Skocz do zawartości

Piotr K.

Społeczność Astropolis
  • Zawartość

    121
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

96 Neutral

O Piotr K.

  • Tytuł
    Regulus

Ostatnie wizyty

904 wyświetleń profilu
  1. Piotr K.

    "Taniec" EQ3-2 i co z nim zrobić :)

    Ha!! Dokładnie to samo mi przyszło do głowy, bo o tym, że istnieje coś takiego jak PEC wiem już od jakiegoś czasu Myślałem, żeby przyczepić jakiś "czujnik obrotów" na drugą stronę wału RA (tam, gdzie zwykle się przyczepia pokrętło mikroruchów), żeby na bieżąco sprawdzał szybkość obrotu wału, i słał feedback do silnika. Czyli coś w rodzaju guidingu, tylko że na wcześniejszym etapie. Rozwiązanie czysto software'owe też mi przyszło do głowy, ale nie bardzo wiedziałem, skąd taka korekta będzie "wiedzieć", w jakim miejscu sinusa akurat znajduje się wał RA. Enkoder pewnie by to załatwił - ale jak to rozwiązać od strony technicznej i programowej to nie mam pojęcia, bo się na tym nie znam Poza tym sterownik EQ3-2 to "zwykła" elektronika, w sensie, że tam się chyba nie da nic zmienić programowo. Trzeba by chyba zrobić nowy sterownik, programowalny, a jak już robić sterownik, to chyba warto od razu zamontować inny silnik, może nalepiej tak jak to zrobił @lkosz w swojej wersji, czyli bez żadnego przełożenia - wał silnika bezpośrednio podpięty do wału RA. Ja sobie z czymś takim nie poradzę, dlatego z ciekawością obserwuję jego wątek, i zbieram kasę na ewentualne zamówienie (o ile będzie chciał ze mną gadać z powodu mojego niedawnego czepialstwa ). Oczywiście najmniej pracochłonnym i w pełni dla mnie wykonalnym sposobem jest po prostu założenie standardowego guidingu (nawet już dolutowałem kabelek ST-4 i kupiłem kamerkę, tylko pogody brak), ale jednak im mniej kabli i sprzętu, tym lepiej.
  2. Piotr K.

    "Taniec" EQ3-2 i co z nim zrobić :)

    Jakiś czas temu przeprowadziłem sesję testową jeszcze raz - tym razem wskazówka kręciła się w płaszczyźnie poziomej. Napęd zamontowałem w imadle, imadło przykręciłem do deski do krojenia, a deskę obciążyłem przeciwwagami montażu Było stabilnie (fotki poniżej wykresu). Tak jak poprzednio, sesja trwała godzinę, składała się z 240 klatek trzaskanych co 15 sekund na czasie 1/60 s. Wszystkie klatki wrzuciłem w GIMPa, i na kolejnych klatkach mierzyłem odległości pomiędzy położeniami najmniejszej czarnej kropeczki na końcu wskazówki. Wartości są w pikselach - średnia odległość to ok. 90 pikseli, zakres od ok. 87 do ok. 94 px, plus dwa ekstrema 96 i 101 px. Czerwone kreski to kadry w których wskazówka przechodzi przez arbitralnie przyjętą "godzinę 12", czyli początek nowego cyklu obrotu. Jak widać, wychodzi piękna cykliczność, choć zmienność jest o wiele mniejsza niż w poprzednim przypadku. Brak ostrych skoków może mieć wg mnie dwie przyczyny - po pierwsze to, o czym pisał @cwic, czyli niestabilność napędu za pierwszym razem (całość mogła się kiwać gdy wskazówka była w pionie i przeważała w jedną lub drugą stronę), a po drugie - być może trybiki zębatek w napędzie inaczej ze sobą współpracują w położeniu pionowym, a inaczej w poziomym. Ten jeden ekstremalny pik w obecnych danych też interpretuję raczej jako jakiś przeskok zębatek niż wynik wstrząsu podłoża. Krótko mówiąc, ślimak ślimakiem, ale zębatki w napędzie też dodają swoje do PE w EQ3-2. Choć nie wiem, czy zarejestrowana zmienność w zakresie ok. 7 pikseli (ktoś łebski pewnie dałby radę wyliczyć jak te wartości przekładają się na zmienną prędkość kątową osi napędu...?) ma jakikolwiek wpływ na pojechanie gwiazdek na zdjęciach. Wahania na moim wykresie widać bardzo dobrze, bo zawęziłem skalę osi Y do 30 px (w sumie bardzo podobny proces do rozciągania zdięcia astrofoto ) - ale gdy skala jest od 0, to wahania ledwo widać. No ale zakładam, że jednak takie wahania mogą być istotne dla pojechania gwiazdek. Wniosek jest taki, że wg mnie warto spróbować założyć do EQ3-2 inny napęd, pomijający zębatki, i może się okazać, że EQ3-2 stanie się bardzo fajnym lekkim montażem do niezbyt długich ogniskowych. W sumie jak teraz o tym myślę, to wychodzi na to, że niczego nowego nie odkryłem - bo przecież np. paski w HEQ5 zakłada się właśnie po to, żeby wyeliminować błędy zębatek, prawda?
  3. Piotr K.

    M31 z starego Jupitera37a

    O kurczę, f/8 to już ciemnawo. Też mam takiego Jupitera (koleżka pożyczył), czekam na adapter umożliwiający podpięcie i wyostrzenie w Canonie, i będę działał. Na razie fociłem nim tylko z kamerką ASI120MM Mini, i efekty są ciekawe. Jak ustawiasz ostrość? U mnie na EQ3-2 wszystko się trzęsie (kamerka daje dość duże powiększenie), trudno trafić z idealną ostrością...
  4. Piotr K.

    ASI120MM Mini + APT 3.20 - zmienna jasność obrazu

    OK, dzięki, panowie. Strasznie mnie korci, żeby używać tej kamerki do obrazowania DSów ultra-lekkim setupem z obiektywem foto, i trochę się bałem, że nie da się zrobić prawidłowych darków. Ale z tego co piszecie wynika, że nie ma się czym przejmować Tylko ta cholerna pogoda...
  5. Piotr K.

    M31 z starego Jupitera37a

    Do ilu przymknąłeś tego Jupitera?
  6. Piotr K.

    ASI120MM Mini + APT 3.20 - zmienna jasność obrazu

    Hej, sorrki, że tak długo, ale dopiero teraz miałem czas przysiąść do kompów na dłużej. Odpowiadając na pytania: 1. W APT pływa zarówno jasność przy wyświetlaniu klatki w Live View, jak i jasność kolejnych klatek, zbieranych w ramach planu. 2. To samo dzieje się w APT w wersjach 3.20 i 3.57. Najnowszej wersji jeszcze nie ściągnąłem, bo pojawiła się jakoś na dniach. 3. Tak samo to wygląda na podglądzie 1:1 i Fit. Co ciekawe, ta zmienna jasność jest widoczna tylko w APT. Gdy zapisałem testowe darki (format .fits) jako tiffy w programie Regim, wrzuciłem te tiffy do GIMPa, rozciągnąłem je wszyskie tak samo (środkowym suwaczkiem w Levelsach z wartości 1 do wartości 4), to wszystkie wyglądają tak samo jasno. Tu animacja pokazująca zmienność jasności kolejnych darków w programie APT (robiłem zrzut ekranu po wczytaniu każdego darka po kolei w menu Img): A tutaj te same darki, tylko rozciągnięte w GIMPie i zapisane jako jpgi (to też jest animacja, tylko słabo to widać, bo darki są niemal identyczne): Jak widać, jasność darków się nie zmienia... Więc może to tylko APT nie do końca kuma fitsy z ASI120, i automatycznie grzebie przy jasności wyświetlania...? Tu jeszcze krótki filmik nagrany telefonem, z APT 3.57 ustawionego w tryb LiveView, kamera ustawiona na Highest Dynamic Range (bodajże gain 0, offest 2), czas ekspozycji 0,05 s. Widać, jak histogram skacze sobie w lewo i w prawo w kolejnych klatkach - a przecież tak nie powinno być? Przy ustawieniu dłuższych czasów jest dokładnie tak samo... https://we.tl/t-Hu9vlxwbfT
  7. Nie czepiam się, po prostu piszę co mi przychodzi na myśl, w kontekście uwagi Piotrka Guzika, że ludzie wolą cherry picking niż twarde dane. Dla mnie to zjawisko jest bardzo ciekawe, a Twoje wykresy wydały mi się dobrym przykładem, dlaczego tak może być - to wszystko Tak czy inaczej, jestem pełen uznania dla Twoich umiejętności obsługi baz danych, i rozumienia tych zagadnień Więc spoko - i sorrki, jeśli moje komentarze odebrałeś jako czepianie się, nie miałem takiej intencji
  8. Bardzo jestem ciekaw, czy to samo byś napisał, gdybyś to Ty był w sytuacji np. konieczności zrozumienia jakiegoś opracowania prawniczego. Albo innego, z dziedziny na której się nie znasz, i z którą nie miałeś wcześniej do czynienia. To się tak łatwo mówi "nauczyć się kilku nieskomplikowanych pojęć". Nieskomplikowanych dla kogoś, kto w danej dziedzinie siedzi, albo jest z nią w miarę zaznajomiony. Ale na świecie, oprócz statystyków, matematyków, fizyków i astronomów są jeszcze poeci, malarze, pisarze, kierowcy, piłkarze, ogrodnicy, hydraulicy i setki i tysiące innych profesji, dla których pojęcia, Tobie wydające się nieskomplikowane, są całkiem nowe i obce. Nie dlatego, że są to idioci, tylko dlatego, że po prostu specjalizują się w czymś innym. Oczywiście wszystko zależy od tego, do kogo chcesz ze swoim (wstępnym ) opracowaniem dotrzeć. Jeśli wystarczy Ci, że przeczyta je ze zrozumieniem ok. 10, góra 15 osób (a tak szacuję liczbę użytkowników AP, dla których takie opisane specjalistycznym językiem wykresy są jasne od pierwszego wejrzenia), to spoko. Ale jeśli chciałbyś, żeby zapoznała się z nim większa liczba ludzi, w tym sceptyków, to niestety trzeba wykonać troszkę wysiłku, i zastąpić pojęcia specjalistyczne słowami ogólnie zrozumiałymi. Założenie, że ludzie będą sami uczyć się myślenia abstrakcyjnego jest wg mnie totalnie nierealne - wg mnie dla większości kurs myślenia w miarę abstrakcyjnego kończy się wraz z zakończeniem lekcji matematyki w szkole podstawowej lub średniej. A potem jest tylko gorzej, bo zapomina się coraz więcej. Oczywiście. Ale jest różnica między napisaniem tego właśnie tak jak napisałeś w powyższym cytacie, czyli w sposób zrozumiały dla każdego normalnego człowieka, a sformułowaniem typu "W 79 przypadkach na 100 współczynnik korelacji wyniósł 0,7. Wyciągnięcie wniosków pozostawiam wam" (przykład wzięty z powietrza - nie wiem, czy jest matematyczno-statystycznie poprawny i równoznaczny niezbyt pewnej zależności ) . Niby to samo, a jednak nie - ktoś nie będący statystykiem niewiele zrozumie z drugiego zdania, nawet jeśli nie jest idiotą, którego trzeba prowadzić za rączkę. Dodatkowo, nawet jeśli ktoś w miarę kumaty zapozna się z definicjami pojęć używanych w opisie z nieznanej mu dziedziny, to jeszcze nie oznacza, że od razu zajarzy szerszy kontekst danego opracowania. To, że przeczytam sobie definicję percentyla, nie oznacza, że z automatu "poczuję" o co chodzi w Twoich wykresach. Wg mnie łatwiej jest autorowi opracowania, który zna temat i wie o co w nim chodzi, użyć słów pozwalających je zrozumieć każdej w miarę inteligentnej osobie, niż liczyć na to, że każdy odbiorca wykona wysiłek i przyswoi sobie kawałek wiedzy spoza swojej dziedziny, na tyle duży, żeby móc objąć dane opracowanie w szerszym kontekście. Wiem, ile mi zajmuje czasu zrozumienie najprostszych zasad rozliczania ZUSu. Droga przez mękę Mimo to, całkiem sporą liczbę zjawisk można opisać w prosty sposób. O ile się nie mylę, główny wniosek płynący z Twojego wstępnego opracowania jest taki, że w skali Polski brak wyraźnego trendu. I tyle. Jedno zdanie, które jest w stanie zrozumieć każdy. Oczywiście nikogo nie zmuszam ani nie namawiam, żeby koniecznie przestawiał swoje wyniki w prosty sposób. Zwracam tylko uwagę, że jeśli chcemy przekonać osoby sceptyczne do tego, że zachmurzenie jest mniej więcej wciąż takie samo, to należy to robić w sposób jak najprostszy, żeby ułatwić przekazanie najważniejszej idei, a nie zarzucać odbiorców stertą fachowych terminów, z dopiskiem "sami sobie zrozumcie, o co w tym chodzi". Bo efekt będzie odwrotny do zamierzonego - nie dlatego, że osoby sceptyczne trzeba prowadzić za rączkę, tylko dlatego, że fachowa terminologia nie dla każdego może być równie łatwo przyswajalna. Wg mnie zaoferowanie czegoś lepszego w zamian (czytaj - wyjaśnień skomplikowanych rzeczy pisanych językiem zrozumiałym dla większości) spoczywa na autorze opracowania, a nie na odbiorcach Ale oczywiście mogę się mylić (z 29% prawdopodobnieństwem ).
  9. Teraz to już jestem mądry, bo sobie doczytałem definicję O ile dobrze zrozumiałem, jest to wartość, dla której 15% danych ma wartość mniejszą, a 85% danych wartość większą. Ale tak od razu z głowy tego nie wiedziałem, i stąd moja konfuzja I to jest właśnie kolejny kapitalny przykład, dlaczego społeczeństwo nie ma zaufania do naukowców Ludzie chcą jasnych i prostych odpowiedzi, typu "Jest tak i tak", i koniec. Oczywiście udzielenie takich odpowiedzi, zwłaszcza dotyczących złożonych pytań, nie jest możliwe, bo na każdą rzecz składa się multum różnych czynników. A gdy zaczyna się to szczegółowo tłumaczyć, to społeczeństwo odnosi wrażenie, że tłumaczący coś kręci, kombinuje, i tak naprawdę to nie wie jak jest, tylko zasłania się ścianą skomplikowanego słownictwa, żeby ukryć swoją niewiedzę. Był kiedyś taki fajny rysunek Mleczki, jak jakiś lump z piwem gdzieś wyczytał czy usłyszał w TV, że naukowcy nie potrafią dokładnie określić odległości bodajże do jakiejś galaktyki, i komentuje w stylu "Tacy niby wielcy mądrale, a głupiej odległości nie potrafią zmierzyć" Ale dobra, dość tych dygresji To co piszę nie ma na celu podważania pracy kolegi @lkosz, staram się po prostu pokazać, dlaczego dane statystyczne mogą być odbierane jako niewiarygodne, i przegrywać z pojedynczymi, wybiórczymi przykładami. Ogólnie temat zmian w zachmurzeniu mnie interesuje, bo też odnoszę wrażenie, że jak zaczynałem z astro, czyli bodajże 4 lata temu, to było więcej pogodnych nocy niż na przestrzeni ostatniego roku-dwóch. Ale jak widać z danych - wcale tak nie jest. Choć możliwe, że informacje dla poszczególnych lokalizacji będą wyglądać inaczej. Fajne byłoby takie wieloletnie zestawienie zrobione nie dla całej Polski, tylko dla kilku wybranych miast (np. tych, które podaje domyślnie meteo.pl). To bardziej odpowiada naszym indywidualnym doświadczeniom. A tak swoją drogą, to ciekawe też jest, jak mają się dane opracowywane przez @lkosz do danych zaprezentowanych wcześniej przez @Piotrek Guzik i @szuu, z których z kolei wynika, że liczba dni słonecznych wzrasta...
  10. OK, dzięki za wyjaśnienia. Pisząc o objaśnieniach łopatologicznych, miałem na myśli coś takiego: Na zamieszczonym niżej wykresie widać zachmurzenie w kolejnych latach, podzielone na dwie kategorie - jedna to 0-25% nieba zachmurzone (czyli w zasadzie czyste niebo), a druga to 37,5-100% nieba zachmurzone. Widać, że średnio biorąc ok. 30% dni w każdym roku ma czyste niebo, a przez resztę czasu niebo jest zachmurzone. Widać, że nie ma jednoznacznego trendu wzrastania liczby dni zachmurzonych - jest cały czas mniej więcej tak samo (przy czym należy dodać, że dane dotyczą skali całego kraju łącznie - wyniki dla konkretnych, pojedynczych lokalizacji mogą być inne). i tyle, prosto jak krowie na rowie, żeby każdy w miarę ogarnięty człowiek był w stanie to zrozumieć, bez konieczności czytania kilometrów definicji. Jak pierwszy raz zobaczyłem zdanie "wykresy percentyli 13, 25, 50, 95, 100 dla zachmurzenia w oktantach", i zaraz potem jeszcze "interwał", to się załamałem (być może dla większości z Was to zdanie o percentylach i oktantach jest banalne i zrozumiałe natychmiast bez żadnego tłumaczenia, ale dla mnie nie I wydaje mi się, że dla większości ludzi również nie ). Pytania: 1. Czy dobrze interpretuję ten wykres? 2. Co to są za jednostki "K"? W zaznaczonym punkcie wartości wynoszą 68,9K i 130K. Nie sumuje mi się to ani do 100 (w przypadku procentów) ani do 365 (w przypadku dni).
  11. Po pierwsze dlatego, że dla większości ludzi bardziej przekonujące są pojedyncze, indywidualne przypadki, a nie "jakaś tam statystyka". Żerują na tym m.in. wszelkiej maści uzdrowiciele, podający w swoich pseudonaukowych książkach "dowody" typu "pani X. zadzwoniła do uzdrowicielki, skorzystała z energetyzującego dotyku przez telefon, i przeszedł jej ból głowy". To działa na wyobraźnię o wiele bardziej niż tekst typu "z badania przeprowadzonego na reprezentatywnej próbie wynika, że nie istnieje korelacja między energetyzującym dotykiem a bólem głowy". Pierwsza reakcja to "co mnie obchodzi jakaś statystyka, skoro wiadomo, że pani X. pomogło. Czyli to działa!". Są na to podatni nie tylko zwykli ludzie, niemający wcześniej kontaktu ze statystyką, ale także np. lekarze czy naukowcy na co dzień pracujący z danymi. Polecam książkę "Pułapki myślenia" Kahnemana, jest tam masa ciekawych rzeczy tego typu. Po drugie, jednym z powodów zaniku zaufania do nauki, statystyk itp. jest hermetyczny język, którym posługują się naukowcy. Opracowanie kolegi lkosz zamieszczone wyżej jest tego świetnym przykładem. Mam jakie-takie przygotowanie naukowe, a mało co z tego tekstu rozumiem. Musiałbym mocno przysiąść i zmusić się do wysiłku. żeby wyciągnąć z tego jakieś miarodajne wnioski. Przypuszczam, że dla osób uważających, że podanie kilku wyrywkowo wybranych przykładów jest wystarczającym "dowodem", takie szczegółowe opracowanie, bez łopatologicznego wyjaśnienia o co w tym chodzi, co tak naprawdę jest pokazane, i co z tego wynika, to kompletnie niezrozumiała papka, niczego nie dowodząca. Nie zrozumcie mnie źle - mam ogromny szacunek dla wiedzy i umiejętności osób potrafiących zrobić taką analizę, bo dla mnie te wasze Pythony to czarna magia Ale jeśli takie analizy mają kogokolwiek przekonać (prócz kilku fachowców, których i tak przekonywać nie trzeba), to niestety muszą być opisane w sposób zrozumiały dla każdego - mimo, że dla fachowców taki opis może się wydać banalny.
  12. Piotr K.

    Sterowanie do montażu paralaktycznego w osi RA

    Hej, a możesz napisać łopatologicznie, do czego konkretnie służą te przełączniki, pokrętło na obudowie i co się wyświetla na wyświetlaczu?
  13. Piotr K.

    Filtr jasnożółty a aberracja chromatyczna

    Achromaty mają jeszcze jedną przewagę nad tripletami - są lżejsze
  14. Hej, mam taką zagwozdkę z kamerką ASI120MM Mini podpiętą do APT w wersji 3.20: Gdy zakrywam obiektyw, żeby zrobić darki, to obraz z kamery jaśnieje - jest jaśniejszy niż tło nieba w lightach. Co więcej, ta jasność zmienia się w kolejnych darkach. Jedna klatka jest trochę ciemniejsza, następna trochę jaśniejsza, następna znowu trochę ciemniejsza, fluktuuje to sobie w miarę losowo, mimo, że gain i offset są ustawione wciąż na taką samą wartość. Zauważyłem też, że jasność obrazu zmienia się automatycznie, gdy utawiam ostrość w Live View w APT. Gdy gwiazdki są nieostre - obraz jest jasny, a gdy wyostrzam - jasność obrazu spada. Gdy przechodzę przez punkt ostrości, i gwiazdki znowu stają się nieostre, to jasność obrazu znowu wzrasta. Tak, jakby był włączony jakiś automat, który plinuje, żeby, nie wiem, kontrast (?) obrazu był jak najlepszy, albo żeby obraz miał zawsze podobną jasność. Ki diabeł? Przejrzałem wszystkie opcje w APT i w sterowniku ASCOM, ale nie widzę nic, co mogłoby powodować takie automatyczne zmiany jasności. Co ciekawe, w ASICap ten problem nie występuje - jasność się nie zmienia, tzn. przy ostrzeniu jasność jest zawsze taka sama, a jak zakryję obiektyw deklem, to klatki wychodzą czarne, a nie rozjaśnione. Ktoś ma jakiś pomysł co z tym zrobić? Przejrzałem forum ZWO w dziale "Cameras", wpisując w wyszukiwarkę "darks", ale nic tam nie ma o podobnym problemie...
  15. W przypadku atlasu nieba działa to dokładnie tak samo - to znaczy położenia poszczególnych obiektów względem siebie się nie zmieniają, zmienia się tylko to, co w danym momencie widzisz na niebie. Porównując do mapy drogowej - lokalizacja dróg wokół danego miasta jest zawsze taka sama (pomijając rozbudowy / przebudowy itp.), musisz tylko wiedzieć, czy jesteś przy Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie itp. Bo nie ma sensu patrzeć na mapę dróg wokół Wrocławia, gdy akurat znajdujesz się w okolicy Warszawy. To, jaki fragment nieba jest w danym momencie widoczny najłatwiej sprawdzić na obrotowej mapce nieba - ustawiasz sobie datę i godzinę, i w przezroczystym kółku widzisz te gwiazdozbiory, które w danym momencie są widoczne. Poszczególne rejony nieba / gwiazdozbiory są najlepiej widoczne w różnych porach roku - w lecie inne (np. Orzeł czy Strzelec), w zimie inne (np. Orion czy Byk) itd. I co roku to się powtarza. To trochę tak, jakbyś korzystając z mapy drogowej wiedział, że na wiosnę zawsze jesteś w okolicach Warszawy, w lecie przy Wrocławiu, jesienią przy Katowicach, a zimą np. przy Krakowie Krótko mówiąc - na obrotowej mapce nieba zgrywasz sobie datę i godzinę, patrzysz jakie gwiazdozbiory są w danym momencie widoczne, a następnie odnajdujesz te gwiazdozbiory w atlasie nieba (na początku jest tabelka z wypisanymi wszystkimi gwiazdozbiorami, i podane są numery stron atlasu, na których te gwiazdozbiory są pokazane) i obczajasz jakie się w ich obrębie znajdują obiekty do obserwacji. Aha, wklejanie pojedynczych zdjęć atlasu nie łamie żadnych praw autorskich - to jest tzw. prawo cytatu, które pozwala na zamieszczanie krótkich wycinków z dzieła w celach informacyjnych itp.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.