Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'szepty kosmosu'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Questions and Answers
    • Getting Started: Equipment
    • Getting Started: Observing
    • Various questions
  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Miłośnicy kina saj-faj (sci-fi) UWAGA SPOILERY!'s Tematy
  • Teleskopy klasyczne's Astrofoto klasykiem
  • Teleskopy klasyczne's Renowacja klasyków
  • Teleskopy klasyczne's Identyfikacja sprzętu
  • Teleskopy klasyczne's Zakupy i okazje

Blogs

  • Adam Jesionkiewicz - prywatnie
  • monter's blog
  • antyqjonowy blog obserwacyjny
  • McArti's Blog
  • P@weł's Blog :)
  • Piotrek T.'s blog
  • Andee's Blog
  • Szymek Ozimek's Blog
  • wlad's Blog
  • napi's Blog
  • efmerydy
  • Kozacki blog
  • 13dzikos' Blog
  • HAMAL's Blog
  • Skarbek82's Blog
  • Na zawsze MY!
  • Janoosik's Blog
  • ALFowy kajet
  • syrcyr
  • -=Dvc=-'s Blog
  • cerber6's Blog
  • elwira's Blog
  • Ori's Blog
  • AstroPamietnik - Limax7
  • Pamiętnik obserwacji
  • eReS' Blog
  • igetri's Blog
  • maron1974's Blog
  • Kamillo Blog
  • Jerzy's Blog
  • Głowa w chmurach. Chmury w głowie.
  • pepelita blog
  • Yes's Blog
  • hanysiak's Blog
  • test' Blog
  • Landisl's Blog
  • DawPi's Blog
  • lech's Blog
  • rolba
  • KrzysztofCz's Blog
  • Andrev's Blog
  • Inny Wymiar
  • CYGNUS - blog Miłka
  • Paweł Trybus - wyklęty blog
  • Wyn(at)urzenia Wimmera
  • Bemko's Blog
  • Krawat's Blog
  • dalva's Blog
  • Planeta dla każdego - MRA 2009
  • 4a3d2a1m's Blog
  • Pewu's Blog
  • Adam Janicki's Blog
  • DaVidoSSBlog
  • sawes1's Blog
  • CLEAR SKY
  • Podróż do gwiazd
  • Adam_Jesion Blog
  • ekolog's Blog
  • Notatnik NH2501
  • astrowojto's Blog
  • astrowojto's Blog
  • astronomus' Blog
  • astronomus' Blog
  • ekolog's Blog
  • ekolog's Blog
  • anum's Blog
  • delete
  • Obca Planeta
  • Sliwczak Blog
  • crystal's Blog
  • mattman12
  • mn.gliwiceBlog
  • mn.gliwiceBlog
  • olciaBlog
  • wiesioBlog
  • wiesioBlog
  • kondi885Blog
  • kondi885Blog
  • madzik_Blog
  • SironfinBlog
  • madzik_Blog
  • airmanxdBlog
  • UrsulaBlog
  • UrsulaBlog
  • WyciorBlog
  • azurek50Blog
  • azurek50Blog
  • Marcin_K12
  • Marcin_K12's Blog - ATM SZUKACZE
  • FiloBlog
  • mateusz060796Blog
  • mateusz060796Blog
  • Życie poza Ziemią
  • Alien7101Blog
  • Nieistotne - między wierszami
  • AdalbertBlog
  • Historia moich zainteresowań
  • AstroParody
  • Test
  • X
  • technikalia astronomii
  • Adam Nowak - blog
  • ASI 034 MC - testy
  • slvmtzBlog
  • Piotrek GuzikBlog
  • Egzoplanety
  • GrzędzielBlog
  • oleks24fBlog
  • Patrzone
  • Ciekawostki ze świata o świecie
  • Instrukcja życia w systemie...
  • Binokular WO i Reduktor ogniskowej f0,6
  • SynScan Pro GOTO HEQ5
  • Instrukcja życia w systemie...
  • Lornetki
  • Pogromcy Light Pollution's Blog

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Categories

  • 3D print files - files
  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny


Member Tittle

  1. 27.07.2022, Folwark Sulejewo Końcówka lipca minęła wyjątkowo pozytywnie. Trzy sesje obserwacyjne w niewielkich odstępach, przy czym ostatnia z nich nadzwyczaj dobra. Po pierwsze dlatego, że na Folwarku była widoczna Droga Mleczna w jakości jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. Po drugie udało mi się w pełnej klasie dostrzec nisko położone gromady otwarte M6 i M7. A po trzecie - zaliczyłem Crescenta w 10x50 z filtrami. Ale wróćmy do początku. Prognozy na środę były bardzo obiecujące. Obserwacje w tygodniu mają niestety tą wadę, że niewiele osób może sobie na nie pozwolić. W Sulejewie pojawiłem się jako ostatni, na miejscu był już Thomas i Acidtea. Po spojrzeniu w górę od razu zauważyłem, że jest lepiej niż poprzednio. Przejrzystość była prawie idealna, do tego po horyzont czysto bez grama chmur. Czym prędzej wycelowałem lornetą w stronę Strzelca i odbiłem do M7. Rozległa gromada otwarta, zwana także Gromadą Ptolemeusza, którą rok wcześniej zaliczyłem w 28x110 pod średnim niebem. Tym razem użyłem lornety APM 25x100 ED i z niedowierzaniem patrzyłem na to skupisko gwiazd. Jedyne co ograniczało jakość obrazu to po prostu niskie położenie obiektu. Na innej szerokości geograficznej widok jest zapewne bogatszy w składniki. Mimo to widoczne gwiazdy były lśniące, wyraźne i ostre jak szpilki. Obrazem podzieliłem się z pozostałymi osobami na miejscu, po czym stwierdziliśmy, że gromada swoim układem mocno przypomina miniaturową wersję konstelacji Łabędzia, a w środku można dostrzec jeszcze malutki Krzyż Południa, czyli łącznie dwie konstelacje w jednej gromadzie. Ze względu na swoje położenie obiekt z każdą chwilą zbliżał się do linii horyzontu, aż po kilku minutach w jednym polu widzenia mogłem zaobserwować pobliską ścianę lasu z gromadą M7 w tle - widok niesamowity. Przestrzenność i efekt 3D dla jakiego warto posiadać dużą lornetę. Po chwili odbiłem do M6, kolejnej gromady otwartej, ale już nie tak dużej. Tutaj również widok nieskazitelny. Gromada prezentowała swoje główne składniki na wyciągnięcie ręki, ale pomimo wdzięcznej nazwy jaką posiada - Gromada Motyl - swoim kształtem nie przypominała mi żadnego latającego owada. Warunki tej nocy były wyśmienite. Pokreślę to raz jeszcze - po sam horyzont nie było widać żadnych chmur, nawet wiszących zazwyczaj w tym miejscu cirrusów tworzących kołderkę. Nie zwlekając ani chwili dłużej skierowałem się w stronę gromady kulistej M4 w Skorpionie. Gromada dość spora, dobrze widoczna. Następnie M80 i kilka gwiazd z podwójną Ro Ophuci na czele. Była też gwiazda wielokrotna Jabbach i układ podwójny Acrab. Same skarby w tej okolicy. Udało się także zaliczyć gromady otwarte M62 i M19 w pobliżu. Potem przeskoczyłem do konstelacji Orła, gdzie udało mi się wyłapać słynną ciemną Mgławicę E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Następnie był Veil wschodni bez filtrów, podwójna Albireo i kolejno M39, NGC 7086, NGC 7209. Nagle pole widzenia przecięła mi dość spora ciemna mgławica Barnard 168. Przyznam szczerze, że wolę ten obiekt w mniejszej lornetce. W 25x100 po prostu nie mieści się w polu widzenia. Nie mniej jednak mgławica ta jest bardzo dobrze widoczna, niczym ciemna wstęga na sporym kawałku nocnego nieba. Mgławica Kokon IC 5146 powiedziała pas - więcej w tym rejonie nie zobaczysz. Przeskoczyłem do kolejnych klasyków, trochę zapomnianych przeze mnie w tym sezonie. Mowa o konstelacji Herkulesa i M13, czy też M92. Dwie gromady kuliste stanowiące prosty cel dla każdego początkującego. W dużej lornecie Gromada Herkulesa M13 jest już pokaźnym obiektem, można dostrzec rozbicie gromady na krawędziach. Skoro o zapomnianych obiektach mowa, to przyszedł czas, aby odwiedzić jeszcze inne perełki. M51 - Galaktyka Wir widoczna jako pojaśnienie, przy której można było zauważyć także NGC 5195. M101 - Galaktyka Wiatraczek, rozległa plama, nie tak oczywista, mniej kontrastowa, ale rzucająca się od razu w oczy w tym rejonie nieba, nie sposób jej pomylić. M32 - Gromada Andromedy wypełniała w 25x100 spory obszar pola widzenia. Była bardzo jasna, wręcz świecąca. Szczerze to już nie pamiętam kiedy się jej przyglądałem przez dłuższy czas. W międzyczasie był jeszcze szereg obiektów w Strzelcu. Nie będę się już rozpisywał nad każdym z nich jak w poprzedniej relacji, jedyne co warto zaznaczyć to fakt, że przy M8, M20, M17 i M16 widoczna była mgławicowa mgiełka. O ile przy Mgławicy Laguna to nic niezwykłego, tak przy Mgławicy Orzeł konieczne są już naprawdę dobre warunki, żeby zobaczyć bez filtrów coś więcej niż kilka gwiazd. Tak właśnie było tej nocy. Obserwacje z APM 25x100 ED zakończyłem na obiektach położonych zdecydowanie bliżej i to w sensie dosłownym. Najpierw kometa C/2017 K2, a potem planety - Jowisz i Saturn. Przy pierwszej z nich ładnie widoczne księżyce galileuszowe Kallisto, Io, Europa i Ganimedes, natomiast przy drugiej poza pierścieniami można było dostrzec wyraźnie księżyce Tytan, Rhea i chyba nieco dalej Japetus. Nim się obejrzałem było po północy. Spojrzałem na Drogę Mleczną, która była wręcz poszarpana na różne obszary, w pewnych miejscach ciemniejsza, w innych jaśniejsza. Niektóre fragmenty były wręcz wyrwane od głównej wstęgi, inne poprzecinane wyraźnymi ciemnymi pasami. Widok niecodzienny. Tak kontrastowej letniej Drogi Mlecznej na Folwarku jeszcze nie widziałem, kto wie czy w ogóle kiedykolwiek i gdziekolwiek indziej. Spojrzałem nieuzbrojonym okiem w stronę Łabędzia i przy Deneb od razu rzucił mi się jasny fragment przecięty ciemniejszym małym paskiem. Nie dowierzając zacząłem podejrzewać, że być może to widoczna Mgławica Ameryka Północna. Chwilę później leżałem już oparty na aucie z lornetką APM 10x50 uzbrojoną w filtry Orion UltraBlock i delektowałem się w odpowiednim powiększeniu mgławicą Ameryka NGC 7000. Tak, była widoczna gołym okiem. Tak, w lornetce wyglądała jak wielka chmura, bardzo kontrastowa. Kształt Zatoki Meksykańskiej świetnie rzucał się w oczy, filtry robiły tutaj robotę wyciągając z nieba wszystko co najlepsze. Pelikan również majaczył. Chwilę później przeskok do Veila. Widoczny fragment wschodni, zachodni i Trójkąt Pickeringa. Tutaj bez niespodzianek, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi - spodziewałem się właśnie takiego widoku. Wyzwaniem tej nocy był zupełnie inny obiekt. Malutka Mgławica Crescent, czy też Rożek NGC 6888. Najpierw spojrzenie na dokładne rozmieszczenie gwiazd w SkySafari i polowanie rozpoczęte. Już po chwili w oczy rzuciła mi się delikatna plamka, dość owalna, raczej nie półksiężyc w takiej skali. Zlewała się w jedną całość na tle kilku gwiazdek położonych obok siebie układających się w kształt rombu. Szczerze to sam się zdziwiłem, że ją ujrzałem. Zakładałem raczej, że to niemożliwe dla lornetki 10x50, jednak odpowiednie warunki i filtry wiele pomogły. Na zakończenie rzuciłem okiem jeszcze na Mgławicę Pacman oraz Serce i Dusza. Kolejny letni sezon tylko potwierdził, że obiekty te są w zasięgu dobrej niewielkiej lornetki z filtrami. Obserwacje w środku tygodnia okazały się nadzwyczaj owocne, szczególnie jeśli chodzi o walory estetyczne w postaci Drogi Mlecznej. Widok, który zapadł w pamięci na dobre i który stał się nowym odnośnikiem co do oceny jakości nieba. Po takiej sesji obserwacyjnej wymagania niebezpiecznie wzrastają, żeby nie powiedzieć - w mieście zanika chęć do wyciągania sprzętu. Z jednej strony to niebezpieczne, ale z drugiej motywujące. Nie ma lepszego bodźca, aby na obserwacje jeździć po prostu pod ciemne niebo. Wtedy to i nawet bez sprzętu będzie na co popatrzeć. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. jeśli przeczytałeś wpis zostaw jakąś reakcję lub komentarz - to naprawdę motywuje do pisania kolejnych relacji Z góry dziękuję!
  2. 19.07.2022, Folwark Sulejewo Sezon urlopowy w pełni, jedni na wakacjach, drudzy przed, a jeszcze inni - w tym ja - już po. Minął miesiąc od ostatnich obserwacji, także przyszedł czas by odkurzyć sprzęt. Białe noce odchodzą w niepamięć i nocne niebo staje się coraz ciemniejsze. Pomimo obiecujących prognoz, tego wieczoru przez cały czas wysoko tliły się cirrusy, które skutecznie ograniczały nam przejrzystość. Na polu pojawiłem się około godziny 23, gdzie czekał już Thomas, Michał i Amigo. Każdy z innym sprzętem, dzięki czemu znów można było oglądać tem same obiekty w różnych konfiguracjach. Zaczęliśmy od komety C/2017 K2 zlokalizowanej w Wężowniku. Pomimo wielu prób nie udało mi się jej dostrzec w APM 25x100 ED. To tylko potwierdziło, że tej nocy mamy kiepskie warunki. Po tak nieudanym starcie przeskoczyłem do Strzelca zaliczając kolejno M22, M28, M8, M20, M24, M25, M18, M17, M16 i dalej M11 w Tarczy. Plejada znakomitych obiektów, lecz niestety tej nocy niezbyt urzekających. Potem wróciłem znów do Wężownika, by złapać kilka gromad, po czym przeskoczyłem na drugą stronę nieba do Kasjopei. Nie była to noc dedykowana pod słabe mgiełki, także przez dłuższą chwilę delektowałem się widokiem Gromady Podwójnej w Perseuszu, a potem Stock 2 zlokalizowanej zaraz obok. W międzyczasie przeleciała ISS, którą udało mi się śledzić w lornecie - tutaj widok był o wiele lepszy niż w 28x110, szkła ED spisały się lepiej. Można było zobaczyć charakterystyczny kształt stacji z panelami po bokach, aberracja była znikoma. Następnie przez dobrą godzinę przeglądałem dość sporo najróżniejszych jasnych klasyków, po czym sięgnąłem po lornetkę APM 10x50 ED. Swój debiut miały w końcu adaptery razem z filtrami Orion UltraBlock 2” montowane od strony obiektywów w APM 10x50 ED. Jeszcze rok temu używałem lornetki Delta Optical Extreme 10x50 ED, która ma wbudowane gwinty na filtry, ale od strony okularów co skutecznie zniechęcało do obserwacji. Po pierwsze ze względu na „szuranie” rzęsami po filtrach, a po drugie ze względu na spore odblaski widoczne nawet na ciemnym polu, gdzie praktycznie nie ma żadnego światła. Teraz postawiłem na komfort. Po wkręceniu filtrów spojrzałem w stronę Łabędzia i na pierwszy rzut poszła Mgławica Ameryka Północna. Wycięta z tła bardzo dobrze, widoczny zarys zatoki, który zauważyłby nawet początkujący obserwator. Widok charakterystyczny, wyraźny. Potem był Veil wschodni, równie zauważalny, ale nie tego efektu oczekiwałem - czas poczekać na lepsze warunki. Na zakończenie spojrzałem jeszcze na Mgławicę Pacman NGC 281, która była także do dostrzeżenia bez problemów. Filtry dały radę, ale tak jak napisałem - trzeba poczekać na lepsze warunki, aby zobaczyć co potrafią. Dobrze pamiętam widoki z obserwacji rok wcześniej i do nich tej nocy było bardzo daleko. Nie minęło sporo czasu, a przywitał nas wschodzący Księżyc, którego podziwialiśmy w każdym ze sprzętów. Od Newtona 8”, poprzez EDka 80 z nasadką bino i kończąc na lornetce Levenhuk 15x70 od Michała, która również tej nocy miała swój debiut na Folwarku. Co ciekawe pozytywnie mnie zaskoczyła. Swoją budową mocno przypominała lornetkę SkyMaster PRO 15x70. Mostek wykonany był tutaj nie z plastiku, ale z aluminium. Muszle regulowane jak w Nikon EX 10x50, a wyczernienie w tubusach wykonane starannie przy użyciu pewnego materiału przypominającego welur. Finalnie muszę przyznać, że lornetka dawała przyzwoite widoki jeśli chodzi o stosunek ceny do oferowanej jakości. Skoro pojawił się już Księżyc to rzuciliśmy się jeszcze na planety. Jowisz i Saturn prezentowały się przyzwoicie. Być może cirrus zapewnił nam jakiś filtr gasząc delikatnie ich blask, ale dając za to stabilność obrazu. Najpierw wycelowałem za pomocą APM 25x100 ED w Saturna, gdzie bardzo ładnie prezentowały się pierścienie wyraźnie odcięte od samej planety. Jowisz natomiast ukazał jeden z pasów, podczas gdy drugi delikatnie majaczył. Muszę przyznać, że widok był praktycznie taki sam jak w APM 28x110 (jeśli chodzi o powiększenie), którą miałem rok wcześniej. Szczegółowych detali raczej nie zobaczymy używając lornety, ale o standardy w postaci pierścieni, czy pasów bardzo łatwo. Tego dnia na widoku mieliśmy również Wielką Czerwoną Plamę, która w teleskopach była dość wyraźna i również cieszyła oko. Obserwacje zakończyliśmy dość szybko. Raz że środek tygodnia, a dwa że warunki na DSy były niestety dość kiepskie. Na plus debiut filtrów w APM 10x50 ED i planet w APM 25x100 ED. Kolejne cenne doświadczenie zdobyte. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  3. 22.07.2022, Folwark Sulejewo Minęły zaledwie trzy dni od ostatnich obserwacji i znów odwiedziłem Folwark, gdzie potwierdziła się po raz kolejny zasada, że im gorsze prognozy tym lepsze warunki. Lipiec, ciepły bezchmurny wieczór, do tego piątek i to bez Księżyca. Burzliwa dyskusja kilka godzin wcześniej na chacie o nadciągającym zachmurzeniu przerodziła się w „trudne sprawy”, przez co kilka osób zrezygnowało z przyjazdu i finalnie na polu zjawiliśmy się tylko w trzy osoby - Michał, Thomas i ja. Efekt był taki, że mieliśmy chyba jedne z najlepszych warunków od kilku miesięcy. Kto nie był, może tylko żałować. Tym razem tak jak poprzednio rozstawiliśmy się w dolnej części pola, gdzie jest jeszcze więcej miejsca, a do tego o wiele ciemniej. Nie widać świateł pobliskich wiosek, dzięki czemu nad głowami jeszcze wyraźniej rozciąga się Droga Mleczna. Melodią tej nocy były rytmy z pobliskich Manieczek, gdzie ze słynnego (chyba tymczasowo reaktywowanego) klubu Ekwador mogliśmy usłyszeć znany okrzyk „Jaaazdaaa!”. Nie powiem sam się zdziwiłem, gdyż był to debiut takich klimatów na Folwarku. W rytmie bitów czym prędzej rozstawiłem APM 25x100 ED i od razu wycelowałem w Strzelca, który tej nocy był dobrze widoczny gołym okiem. Gromada M22 wleciała idealnie w pole widzenia. Ogromna, rozbita na obrzeżach. Po takim rozpoczęciu już wiedziałem, że zapowiadają się dobre obserwacje. Przeskok do Mgławicy Laguna M8 i kolejne pozytywne zaskoczenie. Widoczny zarys mgławicy o sporych rozmiarach. Widok, o którym podczas ostatniej sesji mogłem tylko pomarzyć. Wyżej M20, potem M24, M18 i M17, czyli Mgławica Omega, czy też Swan, gdzie charakterystyczny „łabędź” wybijał się z tła. Wyraźny kształt, widoczny na wprost. Wyżej Mgławica Orzeł M16. Tutaj ku mojemu zdziwieniu również widoczny delikatny zarys mgławicy w lornecie APM 25x100 ED. Zazwyczaj widać same gwiazdki bez otoczki, tym razem przejrzystość znakomita, dzięki czemu efekt gwarantowany. Następnie chwilowy powrót do M25 i przeskok do kilku słabizn - NGC 6604 i NGC 6625. Obiekty niewielkie, raczej potraktowane jako ciekawostka. Przyszedł czas na jaśniejsze obiekty w konstelacji Tarczy. Na start gromada M26, potem NGC 6712 i M11 Dzika Kaczka. Jak zawsze rozbita w delikatne malutkie składniki w APM 25x100 ED pod warunkiem, że mamy do dyspozycji ciemne niebo. Po klasykach razem z Michałem cofnęliśmy się do Strzelca w dolne regiony konstelacji. Najpierw M54 - widoczna bardzo delikatne, potem M70 - tutaj już o wiele gorzej, majaczące „coś” na skraju możliwości jeśli chodzi o obserwacje. M69 niestety nie udało się zobaczyć. Była zdecydowanie za nisko i wszystko zlewało się z niebem. Lecimy do Wężownika i kolejno M107, M10, M12, a przy okazji wyłapujemy kometę. Dziś widoczna jako niewielka plamka, warunki zdecydowanie lepsze niż ostatnio. Potem jeszcze rajd przez IC 4665, urokliwą planetarkę NGC 6572 i moje dwie ulubione gromady otwarte w tym regionie nieba - NGC 6633 i IC 4756. Szybki przeskok do konstelacji Strzały, gdzie w centrum czekała już M71. Tej nocy prezentowała się wyraźnie, można było dostrzec pojedyncze maleńkie gwiazdki, niczym rozsypane ziarenka piasku. Wyżej rozległa Mgławica Hantle M27 w Lisku. Tradycyjnie w 25x100 widok jak z niewielkiego teleskopu. Ta mgławica planetarna jest jednym z piękniejszych obiektów tego typu dla dużych lornet. Spojrzenie na gwiazdozbiór Lutni i Mgławica Pierścień M57. Zawieszona malutka kulka z ciemniejszym środkiem pośród gwiazd. Widok jak zawsze urzekający. Wycelowałem jeszcze w Veila, a w zasadzie w jego wschodnią część. Już bez filtrów mgławica była widoczna dość wyraźnie, charakterystyczny kształt rozciągał się przez spory obszar pola widzenia. Przyszła pora na APM 10x50 ED z filtrami. O ile ostatnia sesja dała średnie rezultaty, tak tej nocy można było poczuć satysfakcję. Ameryka Północna w Łabędziu kipiała ciemniejszymi i jaśniejszymi obszarami. Widok, o jakim bez filtrów można zapomnieć. Veil wschodni bardzo dobrze widoczny, wyraźny, mgławica lekko poszarpana, a zaraz obok widoczne pojaśnienie będące Trójkątem Pickeringa. Niestety Veila zachodniego nie udało mi się zobaczyć. „Miotła wiedźmy” musi poczekać na sierpniowe ciemniejsze noce. Obserwacje obserwacjami, ale nagle Thomas z bagażnika wyciągnął blachę sernika i tak oto mieliśmy pauzę operacyjną. Zajadając się słodkościami czekaliśmy nadal na chmury, które „podobno” nadciągały z zachodu. Nic z tych rzeczy. W międzyczasie ustrzeliłem z telefonu Drogę Mleczną, padło kilka żartów i chyba przez przypadek wypłoszyliśmy jakiegoś dzika, który najwyraźniej chciał nam zawinąć kawałek ciasta domowej roboty. Po krótkim nocnym deserze wróciliśmy do obserwacji nieba, gdzie przywitał nas wschód Księżyca. Co to był za widok. Wznoszący się rogal pośród drzew dał nam wrażenie, jakbyśmy byli co najmniej na jakiejś sawannie w Afryce, brakowało tylko lamparta na drzewie. Widok w EDku 80 z nasadką bino po prostu wgniatał w ziemię. Thomas do końca sesji męczył jeszcze Jowisza i Saturna, które miały co pokazać. Atmosfera nawet nie drgnęła. Obraz stabilny, po prostu żyleta. Można było zachwycać się godzinami, taki seeing to jak wygrana w loterii. Na koniec przez dłuższy czas obserwowałem lornetką APM 10x50 ED, ale już bez filtrów. Skakałem po klasykach, ale jednocześnie urozmaiciłem sobie obserwacje, porównując te same obiekty w lornetce Nikon Action VII CF 10x50 (która jest w zasadzie tym samym co Nikon Aculon 10x50). Widok w APM był bardziej „czysty”, kontrastowy. Dla przykładu w Chichotkach można było zauważyć więcej gwiazd, które nie dość, że były bardziej ostre, to po prostu miały wyraźną kolorystykę. Widok w Nikonie był tak jakby matowy, brakowało kontrastu, ostrości i ogólnej estetyki. Patrząc jednak na ceny obydwu lornetek nie ma się co dziwić - każda oferuje zupełnie inną jakość. Noc trwała w najlepsze, ale zmęczenie zaczynało wygrywać. Jedno oko odmawiało posłuszeństwa zamykając się samoistnie, co było wystarczającym znakiem, że trzeba kończyć. I tak oto zaliczyliśmy jedną z najcieplejszych wakacyjnych nocy w absolutnie rewelacyjnych warunkach na Folwarku. Wybiła godzina 3, czas spać. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. jeśli przeczytałeś wpis zostaw jakąś reakcję lub komentarz - to naprawdę motywuje do pisania kolejnych relacji
  4. 21.06.2022, Folwark Sulejewo Noc Kupały, czyli najkrótsza noc w roku i kilku śmiałków pod sulejewskim niebem. Długo nikogo nie trzeba było namawiać. Pomimo dość jasnego nieba wakacyjne obserwacje mają swój klimat, którego na próżno szukać podczas innej pory roku. Zanim dojechałem na miejsce całą drogę towarzyszyły mi snujące się na północy obłoki srebrzyste. No dobra, zaskoczyła mnie jeszcze sarna, która leniwie spoglądała z pobocza, ale całe szczęście zrezygnowała z tej niebezpiecznej przeprawy. Na miejscu był już Thomas, który za swoją frekwencję powinien dawno dostać medal, a także Polaris, który podziwiał pokaz przelatujących Starlinków w okolicy konstelacji Orła. Chwilę później staliśmy już po drugiej stronie pola i wpatrywaliśmy się w obłoki srebrzyste, które w Orionie 2x54 ukazały swoją nietuzinkową strukturę. Samotne drzewa na krańcach horyzontu dodawały klimatu tworząc kadr, na którym jeszcze dwa lata temu podziwialiśmy kometę Neowise. Dziś to jednak to nie ona była atrakcją wieczoru. Tej nocy wypatrywaliśmy C/2017 K2 (Panstarrs), która przemierzała konstelację Wężownika. Zanim rozstawiliśmy sprzęt było już na tyle ciemno, że kometa stanowiła prosty cel do odszukania. Była bardzo dobrze widoczna zarówno w większym powiększeniu 10” Newtona, jak i szerszym polu lornety 25x100. Zlokalizowana obok gromada IC 4665 wypełniała kadr po lewej stronie, natomiast po prawej widoczna była jasna gwiazda Cebalrai. Sama kometa była raczej puszystą kulką, bez widocznego warkocza, czy też wyraźnego jądra. Bardziej przypominała typową gromadę kulistą widzianą w lornecie, no ale jednak widoczna bez konieczności zerkania, od razu na wprost. Dzięki swojemu położeniu tej nocy widok komety zostanie w pamięci już na lata, bo trzeba przyznać - towarzystwo z naszej perspektywy miała wyborowe. Po krótkim skakaniu po pobliskich gromadach typu NGC 6572, NGC 6633, czy też M107, M10 i M12 w okolicy przyszedł czas na wynurzającego się Strzelca. Był już dość wysoko, a horyzont w tym miejscu w nienajgorszej jakości. Na przywitanie zaliczyłem gromadę kulistą M28, a potem olbrzymią gromadę M22, która znakomicie pokazała swoją ziarnistość na obrzeżach, można by rzec że została poniekąd rozbita niczym bank przez APM 25x100 ED. Następnie były klasyki zaczynając od M8, czyli Mgławicy Laguna z widoczną mgiełką między gwiazdami. Widok, na który po zimowym Orionie czeka się z utęsknieniem. Jak dla mnie jest to najlepszy obiekt letniego nieba - znakomicie widoczny, o pokaźnych rozmiarach, z charakterystycznym kształtem, a do tego możliwy do zaobserwowania już w niewielkiej lornetce. Po Lagunie od razu przeskok do Trójlistnej Koniczyny M20, która również nie sprawiała problemów w lornecie, ale dopiero z filtrem UHC Astronomik w 8” u Polarisa był zauważalny jej charakterystyczny podział na „płatki”. Pozostając przy ośmiu calach nie sposób zapomnieć o Mgławicy Omega M17, która w połączeniu z tym samym filtrem ukazała całą swoją strukturę - widok zapadający w pamięć. M17 i M16 w APM 25x100 również były bardzo dobrze widoczne, ale już w innej perspektywie i powiększeniu. Należy zaznaczyć, że Mgławica Orzeł to już widok bardziej przypominający gromadę otwartą niż mgławicę. Potem były jeszcze m. in. takie obiekty jak M18, M24, czy też M25. Wisienką na torcie była świetnie widoczna gromada otwarta Dzika Kaczka, czyli klasyk w postaci M11 w gwiazdozbiorze Tarczy. Po nocnym przeglądzie nieba z APM 25x100 ED postanowiłem jeszcze na koniec sesji usiąść wygodnie w turystycznym fotelu na środku pola. Trzymając w dłoniach lekkiego Oriona 2x54 skanowałem obszar za obszarem w Drodze Mlecznej. Tak się złożyło, że miałem ze sobą dwie sztuki 2” filtrów Orion UltraBlock i specjalne adaptery, dzięki którym mogłem je zamontować w tej niewielkiej lornetce. Po założeniu filtrów Mgławica Ameryka Północna od razu nabrała kontrastu pokazując swoje jaśniejsze i ciemniejsze obszary. Niestety Veila nie udało mi się dostrzec, może następnym razem. Widok z filtrami jest jednak dość ciemny i nieco ogranicza pole widzenia - ich użycie tutaj proponuję uznać za ciekawostkę - można, ale inwestycja typowo w tym celu raczej nie ma sensu. Dalsze obserwacje prowadziłem już bez filtrów. Dopiero wtedy widoki zaczęły być wręcz poetyckie. Największe wrażenie zrobiła na mnie chmura gwiazd w konstelacji Strzelca, czyli M24. Była widoczna dosłownie jako chmura, duża i wyraźna, niemożliwa do zobaczenia w takiej formie zarówno gołym okiem, jak i w jakimkolwiek innym sprzęcie. Do tego zawieszona obok Mgławica Laguna, widoczna jako jasne, oczywiste pojaśnienie. Teraz wyobraźcie sobie w jednym polu widzenia całą konstelację Strzelca z jasnymi gwiazdami na wyciągnięcie ręki, do tego dużą M24 zaraz powyżej, a na około niewielkie pojaśnienia od M8 po M16. Jeśli dodamy do tego jeszcze widok horyzontu z odcinającą ścianą lasu mamy gotowy przepis na pejzaż. Takie widoku zapewnia właśnie Orion 2x54 pod ciemnym niebem. Nim się obejrzałem była już prawie godzina druga w nocy i zaczęła się środa. Najkrótsza noc w roku pokazała, że może być jedną z lepszych. Pomimo dość niskiej temperatury jak na czerwiec obserwacje minęły w pożądanym klimacie. Starlinki, obłoki srebrzyste, kometa, mgławice w Strzelcu, a na zakończenie wschodzący Saturn. Do tego wszechobecne dźwięki natury letniej nocy… O tak! Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  5. 02.06.2022, Mosina Idealna bezchmurna wakacyjna noc. Do tego bez spuchniętego Księżyca. Szkoda tylko, że akurat w czwartek przez co ilość chętnych na wycieczkę na pobliski Folwark spadła do zera. Nie pozostało mi nic innego jak rozpakować auto i rozstawić się pod domem. Na zachodnim niebie czekał już opadający nad horyzontem księżycowy sierp, który zmierzał powoli do okolic pierwszej kwadry. Widok w lornecie 25x100 był bajeczny. Linia terminatora przebiegała przez zachodnią krawędź Morza Przesileń nadając widokowi niesamowity trójwymiar. Nieco wyżej bogato ozdobiony cieniami krater Cleomedes ukazał swoją ciekawą strukturę, a jeszcze dalej okolicę zdobiły dwa kratery: Burckhardt i Geminus. Księżyc w lornecie to pokaz przestrzenności. To nie studiowanie poszczególnych formacji, a widok z perspektywą na całość. Jeśli dodamy do tego przelatującą od czasu do czasu niewielką chmurkę muskającą naszego satelitę to mamy gwarantowany spektakl emocji, któremu dać upust może nieplanowane „o ja pier#*&@!”. Tak było i w tym przypadku :-) (widok Księżyca przez lornetkę APM 25x100 ED - zdjęcie zrobione telefonem przez przyłożenie do okularu lornetki) Kiedy nasyciłem się już widokiem Księżyca skierowałem lornetę na drugą stronę nieba. Wędrowałem od klasyka do klasyka, ale najdłużej penetrowałem okolice Skorpiona. Podczas tych obserwacji zwycięzcą okazała się gwiazda potrójna Ro Ophiuchi, która tak naprawdę znajduje się jeszcze w granicach konstelacji Wężownika. Widok w lornecie znakomity, bardzo dobrze widoczne trzy składniki, rozdzielone w sposób oczywisty. Warunki miejskie pozwoliły mi tylko pomarzyć o dostrzeżeniu znajdującej się tutaj Mgławicy Ro Ophiuchi. Wisienką na torcie był debiut nowego nabytku jakim jest lornetka Orion 2x54. Nad tego typu wynalazkiem zastanawiałem się dość długo. Do finalnej decyzji zmotywował mnie wątek na forum i sporo pozytywnych opinii na Cloudy Nights. Orion w końcu ujrzał nocne niebo i pozwolił mi skanować konstelację za konstelacją. Jeśli macie do dyspozycji nieprzeciętne niebo to powiem jedno - warto. Naprawdę warto mieć pod ręką taki instrument optyczny, bo ilość gwiazd w tak szerokim polu robi wrażenie. Większość niewielkich konstelacji mieści się z zapasem w polu widzenia. Spoglądałem na Lutnię, która wraz z Wegą i innymi gwiazdami niedostrzegalnymi gołym okiem po prostu iskrzyła, był też Łabędź z bogatymi fragmentami Drogi Mlecznej, lecz największe wrażenie zrobił na mnie gwiazdozbiór Skorpiona. Jego widoczny fragment pod względem wielkości idealnie wpasował się w pole widzenia. To tylko i aż powiększenie 2x. Niewiele i tak wiele, by móc na nowo i w zupełnie inny sposób obserwować nocne niebo. Rzecz jasna Orion 2x54 nie pokaże subtelnych DSów, czy też nie rozdzieli gwiazd podwójnych. Pokaże za to konstelacje w szerokim ujęciu pełnym niezliczonych gwiazd o jakim lornetka typu 7-10x może tylko pomarzyć. Oriona zdążyłem już uzbroić w adaptery i filtry by podziwiać Amerykę z Pelikanem, ale na takie widoki muszę jeszcze chwilę poczekać, aż znów uda się dotrzeć na pobliski Folwark. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  6. 27.05.2022, Folwark Sulejewo Im gorsze prognozy tym więcej osób - tak było i tym razem na Folwarku. Do Sulejewa przyjechałem tym razem jako ostatni, a nagrodą za spóźnienie było przywitanie przez sporą liczbę chmur. Te jednak dość szybko przemijały oferując w przerwach nieskazitelne czyste niebo, o którym marzymy prawie codziennie podczas jesiennych deszczowych wieczorów. Tym razem na obserwacje zabrałem wyłącznie lornetkę APM 10x50 ED. Postawiłem na szybki przegląd nieba z ręki co pozwoliło mi na spontaniczne spoglądanie bez planu. Zacząłem od Lutni, gdzie Wega wraz z Double Double wypełniały znakomicie pole widzenia. Zerkaniem było widać także maleńką kropkę w postaci M57, ale z pierścionkiem nie miała ona nic wspólnego. W międzyczasie zerknąłem na ten sam obiekt u Polarisa w jego 8 calowym Newtonie na Dobsonie. Mieliśmy okazję porównać M57 z wykorzystaniem filtra Orion UltraBlock i Astronomik UHC. W tym drugim kontrast był nieco lepszy i mgławica wyglądała po prostu lepiej. Potem spojrzałem jeszcze w teleskopie na Crescent, czyli Mgławicę Rożek (NGC 6888), która dawała obraz pewnego rogalika zawieszonego między gwiazdkami. Widok równie ciekawy, jednak dla małej lornetki niedostępny. Czas wrócić do 10x50. Spojrzałem w stronę Kasjopei, aby namierzyć Gromadę Podwójną w Perseuszu, ale o tej porze roku wygląda ona dość mizernie. Niebo w tej części było zbyt jasne. Za to Galaktyka Bodego (M81) i Cygaro (M82) prezentowały się już całkiem przyzwoicie. Również w kątowej lornecie 100mm, którą przywiózł ze sobą Piotr. Po chwili zauważyłem, że chmury odsłoniły konstelację Skorpiona. Szybko przeskoczyłem w okolice gwiazdy Antares, gdzie bez problemu widoczna była gromada kulista M4 będąca dość sporym powierzchniowo pojaśnieniem, a nieco wyżej M80, która pomimo tego, że jest mniejsza i ciemniejsza to była lepiej widoczna. Potem kolejno padały obiekty takie jak M13 w Herkulesie, M3 w Psach Gończych nieopodal Wolarza, czy też M5 w konstelacji Węża. Trzy bardzo jasne gromady kuliste, które bez problemu pokaże zwykła lornetka 10x50. Widoczne są jako puchate śnieżne kulki, które trudno pominąć. Klasyki, które otwierają drogę do odkrywania kolejnych skarbów nocnego nieba dla każdej początkującej osoby. W Wężowniku zatrzymałem się nieco dłużej. Najpierw była M107, potem M10 i M12. Natomiast w górnej części konstelacji pięknie prezentowała się IC 4665. Jednak najlepszym lornetkowym obiektem w tym rejonie są dwie gromady otwarte - NGC 6633 oraz IC 4756, które mieszczą się w jednym polu widzenia zapewniając niezapomniany widok. Później była też M70 w Strzale i M27 czyli Mgławica Hantle w Lisku, która w 10x50 wyglądała jak specyficzna owalna kulka. Na koniec Polaris pokazał mi swoich 8 calach galaktykę Wieloryb, czyli NGC 4631 razem z NGC 4656. Nieco zmęczony zapamiętałem tylko nazwę Wieloryb, po czym zacząłem szukać na próżno tej konstelacji w SkySafari. Coś jednak mi nie grało, po czym przypomniałem sobie, że przecież Wieloryb jest widoczny dopiero w lipcu, a rok wcześniej polowaliśmy w tym rejonie nawet razem na podwójne podczas pełni. Po powrocie do domu olśniło mnie, że nie chodził mi po głowie żaden Wieloryb, a jedynie Delfin. W każdym razie też ssak, więc było blisko. Tej nocy nie mogłem sobie pozwolić na dłuższe obserwacje i pierwszy wróciłem do domu. Pomimo dość krótkiej sesji przekonałem się po raz kolejny, że dziury między chmurami zapewniają często lepszą przejrzystość niż niejedne bezchmurne noce. Tym bardziej, gdy do pary dodamy dość silny wiatr. Okolice Łabędzia i Lutni aż kipiały niezliczoną ilością gwiazd. To widok dla którego warto zaryzykować wyjazd, nawet gdy prognozy są bardzo niepewne. Kto był na miejscu, na pewno nie żałuje. Do tego w naszym lokalnym gronie powitaliśmy nową osobę, która mam nadzieję zostanie z nami na dłużej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  7. 22.05.2022, Folwark Sulejewo Wilgoć i chłód. Tak przywitało mnie pole w Sulejewie. Przypominało również, że mimo wszystko zbliża się lato. Niebo o godz. 22 było jeszcze na tyle jasne, że musieliśmy sporo odczekać, by zacząć jakiekolwiek obserwacje. W tym czasie spacerowałem po okolicy robiąc od czasu do czasu zdjęcia i czekając aż zapadnie prawdziwa noc, czy też może już wyłącznie biała noc. Obserwacje zacząłem w momencie, gdy Wężownik znajdował się już dość wysoko na niebie. Na sesję zabrałem wyłącznie APM 25x100 ED, którą wycelowałem na start w IC 4665 - przepiękną i rozległą gromadę otwartą w górnej części konstelacji. Następnie mijając malutką mgławicę planetarną NGC 6572 powędrowałem do NGC 6633, czyli kolejnej ciekawej gromady otwartej, która od zawsze przypominała mi swoim wyglądem meandrującą rzekę. Co ciekawe w literaturze zachodniej nazywana jest ona razem z pobliską IC 4756 jako Tweedledum and Tweedledee (dla niewtajemniczonych są to postacie fikcyjne m. in. z Alicji w Krainie Czarów), jednak dla mnie to skojarzenie jest zupełnie niezrozumiałe. Jako ciekawostkę dodam, że co niektórzy na NGC 6572 mówią jeszcze Captain Hook Cluster. Wracając do widoków - muszę przyznać, że są to obiekty bardzo zjawiskowe, znakomicie widoczne i warto na nie spojrzeć przez każdą lornetkę. Z każdą minutą na niebie Skorpion wznosił się wyżej i wyżej, więc zapolowałem na gromadę kulistą M4, która była widoczna, lecz bez rewelacji. Pojawiła się raczej jako delikatne pojaśnienie wraz z Antaresem w jednym polu widzenia. W pobliżu była jeszcze gromada kulista M80, która z racji tego że jest położona wyżej nad horyzontem zaczęła pokazywać swoją ziarnistość przy krawędzi. Górne części konstelacji Skorpiona to istne bogactwo ciekawych gwiazd. Na początek wystarczy spojrzeć na wysoko zlokalizowaną gwiazdę β Sco, czyli Acrab. Przepiękna gwiazda podwójna, która w lornecie 25x100 jest do rozdzielenia bez najmniejszego problemu. Zaraz obok mamy ω1 i ω2 Scorpii, które można dostrzec pod dobrym niebem już gołym okiem, a na lewo widoczna jest jeszcze gwiazda Jabbah, która w istocie jest gwiazdą wielokrotną. I te wszystkie wymienione obiekty ujrzymy w jednym polu widzenia lornetki. Czy może być lepszy widok podczas majowych nocy? Warto jeszcze na chwilę wrócić do ostatniej gwiazdy (Jabbah, ν Sco), która w istocie składa się aż z 7 składników, z czego 4 z nich są widoczne w teleskopie, a w niewielkiej lornetce dostrzeżemy 2 gwiazdy - jaśniejsza tworzy w rzeczywistości układ poczwórny, a słabsza układ potrójny. Wszystkie one związane są ze sobą grawitacyjnie. Takie zestawienie robi wrażenie, tym bardziej że wizualnie widok jest naprawdę zjawiskowy. Po Skorpionie powróciłem jeszcze do Wężownika, aby zobaczyć M107, M10 i M12 - trzy dobrze widoczne gromady kuliste, a następnie zainspirowany pewnym wątkiem na forum za cel obrałem sobie porównanie wizualne gromad M5 w Wężu i M13 w Herkulesie. Dane podają, że pierwsza z nich posiada jasność 5,65 mag przy rozmiarze 23 minut kątowych, natomiast druga to odpowiednio 5,78 mag i 20 minut kątowych. Jak to ma się w praktyce podczas obserwacji lornetką? Otóż to Gromada Herkulesa jest zdecydowanie jaśniejsza i sprawia wrażenie większej. Chociaż dane nie kłamią to zapisane w pamięci spostrzeżenia tylko się potwierdziły. Na taki odbiór znaczenie ma też zapewne położenie obiektów, a to Herkules znajduje się o tej porze blisko zenitu. Sesję zakończyłem wędrując bez celu po niebie od Łabędzia po Pannę, po czym obiektywy lornetki zaczęły mocno parować. Wilgoć znów dała o sobie znać i tym razem wygrała, choć może to i dobrze, gdyż zarywanie nocy w niedzielny wieczór to nic dobrego, szczególnie gdy następnego dnia trzeba rano wcześnie wstać. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  8. 18.05.2022, Mosina Wiosenne obserwacje przeminęły bez żadnej relacji. Sytuacja sprawiła, że nieustannie brakowało chęci do pisania i pomimo kilku prób okazywało się, że wypalenie było silniejsze. Tymczasem nadszedł maj i ostatnie prognozy po pełni Księżyca wydawały się obiecujące. Spakowany sprzęt już czekał, aby udać się pod wiejskie niebo na Folwark, jednak ostatecznie wszyscy zainteresowani zrezygnowali z wyjazdu i pozostało mi delektować się podmiejskim niebem na miejscu. Uszykowałem lornetę APM 25x100 ED na montażu i wycelowałem w Lutnię. Już po kilku sekundach wiedziałem, że będą to dobre obserwacje. Przejrzystość była znakomita, a warunki lepsze niż mogłem się spodziewać w takiej lokalizacji. Można było tylko pomarzyć co oferowało tej nocy niebo w pobliskim Sulejewie. Było już po godzinie 22. Szybko zamocowałem do okularów dodatkowe odcinające boczne światło muszle oczne Bino Bandit i zacząłem surfowanie po niebie. Na początek Wega i mieszczący się w jednym polu widzenia Double Double. Epsilony w Lutni od czasu do czasu majaczyły ukazując swoje 4 składniki, jednak ich rozdzielenie było na granicy percepcji i lepiej widoczne przy Epsilon-1. Chwilę później byłem już przy gromadzie Stephenson 1 znanej też jako Gromada Delty Lutni. Jej kolory były wyraźne i nasycone. Główny składnik błyszczał w pomarańczowym odcieniu nadając estetyki dla całego obrazka. Obiekt ten nabiera charakteru dopiero w szerszej perspektywie i lornetka jest tu znakomitym instrumentem. Pozostając w Lutni nadszedł czas na M57. Ten niewielki obiekt prezentował się niczym zawieszony w przestrzeni pomiędzy gwiazdami pierścionek, na który spoglądając zerkaniem można było dostrzec przyciemnienie w centralnej części. Tło jak zwykle bogate w niezliczone gwiazdy stanowiące idealne otoczenie. W międzyczasie zawędrowałem jeszcze do gromady kulistej M56, będącej słabym pojaśnieniem. Następnie przyszła pora na przywitanie z gwiazdozbiorem Łabędzia, gdzie skanowałem obszar za obszarem przed dłuższy czas. Była przepiękna gwiazda podwójna Albireo, charakterystyczna gromada M29, czy też dobrze znane Omikron i Omega Cygni. Zerkaniem udało się także wypatrzeć wschodnią część mgławicy Veil, ale był to widok raczej mało spektakularny na granicy jakiejkolwiek widoczności. Odwiedziłem też gromadę M39, po czym skierowałem lornetę bliżej zenitu. Herkules to oczywiście M13 i M92. Obydwie widoczne bardzo dobrze, przy czym pierwsza z nich na obrzeżach miała już zauważalną ziarnistość. Im dłuższe było wpatrywanie i zerkanie tym pojedynczych gwiazd pojawiało się więcej. Nim się obejrzałem była już prawie północ, dwie godziny obserwacji zleciały bardzo szybko. Na zakończenie tej sesji zawędrowałem jeszcze w okolice wschodzącego Orła, a następnie odbiłem do konstelacji Strzały, aby popatrzeć na M71 i M27 - świetnie widocznej Mgławicy Hantle w Lisku, która w lornecie 25x100 prezentowała się jak w niewielkim teleskopie. Powoli zbliżał się czas, aby kończyć obserwacje. Świadomie nie nawigowałem po innych obszarach nieba - na lokalnej miejscówce to właśnie te rejony mam najlepiej widoczne. Z drugiej strony nie miałem nawet chęci na nietuzinkowe obiekty. Spoglądałem po prostu na klasyki, które przypomniały mi jak piękne i na wyciągniecie ręki jest bezkresne nocne niebo nad naszymi głowami. Dzięki temu znów zapaliła się we mnie wewnętrzna iskra, która dała solidnego kopa i motywację, aby korzystać z bezchmurnego nieba tak często jak to tylko możliwe. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - ) ps. zdjęcia pochodzą z marcowej sesji obserwacyjnej do której nie powstała relacja, a szkoda by przepadły
  9. 23.02.2022, Folwark Sulejewo Początek roku to totalna rotacja sprzętowa. Najpierw do rąk wpadła po raz kolejny lorneta APM 28x110, która tym razem została zakupiona na giełdzie niemieckiej. Egzemplarz wyjątkowo udany, bez jakichkolwiek wad, do tego idealna kolimacja. Lornetą cieszyłem się dość krótko, gdyż w międzyczasie pojawiła się na giełdzie APM 25x100 ED, o której zawsze myślałem. I tak chwilę później pod młotek powędrował cały mój posiadany sprzęt, czyli DO Extreme 15x70 ED, DO Extreme 10x50 ED z filtrami OrionUltraBlock 1,25”, APM 28x110 i statyw Slik Pro 700 DX z głowicą Benro S6. W zamian pojawiła się lorneta APM 25x100 ED, a żeby było śmieszniej dołączyła do niej APM 10x50 ED, którą udało mi się kupić na giełdzie dwa dni później. Jeśli chodzi o montaż to wybór padł na statyw Manfrotto 475b z głowicą Manfrotto 502 ah. Niestety musiało minąć trochę czasu zanim udało mi się dotrzeć pod wiejskie niebo i przetestować nowe nabytki. W końcu nastała korzystna aura i tak oto zjawiłem się na lokalnym podpoznańskim folwarku. Obserwacje opierały się w zasadzie tylko na klasykach w 25x100 ED, obcowaniu z nowym polem widzenia i odkrywaniu obiektów w innym, nieznanym dotąd powiększeniu. Do tego miałem dobrze zapisane w pamięci widoki z 28x110, więc był ciekawy punkt odniesienia. Pierwsze co urzeka w lornecie APM 25x100 ED to czystość estetyczna obrazu. Jest on bardzo kontrastowy i czuć tutaj różnicę względem APM 28x110. Pierwsze światło w stronę M42 w Orionie wywołało wewnętrzne „wow”. Jeśli chodzi o widoki gwiazd to myślę, że zarówno 25x jak i 28x pokazują je na takim samym poziomie jeśli chodzi o punktowość, czy też ogólnie opisywaną „ostrość”. Kolory są jednak nieco bardziej nasycone w wersji 25x ED. Czy jednak różnica między 25x a 28x w powiększeniu jest zauważalna? Patrząc na liczby to niby niewiele, ale w praktyce to dość sporo. Wystarczy spojrzeć na Plejady. W przypadku 25x mieszczą się one całe w polu widzenia, jest to nadal lornetkowy widok. Spoglądając na nie przez 28x nie widzimy już charakterystycznego kształtu, doświadczamy widoku bardziej teleskopowego, w którym M45 po prostu nie mieści się cała w polu widzenia. Można śmiało napisać, że lorneta 28x110 to widoki zbliżone do niewielkiego teleskopu, podczas gdy 25x100 zapewnia wciąż lornetkową perspektywę. Różnica jest też wyraźna w obserwacji planet i tutaj na korzyść będzie 28x, która pozwoli wyłuskać już więcej detalu i struktury na tarczy planety. Podobnie jeśli chodzi o Księżyc - to w 28x zobaczymy nieco więcej szczegółów, jednak kosztem aberracji chromatycznej, która na krawędziach będzie już zauważalna. Jako ciekawostkę dodam, że jakiś czas wcześniej udało mi się śledzić w APM 28x110 przelatującą ISS - powiększenie było już fajne, niestety jasność stacji spowodowała, że widziałem wyłącznie przelatujący fioletowy placek. Do tego typu obiektów zdecydowanie lepiej sięgnąć po lornetę ED. Gabarytowo lorneta APM 25x100 ED jest wciąż zgrabna i poręczna, czyli po prostu mobilna na zasadzie „grab & go”. Bardzo łatwo i szybko zamontujemy ją na statywie. Co innego APM 28x110 - to już mały potwór i przez zdecydowanie większe tubusy jej rozmiar robi wrażenie. Co prawda daleko jej do słynnej TS Marine 28x110, ale to wciąż duża lorneta. Co ciekawe wagowo wersja 25x100 ED waży podobnie co jej większa koleżanka APM 28x110. Wersja 25x100 bez ED jest zdecydowanie lżejsza. Kilka słów o montażu. Manfrotto 475b to już pewien luksus. Po pierwsze - wysokość. Blisko 190 cm po rozłożeniu pozwala na stojąco obserwować obiekty na dowolnej wysokości. Po drugie - korba. W końcu nie trzeba ręcznie podnosić, czy też obniżać kolumny centralnej, aby zmienić wysokość położenia lornety. O ile z małym gabarytem typu 10x50 sprawa jest bezproblemowa, tak z wagą 25x100 robi się mała siłownia. Dopełnieniem zestawu jest głowica Manfrotto 502 ah - żadnych luzów, drgań, czy też przeciążenia. Lorneta leży pewnie i stabilnie, operuje się płynnie w dowolnym kierunku, co stanowi niezastąpiony komfort podczas obserwacji. Wracając do obserwacji - jak już wspominałem podczas tej sesji obracałem się głównie po klasykach sprawdzając możliwości sprzętu. Plejady, gromady w Woźnicy, skarby Oriona, gromady w Perseuszu, czy też Kasjopei - to tylko niektóre obszary, po których dane mi było wędrować. Na poszczególne opisy obiektów przyjdzie jeszcze pora. Tym razem po prostu nabywałem wprawy w manewrowaniu i sprawnym celowaniu w obiekty. Tej nocy utwierdziłem się w przekonaniu, że wymiana lornetek Delty Optical Extreme ED na APM ED to był dobry krok na przód. W zasadzie lorneta APM 25x100 ED to już wisienka na torcie i „chyba” na chwilę obecną w pewien sposób sprzęt docelowy jeśli chodzi o lornety proste. Bo co jak co, ale lepszej jakościowo 25x100 na rynku chyba już nie ma? Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  10. 07.01.2022, Folwark Sulejewo Minęło dokładnie 3 miesiące odkąd po raz ostatni byłem pod ciemnym niebem w Sulejewie. Jesień nie była łaskawa - ciągle chmury, chmury i jeszcze raz chmury. Nadzieja jednak umiera ostatnia i tak oto zjawiliśmy się z kilkoma osobami w czwartkowy wieczór na naszym niezastąpionym polu w towarzystwie zimowych konstelacji. Warto było czekać na takie warunki. Niewielki mróz, delikatny powiew wiatru i przejrzystość po sam horyzont ukazująca kilka gwiazd rzadko spotykanych konstelacji. Na tą noc miałem kilka celów, głównie mgławicowych. Na pierwszy rzut Mgławica Płomień. Skierowałem 15x70 w stronę Pasa Oriona, potem bliżej Alnitak i bach, jest. NGC 2024 widoczna z delikatnym ciemnym przecięciem zaraz na godzinie 10, blisko przy gwieździe. Szybko poszło, pomyślałem. Będąc w tej okolicy zaliczyłem jeszcze M78, która była wyraźną, lecz niewielką puchową poświatą. Chwilę potem wędrowałem już w okolicy Syriusza odwiedzając klasyki takie jak M50, czy też M41, która oferowała jak zawsze pełen kosz wysypujących się gwiazd. Pozostając w konstelacji Wielkiego Psa zjechałem do gwiazdy Wezen, aby potem odbić do NGC 2354 i następnie wyżej do nietuzinkowej pary gwiazd zwanej Zimowe Albireo. Nazwa trafna, gdyż ten układ podwójny bardzo przypomina letnie Albireo z Łabędzia. 145 CMa to obrazek bardzo plastyczny dla oka, także jeśli dysponujecie lornetką 15x70 i większą warto tutaj zajrzeć podczas zimowych obserwacji. Jeszcze niżej odwiedziłem gromady CR 132 i CR 140, a potem odbiłem do Rufy, aby odnotować M93. Niewielka gromada otwarta, która w jednym polu razem z wierzchołkiem konstelacji stanowi bardzo ciekawy kadr. Czas na Plejady. Niestety, tej nocy M45 nadal bez widocznej Mgławicy Merope. Skoro w takich warunkach i na takiej wysokości nie sposób jej dostrzec w 15x70 to chyba jej widoczność zależy jeszcze od innych czynników zwanych po prostu szczęściem. Może następnym razem. Przy okazji odwiedziłem gromady w Woźnicy, a także M33 i M31. Sezon na dobrą widoczność tej ostatniej mamy już za sobą. Pora na lornetkę 10x50 uzbrojoną w filtry Orion UltraBlock. Cel numer jeden - Mgławica Głowa Małpy. No to Orion, Betelgeza, potem wyżej i wyżej aż mgławica sama wpada w pole widzenia. NGC 2174 była bardzo dobrze widoczna, wewnątrz zauważalna na pewno jedna jasna gwiazda. Od razu dodam, że jest ona również do zobaczenia w 10x50 bez filtrów, co potwierdziłem jeszcze tej samej nocy. Przyszła pora na obiekt, który w zeszłym sezonie pozostawał dla mnie nieuchwytny. Mgławica Kalifornia, czyli NGC 1499. Konstelacja Perseusza zlokalizowana była tej nocy dość wysoko, także obserwacje z wykorzystaniem statywu odpadały. Nie pozostało nic innego jak spojrzeć w górę z lornetką w dłoniach i powędrować wśród konkretnych gwiazd, aby po chwili ujrzeć delikatną smugę ciągnącą się przez spory obszar pola widzenia nad gwiazdą Menkib. Kalifornia była dość dobrze widoczna jako subtelne pojaśnienie, podłużny owal wybijający się z tła, z jednej strony zdecydowanie szerszy. Spojrzenie na atlas nieba potwierdziło to co widziałem, rozłożenie gwiazd i mgławicy się zgadzało. W mojej ocenie NGC 1499 była widoczna tej nocy przede wszystkim dzięki swojemu położeniu blisko zenitu, a także za sprawą wyjątkowo dobrych warunków na niebie. Te dwa elementy w połączeniu z dobrą lornetką o sporym polu widzenia i filtrami dały owocne rezultaty. Kolejny obiekt to Mgławica Rozeta w gwiazdozbiorze Jednorożca, która była w zasadzie formalnością. NGC 2237 w polu widzenia lornetki 10x50 aż puchła. Znakomicie widoczna, wyraźna, wręcz jasna chmura. Bez filtrów w takim wydaniu niestety niemożliwa do zobaczenia. Dostrzeżemy wtedy głównie gromadę znajdującą się wewnątrz, czyli NGC 2244 i lekką poświatę mgławicy. Będąc w tych rejonach postanowiłem zapolować jeszcze na Mgławicę Mewa. IC 2177 to dość trudny obiekt, do tego nisko położony. Jednak prosty do zlokalizowania ze względu na bliskość Syriusza. Penetrując ten obszar od razu zauważyłem spore pojaśnienie będące tzw. głową Mewy, a nieco niżej delikatną smugę na granicy percepcji - podłużny obszar był raz lepiej, raz gorzej widoczny, jakby poprzecinany ciemniejszymi obszarami. Co mnie zaskoczyło to wielkość całej mgławicy - zajmowała dość duży fragment pola widzenia. Na zakończenie sesji padło jeszcze sporo klasyków w 10x50. M42 po prostu świeciła, M35 była wypełniona niezliczoną ilością gwiazd, Hiady błyszczały niczym diamenty, a pobliskie NGC 1647 i NGC 1746 nie stanowiły najmniejszego problemu dla lornetki. Również M1, czyli Mgławica Krab dawała o sobie znać jako maleńka kulka wyłaniająca się wśród gwiazd. Wisienką na torcie była konstelacja Raka z gromadą otwartą M44 zwaną Żłobek, czy też Ul. Otoczona przez trzy charakterystycznie ułożone gwiazdy w trójkąt pozwalała cieszyć oko przez dłuższy czas. Noc jakich mało. Poprzeczka postawiona naprawdę wysoko. Nie wiem, czy jeszcze tej zimy ujrzę tak dobre nocne niebo, ale jeśli tylko nadarzy się okazja - znów zagoszczę na Folwarku. W końcu kto nie chciałby po raz drugi zobaczyć Mgławicy Kalifornia? Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  11. 03.12.2021, Mosina Jesień to ciężki czas dla miłośników obserwacji astronomicznych. Permanentne zachmurzenie potrafi mocno zniechęcić, tym bardziej jeśli na horyzoncie brak jakiegokolwiek światełka w tunelu. Tak było przez większość października i w zasadzie cały listopad. Im bliżej grudnia tym na około coraz głośniej było o komecie C/2021 A1, zwanej Leonard. Nad ranem 3 grudnia kometa miała znajdować się w jednym polu widzenia z gromadą kulistą M3, co stanowiło nie lada gratkę dla wszystkich zainteresowanych. Kadr ten był bardzo kuszący gdyby nie dwie istotne kwestie: pogoda i godzina obserwacji. Ku mojemu zdziwieniu już kilka dni wcześniej prognozy dawały nadzieję na niewielkie przejaśnienia 3 grudnia nad ranem, ale ostatecznie było jakieś 50% szans na dobre warunki. Nie pozostawało nic innego jak nastawić budzik na godzinę 3:00 i sprawdzić co się dzieje na niebie. Niestety, gdy się przebudziłem niebo było pokryte po horyzont gęstą warstwą chmur. Kolejna szansa za godzinę… i w zasadzie już nie usłyszałem budzika, tylko sam się ocknąłem kwadrans po 4. Jakaś siła wyższa wiedziała co robi wybudzając mnie leniwie ze snu, niebo było czyste z każdej stron. 10 minut później stałem już z lornetką przy polu i podziwiałem skarby nocnego nieba… Przywitał mnie zjawiskowy bolid, który sunął w dół z okolic gwiazdozbioru Lwa praktycznie po sam horyzont. Do tego przyjemne -5, lekki powiem arktycznego powietrza i ta jedna myśl: udało się, warto było się poświęcić. Niebo było obłędne, krystalicznie czyste, gwiazdy iskrzyły jak opętane, żadnej chmury aż po horyzont. Tylko rozłożenie konstelacji jakieś nietypowe, bardziej wiosenne niż zimowe, gdyż zobaczyć Wolarza w grudniu to już prawdziwe poświęcenie. Pierwsze spojrzenie lornetką 10x50. Wycelowałem w Arktura i powędrowałem wyżej. M3 bez problemu wskoczyła w pole widzenia, a wraz z nią kometa, która prawie zlała się w jedną całość z gromadą kulistą. Muszę szczerze przyznać, że widok w 10x50 nie był spektakularny, kometa była w zasadzie delikatnym pojaśnieniem bez szans na zobaczenie warkocza. Wizualnie była też mniejsza niż sama gromada, więc o obserwacjach nieuzbrojonym okiem można było zapomnieć. Co innego w 15x70, tutaj Leonard nabrał już charakteru, a zerkaniem udało się wydobyć cieniutki ułożony w pion warkocz. Kometa była wyraźnie oddzielona od gromady, ale jej jasność nadal była niewielka. Co ciekawe w ciągu niecałej godziny można było zauważyć jej delikatne przesunięcie względem M3, a cały ten widok w wyjątkowym klimacie. Cisza, spokój i osobiste obcowanie z szeptami kosmosu. Poza kometą spojrzałem jeszcze na triplet Lwa, gdzie udało się zobaczyć M65, M66 oraz NGC 3628. Potem cofnąłem się na chwilę do M53, a przy okazji spojrzałem na rozległą Melotte 111 w gwiazdozbiorze Warkocza Bereniki. Jednak to nie te obiekty wywołały uśmiech od ucha do ucha. Po drugiej stronie nieba czaił się Orion, którego przywitałem po raz pierwszy w tym sezonie. Charakterystyczne pociemnienie przy mgławicy M42 potwierdziło bardzo dobre warunki tej nocy. Podziwiając Trójkąt zimowy spojrzałem na Syriusza, a nad nim na przepiękną gromadę M50. Potem były jeszcze Plejady, gromady w Woźnicy z M36 na czele, przepiękna M35 w Bliźniętach, a wisienką na torcie była Gromada M44 zwana Ul w Raku, którą była bez problemu widoczna gołym okiem, a w 10x50 wręcz wylewała się we wszystkie strony w polu widzenia. Kometa zaliczona, a zimowa aura z Orionem zawitała, w końcu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  12. 08.10.2021, Folwark Sulejewo Miał być zlot w Zatomiu, a było spotkanie w Sulejewie. Niestety tego wieczoru nie udało mi się dojechać na długo wyczekiwaną forumową nockę. Kilka spraw się skomplikowało i finalnie pojechałem na pobliski Folwark, gdzie ku mojemu zaskoczeniu była naprawdę spora ekipa. Niebo było wyśmienite, widoczna Droga Mleczna, dobra przejrzystość, zero wilgoci. Można było z powodzeniem polować na jesienne smaczki. Moim głównym celem tej nocy były dwie mgławice - Ślimak i Czaszka. Zacząłem jednak od „słabizn” w okolicy Liska. Najpierw NGC 6830. W lornetce 15x70 to bardzo mała gromada otwarta, wymaga nieco więcej skupienia aby ją namierzyć i zidentyfikować. Trochę lepiej jest z pobliską NGC 6823 - mam wrażenie że była trochę lepiej widoczna, być może przez swój kształt. Po jakimś czasie skierowałem lornetkę w stronę NGC 7293 w konstelacji Wodnika. Odsłonięty horyzont pozwolił z łatwością nawigować po gwiazdach, aż w końcu dotarłem do Helix Nebula lub jak kto woli Mgławicy Ślimak. Była widoczna zerkaniem jako pojaśnienie. Gdy założyłem filtry Orion UltraBlock to wskoczyła od razu w pole widzenia jako dość spora jasna plama. Trudno było wydobyć jej słabszą, kontrastową centralną część, coś tam majaczyło. Niestety to nie ta apertura i powiększenie, aby delektować się strukturami. Nie mniej jednak mgławica z filtrami wyraźnie widoczna. Następnie udałem się do gwiazdozbioru Wieloryba w poszukiwaniu NGC 246. Mgławica Czaszka, czyli Skull Nebula to obiekt dość trudny do zaobserwowania w niewielkiej lornetce. Bez filtrów w zasadzie nie widziałem nic, nawet zerkaniem. Dopiero z filtrami udało się dostrzec bardzo słabą niewielką mgławicę. Zapewne pod bardzo ciemnym niebem obiekt ten jest o wiele łatwiejszy, jednak tej nocy na nic więcej liczyć nie mogłem. Potem było kilka klasyków takich jak m. in. Plejady z wciąż niewidoczną mgławicą Merope, Gromada Podwójna w Perseuszu, czy też Galaktyka Trójkąta M33. W tej okolicy zatrzymałem się na dłużej, gdyż znajduje się tutaj przepiękna gromada otwarta NGC 752. W polu widzenia lornetki 15x70 wypełnia spory obszar, a zlokalizowane na jej krawędzi dwie jasne gwiazdy dodają uroku całemu widokowi. Będąc przy Andromedzie nie sposób pominąć M31. Tej nocy galaktyka wręcz świeciła swoim blaskiem. Pokazała się w pełnej klasie w rozmiarze i jasności na jaki czeka się z utęsknieniem. Bardzo dobrze widoczna była również M110 powyżej, a także M32 zlokalizowana poniżej jądra M31. Tutaj dość łatwo pomylić ją z gwiazdą, ale pomaga atlas - galaktyka jest po środku charakterystycznego trójkąta, którego wierzchołki stanowią widoczne gwiazdy. W międzyczasie spojrzałem jeszcze na Galaktykę Andromedy w stojących obok 10 calach - widok w takiej aperturze to już inny typ obserwacji, szczególnie gdy widać jej ciemniejsze i jaśniejsze obszary przy ramionach spiralnych. Całe obserwacje zleciały dość szybko. Ilość osób na polu, ciekawe rozmowy i interesujące testy sprzętowe to tylko niektóre atuty tego typu spotkań. Łącznie było nas około 10 osób co wcześniej zdarzyło się chyba tylko raz - podczas ubiegłej zimy przy -20 stopniach Celsjusza. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  13. 10.09.2021, Folwark Sulejewo Kolejny piątek z idealną pogodą - lepiej być nie może. Jak tylko dostałem informacje od chłopaków, że na miejscu jest „igła” zacząłem pakowanie sprzętu. Na miejscu pojawiłem się ostatni i od razu pojawił się problem z zaparkowaniem, gdyż tej nocy było nas na polu naprawdę sporo. Znakomita przejrzystość podpowiedziała mi jedno - czas na noc z 10x50 i filtrami Orion UltraBlock. Lornetki 15x70 nawet nie zabrałem, chciałem na spokojnie pomęczyć przede wszystkim obiekty mgławicowe. Ciepła wrześniowa noc, zero wilgoci i rozgwieżdżone niebo - połączenie wyborne. Zanim zamontowałem filtry spojrzałem na ciemną mgławicę E, czyli Barnard 142 i Barnard 143. Zarys litery był bez problemu widoczny, a lśniący obok Altair dodawał uroku. Potem Barnard 168 w Łabędziu. Widok jeszcze lepszy, mgławica zdecydowanie rzucała się w oczy, a jej podłużny kształt wypełniał spory obszar pola widzenia. Po zamontowaniu filtrów zerknąłem w kierunku NGC 281 i… Wow. Oddałem pokłony pogodzie, dopiero tej nocy zobaczyłem co potrafią filtry w sprzyjających warunkach. Ostatnio również widziałem Pacmana, ale teraz on po prostu świecił. Potem przelot w kierunku IC 1805 i IC 1848. Serce i Dusza widoczne lepiej niż podczas ostatniej sesji - teraz ta para była jeszcze bardziej wyraźna, wręcz oczywista. Chciałem spróbować sił z mgławicą Kalifornia, ale to jednak jeszcze nie ta wysokość na niebie - będę wracać w te okolice w ciągu najbliższych kilku miesięcy, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Przyszła pora na mgławicę Welon, ale jej położenie praktycznie w zenicie nie sprzyjało obserwacjom przy pomocy lornetki. Pomęczyłem się chwilę ze statywem, kręgosłup prawie odmówił posłuszeństwa, aż w końcu obecny na miejscu Tomek wpadł na pomysł, aby wykorzystać jego turystyczne krzesełko. Ku mojemu zaskoczeniu podczas siedzenia miało ono zbliżony format do leżaka… Jak zmienił się komfort obserwacji możecie się tylko domyślać. W pozycji pół leżącej spojrzałem na Veila i… O kurde. Czy ja na pewno widzę cały kompleks mgławicy? Pętla Łabędzia w jednym polu widzenia podczas obserwacji wizualnych to dla mnie rzadkość, a raczej coś niespotykanego. Tymczasem poza częścią wschodnią widziałem wyraźne pojaśnienie w centralnej części, a zachodni fragment świecił jako delikatna podłużna nić zahaczająca o gwiazdę 52 Cyg. Trójkąt Pickeringa, czyli centralny obszar mgławicy widziałem jakiś czas temu w Newtonie 8”, także dostrzeżenie tego obszaru jako pojaśnienie w lornetce było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Spoglądałem tutaj przez dłuższy czas chcąc nabrać pewności, że nic mi się nie wydaje. W końcu mogłem potwierdzić - widzę część wschodnią, centralną i zachodnią Veila. Przyszedł czas na mgławicowy finał tej nocy - Ameryka Północna. Jeśli poprzednie widoki wieczoru wprawiały mnie w zachwyt, to widok NGC 7000 po prostu spowodował tzw. opad szczęki. Całe pole widzenia w lornetce było wypełnione jaśniejszymi i ciemniejszymi obszarami - mgławica aż kipiała swoim blaskiem, jej zarys był widoczny nie tylko w okolicy tzw. zatoki, ale także w innych miejscach. Dopiero położenie tego obiektu w okolicy zenitu dodało potężnego kopa jeśli chodzi o jakość obrazu i detal, ale nie bez znaczenia były tutaj też panujące tej nocy warunki. Muszę mocno zaktualizować swoją wizualizację dotyczącą tego obiektu w lornetce - to już nie jest zwykłe pojaśnienie tła. Pod koniec sesji spojrzałem jeszcze na Alpha Persei Cluster, gromadę Sól i Pieprz (czyli M52), a wisienką na torcie były Plejady, które każdej nocy nabierają rozpędu wznosząc się na nocnym niebie coraz wyżej i wyżej. Aby dodać nieco klimatu do kadru podszedłem pod rosnące wzdłuż drogi drzewa - w polu widzenia widziałem teraz nie tylko siedem sióstr, ale także znajdujące się na pierwszym planie nietuzinkowe gałęzie, które w sposób wręcz epicki dodały estetyki do całej kompozycji powodując jeszcze większe wzmocnienie efektu 3D - takie widoki to ja po prostu uwielbiam. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  14. 02.10.2021, Folwark Sulejewo Wyczekiwane pogodne noce w końcu się pojawiły, a razem z nimi nadszedł październik. Tym razem na Folwarku rozstawiliśmy się w głębi pola, a nie jak zazwyczaj przy głównej drodze. Nowa miejscówka położona jest na niewielkim obniżeniu terenu, dzięku czemu udało się wyciąć oślepiające światła z oddali. Dodatkowo zyskaliśmy pełen dostęp do północnej części nieba, co wcześniej stanowiło nie lada wyzwanie ze względu na znajdujące się w pobliżu śródpolne zadrzewienia. W moim odczuciu ta lokalizacja jest znacznie lepsza, nawet pomimo minimalnie gorszego dojazdu. Na obserwacje przyjechałem bez żadnego przygotowania, po prostu chciałem popatrzeć na losowe obiekty, ot tak. Zacząłem od Gromady Dzika Kaczka. Konstelacja Tarczy jest już dość nisko, dlatego M11 specjalnie nie zachwycała. Mimo to w lornetce 15x70 można było dostrzec jej charakterystyczny kształt, była bardzo jasna. Na chwilę odbiłem jeszcze w okolice Wężownika do gromad IC 4665, potem IC 4756 i do mojej ulubionej w tej okolicy NGC 6633 - zawsze urzeka mnie jej nietuzinkowy podłużny kształt. Popatrzyłem jeszcze przez chwilę na okolice gwiazdy Altair i odbiłem na drugą część nieba. Tam ukazały się już dość wysoko Plejady. Powoli zaczyna się sezon na M45, więc chciałem spróbować dostrzec Mgławicę Merope, czyli NGC 1435 w okolicy gwiazdy o tej samej nazwie. Zainspirowany kilkoma postami i doniesieniami na forach, że mgławica jest widoczna nawet w 10x50 postanowiłem na nią zapolować z 15x70. Niestety bezskutecznie. Być może obiekt wciąż jest za nisko? Rok temu również nie udało mi się zobaczyć ani razu mgławicy. Broni nie składam, z pełną adaptacją wzroku będę tu wracać regularnie podczas kolejnych sesji. Skoro Łabędź jeszcze wysoko to wyciągnąłem lornetkę 10x50 z filtrami. Chciałem sprawdzić raz jeszcze, czy aby na pewno widać Trójkąt Pickeringa w Mgławicy Welon. Tym razem obok mnie obserwował Polaris, więc liczyłem rownież na jego potwierdzenie widoczności tej ulotnej mgiełki. Przejrzystość nie była tak dobra jak ostatnio, ale pojaśnienie definitywnie majaczyło w tej lokalizacji. Przy dłuższej adaptacji wzroku wyskakiwał raz po raz nawet podłużny delikatny kształt. Widoczność Trójkąta potwierdził Polaris. Dostrzeżenie tego fragmentu w lornetce 10x50 traktuję jako spore osobiste osiągnięcie w obserwacjach wizualnych niewielką lornetką, gdyż nie oszukujmy się - jest to dość niewielki, a zarazem trudny i wymagający element mgławicy. Dla pewności spojrzałem jeszcze na ten obszar bez filtrów, aby upewnić się czy nie ma tam niczego, co mogłoby zakłócać odbiór - nic z tych rzeczy. Przy okazji wskoczyła mi w pole widzenia dość owalna i charakterystyczna gromada NGC 6940. Potem błąkałem się znów z filtrami, tym razem w okolicy gwiazdy Sadr delektując się jaśniejszymi i ciemniejszymi obszarami, które robiły wyglądały bajkowo. Odbijając do Deneba spojrzałem na Mgławicę Ameryka Północna - ta po raz kolejny prezentowała się jako wyraźnie odcięty od tła obszar. Postanowiłem znów ściągnąć filtry z 10x50. Spojrzałem raz jeszcze w kierunku NGC 7000 i bach! Jest! Delikatny zarys widoczny bez filtrów. Wiedząc czego możemy się spodziewać z filtrami przy tego typu obiektach dość łatwo możemy je dostrzec i bez nich. Choć muszę przyznać, że jeszcze rok temu sprawiało mi to spory kłopot. Na zakończenie sesji spojrzałem jeszcze na Alpha Persei Cluster, Gromadę Podwójną w Persueuszu, Stock 2, czy też przepiękne Hiady, które coraz śmielej wkraczają na nocne niebo zwiastując nadejście chłodniejszych dni. Orion coraz bliżej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  15. 03.09.2021, Folwark Sulejewo Druga pogodna noc z rzędu, do tego w piątek. Nawet się nie zastanawiałem czy jechać - po prostu spakowałem sprzęt i czym prędzej udałem się na pobliski Folwark. Na miejscu był już Polaris, który swoimi 8 calami rozkładał na czynniki pierwsze Jowisza i Saturna. Ten drugi wyglądał jak z obrazka - detal aż wylewał się z okularu. Razem ze mną przyjechał jeszcze Maciej. Zgodnie stwierdziliśmy, że poprzednia noc była lepsza jeśli chodzi o przejrzystość, ale mimo wszystko Droga Mleczna i tak prezentowała się bardzo dobrze. Po jakimś czasie dojechał jeszcze Wojtek z refraktorem uzbrojonym w nasadkę bino. Obserwacje zacząłem od południowego nieba, tam czekały znów gromady otwarte w okolicy Woźnicy, a zaraz poniżej Orła „Dzika Kaczka”, czyli M11. W pobliżu zerknąłem jeszcze na gromadę kulistą NGC 6712, jednak była ona tylko delikatnym pojaśnieniem. Potem była m. in. M71 w Strzale i słynna Mgławica Hantle M27, która jeszcze lepiej wyglądała, gdy założyłem do lornetki 15x70 filtry Orion UltraBlock. Następnie odbiłem do Mgławicy Pierścień w Lutni, ale zanim tam dotarłem zahaczyłem o M56. „Pierścionek”, czyli M57 to obiekt raczej mały zachwycający w niewielkiej lornetce, jednak bez problemu do dostrzeżenia. Wystarczy zestawić gwiazdy widoczne w polu wiedzenia z atlasem i z łatwością zlokalizujemy ten niewielki krążek unoszący się w przestrzeni. Potem odbiłem do M15 i M2 po wschodniej stronie nieba, aż dotarłem do obiektu westchnień każdej osoby zaczynającej przygodę z astronomią - Galaktyki Andromedy. Myślę, że chyba większość z nas poczuła to „wow”, gdy zobaczyła M31 po raz pierwszy. Teraz już tak nie zachwyca, ale od czasu do czasu warto wrócić na stare podwórko i przypomnieć sobie dawne widoki. Bez problemu mogłem dostrzec M110, ale jeśli chodzi o M32 to szczerze powiem, że nie wiem - po prostu o niej zapomniałem. Po Andromedzie skierowałem się w stronę Galaktyki Trójkąta. M33 oczywiście widoczna, ale przez swoją powierzchnię łatwiej „wyciąć” ją z tła w 10x50 niż w 15x70. Nim się obejrzałem cała lorneta pływała w wilgoci i zamiast soczystych chichotek widziałem dwie rozbryzgane plamy mleka. Czas 15x70 tej nocy już minął. Wyciągnąłem 10x50 po czym od razu wkręciłem do niej dwa filtry Orion UltraBlock. W międzyczasie myśliwi dali znać, że rykowisko rozpoczęte, a ja po raz enty zastanawiałem się, czy na pewno wiedzą o naszej obecności w pobliżu. Wycelowałem w NGC 281. Mgławica Pacman w Kasjopei była bez problemu widoczna. Zarys samej mgławicy był oczywisty i dość spory. Na pewno trudno przy takiej skali dostrzec kształt przypominający potworka, ale kontrastowy obszar był niepodważalny. Mgławica Serce i Dusza. Para, która tliła się w mojej głowie już od dawna, jednak dopiero tej nocy warunki i sprzęt były takie, aby móc naprawdę spróbować. Wiedziałem, że potrzeba szerokiego pola. Wiedziałem, że potrzeba filtrów. Wiedziałem, że potrzeba dobrego nieba. To wszystko chyba udało zgrać właśnie tej nocy. W końcu stanąłem „oko w oko” z tym nietuzinkowym obiektem, a w zasadzie to dwoma - IC 1805 i IC 1848. O ile Serce było praktycznie na skraju dostrzeżenia w formie niewielkiego pojaśnienia w okolicy centrum, tak Dusza była widoczna poniżej jako delikatny, lecz wyraźny kształt odcinający się od reszty tła. Wymagało to odpowiedniej adaptacji wzroku, a aby nabrać przekonania, że to nie złudzenia to spojrzałem na ten sam obszar jeszcze bez filtrów. Wtedy już wiedziałem, że to co widzę to właśnie Serce i Dusza, a „rozciągliwość” obiektu i porównanie z atlasem tylko dodało pewności. Nad „głównym” Sercem można było dostrzec jeszcze jeden widoczny z filtrami obszar - NGC 896, który jest jaśniejszym składnikiem całej mgławicy. Na lepszy widok trzeba będzie jeszcze poczekać aż okolice Kasjopei sięgną prawie zenitu. Nie mniej jednak już ten obraz zapewnił sporo pozytywnych emocji. W ten oto sposób znów pojawiło się to fajne uczucie, gdy światło danego obiektu trafia do naszych oczu po raz pierwszy. To jak spojrzenie kilka lat temu na Andromedę i obcowanie z nią sam na sam bez obecności świadków. Choć obraz nie taki jak ze zdjęcia, to właśnie wtedy można sobie uzmysłowić, że właśnie wyciągamy rękę w stronę kosmosu i praktycznie go dotykamy. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  16. 02.09.2021, Folwark Sulejewo Niż i deszczowa aura w końcu odpuściły, na mapach zaczął coraz śmielej zaglądać wyż co skutkowało pogodnym niebem i to w dodatku bez Księżyca. Na miejscu jako pierwszy pojawił się Piotr, który przygotowywał sprzęt do łapania fotonów Galaktyki Trójkąta. Po krótkiej rozmowie rozstawiłem statyw z lornetką 15x70, a w międzyczasie Maciej spoglądał już na Gromadę Podwójną w Perseuszu przez swojego SkyGuide. Na wstępie skupiłem się na rejonach Wężownika. Miałem dość sporą ochotę na cztery obiekty z tego obszaru. Pierwszy rzut to spojrzenie na IC 4665. Obiekt zwany The Summer Beehive, czyli Gromada Letni Ul. Bardzo rozległa, wyraźna, wypełniająca spory obszar pola widzenia gromada otwarta. Nieco podobna do M44 w Raku, ale nie aż tak zwarta. Pod ciemnym niebem widoczna jako pojaśnienie, wystarczy wiedzieć gdzie spojrzeć. Potem przyszła pora na IC 4756 i NGC 6633. Dwie typowo lornetkowe gromady. W moim przekonaniu najlepiej wyglądają właśnie w powiększeniu 15x. Pierwsza z nich bardzo delikatna, składająca się z niezliczonej ilości drobnych jak pył gwiazd. W obserwacjach wizualnych przypominają bardzo subtelne iskrzące ziarenka piasku. Należy już do gwiazdozbioru Węża. Kierując lornetkę nieco na zachód dostrzeżemy drugą z gromad. Przy odpowiednim ułożeniu znajdą się one obydwie w jednym polu widzenia, co jest obrazem wręcz spektakularnym. NGC 6633 to obiekt zdecydowanie lepiej widoczny, lecz nieco mniejszy, a jego główne składniki tworzą razem podłużny pionowy kształt niczym nieśmiały rzeczny meander. Jeśli spojrzymy dokładnie na atlas i rozmieszczenie poszczególnych gwiazd to z lornetką 15x70 bez problemu zobaczymy także znajdującą się tuż obok mgławicę planetarną NGC 6572. Unosi się ona w przestrzeni jako wyraźny punkt o turkusowym delikatnym zafarbie. Dość łatwo ją przeoczyć, gdyż na pierwszy rzut oka wygląda po prostu jak gwiazda. Dopełnieniem sesji było uchwycenie gwiazdy 18 Scorpii, zlokalizowanej tuż pod Wężownikiem, ale należącej już do konstelacji Strzelca. Ta niby niczym nie wyróżniającą się gwiazda to pewnego rodzaju bliźniak naszego rodzimego Słońca. Jest bardzo podobna pod względem rozmiaru, koloru i wieku, a jej odległość to około 45 lat świetlnych. Teraz wyobraźcie sobie, że patrzycie z tamtych rejonów na Słońce - dla obserwatora będzie to widok praktycznie taki sam. Czyż to nie fascynujące? Jakbyśmy spoglądali na własne lustrzane odbicie w bezkresnym kosmosie. Tej nocy padło jeszcze sporo klasyków, w tym asteryzm Wieszak, M27, czy też wznosząca się M33. Wilgoć jednak dość mocno pochłaniała każdy milimetr obiektywów, w związku z czym nie pozostało nic innego jak zakończyć obserwacje. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  17. 19.08.2021, Mosina Tego dnia pogoda była dość kapryśna, ale na wieczornym niebie pomiędzy pędzącymi chmurami pojawiały się co chwilę skrawki przyzwoitego nieba. Zachęcony przepięknym widokiem Księżyca i planet wystawiłem na taras lornetę APM 28x110. Na DSy nie liczyłem, Księżyc wystarczająco rozświetlał niebo, a do tego lokalizacja obserwacji raczej typowo pod obiekty US. Wycelowałem w „łysego”. Mieścił się cały przepięknie w polu widzenia. Wzdłuż linii terminatora niezliczone formacje, do tego kratery, a dalej pasma górskie - można było studiować najróżniejsze detale. Księżyc w lornecie 28x110 to prawdziwa poezja, trójwymiar jakiego nie można doświadczyć przy obserwacjach jednym okiem w okularze teleskopu. Silny wiatr i mknące przez niebo chmury dodawały klimatu i dramaturgii. Niewielka lornetka to nie jest sprzęt do obserwacji planet, co innego lorneta o parametrach 28x110. Choć daleko jej do wyłuskania detali jakie możemy ujrzeć przy teleskopowych powiększeniach rzędu x200, to zastany tej nocy widok zapamiętam na całe życie. Wycelowałem w Saturna. Widoczny w centrum jako przestrzenna kula, z wyraźnymi pierścieniami, a tuż obok jego księżyc Tytan. Widok, który widziałem niejednokrotnie, ale nigdy w takim kadrze. „Gwiezdny” wszechświat na około, a do tego przelatujące gęste chmury - raz z jednej raz z drugiej strony, które od czasu do czasu muskały i przysłaniały delikatnie Saturna. Księżyc oświetlał je od dołu dodając niesamowitego efektu, jakby ktoś oświetlał całą scenerię reflektorem. Wyglądało to bajecznie - jakbym spoglądał na planetę zza kurtyny, wśród gór które stanowiły Cumulusy. Czułem się jak w scenie z filmu science-fiction. Niestety trudno jest odzwierciedlić zapamiętany widok, nie mniej jednak niech poniższa wizualizacja odda choć ułamek tamtego klimatu. Potem był jeszcze Jowisz. Kolejny gazowy olbrzym, zdecydowanie bardziej majestatyczny wraz ze swoimi czterema księżycami galileuszowymi. Tej nocy seeing był naprawdę przyzwoity. Patrząc idealnie osiowo byłem w stanie wyłuskać przez lornetę przynajmniej dwa wyraźne pasy. Gdyby zastosować jakiś rodzaj przysłony na ibiektywy to efekt byłby jeszcze lepszy - powiększenie 28x było już wystarczające, żeby ucieszyć wzrok. Podobnie jak w przypadku Saturna tak i tutaj widoki były niesamowite. Zupełnie jakbym odbywał lot w kierunku Jowisza, niczym David Bowman na pokładzie statku Discovery jak to przedstawił A. C. Clarke w swojej powieści Odyseja Kosmiczna. Sytuacja losowa sprawiła, że były to moje ostatnie obserwacje z APM 28x110. Po długim namyśle lorneta trafiła do nowego właściciela zostawiając dobre wspomnienia na lata. Dawanymi obrazami udowodniła, że można przy jej użyciu zaliczyć także ciekawe obserwacje obiektów z Układu Słonecznego. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  18. 11.08.2021, Mosina Druga obserwacyjna noc z rzędu to rarytas jakich mało. W jedną rękę zabrałem walizkę z lornetką 15x70, a w drugą statyw. Przeszedłem tak bez zmęczenia niecały kilometr, aż w końcu znalazłem się na pobliskim polu, gdzie pas Drogi Mlecznej rozciągał się przepięknie przez znaczny obszar nocnego nieba. Z teleskopem taki spacer byłby raczej niemożliwy i to właśnie cenię najbardziej w lornetkach - mobilność i obserwacje na zasadzie „grab & go”. Na miejscu był jeszcze ze mną kolega, który zabrał ze sobą lornetkę o takich samych parametrach, ale w innym „opakowaniu” - u mnie był to model DO Extreme ED, natomiast u znajomego DO SkyGuide. Porównywaliśmy przez chwilę widoki z obu lornetek - SkyGuide dawał w obrazach m. in. dość sporą aberrację chromatyczną, co najlepiej było widać na jasnych obiektach. I tak np. kiedy w modelu Extreme udawało się wyłuskać od czasu do czasu pierścienie na ostrym jak brzytwa owalnym punkcie będącym Saturnem, tak w SkyGuide był to po prostu placek z fioletowym zafarbem. Przejrzystość tej nocy była bardzo dobra, więc wycelowałem od razu w część wschodnią Mgławicy Veil. Nie miałem ze sobą żadnych filtrów, a mimo to podłużna wstęga była bez problemu widoczna jako delikatne pojaśnienie rozciągające się przez spory obszar dostępnego pola widzenia. Po raz kolejny przekonałem się, że obiekt ten można zobaczyć bez filtrów. Z drugiej strony zauważyłem też, że w dużej mierze jest to kwestia doświadczenia i umiejętności obserwacji, a w zasadzie świadomości tego co i jak jest widoczne - kolega obok tkwił w przekonaniu, że nic tam nie ma. Veila widziałem już wielokrotnie, także subtelne pojaśnienie było tym razem dla mnie kwestią bezdyskusyjną. Lato w pełni, więc zajrzałem do Wężownika. Gromada kulista M107 widoczna, lecz bez rewelacji. Natomiast M10 i M12 to już obiekty, przy których warto zatrzymać się na dłużej. Przy odpowiednim ustawieniu lornetki obydwie gromady kuliste mieszczą się przepięknie w jednym polu widzenia. Obiekty wyraźne, na pograniczu rozbicia przy krawędziach. Warto zajrzeć też na wschodnie obszary ogromnej konstelacji jaką jest Wężownik. Dostrzeżemy tam gromadę M14, a nieco wyżej nad gwiazdą β Oph urokliwą gromadę otwartą IC 4665. Obiekt ten wypełnia sporą część pola widzenia i stanowi dość łatwy cel nawet dla osób początkujących. Nieco dalej na wschód na pograniczu konstelacji jest jeszcze NGC 6633, a dalej IC 4756. Z tego miejsca w zasadzie można odbić do Dzikiej Kaczki, a dalej do skarbów w Strzelcu. Światło DSów wręcz samo wskakiwało co chwilę przez obiektywy - gdzie się nie spojrzało, tam skradał się kolejny obiekt. Ta noc ponownie potwierdziła, że obserwacje lornetką 15x70 to czysta finezja i rekreacja. Trudności w odnajdywaniu obiektów w zasadzie nie istnieją, po prostu spoglądamy na atlas, celujemy i jest! Bez zbędnego nawigowania po gwiazdach, czy też star hoppingu. Jeśli dodamy to tego niewielkie rozmiary obserwacyjnego zestawu jakim jest lornetka 15x70 i statyw to otrzymujemy idealne kompaktowe połączenie, które uchyli już spory rąbek tajemnic nocnego nieba, a do tego jest w pełni „mobilne”. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  19. 10.08.2021, Folwark Sulejewo W końcu się pojawiła, długo wyczekiwana bezchmurna noc bez oślepiającego Księżyca. Co prawda przypadła w środku tygodnia, ale na astronomicznym głodzie nie miało to większego znaczenia. Wakacyjne rozjazdy dobiegły już końca, więc można było na spokojnie wybrać się na letnie obserwacje. Na miejscu było już kilka osób, rozstawiłem statyw Slik Pro 700 DX, a na nim osadziłem lornetę APM 28x110 MS. Rzutem na taśmę w tym sezonie udało mi się końcu zobaczyć gromadę M7 i M6. Niestety położone były już bardzo nisko, przez co jakość obrazu pozostawiała wiele do życzenia. Nie mniej jednak obiekty były widoczne, przynajmniej ich najjaśniejsze składniki. Pierwsza z gromad wypełniała dość spory kawałek pola widzenia, ale gdyby znajdowała się nieco wyżej to widok byłby naprawdę spektakularny. Mimo wszystko i tak się cieszę ze zdobyczy, gdyż w tym sezonie te obiekty ujrzałem po raz pierwszy i zapewne ostatni. Następnie skakałem trochę po nocnych klasykach. Były obiekty w Strzelcu, gromady w Wężowniku, a potem wyłonił się Perseusz ze swoimi skarbami. Od razu skierowałem lornetę w kierunku Gromady Podwójnej. Widok „chichot” przy takim powiększeniu to po prostu westchnienie z podziwu, gromada jest wręcz trójwymiarowa. Gwiazdy wylewały się z każdej strony, lśniły i błyszczały niczym diamenty. Mogę śmiało napisać, że ten obiekt jest wręcz stworzony dla lornetek. Potem przez dłuższy czas delektowałem się niebem bez żadnego sprzętu, a jako że byliśmy w okolicy maksimum Perseidów to udało mi się dostrzec około dziesięciu „spadających gwiazd”. W międzyczasie w stojącym obok Newtonie 10” na Dobsonie zobaczyłem Trójkąt Pickeringa w Mgławicy Welon, a Polaris przejął na chwilę lornetę i wycelował w galaktykę spiralną NGC 6946 zlokalizowaną w Cefeuszu. Mieści się ona w jednym polu widzenia razem z gromadą NGC 6939, która znajduje się już w naszej galaktyce - kiedy uzmysłowimy sobie takie zestawienie to głowa zaczyna naprawdę mocniej pracować. Przecież patrzymy na obiekty oddalone względem siebie o niewyobrażalne odległości i mamy możliwość spoglądania na oba z nich w tej samej chwili. Niestety z każdą minutą sprzęt pochłaniała coraz bardziej wilgoć i nadszedł czas powrotu. Obserwacyjna noc udana, a kolejne widoki dodane do bagażu doświadczeń. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  20. 20.07.2021, Folwark Sulejewo Nocna wyprawa na obserwacje w pobliżu pełni to czyste szaleństwo. Nie dość, że pole rozświetlone jak reflektorem, to jeszcze brak perspektyw na jakiekolwiek DSy. Skarby nocnego nieba to jednak nie tylko gromady i galaktyki. Tym razem postanowiłem zapolować na gwiazdy podwójne, a przy okazji popatrzeć na „łysego” w pełnej okazałości. Księżyc w lornecie 28x110 to po prostu trójwymiar. Linia terminatora i formacje na wyciągnięcie ręki. Skala, plastyczność, przestrzenność obrazu i detale to efekt nie gorszy niż w teleskopie. Nie przeszkadzała tutaj nawet aberracja chromatyczna na krawędziach obiektu. Pochłonięty tym widokiem po prostu delektowałem się ile mogłem. Obraz mogę śmiało porównać do widoku z teleskopu Mak 127 razem nasadką bino i parą okularów 32 mm. Pomimo, że lorneta dała mniejsze powiększenie to odbiór nie ustępował maczkowi, którego miałem na stanie jeszcze rok temu. Po obserwacjach Księżyca przyszedł czas na gwiazdy podwójne i inne ciekawe układy. Na pierwszy ogień Albireo, przepiękna kolorowa gwiazda podwójna w Łabędziu. W polu widzenia lornety 28x110 to istny majstersztyk. Po drugiej stronie konstelacji czekały już omikrony, czyli nietuzinkowa para ο1 Cyg i o2 Cyg, która zachwyca kolorami i swoim ułożeniem. Nieco dalej kolejna para ω1 Cyg i ω2 Cyg, już nie tak wielka jak poprzedni układ, ale równie spektakularna. Skanując te obszary nieba nie trudno o ból głowy - niebo aż kipi niezliczoną ilością gwiazd. Następnie za poradą kolegi wycelowałem w 61 Cyg, jedną z najbliższych gwiazd podwójnych odkrytą przez Jana Heweliusza, znaną także pod nazwą „Piazzi's Flying Star”. Jej pozycja na niebie zmienia się w niezwykle szybkim tempie, bo aż o około 5 sekund łuku w ciągu roku. Potem był Herkules z gwiazdą podwójną 100 Her, a na deser kilka podwójnych w konstelacji Delfina. Na zakończenie sesji odwiedziłem δ1 Lyr i δ2 Lyr, czyli ciekawą gromadę otwartą Stephenson 1 w Lutni. Jej składniki w powiększeniu 28x prezentowały się zjawiskowo, można powiedzieć że o wiele lepiej niż znane epsilony krok obok. Jak widać obserwacje w pobliżu pełni również mają sens, trzeba tylko się nastawić na zupełnie inne obiekty, na które być może podczas nowiu nawet nie zwracamy uwagi. Gwiazdy podwójne to prawdziwe skarby nocnego nieba, które zasługują na ich odkrywanie przy każdej możliwej okazji. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  21. 10.07.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Weekend, nów i bezchmurna wakacyjna noc. Połączenie idealne, gdyby nie nagłe pojawienie się niezapowiedzianych gości w postaci cirrusów. Tego wieczoru na obserwacje przyjechało sporo osób, a pole zmieniło się w parking na którym zabrakło miejsc. Do dyspozycji mieliśmy najróżniejsze sprzęty - lornetki, refraktory, newtony i nasadki bino. Było w czym wybierać. Ja spakowałem tradycyjnie lornetkę 10x50, a towarzyszył jej większy parametr w postaci 28x110. Głównym celem tej nocy było zobaczenie M7, Ameryki Północnej z filtrami Orion UltraBlock i mgławicy ciemnej Barnard 168. Obserwacje rozpoczęliśmy od okolic Skorpiona i Strzelca. Dość szybko okazało się, że M7 jest poza zasięgiem ze względu na przejrzystość, także mogłem od razu wykreślić ten obiekt z listy. W międzyczasie zachwycaliśmy się perełkami w Strzelcu - od Laguny aż po Orła (który jest już w konstelacji Węża). Możliwość spojrzenia na te obiekty w różnych sprzętach to ciekawe doświadczenie. M8 wyglądała naprawdę świetnie w refraktorze z użyciem filtra - mgławica aż puchła w oczach. Pomimo, że tej nocy warunki nie były idealne to i tak można było zaliczyć bardzo dużo obiektów z tej okolicy. Następnym celem było przetestowanie nowego nabytku - pary filtrów Orion UltraBlock w połączeniu z lornetką 10x50. Widok Ameryki Północnej NGC 7000 był obłędny, jej zatoka była wyraźna i rozległa, bez problemu można było dostrzec ciemniejsze i jaśniejsze obszary. Jedynym minusem było położenie konstelacji Łabędzia. Obserwacje lornetką nie należały do najbardziej komfortowych, gdyż z niskim statywem trzeba było się mocno nagimnastykować. Slik Pro 700 DX stał obok z załadowaną lornetą APM 28x110 i nie chciało mi się kombinować, po prostu skorzystałem z zastępczego statywu Velbon Sherpa 600r. Szkoda jednak, że nie zabrałem leżaka - byłoby to połączenie idealne. Potem spojrzałem jeszcze na Veila. Poza widoczną częścią wschodnią udało się dostrzec minimalne wąskie pojaśnienie fragmentu zachodniego. Tutaj przydałoby się już większe powiększenie rzędu 15x, także jest plan na następne obserwacje przy nowiu. W każdym razie tzw. miotła wiedźmy była do zobaczenia bez konieczności zerkania. Po udanych testach z filtrami przyszedł czas na rozprawienie się z ciemną mgławicą Barnard 168. Kilka dni wcześniej miałem już do niej podejście z 28x110, ale pole 2,3° okazało się po prostu zbyt małe. Szukałem, szukałem i nic. Przyznam jednak szczerze, że lektura z cyklu obiekt tygodnia na forum astronomicznym mocno mnie zainspirowała. Rok wcześniej widziałem bardzo słabo słynne „E” (Barnard 142), ale tutaj z lornetką 10x50 spodziewałem się czegoś więcej. Tak też się stało. Podłużny ciemny pas wyróżniał się znakomicie z tła. Do obiektu trafimy dość łatwo kierując się od gwiazdy Deneb w Łabędziu w stronę gromady M39, a później nieco w dół w okolice mgławicy Kokon IC 5146 - to właśnie tutaj możemy zobaczyć początek rozległej mgławicy. Ze względu na specyfikę obiektu wymagane jest dość ciemne niebo i lornetka o niewielkim powiększeniu z jak największym polem widzenia. W 10x50 obiekt prezentuje się wyśmienicie. Mogę śmiało napisać, że był to dla mnie pewnego rodzaju debiut jeśli chodzi o tego typu obiekty w pełnej klasie i już mam ochotę na więcej. Nim się obejrzałem 28x110 na drugim statywie była już cała zaparowana, a chłopaki stali z suszarką przy teleskopie, aby wygrać walkę z wilgocią. Mnie niestety ona pokonała, do tego krążące cirrusy nie dawały już nadziei na lepsze warunki, w związku z czym spakowałem sprzęt i wróciłem do domu. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  22. 28.06.2021 (godz. 23:30), Maksymilianów Tej nocy zupełnie niespodziewanie znalazłem się w innej niż dotychczas lokalizacji jeśli chodzi o obserwacje astronomiczne. Na giełdzie pojawiła się lorneta APM 28x110, a że znajdowała się w tym samym województwie udało mi się spotkać z Tomkiem (jej ówczesnym właścicielem) mniej więcej w połowie trasy, aby na własne oczy przekonać się co może pokazać taka dwururka. Na spotkanie jechałem bez żadnego konkretnego nastawienia, chciałem po prostu spojrzeć przez parametr, który dla lornetki prostej jest już powiększeniem w zasadzie maksymalnym. Wieczór był wyjątkowo ciepły, a na niebie spektakularnie towarzyszyły nam przez cały czas obłoki srebrzyste. Rozstawiliśmy się przy bocznej drodze. W zasięgu wzroku było kilka zabudowań, ale nie chcieliśmy tracić więcej czasu na poszukiwania lepszego miejsca. Zresztą mapa wskazywała SQM na wartość około 21.32, także były to już naprawdę przyzwoite warunki. Na obserwacje wybrałem się przede wszystkim z ciekawości, wiedziałem, że to dość kapryśna lorneta i może miewać swoje nastroje jeśli chodzi o kolimację. Jednak urzekła mnie ona już od pierwszego spojrzenia. Widok mgławic w Strzelcu w zasadzie przesądził o decyzji. Ku mojemu zdziwieniu sprzęt dawał piękny nierozdwojony obraz, wystarczyło tylko odpowiednio ustawić okulary pod swój rozstaw oczu i delektować się widokiem. Mgławica Laguna, Trójlistna Koniczyna, Omega, Orzeł, M13 w Herkulesie, M11 Dzika Kaczka, czy też Chichoty w Perseuszu - to tylko niektóre klasyki, które tej nocy odegrały pierwsze skrzypce. Gwiazdy były punktowe jak szpilki, a kolory Albireo w Łabędziu po prostu iskrzyły jak soczyste owoce z ulotki. Lornetę męczyłem przez ponad dwie godziny. Czułem, że rzuciła na mnie swój urok, dawała widoki zbliżone do refraktora SW 120/600, tylko że dwuocznie. Można powiedzieć, że to niewielki teleskop spakowany do formatu lornetki, wymiatacz DSów podczas spontanicznych wypadów o każdej porze roku. Na deser delektowaliśmy się widokiem wschodzącego Księżyca, Saturna oraz Jowisza. Gazowe olbrzymy prezentowały się w zupełnie innej perspektywie. Nie były to już tylko jasne lornetkowe punkty, lecz planety, na których można było z łatwością dostrzec pierścienie, czy też pasy. Podejrzewam, że przy dobrych warunkach można będzie się pokusić o jakiś większy detal. Noc trwała w najlepsze, zegar pokazywał już wtorek, ale powrót tym razem nie był najkrótszą trasą. Po krótkiej negocjacji zupełnie nieplanowanie lorneta wróciła ze mną do domu dopełniając jako brakujące ogniwo lornetkowy zestaw do obserwacji astronomicznych. Czuję, że parametr 28x110 zostanie ze mną na dłużej. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  23. 11.06.2021 (godz. 00:20), Folwark Sulejewo Tej nocy po udanej obserwacji rejonów Strzelca i Skorpiona postanowiłem przyjrzeć się widoczności obiektu Eastern Veil Nebula w niewielkiej lornetce Delta Optical Extreme 10x50 ED. Pamiętam jak jeszcze rok temu podczas jednej z wrześniowych sesji obserwacyjnych byłem zauroczony jej widokiem w tej samej lornetce, ale z użyciem filtrów Baader UHC-S. Tym razem już ich nie miałem, ale na miejscu był do dyspozycji jeden filtr UHC Explore Scientific, którego mogłem użyć chociaż na jeden obiektyw. Wycelowałem w gwiazdozbiór Łabędzia, a po chwili odnalazłem kilka gwiazd obok których zlokalizowany jest Veil. Z założonym filtrem UHC na lewy obiektyw spoglądałem raz jednym, raz drugim okiem. Różnica była znacząca. Obiekt był od razu widoczny z użyciem filtra na wprost bez konieczności zerkania. Bez niego niestety nic nie dostrzegłem. Widoczność potwierdziła na miejscu jeszcze jedna osoba, która swoją drogą posiadała identyczną lornetkę. O ile mgławica Eastern Veil Nebula była widoczna, tak „Miotła Wiedźmy”, czyli Western Veil Nebula pozostawał tym razem poza zasięgiem. Minęło jakieś 30 minut, niebo zrobiło się naprawdę przyzwoicie ciemnie. Znów spojrzałem w tą samą okolicę, ale już bez żadnego filtra i ku mojemu zdziwieniu wyłapałem metodą zerkania delikatne pojaśnienie tła. Trochę nie wiedząc, czy to moja wyobraźnia, czy też faktyczna widoczność mgławicy poprosiłem o spojrzenie przez kolegę obok - po chwili potwierdził, że Veil Wschodni jest widoczny bez filtrów. Co więcej, udało się także wyłapać zatokę w obiekcie Ameryka Północna w pobliżu. To tylko dało nam do zrozumienia, że tej nocy mieliśmy znakomitą przejrzystość powietrza. Takie warunki zdarzają się naprawdę rzadko, tym bardziej podczas czerwcowych, jasnych nocy. Następnego dnia stało się to czego się obawiałem. Zacząłem szukać filtrów. W planie było kupno „sezonowych” tanich filtrów UHC Svbony od sprzedawcy z dalekiego wschodu, a skończyło się na dwóch sztukach Orion UltraBlock, które czekają teraz na dogodne warunki do obserwacji. Co więcej pokusiłem się o „nakładkę” Bino Bandit odcinającą poboczne światła. Tak naprawdę to zwykły kawałek materiału, ale potrafi zwiększyć mocno komfort obserwacji, gdy w pobliżu znajduje się jakieś dodatkowe źródło światła. Podsumowując - Veil wschodni w 10x50 bez filtrów zaliczony. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  24. 10.06.2021 (godz. 23:00), Folwark Sulejewo Czerwcowe obserwacje mają swój urok. Pomimo tego, że zaczynają się białe noce jest coś magicznego w spoglądaniu na letnie konstelacje. Przyjemna temperatura, wschodzące gazowe olbrzymy, czy też dźwięki wieczornego lata z szczekającym psem sąsiada w oddali. Te wszystkie elementy tworzą naprawdę klimatyczną kompozycję. Tego dnia do obserwacji zachęciła mnie zachodząca Wenus. Wysoko zlokalizowana tuż po zachodzie słońca dała sygnał niczym latarnia, że to będzie dobra noc. Zaopatrzony w lornetki 10x50 i 15x70 udałem się na miejscowy „folwark”. Finalnie na miejscu byliśmy w cztery osoby, a cel był jeden - zobaczyć jak najwięcej w konstelacji Skorpiona i Strzelca. Pierwsza do boju została wystawiona lornetka 10x50. Jej priorytetowym zadaniem było rozdzielenie dwóch składników gwiazdy Acrab w górnej części gwiazdozbioru Skorpiona. Stabilizacja statywu miała tu kluczowe znaczenie. Dzięki eliminacji drgań udało się odseparować mniejszy składnik od strony północno-zachodniej. Separacja była jednak na tyle mała, że gdybym o niej nie wiedział to bym ją z pewnością przeoczył. Później lornetka 15x70 tylko potwierdziła widoczność dwóch składników w pełnej klasie. Pozostając przy 10x50 wycelowałem na ślepo w okolice Strzelca. Ku mojemu zdziwieniu w polu widzenia znalazły się od razu dwa bardzo duże i jasne obiekty. Pierwsze co pomyślałem - Mgławica Laguna. Jednak spojrzenie przez bardziej doświadczonego kolegę i analiza sąsiednich gwiazd w aplikacji SkySafari dały jasno do zrozumienia, że mamy tutaj do czynienia z urzekającą Mgławicą Omega nad którą górowała równie jasna Mgławica Orzeł. Obydwa obiekty oznaczone jako M17 i M16 były bardzo dobrze widoczne w jednym polu widzenia. Wyraźne, jasne, charakterystyczne. Detali oczywiście nie można było wydobyć, ale nie to jest celem lornetki o takich parametrach. Nieco niżej dostrzegalna była także gromada otwarta M18. Znając już lokalizację, w której się znalazłem zjechałem nieco niżej na południowy-wschód przecinając dość sporą gromadę M24, aż dotarłem do głównego celu tej nocy. Oczom ukazała się jedyna w swoim rodzaju Mgławica Laguna. Widok, który można śmiało porównać do M42 w Orionie podczas zimowych sesji obserwacyjnych. Mgławica Laguna, czyli M8 to obiekt majestatyczny o sporych rozmiarach. Przy dobrej lokalizacji i warunkach widoczny nieuzbrojonym okiem. Takim obrazem można się delektować przez długi czas. Nieco powyżej, ale cały czas w tym samym polu widzenia zlokalizowana jest kolejna Mgławica, tym razem M20 znana jako Trójlistna Koniczyna, a zaraz obok gromada otwarta M21. Czas na nieco większy kaliber - jako działo załadowałem lornetkę 15x70. Schodząc do gwiazdy Lambda Sagittarii namierzyłem M28. Niewielka, ale dobrze widoczna „kulka”. Następnie odbiłem do M22 - łatwa do zlokalizowania, będąca zarówno jedną z najjaśniejszych i najbliższych Ziemii gromad kulistych. Gdyby nie jej niskie położenie i niezbyt korzystna widoczność z naszego rodzimego podwórka, byłaby obiektem do obserwacji znacznie lepszym niż M13 w Herkulesie. Na chwilę zawróciłem do Skorpiona, aby potwierdzić widoczność M4, po czym raz jeszcze zajrzałem do mgławic w Strzelcu. Przeczesując kolejno jeden obiekt za drugim strzelałem w emki lornetką 15x70. Tym razem były jeszcze lepiej widoczne i wyraźne, można było wyłuskać pewne subtelne detale. Gwiazdozbiór Strzelca to prawdziwa skarbnica DSów. Niestety ze względu na swoje położenie konieczny jest dostęp do ciemnego, niezaświetlonego nieba z dobrym i niezasłoniętym widokiem na południe. Nawet jeśli wymaga to przejechania dłuższej drogi w celu znalezienia dogodnego miejsca do obserwacji - zapewniam, że naprawdę warto. Ewentualne zmęczenie zostanie wynagrodzone przez niezapomniane widoki, które zapadną w pamięci na wiele lat. Tej nocy spoglądaliśmy także na Mgławicę Welon w Łabędziu, ale o tym już w kolejnej relacji… c.d.n. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
  25. 08.06.2021 (godz. 22:50), Mosina Obserwacje w czerwcu przed godziną 23 w zasadzie nie mają sensu. Niebo jest jeszcze na tyle jasne, że jedyne co można by było obserwować to Księżyc i planety. Po rozstawieniu sprzętu musiałem odczekać jeszcze dobre 30 minut, aby dostrzec cokolwiek z DSów. Na rozgrzewkę skanowałem okolice Łabędzia przy pomocy 15x70. Pomimo dość średnich warunków postanowiłem zapolować na Veila wschodniego bez użycia filtrów. Zadanie dość trudne jak na miejskie i rozświetlone niebo. Po kilkunastu minutowej adaptacji wzroku i odcięciu od jakichkolwiek bocznych źródeł światła zacząłem wpatrywać się w okolice mgławicy. Tkwiłem tak ponad 5 minut ani razu nie odrywając oczu od obiektywów lornetki. Próba okazała się niestety bezskuteczna. Zerkanie nie pozwoliło w tych warunkach wyłuskać jakiegokolwiek pojaśnienia. Chwilę przed północą do obserwacji dołączył do mnie znajomy, który dopiero co nabył lornetkę Delta SkyGuide 15x70, po czym przenieśliśmy się ze sprzętem na pobliską polanę odciętą od osiedlowych świateł. Tego wieczoru postanowiliśmy porównać widoczność tych samych obiektów używając naszych dwóch lornetek. Padło kilka klasyków jak M13, M3, czy też M53. Delta Extreme ED 15x70 pokazała DSy nieco bardziej wyraźnie, jaśniej, same gwiazdy były bardziej punktowe, do tego pole widzenia było trochę większe niż w SkyGuide. To potwierdza już znaną opinię, że podane przez producenta parametry dla SkyGuide są minimalnie przekłamane. Z drugiej strony lornetka jest prawie 800 zł tańsza od używanej przeze mnie Delty Extreme. Nie mniej jednak SkyGuide jest solidnie wykonana i sprawia dobre ogólne wrażenie. Do tego egzemplarz trzymał dobrze kolimację i był w komplecie z gustowną walizką do transportu. Po kilku testach wycelowałem we wschodzące letnie konstelacje. Na początek Mgławica Hantle, czyli M27 w gwiazdozbiorze Liska. Obiekt znakomicie widoczny, z charakterystycznym zarysem, do tego dość spory w ciekawej perspektywie. Rys. 1. M27 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Szukając M27 natknąłem się jeszcze na inny charakterystyczny obiekt. W konstelacji Strzały znajduje się dość wyraźna gromada M71. Jej zlokalizowanie jest bardzo proste. Wystarczy spojrzeć pomiędzy gwiazdy γ Sge i δ Sge. Pierwsza z nich to pomarańczowy olbrzym, najjaśniejsza gwiazda w konstelacji o jasności 3,5 mag. Gromada M71 lśni pomiędzy tymi dwoma ciałami niebieskimi. Rys. 2. M71 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Będąc w tej okolicy koniecznie trzeba spojrzeć na asteryzm o nazwie Wieszak oznaczony jako Collinder 399. Ta znajdująca się w gwiazdozbiorze Liska grupa liczy 10 gwiazd, a jej obszar na niebie jest większy niż Księżyc w pełni. Rys. 3. Asteryzm Wieszak widoczny w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Następnie powędrowałem do Lutni, aby odwiedzić Double Double, czyli Epsilon Lutni będący podwójnym układem podwójnym. Nieco niżej widoczna była jako bardzo mały punkt Mgławica Pierścień. M57 była zdecydowanie lepiej zauważalna metodą zerkania. Patrząc na wprost nieznacznie zanikała. Na zakończenie sesji obserwacyjnej odwiedziłem Łabędzia, a dokładniej gwiazdę Sadr i obiekt M29. Całe pole widzenia lornetki 15x70 wypełniała niezliczona ilość gwiazd. Sama gromada tworzyła dość charakterystyczny kształt przypominający potworka z uszami po obydwu stronach. Pomimo dość niewielkiej ilości gwiazd w gromadzie widok urzekający. Rys. 4. M29 widoczna w polu widzenia 4,4° - lornetka 15x70 - wizualizacja. Źródło: Opracowanie własne na podstawie aplikacji Stellarium. Niestety czas pędzi nieubłaganie podczas nocnych wypadów. Wybiła godzina pierwsza w nocy, a gdy niebo zrobiło się już naprawdę przyzwoicie ciemne nastąpił czas na powrót do domu. Tym bardziej że wypadał akurat środek tygodnia, a kolejnego dnia czekała mnie wczesna pobudka. Do następnego razu! Pozdrawiam, Paweł : - )
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.