Skocz do zawartości

Promowane odpowiedzi

Adamo    1714

No, Wimmer

Szacun, super relacja!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

_Spirit_    2275

Ja nie bardzo rozumiem wykres promieniowania. Czarnobyl dostał mniejszą dawkę niż Warszawa? Co znaczą fioletowe, czarne i zielone pola?

 

Podoba mi się relacja.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
wimmer    3258

Otóż tak. Obecnie w niektórych miejscach w Czarnobylu jest mniejsze promieniowanie niż w centrum Warszawy. Zaskakujące, ale prawdziwe.

Kolory tylko oddzielają ważne elementy na wykresie. Czarny - my. Fioletowy - Zona. Zielony - inne kraje.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
gryf188    907

Świetna relacja .

Widziałem kiedyś w tv relację właśnie z takiej wycieczki, naprawdę musi być to niesamowite przeżycie być tam i przeżyć to na własnej skórze.Na mnie największe wrażenie zrobiły opuszczone budunki .

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
don Pedro    441

Piękna relacja Olku. Gratulacje!

 

Przyznam się, że chętnie bym się wybrał na taką wycieczkę.

Pamiętam jak w czasach licealnych (koniec kwietnia '86), łykałem roztwór jodu w jodku potasu (wodny r-r J i KJ tzw. płyn Lugola (uwaga:to nie jodyna!) , odczynnik chemiczny. który w tym zastosowaniu miał chronić tarczycę przed wchłonięciem radioaktywnego izotopu jodu, ergo przed rakiem tarczycy), a dyrekcja szkoły nie wysłała towarzystwa na dobrowolny pochód pierwszomajowy.

Chodził podówczas po szkole taki haiku: Płyn Lugola/ Ruska Coca-Cola. No ale dość kombatanctwa!

 

Co do dobrostanu wielu gatunków zwierząt to może wynikać to ze zjawiska hormezy radiacyjnej (hipoteza liniowa sprawdza się przy na prawdę sporych dawkach). Są tereny na świecie gdzie naturalny poziom promieniowania jest znacznie wyższy niż obecny w Czarnobylu czu Prypeci choć oczywiście mogą, tam występować jakieś hotspoty" o poziomie znacząco wyższym od średniego... Jeśli chodzi o owady, to cóż, zmienność pokoleniowa jest tu b. szybka więc i baaardzo odległe skutki mutacji. Choć z drugiej strony po Hiroshimie i Nagasaki nikt mnie opisywał takich mutacji.Inna sprawa, że mówi się o tym i pisze ale jakoś ciężko znaleźć wiarygodny materiał ilustracyjny.

 

Pozdrawiam, i jeszcze raz gratuluję tekstu.

Piotr S.

 

-----------

Pod Skryptem1:

 

Wygląda na to, że przyroda nie cierpi na radiofobię a raczej na homo(sapiens)fobię. ;-)

 

P.S.2:

A prócz harmoszki/kaloryfera to cezbulki i radbarbaru nie przywiozłeś :D

Edytowane przez don Pedro

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
DuRuS    687

Żona w moich oczach. Czarnobyl i Prypeć. Tak to na poczatku przeczytałem i już miałem się zaoferować do pomocy w pisaniu pozwu rozwodowego :D

Relacja super.

  • Lubię 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
szary19    265

Olku wspaniała relacja czyta się z zapartym tchem do samego końca ... zdjęcia niesamowite świetnie wypełniają klimat - gratuluję

Edytowane przez szary19

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
sawes1    656

Jedno ze swoich marzeń spełniłeś. Nic, tylko sie cieszyć. :icon_biggrin: Fajnie się czyta, ty katastrofisto , ty... :szczerbaty:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Admiral_M    373

@wimmer - super relacja!

 

Tylko powiedz, czy miałeś swój miernik promieniowania ze sobą? Ten ze zdjęcia ma rosyjskie napisy - kto go używał i jak często? Przewodnik? Jeżeli sam czułeś smak metalu w ustach to nie chcę Cię martwić... Wykresy biura podróży do kosza bym wyrzucił. Do dzisiaj w UK są rejony, z których nie wejdzie żadna produkcja rolna do obrotu (po Czernobylu). Jak buty świecą, to jest coś na rzeczy - zależy co i gdzie spadło, nawet w pobliżu. Wszystkie dispersion modelling to o kant dupy są - wystarczy zmienić jeden parametr i wyniki są zupełnie inne (jak w każdym modellingu). W rzeczywistości mogą być takie same stężenia lokalne cezu 137CS (to chyba w tej chwili najbardziej szkodliwy izotop po katastrofie - połowiczny okres rozpadu = 30 lat, więc nie jest tak źle) w okolicach Czernobylu jak i 1000 km od niego.

 

Podziwiam Kolegę za odwagę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
panasmaras    2113

Olo, jeśli pozwolisz, zadam bardziej osobiste pytanie - nie złapałeś po pobycie w Zonie jakiegoś doła?

 

Ja po przeczytaniu tego artykułu nie mogłem dojść do siebie przez parę godzin, a jak czasem przypomnę sobie coś z twojego opisu, to nawet parę dni po (pierwszym, nie jedynym) przeczytaniu ciarki mnie przechodzą.

Edytowane przez panasmaras

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
ZbyT    2734

klimat jak z książki "Wróć, mój bohaterze" ... czyżby przypadek? :icon_wink:

 

pozdrawiam

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
majer    346

 

Olo, jeśli pozwolisz, zadam bardziej osobiste pytanie - nie złapałeś po pobycie w Zonie jakiegoś doła?

 

 

 

A niby czemu miał złapać? Osobiście znam osobę, która była tam 3 lub 4 razy i wciąż ma się świetnie. Sam miałem okazję pojechać do Czarnobyla, ale niestety nie mogłem z niej wtedy skorzystać. Może się jeszcze nadarzy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
majer    346

Swoją drogą, czy widać tam jakieś zwierzęta? Ptaki?

 

Jakiś czas temu na jednej z telewizji edukacyjnych (nie pamiętam już która to była) dwukrotnie widziałem program o żyjących tam zwierzętach, a w szczególności o zdziczałej kotce, która normalnie wychowywała młode i zachowywała się tak, jak każdy dziki kot. Program właściwie pokazywał jej codzienne perypetie życiowe w strefie, z komentarzem, że w zasadzie kotka i jej dzieci nie mają szans, bo wszystko jest skażone, itd. (przez te nastawienie program ten nie przypadł mi do gustu, delikatnie mówiąc). Jednak nie było widać po nich, żeby miały problemy spowodowane promieniowaniem. Prowadziły zwykłe życie dzikich kotów z wszystkimi zadami i waletami tegoż.

 

Czasami przed kamery nawijały się inne zwierzęta, jak lis, sowa, był chyba nawet wilk. Wygląd i zachowanie wszystkich pokazywanych zwierząt nie odbiegały od normy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
wimmer    3258

Hej.

Odpowiadam po kolei na pytania:

 

@Admirale_M, jeden dozymetr miał ze sobą nasz przewodnik, cały czas. Drugi miał ze sobą chłopak, który uaktualniał pomiary w Zonie. Jego dozymetr wydawał mi się znacznie bardziej zaawansowanym urządzeniem.

 

DSC_5812.JPG

 

Dozymetr leży na glebie w przystani Prypeć, koło "Cafe Prypeć", gdzie jest jedno z większych stężeń w mieście. W tym momencie jak widać wskazuje 38,3 mikro Siwerta na godzinę. Stężenie wahało się. W niektórych momentach było większe. Na pierwszym innym zdjęciu w artykule widać 0,078. Przeciętny Polak otrzymuje 2,4 mili Sv na rok. Tutaj otrzymalibyśmy 1,8mSv na dzień. Licząc na szybko, to dawka przekroczona 270 razy?

Czy dobrze liczę? (słaby jestem z matmy) ;)

Liczby starszą, ale pamiętajmy, że nie przebywamy w tym miejscu dłużej niż przez kilka minut, ale także nie chłoniemy całej tej dawki. Promieniowanie bardzo często wahało się. Raz wysoko, raz bardzo nisko. Aby obliczyć całkowity równoważnik dawki pochłoniętej trzeba by mieć dane na temat współczynnika wagowego promieniowania, a ten jest różny dla fotonów, elektronów, neutronów, protonów oraz czątek alfa (z rozpadu) - a więc licznik złowieszczo pika. Ale to nie znaczy, że dostałem 100 radów ;)

Myślę, że podobnych stężeń możemy szukać na hałdach na Górnym Śląsku

Do Czarnobyla i Prypeci było zorganizowanych wiele już wycieczek, póki co nikt nie donosi o dolegliwościach z powodu napromieniowania.

 

Smak w ustach. Zdecydowanie obecny, ale nie jakiś szczególnie wyraźny. Nie placebo. Utrzymywał się przez dłuższy czas. Jednakże smak w ustach nadal nie oznacza, że doznałem wysokiego napromieniowania. Osoby przechodzące diagnostykę obrazową z wykorzystaniem promieni rentgenowskich, np. tomografię czy rezonans magnetyczny też mogą odczuwać ten smak.

 

@ZbyT, to nie przypadek :) Ja po prostu lubię taki klimat

 

@Panasiemarasie, w Prypeci tego nie czułem. Bardziej czułem ciekawość. Wewnątrz budynków - owszem - przytłaczający klimat. Natomiast takie uczucie wstąpiło we mnie głównie pod sarkofagiem. Czwarty blok ma jakiś taki złowieszczy wygląd. Czujesz się nieco niepewnie, jak pod wiszącą skałą, lekki dreszcz, czy może nie spadnie na Ciebie. Uczucie powoduje głównie świadomość tego, co się tam stało. A w szczególności świadomość, że ludzie na dachu oczyszczali go z materiałów ekstremalnie promieniujących, otrzymując śmiertelne dawki.

Zdołowanie nie. Ale głębsze zamyślenie, później nawet smutek - owszem.

Edytowane przez wimmer
edytowałem obliczenia
  • Lubię 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
roberciu    238

Jakiś czas temu na jednej z telewizji edukacyjnych (nie pamiętam już która to była) dwukrotnie widziałem program o żyjących tam zwierzętach, a w szczególności o zdziczałej kotce, która normalnie wychowywała młode i zachowywała się tak, jak każdy dziki kot. Program właściwie pokazywał jej codzienne perypetie życiowe w strefie, z komentarzem, że w zasadzie kotka i jej dzieci nie mają szans, bo wszystko jest skażone, itd. (przez te nastawienie program ten nie przypadł mi do gustu, delikatnie mówiąc). Jednak nie było widać po nich, żeby miały problemy spowodowane promieniowaniem. Prowadziły zwykłe życie dzikich kotów z wszystkimi zadami i waletami tegoż.

 

Czasami przed kamery nawijały się inne zwierzęta, jak lis, sowa, był chyba nawet wilk. Wygląd i zachowanie wszystkich pokazywanych zwierząt nie odbiegały od normy.

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=Ny7SXod98z8

 

pozdr

R

  • Lubię 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
kuba_mar    499

Olo, jeśli pozwolisz, zadam bardziej osobiste pytanie - nie złapałeś po pobycie w Zonie jakiegoś doła?

 

Ja po przeczytaniu tego artykułu nie mogłem dojść do siebie przez parę godzin, a jak czasem przypomnę sobie coś z twojego opisu, to nawet parę dni po (pierwszym, nie jedynym) przeczytaniu ciarki mnie przechodzą.

 

Przy całym ogromie tragedii w Czarnobylu zapomina się o innym, chyba tragiczniejszym w skutkach wydarzeniu. Mówię tu o katastrofie w Bhopalu w 1984 r. Jak wiadomo po awarii w fabryce chemicznej okoliczni mieszkańcy zostali dosłownie zmasakrowani przez toksyczną chmurę izocyjanianu metylu. Pamięć o tym jest jakaś słaba. Może dlatego, że zdarzyło się to tam gdzieś daleko poza Europą...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
panasmaras    2113

A niby czemu miał złapać? Osobiście znam osobę, która była tam 3 lub 4 razy i wciąż ma się świetnie.

Różni są ludzie i różnie odbierają te same bodźce. To, że jakaś rzecz nie robi na wrażenia na osobie A, nie oznacza, że nie zrobi wrażenia na osobie B.

I niby dlatego zapytałem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Robson_g    1787

Olo, niesamowita wycieczka do Zony, klimaty nieziemskie!

Powróciły wspomnienia z okresu, kiedy zagrywałem się grą S.T.A.L.K.E.R.

 

Pozdrawiam

Edytowane przez robson999

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Simon_141    28

Świetna relacja...Co ciekawe w poniedziałek widziałem się ze znajomym,który też tam był i podobnie jak Ty był pod ogromnym wrażeniem całej tej wycieczki. Jego ekspresja w relacjonowaniu była ujmująca do tego stopnia,że chyba się zdecydowałem i teraz Twoja relacja z takim szczegółem,chciałbym być już tam teraz.. co do kolegi to Jacek ze Zgierza...pozdrawiam...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×