Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'wrażenia'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Astronomy and Cosmos
    • Obserwacje astronomiczne
    • Astronomy
    • Radioastronomia i spektroskopia
    • Space and exploration
  • Astronomical Pictures
    • Astrophotography
    • Galeria
    • Szkice obserwacyjne
  • Sprzęt i akcesoria
    • Dyskusje o sprzęcie
    • ATM, DIY, Arduino
    • Observatories and planetaries
    • Classifieds and shops
  • Others
    • Quick Post
    • Astropolis Community
    • Books and Apps
    • Planeta Ziemia
  • Pogromcy Light Pollution's Forum pogromców LP
  • Klub Lunarystów's ZAPOWIEDZI WYDARZEŃ
  • Klub Lunarystów's ZDJĘCIA KSIĘŻYCA
  • Klub Lunarystów's POMOCE
  • Klub Lunarystów's O wszystkim
  • Klub Planeciarzy's Forum
  • Klub Astro-Artystów's Znalezione w sieci
  • Celestia's Układ Słoneczny
  • Celestia's Sprzęt
  • Celestia's Katalog Messiera
  • Celestia's Sprawy techniczne

Blogs

There are no results to display.

There are no results to display.

Calendars

  • Kalendarz astronomiczny
  • Kalendarz imprez
  • Urodziny
  • Z historii astronomii
  • Kalendarz Astronomiczny Live
  • Klub Planeciarzy's Wydarzenia

Marker Groups

  • Members
  • Miejsca obserwacyjne

Categories

  • Astrophotography - Source Files
  • Instrukcje Obsługi
  • Instrukcja obsługi do Dream Focuser. Ustawienie ostrości to jedna z najważniejszych rzeczy zarówno w astrofotografii, jak i obserwacjach wizualnych. Dzięki DreamFocuserowi stanie się to bajecznie proste! Jeśli masz dość trzęsącego się od kręcenia gałką wyciągu teleskopu, wciąż nie jesteś pewien, czy dobrze wyostrzyłeś, albo pragniesz zautomatyzować cały proces, to jest to produkt dla Ciebie!   DreamFocuser przypadnie do gustu zarówno astrofotografom, jak i obserwatorom wizualnym. Można go używać zarówno w pełni autonomiczne, dzięki czerwonemu wyświetlaczowi (odpornemu na niskie temperatury) i podświetlanym klawiszom, jak i całkowicie zdalnie z poziomu komputera. Dzięki dostarczonemu sterownikowi, zgodnemu z platformą ASCOM może on współpracować z dowolnym programem astronomicznym, np. MaximDL, FocusMax, czy Astro Photography Tool, co daje możliwość w pełni automatycznego ustawiania ostrości.   Wyciąg jest napędzany wydajnym silnikiem krokowym, którego precyzja (dzięki sterowaniu mikrokrokowemu) i moment obrotowy pozwalają w większości przypadków na pominięcie wszelkich przekładni (które wprowadzają luzy). Silnik sterowany jest specjalnym algorytmem, dzięki czemu płynnie rozpędza się i hamuje, co jest szczególnie ważne przy podnoszeniu osprzętu o dużej bezwładności. Dodatkowo może on osiągać spore prędkości, dzięki czemu wykonanie nawet 40 obrotów pokrętła ostrości w teleskopie SCT nie zajmie dłużej, niż kilka sekund. Silniki posiadają elektroniczną identyfikację i przechowują spersonalizowane ustawienia. Dzięki temu można do jednego pilota podłączać na zmianę kilka silników, a stosowne parametry zostaną automatycznie wczytane.
  • Książki (ebooki)
  • Licencje do zdjęć

Product Groups

  • Oferta Astropolis
  • Teleskop Service
  • Obserwatoria AllSky
  • Dream Focuser
  • Serwis i Usługi
  • Książki
  • Kamery QHY - Akcja Grupowa (zakończona)

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Strona WWW


Facebook / Messenger


Skype


Instagram


Skąd


Zainteresowania


Sprzęt astronomiczny

Found 2 results

  1. Witam! Parę dni temu stałem się posiadaczem montażu iOptron iEQ45 V2. Przesiadłem się z Astrotrac'a więc różnica jest ogromna. Przedstawię w tym wątku swoje wrażenia dotyczące tego sprzętu bo chyba mało jeszcze o nim wiadomo w Polsce. Myślę, że sukcesywnie coś tu będę dodawał, w miarę przeprowadzania kolejnych testów i pracy z montażem. Montaż przyjechał dobrze zapakowany, w dwóch pudełkach. Jedno zawierało oczywiście statyw i przeciwwagi a drugie sam montaż z pilotem i dodatkami. Zaskoczyła mnie waga tego pudełka ze statywem ale wszystko stało się jasne jak wziąłem do ręki przeciwwagę W zestawie są dwie po 5 kg, blokowane pokrętłem, które w otworze środkowym wypycha mosiężny bolec, przyciskany do pręta przeciwwagi. O dziwo po zakręceniu trzyma się to całkiem dobrze. Statyw jest pewnie standardowy, z nogami stalowymi 2'', wykonany całkiem solidnie i estetycznie. Po rozstawieniu nogi blokuje się przed złożeniem za pomocą plastikowego trójnika dokręcanego pokrętłem. Każda noga się oczywiście rozkłada i blokuje za pomocą małej dźwigni. Na końcach nóg są takie szpilki z gumowymi wykończeniami. Najważniejszą częścią jest oczywiście sam montaż. Po wyjęciu z pudełka stwierdziłem, że nie jest on specjalnie ciężki i bez problemu można go ustawić na trójnogu. Płyta, na której się go montuje ma bolec, o który opierają się śruby do ustawiania azymutu. Blokadę zapewniają 3 pokrętła. Wysokość reguluje się za pomocą całkiem wygodnego mechanizmu, w którym zastosowano pokrętło z otworami na taki mały pręt będący dźwignią do kręcenia. Fajne jest to, że pręcik ten ma z jednej strony gwint i pod koniec ustawiania można go wkręcić tą stroną we wspomniane pokrętło, żeby się nie zgubił. Pręt przeciwwagi schowany jest w montażu przez wkręcenie go od strony siodełka. Samych siodełek jest dwa do wyboru - Vixen i Losmandy. Lunetka biegunowa wygląda ok, zakrętka pod którą sie kryje jest naprawdę ładnie wykonana. Obudowy napędów są całkiem estetyczne. Sprzęgło w osi RA jest pod postacią 4 pokręteł i bardzo łatwo się go zwalnia. Jeszcze prostsze w obsłudze jest sprzęgło w osi DEC, bo posiada jedną dźwignię, którą porusza się bardzo płynnie i bez żadnego wysiłku. Ogólnie wszystkie pokrętła są w tym samym stylu i wyglądają estetycznie. Pilot od montażu jest całkiem ok. Wyświetlacz dużu i czytelny, prosty w obsłudze, fajny czerwony kolor. Ma nawet czerwoną diodkę z tyłu, która może służyć za latarkę. Generalnie więc wrażenia co do jakości wykonania są pozytywne, dopóki ktoś nie przygląda się zbyt mocno. Jako miłośnik marki spod znaku jabłka nie potrafię jednak nie przyglądać się za mocno i trochę pomarudzę Poniżej lista zauważonych przeze mnie niedociągnięć, które nie wpływają specjalnie na użytkowanie ale zawsze warto je odnotować, żeby ktoś nie liczył na jakość AP w cenie parę razy niższej. 1. Odlew aluminiowy a nie CNC - nie ma co dyskutować, widać to w wielu miejscach i na pewno nikt by się nie pomylił. 2. Malowanie odbywa się chyba w jakimś garażu bo na powierzchni montażu znajdziemy bez problemu małe odpryski farby, jakieś miejsca gdzie próbowano coś zaszpachlować albo po prostu przymalowane włosy, opiłki itp. zabrudzenia. Prawdopodobnie też uwydatnione wady powierzchni samego odlewu. 3. Pręt przeciwwagi wygląda naprawdę tanio. Chromowana stal kompletnie nie pasuje do reszty montażu. To będzie pewnie pierwszy element który wymienię - na stal nierdzewną. 4. Przeciwwaga jak przeciwwaga....z nierdzewki prezentowała by się na pewno lepiej. 5. Podświetlanie lunetki za pomocą kabelka podłączanego do skrzynki z elektroniką - pomysł ciekawy i nawet jest sterowanie jasnością z pilota ale wolał bym zdecydowanie iluminator bateryjny z pokrętłem, bo niewygodnie się to wkręca. 6. Obudowa elektroniki odskakuje z zatrzasków jak się źle złapie montaż. 7. Kabel z wtykiem samochodowym, który dostałem do montażu, był źle zlutowany. Ktoś zamienił w nim polaryzację i całe szczęście, że w motażu jest zabezpieczenie! 8. Zamiast kabla USB dostałem kabel RS232 -> RJ11, który jest do innego typu pilota. Jak widać kontrolę akcesoriów i paczek przydało by się poprawić... 9. Gniazdo RS232 jest umieszczone w głupim miejscu - wpięta wtyczka zawadza prawie o sprzęt zamiast żeby była gdzieś z boku. 10. Procedura balansu elektronicznego kompletnie nie zadziałała w moim wypadku. Jakieś bzdury pokazuje. Możliwe, że źle ją przeprowadziłem. Zresztą chyba większość woli robić to na wyczucie. Jak widać nie ma tego wiele i nie są to sprawy wielkiej wagi więc sprzęt jest naprawdę przyzwoity. Jeżeli tylko unosi tyle ile piszą to jest do tego stosunkowo lekki. Różnica w stosunku do AT jest jednak miażdząca.... Załączam zdjęcia mojego setupu. Do siodełka przymocowałem na rzepie hub USB a zasilanie poprowadzone zostało jednym kablem, rozgałęziającym się na 3 gniazda. Dzięki temu z części ruchomej wychodzi jeden kabel (dwa spięte taśmą). Udało mi się kupić krótkie kabelki USB do podpięcia kamer do hub'a, zamontowałem własnej roboty grzałki a kabel zasilający od głównej kamery dostał bezpiecznik taki sam jak był we wtyku samochodowym. Ruszałem teleskopem na wszystkie możliwe strony i nic się nie plącze. Wczoraj pierwszy raz coś potestowałem pod niebem. Tyle tylko, że nie ruszałem się poza balkon. Oczywiście z balkonu nie widzę gwiazdy polarnej a na metodę dryftu nie miałem siły bo źle się czułem, więc ustawienie było bardzo na oko. Chciałem po prostu przetestować czy kamery gadają z laptopem i uruchomić pierwszy raz w życiu guiding (w PHD, przez ASCOM). Ku mojemu zaskoczeniu wszystko poszło jak po maśle. Guider się skalibrował i na standardowych ustawieniach ciągnął teleskop całkiem fajnie. Błąd wynosił 0.25 RMS tylko nie bardzo wiem w jakich jednostkach i czy to dotyczyło tylko RA? Może ktoś kto używa PHD będzie wiedział co to znaczy. Zrobiłem kilka ekspozycji testowych ale ich nie zapisałem bo czułem się coraz gorzej. Generalnie nie zauważyłem żadnych problemów na klatce 300 s. Jak na taką partyzantkę jak odstawiłem to chyba oznacza, że jest nieźle....? To tyle na gorąco. Najciekawsze przed nami - PE, PEC itp. Pozdrawiam
  2. Od dawien dawna Pepin znany był jako nieprzejednany zwolennik lornetek Porro, jedynych słusznych, sprawdzonych od lat, świetnie leżących w dłoni, o pięknym klasycznym wyglądzie, oferujących cudowny trójwymiarowy obraz, niezrównanych do prowadzenia obserwacji astronomicznych. Lornetki z pryzmatami dachowymi pozostawały poza sferą zainteresowań Pepina - tylko sporadycznie pozwolił on sobie przez nie zerknąć, ale tylko po to, by utwierdzić się w wyższości klasyki. Aż tu razu pewnego, temu zatwardziałemu, głuchemu na argumenty i niepoprawnemu Porroholikowi, zdarzyło się zamieszkać na czas jakiś z lornetką EXWP I 10x42. Początkowo ignorował to ustrojstwo, ale z czasem ciekawość wzięła górę - nie pozostawało mu nic innego jak udać się z nim krzaki. Po pierwsze dlatego, że właśnie do takich zastosowań rzeczona lornetka została zaprojektowana (żeby zza krzaka wypatrzyć ptaka), a także dlatego, że Pepin bardzo nie chciał aby ktoś przyłapał go na paradowaniu z dachówką (o hipokryta! Co za wstyd!). Wnioski z wycieczki po krzakach wystawiły lornetkowy światopogląd Pepina na ciężką próbę... Testowany egzemplarz Olympusa widział już wiele wiosen, wiele ptaków, wiele krzaków i był katowany przez bardzo wiele rąk nieobeznanych z delikatnym sprzętem jakim są lornetki. Mimo naprawdę dużego przebiegu sprzęt prezentował się i działał godnie. Zgodnie z deklaracjami producenta lornetka jest wodoodporna (nie sprawdzałem) i chroni oczy przed szkodliwym promieniowaniem UV (jest to głównie chwyt marketingowy, gdyż promieniowanie to ma tak małą przenikliwość, że zabezpiecza przed nim zwykła szyba). W omawianym egzemplarzu logo Olympusa nieznacznie odklejało się przy krawędzi - pamiętajmy jednak, że mowa o lornetce po przejściach. Podobne defekty zdarzają się też w nowych lornetkach wiodącego polskiego producenta, toteż nie ma co o to kruszyć kopii. Lornetka ma zwartą budowę, jest lekka a przy tym sprawia wrażenie solidnej, świetnie leży w dłoniach. Pokryta jest dobrej jakości gumą o przyjemnej fakturze, a obicie to można określić jako "rock solid". Nic nie odstaje, nic się nie odkleja. Design może się podobać. Zdaniem Pepina jest ładniejsza od Monarcha, ale to już kwestia gustu. Tak czy owak dzielnie znosi próbę czasu i wcale nie wygląda na przestarzałą przy modnych ostatnimi czasy instrumentach typu "open hinge". Pepinowi design EXWP I przypomina trochę gadżety ze Star Treka - wybaczcie mu bujną wyobraźnię. Sprzęt wyprodukowano w Japonii o czym informują nas dwa napisy - jeden na wyjściu statywowym, drugi wytłoczony na gumowym obiciu. Opisywany egzemplarz posiadał indywidualny numer seryjny 0903402. Powłoki antyodblaskowe są wysokiej klasy, wewnątrz nie widać żadnych powierzchni, które odbijałyby światło. Po prostu dwie puste rurki - może nie idealnie okrągłe, lecz tu Pepin musiałby się czepiać. Puryści od razu odnotują, że źrenice wyjściowe - a szczególnie jedna z nich - są lekko owalne. Ale bardziej pasowałoby tu stwierdzenie "do ideału trochę brakuje", niż "jajowate". Pepinowi to w każdym razie nie przeszkadza. Wszak to sprzęt od łażenia po krzakach, a nie pochłaniacz światła mający za zadanie wychwytywanie zabłąkanych fotonów mknących do nas z odległych galaktyk, których dostrzeżenie ociera się o granice ludzkiej percepcji. Kiedy patrzymy do wewnątrz lornetki od strony obiektywów nie uświadczymy ostrych krawędzi pryzmatów, nic nie wystaje w torze optycznym. W środku jest czysto - lornetka jest też nieźle wyczerniona. Spoglądając od strony okularów nie widać "fałszywych źrenic". Kolimacja nie jest idealna, ale też trudno uznać ją za rozkolimowaną. Znowuż należy zapisać to na karb wieku, ilości właścicieli i zapewne traumatycznych przejść. Warto odnotować pewien nietuzinkowy bajer, mianowicie dekielek zabezpieczający gwint mocowania statywowego ozdobiono fotoluminescencyjną obwódką, która jarzy się w ciemnościach przez jakiś czas po wyjęciu lornetki z oświetlonego otoczenia. Jest to dość osobliwy szczegół i naprawdę trudno ocenić praktyczność takiego rozwiązania. Bez wątpienia ułatwia to w ciemności znalezienie lornetki, zwłaszcza przez ten krytyczny moment gdy nasz wzrok nie jest jeszcze przyzwyczajony do mroku. Ale może też zdradzić naszą obecność, kiedy sobie tego nie życzymy i zapomnimy o wykręceniu tej dziwnej zatyczki. Powleczone gumą, wysuwane muszle oczne "Olka" są przyjemne w dotyku. Sęk w tym, że istnieje możliwość zablokowania ich tylko w jednym, maksymalnie wysuniętym położeniu. Niemniej - co należy podkreślić - trzymają się w nim zacnie pomimo wywierania nacisku, a biorąc pod uwagę wspomniany już "przebieg" instrumentu, mogłyby zawstydzić niejedną "nówkę". Zresztą, nie ma potrzeby składania muszli "w pół drogi", ponieważ nawet w maksymalnie wysuniętym położeniu pozwalają ogarnąć wzrokiem całe niemałe pole widzenia. Nie mamy uczucia patrzenia przez "wąską rurkę". Skoro już o polu widzenia mowa - wady optyczne korygowane są bardzo dobrze w przeważającej jego części. Obraz nie jest co prawda ostry jak brzytwa do samej krawędzi (czego trudno oczekiwać od sprzętu w tym przedziale cenowym), ale i tak jest dobrze. Nieostrość pojawia się pomiędzy 75% a 80% od środka, w zależności od tego jaką kto ma tolerancję. Dla wybrednych będzie to raczej 75%, ale dla Pepina jest to zdecydowanie 80%. Głębia ostrości jest w zupełności zadowalająca dla lornetki o powiększeniu 10x. Jeśli wyostrzymy na obiekcie oddalonym o jakieś 50 m. to widzimy w miarę ostro zarówno przedmioty położone przed nim, jak i krajobraz za nim. Wystarczy jednak obok postawić "bino" z pierwszej ligi w dziedzinie głębi ostrości, jak wielka i ciężka WO 10x50, a zobaczymy, że obie lornetki oddziela pod tym względem przepaść (nikomu przy zdrowych zmysłach nie polecam jednak włóczenia się z klocem od WO po krzakach, dlatego porównanie z Olympusem jest czysto akademickie.) Kiedy więc "buszujemy" z Olkiem, obserwując ptactwo na gałęzi to bliżej, to dalej, prawie zawsze zachodzi potrzeba "doostrzenia" obrazu - konieczna jest drobna korekta. Pokrętło cały czas jest w ruchu. Mechanizm ustawiania ostrości jest bardzo "szybki", niewielki obrót powoduje wyostrzenie lub rozogniskowanie obrazu - jednym będzie to odpowiadać, innym nie. Jeżeli jesteś zaprawionym w bojach "szybkim pistolero" pozwoli Ci to niewątpliwie jednym błyskawicznym pociągnięciem palca wyostrzyć na uchwyconym w locie ptaszorze. Potrzeba do tego jednak nieco wprawy i nie każdemu to odpowiada. Są tacy, którzy wolą "wolniejsze" lecz pozwalające na większą precyzję mechanizmy. W opisywanym egzemplarzu centralna śruba regulacji ostrości pracuje zauważalnie nierównomiernie, miejscami z lekkim oporem, wskazującym na zużycie. Z drugiej strony biorąc poprawkę na wiek lornetki, oraz to, jak wiele osób katowało ją przed Pepinem - nie jest źle. Oczywiście - jak to dachówka - sprzęt ostrzy z bliska, dzięki czemu obejrzymy sobie nim motylki, żuczki, salamandry plamiste i inne drobne żyjątka. Niby banał i oczywista oczywistość, ale dla Pepina, który przez całe życie paradował z Porro u szyi, te przyrodnicze obserwacje z odległości 2 m. były nie lada frajdą. Będąc w górach wreszcie mógł spokojnie przyjrzeć się tym złośliwym szarym jaszczurkom, co to wygrzewają się na kamieniach w promieniach słońca i znikają z prędkością błyskawicy, kiedy tylko zbliżymy się na odległość z której widać szczegóły. Regulacja dioptryczna - pierścień na prawym okularze, pracuje z bardzo, bardzo dużym oporem. Aliści każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony utrudnia to idealne ustawienie ostrości "w punkt", ponieważ obraz drży gdy mocujemy się z pierścieniem regulacyjnym. Z drugiej strony pierścień solidnie trzyma raz wyregulowaną wartość - nie zmieni na pewno łatwo swego położenia. Pepin był zadowolony z ustawienia dioptrycznego dopiero gdy wyregulował je z lornetką na ciężkim statywie. Wróćmy jednak do jakości obrazu - przyjrzyjmy się aberracji chromatycznej. No i - niestety jest co oglądać. Najlepiej do tego celu nadają się oczywiście gałęzie, anteny i jaskółki w locie (bo jak sama nazwa wskazuje, dokoła ich czarnych sylwetek tworzą się "jasne kółka" chromatozy). Zarówno w centrum, jak i na obrzeżach pola widzenia aberracja jest wyraźnie zauważalna. Nie jest to jeszcze poziom, o którym można by napisać "daje się we znaki", ale pięknie też nie jest. Dramatu nie ma, pod warunkiem, że obok nie stoi do porównania lornetka klasy wyższej. Porównując "Olka" do lornetek z jego przedziału cenowego, kontrola chromatozy wypada przeciętnie, czyli trzyma normę. Bardzo dokładne ustawianie rozstawu okularów i precyzyjne osiowe patrzenie pozwala wytępić sporo chromatozy, ale jednak zawsze ona wyłazi. Podczas obserwacji zwraca uwagę przyjemnie płaskie pole. Przy omiataniu krajobrazu lewo-prawo nie daje o sobie znać efekt "rybiego oka". Geometria nie "ucieka" przy krawędziach na tyle natarczywie, by w ogóle zwracać na to uwagę. W nocy "Olek" daje bardzo ładne, punktowe obrazy gwiazd. Przelatujący samolot urokliwie mruga punktowymi kolorowymi lampkami. Nawet najjaśniejsze flary Iridium pozostają kropeczkami. Jednym zdaniem - astygmatyzm korygowany jest wzorowo. Nie stwierdzono też nadmiernie uciążliwych, niepotrzebnych refleksów przy obserwacji Księżyca. Co najważniejsze, lornetka jest jasna i dzielnie znosi pogorszenie się warunków oświetleniowych. Odwzorowanie barw jest poprawne i naturalne. Dla obserwatorów, którzy tak jak Pepin przywiązują dużą wagę do wiernego odwzorowania kolorów, będzie do ogromna zaleta. Bez dwóch zdań jest pod tym względem znacznie lepiej niż w Nikonach Mornarch czy Action EX, gdzie daje o sobie znać lekko szarawy bądź przesunięty w stronę brązu odcień. W Olympusie idzie on raczej w stronę błękitu, ale niemal niezauważalnie. Kolor w "Olku" nie jest aż tak jaskrawy i sugestywny jak w DO Titanium (Porro 7x50 i 8x56 ROH - Pepin porównał z obiema), ale naprawdę brakuje mu do nich tylko odrobinkę. Lornetka Olympusa góruje za to nad wspomnianą konkurencją pod względem astygmatyzmu (chwilami chce się powiedzieć - jakiego astygmatyzmu?) i zbiera punkty za płaskie pole. Dobra - a teraz będzie o tym, co Pepina w opisywanym sprzęcie irytuje, wskutek czego czasami z krzaków dobiegają niecenzuralne wyrazy. Otóż producent nie zadbał o zamocowanie ochronnych dekielków na obiektywy na paskach uniemożliwiających ich zgubienie (dla Pepina jest to absolutny standard we wszystkich lornetkach krzakowo-terenowych). Brak tych pasków jest anachronicznym rozwiązaniem. Każdy użytkownik lornetek dobrze wie, jak złośliwe bywają te dekielki puszczone samopas bez smyczy i jak trudno ich upilnować w warunkach polowych. Miejmy nadzieję, że kiedy Olympus wreszcie pokusi się o zmodernizowanie swojej linii produktów, która w niezmienionej formie istnieje na rynku od lat, wyposaży je we wszystkie niezbędne "outdoorowe" rozwiązania. Chodzenie po krzakach z lekką, poręczną lornetką bardzo się Pepinowi spodobało, skłoniło do przemyśleń. Może z lornetką jest jak z aparatem foto? Może najlepsza to taka, którą mamy zawsze przy sobie? Choćby za cenę kompromisów? Może czas zaopatrzyć się w coś jeszcze poręczniejszego, o średnicy obiektywu 30 mm? Tak, na opakowaniu zdacydowanie powinno być ostrzeżenie: "chodzenie po krzakach może być przyczyną wielu groźnych myśli". P.S. Podziękowania dla Kuby J. który jest autorem zdjęć. P.S. II Wiem, że recenzja nie jest czysto astronomiczna, ale po konsultacji z Jankiem postanowiłem nią się z Wami podzielić. Kopię tekstu umieściłem też na portalu Optyczne.pl
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.