Dobrze jest pojechać na podglądactwo gwiazd po dłuższej przerwie - nawet przy gorszym niebie. Przypomnieć sobie ten spokój, pooddychać chłodnym powietrzem, wsłuchać się w noc. W ostatni wtorek, mimo dość słabej przejrzystości zdecydowaliśmy się z Tyberiuszem na dwugodzinny wypad do Blizin. Niebo na miejscu nie zachwyciło, przejrzystość wg SkippySky oscylowała w przedziale 80-90%. Droga Mleczna rysowała się raczej delikatnie, w Woźnicy w zasadzie zanikała zupełnie. Nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie - niebo jesienne znam na tyle słabo, że warto było wykorzystać i tę okazję dla utrwalenia sobie jasnych i łatwych, choć pewnie mniej popularnych obiektów.
Tradycyjnie zaczęliśmy od podglądania sąsiadek, czyli M31 z dwiema najjaśniejszymi galaktykami satelickimi. Sama Galaktyka Andromedy oczywiście jasna i wielka, M32 również jasna i zwarta, M110 większa, lecz subtelniejsza. Potem rzecz jasna nastąpił przeskok w dół o parę pól widzenia lornety do M33. Łatwa, wielka, choć poza postrzępionym jądrem nic nie pokazała. Będąc w tej okolicy złapałem jeszcze na dwie chwile przepiękną NGC 752 a następnie przeszedłem do jasnych planetarek, do których złapania (lub przypomnienia ich sobie) zainspirował mnie swoim wpisem Polaris. Tak więc na pierwszy ogień poszła Mrugająca w Łabędziu (NGC 6826). Łatwa do odnalezienia i łatwa do zidentyfikowania. Choć gwiazdopodobna, sprawiała wrażenie nieco rozciągniętej w porównaniu do pobliskich gwiazd. Wyróżniała się też z otoczenia swoją wyraźnie niebieską barwą, świecąc zupełnie inaczej niż inne słońca w polu widzenia. Swoją drogą, patrząc na taki widok fajnie jest uzmysłowić sobie - i przy okazji małego powiększenia także unaocznić - że ileś tam (tysięcy) lat wstecz, w tym miejscu obserwator znalazłby zwykłą gwiazdę. Gdy nacieszyłem oczy tym widokiem, przeszedłem do kolejnego truposza o równie wdzięcznej nazwie Błękitna Śnieżka (NGC 7662). Bez trudu znalazłem ścisłe jej okolice, lecz nie od razu planetarka raczyła się pokazać. A raczej ujawnić. Szukając jej położenia względem pobliskiej jasnej gwiazdy 13And i dwóch parek gwiazdek o jasności rzędu 7-8mag nie dostrzegłem od razu również nieco innego koloru jednego z tych pomniejszych punktów światła. Dopiero konsultacja z atlasem rozwiała me wątpliwości. Podobnie jak Mrugająca, i ta truposzka zdawała się świecić bardziej niebieskim światłem niż pobliskie gwiazdy (mała dygresja - nie odwiedzając pobliskiej gromady otwartej NGC 7686 po raz kolejny - już w domu, na spokojnie, przy atlasie - uświadomiłem sobie, jak słabo znam jesienne niebo i jak bardzo przydałoby mi się przygotować do obserwacji przed wyjściem)
Zamykając temat planetarek przeskoczyłem szybko do zawsze pięknych Hantli (M27), całkiem sporych jak na małe lornetkowe powiększenie i pokazujących charakterystyczny zarys ogryzka a także do uciekającego coraz bardziej na północ Pierścionka (M57), którego widok przez lornetkę nie przestaje mnie zachwycać. Chociaż ta mgławica ledwo pokazuje swą niegwiazdową naturę w piętnastokrotnym powiększeniu, cudownie mieści się w czterostopniowym polu widzenia z dwiema południowymi gwiazdami tworzącymi równoległobok Lutni, tworząc jeden z najpiękniejszych kadrów podczas całej sesji. Oczywiście będąc w tej okolicy nie omieszkałem zerknąć na dwie pobliskie gromady kuliste figurujące w katalogu Messiera pod numerami 56 i 71, po czym wróciłem w jesienne rewiry.
Dłuższą chwilę spędziłem między charakterystycznymi sylwetami Woźnicy i Perseusza, odwiedzając kilka uroczych gromad otwartych:
- NGC 1664 - jak zawsze mała, mgiełkowata i urocza, choć nie tak oczarowująca jak za pierwszym razem (pod ciemnym warmińskim niebem);
- NGC 1582 - całkiem spora, rozbitą, lecz trochę okradziona z gwiazd przy tym mało przejrzystym niebie - w zasadzie pokazała niewiele więcej niż charakterystyczną "eskę" w centrum;
- NGC 1528 - czarująca w każdych chyba warunkach, również rozbita i spora.
Nie tracąc czasu na pobliskie słabizny pokroju NGC 1513, odwiedziłem Melotte 20, jedną z najpiękniejszych w lornetce gromad, wypełniającą całe pole widzenia. Nie wiem czemu, ale w tych marnych warunkach wyglądała naprawdę zjawiskowo. Być może nie oślepiała swoim blaskiem jak to ma w zwyczaju robić podczas ciemnych, przejrzystych nocy, dzięki czemu łatwiej można było ją ogarnąć. Żegnając się chwilowo z Perseuszem przypomniałem sobie położenie kolejnych gromad otwartych - mniejszej, mgławicowej NGC 1245 i większej, lekko rozbitej NGC 1342. Jako, że M34 w lornetce nigdy nie potrafię sobie odmówić, poświęciłem i jej dwie chwile. Za to do pobliskiej galaktyki NGC 1023 nawet nie próbowałem podchodzić - wyłowię ją w bardziej przejrzystą noc.
Królową Kasjopeję potraktowałem nieco po macoszemu - odwiedziłem tylko zawsze przepiękną NGC 663 i ledwo majaczącą 654 (659 nie dostrzegłem), zatrzymałem się w okolicy M103, szukając w tych warunkach czegoś więcej niż czterech najjaśniejszych gwiazdek, które są widoczne w każdych chyba warunkach, a następnie stwierdziwszy, że czas podejść do dwóch jaśniejszych koleżanek Andromedy, opuściłem rejon wielkiego "wu" przy okazji zaliczając NGC 457, która sama się w zasadzie napatoczyła.
Jak wspominałem już parę razy, noc nie była zbyt łaskawa dla moich łowów galaktycznych. Mimo spędzenia długiego czasu nie udało mi się wyłowić ani NGC 185, ani 147. Czasem miałem wrażenie, że cośtam się pojawia w miejscu, gdzie powinna być pierwsza z wymienionych galaktyk, ale nie wiem, czy zmęczenie wespół z wyobraźnią nie próbowały mi dopomóc. Fiaskiem zakończyło się również szukanie NGC 315, już w Rybach. Na otarcie łez musiała wystarczyć blada, plackowata M74.
Czekając na Oriona spędziłem trochę czasu skacząc po gromadach Byka. Oprócz najjaśniejszych Hiad i Plejad, chwilę poświęciłem całkiem sporym i jasnym, a znacznie mniej popularnym NGC 1647 i 1746. Posiliwszy się Krabem (M1) przed kolejną podróżą, zatrzymałem się chwilę przy łuku Myśliwego, wyłapując ładną, ale trochę za bardzo wypraną NGC 1662. Mam jej widok jeszcze świeżo w pamięci z Jodłowa, gdzie lśniła nieprzeciętnie. Aby nie narażać pięknych wspomnień na szwank, szybko przestawiłem lornetę na rządek znanych i lubianych messierów bliźniaczo-woźniczych, łapiąc oprócz numerów 35-38 dwie pomniejsze koleżanki o wdzięcznych nazwach 2158 i 1907.
Opierający się swoim prawym ramieniem o horyzont Orion nie zachwycił. M42 była bladym echem bijącej po oczach mgławicy z Jodłowa, a okoliczne mgiełki poza jedną M78 nie dały się wypatrzeć. Odnotowałem więc - oprócz wyżej wymienionych - mało w sumie atrakcyjną NGC 1981 w tej okolicy, i wyraźnie przygaszoną - jak większość gromad tej nocy - NGC 2169, już wyżej, nad prawym barkiem Łowcy.
Czas powrotu zbliżał się nieubłaganie, więc rzuciłem jeszcze oczyma na piękne Chichoty, pobliskiego Stocka numer dwa, który wyraźniej niż zwykle odcinał się od tła oraz na maleńki, lecz wyraźny i charakterystyczny kwadracik Stocka 23.
...
Ciekawe, że jesień zawsze była dla mnie czasem galaktyk - poza tymi największymi i najjaśnieszymi w Andormedzie i Trójkącie, zwykłem październikową porą łowić słabizny w Wielorybie i Wodniku, zauważalnie ignorując bogactwo gromad otwartych w jesiennej Drodze Mlecznej. Dopiero obserwując niebo przez lornetkę doceniłem piękno, które miałem pod nosem. Teraz, zamiast z pustkami Pegaza, Wodnika i Wieloryba, jesień zacznie mi się kojarzyć z jednym z najpiękniejszych rejonów nieba, spośród tych, które mamy do dyspozycji z naszych szerokości geograficznych.
Strona 1 z 1
Oberwerk, dwie godziny i osiemdziesiąt parę procent
#1
Napisano 28 październik 2011 - 22:59

Popularny
Kupię ołówek automatyczny 0,5mm z funkcją UNDO. Cena nie gra roli :D
...
Atlas Nieba 7.0m z listą DSów - polecam
...
Atlas Nieba 7.0m z listą DSów - polecam
Lubisz ten post
+15
+15
#2
Napisano 03 listopad 2011 - 12:41
Piękny opis!
Astronoce.pl | polaris@astronoce.pl
Jeśli chcesz z nami poobserwować: link
Jeśli chcesz z nami pogadać: link
Jeśli chcesz z nami poobserwować: link
Jeśli chcesz z nami pogadać: link
Lubisz ten post
0
0
#3
Napisano 12 listopad 2011 - 21:32
Wrzucam zaległą relację z nocy 3/4 listopada. Sesja była ciekawym uzupełnieniem poprzedniej, opisanej powyżej.
3.11 wieczorem zgadaliśmy się z Krzyśkiem G. na wspólny wypad do Blizin. Jak pewnie pamiętacie, niebo na początku listopada było lepsze w zapowiedziach niż w miało to miejsce w rzeczywistości. Mimo nie najlepszej przejrzystości w momencie wyjazdu, pojechałem na miejscówkę licząc, że warunki z czasem się poprawią. Na miejscu czekał Krzysiek, pojawił się też Adam (Grzybek80). Oprócz niegodnych większej wzmianki czternastocalowego newtona i jakiegoś apo 115mm ze stajni TeleVue, mieliśmy do dyspozycji 10x50 William Optics ED, SkyMastera 25x100 i oczywiście wszędobylskiego Oberwerka Ultra 15x70.
Generalnie podczas całej sesji niebo było dość kapryśne. Przynajmniej tym tłumaczę sobie, dlaczego niektóre słabe - zdawałoby się - obiekty były nieźle widoczne, zaś inne, teoretycznie łatwiejsze - gorzej. Najwyraźniej trzeba było trafić z odpowiednim obiektem w odpowiedni moment. Można też spojrzeć na sytuację inaczej - dostęp do niektórych tylko częsci nieba ma też swoje plusy. Można się skoncentrować na paru gwiazdozbiorach, zamiast rozpraszać swą uwagę po całym niebie. Tak więc mając do dyspozycji całkiem czysty kawałek nieba, postanowiłem przyjrzeć się przede wszystkim królewskiej parze - Kasjopei i Cefeuszowi.
Zacząłem od rejonu γCas, w której pobliżu czekają na wypatrzenie dwie całkiem jasne i łatwe gromadki - NGC 225 widoczna jako całkiem spore kątowo pojaśnienie (Harrington pisze, że można wyłuskać w niej kilkanaście gwiazd - mi się nie udało) i nieco na zachód od niej NGC 129, widoczna jako drobniejsza mglista plamka. Próbowałem jeszcze wyłowić trzecią gromadę otwartą w bezpośrednim sąsiedztwie, NGC 136, ale poszukiwania nie przyniosły skutku. Jak się później okazało, gromada ta ma jasność 11,5mag, tak więc można zapomnieć o wyłowieniu jej lornetą 70mm - chyba, że ma się nadzwyczajne niebo do dyspozycji. Później przeniosłem się tradycyjnie do M103, żeby wyłapać coś więcej niż te parę gwiazdek 7-8 wielkości. Zarówno Oberwerk jak i WO pokazały delikatne pojaśnienie przy jaśniejszych gwiazdach - i w zasadzie do tej pory nie wiem, czy był to blask słabszych gwiazd gromady czy tylko poświata tych najjaśniejszych. Za to SkyMaster pokazał całą gromadkę słabych gwiazd obok wspomnianych wcześniej kilku ośmiomagowych słońc. Mimo wyraźnie gorszej jakości optyki, brutalna siła apertury pokazała swoją moc.
Zapominając zupełnie o drobnicy między gammą a epsilonem, przeniosłem się za Caph (betę, czyli najbardziej zachodnią gwiazdę wyznaczającą niebieskie W). W zasadzie miałem tu tylko jeden nowy cel - NGC 7790. Ten uroczy, choć niewielki klaster gwiazd jest bardzo łatwy do wyłapania - w pobliżu znajduje się rząd czterech słońc szóstej i siódmej wielkości a wspomniana gromada leży w połowie wyznaczanej przez te gwiazdy linii. Widok był piękny zarówno w Oberwerku, jak i mniejszej WO (chyba nawet ten drugi podobał mi się bardziej). Leżącej w bezpośrednim sąsiedztwie gromady 7788 nie dostrzegłem - Pocket Sky Atlas o niej nie wspomniał, a sama nie rzuciła się w oczy. Jednak ze swą jasnością 9,4mag z pewnością jest do wyłapania w lornetce. Nie mogłem sobie odmówić spojrzenia na M52, która mimo moich najszczerszych chęci pozostała nierozbita i na NGC 7789, która po chwili wpatrywania pokazała lekką ziarnostość, jakby półtora tuzina słońc chciało wyskoczyć ponad poświatę gromady.
Zostawiłem na chwilę Królową, odwiedziłem za to jej małżonka, Pana C. Prawdę mówiąc jest to dla mnie gwiazdozbiór - zagadka. Mimo, że przecina go Droga Mleczna i mimo wspaniałych zdjęć tego obszaru, stosunkowo niewiele ciekawego można w nim znaleźć do obserwacji wizualnych. W zasadzie poza parą NGC 6939/6946 na pograniczu z Łabędziem i poza najbliższą bieguna północnego gromadą otwartą NGC 188 nie znałem innych obiektów w tym gwiazdozbiorze. Tej nocy postanowiłem to zmienić. Na dobry początek wyłuskałem dwie naprawdę małe gromadki - 7510 i 7235, obie o średnicy paru minut kątowych. Odnalazłem też całkiem przyjemną NGC 7160, położoną niemal w samym środku czworoboku Cefeusza. Widoczna była jako małe, niezbyt obfite skupisko słabych gwiazdek obok kilku jaśniejszych o dwie-trzy wielkości. Dodatkowo uroku dodawało jedno ze słońc o pomarańczowej barwie. Ten bardzo miły dla oka, tfu, oczu widok przypominał stosunkowo mało znaną otwartą w Lutni - Stephenson 1.
Po nieudanym podejściu do NGC 7023, spróbowałem wyłapać jeszcze IC 1396, kojarzącej się przede wszystkim z Trąbą Słonia. Phil Harrington wspomina, że mgławica otaczająca gromadę jest do wyłapania w lornetce wyposażonej w filtry UHC. Bez filtrów widać było w zasadzie luźną i całkiem rozległą gromadę gwiazd, choć miałem wrażenie, że niebo w tym miejscu ma delikatnie jaśniejsze tło. Nie wykluczam więc dostrzeżenia mgławicy, choć jest to temat do potwierdzenia przy najbliższej sposobności.
Będąc w tym rejonie nieba, poświęciłem parę chwil okolicom ciemnej smugi Barnarda 168, oczywiście pod kątem próby potwierdzenia widoczności Kokonu (IC 5146) w lornetce. Pojaśnienia żadnego tam nie widziałem, ale i warunkom było daleko do optymalnych, głównie z powodu wysokości tego obszaru nieba ok. 40° nad horyzontem. Dostrzegłem za to bez problemu dwie piękne gromady otwarte w Jaszczurce - NGC 7209 i 7243. Pierwsza z nich, leżąca bezpośrednio na przedłużeniu ciemnej krechy B168 (czyżby Jankowy Kokon?) na pierwszy rzut oka była wyraźnym, mgiełkowatym pojaśnieniem bez wskazówki co do charakteru obiektu. Jednak po parunastu sekundach wpatrywania, z tła zaczęły wychodzić jaśniejsze gwiazdy, a reszta pojaśnienia gromady nabrała lekkiej ziarnostości. Druga ze wspomnianych gromad prezentowała się bardziej okazale, zarówno pod względem rozmiarów jak i jasności tworzacych ją gwiazd (czytaj - rozbita od pierwszego wejrzenia).
Wróciłem jeszcze do Łabędzia, na drugą stronę Barnarda 168. Po nacieszeniu oczu widokiem M39 (jeśli widzieliście ją tylko w teleskopie, to tak naprawdę jej nie widzieliście), poszukałem dwóch pobliskich maleństw (o tak, drobne, kilkuminutowych rozmiarów gromady otwarte królowały podczas tej sesji). Łowy zakończyły się połowicznym sukcesem - o ile NGC 7062 dała się wyłapać bez większego problemu, o tyle nie mogłem znaleźć NGC 7082. Ta druga według klasyfikacji Trumplera ma oznaczenie IV2p, czyli: IV - słabo wycinająca się z tła, 2 - gwiazdy o średnim zróżnicowaniu jasności, p - uboga. I chyba to właśnie, razem ze sporymi, jak się później okazało, rozmiarami kątowymi (25') stało się kluczem do braku sukcesu podczas tej sesji. Cóż, wrócę do niej przy lepszym niebie. Skoczyłem jeszcze w bok do 7686 - i tu kolejne rozczarowanie. Mimo jasności 5,6mag, gromada okazała się być wyjątkowo uboga w gwiazdy. Poza paroma jaśniejszymi punktami światła, nic szczególnego nie pokazała. Przez moment myślałem, że może lornetka jest za małym instrumentem do tego obiektu, ale czternaście cali lustra nie pokazało wiele więcej. Cóż, wygląda na to, że obiekt jest zaliczony (zdjęcia i opisy potwierdziły tę zdobycz), ale pewnie nieprędko do niego wrócę.
Jednym z ostatnich obszarów nieba, któremu poświęciłem swą uwagę była południowo-wschodnia część gwiazdozbioru Kasjopei. Miejsce jest dobrze kojarzone przez astrofotografów - znajdują się tam Serce (IC 1805) i Dusza (IC 1848). Charakterystyczny kształt litery Y gromady Melotte 15 był łatwy do znalezienia, natomiast znowu miałem nieodparte wrażenie rozległego pojaśnienia tła w tej okolicy. Porównywałem na pobliskim Stocku 2 i tam niebo wydawało się być ciemniejsze. Czyżby Serce? Pojaśnienie nie było jednolitym rozległym plackiem, zdawało się mieć swoje odnogi. Późniejsza konfrontacja z atlasem (i zdjęciami) wskazują, że pojaśnienie tła mogło być znajdującą się tam mgławicą. Pobliska gromada otwarta IC 1848 również zdawała się mieć jaśniejsze tło (czyżby i Dusza?). Tym razem całe pojasnienie było zupełnie plackowate i tu prędzej mogło być po prostu poświatą słabszych gwiazd. Leżąca miedzy opisywanymi obiektami otwarta 1027 nie zrobiła większego wrażenia. Ale o to naprawdę trudno, gdy pięć stopni dalej leżą Chichoty.
Na sam koniec sesji zostawiłem sobie szlagiery nieba zimowego. Nie będę wystawiał na dodatkową próbę tych, którzy jeszcze nie zasnęli podczas próby przeczytania tej relacji i daruję sobie wyliczankę, ale jednak jeden obiekt warty jest jeszcze wspomnienia. Oklepany, a jakże. M45. Plejady jak Plejady, ale Mgławica Merope widoczna była bez najmniejszych wątpliwości. Jej podłużne pojaśnienie idące od Merope w kierunku południowym, delikatnie się rozszerzało ku dołowi. Dla wątpiących dodam, że tę obserwację potwierdzili Krzysiek z Adamem. Szkoda tylko, że sprawdziłem widoczność mgławicy jedynie w 15x70. No ale przecież jak to Janko mawia - trzeba czasem zostawić coś dla kolegów
3.11 wieczorem zgadaliśmy się z Krzyśkiem G. na wspólny wypad do Blizin. Jak pewnie pamiętacie, niebo na początku listopada było lepsze w zapowiedziach niż w miało to miejsce w rzeczywistości. Mimo nie najlepszej przejrzystości w momencie wyjazdu, pojechałem na miejscówkę licząc, że warunki z czasem się poprawią. Na miejscu czekał Krzysiek, pojawił się też Adam (Grzybek80). Oprócz niegodnych większej wzmianki czternastocalowego newtona i jakiegoś apo 115mm ze stajni TeleVue, mieliśmy do dyspozycji 10x50 William Optics ED, SkyMastera 25x100 i oczywiście wszędobylskiego Oberwerka Ultra 15x70.
Generalnie podczas całej sesji niebo było dość kapryśne. Przynajmniej tym tłumaczę sobie, dlaczego niektóre słabe - zdawałoby się - obiekty były nieźle widoczne, zaś inne, teoretycznie łatwiejsze - gorzej. Najwyraźniej trzeba było trafić z odpowiednim obiektem w odpowiedni moment. Można też spojrzeć na sytuację inaczej - dostęp do niektórych tylko częsci nieba ma też swoje plusy. Można się skoncentrować na paru gwiazdozbiorach, zamiast rozpraszać swą uwagę po całym niebie. Tak więc mając do dyspozycji całkiem czysty kawałek nieba, postanowiłem przyjrzeć się przede wszystkim królewskiej parze - Kasjopei i Cefeuszowi.
Zacząłem od rejonu γCas, w której pobliżu czekają na wypatrzenie dwie całkiem jasne i łatwe gromadki - NGC 225 widoczna jako całkiem spore kątowo pojaśnienie (Harrington pisze, że można wyłuskać w niej kilkanaście gwiazd - mi się nie udało) i nieco na zachód od niej NGC 129, widoczna jako drobniejsza mglista plamka. Próbowałem jeszcze wyłowić trzecią gromadę otwartą w bezpośrednim sąsiedztwie, NGC 136, ale poszukiwania nie przyniosły skutku. Jak się później okazało, gromada ta ma jasność 11,5mag, tak więc można zapomnieć o wyłowieniu jej lornetą 70mm - chyba, że ma się nadzwyczajne niebo do dyspozycji. Później przeniosłem się tradycyjnie do M103, żeby wyłapać coś więcej niż te parę gwiazdek 7-8 wielkości. Zarówno Oberwerk jak i WO pokazały delikatne pojaśnienie przy jaśniejszych gwiazdach - i w zasadzie do tej pory nie wiem, czy był to blask słabszych gwiazd gromady czy tylko poświata tych najjaśniejszych. Za to SkyMaster pokazał całą gromadkę słabych gwiazd obok wspomnianych wcześniej kilku ośmiomagowych słońc. Mimo wyraźnie gorszej jakości optyki, brutalna siła apertury pokazała swoją moc.
Zapominając zupełnie o drobnicy między gammą a epsilonem, przeniosłem się za Caph (betę, czyli najbardziej zachodnią gwiazdę wyznaczającą niebieskie W). W zasadzie miałem tu tylko jeden nowy cel - NGC 7790. Ten uroczy, choć niewielki klaster gwiazd jest bardzo łatwy do wyłapania - w pobliżu znajduje się rząd czterech słońc szóstej i siódmej wielkości a wspomniana gromada leży w połowie wyznaczanej przez te gwiazdy linii. Widok był piękny zarówno w Oberwerku, jak i mniejszej WO (chyba nawet ten drugi podobał mi się bardziej). Leżącej w bezpośrednim sąsiedztwie gromady 7788 nie dostrzegłem - Pocket Sky Atlas o niej nie wspomniał, a sama nie rzuciła się w oczy. Jednak ze swą jasnością 9,4mag z pewnością jest do wyłapania w lornetce. Nie mogłem sobie odmówić spojrzenia na M52, która mimo moich najszczerszych chęci pozostała nierozbita i na NGC 7789, która po chwili wpatrywania pokazała lekką ziarnostość, jakby półtora tuzina słońc chciało wyskoczyć ponad poświatę gromady.
Zostawiłem na chwilę Królową, odwiedziłem za to jej małżonka, Pana C. Prawdę mówiąc jest to dla mnie gwiazdozbiór - zagadka. Mimo, że przecina go Droga Mleczna i mimo wspaniałych zdjęć tego obszaru, stosunkowo niewiele ciekawego można w nim znaleźć do obserwacji wizualnych. W zasadzie poza parą NGC 6939/6946 na pograniczu z Łabędziem i poza najbliższą bieguna północnego gromadą otwartą NGC 188 nie znałem innych obiektów w tym gwiazdozbiorze. Tej nocy postanowiłem to zmienić. Na dobry początek wyłuskałem dwie naprawdę małe gromadki - 7510 i 7235, obie o średnicy paru minut kątowych. Odnalazłem też całkiem przyjemną NGC 7160, położoną niemal w samym środku czworoboku Cefeusza. Widoczna była jako małe, niezbyt obfite skupisko słabych gwiazdek obok kilku jaśniejszych o dwie-trzy wielkości. Dodatkowo uroku dodawało jedno ze słońc o pomarańczowej barwie. Ten bardzo miły dla oka, tfu, oczu widok przypominał stosunkowo mało znaną otwartą w Lutni - Stephenson 1.
Po nieudanym podejściu do NGC 7023, spróbowałem wyłapać jeszcze IC 1396, kojarzącej się przede wszystkim z Trąbą Słonia. Phil Harrington wspomina, że mgławica otaczająca gromadę jest do wyłapania w lornetce wyposażonej w filtry UHC. Bez filtrów widać było w zasadzie luźną i całkiem rozległą gromadę gwiazd, choć miałem wrażenie, że niebo w tym miejscu ma delikatnie jaśniejsze tło. Nie wykluczam więc dostrzeżenia mgławicy, choć jest to temat do potwierdzenia przy najbliższej sposobności.
Będąc w tym rejonie nieba, poświęciłem parę chwil okolicom ciemnej smugi Barnarda 168, oczywiście pod kątem próby potwierdzenia widoczności Kokonu (IC 5146) w lornetce. Pojaśnienia żadnego tam nie widziałem, ale i warunkom było daleko do optymalnych, głównie z powodu wysokości tego obszaru nieba ok. 40° nad horyzontem. Dostrzegłem za to bez problemu dwie piękne gromady otwarte w Jaszczurce - NGC 7209 i 7243. Pierwsza z nich, leżąca bezpośrednio na przedłużeniu ciemnej krechy B168 (czyżby Jankowy Kokon?) na pierwszy rzut oka była wyraźnym, mgiełkowatym pojaśnieniem bez wskazówki co do charakteru obiektu. Jednak po parunastu sekundach wpatrywania, z tła zaczęły wychodzić jaśniejsze gwiazdy, a reszta pojaśnienia gromady nabrała lekkiej ziarnostości. Druga ze wspomnianych gromad prezentowała się bardziej okazale, zarówno pod względem rozmiarów jak i jasności tworzacych ją gwiazd (czytaj - rozbita od pierwszego wejrzenia).
Wróciłem jeszcze do Łabędzia, na drugą stronę Barnarda 168. Po nacieszeniu oczu widokiem M39 (jeśli widzieliście ją tylko w teleskopie, to tak naprawdę jej nie widzieliście), poszukałem dwóch pobliskich maleństw (o tak, drobne, kilkuminutowych rozmiarów gromady otwarte królowały podczas tej sesji). Łowy zakończyły się połowicznym sukcesem - o ile NGC 7062 dała się wyłapać bez większego problemu, o tyle nie mogłem znaleźć NGC 7082. Ta druga według klasyfikacji Trumplera ma oznaczenie IV2p, czyli: IV - słabo wycinająca się z tła, 2 - gwiazdy o średnim zróżnicowaniu jasności, p - uboga. I chyba to właśnie, razem ze sporymi, jak się później okazało, rozmiarami kątowymi (25') stało się kluczem do braku sukcesu podczas tej sesji. Cóż, wrócę do niej przy lepszym niebie. Skoczyłem jeszcze w bok do 7686 - i tu kolejne rozczarowanie. Mimo jasności 5,6mag, gromada okazała się być wyjątkowo uboga w gwiazdy. Poza paroma jaśniejszymi punktami światła, nic szczególnego nie pokazała. Przez moment myślałem, że może lornetka jest za małym instrumentem do tego obiektu, ale czternaście cali lustra nie pokazało wiele więcej. Cóż, wygląda na to, że obiekt jest zaliczony (zdjęcia i opisy potwierdziły tę zdobycz), ale pewnie nieprędko do niego wrócę.
Jednym z ostatnich obszarów nieba, któremu poświęciłem swą uwagę była południowo-wschodnia część gwiazdozbioru Kasjopei. Miejsce jest dobrze kojarzone przez astrofotografów - znajdują się tam Serce (IC 1805) i Dusza (IC 1848). Charakterystyczny kształt litery Y gromady Melotte 15 był łatwy do znalezienia, natomiast znowu miałem nieodparte wrażenie rozległego pojaśnienia tła w tej okolicy. Porównywałem na pobliskim Stocku 2 i tam niebo wydawało się być ciemniejsze. Czyżby Serce? Pojaśnienie nie było jednolitym rozległym plackiem, zdawało się mieć swoje odnogi. Późniejsza konfrontacja z atlasem (i zdjęciami) wskazują, że pojaśnienie tła mogło być znajdującą się tam mgławicą. Pobliska gromada otwarta IC 1848 również zdawała się mieć jaśniejsze tło (czyżby i Dusza?). Tym razem całe pojasnienie było zupełnie plackowate i tu prędzej mogło być po prostu poświatą słabszych gwiazd. Leżąca miedzy opisywanymi obiektami otwarta 1027 nie zrobiła większego wrażenia. Ale o to naprawdę trudno, gdy pięć stopni dalej leżą Chichoty.
Na sam koniec sesji zostawiłem sobie szlagiery nieba zimowego. Nie będę wystawiał na dodatkową próbę tych, którzy jeszcze nie zasnęli podczas próby przeczytania tej relacji i daruję sobie wyliczankę, ale jednak jeden obiekt warty jest jeszcze wspomnienia. Oklepany, a jakże. M45. Plejady jak Plejady, ale Mgławica Merope widoczna była bez najmniejszych wątpliwości. Jej podłużne pojaśnienie idące od Merope w kierunku południowym, delikatnie się rozszerzało ku dołowi. Dla wątpiących dodam, że tę obserwację potwierdzili Krzysiek z Adamem. Szkoda tylko, że sprawdziłem widoczność mgławicy jedynie w 15x70. No ale przecież jak to Janko mawia - trzeba czasem zostawić coś dla kolegów
Użytkownik panasmaras edytował ten post 12 listopad 2011 - 22:21
Kupię ołówek automatyczny 0,5mm z funkcją UNDO. Cena nie gra roli :D
...
Atlas Nieba 7.0m z listą DSów - polecam
...
Atlas Nieba 7.0m z listą DSów - polecam
Lubisz ten post
+5
+5
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1
Zaloguj się
Rejestracja
Pomoc



Do góry










