Skocz do zawartości
  • wpisy
    3
  • komentarzy
    11
  • wyświetleń
    8561

O blogu

Będę zamieszczał tutaj wpisy na temat mojej książki "Nieistotne".

Wpisy na tym blogu

wimmer

UWAGA! Wpis zdradza treść i sens książki „Nieistotne”. Jeśli nie chcesz zepsuć sobie zabawy i ewentualnej przyjemności z odkrywania zawartego w książce sensu, zapraszam po przeczytaniu książki!

Pierwszą, i jak dotąd jedyną osobą, która zwróciła uwagę na nieścisłość w ustaleniu kierunku podróży przez Sigurda jest Paether :)
No, być może inni też zwrócili na to uwagę, ale tego nie zasygnalizowali.
Nieścisłości w książkach nie powinny się zdarzać, ale mimo wszystko czasem się zdarzają, zwłaszcza w tych debiutanckich. Mam jednak nadzieję, że nikt nie podejrzewa mnie o to, że nie wiem gdzie na mapie jest północ, na niebie z resztą też ;). Ponadto opisane w książce punkty podróży leżą w tak charakterystycznym położeniu względem siebie, że prawie jak pod linijkę. Rotterdam znajduje się niemal idealnie na północ od Mervans.

Problem wygląda następująco:
Gdy Sigurd ustala kierunek na papierowej mapie, stwierdza, że z miejsca, w którym stacjonują w drodze do Rotterdamu powinien iść na północny zachód. Najpierw jednak ma zamiar udać się na północ - do Mervans.
Oczywiście jest w błędzie, ponieważ Rotterdam znajduje się w kierunku północnym od okopów. Mervans znajduje się na północ i nieco na wschód.
Sigurd nie umie wyznaczyć kierunków na mapie! Jeśli chcemy stwierdzić, na czym polegał jego błąd, wystarczy, że wyobrazimy sobie w jaki sposób patrzy i trzyma on mapę. Jego papierowa mapa jest po prostu przekręcona o mniej więcej 45° w lewo, czyli w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. O błędzie, który popełnił informuje go dopiero kompas wbudowany w zegarek, na który spojrzał niedługo po ucieczce z okopów:
"Skupił się na wbudowanym w zegarek kompasie i ustalił kierunek w którym miał zamiar iść. Okazało się, że zboczył za bardzo na wschód, więc skorygował swoją drogę."
Jeśli wyobrazimy sobie, że pomagamy Sigurdowi ustalić kierunek, to poprawimy mu ułożenie mapy i przekręcimy ją o te, mniej więcej, 45° w prawo. Wtedy wszystko będzie się zgadzać. Rotterdam będzie na północ, a Sigurd twierdząc, że do Mervans trzeba iść na północ odkryje, że poszedłby na północny wschód, czyli zboczy za bardzo w kierunku wschodnim.
W ten sposób odkryjemy też miejsce stacjonowania: Okopy znajdują się w obszarze pomiędzy Macon i Bourg-en-Brasse. Dokładnego położenia jednak nie ustalałem, bo dla biegu wydarzeń nie ma to żadnego istotnego znaczenia.
Co miałem na myśli?
Po pierwsze: w ten sposób chciałem wykreować przytyk w stronę ludzi żyjących w czasach Sigurda, ale również nawiązać do czasów teraźniejszych. W czasach upadku opisanych w książce ludzkość była już niemal całkowicie uzależniona od elektroniki. Jak wiadomo fundamentaliści wyrzucili wszystkie zdobycze technologii na "śmietniki". Dlatego Ian mówi, że na mapę elektroniczną nie ma szans, ale może uda się załatwić papierową. Poprzez uzależnienie od urządzeń wykorzystujących GPS, ludzie stracili podstawowe umiejętności ustalania kierunków za pomocą prostej mapy. Śmiem przypuszczać że już obecnie wielu ludzi miałoby problemy z orientacją z użyciem mapy papierowej. Podejrzewam, że gdybyśmy wybrali sto losowych osób, wywieźli ich na jakieś pustkowie, wręczyli papierową mapę i kazali ustalić kierunek do najbliższego miasta, to spora część z nich miałaby kłopot. Cały czas mam w głowie miejską legendę, albo i prawdziwą historię o kierowcy, który tak ufał wskazaniom nawigacji, że wjechał autem do stawu czy jeziora.

Słabe umiejętności Sigurda mają jednak swoją genezę:
W pierwszej wersji książki wydarzenia i postać Sigurda miały być inaczej przedstawione. Sigurd miał zamiar zanieść list do człowieka nieśmiertelnego i zostawić go na szczycie kopca w Rotterdamie. Wtedy też miał przypadkowo spotkać tam Samvela. Pozostałość po tym niezrealizowanym wątku pozostała w ostatecznej wersji książki:
"Miał jedynie dwie rzeczy, które nadal trzymały go przy życiu i kazały przetrwać: pamiętniki które czytał i list, który miał zamiar napisać."
W dodatku Sigurd miał być niemal analfabetą! Bardzo słabo czytał i pisał. Ian miał go poduczyć w pisaniu. Tym samym postać żołnierza byłaby szerzej opisana, a wątek pobytu w więzieniu miał być o wiele dłuższy. Relacja z Ianem też miała być bogatsza. To też miało podkreślić jak nisko upadli ludzie i jak ułomna była armia korpokratów. Uznałem jednak, że prawdopodobieństwo, iż Sunden zjawi się na szczycie kopca w tym samym dniu co Samvel byłoby za małe i ten watek byłby zbyt nieprawdopodobny. Potem uznałem też, że owszem - Sigurd może nie wiedzieć jak ustalić kierunek za pomocą mapy, ale to, że jest prawie analfabetą też mogłoby być zbyt dziwne. Dorastał przecież w świecie zaawansowanej technologii. Musiał gdzieś nauczyć się pisać i czytać, choćby po to, aby być dobrym konsumentem.
Tak więc wątek z mapą i kierunkami został, a pozostałych nie wpisałem do ostatecznej wersji książki.

To tyle na temat pomyłki Sigurda :)

pozdrawiam

wimmer

UWAGA! Wpis zdradza treść i sens książki „Nieistotne”. Jeśli nie chcesz zepsuć sobie zabawy i ewentualnej przyjemności z odkrywania zawartego w książce sensu, zapraszam po przeczytaniu książki!

Postać Samvela jest tym najbardziej zawoalowanym na kartkach książki, ukrytym między wierszami elementem. Tej postaci, jak wiecie z poprzedniego wpisu, nadałem dwojakie znaczenie, niedosłowne i metafizyczne. Z Pielgrzymami jest już nieco "łatwiej". Za ich cielesnymi postaciami nie kryje się jakaś dodatkowa nadprzyrodzona siła, a wątki zdradzające, kim są nie leżą w zbiorze domysłów i interpretacji, ale są zwyczajnie wplecione w akcję książki. Natomiast w ich postawie nadal zawarty jest głębszy sens. Zdradzają oni swoją postawą jedną z brzydszych w świecie moim zdaniem cech: fanatyzm religijny. W nich kryją się też bezpośrednie nawiązania do nas - ludzi i tego, co robiliśmy w przeszłości, ale o nawiązaniach do historii ludzkości napiszę w innym wpisie.

Pierwsza osoba, spoza naszego grona forumowego i spoza grona znajomych, która recenzowała Nieistotne, napisała:
"Jeśli podobnie jak mnie, przez dwie części będzie wam towarzyszyło poczucie, że wątek futurystyczny był całkowicie zbędny – spokojnie. Wszystko nabierze kształtu w ostatniej. Jest ona niemal idealną klamrą dla całej historii i sprawia, że cała historia nabiera zupełnie innego wymiaru i sensu".

Smutne wyjaśnienie kim są Pielgrzymi i kogo poszukują, kryje się w poniższych cytatach. Pomyślałem, że odpowiedź zawierająca jedno zdanie, to za mało. Musicie mi wybaczyć. Nadal liczę na to, że po przeczytaniu zastanawiacie się nad treścią i w głowach pojawiają się Wam pewne wizje. Podam kilka cytatów, które z pewnością wskażą "co autor miał na myśli". Poniższych cytatów nie trzeba jakoś dodatkowo interpretować i szukać ukrytych znaczeń. Zawarte w nich informacje są w większości przypadków dosłowne:

Piosenka w okopach (chyba nie przypuszczaliście, że tę piosenkę wybrałem losowo? ;) ):
"A ludzie kłaniali się i modlili do neonowego boga, którego sami stworzyli".

Wnuczka Anny Meyer:
"Najprawdopodobniej jednak Valjeta-01 nie "umarł" a Ääretön prowadził nad nim badania przez cały późniejszy czas. [...] W kolejnych latach wydawali horrendalne ilości pieniędzy, ale nikt nie był w stanie ustalić, na co właściwie szła ogromna kasa. I w zasadzie kto ich dofinansowywał?"

Sigurd:
"Spojrzał w zasnute brunatnym dymem niebo i zastanawiał się, czy pogłoski o tym, że możni tego świata zamieszkali na orbicie były prawdą. Jeśli tak, to czy z przerażeniem patrzyli w dół na to, co się stało? Czy zajęci już byli planowanie własnej przyszłości?..."

Irrail (w kontekście całej elektroniki "wyrzuconej na śmietnik"):
"Gdzie teraz, w tym upadłym świecie znajdziemy Najwyższego?"

Samvel:
"Wiem również, kogo szukacie. I mam dla was smutną wiadomość: Nie ma go tutaj. A wy jesteście w błędzie".

Samvel:
"Jesteście tylko dziećmi. A dzieci nie są winne błędów swoich rodziców. Ja to rozumiem. Macie prawo nie znać przeszłości, ale wiem o was więcej, niż wy wiecie o mnie. Widziałem, jak wasi stwórcy odwracali się plecami do umierającego świata, błagającego o pomoc".

Samvel (obserwując Aenę):
"Zastanawiał się, jak niewiele było w niej z człowieka, i czy jest maszyną zbudowaną na bazie ludzkiego ciała, czy może to, co ludzkie, było w niej już zbędne i stanowiło najsłabsze ogniwo w jej hybrydowej formie".

Teraz już powinniście wiedzieć kim są i kogo szukają! A jeśli nie, to mam kilka dodatkowych wskazówek :)

pozdrawiam!

wimmer

Chyba nadeszła pora, aby odkurzyć trochę tego bloga. Nie było mnie tu ponad sześć lat :)

UWAGA! Wpis zdradza treść i sens książki „Nieistotne”. Jeśli nie chcesz zepsuć sobie zabawy i ewentualnej przyjemności z odkrywania zawartego w książce sensu, zapraszam po przeczytaniu książki!

Samvel nie jest człowiekiem. Tak naprawdę to nie musiałby nawet mieć cielesnej formy. I nie musiałby w ogóle istnieć na kartach Nieistotnego (!)
Jest postacią z pogranicza bycia - nie-bycia.

Jak rozumieć to, co napisałem?
Najlepszym przykładem będzie oparcie się na gatunku, jakim jest horror.
W jaki sposób mogą zostać przedstawione jakieś nadprzyrodzone siły, które występują w książkach i filmach tego gatunku? Współcześnie wszystkie kreacje są raczej podobne. Weźmy jakąś złą siłę, demona, złego ducha - jak zwał, tak zwał. Twórcy tworzą jakąś mroczną postać, jakiś cień, czy może ducha, upiora o strasznym wyglądzie. Postać taka może mieć formę cielesną, ale równie dobrze może jej nie mieć. Jak w takim wypadku pokazać interakcję takiego bytu z bohaterami dzieła? Można posłużyć się motywem opętania, wstąpienia złej siły w czyjeś ciało. Wtedy można niejako poznać myśli tej "złej siły", nawet porozmawiać z demonem. Ok. A gdyby tak ukazać taką "siłę" jakoś niebanalnie? W "Lśnieniu" taka zła siła nie ma postaci, nie ma kształtu w ogóle! Zawładnęła człowiekiem, ale nadal jest nie ujawniona (jak ujawnione są wspomniane demony z motywów opętania). Po drugiej stronie stawiam kolejne niebanalne wprowadzenie do świata ludzi postaci nie będącej człowiekiem: "Adwokat Diabła". Największa zła siła pod postacią cielesną - mężczyzna, adwokat, z pozoru normalny człowiek. A jednak cholernie tajemniczy.
To NIE ZNACZY, że Samvel jest diabłem, demonem, czy czymkolwiek z kręgu określeń religijnych. Jednak być może teraz zrozumiecie dlaczego Samvel występuje pod postacią dziwnego, tajemniczego, niezwykłego człowieka.
Nadałem mu cielesną postać, ponieważ w ten sposób najłatwiej jest opisać ważną w książce jego interakcję z pozostałymi bohaterami. Gdybym uczynił go "bezcielesnym", to książka byłaby tak dziwaczna, że pewnie aż niezrozumiała. A tak - jako "nieśmiertelny człowiek" może brać udział w wydarzeniach i życiu bohaterów, cały czas zawierając w sobie ten element dziwności, niezwykłości i „wyższości”.
Część tych domysłów przejawiła się w słowach z recenzji naszego forumowego kolegi - Piotra: "Co mają że sobą wspólnego? Ano wszyscy szukają celu, każdy go zwie inaczej. Jest to ta sama osoba, a jak inaczej odbierana."
Moim zdaniem to bardzo dobry trop, ale jednak kierunek jest dokładnie odwrotny: Żaden z bohaterów nie musi go poszukiwać. To on znajduje bohaterów. To Samvel spotka każdego.

Kim więc jest Samvel? Bez ogródek:
Samvel jest przeznaczeniem. Jest fatum. Jest więc “wyższą siłą”, która pozostanie na Ziemii po wsze czasy.
W jednym z wątków na forum napisałem, że książka jest z pogranicza metafizyki, ale można ów główny sens interpretować w sposób uduchowiony albo naukowy.
Zatem: Jeśli kogoś nie przekonuje “przeznaczenie”, to może w nim widzieć kogoś w rodzaju anioła apokalipsy. Samvel jest wiecznie żyjącą, cudowną istotą, która zna ludzkie losy i potrafi przewidzieć przyszłość. Wystarczy, że spojrzy w czyjeś oczy i już wie, jakie będą losy tej osoby. Jednocześnie układa los Anny Meyer w ten sposób, aby doprowadziła do upadku ludzkości. Natomiast jeśli ktoś nie lubi tego rodzaju interpretacji, to może w nim widzieć Demona Laplace’a, a więc ucieleśnienie tej hipotetycznej istoty, która zna położenie wszystkich elementów we Wszechświecie. Stąd też Samvel wie, że Anna do niego wróci, zdaje się znać jej myśli i przyszłe kroki. Wie, kiedy jej szukają i kiedy powinna wyjść z piwnicy. Wie również co powinna zrobić, gdy nadejdzie moment zamachu na jej życie.
O połączeniu determinizmu i fatalizmu napiszę w innym wpisie.

Postać z pogranicza bycia - nie-bycia? O co chodzi?
Gdybym zrezygnował z pokazania Samvela pod cielesną postacią, zaryzykowałbym bardzo dużo. Niektórzy czytelnicy mogliby uznać książkę za zbyt dziwaczną, zbyt filozoficzną. A także zbyt nudną, ponieważ pokazywałaby tylko zmiany w życiu poszczególnych bohaterów.
Jednym z wyjść byłoby opisanie go, jako postać, że się tak wyrażę, pół na pół, a więc w postaci obecnej-nieobecnej. Obecny, ale bez ludzkiej postaci może być np: duch. Sęk w tym, że wtedy książka stałaby się po prostu opowieścią o duchu, który wpływa na życie ludzi. W tej sytuacji Samvel nie byłby ani jakoś szczególnie tajemniczy, ani nie byłby szczególnie potężną siłą, a jedynie duszą kogoś zmarłego. Podobnych opowieści było już wiele.
Jeśli więc Samvel jest potężną, wieczną siłą ukazaną pod postacią człowieka, to do niektórych czytelników dotrze w pierwszej kolejności jako nieśmiertelny człowiek, a ewentualnie później jako przeznaczenie, czy fatum, czy jakakolwiek inna interpretacja. Zatem wydaje się to logiczne, że powinien być możliwy do wyjaśnienia zarówno jako nieśmiertelny człowiek i jako siła wyższa.
Wyjaśnijmy więc: Najpierw Samvel pod postacią nieśmiertelnego człowieka. A potem pod żadną (!) - w końcu mogłoby go w ogóle nie być!

Samvel jako nieśmiertelny człowiek: Dziwne imię. Trochę jakby Samuel, czyż nie? Wystarczy wpisać imię w googla i już można domyślać się jego pochodzenia. Jak wiele różnych imion, to imię także można zapisać w wielu językach i może ono brzmieć różnie. Natomiast Samuel przez “v” może występować tylko w dwóch przypadkach:
Po pierwsze mogło zostać zapisane w starożytnej łacinie, gdzie V zastępowało U, np. w języku starożytnych Rzymian. Po drugie Samuel przez V występuje tylko w jednym języku - armeńskim. A armeński wywodzi się bezpośrednio z aramejskiego. W ten sposób można oszacować, że Samvel może mieć pomiędzy 2000 a 5000 lat. Mniej więcej.
Jak udało mu się przeżyć? Anna też o to pyta. Jak już napisane było wcześniej: Samvel wie znacznie więcej, potrafi wyczuwać co się stanie, przewiduje przyszłość. Ma też bardzo dużą odporność i nie choruje. Jeśli czytelnik nie ufa i nie jest pewien, czy taka postać ma prawo bytu, to jest to przeze mnie zamierzone: Chciałem skierować myśli czytelnika ku stwierdzeniu, że musi być on czymś więcej.

“Nieistotne” bez cielesnego Samvela:
Jest przeznaczeniem i jako postać może nie istnieć. Jest siłą wyższą, która nie może wchodzić w bezpośrednią interakcję z bohaterami. Wszak „siła wyższa”, siła natury, nie ma postaci, nie chodzi i nie mówi. Oto skrócona treść Nieistotnego bez cielesnego Samvela:
1. Anna Meyer dość szybko dojrzała i dość szybko objawiło się jej przeznaczenie. Podczas zwyczajnego dziecięcego wygłupu nie spotkała w piwnicy żadnego tajemniczego człowieka (pamiętajmy, że Samvel nie istnieje!), ale spotkała swoje przeznaczenie: Po powrocie z piwnicy niemal straciła życie. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że system jest bestialski i że nigdy go nie zaakceptuje.
2. Przeznaczenie kieruje ją do tego samego więzienia i do tej samej piwnicy. Odżywają wspomnienia. W ten sposób utwierdza się w przekonaniu, że nienawidzi systemu i chce go obalić.
3. Również przeznaczenie złącza Annę z Rolandem.
Przeznaczenie pod postacią Samvela łączy ich losy za pomocą leków, których dostawcą jest Co-Corp, a które Samvel przyjmuje. Przeznaczenie bez postaci łączy ich “przy pomocy” więźniarki, która popełniła samobójstwo. Jako, że Samvel (jak napisałem wyżej) może istnieć i nie istnieć jednocześnie, obydwa te wątki są zawarte w książce.
4. Przeznaczenie kieruje ją na kolejne tory. Łączy ją nie tylko z Rolandem, ale również z Nohemi Bernal, a także z Agentem. Przeznaczenie Nohemi raczej już pozostanie nieznane, a przeznaczenie Agenta i jego duża rola może zostanie opisane, jeśli powstanie kiedyś druga część. Koniec końców przeznaczenie prowadzi do tego, że Anna ostatecznie niszczy system. Przeznaczenie nie działa tylko na jedną osobę, czy grupę ludzi, ale dotyczy całej ludzkości, więc łańcuch wydarzeń, który zapoczątkowała Anna doprowadza do upadku ludzkości. Takie przeznaczenie zgotowałem ludziom w Nieistotnym.
O tym, czy jedna osoba może wpłynąć na przeznaczenie całej ludzkości napiszę w innym wpisie. Objawia się to w przemyśleniach Sigurda.
5. Sigurd spotka swoje przeznaczenie w godzinie swojej śmierci. Jego droga jest dość prosta. Jego przeznaczeniem jest po prostu umrzeć. Sam przed sobą przyznaje, że Armia Korpokratów jest złem, powinno go więc spotkać to, na co zasłużył. Ma jedynie nadzieję, że umrze w spokoju jako wolny człowiek. Jest to forma katharsis, wcale nie nowa, pokazywana w niezliczonej ilości dzieł aż od starożytności. Stłumione emocje, poczucie winy, bezsensowności, żal i gorycz, a potem koniec, który jest uwolnieniem i oczyszczeniem.
6. Już wiemy, że przeznaczenie jest siłą wieczną, zatem wiele lat później czeka również na Pielgrzymów, którzy przybyli na Ziemię w poszukiwaniu swojego boga. Przeznaczeniem Aeny jest ewoluować emocjonalnie, duchowo, przejrzeć na oczy, zbliżyć się do prawdy, że ich boga nie ma na Ziemi. Sny, które nazywają proroctwami są strzępami normalnych ludzkich myśli i obaw. Strzępki prawdziwych wrażeń, które my – normalni ludzie traktujemy bez większej czci, ale istoty pół-elektroniczne, z narzuconym określonym obrazem świata traktują jako coś nadzwyczajnego.
7. Aena jest tą właśnie osobą, która jest najbardziej ludzka z całej drużyny Pielgrzymów. Zniszczenie swojego elektronicznego oka i uwolnienie pozostałości po swoim ludzkim oku jest niczym innym jak „przejrzeniem na oczy” (a właściwie na jedno oko). Jej przeznaczeniem jest odkryć, że ich boga tutaj nie ma, a oni najpewniej są w błędzie. Nie bez powodu napisałem, że po tym wszystkim nie szukała już swojego boga na szczytach sztucznych gór, ale wewnątrz siebie.
8. Prorokini spotyka się ze swoim przeznaczeniem „twarzą w twarz” nad grobami swoich towarzyszy. Wtedy też dociera do niej co powinna zrobić (oko) oraz objawia się jej ludzki czynnik – duma. Przyznaje w myślach, że stała się potężna, mądrzejsza, nawet równa ich najwyższemu prorokowi – Wielkiemu Iusowi.
9. Przeznaczeniem Aeny było odkryć w sobie prawdę, ale niestety też umrzeć. Czynnik ludzki nie wygrywa w niej ostatecznie, dlatego też zadaje pytanie „swojemu przeznaczeniu”, czy na pewno ich boga tutaj nie ma. Śmierć była również przeznaczona pozostałym Pielgrzymom.
10. Przeznaczenie ludzkości umiera razem z planetą. Mogłoby umrzeć wraz z ostatnim człowiekiem, ale wygląda na to, że ludzie nie wyginęli. Ale to już pewnie wiecie.

Zwróćcie proszę uwagę na to, że duże zwroty w akcji pojawiają się w Nieistotnym właśnie wtedy, kiedy bohaterowie spotykają Samvela, a więc dokładnie wtedy, gdy spotykają swoje przeznaczenie. Przeznaczenie, podobnie jak jej ucieleśniona postać - Samvel, cały czas jest obecne w życiu bohaterów, ale jednocześnie nie jest na pierwszym planie, jest jakby w tle.
Jak widać, można opowiedzieć tę samą historię z wyraźnym zaznaczeniem roli przeznaczenia, a z pominięciem postaci cielesnej Samvela. Mam nadzieję, że ten wpis ujawnił ten dodatkowy wymiar zawarty w książce i ukazał ją w nieco innym świetle.

Wkrótce pojawią się następne wpisy o Nieistotnym.
Dzięki i pozdrawiam.

×