jest taka potrzeba, można zrobić to przez telnet i wydawać komendy "ręcznie". W trybie WWW aplikacja jest niezwykle szybka. Wydawane polecenie nie powodują przeładowania strony, tylko odbywają się natychmiast (AJAX). Tak samo stany i porty raportują swój statu bardzo szybko. W tym aspekcie nie da się tego nawet porównać z tym, co używałem do tej pory (AVT). Korzystanie z systemu jest bardzo przyjemne, wszystkie porty możemy sobie nazwać (serwer, montaż, kamera, etc.), co więcej, można także zdefiniować 6 użytkowników (login:hasło) wraz z prawami dostępu (użytkownik może tylko widzieć stan portu, albo także go przełączać, zależnie od potrzeb). Parametry Liczba gniazd: 6 x 230V Maksymalny łączny prąd listwy: 10A - 16A (zależnie od wersji) Maksymalny prąd jednego gniazda: 8A Diody LED wskazujące aktualny stan gniazd: Tak Wyświetlacz: W wersji rack 19": CTI-PS-R, CTI-PS6-RM Wymiary: 73mm x 43mm x 488mm Waga: 2,1 kg Materiał obudowy: Lakierowana blacha DC 01 - kolor biały Stopień ochrony: IP 2x Zasilanie: 230 V AC 50 Hz Całkowita moc wyjściowa: 2300 W Pobór mocy: 3.2W + 0.3W/przekaźnik (tylko jednostka sterująca) Zabezpieczenie przed przepięciami: Tak (warystory) Typ ochrony: Zabezpieczenie przeciwzwarciowe wyjść (bezpiecznik) Opóźnienie włączenia/wyłączenia gniazda: Programowalny (min. 0.2 s) Charakterystyka komutacyjna: Przekaźniki NO Napięcie/prąd nominalny: 250V AC / 8A Projekt i wykonanie: Polska Wersje listew Generalnie do wyboru mamy dwie różne linie listew. Jedna przeznaczona jest do uniwersalnych zastosowań (ma typowe gniazda 230V), druga tzw: rackowa jest przystosowana do montowania w serwerowych szafach. Każda z tych dwóch linii ma dwie wersje listew. Różnią się mocą oraz opcją pozwalającą monitorować pobór energii. Reszta parametrów i możliwości jest zbliżona. Oczywiście odróżnia je także cena. Nie mniej, do naszych zastosować idealna będzie najtańsza wersja - CTI-PS6. Podsumowanie Wygląda na to, że wreszcie skutecznie pozbyłem się jednego z ostatnich irytujących problemów w obserwatorium, do tego bardzo ważnego. Listwa wygląda i działa wyśmienicie. Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. Z ekipą, która stworzyła omawianą listwę rozpoczynamy stałą współpracę. Jej celem jest opracowanie nowych, polskich produktów skierowanych dla branży astronomicznej. Trzymajcie za nas kciuki http://astromarket.pl/listwa-zasilajaca-ip-creotech-cti-ps6.html
  11. Korzystając z przeceny w DO postanowiłem sprawdzić jak się ma jakościowo korektor komy produkowany przez SW, a sprzedawany pod różnymi markami, również w TS - http://www.teleskop-express.de/shop/product_info.php/info/p3822_TS-Optics-2--Newtonian-Telescope-Coma-Corrector-from-f-4.html. Skusił mnie szczególnie fakt, że krotność korektora podawana w różnych sklepach wynosić miała od 0.9 do 0.95x, a chciałem nieco poszerzyć pole widzenia mojej małej kamerki. Korektor opakowany jest w kartonowe pudełeczko, w środku znajduje się tuleja 2" do mocowania okularów i pierścień do mocowania na wyciągach SW z jakimś nietypowym gwintem. Sam korektor jest niewielki i stosunkowo lekki, części metalowe są matowe i dobrze wyczernione. Powierzchnie szkieł połyskują warstwami antyodblaskowymi. Tyle tytułem wstępu. Zdjęcie bez korektora Kraba wykonane Atikiem 314L: Ogniskowa 750.1mm, światłosiła f/5. W narożnikach widać wyraźnie komę. Z opisów wynika, że optymalna odległość korektora od matrycy dla tego modelu to 55mm. Zdjęcie wykonane przy optymalnej odległości: Nie zauważam komy, FWHM podobne jak bez korektora, wynikowa ogniskowa 679.3mm, krotność 0.9x. Zdjęcie wykonane przy odległości korektor - matryca 53mm: Nie zauważam komy, FWHM podobne jak bez korektora, wynikowa ogniskowa 682.3, krotność 0.91x. Zdjęcie wykonane przy odległości korektor - matryca 50mm: Komy nie widzę, FWHM podobne, ogniskowa 683.4, krotność 0.91x. Zdjęcie wykonane przy odległości korektor - matryca 45mm: Nie umiem dopatrzeć się komy, FWHM ok, ogniskowa 692.5, krotność 0.92x. I składanka (powiększenie 150%) z prawego, dolnego narożnika: Obrazy mówią więcej niż tysiąc słów - ja osobiście jestem zadowolony z zakupu (szczególnie za taką cenę) oraz z faktu zwiększenia pola widzenia mojej niewielkiej kamerki Korektor ma niby podawaną średnicę skorygowanego pola 44mm a zakres światłosił przy których pracuje od f/4 do f/6, dlatego podejrzewam że taka elastyczność w odległości korektora od kamerki wynika z niewielkich rozmiarów czipa, który odpowiada mniej więcej 1/3 średnicy skorygowanego pola podawanego dla korektora. W taki sposób zmieniłem mojego starego, poczciwego newtona w astrograf f/4.5 ze skorygowanym polem http://astrojolo.blogspot.com/2013/03/pin-point-stars-on-sale.html
  12. Od dawien dawna Pepin znany był jako nieprzejednany zwolennik lornetek Porro, jedynych słusznych, sprawdzonych od lat, świetnie leżących w dłoni, o pięknym klasycznym wyglądzie, oferujących cudowny trójwymiarowy obraz, niezrównanych do prowadzenia obserwacji astronomicznych. Lornetki z pryzmatami dachowymi pozostawały poza sferą zainteresowań Pepina - tylko sporadycznie pozwolił on sobie przez nie zerknąć, ale tylko po to, by utwierdzić się w wyższości klasyki. Aż tu razu pewnego, temu zatwardziałemu, głuchemu na argumenty i niepoprawnemu Porroholikowi, zdarzyło się zamieszkać na czas jakiś z lornetką EXWP I 10x42. Początkowo ignorował to ustrojstwo, ale z czasem ciekawość wzięła górę - nie pozostawało mu nic innego jak udać się z nim krzaki. Po pierwsze dlatego, że właśnie do takich zastosowań rzeczona lornetka została zaprojektowana (żeby zza krzaka wypatrzyć ptaka), a także dlatego, że Pepin bardzo nie chciał aby ktoś przyłapał go na paradowaniu z dachówką (o hipokryta! Co za wstyd!). Wnioski z wycieczki po krzakach wystawiły lornetkowy światopogląd Pepina na ciężką próbę... Testowany egzemplarz Olympusa widział już wiele wiosen, wiele ptaków, wiele krzaków i był katowany przez bardzo wiele rąk nieobeznanych z delikatnym sprzętem jakim są lornetki. Mimo naprawdę dużego przebiegu sprzęt prezentował się i działał godnie. Zgodnie z deklaracjami producenta lornetka jest wodoodporna (nie sprawdzałem) i chroni oczy przed szkodliwym promieniowaniem UV (jest to głównie chwyt marketingowy, gdyż promieniowanie to ma tak małą przenikliwość, że zabezpiecza przed nim zwykła szyba). W omawianym egzemplarzu logo Olympusa nieznacznie odklejało się przy krawędzi - pamiętajmy jednak, że mowa o lornetce po przejściach. Podobne defekty zdarzają się też w nowych lornetkach wiodącego polskiego producenta, toteż nie ma co o to kruszyć kopii. Lornetka ma zwartą budowę, jest lekka a przy tym sprawia wrażenie solidnej, świetnie leży w dłoniach. Pokryta jest dobrej jakości gumą o przyjemnej fakturze, a obicie to można określić jako "rock solid". Nic nie odstaje, nic się nie odkleja. Design może się podobać. Zdaniem Pepina jest ładniejsza od Monarcha, ale to już kwestia gustu. Tak czy owak dzielnie znosi próbę czasu i wcale nie wygląda na przestarzałą przy modnych ostatnimi czasy instrumentach typu "open hinge". Pepinowi design EXWP I przypomina trochę gadżety ze Star Treka - wybaczcie mu bujną wyobraźnię. Sprzęt wyprodukowano w Japonii o czym informują nas dwa napisy - jeden na wyjściu statywowym, drugi wytłoczony na gumowym obiciu. Opisywany egzemplarz posiadał indywidualny numer seryjny 0903402. Powłoki antyodblaskowe są wysokiej klasy, wewnątrz nie widać żadnych powierzchni, które odbijałyby światło. Po prostu dwie puste rurki - może nie idealnie okrągłe, lecz tu Pepin musiałby się czepiać. Puryści od razu odnotują, że źrenice wyjściowe - a szczególnie jedna z nich - są lekko owalne. Ale bardziej pasowałoby tu stwierdzenie "do ideału trochę brakuje", niż "jajowate". Pepinowi to w każdym razie nie przeszkadza. Wszak to sprzęt od łażenia po krzakach, a nie pochłaniacz światła mający za zadanie wychwytywanie zabłąkanych fotonów mknących do nas z odległych galaktyk, których dostrzeżenie ociera się o granice ludzkiej percepcji. Kiedy patrzymy do wewnątrz lornetki od strony obiektywów nie uświadczymy ostrych krawędzi pryzmatów, nic nie wystaje w torze optycznym. W środku jest czysto - lornetka jest też nieźle wyczerniona. Spoglądając od strony okularów nie widać "fałszywych źrenic". Kolimacja nie jest idealna, ale też trudno uznać ją za rozkolimowaną. Znowuż należy zapisać to na karb wieku, ilości właścicieli i zapewne traumatycznych przejść. Warto odnotować pewien nietuzinkowy bajer, mianowicie dekielek zabezpieczający gwint mocowania statywowego ozdobiono fotoluminescencyjną obwódką, która jarzy się w ciemnościach przez jakiś czas po wyjęciu lornetki z oświetlonego otoczenia. Jest to dość osobliwy szczegół i naprawdę trudno ocenić praktyczność takiego rozwiązania. Bez wątpienia ułatwia to w ciemności znalezienie lornetki, zwłaszcza przez ten krytyczny moment gdy nasz wzrok nie jest jeszcze przyzwyczajony do mroku. Ale może też zdradzić naszą obecność, kiedy sobie tego nie życzymy i zapomnimy o wykręceniu tej dziwnej zatyczki. Powleczone gumą, wysuwane muszle oczne "Olka" są przyjemne w dotyku. Sęk w tym, że istnieje możliwość zablokowania ich tylko w jednym, maksymalnie wysuniętym położeniu. Niemniej - co należy podkreślić - trzymają się w nim zacnie pomimo wywierania nacisku, a biorąc pod uwagę wspomniany już "przebieg" instrumentu, mogłyby zawstydzić niejedną "nówkę". Zresztą, nie ma potrzeby składania muszli "w pół drogi", ponieważ nawet w maksymalnie wysuniętym położeniu pozwalają ogarnąć wzrokiem całe niemałe pole widzenia. Nie mamy uczucia patrzenia przez "wąską rurkę". Skoro już o polu widzenia mowa - wady optyczne korygowane są bardzo dobrze w przeważającej jego części. Obraz nie jest co prawda ostry jak brzytwa do samej krawędzi (czego trudno oczekiwać od sprzętu w tym przedziale cenowym), ale i tak jest dobrze. Nieostrość pojawia się pomiędzy 75% a 80% od środka, w zależności od tego jaką kto ma tolerancję. Dla wybrednych będzie to raczej 75%, ale dla Pepina jest to zdecydowanie 80%. Głębia ostrości jest w zupełności zadowalająca dla lornetki o powiększeniu 10x. Jeśli wyostrzymy na obiekcie oddalonym o jakieś 50 m. to widzimy w miarę ostro zarówno przedmioty położone przed nim, jak i krajobraz za nim. Wystarczy jednak obok postawić "bino" z pierwszej ligi w dziedzinie głębi ostrości, jak wielka i ciężka WO 10x50, a zobaczymy, że obie lornetki oddziela pod tym względem przepaść (nikomu przy zdrowych zmysłach nie polecam jednak włóczenia się z klocem od WO po krzakach, dlatego porównanie z Olympusem jest czysto akademickie.) Kiedy więc "buszujemy" z Olkiem, obserwując ptactwo na gałęzi to bliżej, to dalej, prawie zawsze zachodzi potrzeba "doostrzenia" obrazu - konieczna jest drobna korekta. Pokrętło cały czas jest w ruchu. Mechanizm ustawiania ostrości jest bardzo "szybki", niewielki obrót powoduje wyostrzenie lub rozogniskowanie obrazu - jednym będzie to odpowiadać, innym nie. Jeżeli jesteś zaprawionym w bojach "szybkim pistolero" pozwoli Ci to niewątpliwie jednym błyskawicznym pociągnięciem palca wyostrzyć na uchwyconym w locie ptaszorze. Potrzeba do tego jednak nieco wprawy i nie każdemu to odpowiada. Są tacy, którzy wolą "wolniejsze" lecz pozwalające na większą precyzję mechanizmy. W opisywanym egzemplarzu centralna śruba regulacji ostrości pracuje zauważalnie nierównomiernie, miejscami z lekkim oporem, wskazującym na zużycie. Z drugiej strony biorąc poprawkę na wiek lornetki, oraz to, jak wiele osób katowało ją przed Pepinem - nie jest źle. Oczywiście - jak to dachówka - sprzęt ostrzy z bliska, dzięki czemu obejrzymy sobie nim motylki, żuczki, salamandry plamiste i inne drobne żyjątka. Niby banał i oczywista oczywistość, ale dla Pepina, który przez całe życie paradował z Porro u szyi, te przyrodnicze obserwacje z odległości 2 m. były nie lada frajdą. Będąc w górach wreszcie mógł spokojnie przyjrzeć się tym złośliwym szarym jaszczurkom, co to wygrzewają się na kamieniach w promieniach słońca i znikają z prędkością błyskawicy, kiedy tylko zbliżymy się na odległość z której widać szczegóły. Regulacja dioptryczna - pierścień na prawym okularze, pracuje z bardzo, bardzo dużym oporem. Aliści każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony utrudnia to idealne ustawienie ostrości "w punkt", ponieważ obraz drży gdy mocujemy się z pierścieniem regulacyjnym. Z drugiej strony pierścień solidnie trzyma raz wyregulowaną wartość - nie zmieni na pewno łatwo swego położenia. Pepin był zadowolony z ustawienia dioptrycznego dopiero gdy wyregulował je z lornetką na ciężkim statywie. Wróćmy jednak do jakości obrazu - przyjrzyjmy się aberracji chromatycznej. No i - niestety jest co oglądać. Najlepiej do tego celu nadają się oczywiście gałęzie, anteny i jaskółki w locie (bo jak sama nazwa wskazuje, dokoła ich czarnych sylwetek tworzą się "jasne kółka" chromatozy). Zarówno w centrum, jak i na obrzeżach pola widzenia aberracja jest wyraźnie zauważalna. Nie jest to jeszcze poziom, o którym można by napisać "daje się we znaki", ale pięknie też nie jest. Dramatu nie ma, pod warunkiem, że obok nie stoi do porównania lornetka klasy wyższej. Porównując "Olka" do lornetek z jego przedziału cenowego, kontrola chromatozy wypada przeciętnie, czyli trzyma normę. Bardzo dokładne ustawianie rozstawu okularów i precyzyjne osiowe patrzenie pozwala wytępić sporo chromatozy, ale jednak zawsze ona wyłazi. Podczas obserwacji zwraca uwagę przyjemnie płaskie pole. Przy omiataniu krajobrazu lewo-prawo nie daje o sobie znać efekt "rybiego oka". Geometria nie "ucieka" przy krawędziach na tyle natarczywie, by w ogóle zwracać na to uwagę. W nocy "Olek" daje bardzo ładne, punktowe obrazy gwiazd. Przelatujący samolot urokliwie mruga punktowymi kolorowymi lampkami. Nawet najjaśniejsze flary Iridium pozostają kropeczkami. Jednym zdaniem - astygmatyzm korygowany jest wzorowo. Nie stwierdzono też nadmiernie uciążliwych, niepotrzebnych refleksów przy obserwacji Księżyca. Co najważniejsze, lornetka jest jasna i dzielnie znosi pogorszenie się warunków oświetleniowych. Odwzorowanie barw jest poprawne i naturalne. Dla obserwatorów, którzy tak jak Pepin przywiązują dużą wagę do wiernego odwzorowania kolorów, będzie do ogromna zaleta. Bez dwóch zdań jest pod tym względem znacznie lepiej niż w Nikonach Mornarch czy Action EX, gdzie daje o sobie znać lekko szarawy bądź przesunięty w stronę brązu odcień. W Olympusie idzie on raczej w stronę błękitu, ale niemal niezauważalnie. Kolor w "Olku" nie jest aż tak jaskrawy i sugestywny jak w DO Titanium (Porro 7x50 i 8x56 ROH - Pepin porównał z obiema), ale naprawdę brakuje mu do nich tylko odrobinkę. Lornetka Olympusa góruje za to nad wspomnianą konkurencją pod względem astygmatyzmu (chwilami chce się powiedzieć - jakiego astygmatyzmu?) i zbiera punkty za płaskie pole. Dobra - a teraz będzie o tym, co Pepina w opisywanym sprzęcie irytuje, wskutek czego czasami z krzaków dobiegają niecenzuralne wyrazy. Otóż producent nie zadbał o zamocowanie ochronnych dekielków na obiektywy na paskach uniemożliwiających ich zgubienie (dla Pepina jest to absolutny standard we wszystkich lornetkach krzakowo-terenowych). Brak tych pasków jest anachronicznym rozwiązaniem. Każdy użytkownik lornetek dobrze wie, jak złośliwe bywają te dekielki puszczone samopas bez smyczy i jak trudno ich upilnować w warunkach polowych. Miejmy nadzieję, że kiedy Olympus wreszcie pokusi się o zmodernizowanie swojej linii produktów, która w niezmienionej formie istnieje na rynku od lat, wyposaży je we wszystkie niezbędne "outdoorowe" rozwiązania. Chodzenie po krzakach z lekką, poręczną lornetką bardzo się Pepinowi spodobało, skłoniło do przemyśleń. Może z lornetką jest jak z aparatem foto? Może najlepsza to taka, którą mamy zawsze przy sobie? Choćby za cenę kompromisów? Może czas zaopatrzyć się w coś jeszcze poręczniejszego, o średnicy obiektywu 30 mm? Tak, na opakowaniu zdacydowanie powinno być ostrzeżenie: "chodzenie po krzakach może być przyczyną wielu groźnych myśli". P.S. Podziękowania dla Kuby J. który jest autorem zdjęć. P.S. II Wiem, że recenzja nie jest czysto astronomiczna, ale po konsultacji z Jankiem postanowiłem nią się z Wami podzielić. Kopię tekstu umieściłem też na portalu Optyczne.pl
  13. Parę tygodni temu do sklepów astronomicznych w Polsce trafił nowy atlas nieba autorstwa Marka Substyka. Przez ostatni tydzień miałem okazję mu się przyjrzeć. Zady i walety od pierwszego wejrzenia. Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Sam atlas zbliża się formatem do arkusza B4 (dokładne wymiary to 236x340mm), okładka jest lekko usztywniona, papier z zewnętrznej strony pokryty lekko połyskliwym lakierem (lub laminatem). Grafika na okładce nie powala (niewyszukane liternictwo i efekciarskie „fiu-bździu”), ale od okładki atlasu, który ma być poniewierany w polu przede wszystkim wymagam trwałości - a o nią nie trzeba się martwić. Jeśli chodzi o estetykę, znacznie ciekawiej prezentuje się strona tytułowa, gdzie na fragment mapy atlasu nałożone zostały klasyczne ryciny przypominające te z Firmamentum Sobiescianum Heweliusza. Wewnętrzne strony atlasu są wydrukowane na dobrej jakości papierze, po którym od razu widać, że będzie dzielnie stawiał opór wilgoci pojawiającej się na obserwacjach. Całość złączona jest spiralą. Plus za wykonanie. Pierwsza rozkładówka publikacji to - oprócz noty wydawniczej i podziękowań - dwie tabelki z alfabetem greckim oraz spisem gwiazdozbiorów, gdzie podano nazwę polską, łacińską, trzyliterowy skrót, zajmowany obszar na niebie oraz strony atlasu, na których można danej konstelacji szukać. Na kolejnej stronie wyjaśniono ideę atlasu i jego oznaczenia oraz podano klasyfikację galaktyk i gromad otwartych i kulistych. Opisy są czytelne i prostym językiem wprowadzają w podziały stworzone przez Hubble'a, Trumplera i Shapley'a/Hogg. Brakuje w tym miejscu jakiegoś słowa o mgławicach, ale najwyraźniej na część opisową przeznaczono jedną stronę, a ta się akurat skończyła. Będąc może nieco zbyt czepialski, wspomnę o padającym w tej części mocno nieprecyzyjnym określeniu - autor pisze o galaktyce NGC 3077, że jest to "mało znany trzeci składnik M81 i M82". Precyzyjniejsze byłoby określenie, że jest to "mniej znany składnik Grupy Galaktyk M81". Ogólnie - plus za klasyfikację galaktyk i gromad, minus za brak słowa o mgławicach. Kolejne dwadzieścia stron to właściwa część atlasu, czyli mapy nieba. Patrząc rozkładówkami, pierwsza z nich przedstawia obszar okołobiegunowy nieba północnego (+90° do +60°), a następne cztery odpowiadają z grubsza widokom nieba (w dalszym ciągu - północnego) jesiennego, zimowego, wiosennego i letniego (pojedyncza strona zawiera przedział trzech godzin rektascensji i zakres deklinacji od 0° do +60°). Dalej mamy analogiczny podział dla obszarów nieba położonych na południe od równika niebieskiego - czyli cztery rozkładówki dla deklinacji od 0° do -60°, a ostatnimi mapami w atlasie jest para arkuszy przedstawiająca południowy obszar okołobiegunowy. Mapy są czarno-białe. Chociaż moim podstawowym atlasem jest kolorowy Pocket Sky Atlas i owe kolory na mapach zdążyłem polubić, obecność samych szarości w omawianej publikacji zupełnie nie przeszkadza. Plusem, szczególnie dla początkującego, będzie widoczność sporej połaci nieba na każdej rozkładówce. Pod kątem nauki nieba bez przyrządu optycznego, omawiany atlas powinien sprawdzić się świetnie. Za czytelność - kolejny plus. Komu? Komu? Najnowsza publikacja Marka Substyka dedykowana jest dla początkujących użytkowników, a intencją autora było, żeby nowicjusz nie pogubił się w mnogości słońc przedstawionych na mapach. Dostajemy zatem skromny (moim zdaniem trochę zbyt skromny) zasięg gwiazdowy 6,5mag, jednakże dla osób dopiero uczących się nieba, brak przeładowania treścią może być pomocny. Jak się okaże, będzie także zgubny, gdy przyjdzie do szukania obiektów głębokiego nieba. Jednak na pierwszy rzut oka jest bardzo czytelnie. Orientację wśród zaznaczonych gwiazd ułatwiają umowne linie rysujące kształty konstelacji, oczywiście nie brakuje podziału na gwiazdozbiory. Każda konstelacja jest opisana polską nazwą, pod którą znajduje się trzyliterowy skrót od nazwy łacińskiej. Delikatną szarością zaznaczono najwyraźniejsze fragmenty Drogi Mlecznej a także Obłoki Magellana. Na mapach, oprócz samych gwiazd, naniesiono położenie 619 obiektów niegwiazdowych oraz 48 asteryzmów. Pośród tych pierwszych znajdziemy wszystkie obiekty z katalogów Messiera i Caldwella, resztę stanowią wybrane obiekty z katalogów NGC i IC. Na mapach znajdziemy także radianty najważniejszych rojów meteorów. Zaznaczone asteryzmy są godnym uwagi zbiorem wyróżniającym "Atlas Nieba 2000.0" pośród innych podobnych publikacji. Jedyną rzeczą, do której bym się przyczepił to nazwa jednego z asteryzmów - Warkocz Ally's to zupełnie zbędny makaronizm, szczególnie gdy całkiem dobrze ma się określenie Warkocz Alcyone. Symbole obiektów głębokiego nieba są zgodne z powszechnie stosowanymi w innych atlasach nieba. Dla uproszczenia, poza M31 i M33, wszystkie galaktyki są oznaczone jednakową poziomo orientowaną elipsą (bez zaznaczania kątów pozycyjnych galaktyk). Pewną niekonsekwencję można natomiast zauważyć przy oznaczeniach mgławic dyfuzyjnych. Te, z reguły są symbolizowane kwadratem - większym dla obiektów o większych rozmiarach kątowych i mniejszym dla mniejszych. Nie wiem natomiast, z czego wynika zaznaczenie M17 większym niż przeciętnie kwadratem (rozmiar kątowy obiektu to 11') przy jednoczesnym małym kwadracie dla mgławicy IC 1805, której rozmiary kątowe osiągają jeden stopień. Dodam, że takich przykładów można znaleźć jeszcze kilka. Ponadto cztery spośród wszystkich mgławic - Włóknista w Łabędziu, Ameryka Północna, Pelikan oraz Kalifornia - zostały dodatkowo wyróżnione poprzez naniesienie ich kształtu nieco ciemniejszą szarością. Rozumiem, że wybrano jedne z największych kątowo mgławic dla uatrakcyjnienia map, jednakże o podobny zabieg aż się prosi w przypadku innych tego typu rozległych obiektów - wspomnę choćby o Wielkiej Mgławicy w Orionie, Lagunie, Rozecie czy Mgławicy Eta Carinae. Najbardziej brakuje mi jednak zaznaczenia najłatwiejszych do zaobserwowania ciemnych mgławic z katalogu Barnarda, które są prostym i wdzięcznym celem również dla początkujących. Mały minus za te uchybienia. Chciałbym w tym miejscu napisać jakie są graniczne jasności zaznaczonych obiektów głębokiego nieba, ale nie mogę. Dlaczego? "Są papużki nierozłączki? To poproszę jedną." Wybór obiektów DS (głębokiego nieba) jest bardzo niekonsekwentny. Pojawiają się w nim obiekty bardzo słabe, wymagające sporych teleskopów i bardzo ciemnego nieba, a brakuje wielu obiektów jasnych, idealnych dla początkującego. Przede wszystkim, autor poszedł na łatwiznę ignorując zupełnie katalogi Melotte, Collinder czy Stock. Jedynym wyjątkiem od tej kiepskiej reguły są Hiady (Melotte 25), jednakże wyszczególniono je tylko dlatego, że figurują w katalogu Caldwella pod numerem czterdziestym pierwszym. Naprawdę nie wiem, dlaczego nie zaznaczono chociażby widocznych gołym okiem Mel 111 czy Mel 20. Spory minus. Abstrahując od wybranych katalogów, dalsze niekonsekwencje znajdziemy także w obrębie samych pozycji z NGC oraz IC. Trudno mi pojąć, dlaczego początkującego raczy się obiektami typu IC 434 (opisanego później błędnie jako Koński Łeb), a pomija tak jasne i piękne gromady jak NGC 129 (6,5mag), która jest w zasięgu lornetki 10x50 - i to z miasta przy Księżycu w ostatniej kwadrze (sprawdzałem niedawno). Takie przykłady można naprawdę mnożyć. Kilka gromad, które najczęściej obserwujemy jako jedną z pary, zostało pominiętych. Nie znajdziemy zatem NGC 2158 (8,6mag) obok M35, zabrakło NGC 1907 (8,2mag) koło M38, a na pograniczu Byka i Oriona znajdziemy samotną NGC 1807 (7,0mag) bez jej niewiele słabszej towarzyszki (NGC 1817, 7,7mag). Jeśli ktoś się poważnie zaniepokoił, to od razu uspokajam - Chichoty są w całości. Chociaż bez pobliskiej gromady Stock 2, rejon wygląda „łyso”. Niekonsekwencji jest więcej. Czasami - niestety - całe obszary wołają o poprawki. Dlaczego autor zaznaczył w obrębie konstelacji Orła kilka słabych mgławic planetarnych (o jasnościach od 10,2 do 12,2 magnitudo) i tylko jedną spośród trzech jasnych gromad otwartych (o jasnościach w przedziale 7,5 - 8,0 magnitudo)? Dlaczego spośród czterech (!) gromad otwartych w Tarczy będących w zasięgu lornetki 10x50 na mapach figurują zaledwie dwie (M11 i M26)? Dlaczego jesienna i zimowa Droga Mleczna jest momentami wręcz ograbiona ze swego bogactwa jasnych obiektów (głównie gromad otwartych)? Być może odpowiedzią na te pytania są preferencje autora - mam wrażenie, że galaktyki są pozaznaczane skrupulatniej (być może autor gustuje w nich znacznie bardziej). Niezależnie od tych domysłów, przeglądając "Atlas Nieba 2000.0" cały czas ciśnie się na usta słowo "niekonsekwencja". O braku niektórych obiektów jaśniejszych niż 7mag już wspomniałem. Dla kontrastu należy wspomnieć także o naniesionych na mapy gromadach otwartych słabszych niż 10mag. Jest też parę galaktyk słabszych niż 14mag (rekordzistką jest NGC 3172 o jasności 15,3mag), mgławice planetarne schodzące nawet do 14mag. Takie mnożenie obiektów wobec założonej liczby gwiazd na mapach uważam za sporą pomyłkę, gdyż jest to najprostsza droga do ograniczenia użyteczności atlasu. Przykładowo, szukając mgławicy planetarnej jedenastej wielkości jesteśmy skazani na porażkę, jeśli do dyspozycji mamy punkty odniesienia szóstej wielkości. W przypadku dużej części słabych obiektów DS nasza nawigacja na niebie będzie zwyczajnie nieskuteczna, czyniąc wiele obiektów jedynie wirtualnymi. Sądzę, że świetnie zilustruje to przykład IC 5146 - Mgławicy Kokon. Co widzimy na mapie w bezpośrednim sąsiedztwie obiektu? Ano, nic. Nie widzimy ani ciemnej wstęgi Barnarda 168, na końcu której można wypatrywać Kokonu, ani charakterystycznego układu gwiazd w bezpośredniej okolicy obiektu, bo przecież zasięg atlasu stanowi tu ograniczenie. Najbliższa zaznaczona gwiazda znajduje się w odległości półtora stopnia, kolejne dwie leżą już w odległości większej niż 2°. Przypomnę, że Mgławica Kokon jest trudnym do zaobserwowania obiektem o małej jasności powierzchniowej. Oczywiście, obecność mgławicy na mapie można potraktować jako zwykłe zaznaczenie obiektu Caldwell 19 lub pewną ciekawostkę. Ale co z taką NGC 1501 (mgławica planetarna, 13,3mag) czy innymi bardzo słabymi i niewielkimi rozmiarowo obiektami, do których także nie dojdziemy mając za drogowskazy wyłącznie zaznaczone w "Atlasie Nieba" gwiazdy? Nie wiem, może autor postanowił uatrakcyjnić graficznie obszary, w których jest mało jasnych słońc - żeby coś się działo. Rozumiem, że część obiektów jest znana i mogła zostać umieszczona jako ciekawostka. Ale i takie działanie powinno mieć swoją granicę, a umieszczanie obiektów pokroju wspomnianej wcześniej NGC 3172 (prawdopodobnie tylko dlatego, że ma nazwę - bywa określana jako Galaktyka Bieguna Północnego) jest już swoistym kuriozum. Dysproporcję między liczbą naniesionych na mapy słońc, a obiektami głębokiego nieba najdobitniej można odczuć próbując podejść do Gromady Galaktyk w Pannie. Wybaczcie pewną złośliwość, ale opiszę to tak: jeśli macie dziecko, które musi zrobić pisiu-pisiu w Waszym nowym "Atlasie Nieba", trzymanym właśnie w rekach, podsuńcie brzdącowi prawy dolny róg mapy ósmej. I tak Wam się nie przyda. Z kilkudziesięciu zaznaczonych galaktyk obserwator ma realne szanse poprawnie zidentyfikować dosłownie kilka - obstawiam, że mogą to być M64, M104, być może M61 czy NGC 4565 (Igła). Nawet taka banalna M49 będzie stanowiła duże wyzwanie dla obserwatora zapuszczającego się w ten rewir po raz pierwszy. Kolejnym problemem jest skala atlasu, która w praktyce uniemożliwia szukanie słabych obiektów, jeśli natrafimy na ich większą liczbę w jednym miejscu. Tak jak większość atlasów zawiera dodatkowy arkusz mapy z powiększonym fragmentem tego przebogatego w galaktyki rejonu, tak użytkownik "Atlasu Nieba" musi się zadowolić wyłącznie tym, co widać na stronie 8. A jest tam najwyraźniej zawarte graficzne ostrzeżenie o treści: Oprócz obiektów głębokiego nieba, na mapach wyróżnione zostały także wybrane gwiazdy zmienne i wielokrotne. Niestety, autor i tu nie wystrzegł się pewnych błędów. Dla przykładu, Mira Ceti jest oznaczona jak gwiazda zmieniająca swą jasność w przedziale 3,5 - 4,5 magnitudo (moim zdaniem powinna być oznaczona pustym okręgiem o wielkości sugerującej przeciętną jasność w maksimum). Mesartim (gamma Arietis) jest natomiast oznaczony jako zmienna, chociaż to jedna z najbardziej znanych podwójnych. Podsumowując - niekonsekwencje są naprawdę duże, nie brakuje też łatwo zauważalnych pomyłek a niektóre partie "Atlasu Nieba" mają ogromne braki. Czasami aż cisną się na usta inicjały panów Wilhelma, Teodora i Fabiana. Niestety, w tym miejscu bardzo duży minus za zauważalnie ograniczoną użyteczność i liczne niekonsekwencje. Tabele końcowe. Ostatnie strony omawianej pozycji to tabele z listą wszystkich obiektów głębokiego nieba zaznaczonych na mapach. Pierwszym zestawieniem jest tabela z obiektami Messiera, później Caldwella, następnie idą katalogi NGC oraz IC. Całość zamyka zestawienie gwiazd wyszczególnionych z nazwy oraz spis asteryzmów. Każda z tabel (za wyjątkiem przedostatniej, tej z nazwami gwiazd) zawiera kolumny z podaną rektascensją i deklinacją obiektu, typem (w tej kolumnie podane są także nazwy własne oraz oznaczenie zgodne z właściwą klasyfikacją), dalej z jasnością, rozmiarem oraz stroną atlasu, na której należy danego obiektu szukać. Ostatnia kolumna jest pusta - tu jest miejsce na np. odhaczenie obiektu, jeśli udało się nam go wypatrzeć. Jedynym minusem tabel jest uznana przez autora wyższość oznaczenia katalogu Caldwella nad NGC. Tabele z obiektami z NGC nie dublują wpisów dla obiektów z katalogu Caldwella, oznacza to więc konieczność zaglądania do katalogu Caldwella dla obiektów DS, które częściej kojarzymy po numerze z New General Catalogue. Ogólnie za tabele - naprawdę duży plus. Szczere pole. Na dość ciemnej miejscówce, publikacja potwierdziła to, czego można było się spodziewać po oględzinach w domu. Jest trwała, wygodna w użyciu, czytelna w słabym, czerwonym świetle. Jedyne małe zastrzeżenie mam do oznaczenia gromad otwartych, które są wydrukowane nie w czerni a w szarości. To, w połączeniu z typowym symbolem gromady otwartej, czyli okręgu o przerywanej linii, powoduje mniejszą zauważalność oznaczenia (w porównaniu do pozostałych). Atlas jest oczywiście pomocny w odnajdywaniu jaśniejszych obiektów, choć ma wyraźne ograniczenia spowodowane zasięgiem gwiazdowym. Jeśli szukamy obiektu jasnego w obszarze przeciętnie okraszonym blaskiem odległych słońc - powinniśmy dać radę. Natomiast w obszarach nieba ubogich lub bardzo bogatych w gwiazdy, można spodziewać się problemów, gdyż i w jednym i drugim przypadku dostajemy za mało informacji niezbędnych do poprawnego zlokalizowania szukanego obiektu. Jak też można się domyślić, korzystanie z omawianego atlasu pod ciemnym niebem zostawia również spory niedosyt, bo o wiele więcej obiektów będących w zasięgu początkującego powinno być naniesionych na mapy. Podsumowanie. "Atlas Nieba 2000.0" Marka Substyka jest dla mnie publikacją niewykorzystanej szansy. Jest to pozycja, która mogła świetnie wypełnić lukę na rynku - map nieba dla początkujących w niewygórowanej cenie. Trochę sobie obiecywałem po zapowiedziach tej pozycji i miałem nadzieję, że będzie to dobra pomoc, godna polecenia - tym bardziej, że przyzwoite atlasy z reguły nie są tanie. Dobry, używany często przeze mnie Pocket Sky Atlas może być zbyt dużym wydatkiem dla osoby, która chce postawić pierwsze kroki w astronomii miłośniczej, a nie chce inwestować zbyt dużych sum na początek. Chciałoby się mieć na podorędziu coś i dobrego i dostępnego. Próbując wystawić ocenę tej publikacji, jestem naprawdę rozdarty - z jednej strony otrzymujemy bardzo dobrze wydaną, trwałą pomoc, o czytelnym układzie, przejrzystą, z wartościowym dodatkiem w postaci tabel końcowych. Z drugiej strony - na mapach regularnie trafiamy na wypełniacze i ciekawostki, a nie dostajemy informacji o tym, co jako początkujący moglibyśmy z powodzeniem złowić. Są obszary, które powinny zostać uzupełnione inną, dodatkową mapą (fragmenty gwiazdozbiorów Panny i Warkocza Bereniki) albo przegapionymi, łatwymi obiektami. Jak więc się okazuje, omawiany atlas jest tylko pozornie bogaty w obiekty, gdyż znaczna część z nich to w praktyce tylko pusta treść. Atlas ma zadatki na stanie się cenną pozycją dla początkujących, zgodnie z intencją autora. Efekt jednak według mnie jest zaledwie "czwórkowy z minusem". Jeśli ktoś chce stworzyć atlas dla początkujących, to jedynym wyznacznikiem przeznaczenia takiej publikacji nie może być li-tylko zasięg zaznaczonych gwiazd. Potrzebny jest też przemyślany dobór obiektów, a tego niestety "Atlas Nieba" Marka Substyka nie oferuje. Tak więc, nawet odbiorca posiadający jedynie małą lornetkę czy niewielki teleskop i skupiający się na jasnych i przyjemnych obiektach, bardzo szybko będzie potrzebował lepszych map. Zdecydowanie zbyt szybko. Zamieszczone w artykule zdjęcia mają charakter poglądowy i służą przybliżeniu Czytelnikowi cech publikacji i nie mogą być wykorzystywane w inny sposób.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.