Jump to content
Sign in to follow this  
Karol Wójcicki

Astronomia a literatura

Recommended Posts

Cześć,

 

jestem w trakcie tworzenia dosyć dużego projektu popularyzującego astronomię. Jak się uda, to będzie to coś, czego w naszym kraju jeszcze nie było. Póki co jednak sza!

Gdy będę mógł to będę Was informował.

 

Potrzeba mi jednak Waszej pomocy.

Szukam informacji na temat występowania w literaturze opisów zjawisk czy obiektów astronomicznych. I oczywiście nie mam tu na myśli literatury popularno naukowej. Dopuszczam jednak znane i popularne dzieła SF typu Lem itp.

 

Niewiele czytam (źle, źle, źle!) i do głowy przychodzi mi raczej tylko wzmianka o komecie i halo słonecznym (prawdopodobnie halo) w Ogniem i Mieczem.

 

Projekt ma być kierowany do naprawdę dużej grupy odbiorców, w różnym wieku. Literaturą jak pewnie się domyślacie chcemy trafić w humanistów, bo czemu by nie? :)

 

Z niecierpliwością wyczekuję zatem Waszej pomocy!

 

Pozdrawiam,

Karol Wójcicki

Share this post


Link to post
Share on other sites

..Z niecierpliwością wyczekuję zatem Waszej pomocy!...

Przewspaniały opis nocnego nieba i komety w "Panu Tadeuszu".

Cytuję niewielkie fragmenty.

(Takie gwiazd historyje, które z książek zbadał

Albo słyszał z podania, Wojski opowiadał):

 

Już naprzeciw księżyca gwiazda jedna, druga

Błysnęła; już ich tysiąc, już milijon mruga.

Kastor z bratem Polluksem jaśnieli na czele,

Zwani niegdyś u Sławian: Lele i Polele...

... Był to k o m e t a pierwszej wielkości i mocy,

Zjawił się na zachodzie, leciał ku północy;..

 

Także u Iwaszkiewicza:

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.

Błyszczą jak winne grono wśród innych gwiazd roju...

 

Zajrzyj też tutaj: http://www.pulsar.elbi.pl/astropoezja.php

 

I jeszcze moje ulubione:

...Zanurza się okręt nowiu

w czarny ocean nieba..

(Hafiz - Saki, płomieniem wina...)

 

oraz tuwimowskie "Strofy o późnym lecie":

...Wypiję kwartę jesieni,

Do parku pustego wrócę,

Nad zimną, ciemną ziemię

Pod jasny księżyc się rzucę.

 

Uzupełnienie - kosmologiczna wizja Konrada w Wielkiej Improwizacji:

Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata!

I wzrok ziemski, do ciebie wysłany za gońca,

Choć szklanne weźmie skrzydła, ciebie nie dolata,

Tylko o twoję mleczną drogę się uderzy;

Domyśla się, że to słońca,

Lecz ich nie zliczy, nie zmierzy...

...Ja mistrz wyciągam dłonie!

Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie

Na gwiazdach jak na szklannych harmoniki kręgach.

To nagłym, to wolnym ruchem,

Kręcę gwiazdy moim duchem.

Milijon tonów płynie; w tonów milijonie

Każdy ton ja dobyłem, wiem o każdym tonie...

 

I jeszcze Gałczyński, bo Słonku też coś się należy (z Kroniki olsztyńskiej):

Kiedy słońce przechodzi

przez swe zachodnie wrota,

widzę twe ciało w wodzie

jak posążek ze złota...

 

Refren piosenki sprzed lat (nie potrafię odtworzyć, czyjej):

Plamy na Słońcu,

Na Słońcu plamy, Gdy plamy miną,

To się spotkamy... (mniej - więcej tak)

 

I jeszcze raz KIG - zakończenie "Wielkanocy Jana Sebastiana Bacha":

...taka chwila wielkiego , wielkiego wytchnienia,

właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę

rzecz niezwykłą, zawrotną, szaloną nadmiarem:

WIOSENNE, GWIAŹDZISTE NIEBO.

 

PS

Kolego Moderatorze, proszę o interwencję, bo to się źle skończy!

Edited by Janko
  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wiem, czego dokładnie potrzebujesz do tego projektu, ale do głowy przychodzi mi "W mroku gwiazd" Tadeusza Micińskiego.

Cytował nie będę :szczerbaty:

 

KLIK!

 

Edit: I jeszcze Bolesław Leśmian "Gwiazdy" KLIK

 

Pozdrawiam

Michał

Edited by Perkuła

Share this post


Link to post
Share on other sites

J. Żuławski - Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca (powieść z r. 1903). Urzekające, sugestywnie nakreślone pejzaże seleniczne, dowód erudycji pisarza (gruntowanie przestudiował dostępną wówczas wiedzę astronomiczną). Co do Żuławskiego, to napisał jeszcze dwie "Księżycowe" powieści: Zwycięzca (1910) i Stara ziemia (1911).

 

Z poezji, to na przykład Pieśń II Sępa Szarzyńskiego.

 

W razie gdybyś potrzebował więcej przykładów, to służę pomocą (studiuję polonistykę).

Edited by Swarog

Share this post


Link to post
Share on other sites

J. Żuławski - Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca (powieść z r. 1903). Urzekające, sugestywnie nakreślone pejzaże seleniczne, dowód erudycji pisarza (gruntowanie przestudiował dostępną wówczas wiedzę astronomiczną). Co do Żuławskiego, to napisał jeszcze dwie "Księżycowe" powieści: Zwycięzca (1910) i Stara ziemia (1911).

Te trzy powieści to jest trylogia - wspólny wątek i bohaterowie.

Dziecięciem będąc nawet przeczytałem. Jednak bardzo "trąci myszką".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja też ostatnio uczestniczę w popularyzowaniu astronomii :). 17 listopada w Krakowie, w Dworku Białoprądnickim, w którym pracuję, odbędzie się wykład dr Jarosława Włodarczyka - popularyzatora i znawcy historii astronomii. Temat brzmi: "Wszechświaty polskich poetów romantycznych" - chodzi właśnie o astronomiczne odniesienia w literaturze. Do Krakowa pewnie Ci nie po drodze, ale mogę potem streścić wykład. A jeśli to już miało by być za późno, to może sprawdź w książkach autorstwa dr Włodarczyka - możliwe, że napisał coś na ten temat.

 

Przypomina mi się jeszcze "Boska Komedia", w której Dante Alighieri opisał ponoć m. in. gwiazdozbiór Krzyża Południa, zanim jeszcze jakikolwiek Europejczyk dotarł w szerokości geograficzne, z których można go oglądać :o . Pisze o tym np. Willy Ley ("W niebo wpatrzeni").

 

Jest jeszcze, oczywiście, Juliusz Verne (np. "Wokół Księżyca"), ale to na pewno wiesz. W każdym razie polecam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może się przydać.

 

Autor: Henryk Piersa

Tytuł: Wiedza astronomiczno-fizykalna w twórczości literackiej Bolesława Prusa

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szkoda, by taki fajny wątek przepadł. Niezależnie od potrzeb Karola, może wrzucajmy tu cytaty, fragmenty utworów, złote myśli czy inne odniesienia kulturowe do astronomii. Może to być ciekawe i pouczające dla nas i dla innych.

 

Zacytuję dalszy ciąg wątku astronomicznego z „Pana Tadeusza” – wypowiedź Podkomorzego:

 

I ja astronomiji słuchałem dwa lata

W Wilnie, gdzie Puzynina, mądra i bogata

Pani, oddała dochód z wioski dwiestu chłopów

Na zakupienie różnych szkieł i teleskopów;

Ksiądz Poczobut, człek sławny, był obserwatorem

I całej Akademiji naonczas rektorem,

Przecież w końcu katedrę i teleskop rzucił,

Do klasztoru, do cichej celi swej powrócił

I tam umarł przykładnie. Znam się też z Śniadeckim,

Który jest mądrym bardzo człekiem, chociaż świeckim.

 

(Więcej na ten temat, patrz: Jarosław Włodarczyk, rozdział „Astronomia w Polsce”, w:

„Historia astronomii”, red. Michael Hoskin,)

Ponieważ Mickiewicz studiował w Wilnie początkowo na Wydziale Nauk Fizycznych i Matematycznych, słuchając m.in. wykładów Jędrzeja Śniadeckiego, niewykluczone, że owe „dwa lata” dotyczą samego poety. Może ktoś wie więcej na ten temat?

 

Edit:

Mickiewicz nie studiował astronomii.

Edited by Janko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomimo, że "Grek Zorba" Nikosa Kazantzakisa należy do moich ulubionych lektur, nie miałem w świadomej pamięci astronomicznych odniesień tej książki. Zajrzałem jednak do niej wiedziony podświadomością i nie zawiodłem się. Jest tu wiele smakowitych opisów, służących podkreśleniu jedności tytułowego bohatera z przyrodą i ogólniej Wszechświatem. Oto niektóre z nich:

 

Gwiazdy lśniły teraz w górze, wielkie jak skrzydła anielskie rozpostarte ponad białym sklepieniem kościoła. Droga mleczna niby rzeka przepływała z jednej strony nieba na drugą. Zielona gwiazda wisiała nad naszymi głowami jak szmaragd. (Rozdział 10)

 

Ja długo nie mogłem zasnąć, patrzyłem więc w gwiazdy świecące na niebie. Cały nieboskłon pełen gwiaździstych konstelacji przesuwał się powoli na północ, a moja głowa niby kopuła obserwatorium astronomicznego podążała za nim. (Rozdział 20)

 

Pojawiły się pierwsze gwiazdy i zawisły w powietrzu, drżące niby srebrne dzwoneczki, noc cała była jak dźwięczna pieśń. (Rozdział 23)

 

Słońce, płonąca, ognista kula, zachodziło za szczyty Peloponezu. (Rozdział 26)

 

Patrzyłem na Zorbę oświetlonego księżycem i podziwiałem odwagę i prostotę, z jaką zespala się ze światem, z jaką jego ciało i dusza tworzą harmonijną całość, z jaką wszystko - kobiety, chleb, woda, mięso, sen - stapia się z nim i utożsamia. Nigdy nie widziałem tak przyjaznego przymierza człowieka z wszechświatem.

Księżyc chylił się ku zachodowi, okrągły, bladozielony. Niewypowiedziany urok spowił morze. (Rozdział 11)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spośród moich ulubionych poetów to Gałczyński najczęściej przywołuje obrazy nieba. Oprócz już tutaj cytowanego „wiosennego, gwiaździstego nieba, szalonego nadmiarem”, czy płomienia, co „nie zagaśnie, drogę do gwiazd odszuka i nad gwiazdami błyśnie” (Kronika olsztyńska), mamy dziesiątki odniesień astronomicznych – do gwiazd, Słońca a zwłaszcza Księżyca. Zacytuję kilka pięknych fragmentów.

 

Rozpłakały się gwiazdy Belgii

nad mym zbłąkaniem, nad szaleństwem wielkim..

...Gwiazdy czarne nad Notre-Dame

też widziały, jak bardzo byłem sam... (Gwiazdy, 1945)

 

Urojona kantyna,

urojona dziewczna,

jeden księżyc jest tylko realny,

jeden wiatr, bo z południa, upalny,

jeden lok, bo zalotny, ze złota,

i tęsknota, i trochę noc... ( Urojona kantyna, 1946)

 

Idę, powiedzmy, wieczorem z Arturem

i nagle: księżyc wschodzi nad murem,

Artur ostrzega, bo dobry kolega:

- Nie patrz – A ja jak bóbr:

liryka, liryka,

tkliwa dynamika,

angelologia

i dal.... (Liryka, liryka, tkliwa dynamika, 1946)

 

Poeto, kowalu skromny,

nie wzdragaj się, wejdź w me progi!

Ja, muza astronomii,

matematyki i technologii.... (Muzy, Urania, 1949)

 

Po okręgu zakreślonym starannie

Toczy się świecący mój mechanizm:

każdą linię, bryłę i płaszczyznę

trącam tym świecącym mechanizmem...

...Gdy odejdę, nie płacz, moja żono –

ja księżycem wrócę pod twe okno.

Kiedy w szybie promień zamigoce,

wiedz: to ja. Twój księżyc. Serce nocy. (Księżyc, 1952)

 

Ale są jeszcze sprawy drobne: loty ptasie,

chwianie się trzcin w jeziorach, blask gwiazdy wieczornej...

...a kiedy noc...

(Ten niedokończony wiersz poeta zostawił na swym stole, gdy zmarł przedwcześnie w 1953 roku mając 48 lat)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niebo wiszące nad głowami pobudzało od zarania dziejów wyobraźnię ludzką. Już najstarszy wielki zabytek piśmiennictwa ukazuje zmagania człowieka z tajemnicą wszechświata. Gilgamesz, heros i król miasta Uruk tak opowiada swój sen:

 

Matko, sen widziałem dziś w nocy! Wesół szedłem wśród innych mężów, zebrały się i lśniły gwiazdy na niebie. Wtem runęły na mnie zastępy Anu i treść Anu mnie przygniotła, wojownik z gwiazd. Dźwignąłem go wzwyż i okazał się dla mnie za ciężki, trząsłem nim i zrzucić z siebie nie mogłem...(Gilgamesz, epos starożytnego Dwurzecza; rekonstrukcja i przekład: Robert Stiller)

Anu był bogiem nieba i uosabiał to niebo, czym były jego zastępy, możemy się domyślać.

 

Mitologię rzymską najpiękniej chyba przedstawił Owidiusz w swych Przemianach (tu w tłumaczeniu Anny Kamieńskiej):

 

... Nad wszystkim zaś rozpostarł płynny, lekki eter, nic nie mający w sobie z pyłu ziemi. Zaledwie wszystko w ścisłych rozmieścił granicach, gdy nagle gwiazdy, które z dawna kryły się w chaosie, błysły i roziskrzyły niebo. By zaś żadne regiony nie pozostały próżne, gwiazdy objęły w posiadanie krainę niebios, przybrawszy kształty bogów...

A Prometeusz zmieszał glinę z wodą rzek i ulepił z niej człowieka na podobieństwo bogów. Gdy zaś inne stworzenia wzrok spuszczają w ziemię, człowiek otrzymał postać wyniosłą, miał nakaz patrzeć w niebo, twarz zwracać ku gwiazdom...

 

Nic więc dziwnego, że starożytni Rzymianie mawiali:

Locum virtus habet inter astra – cnota mieszka wśród gwiazd (Seneka Młodszy),

czy też

Sic itur ad astra – tak idzie się do gwiazd (Wergiliusz, Eneida; słowa Apollina chwalące męstwo).

Najszerzej chyba jednak znana jest inna sentencja, będąca parafrazą z Seneki a dotycząca Herkulesa:

Per aspera ad astra – przez ciernie (trudy) do gwiazd.

 

To ostatnie zdanie ma jak najbardziej aktualny wydźwięk. Tylko jak Rzymianie mogli przewidzieć obecne ceny sprzętu obserwacyjnego? Z drugiej strony, jeśli Majowie mogli przewidzieć koniec świata, to czemu nie?

Edited by Janko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fizyka wywodzi się z astronomii, gdyż najdawniejsi filozofowie z podziwem spoglądali na rozgwieżdżone niebo i poszukiwali logicznych modeli, które pozwoliłyby wyjaśnić konfiguracje gwiazd, ruchy planet oraz wschody i zachody Słońca.

Leon Max Lederman (laureat Nagrody Nobla z fizyki w 1988 r.): Boska cząstka: jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zapytał mnie kiedyś kuzyn patrząc na atlas nieba, czemu Uranometria a nie np. Plutonometria. No właśnie, czemu? Dlaczego geografia, kim jest Selene i Jutrzenka?

A więc było to tak:

Na początku był Chaos, wielka otchłań lub - jak później myślano - bezładna mieszanina elementów. Pierwszą siłą działającą we wszechświecie był Eros, "Miłość". Czy najpierw był Uranos, "Niebo", czy Gaja (Ge), "Ziemia", trudno wywnioskować ze sprzecznych źródeł... Gaja była małżonką Uranosa... Również synami Uranosa i Gai byli tytani: Okeanos, Kojos, Hyperion, Krios, Iapetus i Kronos, najmłodszy. Córkami ... były tytanidy: Tetys, Rea, Temida, Mnemosyne, Febe, Dione i Teja...

Potomkami tytanów są ... Dziećmi Hyperiona i Tei są: Eos - "Jutrzenka", Helios - "Słońce", i Selene - "Księżyc". Z Kriosa i Eurybii ... zrodzili się: Astrajos ... Iapetos i Asja wydają na świat synów: Atlasa, który dźwiga na barkach firmament niebieski, oraz Prometeusza ... Eos ze związku z Astrajosem powija wiatry i gwiazdy ...

Wśród dzieci Hyperiona i Tei rozgrywa się codziennie owa wspaniała scena niebiańska ... Oto czwórka rączych rumaków wyciąga z fal morskich ognisty rydwan Heliosa, a ilekroć się wynurzy, tylekroć gwiazdy, jedna po drugiej, rzucają się do morza. Tylko Phosphoros (łać. Lucifer), "niosąca światło" gwiazda poranna spokojnie oczekuje wschodu słońca. Na drugim końcu stropu niebieskiego, dosiadłszy rączego rumaka uchodzi Selene, bogini Księżyca, z nadejściem bowiem swego brata, boga Słońca, musi się oddalić; Pan, koźlorogi bożek łąk i pól goni przerażonym spojrzeniem uchodzącą z nagła umiłowaną. Heliosa poprzedza "różanopalca Eos", bogini jutrzenki, która o tej właśnie porze zwykła się spotykać ze swym ziemskim kochankiem Kefalosem bądź - jak mówią inne mity - z Orionem...

 

Imre Trencsenyi-Waldapfel: Mitologia (tłum. Jan Śląski)

Edited by Janko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skoro już wiemy, skąd się to wszystko wzięło, warto by się dowiedzieć, dlaczego ten Kosmos jest tak przeraźliwie pusty. Odpowiedź znalazłem u Stanisława Lema (Cyberiada; Jak ocalał świat).

Otóż gdy genialny konstruktor Trurl zbudował maszynę, która umiała robić wszystko na literę n–, jego zawistny przyjaciel Klapaucjusz kazał jej zrobić Nic. Maszyna zaczęła likwidować wszystko po kolei:

... Ależ to...- zaczął przestraszony Klapaucjusz i w tej chwili zauważył, że istotnie już nie tylko na n nikną różne rzeczy: przestały ich bowiem otaczać kambuzele, ściśnięta, wytrzopki, gryzmaki, rymundy, trzepce i pćmy.

- Stój! Stój! Cofam to, co powiedziałem! Przestań! Nie rób Niebytu!! - wrzeszczał na całe gardło Klapaucjusz, ale zanim maszyna się zatrzymała, znikły jeszcze graszaki, plukwy, filidrony i zamry Wtedy dopiero maszyna znieruchomiała. Świat wyglądał wręcz przeraźliwie. Zwłaszcza ucierpiało niebo: widać było na nim ledwo pojedyncze punkciki gwiazd; ani śladu prześlicznych gryzmaków i gwajdolnic, które tak dotąd upiększały nieboskłon!

- Wielkie nieba! - zakrzyknął Klapaucjusz. A gdzież są kambuzele? Gdzie moje murkwie ulubione? Gdzie pćmy łagodne?!

- Nie ma ich i nigdy już nie będzie odparła spokojnie maszyna.

- Wykonałam, a raczej zaczęłam wykonywać to tylko, coś mi kazał...

... - Ale ja chcę, żeby były murkwie! - ryknął Klapaucjusz.

- Murkwi nie będzie rzekła maszyna. Popatrz, proszę, na świat, jaki jest cały pełen olbrzymich czarnych dziur, pełen Nicości, która wypełnia bezdenne otchłanie między gwiazdami, jak wszystko dookoła stało się nią podszyte, jak czyha nad każdym skrawkiem istnienia. To twoje dzieło, mój zawistniku! Nie sądzę, żeby następne pokolenia miały cię za to błogosławić...

Edited by Janko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdybym miał podarować przyjacielowi w depresji książkę, byłby to „Colas Breugnon” Romaina Rollanda. Powieść ta tchnie niesłychaną radością i optymizmem, przedstawia najlepszą filozofię życia jaką znam. Są w niej też odniesienia astronomiczne. Oto kilka urywków:

(Przyjaciel tytułowego bohatera) ... Miał też drugą manię. Sprowadził sobie z Holandii jakąś nowo wynalezioną lunetę i obserwował księżyc. Sporządził na szczycie dachu pomiędzy kominami dziwaczną ruchomą platformę i stamtąd starał się wyczytać w gwiazdach zasady, na których opiera się los rodzaju ludzkiego.

W gruncie rzeczy nie miał pojęcia o astronomii czy astrologii, ale lubił to zajęcie. Rozumiem go doskonale. Miło spoglądać z okna na spacerujące po niebie, niby panienki po ulicy, ciała niebieskie. Można z nimi flirtować, intrygować je, nawiązywać stosunki, a choćby to wszystko było głupstwem, bawi jednak człowieka...

... Rozprawialiśmy, naturalnie, długo o cudzie, o ognistym mieczu, który się w zeszły czwartek pojawił na niebie, a każdy tłumaczył ten znak po swojemu i upierał się przy swym zdaniu. W końcu jednak zorientowaliśmy się, że żaden z nas nie widział kornety, gdyż właśnie tego wieczora zdrzemnął się astronom przy swym teleskopie. Z chwilą gdy się człek dowie, że nie sam jest głupcem, doznaje ulgi i przyznaje rację drugiemu głupcowi. Przeto dyskusja zakończyła się wesoło...

... Rok posuwa się cichutko, nieznacznie. Drzwi otwierają się i zamykają. Niby fałdy jakiejś miękkiej materii, dni ścielą się w głęboki kufer nocy. Kurczą się, a potem zaczną wychodzić, wydłużać się, tak że na Nowy Rok przybędzie na zajęczy skok.

Przez szczelinę widzę już ten rok nowy.

Siedzę sam pod okapem wielkiego komina i patrzę, jak z głębi studni, w gwieździste wigilijne niebo, mrugające tysiącem oczu i drżące tysiącem serduszek; słyszę dzwonienie dzwonów, które niesie się po czystej przestrzeni...

... Jestem sobie figlarz nie lada, im mniej posiadam, tym jestem bogatszy. Zauważyłem to już w noc wigilijną, a teraz wiem na pewno, że tak jest. A czemu? Oto stałem się pasożytem, umiem żyć szczęściem innych ludzi. Mam bogactwa bez żadnych kosztów...

... A wiecie dlaczego? Oto dlatego, iż nie byłem tak głupi i nie dałem sobie wydrzeć wszystkiego do ostatka. Straciłem mienie, to prawda, ale zachowałem skarb wesołości, ów skarb ogromny, gromadzony mozolnie, grosz do grosza, czasu mych dalekich wędrówek i spacerów wzdłuż i wszerz życia, poprzez rozłogi pogody, radości i sceptycyzmu, poprzez roztocze pełnej głębi mądrości szaleńca i szału mędrca uwielbiającego byt cały. Nagromadziłem zapasy nieprzebrane, których zużyć nie sposób...

...Kto chce widzieć króla bez królestwa, „Jana bez Ziemi”, szczęśliwego człeka, niech spojrzy na mnie teraz oto, gdy siedzę na tronie przewodnicząc bankietowi...

...Jest teraz wieczór, siedzę przy stole, a wokół mnie wszystkie moje dzieci i wnuki. Razem ze mną trzydzieści sztuk, a wszyscy krzyczą:

— Król się bawi!

Król to ja...

 

Życzę Wam wszystkiego najlepszego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panie są u nas niedoreprezentowane, nad czym boleję. Tak było też wśród greckich poetów. Jednak łagodny głos Safony dotarł do nas w okruchach przez otchłań czasu i chwyta za serce po 2600 latach.

Także wtedy widok nieba budził wzruszenie poetki:

 

Jaśniejesz teraz wśród lidyjskich kobiet

jak nocą, po zachodzie słońca

różanopalce księżycowe światło

 

zaćmiewające gwiazdy, i promienie

ślące na gorzkie fale morza

i na kwiatami zaścielone łąki...

...

gwiazdy dokoła prześlicznej Selene

cieniem promienne przesłaniają twarze,

gdy ona pełnią srebrzystego blasku

świeci nad ziemią.

...

Zaszedł już księżyc i zgasły

Plejady, północ mija,

godziny płyną wolno

a ja tu leżę sama.

...

Wiem, że nie można zakosztować w życiu

wszelkiego dobra. Trzeba raczej wybrać

rzecz upragnioną niż tę, którą łatwiej

przyjdzie zapomnieć.

 

Przekład: Janina Brzostowska

Share this post


Link to post
Share on other sites

Olga Tokarczuk - "Dom dzienny, dom nocny" (fragmenty)

 

"Księżyc wschodził teraz nad domem Marty, co znaczyło, że jest już jesień. Na chwilę zakryła go chmura,

a gdy odpłynęła, nie był już ten sam co przedtem – na jego talerzowatej twarzy widać było okrągły cień,

najpierw wąski, potem coraz większy. Wszystko działo się za szybko, ledwie skręt zdążył przejść jedną

kolejkę. Potem księżyc zniknął, została po nim brunatna dziura wycięta w niebie, wypalone kółko. Zapadło

jakieś pełne niedowierzania milczenie, trwało krótko, kilka sekund, kilkanaście, tyle ile sama ciemność na

twarzy księżyca. W tym krótkim momencie rozbłysły gwiazdy; niebo było ich pełne. Nigdy nie wydawały

się nam takie jaskrawe. Stały ułożone w sensowne figury, w cyfry, symbole, figury geometryczne, a nawet

znaki drogowe. Można je było czytać, jak się chciało. Można było w nich zobaczyć komiksowe historie, te,

do których przyzwyczaiło się myślenie: Prometeusz uwalnia Andromedę, powiewa warkocz Bereniki, Lutnia

Apollina szybuje w przestrzeni, dźwięcząc z tęsknoty do ludzkich palców. Można je było wziąć za kawałek

tekstu napisany brajlem, za nieskończone szeregi zero-jedynkowego kodu albo za ekran komputera

z wieloznacznymi ikonami. Gdybyśmy tylko mieli wielką myszkę, supermysz, żeby kliknąć na

jednej z tych ikon, a wtedy otworzyłyby się inne nieba, o zupełnie niespodziewanym przeznaczeniu,

zadziwiające, wciągające w siebie jak ta gra dzieci z komputera. Moglibyśmy wtedy w nie zagrać,

wciągnęłyby nas i zabrały nam sen. Bylibyśmy w nich innymi ludźmi, przydarzałyby się nam historie

niewiarygodne i całkiem zwyczajne. Umieralibyśmy, jak to w grze, setki razy i wciąż mielibyśmy w zapasie

nowe życia, rozwieszone w przestrzeni i czasie mapy wędrówek między ciemnością a światłem.

Wtedy księżyc zabłysł na nowo. Najpierw pojawił się świecący skrawek, obrzynek niebieskiego paznokcia.

Zadźwięczały kieliszki i na nowo rozjarzył się ognik skręta. Zaczęliśmy klaskać."

 

 

"Światło żyje w duszach ludzi i zwierząt, tam mieszka w ukryciu, zahibernowane, zamknięte w puszce.

Księżyc zaś jest statkiem transportowym – przewozi dusze zmarłych ludzi z ziemi na słońce. Przez każdą

pierwszą połowę miesiąca zbiera je i staje się coraz bardziej świetlisty; idzie do pełni. W drugiej połowie

miesiąca oddaje je słońcu, więc w nowiu znowu jest pusty, rozładowany. Stoi między ziemią a słońcem

wypróżniony, gotowy do swojej dalszej pracy. Srebrzysty tankowiec."

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baran - kim on jest

Zrównanie dnia z nocą, punkt Barana na ekliptyce, wiemy, wiemy. Są jednak związane z tym skojarzenia nie tak szeroko znane. Baran, ratujący dzieci (Fryksosa i Helle - ta jednak utopiła się w morzu, stąd Hellespont) a także nieszczęsny właściciel Złotego Runa (nieszczęsny, bo złożony w ofierze), został umieszczony przez Zeusa na nieboskłonie (chyba obdarty ze skóry?). Po przechowywane w Kolchidzie Złote Runo wyprawił się na okręcie Argo Jazon z doborową drużyną herosów. Spośród nich na niebie mamy obecnie Herkulesa, Kastora i Polluksa (Bliźnięta), a także Lutnię Orfeusza. Okręt Argo długo żeglował po południowym niebie w całości, jednak okazał się zbyt wielki na nowoczesny gwiazdozbiór i wyodrębniono z niego Kil (Carina), Żagiel (Vela), Rufę (Puppis) i Kompas (Pyxis). Dziwić może, czemu tylu bohaterów (w sumie 52) wybrało się w tak daleką i niebezpieczną wyprawę, w dodatku po coś nie swojego. Niektórzy twierdzą, że Złote Runo to eufemizm dla realnego skarbu. Pierwsze monety, które zastępowały dawny środek płatniczy w postaci skór zwierzęcych, same miały kształt skóry. Nasi herosowie wyruszyliby więc po prostu na wyprawę łupieżczą po złoto, pilnie strzeżone przez smoka (wiadomo, jak się taki zachowuje) oraz byki zionące ogniem i trującymi oparami. Mnie jednak chodzi po głowie inne wytłumaczenie całej tej historii. Ludzkość nie czciła przecież nigdy rabusiów. Złote Runo pomogła Jazonowi zdobyć czarodziejka Medea – wnuczka boga słońca Heliosa, którego ognistym rydwanem uciekła później, gdy wpadła w opały. Mity mają to do siebie, że przenoszą najstarsze wspomnienia ludzkości w coraz nowsze czasy. Kto pamięta film „Walka o ogień”?
W gwiazdozbiorze Barana wypadało przed wiekami skrzyżowanie ekliptyki z równikiem niebieskim, osiągane przez Słońce w dniu równonocy wiosennej. Więc wiosna, światło, nowe życie. Światło to ogień, nowy ogień rozniecany tradycyjnie o tej porze roku za pomocą wiertła (czy też świdra) ogniowego i roznoszony po domostwach. Z wiosenną równonocą związane są Święta Wielkanocne – pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pełni. Ich ważnym symbolem jest baranek. Baranek opatrzony czerwoną chorągiewką na długim drzewcu, jak płomień. Symbol judeochrześcijański, ale czy tylko? Wiele symboli pochodzi z dawniejszych czasów i zostało zaadaptowane do nowej roli. W ulubionej przeze mnie astrologii (ha, ha) znak Barana jest kojarzony z Marsem i barwą czerwoną. Coś tu jest na rzeczy, ciepło, ciepło.
Jeśli jeszcze wspomnimy wspaniałego czerwonego olbrzyma Hamala, α-Ari – ra’s al-hamal, głowa barana (typ widmowy K2 III), mamy komplet wiosennych skojarzeń.

Edited by Janko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przesilenie, punkt Barana na ekliptyce, wiemy, wiemy.

 

Bardzo ładnie napisane, podziwiam wiedzę i doceniam, że chciało ci się to wszystko opisać. Ale niestety wrzucę kamyczek do ogródka: cały czas mówisz o równonocy wiosennej, a piszesz o przesileniu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

...cały czas mówisz o równonocy wiosennej, a piszesz o przesileniu smile.gif

Dzięki!

Wiesz, jak to jest z tym uczeniem się przez całe życie.

 

Edit

Zaraz, zaraz.

Przecież wg. Krzysia*, oprócz bieguna północnego i południowego mamy jeszcze wschodni i zachodni. Więc czemu ma nie być przesilenia wiosennego i jesiennego?

 

*patrz: A. A. Milne, Kubuś Puchatek

 

Poprawiłem ;-)))

Edited by Janko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cała akcja „Mistrza i Małgorzaty” koncentruje się wokół zjawiska astronomicznego jakim jest pełnia Księżyca. Jest to jednak pełnia szczególna – pierwsza pełnia wiosenna. Z widokiem Księżyca w oczach ginie pod tramwajem redaktor Berlioz: „Raz jeszcze, po raz ostatni zamigotał księżyc, ale już pękający na kawałki, a potem nastała ciemność”. Z tym samym widokiem wpada w szaleństwo poeta „Bezdomny” - Iwan Nikołajewicz Ponyriow, późniejszy profesor. W blasku Księżyca leci nad ogrodem na szczotce do zamiatania naga Małgorzata, udając się na bal do Wolanda-szatana. I oczywiście podczas pełni „dawno temu, czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan” toczą się wydarzenia w znienawidzonym przez hegemona mieście Jeruszalajim:

 

... Miasto tonęło w świątecznych ogniach. We wszystkich oknach migotały płomyki świeczników, a dolatujące zewsząd modlitwy zlewały się w nieskładny chór. Zaglądając czasami do okien jeździec mógł dostrzec siedzących za świątecznymi stołami ludzi; na stołach zaś koźlęce mięso, kielichy z winem i przybrane cierpkimi ziołami potrawy. Pogwizdując jakąś cichą piosenkę jeździec kłusował nieśpiesznie pustymi ulicami Dolnego Miasta, kierując się ku wieży Antoniusza i popatrując to na jedyne w swoim rodzaju, rozjarzone nad świątynią pięcioramienne świeczniki, to na księżyc wiszący jeszcze wyżej...

... Zasłonięte kolumną łoże znajdowało się w półmroku, ale od schodów ku posłaniu legła smuga księżycowego światła. I gdy tylko Piłat stracił więź z tym, co było rzeczywiste — natychmiast wstąpił na świetlisty szlak i podążył nim w górę, ku księżycowi. Roześmiał się nawet we śnie ze szczęścia, bo na przejrzystej drodze przez błękit wszystko stawało się piękne i niepowtarzalne. Szedł w towarzystwie Bangi, a obok podążał wędrowny filozof. Dyskutowali ze sobą o czymś ważnym i skomplikowanym, przy czym żaden nie był górą. Nie zgadzali się pod żadnym względem, dzięki czemu spór był szczególnie ciekawy i mógł trwać wiecznie. Oczywiście, dzisiejsza egzekucja okazała się zupełnym nieporozumieniem — przecież filozof, który wymyślił niewiarygodną niedorzeczność o tym, że wszyscy ludzie są dobrzy, szedł obok, a więc był żywy. I, naturalnie, strach brał na myśl, że takiego człowieka można było zabić. Nie było żadnej egzekucji, nie było! Oto, na czym polegał urok tej wspinaczki po księżycowej drabinie.

Wolnego czasu było do woli, burza miała nadejść dopiero pod wieczór, tchórzostwo zaś to niewątpliwie jedna z największych ludzkich wad. Tak twierdził Jeszua Ha-Nocri. Nie, filozofie, nie zgadzam się: to największa i najstraszniejsza wada!...

...Wybacz wszakże, filozofie; czyż człowiek tak mądry jak ty mógł przypuścić, że namiestnik Judei złamie sobie karierę z powodu sprawcy przestępstwa przeciw cezarowi?...

... — Odtąd będziemy zawsze razem — mówi doń we śnie obdarty filozof-włóczęga, który jakimś sposobem stanął na drodze Rycerzowi Złotej Włóczni. — Gdzie jeden, tam i drugi! Kiedy wspomną mnie, to zaraz wspomną i ciebie. Mnie, podrzutka, dziecko nieznanych rodziców i ciebie, syna króla-liczygwiazdy i pięknej Pili, córki młynarza.

— Tak, proszę, nie zapomnij o mnie!, Wspomnij syna astrologa — prosił we śnie Piłat...

 

... I wreszcie Woland leciał również w swej prawdziwej postaci. Nie umiejąc powiedzieć, z czego zrobiona była uzda jego konia Małgorzata myślała, że to może ogniwa księżycowych promieni, że sam koń jest bryłą ciemności, jego grzywa — chmurą, a ostrogi jeźdźca — białymi plamkami gwiazd...

 

... Co roku, w porze wiosennej świątecznej pełni księżyca w lipowej alei nad Patriarszymi Stawami zjawia się pod wieczór ... profesor Iwan Nikołajewicz Ponyriow.

Przyszedłszy pod lipy siada zawsze na tej samej ławeczce, na której siedział owego wieczoru, gdy dawno już przez wszystkich zapomniany Berlioz po raz ostami w życiu ujrzał roztrzaskany na kawałki księżyc.

Teraz zaś księżyc ów, nienaruszony, najpierw biały, a później złoty, z ciemną, ni to smoczą, ni końską figurą przepływa nad byłym poetą Iwanem Nikołajewiczem, a zarazem trwa bez ruchu na wysokości....

Ale wie też, iż nie ze wszystkim umie sobie poradzić. Nie umie sobie poradzić z wiosenną pełnią. Kiedy zaczyna się zbliżać, gdy ów świetlisty planeta, który zwisał kiedyś nad dwoma pięcioramiennymi świecznikami, staje się coraz większy i złocistszy — Iwan Nikołajewicz traci spokój, denerwuje się, nie śpi i nie je w oczekiwaniu, aż księżyc dojrzeje. I gdy nadchodzi pełnia, nic nie może zatrzymać Ponyriowa w domu. Wychodzi zeń pod wieczór udając się nad Patriarsze Stawy...

... — Jeszcze jedna ofiara księżyca... Jeszcze jedna taka sama ofiara jak ja... — Kłamie, kłamie! O, bogowie, jak kłamie! — zamruczy Iwan Nikołajewicz odchodząc od ogrodzenia. — nie świeże powietrze wabi go do ogrodu, on coś widzi w ten czas wiosennej pełni — na księżycu i tu, wysoko, nad ogrodem...

I profesor wraca do domu zupełnie chory...

Po zastrzyku wszystko się wokół śpiącego zmienia.

Od łóżka do okna rozpościera się teraz szeroka księżycowa droga. Wychodzi na nią człowiek w białym płaszczu z podbiciem koloru krwi i zaczyna iść w stronę księżyca. Obok niego idzie jakiś młodzieniec ze zmasakrowaną twarzą, ubrany w podarty chiton...

... Wtedy księżyc zaczyna szaleć, wychlustuje na Iwana strumienie światła, bryzga światłem na wszystkie strony, aż w pokoju zaczyna się księżycowa powódź, aż rozchwiane światło wzbiera coraz wyżej i zatapia łóżko. To właśnie wtedy twarz śpiącego Iwana staje się szczęśliwa...

 

Michał Bułhakow: Mistrz i Małgorzata; przełożył Andrzej Drawicz

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest cassiopeia77

..jestem w trakcie tworzenia dosyć dużego projektu popularyzującego astronomię. Jak się uda, to będzie to coś, czego w naszym kraju jeszcze nie było. ...Szukam informacji na temat występowania w literaturze opisów zjawisk czy obiektów astronomicznych. I oczywiście nie mam tu na myśli literatury popularno naukowej. Dopuszczam jednak znane i popularne dzieła SF typu Lem itp....Projekt ma być kierowany do naprawdę dużej grupy odbiorców, w różnym wieku. Literaturą jak pewnie się domyślacie chcemy trafić w humanistów, bo czemu by nie? smile.gif...,

Karol Wójcicki

Hej, jak ten projekt o astronomii? Jeśli masz to pod ręką, prześlij proszę, mój adres e mail, anabak007@hotmail.com Dzięki z góry!!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pieśń świętojańska o Sobótce

 

Gdy słońce Raka zagrzewa

A słowik więcej nie śpiewa,

Sobótkę, jako czas niesie,

Zapalono w Czarnym Lesie...

 

Panna I

Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody;

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze...

 

Panna XII

Wsi spokojna, wsi wesoła,

Który głos twej chwale zdoła?...

 

Mistrz Jan z Czarnolasu był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Urodził się około 30 lat przed Galileuszem. Wiedział, że podczas przesilenia letniego słońce znajduje się w punkcie Raka (nie znaczy to, że w gwiazdozbiorze Raka, tam podczas przesilenia było 2000 lat wcześniej, obecnie jest to Byk).

Z Pieśnią świętojańską poeta musiał być emocjonalnie związany, zapewne odnosiła się do dnia jego urodzin. Dokładnej daty urodzin nie znamy, zakłada się, że był to rok 1630.

Noc świętojańska, czyli kupała lub sobótka, to święto ognia i wody, słońca i księżyca, miłości, płodności i urodzaju. Rytuał skoków przez ogień i kąpieli miał znaczenie oczyszczające. Puszczenie wianka na wodę przez pannę i wyłowienie go przez kawalera, wspólne poszukiwanie kwiatu paproci, skoki przez płomienie, czyli rytualne wspólne przejście przez wodę i ogień, było równoznaczne z zaślubinami możliwymi tego jedynego dnia w roku bez woli ojca.

Ludzie urodzeni pod znakiem Raka przejawiają według astrologów następujące pozytywne cechy (cytuję za astrologia.oryginalna): wrażliwość, dobrą adaptację, romantyczność, intuicyjność, emocjonalność, dążenie do celu, wytrzymałość, cierpliwość, upór, wytrwałość, odpowiedzialność, gospodarność, oszczędność, troskliwość, przywiązanie do rodziny i domu, łagodność, miękkość, nieśmiałość, opanowanie, bogatą fantazję, twórczą wyobraźnię, mieduiczność (?), dobrą pamięć. Cech negatywnych oczywiście nie zacytuję, bo i tak w astrologię nie wierzę.

Jednak mistrz Jan jest dla mnie postacią bardzo sympatyczną, posiadającą wiele spośród wymienionych cech (zapewne poza mieduicznością). Więc może w tej całej astrologii coś jest? Przecież wszyscy pochodzimy z gwiazd.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.