Skocz do zawartości

Adam_Jesion

Właściciel
  • Zawartość

    21003
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    13

Ostatnia wygrana Adam_Jesion w dniu 13 Styczeń

Użytkownicy przyznają Adam_Jesion punkty reputacji!

Reputacja

11179 Excellent

2 obserwujących

O Adam_Jesion

  • Tytuł
    AstroKing.pl
  • Urodziny 28.09.1974

Kontakt

  • Strona WWW
    http://astroking.pl
  • Skype
    adam_jesion

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyna
  • Skąd
    Warszawa
  • Zainteresowania
    Jestem AstroKing.pl - czyli oficjalny przedstawiciel i partner wielu uznanych marek astronomicznych z całego świata: Teleskop Service, ASA, FLI, Takahashi, ZWO, AstroTrac, Astrolumina, Atik, Explore Scientific, Altair Astro, Geoptic, Gerd Neumann, Hotech, iOptron, Losmandy, Lunt, MoonLite, Starlight Instruments, Omegon, Orion Optics (i wielu innych).

    Szukasz czegoś dla siebie? Wyślij do mnie wiadomość.
  • Sprzęt astronomiczny
    Przez ostatnie kilkanaście lat używałem niezliczone ilości bardzo różnego sprzętu. To pozwala mi doradzać innym z pełnym przekonaniem i doświadczeniem.

Ostatnie wizyty

33340 wyświetleń profilu
  1. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Mam chęć się podroczyć, bo cała ta dyskusja o kalibracji na gwiazdy G2V (czyli w skrócie słoneczne) i prawdziwości koloru ilustruje pewien paradoks. Dla nas na zdjęciu "prawdziwy" kolor wynika tylko i wyłącznie z balansu bieli, który narzuciło nam Słońce. A co z mieszkańcami innych układów planetarnych krążących dookoła gwiazd o innej temperaturze barwowej? Będą kolor kalibrować na swoje parametry? I kto będzie miał rację w takim interplanetarnym konflikcie? Który kolor jest prawdziwy - nasz, czy ich? Co więcej - nie trzeba odlatywać w kosmos, żeby doświadczyć tego paradoksu prawdziwości koloru. Wystarczy porównać kolor wydruku w domu, przy typowym oświetleniu, a następnie wyjść na zewnątrz w słoneczny dzień. Który jest więc prawdziwy? Ten w domu, czy ten na zewnątrz? Nie będę się znęcał nad określaniem prawdziwości koloru i nie wspomnę o różnicach w postrzeganiu koloru między osobnikami tego samego gatunku, ale także i wpływie kulturowym na ich widzenie. Abstrahując już zupełnie od faktu, że ludzie w ogóle widzą ekstremalnie mały wycinek widma, a ta ich ułomność stała się megalomańskim filtrem rzeczywistości - "nie widzę więc tego nie ma". Co mają powiedzieć ptaki, które potrafią widzieć znacznie szerzej? Z ich perspektywy to nasza percepcja rzeczywistości jest ułomna.
  2. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Ojojoj, to teraz już trochę przesadziłeś. Nie wiem, czy powinienem tłumaczyć i czy masz w ogóle ochotę "słuchać". Prosty test na logikę - jeżeli nasze astrofotografie są wytworem fantazji, to trzeba by założyć, że istnieje coś takiego, jak wyobraźnia zbiorowa. Dlaczego wszystkie zdjęcia danego obiektu wyglądają tak samo z całego świata? Owszem - u jednego będzie trochę więcej szumu, słabszy kolor, krzywy kadr, nierówne tło, jakieś prześwietlenia, niedoświetlenia, ale to przecież bez znaczenia - wszyscy zarejestrują dokładnie to samo (przy danej technice rejestracji). To, że my nie widzimy tych fotonów nie jest winą kosmosu, tylko nas samych, a konkretnie ludzkiej ewolucji i jej słabości. Nasze pręciki w oczach nie widzą kolorów, ale to nie znaczy, że tych obiektów tam nie ma. Bakterii też nikt gołym okiem nie widział, a to nie znaczy, że nie istnieją. Idąc dalej - złamanej nogi przez rentgena też nikt nie widzi, a zdjęciu wierzy (nawet zafarbowanemu na pomarańczowo, czarno, fioletowo, czy różowo - jakie to ma znaczenie?). Można by tak bez końca. Nie popadajmy więc w skrajności. Zdjęcia tworzone przez astrofototografów malowane są jednak fotonami. Do interpretacji pozostaje już niewiele, w zasadzie jako środki wyrazu artystycznego pozostają już tylko kadr, medium, tonacja kolorystyczna (większa w przypadku narrowband, choć to też się ustandaryzowało) - i tyle. Oczywiście przy założeniu istnienia i stosowania kodeksu etycznego astrofotografa i nie wchodząc znowu w polemikę, czy ktoś może wsadzić zdjęcie drogi mlecznej z Australii w krajobraz z Wrocławia.
  3. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    No dobra, a co mają powiedzieć turyści skuszeni pięknym i legendarnym zdjęciem z ekranu miliarda komputerów Windows 95, odwiedzający Sonomę i widząc taki widok? Swoją drogą to podobno najczęściej oglądane przez ludzkość zdjęcie w historii.
  4. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Ale pisząc "wszystkie nasze zdjęcia" przecież mam na myśli wszystkich astrofotografów tworzących kolorowe zdjęcia. A jeżeli ci się konkretnie moje zdjęcia nie podobają, to przecież możesz napisać konkretnie - a nie jakieś rebusy mi zadajesz.
  5. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    A mógłbym zapytać którzy konkretnie?
  6. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Jasne. Super. Nie sądzę, żeby ktoś miał z tym problem. Z drugiej strony, nie chcę ciebie martwić, ale ty z kolorami bardzo szybko ewoluujesz i w porównaniu ze starymi te nowe są dużo bardzo nasycone (szczególnie czerwienie). A co do kosmosu to on jest bardzo kolorowy. Rozejrzyj się dookoła - Ziemia to przecież tez kosmos Szczerze mówiąc - wszystkie nasze zdjęcia są saturowane i mocno rozjaśnianie. Z tej perspektywy zwiększanie koloru 100x vs 130x to już subtelna różnica (z perspektywy akademickiej dysputy).
  7. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Bardzo dokładnie wskazuję w twoich postach, co mi się nie podoba i z czym się nie zgadzam. To dyskusja, nie musisz się doszukiwać napięcia, czy się obrażać - w końcu nie jesteś astrofotografem, więc nie musisz być taki wrażliwy
  8. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Co to w ogóle za argument? Które fora, gdzie? Brzmi to jak "my to jesteśmy tacy mądrzy i oczytanie, a ci z zachodu to buraki". No nie wimmer - nie tylko czytuję różne fora, ale także poznaję osobiście inne środowiska. Twierdzenie, że oni lubią landrynki, a my nie - jest po prostu głupie. Są astrofotograficy lubiący nasycone kolory, a są tacy, którzy tego nie lubią. Tak samo odbiorcy. Rynek amerykański jest w stosunku do naszego - ogromny, więc dla każdej tezy da się znaleźć tam dowody. W ogóle to żeś się uczepił kolorystyki jakby to była jakaś fundamentalna metryka astrofotografii. Może w ogóle pokażesz jakieś zdjęcie, które uważasz za złe - przez jego "landrynkowatość", bo ja w sumie to nie wiem, kto z nas robi landrynkowe zdjęcia. Dawanie APODa za przykład, to dosyć zabawnie nielogiczny argument w stosunku do wcześniejszego twierdzenia, że to "naukowcy mają rację". Przecież selekcja APODa jest dokonywana właśnie przez hardcorowych naukowców. Co więcej, to nie jest w ogóle medium astrofotograficzne, a właśnie fotograficzne. To, co jara astrofotografa jest bez znaczenia w kontekście większości odbiorców. Warto zastanowić się, dlaczego Nemiroff i reszta wybiera takie, a nie inne zdjęcia i dlaczego ma w głębokim poważaniu analizę warsztatu astrofotografa. W innych wątkach płaczemy i ubolewamy, że w astrofotografii za mało mówi się o samych obiektach widocznych na zdjęciach. W tym zaś wątku nagle przestaje to być istotne i zaczynamy priorytetyzować elementy warsztatowe. Magia Panie... magia. PS. Wśród moich klientów Astrography są też tacy, którzy pytają o zdjęcia B/W (nie mają nic wspólnego z astro, czy nauką - wręcz przeciwnie). Jak to ma się do teorii, że rynek=landrynka? Jak ja nie lubię takiego szufladkowania. Ludzie są naprawdę bardzo różni i to wcale nie jest tak, że bardziej nasycone kolorem zdjęcie jest gorsze, od tego mniej nasyconego (technicznie rzecz biorąc jest nawet odwrotnie).
  9. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Wydawało mi się, że bardzo jasno napisałem. Przeczytałeś?
  10. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    A to postanowiłem wyjąć do osobnego postu. Zupełnie inaczej postrzegam tę kwestię, choć ocenę skutków mam identyczną. Osobiście uważam, że całe to plugastwo zalewające internet bierze się właśnie z tego absurdalnego egocentryzmu, czyli próby wpływania i oceniania innych przez swój pryzmat (moja prawda jest najmojsza). Ludzie przestali "wspierać" (aprobata zanika) - ludzie dzisiaj "się nie zgadzają". Hejt nie jest poparciem, jest właśnie przejawem dezaprobaty. Bardzo chcemy, żeby świat działał tak jak sobie ubzduraliśmy. Inaczej mówiąc - więcej tolerancji (to nie o tobie, ale o szerokim zjawisku).
  11. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    A to astronomowie mają oceniać fotografię? A co oni o niej wiedzą? Przypominam, że astronomowie potrafili krytykować nawet wykorzystywanie teleskopu Hubble'a do astrofotografii estetycznej (vide legendarne zdjęcie np. Pillars of Creation, które stało się ikoną i wychowało całe pokolenie naukowców) - w obliczu trudu dostania się do tego teleskopu. Oni po prostu nie rozumieją roli tego typu estetycznej prezentacji kosmosu. Dla jasności - dla mnie to oczywiste, bo ich rolą i ich światem jest zupełnie inna rzeczywistość i trudno wymagać od specjalistów z jednej dziedziny, żeby rozumieli inną.~ Myślę, że cała ta dyskusja wynika z niezrozumienia faktu istnienia 2 specjalizacji w astrofotografii. Jakby ktoś chciał pomyśleć, że dzielenie astrofotografii na różne dziedziny jest nienormalne i niepotrzebne, to pragnę przypomnieć, że podobnie jest w tradycyjnej fotografii i takie rozdzielenie jest konieczne. 1. Astrofotografia naukowa (vide fotografia reporterska, czy jako narzędzie naukowe np. spod mikroskopu) - rola jest jasna. Tak jak przy fotografii reporterskiej bezcelowe jest fałszowanie rzeczywistości, bo ma ją przedstawiać najwierniej, jak się da. Służy do np. fotometrii, astrometrii, czy innych badań, a wartość estetyczna nie ma absolutnie żadnego znaczenia. 2. Astrofotografia artystyczna (vide większość domen typowej fotografii) - jej celem jest przekazywanie piękna, budowanie emocji, inspirowanie, zachwycanie, czyli pobudzanie zupełnie innych regionów mózgu, niż ta pierwsza. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że świat nie jest binarny i wielu z nas leży gdzieś pomiędzy tymi dwoma biegunami. Ja sam postrzegam siebie gdzieś bliżej tej pierwszej (mam silny kodeks zabraniający mi kreowania w astrofotografii czegoś, czego mi fotony nie zarejestrowały), ale dzisiaj (od lat) bezwględnym celem mojej działalności jest pkt. 2 (w 100%). Moje zdjęcia nie mają służyć żadnej pracy naukowej. Mają budzić emocje, pokazywać piękno kosmosu, choć poprzez używanie rygorystycznych narzędzi astrofotograficznych (ale równie dobrze mógłbym tu np. malować farbami olejnymi). Z drugiej strony bardzo podoba mi się świat nauki więc nawet nie potrafię stawiać tych 2 rzeczywistości astrofotograficznych naprzeciwko siebie. Uważam je za komplementarne i bezkonkurencyjne wobec siebie - podobnie, jak fotograf zdjęć erotycznych nie konkuruje z ginekologiem badającym fizjonomię genitaliów. Co więcej, jako astrofotograf czuję się bardziej popularyzatorem nauki, niż fotografii (o ironio).
  12. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Mała uwaga uświadamiająca - kolor w zaawansowanej astrofotografii to jeden z najtrudniejszych aspektów pracy. Czy to RGB, czy narrowband - to generalnie rzeźnia. Dużo łatwiej zrobić zdjęcie mono, czy stonowane. Ja na swoim poziomie na barwę i jej intensywność patrzę dokładnie tak samo, jak na wydobywanie innych elementów ze zdjęcia (ciemne detal np.). Uwidocznienie słabego koloru z mgławicy jest dla mnie challengem i bardzo ważnym elementem warsztatu. Nie koloruję zdjęć (czyli nie dodaję fioletu do mgławicy, żeby była bardziej oczojebna). To tak dla jasności w kwestii koloru moich zdjęć. Można tego nie akceptować - nie ma przymusu Nie sądzę, żeby istniało coś takiego jak "aprobata". To trochę megalomańskie podejście (faktycznie je obserwuję tu i ówdzie), że mamy jakieś prawo do pozwalania/nie pozwalania, czy delikatniej mówiąc "aprobaty". Możemy jedynie inspirować innych swoimi pracami, a to oznacza, że powinniśmy dyskutować tylko o swoich pracach, ew. o pracach, które "źle inspirują" (choć ja tak nie uważam). Dotykasz tu zupełnie innej kwestii - czyli zrobienia czegoś wbrew sobie, może nawet wbrew etyce (to też jest względne), żeby tylko zarobić, do tego na kontrowersji (pedofilia). Szczerze, tego typu twórczości nie lubię. Zarabianie na niskich emocjach jest słabe i godne piętnowania. Ale... nadal zrobienie takiego dzieła może być wartościowe, przełomowe i wysokiej jakości. Wszystko zależy od intencji i umiejętności twórcy. Ta dziwna M31 na desktopie nikomu krzywdy nie zrobiła, a wręcz przeciwnie, pewnie wielu ludzi skusiła do zerknięcia na kosmos i pogooglowania. Zaś źle napisana książka o pedofilach może zrobić komuś krzywdę To jednak zupełnie inna waga problemu. A to, że swoje książki dostosowujesz do odbiorcy, żeby ktoś je mógł kupić - nic w tym złego i znowu - to nie musi oznaczać, że wydasz coś tragicznego jakościowo. Ja osobiście uważam, że to jest mit (wydawanie gówna, które sprzedaje się masowo). Tak krytycy-zazdrośnicy oceniają prace, które sprzedały się w milionach sztuk i oni tego nie kumają, wszak ich wspaniałych dzieł nikt nie kupuje ("ból dupy"). Tu byłbym ostrożny w wyciąganiu jakichkolwiek racjonalnych wniosków i mówię to jako absolwent Akademii Fotografii. Są ludzie, którzy nie zdążyli się przystosować do tempa zmian (shift paradygmatu) i po prostu nie nadążają. Kiedyś wystarczył warsztat żeby zrobić coś i być za to docenionym, a dzisiaj warsztat zniknął, więc trzeba zaoferować znacznie więcej. Paradoksalnie poziom dramatycznie wzrósł i już samo poprawne, czy nawet genialne techniczne zdjęcie nie wystarczy do zbudowania szacunki, czy nawet zarabiania. Poza tym nastąpiła znaczna demokratyzacja, więc fotograficy mają dzisiaj ogromną konkurencję. Ja osobiście uważam, że to dobrze - wierzę silnie w demokratyzację. Samo narzędzie nic za ciebie nie zrobi. Ołówek ma każdy w domu i generalnie potrafi się nim posługiwać. Niewielu jest w stanie zrobić z niego dzieło na widok którego masy ludzi uklękną, a jeszcze inni zapragną go kupić. Podobnie ze znajomością alfabetu nie zrobi z nikogo pisarza. Jeżeli astrofotografia spowszednieje, to jej siła inspiracji również wzrośnie. Wielu nowych ludzi zainteresuje się kosmosem, a więc i pośrednio nauką. Oby tak się stało.
  13. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Jeszcze jedna rzecz mnie uderzyła w tych ostatnich postach - skojarzenie, że "rynek" to jest coś gorszego, wręcz "upadek" jakości. Absurdalne założenie. Zastanawiam się, z czego ono w ogóle wynika? Przecież rynek to my, odbiorcy i naszej potrzeby (wszystkie - dosłownie). Serio mnie to zastanawia, bo od dziecka zawsze uważałem, że robienie czegoś komercyjnie zawsze podnosi poziom i wymagania wobec nas i naszej pracy. Jak robię sobie sprzęt dla siebie, to na wiele elementów mogę przymknąć oko (nie musi być piękne i dopracowane) - jak ten sprzęt skieruję na rynek, to musi być tip-top, do tego pięknie zaprojektowany. Jak piszę tekst dla siebie (do pamiętnika), to mogę olać błędy stylistyczne - ale jak wydam to jako książkę, to muszę dramatycznie podnieść jakość utworu. Jak robie sobie astrofotkę dla siebie na dysk, to wiele aspektów jakościowych mogę pominąć, bo cieszy mnie sam proces, a nie super-hiper-dopracowanie - jeżeli wystawię to zdjęcie w Astrography komercyjnie, to... nie ma litości, muszę dołożyć wiele kolejnych godzin, żeby zdjęcie dopracować w każdym pikselu, każdym detalu, muszę zrobić wiele proofów, wydruków próbnych, żeby być pewnym jakości. Mógłbym tak bez końca. A to, że na rynku znaleźć można też badziewie, to nie świadczy o przedsiębiorcach, tylko o konsumentach, którzy to badziewie od nich kupują. Ja w RYNKU widzę profesjonalizm, a więc i jakość.
  14. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Jak ci się takie podobają, to niestety będziesz musiał otworzyć własną galerię Ja bardziej preferuję tego szkicownika. Pewnie wielu by się tu do niego przyczepiło, że niezbyt dokładnie odwzorował topografię nieba, ale mi się podoba.
  15. Adam_Jesion

    Kasa nie zrobi z Ciebie astrofotografa

    Ok, wracamy. Spróbuję skwantyfikować dyskusję do najmniejszego składnika. Wybacz uproszczenie, ale tak będzie łatwiej zrozumieć to, o co pytasz. Ja napisałem, że "każdy ma prawo w życiu robić, co lubi" (w kwestii fotografii jako takiej). W międzyczasie pojawiło się zdjęcie M31 z desktopu MacOS'a. Dziki odpisał, że sam z radością by takie zrobił, jakby mu apple zapłaciło 100K dolarów. Ty napisałeś "chyba żartujecie" - oraz zaapelowałeś o wyjaśnienia. Pytanie: dlaczego Dziki miałby nie zrobić takiego zdjęcia i czemu? Ale jeżeli chodziło ci tylko o manifestację faktu "nie podoba mi się takie zdjęcie" - to nie ma tematu. Masz prawo nie lubić i nic nikomu do tego. Mi też się nie podoba i dla siebie takiego zdjęcia raczej nie zrobię (raczej, bo człowiek się starzeje i demencja różne rzeczy może z nami zrobić), ale w żaden sposób nie wywołuje to we mnie emocji i chęci zastanawiania się, dlaczego "Dziki" nie powinien takiego zdjęcia zrobić (czy ja - jeżeli Apple przyjdzie i zamówi). Puentując - chciałbym tylko przekazać potrzebę większej tolerancji na ludzkie odmienności. Nie powinniśmy zakładać, że nasz sposób patrzenia na kosmos i astrofotografię jest jedynym prawidłowym i inne powinny zostać spalone - niezależnie od tego, jak bardzo nam się to nie podoba. To chciałem przekazać postem, który zacytowałeś i do którego się odniosłeś. PS. W Astrography.com wkrótce otwieram nowy dział plakatów - Space Art. Tam to w ogóle jest odlot kreatywny Gwiazdy, planety, mgławice - bywa, że wymieszane na bliskich orbitach
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.