Skocz do zawartości

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'teneryfa' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Astronomia i kosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomia teoretyczna
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Kosmonautyka
  • Obrazowanie kosmosu
    • Dyskusje o astrofotografii
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Obserwatoria i planetaria
    • Giełda i sklepy astronomiczne
  • Inne
    • Społeczność AP (Rozmowy o wszystkim)
    • Książki i aplikacje
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów POMOCE
  • Klub Lunarystów O wszystkim
  • Klub Planeciarzy Forum
  • Klub Astro-Artystów Znalezione w sieci
  • Celestia Układ Słoneczny
  • Celestia Sprzęt
  • Celestia Katalog Messiera
  • Celestia Sprawy techniczne

Blogi

Brak wyników

Brak wyników

Kalendarze

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy Wydarzenia

Kategorie

  • Astrofotografia - surowe klatki
  • Instrukcje Obsługi
  • Sterowniki
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Grupy produktów

  • Oferta Astropolis
  • Teleskop Service
  • Obserwatoria AllSky
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które zawierają...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Znaleziono 15 wyników

  1. Pragnę zaprezentować Wam film, który udało mi się stworzyć na bazie materiału zgromadzonego podczas mojego wyjazdu na Wyspy Kanaryjskie, zorganizowanego przez @Aurora w grudniu 2018 Wiele ujęć wymagało silnych nerwów, gdy to zostawiałem aparat nad urwiskiem podczas silnego wiatru, albo musieliśmy się kryć w krzakach przed przejeżdżającym samochodem do obserwatorium Na filmie można zauważyć sporo meteorów (jeden z lekkim śladem), których latało sporo z powodu zbliżającego się maksimum Geminidów. Nie zabrakło też komety p45 Wirtanen, do której obserwacji w Polsce mieliśmy mniej szczęścia.
  2. To będzie krótki dziennik, pewnie kilkunastodniowy, nawet nie wiem czy będzie regularnie o czym pisać, ale postaram się co nieco przekazać i może kogoś zachęcić do takiej podróży (mi już chodzi po głowie czerwiec 2016). Nasz pobyt na Wyspach Kanaryjskich to spełnienie małego marzenia, które narodziło się około 2 lata temu. Chciałem zrobić to większą grupą (stąd też temat "A może na Kanary?") ale skończy się w kameralnym gronie...chociaż nie do końca Termin nie jest optymalny ale jest wynikiem pewnych kompromisów, m.in zawodowych. Chciałem też wrócić do siebie na zaćmienie (będę miał 0,9 mag jeśli pogoda pozwoli). Wspomniałem, że nie do końca będzie to kameralny wyjazd. Jest nas troje - ja, moja Aga (Ineska) i M-A-X. Ale w tym samym czasie (od jutra do 18-go) w odległej o niecałe 2 kilometry od nas kwaterze stacjonować będzie mocny (28 osó oddział złożony z członków PTMA Katowice, Niepołomice i reprezentanci Warszawy Dzień 1 (07.03) - Przylot i pierwsze wrażenia Wylot z Birmingham o 7:00 rano. W bagażu znalazła się lorneta 25x100 ze statywem, Zeiss Jenoptem 10x50. M-A-X ma dolecieć z SCT 11". Zestaw może nie imponuje ale myślę, że da radę i fajnie się uzupełnia. Lądowanie kilkanaście minut po 11-tej i pierwsze zdziwienie. Wyspa z samolotu była prawie niewidoczna O_o Cmury, chmury i jeszcze raz chmury! Po wyjściu z samolotu powietrze aż "przytłoczyło". Wsiadaliśmy przy kilku stopniach powyżej zera a tutaj podobne jak w Polsce przed potężną letnią burzą. Z jednej strony lekki niepokój ponieważ nie przylecieliśmy tutaj podziwiać chmur ale to nic, prognozy właśnie takie coś przewidywały (bezchmurnie od poniedziałku), a i tak jesteśmy bez samochodu dopóki M-A-X nie przyleci (w momencie gdy to piszę, pewnie jest gdzieś już nad Hiszpanią). Mieszkamy w Callao Salvaje (28°07'N 16°46'W), niewielkim turystycznym miasteczku na zachodzie wyspy. Nijak nie jest to miejscówka obserwacyjna, ma służyć jako baza wypadowa i relaksacyjna po wyczerpujących nocach W nocy lekko się przejaśniło i z tarasu dostrzegłem nieco najjaśniejszych gwiazd. Orion bardzo wysoko, jeszcze trochę i byłby w zenicie. Szukałem Kanopusa ale bezskutecznie, chmury i nieco LP. Szkło na razie czeka grzecznie w salonie... ...a my podziwiamy uroki wyspy i Oceanu Atlantyckiego
  3. Przenoszę się ze statusów...ok 40 godzin Dwa i pół roku temu założyłem pierwszy wątek z propozycją wypadu niewielką grupą na Teneryfę. Temat zakończył się niepowodzeniem. Głównym problemem wówczas były w miarę tanie bezpośrednie loty. Najbliższe tanie linie latały z...Berlina. Dziś mamy loty z Warszawy (Norwegian, Ryanair), Krakowa i Wrocławia (Ryanair), a Wizzair zapowiedział loty z Katowic. Piorunująca różnica w możliwościach. W zeszłym roku stwierdziliśmy, że w końcu trzeba ruszyć tyłki i w marcu we troje w końcu polecieliśmy na te wymarzone Kanary, o czym szerzej tutaj. Wypad był bardziej spontaniczny niż zaplanowany, faza Księżyca słaba, złapaliśmy sporo zimowego jeszcze nieba, ale okolice centrum Drogi Mlecznej niestety rozświetlone goszczącym w Skorpionie Księżycem. Wniosek mógł być tylko jeden - wracamy w lepszym terminie, lepiej przygotowani i może w większym gronie. Termin to początek czerwca 2016 Dlaczego tak? - nów Księżyca 05.06 - Saturn w opozycji 03.06 - Mars tuż po opozycji - obydwie planety w okolicach Skorpiona - czerwiec to czas gdy jeszcze spokojnie łapie się skarby Centaura na rozgrzewkę (z Krzyżem Południa) i większą część nocy Skorpiona/Strzelca (co widać na załączonej mapce) - moja Aga ma okrągłe urodziny (ewidentnie najważniejszy powód) Destynacji raczej nie trzeba przedstawiać. Dwie wyspy-raje dla miłośników astronomii. Dwa niesamowite obserwatoria astronomiczne. LA PALMA TENERYFA W międzyczasie zaczęła rozrastać się nam ekipa. Łącznie 9 osób. W pewnym momencie nieco się wystraszyłem takiej ilości ludzi w połączeniu z dosyć skomplikowanym planem ale podjąłem się tematu więc nie było wyjścia, a teraz cholernie się cieszę i mam nadzieję, że wszystko będzie ok. Wszystko, czyli co? Z takich najważniejszych: Lądujemy w środę na Teneryfie i spędzamy tam pierwszą noc W czwartek rano lecimy lokalnymi liniami na La Palmę. W sobotę wizyta w obserwatorium Roque de los Muchachos W środę powrót na Teneryfę. W czwartek wyjazd na Teide (od stacji kolejki widocznej na zdjęciu do szczytu piechotą, trzeba mieć na to pozwolenie), schodzimy o własnych siłach Każda noc na obu wyspach to oczywiście wyjazd na wulkan i obserwacje. W sobotę (11.06) polska część wraca do domu. W niedzielę (12.06) wracam ja z Agą do domu. W miarę możliwości postaram się w trakcie coś tutaj napisać i wrzucić jakieś zdjęcie
  4. Szukamy chętnych na wylot na Teneryfę. Termin - czerwcowy nów, wstępnie 8-18.06 (wylot Katowice - WizzAir). Jeszcze nie mamy żadnych rezerwacji więc jakieś korekty można zrobić. Póki co jestem ja i Robi Ja biorę ED 100, Robert lornetki. Szukamy jednej lub dwóch osób co by trochę koszty podzielić. I zdecydowanie mile widziana znajomość angielskiego lub hiszpańskiego w stopniu komunikatywnym bo u nas z tym kiepsko Co będzie widać na Teneryfie? Przede wszystkim ciemne niebo. Jowisz, Saturn, Mars wysoko nad horyzontem Omega Centauri na początku nocy Strzelec i Skorpion przez całą noc w pełnej okazałości Na Teneryfie w przeciwieństwie do Polski nawet w lecie mamy 8 godzin astronomicznej nocy Koszty nie powinny wiele różnić się ot tych z ubiegłego roku. Relacja z ubiegłego roku Jakieś pytania, proszę na wątku lub wiadomość do mnie lub Roberta
  5. Dla Paethera i Agi był to kolejny wyjazd na Teneryfę, La Palmę. Dla mnie wszystko było nowe więc postanowiłem napisać relacje. OGÓLNIE Wyjazd w dniach 20-31 marzec czyli 11 dni. Skład: Paether, Aga, Bartosz, Zdzichu. Aga i Paether zaplanowali powrót dzień wcześniej. Zakwaterowanie. Apartament w hotelu czyli 2 pokojowe mieszkanie z kuchnią (lodówka, piecyk, mikrofalówka, naczynia) i łazienka. To wyposażenie w kuchni się przydało bo Paether udzielał się w kuchni i naprawdę dobrze mu szło. A jak mieliśmy całodniowy wyjazd szukaliśmy przytulnej knajpki. W restauracji trzeba wydać ok 15 euro, żeby zjeść solidny i dobry obiad. Aga zna trochę hiszpański i lokalne potrawy co zdecydowanie pomagało szczególnie jeśli kelner "no speak English". Skąd inąd mój English też jest very little W Hiszpanii do każdej potrawy podają małe bułki z sosami na początek. Kiedyś podobno były serwowane za darmo, teraz doliczają do rachunku. Bartek udzielał się za kierownicą wynajętego auta. Ja byłem w papierach wpisany jako drugi kierowca, ale Barak mi nie ufał. Mówił ze zgubiłbym auto. Tylko dlaczego tak myślał? Hmmm. POZNAWANIE WYSPY Północ wyspy jest bardziej pochmurna, deszczowa i chłodna, a południe upalne i suche. Przed erą turystów życie kwitło na północy Teneryfy, a południe poza kilkoma portami rybackimi było raczej odludne. Ale jako, że turyści wolą upał i słonce więc całe południowe wybrzeże usiane jest teraz kurortami i hotelami. Ten podział widać przemieszczając się po wyspie. Północ to klimatyczne miasta i miasteczka, wąskie urokliwe uliczki, a południe to betonowe ślicznie zaprojektowane "coś". Może to "coś" za 500 lat będzie miało swój klimat, póki co z reporterskiej uczciwości odnotujmy że jest I o ile na południu w praktycznie każdym sklepie, restauracji, czy innym turystycznym przybytku każdy zna oprócz języka hiszpańskiego co najmniej angielski, a czasami niemiecki, francuski czy rosyjski to na północy znajdziesz lokale, gdzie kelner poza hiszpańskim nie zna innego języka. Taki urok. Teide i okolice - centrum wyspy Trochę kosmiczny krajobraz z typowo wulkanicznymi skałami. Poniżej trochę zieleni, wyżej sucho, piach, żwir, skały, żużel. Bardzo ładne miejsce na piesze wędrówki. My jeździliśmy wokół Teide samochodem zatrzymując się na punktach widokowych (el mirador) Góry Teno, Masca, latarnia morksa, Garachico - północny zachód Masca to taka ciekawa wieś do której jeszcze 20 lat temu nie było drogi. Ludzie, aby dostać się do innej miejscowości chodzili pieszo albo jeździli na osiołku. Teraz jest droga, kręta, wąska i trudna, ale asfaltowa. I pomyśleć, że ktoś postawił sobie dom na odludziu z dala od zgiełku, gdzie wszyscy w sąsiedztwie się znali, a teraz ma przejazdem mnóstwo turystów z całego świata. Ot ironia losu. La Orotava Ktoś określił La Orotavę najbardziej Teneryfskim miastem. Uliczki o takim nachyleniu, że gdyby kiedykolwiek spadł tam śnieg ruch samochodowy by zamarł. Góry Anaga, Santa Cruz, Benijo - północny wschód W Santa Cruz (stolica wyspy) byliśmy tylko przejazdem. Góry Anaga podobne trochę do gór Teno, ale ze szczytów Anaga widać dużo większą część wyspy łącznie z del Teide. Kilka typowych dla północy miejscowości, z których ja zapamiętałem Benijo z restauracją El Mirador. Tam kończy się droga i można już tylko zawrócić. Candelaria Nadmorskie sympatyczne miasto. To był nasz przystanek w dalszej drodze. El Medano Miejscowość obok lotniska z największymi piaszczystymi plażami na wyspie. Playa de Medano, gdzie uprawia się wszystko co ma związek z wiatrem: kitesurfing, windsurfing i kto jaki tam "wind" chce. Playa de la Tejita - długość 2 km, szeroka na 200-300m. Podobno nawet w sezonie nie jest ciasno. A gdyby ktoś odczuwał taką chęć lub zapomniał stroju kąpielowego to znajdzie taki kawałek plaży, gdzie kąpiąc się bez stroju nikt nie zwróci na to uwagi. El Gigantes To miejscowość z klifami o wysokości 500m i czarną plażą. Czarny piasek, oj czasami parzy w stopy. Callao Salvaje Tam mieszkaliśmy czyli widok z hotelu. Czego nie widzieliśmy? Paisaje Lunar (księżycowy krajobraz) – piesza wędrówka 13 km w obie strony - ok 5 godz. Przyznam, że miałem ochotę iść, ale jakoś tak nie czuć było wśród moich towarzyszy entuzjazmu Wiem, że można wpisać w Google i pokaże się mnóstwo fotek, ale ja jednak wybiorę się kolejnym razem osobiście. Jaja na Teide - 4 metrowe wulkaniczne bomby wyrzucone podczas erupcji. Piesza wędrówka (patrz wyżej) Cueva del Viento (jaskinia wiatru) – jedna z największych jaskiń wulkanicznych świata – podobno warto Wąwóz Masca – Z Maski schodzi się w dół do oceanu wąwozem o ścianach na 800m. Nie wolno wchodzić po deszczu czy załamaniach pogody bo można zaliczyć kamieniem. Tu jest trochę problem logistyczny bo na dole płynie się statkiem do innego miasta i potem, albo można wrócić autobusem do Maski, albo ktoś musi czekać w drugiej miejscowości. Wyprawa na cały dzień. OBSERWACJE Nie było parcia, że musimy, że każda noc, itd. Raz wróciliśmy bo mieliśmy wysokie chmury. Dwa razy nie wyjechaliśmy bo nasz główny meteorolog (Bartek) zobaczył na satelicie, że nie ma sensu. Zresztą gołym okiem było widać, że mamy cirrusy. Raz był ciężki i długi dzień, nie pojechaliśmy choć były warunki. I chyba nie o to chodziło, żeby na urlopie się spinać, a te noce który byliśmy były warte tego, żeby tam być. Sprzęt Ja miałem refraktor ED 102mm F7 z montażem AZ4 z krótszym trójnogiem. Oryginalny nie zmieściłby się w walizce. Paether miał 2 lornetki a właściwie lornetkę i lornetę ze statywem. Bartosz wziął swój mobilny montaż i aparat. Przyznaje, że idea małego montażu i aparatu i kilkoma obiektywami mi się spodobała. Uważam, że tak powinno się zaczynać przygodę z astro-foto, a nie od Newtona 8 cali, ale to już osobny temat. Aga nam trochę zaniemogła i nie brała udziału w nocnych wyjazdach. A szkoda. Warunki Podczas maratonu Messiera było 3 *C i na początku nocy i nad ranem lekko wiało. Zimno. Czapka, rękawiczki, 2 bluzy, kalesony. 2 noce później 9 *C i zupełnie inny komfort obserwacji. Wilgotność, zaparowywanie? Gdyby wszędzie były takie warunki jak tam to firmy produkujące grzałki, odrośniki nie, żeby splajtowały, ale nawet nigdy by nie powstały. Po prostu nie ma problemu roszenia. Nocne niebo Przyznaje się z ręką na sercu, że jeśli chodzi o obserwacje to pojechałem nieprzygotowany. Przed wyjazdem Paether wspomniał o maratonie Messiera. Tu podrukowałem mapki wszystkich M-ek. Postanowiłem, że zrobię trochę tych, których do tej pory nie znałem. Mam niewielkie doświadczenie. Teleskop mam od 1,5 roku i większość moich obserwacji to tabela Wimmera, gdzie jest 47 M-ek z czego i tak nie wszystkie znałem, wiec nie liczyłem na wynik i nie miałem ciśnienia na robienie maratonu. No tylko nie po to jedzie się na Teneryfę żeby obserwować coś co można widzieć w kraju. No właśnie. A odnośnie M-ek to gratulacje dla Paethera. Uważam ze 109 na 110 to świetny wynik. Przy felernej M74 światło zodiakalne "zabiło" galaktykę. Paether robił kilka podjeść, ale nic z tego. Żaden z nas nie był w stanie potwierdzić ze galaktyka jest tam gdzie powinna być. Relacja z maratonu w osobnym wątku No to teraz o tym z czego byłem nieprzygotowany czyli o tym czego nie widać w Polsce. Omega Centauri - największa gromada kulista na niebie. O ile M13 jak się przypatrzyć to widać miejsce w którym ona jest to Omega Centauri jest jedną z gwiazd. A przynajmniej tak traktowali ją starożytni. Porównanie w teleskopie między tymi kulkami? To po prostu inna liga. Fałszywa kometa w Skorpionie. Gołym okiem wygląda jak kometa, dopiero w teleskopie widać ze to połączone gromady otwarte i mgławica. Skorpion widziany w całości jest piękny. W Polsce widać tylko część. Światło zodiakalne – przyznam ze nie widziałem go wcześniej i nie wiedziałem nawet co to jest (niedobre światło ubiło nam galaktykę z maratonu) Droga Mleczna. Tak wschodzącej Drogi Mlecznej w Skorpionie i Strzelcu nie widziałem. Nawet mówiłem do kolegów, że będzie koniec obserwacji i focenia bo idą cirrusy tyle, że to nie były chmury. Wtedy przestałem "zaliczać" nieznane mi M-ki, zostawiłem teleskop i odszedłem na bok pobyć trochę sam na sam z naprawdę ładnym niebem. KOSZTY Bilet na samolot 1200 zł. Normalnie kosztuje 500-600 w obie strony, ale że wziąłem teleskop to potrzebowałem dodatkowy bagaż rejestrowy. Niestety linie WizzAir sobie za to odpowiednio liczą. 600 euro wydałem na miejscu. W tych 600 euro był apartament, wynajęcie auta, paliwo, wejście do Siam Parku, kolejka na Teide, wejście na szczyt (osobna opłata), jedzenie na mieście i zakupy w markecie, picie (nie tylko wody i soków) Mówiąc inaczej całkowite koszty to 1200 zł + 600 euro za 11 dni pobytu Uwaga na wypłaty w bankomatach! Słyszałem, że za granica niektóre bankomaty mogą sobie naliczyć sporą prowizje, ale myślałem, że takie historie to tylko w bajkach o złych bankomatach i w krajach 4 świata. A tu niespodzianka. Bankomat coś do mnie mówił, ale tak się składa, że jestem informatykiem, a cechą informatyków jest to, że kompletnie nie czytają wyświetlających się komunikatów. I pewnie nie zwróciłbym na to uwagi, ale po powrocie chciałem podliczyć koszty. Jaką prowizję potrafi naliczyć bankomat? Około 10% !!! Następnym razem przeczytam co pisze do mnie maszyna lub zmienię bankomat. PODSUMOWANIE Czy warto? Tak. Napisze więcej. Zdecydowanie TAK. Nawet jeśli ktoś nie planuje obserwować gwiazd to warto po prostu pojechać. Na Teneryfie jest około 35 pieszych szlaków. Góry wulkaniczne są inne od klasycznych. Warto zobaczyć. Ładna cała północ Teneryfy i okolice Teide. Mógłbym tam zamieszkać (…kto wie). Na lotnisku wielu turystów z rowerami zapakowanymi w kartony. A jeśli już ktoś jedzie turystycznie to warto wziąć przynajmniej lornetkę i choć jeden raz wybrać się w nocy w okolice Teide. Turyści za taka przyjemność (wyjazd w nocy na punk widokowy) płacą 47 euro. W tym jest lampka wina o zachodzie słońca, a jak się ściemni pani przez pół godziny pokazuje zielonym laserem Wielki Wóz. Oriona, Polarną itp. Czy mam ochotę tam się wybrać jeszcze raz? Tak. I jak tylko będzie możliwość pojadę… Z tą ekipą, inną ekipa, bez ekipy. Do miłego spotkania na Teneryfie, La Palmie. Zdzichu
  6. Jednym z najbardziej popularnych "wyzwań" dla astronomów amatorów na świecie jest obserwacja wszystkich 110 obiektów Messiera za pomocą własnego sprzętu. Sam Messier nie korzystał z wybitnych warunków obserwacyjnych i używał teleskopów o ograniczonej zdolności optycznej - porównywalnych do nowoczesnych lornetek lub małych teleskopów. Jego ulubiony teleskop to achromatyczny 3,5-calowy refraktor z oczywistych względów pozbawiony jakichkolwiek warstw. W podobnych warunkach dzisiejszy 3-calowy refraktor jest wystarczający dla doświadczonego obserwatora, chociaż niektóre obiekty mogą sprawiać pewne trudności. Ogromna większość obiektów jest widoczna w lornetce 10x50 pod ciemnym niebem, chociaż wiele z nich będzie wymagać sporego wysiłku. Wszystkie 110 obiektów można zobaczyć bez większych trudności korzystając z apertury 4" i więcej. Każdego roku w okolicy marcowego nowiu miłośnicy astronomii wyruszają na obserwacje, aby spróbować zobaczyć jak najwięcej obiektów Messiera w ciągu jednej nocy. Maraton Messiera został zainicjowany w latach siedemdziesiątych XX wieku przez kilku miłośników z USA (w tym Toma Hoffeldera, Toma Reilanda i Dona Machholza) oraz jednego z hiszpańskich astronomów-amatorów. Pierwsza relacja z obserwacji wszystkich obiektów z katalogu w ciągu jednej nocy odnosi się do nocy z 23 na 24 marca 1985 roku, kiedy to Gerry Rattley z Dugas w Arizonie dokonał tego wyczynu. Około godziny później Rick Hull powtórzył ten sukces z miejscowości Anza w Kalifornii. W nocy z 20 na 21 marca 2004 roku Petra Saliger & Gernot Stenz za pomocą 4" refraktora na Teneryfie dokonali pierwszego "europejskiego" pełnego Maratonu. Gdzie i kiedy najlepiej? Tom Polakis zbadał możliwość przeprowadzenia Maratonu z wynikiem 110 obiektów Messiera w ciągu jednej nocy z różnych szerokości geograficznych. Wnioski oparł głównie na doświadczeniach uczestników Maratonów z USA (głównie All Arizona Messier Marathons), zbieranych przez wiele lat. Opublikował swoje wyniki w sieci, w tym grafikę widoczną powyżej. Tom zaznaczył, że: Obiekty Messiera czyli co dokładnie? Kiedy Charles Messier obserwował obiekty, które ostatecznie trafiły do słynnego katalogu, jego wizualne wrażenia pozwalały mu tylko rozróżnić "amas d'étoiles" (gromady gwiezdne) i "nebuleuse" (mgławice). Dzisiaj wiemy, że wśród wszystkich 110 obiektów składających się na katalog znajdziemy: 6 mgławic dyfuzyjnych 28 gromad otwartych 4 mgławice planetarne 29 gromad kulistych 40 galaktyk 3 inne obiekty Powyższa lista opiera się na założeniu, że M8 (Laguna) i M16 (Orzeł) to gromady otwarte (w ten sposób zanotował je sam Messier). 69 obiektów z listy znajduje się w naszej galaktyce, w odległościach od 430 lat świetlnych (Plejady), do 78.000 lat świetlnych (M75). Pozostałe 41 obiektów to galaktyki...z jednym wyjątkiem. Gromada kulista M54 znajduje się w SagDEG - galaktyce karłowatej będącej satelitą Drogi Mlecznej. Najbardziej odległym "Messierem" jest M109, galaktyka znajdująca się w odległości ok. 67,5 mln l.ś. Messier 45 (Plejady) to bezsprzecznie najjaśniejszy obiekt w zestawieniu, widoczny gołym okiem nawet na niezbyt ciemnym niebie. Na końcu listy w zależności od źródła znajduje się M95, M91 lub M97. Największa kątowo jest oczywiście Galaktyka Andromedy, ale w rzeczywistości to miano należy się M101 o średnicy ponad 1,5 razy większej niż M31. Na drugim biegunie znajdziemy M40 o odległości kątowej 49". Fizycznie najmniejsza jest mgławica planetarna M76, ponieważ M40 (podobnie jak M73) nie jest "prawdziwym" obiektem. Moje wyzwanie Próba wykonania pełnego Maratonu Messiera chodziła za mną mniej więcej od połowy zeszłego roku. Wiedziałem, że i tak w drugiej połowie marca wybiorę się znowu na Teneryfę lub La Palmę więc od razu wydało mi się to doskonałą okazją na podjęcie takiego wyzwania. Gdzieś tam w pamięci miałem też relacje Panasamarasa i Pawła Trybusa. Po zasięgnięciu informacji, których skróconą wersję widzicie powyżej, okazało się że założony termin i miejsce (okolice 25 marca w pobliżu 28-go równoleżnika) są wręcz idealne. Sprawdziłem wszystko - jak wcześnie muszę zacząć, gdzie dokładnie znajdę M74 i M77 oraz kilka innych trudniejszych obiektów, ile czasu przed wschodem Słońca będę miał na M30 i jak typowa lista kolejności będzie się mieć do warunków na miejscu. Kilka dni przed wyjazdem drukuję "check-listy" w kilku kopiach oraz mapki wygenerowane w CdC. Zabieram Zeissa Jenoptema 10x50 (pole 7,3 stopnia) oraz lornetę Strathspey 25x100 (angielski brand, lorneta znana również jako Oberwerk 25x100 IF, Helios Quantum-4 czy TS - Gigant) - pole 2,5 stopnia. Na Teneryfę dotarliśmy popołudniem 20 marca. Jak zwykle towarzyszyła mi Aga oraz po raz pierwszy Bartosz i Zdzichu, który zabrał ze sobą TS ED 102mm f/7 na AZ4, która to kombinacja okaże się później bardzo pomocna. Zapoznanie z miejscówką i niebem Wstępnie na termin Maratonu wybrałem noc z 25 na 26 marca. Gdyby coś poszło nie tak, przewidywałem powtórkę noc później. Miejsce to doskonale nam znany z lat poprzednich punkt widokowy Mirador de Chio (2087 m. n.p.m.) u stóp wulkanu Pico Viejo. Co prawda wschodnia i południowa część horyzontu jest tam nieco zasłonięta przez ścianę kaldery będącej pozostałością po niegdysiejszym ogromnym wulkanie Las Cañadas, jednak jej wysokość nie stanowiła większego problemu. Część zachodnia jest tam kompletnie odsłonięta a sam Viejo znajduje się na północy z lekkim przesunięciem na wschód czyli w miejscu, które mnie najmniej interesowało. Miejsce na tyle dobre z wielu względów, żeby wybić z głowy szukanie innych (jedyna próba innego miejsca skończyła się szybką ucieczką do samochodu przed lodowatym wiatrem). Mirador de Chio, kolejno od lewej: wschód, południe, zachód i północ, oraz położenie na mapie Teneryfy Po dwóch nockach "lenistwa" (że tak delikatnie ujmę) wreszcie (22.03) decydujemy się na wyjazd "zapoznawczy". Główna myśl jaka mi przyświeca to test uciekających najszybciej - M74 i M77. Tym razem nic z tego. Chmury nad zachodnim horyzontem i ogólnie panoszący się na niebie cirrus witają nas na miejscu. Odpadają nie tylko "siedemdziesiątki" ale również Andromeda z sąsiadkami i Trójkąt. No nic, zabieram się za ogólną powtórkę zimowego nieba i kilku eMek, które uznałem za potencjalne zagrożenie. M76 pojawia się stosunkowo łatwo w teleskopie, w lornecie niewiele różni się od słabej gwiazdy. M102 (co do obiektu są wątpliwości ale uznaje się, że to NGC 5866 czyli Galaktyka Wrzeciono) w Smoku również okazuje się nie sprawiać tylu problemów co przewidywałem. Łącznie pierwsza nocka "zapoznawcza" przynosi owoc 31 zaliczonych Messierów do godziny 23:30. Jeżdżąc z pamięci bez listy przegapiłem M1 i M50. Jestem dobrej myśli ale zauważyłem dwa problemy, o których wcześniej nie myślałem. I tak upłynęła noc, poranek, popołudnie - dzień kolejny Kolejny wieczór już kompletnie bezchmurny, jednak jesteśmy na miejscu za późno. Znów uciekły wieczorne galaktyczki ale nadrabiam zaległego Kraba i M50. Trochę zniechęcony odpuszczam tym razem temat Messiera i na kompletnym luzie jeżdżę lornetką po okolicach Rufy i Żagla. Około północy wschodzi Omega Centauri wzbudzająca podziw w każdym sprzęcie zwłaszcza towarzyszy podróży, którzy wcześniej jej nie widzieli. Jest bezchmurnie, Bartek smaży szerokie kadry więc zostajemy troszkę dłużej niż poprzednio. Sprawdzam jeszcze dobrze mi znany nalot na Południowy Wiatraczek (83) oraz kulkę w Hydrze (68). W międzyczasie postanowiłem zerknąć na kometę 41P/Tuttle-Giacobini-Kresak, jednak podobnie jak kolegów z forum oszukało mnie mobilne Stellarium i przez dłuższą chwilę błądziłem lornetką w okolicach gwiazdy 36 UMa zanim znalazłem ją już wewnątrz "Wozu". I tak upłynęła noc, poranek, popołudnie - dzień kolejny Moja niecierpliwość zwyciężyła - jeśli będą warunki, podchodzę na poważnie do maratonu noc wcześniej niż zakładałem. Nawet nie straszny mi niewielki sierp Księżyca goszczący gdzieś w okolicy M30 nad ranem. Jedziemy z założeniem, że to dziś... Jednak nie dziś. Po dotarciu na miejsce witają nas dwa okropne zjawiska, nie wiem które gorsze. Na niebie cirrus a na parkingu cała grupa młodocianych amatorów nieba. Kilkadziesiąt osób wywija białymi latarkami, laserami - ogólnie klimat jak na korytarzu ś.p. polskiego gimnazjum. Gdyby chodziło o zwykłe obserwacje, nie byłoby większego problemu, zmieniamy miejscówkę (coś tam w rezerwie jeszcze miałem) a niebo w wielu miejscach było pogodne. Jednak to miał być Maraton bezkompromisowy - na 110 fajerek! Decyzja prosta - wracamy na dół, nabierzemy sił i wracamy następnego dnia. I tak upłynęła noc, poranek, popołudnie - dzień kolejny...TO JEST TA NOC Na początku był chaos... Czuję się jak przed ważnym egzaminem. Już kilka lat nie miałem żadnego egzaminu, więc nieco zapomniałem też lekki ucisk w brzuchu. Na miejsce docieramy około godziny 19:45, temperatura wynosi 3 stopnie Celsjusza i jak się później okaże, pozostanie w tych okolicach przez całą noc. Niebo wygląda na idealnie bezchmurnie, nie stwierdzono też żadnych niepożądanych gości na parkingu. Mam chwilę czasu na wypakowanie lornetek, mapek, włączenie dyktafonu na telefonie. O równej 20:00 zaczynam rozglądać się po niebie. Stosunkowo wysoko nad zachodnim horyzontem świeci Merkury, który dodaje nadziei ponieważ znajduje się niżej niż pierwszy cel Maratonu. Nad horyzontem jeszcze jasno więc trzeba uzbroić się w cierpliwość... Albo i nie! Skoro mam jeszcze chwilę do próby łapania galaktyk, rzucam okiem i lornetą na M45 - Plejady (20:09), które zajmują około połowę z 2,5* pola 25x100. Po chwili zabieram mniejszą lornetkę i od razu znajduję M41 w Wielkim Psie (20:10) oraz M93 w Rufie (20:11), którą bardzo łatwo znaleźć tuż nad gwiazdą Asmidiske (3,34 mag) wyglądającą jak podwójna z powodu bliskiego położenia 188 Pup (5,3 mag). Nawet w większej lornecie gwiazdy z gromadką ze sporym zapasem mieszczą się w jednym polu widzenia. Wracam pośpiesznie do Syriusza od którego odbijam w kierunku Procjona żeby po drodze trafić na gromadę M50 w Jednorożcu (20:13). Trzy dni wcześniej o niej zapomniałem, więc teraz mimo korzystania z listy, myślałem o niej szczególnie. Zresztą lista nijak się miała do mojego nieco chaotycznego biegania po zimowych emkach. Skoro już jestem w tej okolicy, zmierzam z radością w kierunku pary M46 i M47 (20:15), która jest dla mnie absolutną czołówką wśród widoków w lornetkowych okularach. W dużej lornecie dwie kompletnie różne od siebie gromady są widoczne ze sporym zapasem, z mniejszej zajmują mniej niż 1/3 pola widzenia. W tym momencie podejmuję pierwszą próbę złapania galaktycznych pułapek w Rybach i Wielorybie ale jest jeszcze zdecydowanie zbyt jasno. Wracam zatem do małej lornetki i łapię M34 w Perseuszu (20:17) między gwiazdami Almaak i Algol. Widok powoduje lekki uśmiech na twarzy ponieważ próbowaliśmy z Bartkiem i Zdzichem wcześniej dojść do tego, dlaczego Stellarium używa określenia "Gromada Spiralna", ale żadna lornetka ani teleskop w połączeniu z naszą wyobraźnią nie dawał odpowiedzi na tą zagadkę. Zmierzam w kierunku Kasjopei żeby tuż przy gwieździe Ruchbah odnaleźć M103 (20:19) oraz NGC663, która wydaje się być znacznie bardziej miłym dla oka obiektem niż sąsiadka. W tym momencie przestaję stawiać numerki na mojej liście, przecież i tak odtworzę sobie kolejność z nagrania. Stwierdzam, że pora przyjrzeć się Galaktyce Andromedy i Trójkąta ponieważ zaczynają niebezpiecznie zbliżać się do horyzontu, ale zanim tam dotrę, szybkie podejście do M52 (20:24), która wydaje się być również jednym z bardziej "naglących obiektów" Przedłużenie linii łączącej Schedar i Caph pozwala na bezstresowe dotarcie do celu dużą lornetą. Dwie minuty później docieram do M31 (20:26), krótkie przyglądanie się dosyć dużej plamie i już wiem, że na sąsiadki trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać i pewnie skorzystać z teleskopu dla pewności. Przesunięcie lornety równolegle do horyzontu w lewo i lekko do góry pozwala dostrzec dużą ale ledwo kontrastującą z tłem okrągłą plamę M33 (20:28). O godzinie 20:29 kieruję lornetę dokładnie w kierunku miejsca gdzie powinna znajdować się M74. Znam to miejsce doskonale, sprawdzałem wielokrotnie układ gwiazd, jednak nadal nie widzę niczego, co przypominałoby galaktykę. Pocieszam się tym, że mój cel znajduje się jeszcze dosyć wysoko. Duża lorneta czeka w pogotowiu, a tymczasem biorę mniejszą i nadrabiam "zimowe" zaległości. Łatwiejsze cele zwykle namierzam za pomocą linii prostych od jasnych gwiazd lub tworzenia trójkątów i ten drugi sposób dobrze sprawdza się przy M48 (20:30) tworzącej trójkąt równoramienny z Procjonem i głową gwiazdozbioru Hydry. Dwie minuty później jestem już w Woźnicy. Wszystkie trzy gromady (M36, M37 i M38) mieszczą się razem w polu lornetki. Pobliska M35 (20:33) wymaga przemieszczenia się o jakieś 10 stopni od M37. Czekam aż przejedzie (kolejny już) samochód i zmierzam w kierunku Zdzicha, który również postanowił zapoznać się dziś z niektórymi eMkami. O godzinie 20:41 teleskopem i Baaderem Hyperionem Zoom 8-24 odnajduję jeden w dwóch wieczornych bastionów - M77 w Wielorybie, który pada łatwiej niż się spodziewałem. Bardzo pomocny jest tutaj charakterystyczny układ gwiazd dookoła galaktyki. Galaktyka w Rybach stawia znacznie większy opór. Zmiana powiększeń, próby w lornecie, wszelkie formy zerkania i manewrowania tubą tak żeby obiekt się przesuwał - nic z tego. Po dosyć długiej walce i momencie gdy wydawało mi się, że coś widzę (pewnie siła autosugestii) muszę się poddać - M74 nie znajdzie się na mojej liście. Niby Słońce już sporo pod horyzontem, niby wiem dokładnie gdzie jest, ale tło jakieś zbyt jasne - ujawnił się pierwszy z problemów, które dostrzegłem kilka dni wcześniej, a kompletnie się go nie spodziewałem - światło zodiakalne: No nic, trzeba ruszyć dalej. Gdy kieruję szukacz na Galaktykę Andromedy, okazuje się, że przeszkodą zaczyna być...nasz samochód. Teleskop łatwiej przestawić niż samochód więc przenosimy się ze sprzętem w inne miejsce i tam obok Andromedy pojawiają się: M32 nieco bliżej i mniej oczywista oraz M110 nieco dalej i konkretniej widoczna. Godzina 21:06. Rzut (gołego) oka na okolice gdzie powinienem znaleźć "Małe Hantle". To ostatni obiekt, z którym powinienem się streszczać ale widzę, że jest jeszcze dosyć wysoko, więc...ostatni, desperacki atak na Ryby. Zdzich żartuje, że może akurat światło zodiakalne zgaśnie, ale nie ma co się czarować - nie ma szans. Zabieram się za M76 (21:10). Miniaturka, która na szczęście znajduje się tuż przy jeden z dwóch widocznych gołym okiem gwiazd tworzących luźną parę między Kasjopeją a końcem Andromedy i poświęciłem jej nieco więcej uwagi wcześniej. To jeden z obiektów, które z lornetce można "zaliczyć" co też czynię, ale dla identyfikacji charakterystycznego kształtu "klepsydry" wymaga nieco powiększenia, dlatego też podziwiam ją w teleskopie. Skoro już jestem przy teleskopie, wracam do M52, która nie wyglądała zbyt okazale w lornecie. Odnajduję ją między Kasjopeją, a...samochodem. Zając nie zając, nie ucieknie. Wszelkie poradniki i listy dla Maratonów układane pod nasze szerokości geograficzne, sugerują bardzo szybkie uporanie się z gromadą kulistą w Zającu. Na szczęście tutaj jeszcze około 23:00 będę ją miał nad horyzontem. M79 zaliczam już o godzinie 21:15, chyba głównie dla świętego spokoju. W żadnym z możliwych powiększeń nie wygląda zbyt okazale. Zoom w okolicach krótszych ogniskowych pozwala nieźle wyszczególnić jaśniejsze jądro i ciemniejsze, ziarniste zewnętrzne rejony gromady. Korzystając z teleskopu powoli kompletuję zimowego Messiera zmierzając do Oriona - M42, M43 (21:17) które zaliczam również w lornecie i w tej wersji chyba bardziej przypadają mi do gustu oraz M78 (21:18). Wydrukowana lista nie pozwala mi zapomnieć tym razem o Krabie - M1 (21:20), któremu nie żałuję powiększenia. Na bardzo ciemnym niebie prezentuje się wyjątkowo okazale. Duża, niejednorodna plama o charakterystycznym kształcie. Z drugiej strony nieba dostrzegam, że gwiazdozbiór Kruka wisi na niezłej wysokości nad horyzontem więc znów nie zważając za "sugerowaną" kolejność łapię M68 (21:22), która nasuwa skojarzenia z koleżanką z Zająca chociaż wydaje się nieco (ale bardzo niewiele) większa. Od razu zmierzam również do Galaktyki Sombrero - M104 (21:23) do której droga to czysta przyjemność. Asteryzm Gwiezdne Wrota i bardzo ciasny układ trzech gwiazdek w linii, dokładnie wskazują położenie niepozornej ale pięknej galaktyki. Chwila zapoznania się z listą i widzę, że mam jeszcze dwie luki związane z Rakiem. Duża lorneta z zapasem pola pokazuje cały majestat Żłóbka - M44 (21:25), zaskakująco dobrze prezentuje się również M67 (21:26). Obie gromady nie mieszczą się w jednym polu małej lornetki ale niewiele brakuje, zatem odległość między nimi oceniam na ok 8 stopni. Przechodzę do Lwa i zaczynam małą lornetką od położonego nieco niżej Tripletu zawierającego oprócz NGC3628 interesujące mnie galaktyki M65 i M66 (21:30). Żeby zajrzeć do "drugiego tripletu" (jak go sobie roboczo nazwałem) zdjąłem dużą lornetę ze statywu i opierając się samemu o pobliską barierkę, z ręki znajduję M96, M96 i M105 (21:37). Pozycja karkołomna więc nie zagłębiam się w szczegóły których zresztą za bardzo nie widać. Mała konsultacja z mapką dla pewności i mogę odznaczyć kolejne 3 Messiery. W myślach coraz bliżej zestaw Coma-Virgo do którego absolutnie mi się nie śpieszy więc zaglądam do Naosa. Bellatrix kazała to trzeba się słuchać. Tam niespodzianka. Tuż obok dwie skrajnie różne gromady otwarte - jedna słaba, jednolita wygląda nieco jak kulista ale ciągle nieźle widoczna (NGC2477), druga duża, bardzo jasna (2,8 mag) składająca się głównie z błękitnych gwiazd i jednej jaśniejszej, żółto pomarańczowej (NGC2451). W małej lornetce genialny widok. Tym razem posłuszny założonej kolejności, zmierzam w kierunku Wielkiej Niedźwiedzicy... Galaktyki M81 i M82 (21:42) to obiekty, których nie trzeba przedstawiać. Rzucam na nie okiem z obu lornetek i idę do teleskopu ponieważ najbliższe plany przewidują obiekty wymagające trochę więcej powiększenia. M108 - Deska Surfingowa) i M97 - Mgławica Sowa (21:47) wyjątkowo szybko pojawiają się w okularze - bliskość jasnego Meraka bardzo ułatwia zadanie. Obydwie mieszczą się w ok. 1-stopniowym (16mm w zoomie Baadera) polu widzenia fajnie kontrastując podłużno-okrągłym kształtem. Zachęcony widokiem, kieruję na nie lornetę. Obydwa obiekty widoczne, można nawet doszukiwać się kształtu, ale niedobór powiększenia jest aż nadto widoczny. Jadę do góry w kierunku gwiazdy Phecda, w pobliżu której oczekuję znaleźć "Odkurzacz" (jak to widzimy w Stellarium). Okazuje się, że nie jest tak oczywista jak poprzedniczka ale i M109 (21:54) w końcu ukazuje się moim oczom. Czas na pseudo-Messiera. Upośledzony bo upośledzony ale zaliczyć trzeba. Tuż poniżej żółtawej gwiazdy 70 UMa (5,5 mag) widoczna jest para niezwiązanych ze sobą fizycznie gwiazd tworzących M40 (22:02). Do skompletowania pierwszej strony listy pozostała mi już tylko M51 (22:07) która tworząc kąt prosty z końcem dyszla Wielkego Wozu staje się łatwym celem. W dużej lornecie bardzo ładnie widoczne obydwie części pary galaktyk. Galaktyka Wiatraczek - M101 (22:09) tworzy z tym samym dyszlem trójkąt równoramienny więc też nie wymaga dokładnych namiarów i jest łatwym celem zarówno w małej jak i dużej lornecie. Większych problemów spodziewałem się ze znajdującą się nieco na uboczu galaktyką M102 (22:18) w Smoku, dlatego kilka dni wcześniej zrobiłem sobie próbny starhopping i okazało się, że nie taki Smok straszny. Przy okazji o kilka punktów wzrasta moja sympatia do szukaczy typu Red Dot. Szybko namierzam, pokazuję Zdzichowi i jazda do Psów Gończych. W menu mam Psy razy cztery (3 galaktyki i gromada kulista). Galaktyka Słonecznik - M63 (22:21) znajduje się po drodze z końca Wielkiego Wozu do gwiazdy Cor Caroli przy grupce dosyć jasnych gwiazdek. W obu lornetkach dobrze widoczna, w większej przyjmuje kształt spłaszczonej elipsy. M94 (22:23) ma obok siebie jeszcze ciekawszy układ gwiazdek w kształcie hmmm, latawca(?). Mijam czerwonawą La Superbę (pozdrowienia dla Bellatrix) i w połowie drogi między betą Psów Gończych a gammą Wielkiej Niedźwiedzicy spotykam ostatnią z galaktyczek w Psach - M106 (22:30). Na koniec tego etapu coś bardzo łatwego - gromada kulista M3 (22:33) w połowie drogi między Cor Caroli a Arkturem. Po doświadczeniach z mini-kulkami w Zającu i Kruku, ta wygląda niczym z innej ligi. Na kolanach przed Panną i Bereniką Krótka rozmowa z Bartkiem (który naświetla kolejną klatkę): -Co tam dziubiesz? -Kruka Wizyta w Warkoczu zaczyna się niewinnie. Gromada kulista M53 (22:39) położona blisko alfy Warkocza, mimo że niewielka, jest łatwym celem dla dużej lornety i sprawia lepsze wrażenie niż niektóre poprzedniczki. -Zdzichuuuu, chyba będę coraz częściej do Ciebie przychodził. Pojawia się problem numer dwa zauważony już w czasie pierwszej próbnej nocy. Zestaw galaktyk Coma-Virgo jest już bardzo wysoko nad horyzontem (przeteleportowałbym sięw tym momencie chętnie do Polski) co oznacza spore wygibasy biorąc pod uwagę mój niski lornetowy statyw, który sprawdza się przy obiektach niewysoko nad horyzontem (Skorpiony, Centaury czy inne Rufy), ale kompletnie nie nadaje się do przeczesywania zenitu i okolic. Mimo że lorneta pozwoliłaby sprawniej uporać się z tym rejonem, kątówka w teleskopie i szukaczu nie pozostawiają wątpliwości. Nawet w takiej konfiguracji większość czasu spędzę na kolanach. Krótka przerwa i zaczynam najtrudniejszy dla mnie etap wędrówki po Messierach od M64 (22:48) w Warkoczu, która trzyma się trochę dalej od tego piekielnego skupiska. Czarnego oka nie dostrzegam ale galaktyka wygląda na dosyć dużą i jasną. Kolejna krótka przerwa po tym gdy podczas zapisywania znaleziska zauważyłem, że drętwieją mi palce z zimna. Zaczynam mocno żałować, że nie zabrałem rękawiczek. Przy okazji przenosimy teleskop w wygodniejsze dla mnie miejsce z bezpośrednim dostępem do mapek i listy. Rozpoczynam podejście do M85 od Deneboli, ale przypadkowo trafiam na inny obiekt. Zerkam na mapkę, sprawdzam okoliczne gwiazdki i okazuje się że nieco zboczyłem z trasy docierając do M100 (23:03). Skoro już jestem w tej okolicy, teraz powinno pójść sprawniej. Dwie minuty później wpada w końcu M85 (23:05) i wracam do charakterystycznego trapezu ułożonego z gwiazd od 5 (6 Com) do 8 wielkości, który jest dobrą bazą wypadową do galaktyki M98 (23:08) u której dostrzegam ewidentny podłużny kształt w 24mm i M99 (23:11) leżącej w pobliżu jednego z jego (trapezu) boków - ta z kolei wydała mi się być lekko jajowata. Dalej przewiduję zejście nieco na południe w kierunku słynnego Łańcucha Markariana, który kryje dwie interesujące mnie galaktyki. To dobry czas na zmianę okularu i w wyciągu ląduje ES 24 mm 68*, który oferuje nieco więcej przestrzeni niż zoom Baadera przy takiej samej ogniskowej. O 23:23 podziwiam Łańcuch w tym M84 i M86. wraz z przyległościami z katalogu NGC (na szybko widzę sztuk cztery) oraz wędruję na wschód do M88 (23:28) i M91 (23:29) Dwie galaktyki znajdujące się pod koniec Katalogu Messiera sortowanego pod względem jasności, sprawiają lekki problem, więc tym bardziej jestem zadowolony gdy mam je już z głowy. W międzyczasie pojawia się lekki wiatr, który próbuje zabrać moje kartki co na chwilę odrywa mnie od okularu. Upewniony, że mam wszystkie istotne papiery najpierw dla pewności robię do drugie podejście do 88-91 zaczynając od wspomnianego już "trapezu"(23:39), a gdy to kończy się sukcesem łapię Virgo A - M87 (23:44) po drodze mijając ponownie Łańcuch Markariana. Owalny widok nie sprawiałby większego wrażenia ale mam w pamięci, że to ogromna galaktyka, fizycznie największa w całej gromadzie. -Pyknąłeś już tą Pannę? -Już bliżej niż dalej... Odbijam w lewo i łapię M89 (23:47) i nieco większą M90 (23:49). W międzyczasie przejeżdżają 3 samochody pod rząd. Oczywiście wszystkie muszą zwolnić, żeby zobaczyć co tu się dzieje (niecenzuralnych słów z nagrania nie przytoczę). Czas na kolejną krótką przerwę na rozgrzanie dłoni. M59 i M60 padają już minutę po północy. Nie zauważyłem, że po drodze miałem jeszcze jedną galaktykę z listy ale wpisując poprzednie widzę lukę i wracam do M58 (00:03). Przypadkiem wpadają też w okular okoliczne 89/90 i 87. W tym momencie oddycham z ulgą bo widzę, że brak mi jeszcze tylko dwóch galaktyk z zestawu i to sporo oddalonych od reszty. Manewrowanie w tej okolicy strasznie mnie nudzi - no cóż, tak po prostu mam. Galaktyka M49 (00:13) wpada bardzo łatwo miedzy gwiazdami 6 wielkości. Kieruję się nieco niżej ponieważ tam spodziewam się znaleźć ostatnie trofeum w tym rejonie. Gdy nie udaje się od góry, robię drugie podejście od dołu. Gwiazda 16 Vir (4,9 mag) załatwia sprawę i o godzinie 00:17 mogę zaznaczyć okienko przy M61. Koniec! Na 17 galaktyk potrzebowałem prawie dokładnie 1,5 godziny, prawie cały czas na kolanach Nie wrócę tam już nigdy w tych samych okolicznościach przyrody. Albo będę łapał nisko nad horyzontem ale z okularem/lornetą na sensownej wysokości. Jakiś dobson, albo żuraw, albo podobne ustrojstwo... Wiatraczek i kilka kulek W tym momencie planowałem zrobić sobie nieco dłuższą przerwę ale nic z tego. Po dłuższej rozłące znów witam się z lornetą i kieruję ją w na Południowy Wiatraczek - M83 (00:21) przy granicy Hydry i Centaura. Niżej świeci widoczna nawet gołym okiem Omega Centauri i wymagający lornetki Centaurus A. Wiem, że mam sporo czasu więc zatrzymuję się przy tych obiektach na nieco dłuższą chwilę. Po ogromnej gromadzie kulistej w sercu Centaura ciekawym doświadczeniem jest widok "ubogich krewnych" w Herkulesie - M13 i M92 (00:25). Co ciekawe, ta druga wywiera na mnie jak zwykle większe wrażenie, chyba dlatego, że nie jest tak popularna niż "trzynastka", więc i oczekiwania znacznie mniejsze. Skoro jesteśmy przy kulkach, następna w kolejności jest M5 (00:29). Zgrubne nakierowanie lornety między gwiazdy 109 Vir i Alfę Ser zdecydowanie wystarczy, żeby odnaleźć niemałą (już zapomniałem o Omedze) i całkiem jasną gromadę. Wężownik, Skorpion i Strzelec dopiero pojawiają się nad horyzontem, Lutnia ukryta za wulkanem więc pora na dłuższą przerwę. Moje dłonie domagają się ciepła - ostatnie zapiski na liście wyglądają na jakąś dziwną lekarską czcionkę. Żołądek też daje znać o sobie więc dostaje porcję węglowodanów w postaci kanaryjskich ciastek i zestaw nie wiem czego (nie chcę wiedzieć) w postaci energetyka o nazwie, która zaczyna się i kończy jak słowo "Messier" W centrum Drogi Mlecznej Nie było mnie 1,5 godziny a zegar na telefonie wskazuje 03:05. No tak, dziś zmiana czasu. Przede mną ulubione zakamarki nieba czyli król Skorpion z przyległościami. W planach kulki więc oprócz lornetek znów biorę teleskop - trochę powiększenia nie zaszkodzi. Zaczynam od dużej, jasnej i lekko poszarpanej nawet w lornecie towarzyszki Antaresa - M4 (03:07) i nieco skromniejszej ale również nie stawiającej oporu M80 (03:13) W międzyczasie zerknąłem na NGC 6144, więc nawet ta druga wydaje się całkiem spora. Przeskakuję do M107 (03:18), którą znajduję na krawędzi pola widzenia w małej lornetce gdy na środku mam Zetę Oph. W większej lornecie para się nie mieści ale wystarczy lekkie przesunięcie żeby niewielka gromada się pojawiła. Wewnątrz Wężownika docieram do M12 (03:21) i M10 (03:22), które prezentują się trochę okazalej niż 80 i 107. Kulki w tej części Wężownika domykam łapiąc słabszą niż poprzednie M14 (03:25). Nadal w Wężowniku, ale już w okolicach granicy ze Skorpionem i Strzelcem znajduję trzy kolejne i ostatnie z tego grona eM-kulki: przeciętnej wielkości M62 (03:28) i M19 (03:29) oraz nieco mniejszą (porównywalną do M107 albo M14) M9 (03:31). Cały czas uwiera mnie luka na mojej liście gdzie powinienem zaznaczyć obserwację dwóch obiektów w Lutni, więc jak tylko pojawiły się nad zboczem Pico Viejo kieruję lornetę na M57 (03:43) czyli słynny "Pierścionek". Dla większej satysfakcji z widoku korzystam też z teleskopu ponieważ planetarka do kolosów nie należy i aż woła o większego "powera". Jeszcze chwilę czekam i obieram kurs z Lutni na Albireo dostrzegając tuż nad linią wulkanu niepozorną M56 (03:59). Czas na kolejną przerwę aż Strzelec i południowa część Skorpiona wygrzebią się na sensowną wysokość. Godzina 04:39...wygrzebały się. Pora na przedostatni etap zabawy. Tyle tam skarbów, że nie wiem od czego zacząć. Na rozgrzewkę M6 i M7 łącznie mniejszą lornetką i osobno większą. Cudowny widok. Niedaleko od Saturna namierzam gromadę otwartą M23 (04:41), jasną ale dosyć zwartą. Dalej już leci hurtowo - Laguna - M8, Trójlistna Koniczyna - M20 i tuż obok niej gromada M21 (04:43). Wszystkie trzy duża lorneta jest w stanie ogarnąć na raz. W pobliżu Kaus Borealis odnajduję M28 oraz dużą kulistą M22 (04:45). Kierując się do góry natrafiam na gromadę otwartą M25 (04:46) aż trafiam do kolejnej obfitej dostawy eMek - od "chmury" M24, która prezentuje się wyśmienicie w obu lornetkach, przez znacznie uboższą, właściwie malutką M18, dalej wszystkim dobrze znaną "Omegę" (M17). kończąc na nieco oddalonej od reszty gromado-mgławicy Orzeł czyli M16 (04:48). Rzut okiem czy złapię już Łabędzia. Jeszcze nie, ale widzę wschodzącego Altaira, który daje nadzieję na widoczność Liska i Strzały. Nie mam dostępu do Łabędzia więc poluję na Dziką Kaczkę - M11, która w mniejszej lornecie może stwarzać pozory gromady kulistej, w większej wygląda naprawdę okazale. W niewielkiej odległości odnajduję ubogą sąsiadkę M26 (04:52). W tym momencie wkrada się wątpliwość czy zaliczyłem 22 i 28 (zapomniałem zanotować) więc szybka powtórka (jak się okazało) z rozrywki. Uciekam na chwilę ze Strzelca do Strzały. Tam łapię M71 (04:57), słynne Hantle - M27 (04:58) w pobliskim Lisku i na chwilkę zawieszam wzrok na Wieszaku. W Łabędziu widoczna już jest niewielka gromada M29 (05:08). Przeczekałem jeszcze chwilę i wracam do Strzelca, mam tam jeszcze kilka niedokończonych spraw. Zaczynam od M69 (05:22), przez M70 (05:25), kończąc na M54 (05:27) ostatnia z nich wygląda na nieco większą kulkę od reszty ale żadna z nich specjalnie nie zapadnie mi w pamięć. W tym momencie każdy kolejny obiekt wymaga czekania aż wyłoni się zza mniejszej lub większej skały. Przy okazji telefon daje znać, że ma niski poziom baterii więc wyłączam dyktafon i od tej pory będę opierał się na krótkich "analogowych" notatkach. Wreszcie mogę sięgnąć po M39 (05:41) i M15 (05:43) i jeszcze raz wracam do Strzelca, a dokładniej jego przedmieść daleko za czajniczkiem. Tam czekają na mnie M55 (05:46), która okazała się dosyć łatwa i całkiem ładna, oraz M75 (05:48) sprawiająca więcej kłopotów. Wszystko w lornecie 25x100. W tym momencie zostało mi 4 sztuki, na które postanowiłem zapolować teleskopem. Na pierwszy ogień idzie słaba M72 (05:57) i małe kuriozum w postaci trójkącika M73 (06:00) oraz nisko położona ale dosyć jasna M2 (06:09). Wiem, że na ostatniego Messiera muszę poczekać jeszcze co najmniej pół godziny. W tym momencie zdejmuję lornetę ze statywu i wrzucam aparat, czego efektem są m.in dwa powyższe zdjęcia. W najlepsze szukamy klasyków w Łabędziu (Veile, Crescenty i takie tam), aż któryś z kolegów spostrzega, że na wschodzie zaczyna się robić coraz jaśniej. Sam nie wiem kiedy minęła niecała godzina, chyba najszybsza w moim życiu. Ostatnia eMka już widoczna nad skałami od co najmniej kilkunastu minut, a ja się zajmuję jakimiś pierdołami. Pośpieszny przegląd mapki i momentami graniczące z paniką skakanie po gwiazdkach Koziorożca i...jest! Łatwiej niż się spodziewałem, pojawiła się na jasnym już tle. Koledzy komisyjnie potwierdzają widok w okularze. M30 mam o godzinie 07:03. Epilog Przez cały następny dzień śpię - leżę - jem - śpię - leżę - jem. Satysfakcja miesza się z lekkim niedosytem. Z jednej strony jechałem po pełną pulę, z drugiej 109 na 110 to też bardzo dobry wynik. Analizuję co mogłem zrobić lepiej z tą cholerną M74. Większy sprzęt? Być może. Bardziej przekonuje mnie opcja zrobienia Maratonu od kilku do dziesięciu dni wcześniej. Nad ranem miałem jeszcze niezły zapas więc można by go przesunąć na wieczór. W przyszłym roku nów wypada 17 marca, może podejdę do tematu jeszcze raz bogatszy o tegoroczne doświadczenie... Źródła: Atlas of the Messier Objects: Highlights of the Deep Sky 1st Edition by Ronald Stoyan http://messier.seds.org Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa. Pojedyncze klatki z Nikona D5100 + Tokina 11-16 f/2.8 Relacja z Maratonu z wykorzystaniem dyktafonu (łączny czas nagrania ok 5,5 godziny) oraz zapisków na "checkliście" oraz kilkunastu zrzutów ekranu z telefonu.
  7. Tak się zastanawiam nad dużym wyjazdem grupowym na np Teneryfę i nie są to duże koszty. Czarter samolotu odrzutowego to koszt 2000-2500 euro za godzinę lotu. Jeśli udało by się zebrać 100 osób to koszt przelotu wahał by się od 900zł do 1150zł od osoby w dwie strony. Zaletą takiego rozwiązania jest elastyczność wylotu i powrotu. Dodatkowo można by sprzedać wolne miejsca co pozwoliło by obniżyć koszty. Można też dogadać się z biurem podroży aby to zrobił razem z hotelem i wyżywieniem. Ciekawe jak by to wycenili tak po sezonie.
  8. Gwiazdozbiór Skorpiona, którego aktualnie północną część możemy obserwować w Polsce nisko nad południowym horyzontem w pełnej okazałości (z 28N). Uwieczniony za pomocą niemodyfikowanego Canona 6D wyposażonego w standardowy obiektyw Canona 50 f1.4. Zdjęcie jest kompozycją 22 ujęć każde po 3min., ISO800, f3.2. Obszar ten zawiera wiele różnej jasności obiektów. Począwszy od stosunkowo ciemnego zespołu mgławic ro Ophiuchi pokrywającego obszar kątowy 4,5° × 6,5, skończywszy na jasnym centrum naszej Galaktyki zawierającym mld gwiazd. Tutaj też dotarł szał stawiania lamp, mimo, że lampy stawiane przez państwo spełniają wymogi astronomiczne, to reszta lamp już jak w Polsce czyli wolna amerykanka. W efekcie mamy spore light pollution nad lotniskiem (płd. strona i nad stolicą Santa Cruz) zwłaszcza, gdy nie ma chmur, które działają jak filtr blokujący.
  9. W maju wraz z żoną i synkiem odwiedziliśmy Teneryfę. Był to wyjazd wypoczynkowy, dlatego nie nastawiałem sie na nocne obserwacje i nie zabierałem żadnego sprzętu, oprócz aparatu i małego statywu. Przejażdżka w ciągu dnia i takie widoki: spowodowały, że postanowiłem spróbować nocnego rekonesansu wyspy. Teraz mogę potwierdzić opinie, które już nie raz słyszałem: to europejska Mekka dla astrografów i obserwatorów. Kiedy wyjeżdżałem z Adeje na wybrzeżu, niebo było całkowicie zachmurzone.W miarę wspinaczki serpentynami w kierunku Parku Narodowego El Teide zbliżałem się do granicy chmur, aby wreszcie wzbić się ponad nie. Na niebie świecił jasny Księżyc 4 dni przed pełnią, nisko nad horyzontem wschodził Mars, w oddali pomarańczowe światła wybrzeża podświetlały chmury: Sam park narodowy to marsjański, wulkaniczny krajobraz, porośnięty z rzadka karłowatymi krzewami. Wokół El Teide (3718m n.p.m) prowadzi droga przez płaskowyż na wysokości ok. 2000m n.p.m: Wzdłuż niej można znaleźć wiele fotogenicznych miejsc z widokiem na El Teide. Kiedy zatrzymywałem się i gasiłem silnik samochodu, wokół zapadała kompletna cisza. Było zupełnie bezwietrznie, temperatura spadła na tej wysokości do 8 st Celsjusza (wobec 27 na wybrzeżu). Mogłem sobie jedynie wyobrazić widok nocnego nieba na tym pustkowiu pod nieobecność Księżyca. Światła miejscowości położonych nad morzem widoczne były w postaci łuny praktycznie w każdym kierunku, ale jestem pewien że nie wznosiły sie wyżej niż kilka stopni nad horyzontem. Po północy zaczęła wschodzić Droga Mleczna - szkoda, że ledwo widoczna, przytłumiona blaskiem Księżyca: Na koniec zachowałem uśmiech losu - w czasie zbierania materiału do startrails nad El Teide przeleciał jasny meteor, celując w wierzchołek wulkanu. Oceniłem jego jasność na ok. -4 mag:
  10. Temat dosyć mocno ciągnąłem na sąsiednim forum ale ostatecznie mimo początkowego entuzjazmu, nie zebrałem odpowiedniej ilości chętnych :/ Można tutaj się uda W temacie chodzi o astro-wakacje na Wyspach Kanaryjskich, połączenie obserwacji w super warunkach i normalnego wypoczynku w jednym z najpopularniejszych celów turystycznych. Jeśli nic się nie zmieniło to zdecydowanie lecę ja z moją Agą (ta sama co w Stężnicy;) ), Piotrkusiu i M-A-X. Fajnie byłoby zrobić to w 7-9 osób Ogólny koszt jaki przewiduję to ok 2000zł przy opcji 7-8 dniowej i ok 2500zł przy opcji 10-12 dniowej. Jestem za dłuższą opcją. Dlaczego Kanary? Jest to najbardziej wysunięta na południe część Unii Europejskiej (oczywiście pomijając egzotyczne kolonie), a Unia oferuje nam swobodę przepływu towarów i osób, czego nie mamy w przypadku zbliżonych cenowo Maroko czy Egiptu. Statystyki dotyczące seeingu umieszczają ten region na drugim miejscu na liście najlepszych miejscówek obserwacyjnych na półkuli północnej. Teneryfa uważana jest również za jeden z 5 najlepszych punktów astro-turystyki na Świecie (obok Chile, Hawajów, Nowej Zelandii i RPA). Parlament Wysp Kanaryjskich zatwierdził w 1988 ustawę, znaną jako Prawo Nieba, aby zagwarantować ciągłość znakomitych warunków naturalnych i uniknąć wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń począwszy od lamp ulicznych na korytarzach powietrznych samolotów kończąc. http://stargazerslou...-for-observing/ http://www.greentrav....uk/star-gazing http://www.iac.es/en...&op2=10&lang=en Wyspy Kanaryjskie leżą 24* na południe od centralnej Polski co daje 24* więcej południowego nieba i wszystko 24* wyżej W tym momencie dochodzimy do terminu. Według mnie najlepszy byłby przełom kwietnia/maja bądź maja czerwca przyszłego roku z przewagą tego drugiego. Dlaczego? Nie koliduje z żadnym znanym mi zlotem, jest to termin "off-peak" czyli jeszcze poza sezonem co daje niższe ceny i co najważniejsze odpowiednią część nieba do dyspozycji - Słońce w Baranie, Księżyc w nowiu 29.04 i w podobnym terminie miesiąc później co daje nam otwarty dostęp do znacznie wyżej położonej Panny, Wężownika, Skorpiona, Strzelca, większości Centaura (z Omegą Centauri). Do wyhaczenia jest nawet fragment Krzyża Południa. Pierwsza moja myśl w tym temacie dotyczyła La Palmy ale wyspa ta ma jedną zasadniczą zaleto-wadę, a mianowicie...to za*upie. Z jednej strony to raj dla astroamatora, z drugiej spore problemy i koszty, żeby się dostać, ale nie wykluczam takiej opcji Ogólna charakterystyka wyspy. Teneryfa ma 2034 km² powierzchni, około 80 km długości i 50 km szerokości. Nas interesuje tylko południowa część wyspy, wszystkie miejsca, jakie mogą nas interesować znajdują się w promieniu max 25km, często bliżej. Teneryfa, choć geograficznie leży w północnej Afryce, jest integralną częścią Hiszpanii i Unii Europejskiej. Obowiązującą na wyspie walutą jest Euro, a językiem urzędowym język hiszpański. Z mieszkańcami można się też porozumiewać w językach angielskim i niemieckim, w tych językach są też niektóre tablice informacyjne. Klimat. Południowa część wyspy jest nie tylko lepsza pod względem dostępności horyzontu ale także pogody. Teneryfa to właściwie dwie strefy klimatyczne, z czego południowa znacznie bardziej nam odpowiada. Spowodowane jest to przedzieleniem wyspy przez wysokie pasmo górskie. Północno-wschodnia część wyspy ma klimat wilgotny, z częstszymiymi mgłami i opadami. Temperatury wahają się w granicach 6 °C pomiędzy najzimniejszym i najcieplejszym miesiącem i oscylują wokół 20 °C. Część południowo-zachodnia ma klimat suchy. Wahania temperatury są mniejsze, a średnioroczna temperatura waha się wokół 25 °C 1. Przelot. Najlepszą wyszukaną przeze mnie opcją jest bezpośredni lot z Berlina na Teneryfę. Berlin to najbliższe lotnisko posiadające bezpośrednie połączenie tanich linii na Wyspy Kanaryjskie (EasyJet, Norwegian). Świetne ceny oferują przewoźnicy czarterowi ale niestety najlepsze oferty są bardzo "last minute", jak np. ta sprzed kilku dni: http://www.fly4free.pl/tani-przelot-bilety-wyspy-kanaryjskie-teneryfa-za-397pln/ 2. Lotnisko - > Miejsce zakwaterowania. Wynajęcie samochodu na Teneryfie nie jest kwestią ani trudną ani kosztowną. Cena na osobę to ok 100zł za tydzień. Wielkość samochodów można dostosować do ilości osób. 2x4, 4+5, 2x5 - nie ma problemu. 3. Kwatera główna - temat na oddzielną dyskusję, kilka przykładów poniżej. Nie ma problemu ze znalezieniem miejscówek o różnym charakterze począwszy od głównym centr turystycznych do zadupia. Cena - za tydzień od 500zł w górę, myślę że do 700zł. Temat otwarty ze względu na dogadanie ostatecznego "charakteru" podróży . Niżej 3 opcje zamieszkania na Teneryfie. Wszystkie trzy, to wiejska okolica na południu wyspy, z dobrym dojazdem na wulkan, z dużą przestrzenią wokół domu na rozstawienie sprzętu: 1. http://www.tenerifevillasonline.co.uk/elsalto.htm Warto zwrócić uwagę na fakt, że duży taras z basenem jest skierowany na wschód i południe a za nim znajduje się głęboki wąwóz: Do 12 osób, cena uzależniona od ilości więc nie ma tak, że taka sama za 8 czy za 12. 2. http://www.homeaway....p852145#summary Podobne miejsce, podobnie z ceną. Do 10 osób. 3. http://www.tenerifev...o.uk/juliet.htm Zwykle do 8 osób ale jest możliwość do 10. 4. Miejsce obserwacji. Jeśli nasza kwatera będzie na zadupiu to oczywiście będzie to główne miejsce obserwacyjne. Jednak proponuję przynajmniej 3-4 nocki poświęcić na obserwacje w naprawdę idealnych warunkach. Teneryfa to najwyższa wyspa na Atlantyku, w Europie tylko szczyty w Alpach są wyższe niż Mt Teide (3718 m n.p.m). Bezproblemowo można znaleźć miejscówki na wysokości 2000-2500 m.n.p.m. Samo obserwatorium jest na wysokości 2400 m.n.p.m. Przykład takiej miejscówki (ekipa niemiecka). Bez obaw - główny szczyt jest od północy http://stargazerslou...attach_id=68066 Ludzie na stargazerslounge piszą, że w okolicach Parku Narodowego Mt Teide jest sporo parkingów, miejsc postojowych, itp i polecają Los Roques: Ogólnie poczytałem o kilku sporych opadach szczęki z tego miejsca. Jeden z tematów: http://stargazerslou...erife-any-tips/ Dodatkową kwestią jest samo obserwatorium na Teide. W czasie wertowania zasobów internetu w poszukiwaniu informacji natknąłem się na to: Teleskop MONS. Półmetrowy reflektor. Jest o tyle interesujący, że mogą go sobie zarezerwować zwykli astromiłośnicy Cytat: http://www.iac.es/en...&op3=25&lang=en http://www.reserva-w...privacidad.html http://www.ot-admin....g=en&item=reser Na zachętę ISON z Teide http://www.youtube.com/watch?v=xtEb376ARsI&feature=youtu.be
  11. Jestem już spakowany, jedziemy z całą paczką do mekki europejskich astroamatorów . Mamy nocleg na wysokości prawie 900 metrów n.p.m ale 20 km od morza, zarezerwowany 50cm teleskop tutaj http://www.ot-admin.net/mons/index.php na wysokości prawie 2500 metrów. W planach jest też wyprawa dużo wyżej. Zobaczymy. Tu jest nasza rezerwacja www.ot-admin.net/mons/index.php?lang=en&item=reser , niestety - stety tylko do wizuala. Mam nadzieję na świetną ekpię , pogodę no i spodziewany wybuch nowego roju żyrafilidów czy jakoś tak. Postaramy się na bierząco informować o naszych przygodach i atrakcjach.
  12. 20 stycznia – 3 lutego 2006 roku TENERYFA W dniu 20 stycznia nad ranem wylecieliśmy z Drezna na Teneryfę. Z samolotu wspaniale widoczna Wenus tuż przed wschodem Słońca. Położenie planety RA 19h22m, decl. -15o30’. Planeta około 12 stopni od Słońca. Wieczorem oglądałem niebo nad wyspą położoną 30 stopni niżej niż Polska. Wrażenie niesamowite. Wieczorem Mars niemal w zenicie. Orion bardzo wysoko. Nad południowym horyzontem widoczna bardzo jasna gwiazda Kanopus. Rozpoznałem gwiazdozbiory Columbia, Fornal i Caelum. Wysoko Erydan. Widoczne gwiazdy Ralpha i tau Hor oraz jasne gwiazdy tau i beta Puppis. Na tle Praesepe widoczny pięknie Saturn. Przy okazji lornetką 10x50mm wykonałem kilka obserwacji gwiazd zmiennych. W dniu 21 stycznia 2006 roku wieczorem (22.30 UT) ponownie obserwowałem niebo. Nad południowym horyzontem znowu pięknie świecił Kanopus. Na lewo od niej jasna gamma Vel oraz eta Puppis – widoczne gołym okiem. Świetnie widoczne gromady NGC 2477 oraz 2451. Wysoko nad horyzontem dobrze prezentowała się w lornetce M41. Nad ranem 22 stycznia 2006 roku piękne poranne niebo. Saturn zachodził, zaś obok Spiki i Jowisza świecił Jowisz. Zaskakujący widok nisko położonej Gwiazdy Polarnej. Potem oglądałem niebo w dniu 27 stycznia 2006 roku wieczorem. Wykonałem obserwacje gwiazd zmiennych. Znowu ładnie widoczne M41, M42 i M93. Natomiast w zenicie widoczna gwiazda beta Tauri. W lornetce ładnie widać Saturna tuż pod Praesepe. Ostatnie chwile z południowym niebem odbyły się w dniu 3 lutego 2006 roku nad ranem, podczas przejazdu na lotnisko. Około 6 UT wspaniale widoczna gwiazd konstelacja Centaura. Charakterystyczny i piękny gwiazdozbiór. Nad nim Puchar i Hydra, zaś na lewo widoczny w całej okazałości Skorpion. Największe wrażenie jednak zrobiła na mnie Wenus, która świeciła niczym jasna latarnia nad wschodnim horyzontem. Żałuję, że w środku nocy nie zaczaiłem się na Krzyż Południa, który powinien być widoczny nisko nad oceanem. Może następnym razem.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.