Jump to content

Alice

Społeczność Astropolis
  • Content Count

    1,291
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

1,110 Excellent

About Alice

  • Rank
    Arktur

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyna

Recent Profile Visitors

9,765 profile views
  1. A my właśnie jesteśmy do niedzieli w roztokach górnych u Emila, może jutro będzie pogoda w nocy to możesz się z nami kontaktować jest kilka osób
  2. Właśnie pogoda kapryśna.... Dziś mizerna przejrzystość a na kolejne dni zapowiadają burze także rewelacji nie ma, jest 6 osób lornetki głównie, jest jedną synta 14
  3. Z filtrem raczej. Natomiast w wizualu również warto, bo ja oglądałem już tranzyt ze Słońcem kilka stopni nad horyzontem (nawet mniej niż 6 chyba) i był świetny, długi i patriotyczne, polskie okrzyki w reakcji z zachwytu także słychać było w eterze
  4. Panowie od środy do niedzieli jestem w Roztokach u Emila jakby co. Może ktoś by chciał zawitać w Bieszczady?
  5. A ja Wam polecam polowanie w wizualu na tranzyty ISS przed tarczą Słońca, bo całkiem fajnie to wygląda. Polecam zarówno te nisko nad horyzontem, bo są dłuższe, jak i te wysoko, bo rozmiar ISS jest większy. A które są lepsze to ciężko nawet wybrać, trzeba samemu ocenić.
  6. Na szybko z głowy M13, M92, M3, M57, M27, M31, M103, M52, Gromada Podwójna, Gromada ET, M81+M82, M51 - choć będą nisko.
  7. Po kilku dniach jeżdżenia po piaskach (często za innym wozem) na 100% musiał być zapchany filtr powietrza. Nie ma opcji żeby po takiej jeździe w filtrze było przewiewnie. A silnik ryczał już wcześniej na tym podjeździe, działo się to stopniowo, aż w końcu samochód stanął mimo gazu w podłodze.
  8. Czy wie ktoś gdzie obejrzeć Iron Sky 2 ? Jakiś Netflix czy cokolwiek?

    1. Show previous comments  5 more
    2. Krzysztof z Bagien

      Krzysztof z Bagien

      E tam, jedynka była rewelacyjna :D

    3. astrokarol

      astrokarol

      Na swój sposób tak :D

    4. Alice

      Alice

      Dobry/niedobry, chodzi o to, że kiedyś obejrzałem pierwszą część i chciałbym po prostu dla formalności zerknąć co tam w fabule, jak się historia potoczyła. Film taki se, ale nawiązuje trochę do podboju kosmosu, polityki, ideologii itd.

  9. Czas napisać co nieco o obserwacjach południowego nocnego nieba. Można powiedzieć, że pierwsze spojrzenie na południową sferę nieba możliwe było już podczas lotu nad Atlantykiem, nocą. Mając miejsce przy oknie po lewej stronie często zerkałem na niebo. Co prawda Księżyc w dużej fazie przeszkadzał, ale za to fajnie podświetlał chmury i ocean. Nie mogąc się doczekać identyfikowałem najjaśniejsze gwiazdy południowego nieba, a przed świtem zaciekle próbowałem wyłuskać Obłoki Magellana. Niestety szyba, Księżyc i światła na skrzydle skutecznie to uniemożliwiły, no ale co tam. Wszystko przed nami. Pierwsze prawdziwe zerknięcie na południowe niebo było na pustyni podczas powrotu z Laguny Verde (dzień drugi). Niby spieszyliśmy się do hotelu w Copiapo, ale po zachodzie Słońca i mając widok gwiazd za szybami samochodu po prostu nie dało się nie zatrzymać choćby na trochę. Jeszcze nie było w pełni ciemno, a już dało się dostrzec Magellany. Momentalnie widzieliśmy, gdzie są trzy "krzyże południa": Crux (Southern Cross), False Cross i Diamond Cross. Droga Mleczna jakby nic sobie nie robiła z tego, że jeszcze było dość jasno. Świeciła bardzo wyraźnie. Musieliśmy jednak wracać i szykować się na dalszą drogę na północ Chile. Nadal wszystko było przed nami jeśli chodzi o niebo. Pierwszej nocy na Atacamie koło San Pedro (nocowaliśmy u Alaina, właściciela https://www.spaceobs.com/en ) warunki mieliśmy doskonałe. Droga Mleczna wyglądała świetnie nawet przez mocne okulary przeciwsłoneczne Nie będę rozpisywał szczegółowo nocek obserwacyjnych. Generalnie obserwowałem przez Fujinona 10x50, czyli na szeroko i słusznie jeśli chodzi o tamto niebo. Ba... największe wrażenie w ogóle zrobił na mnie nie widok Omegi Centauri, czy Cariny w 72 cm teleskopie z Ethosem i Paracorr'em, a widok Drogi Mlecznej ciągnącej się od horyzontu przez zenit, aż po drugi horyzont - okiem nieuzbrojonym. Kłębiła się jasnymi i ciemnymi obszarami jakby spokojnie mówiąc "ja tu jestem nr 1, jakby ktoś miał wątpliwości!". Ciemne mgławice na tym niebie to zupełnie inna bajka niż u nas. Przede wszystkim rozmiarowo. Na mnie największe wrażenie spośród nich zrobił Worek Węgla w Fujinonie. Wypełniał większość pola widzenia. Czysta czerń. A jak już przy Worku Węgla to ciekawie w polu 6,5 stopnia mieścił się na styk Krzyż Południa. Do największych "wow!" wstawiłbym także obrazek najjaśniejszego fragmentu Drogi Mlecznej, tego pomiędzy Laguną, a M7. Nawiasem mówiąc, czy ten konkretny obszar ma jakąś zwyczajową nazwę? Dalej M7 i M6 - dwie jasne, okrągłe plamy na niebie widoczne gołym okiem. Piękne w lornetkach i w Vixenie 2.1x42. Generalnie czesanie Mlecznej Vixenem było obłędne. Mnóstwo jasnych kłębów, ciemnych mgławic i gromad otwartych nabierało jakby "ostrości" względem patrzenia gołoocznego. Jednocześnie chciałbym napisać kilka słów niejako studzących emocje. Qbanos mówił, że niebo nie zrobiło na mnie wrażenia. To nie tak! Po prostu zobaczyłem to, czego się spodziewałem. Niebo zrobiło na mnie wrażenie. Chodzi mi o to, że z niektórych opisów i relacji z wypadów pod południowe niebo ktoś może wywnioskować, że to jest jakiś absurdalnie szokujący, nienaturalnie jasny, oszałamiający widok, od którego pochodzą wspaniałe zdjęcia pól gwiezdnych i jasnych mgławic. To nie jest tak, że to jest nagle jakiś cud. Droga Mleczna faktycznie jest o wiele okazalsza od jej części widocznej od nas. Jest faktycznie jaśniejsza, większa i po prostu nieporównywalnie ładniejsza. Ale to jest nadal wizual. Jasność powierzchniowa obiektów na południowej półkuli nie jest jakoś mega, giga, hiper-większa niż u nas M22 nadal jest tą samą M22, którą widziałem w Bieszczadach. M17, M16, nawet M20 i M8 także. Faktycznie, M7 i M6 o wiele lepsze, a kadr Cariny z NGC3532 boski! Odkąd go namierzyłem pierwszy raz tak po prostu co chwila do niego wracałem. Czegoś podobnego u nas człowiek nie uświadczy. Właściwie jak dla mnie to był najlepszy widok jeśli chodzi o 10x50. Nie dało się nim nasycić. Omega Centauri dała czadu przez Kowę 32x82, bez problemu widoczne pojedyncze gwiazdy. W 10x50 też spora, ale jednak tutaj co większy power to większy power. Centaurus A - w 10x50 nie jest to obiekt powalający na kolana, ale całkiem fajny. Bez żadnego przygotowania tylko po namierzeniu "na oko" od razu wiadomo z czym się ma do czynienia. Idąc dalej w sąsiedztwie nie sposób nie zaliczyć obiektu, którego z Polski chyba nigdy nie widziałem. Obiektu z katalogu Messiera... M83 - żaden problem, no może oprócz tego, że była w samym zenicie co wymagało lekkiej gimnastyki. Dla mnie południowe niebo to była po prostu powolna degustacja szerokich pól bez szczególnej identyfikacji konkretnych obiektów. Długo się lampiłem na rejon Czarnego Konia (czy też Fajki jak kto woli), ogromne ciemne obszary koło gwiazdozbioru Wilka, zestaw ciemnych mgławic pod Krzyżem Południa, czy rejon ogona Skorpiona. Światło Zodiakalne z Zatomia to trochę jak łuna od świateł auta z wielu kilometrów w porównaniu do tego jakie widzieliśmy Strzelało z horyzontu wysoko, wyraziście. Obłoki Magellana z kolei wieczorem znajdowały się dość nisko, szczególnie SMC. Magellany generalnie widoczne są jako duże jasne plamy na niebie. W lornetkach nabierają wyrazistości i zauważyć można sporo szczegółów. Jednocześnie nadal są to obiekty dość rozległe i o nie największej jasności powierzchniowej. Wymagają wyższego położenia nad horyzontem, aby pokazać się w pełnej krasie więc nie ma wyboru, trzeba lecieć na zaćmienie 2020 To co utkwiło mi mocno w pamięci to wrażenie, że można było zaobserwować bardzo dużą ilość bardzo krótkich meteorów. Czy to możliwe, że będąc bliżej równika zauważalnie zwiększa się ilość krótkich (pod względem długości liniowej) meteorów z powodu większego kąta wpadania w atmosferę? Podsumowując, Droga Mleczna królowała. Gołym okiem i przez lornetki. Nastawienie na szerokie pola okazało się słuszne na pierwszy wypad na południe. Na sam koniec podkreśliłbym jeszcze ten widok Cariny z gromadą NGC3532 w 10x50. Dla mnie lornetkowy hit obserwacyjny wycieczki. A tutaj widoczek z jednego z poranków, coś takiego gdzieś już widziałem, ale jakby hmm obrócone
  10. Oglądałem przelot o 23:06. Sojuz leciał na niebie kilkanaście stopni za stacją. Właśnie zastanawiałem się, czy w lornetce będzie się go dało oddzielić od ISS podczas następnego przelotu. Dokowanie do ISS było o godz. 00:50, a przelot nad Polską właśnie kilka minut przed dokowaniem. Dzięki Twojemu zdjęciu wiem już, że w 10x50 na 100% nie rozdzieliłbym tego punkciku od blasku ISS. W większym powiększeniu przez teleskop być może dałoby radę, choć to zawsze problemy z drganiami obrazu itd.
  11. Jeszcze parę fotek ode mnie. Będzie trochę o górach Wygląda jak mała górka, a jednak. Oblatana dwa razy, podczas lotu do i z Chile. Aconcagua z samolotu podczas podejścia do lądowania: Dobrze się sprawiła aplikacja Peakfinder do identyfikacji szczytów widocznych z wielu kilometrów. W drodze na Laguna Verde pod Ojos del Salado: Volcan Copiapo oglądany z Complejo Aduanero De Chile: Piękny był przez lornetkę: Będąc w Paranal dzięki doskonałej pogodzie mogliśmy obejrzeć fantastyczny Llullaillaco (192 km), gdzie zaledwie 20 lat temu archeolodzy natknęli się na bardzo dobrze zachowane zmumifikowane ciała trojga inkaskich dzieci sprzed 500 lat, które zostały złożone w ofierze... ESO samo chwali się widocznością góry z Paranal: https://www.eso.org/public/poland/images/eso-paranal-07/ Lornetka: W szerszym kadrze razem z Armazones, o którym wyżej pisał Krzycho: A to już droga powrotna z El Tatio. Volcan Putana i Volcan Colorado: A także znów Llullaillaco, tym razem z odległości 235km i z zupełnie innego kierunku: 10x większy: Jak widać w Chile nawet nie trzeba czekać na warunki do obserwacji dalszych niż rekordowe polskie dalekie obserwacje. Tam to po prostu jeden z wielu pogodnych dni, choć oczywiście nie zawsze tak było Poniżej widok na Cerro Toco. Zdjęcie anten ALMA, które wstawił Krzycho dobrze przybliża to co widzieliśmy na miejscu, byliśmy wyżej od płaskowyżu. Zrobiliśmy sobie krótki spacer po Atacama Cosmology Telescope. Nikt nas nie wyganiał, a jacyś (prawdopodobnie) pracownicy na miejscu byli. Trochę dziwne, że teren nie był jakoś wyraźnie odgrodzony od publicznej przecież drogi szutrowej na Toco, którą na co dzień turyści podjeżdżają na nawet 5300 m, aby zacząć wspinaczkę jak najwyżej. Będąc na miejscu cyknąłem także zdjęcie samego Cerro Chajnantor, na którym później dostrzegłem biały punkcik na samym szczycie. To najwyżej położony teleskop optyczny na świecie (5640 m n.p.m.) - TAO (University of Tokyo Atacama Observatory). Na razie jest to 1 m teleskop pilotażowy, a docelowo stanie tam 6,5 m teleskop. Nasz przewodnik z ALMA OSF powiedział, że Japończycy mają opóźnienia, ponieważ w zeszłym roku zatonął podczas huraganu statek przewożący jakiś ważny element 6,5 m teleskopu. Długo by tak jeszcze. Wulkany, wulkany... Jednym z celów na, który miałem cichą nadzieję przed wycieczką było zdjęcie Aconcaguy z miasta Valparaiso. Naczytałem się w internecie, że człowiek trzymający światowe rekordy w dalekich obserwacjach (Chilijczyk, Roberto Antezana) robił jej zdjęcia z wybrzeża tego miasta. https://laderasur.com/articulo/a-600-000-000-de-anos-luz/ Na takiej jakości widok nie liczyłem, ale chciałem chociaż zaliczyć kontur góry. Na miejscu okazało się, że jest widoczny dosłownie spod drzwi naszego hotelu Niestety zdążyłem zrobić zdjęcie tylko z wewnątrz przez szybę. Po wyjściu na dwór chmury już zlały się z horyzontem i kontur nie był widoczny tak dobrze. Podczas startu w locie powrotnym pogoda również dopisała. Można było się napatrzeć do woli na ośnieżone Andy. Na zakończenie jeszcze raz ona. Przelatywaliśmy bardzo blisko Dziękuję wszystkim uczestnikom i organizatorowi Kubie za tę wyprawę, była warta czasu i pieniędzy. Wszystko (no może poza zdobyciem szczytu Toco ) się udało, pogoda dopisała, widoki jak z innej planety, miejsca jakich trudno szukać w Europie, czy gdziekolwiek indziej, ciekawi ludzie południowe niebo. Po prostu Chile
  12. Kuba dzięki za zorganizowanie wycieczki i założenie tematu. Jak dla mnie zaćmienie rozwaliło system. Cała wyprawa obfitowała w mnóstwo ciekawych punktów, które już same w sobie tworzyły bajkę, a co dopiero całkowite zaćmienie Słońca. I to w takim miejscu jak La Silla. Chciałbym jakoś opisać widok krajobrazu i korony słonecznej, ale po prostu się nie da. Trudno określić co się działo wtedy ze światłem i cieniem. Kolorystyka dookoła była taka nienaturalna. Ponad oceanem od strony południowo-zachodniej tuż przed fazą "totality" widać było zbliżający się cień Księżca, a nad nim jakby zawieszona była taka jakby mgła, płynna granica światłocienia, popielata. Sekundy przed "Diamond Ring" już kątem oka można było dostrzec czarną jak smoła tarczę księżyca, ale jeszcze mocno przeżarzoną przez ostatnie skrawki tarczy słońca. Wtedy patrzyłem już gołym okiem bez filtrów. Diamond Ring - czad. Trwał tak krótko, ale wydawało mi się jakby wieczność. Widocznie skutek wyczekiwania na pełne "totality". Potem już nie wiedziałem gdzie patrzeć. Czy na Słońce, czy na cienie w atmosferze, czy szukać planet i gwiazd. Widok jak dla mnie totalna miazga. Kolory atmosfery jakich nie widziałem nigdy. Na górze prawie ciemność, a dokoła nad horyzontem pomieszane: czerwień, niebieski, żółty, popielata "mgła". Za nami nisko nad górami Jowisz, a pod Słońcem Wenus. Dostrzegalne były też bez problemu najjaśniejsze gwiazdy, ale w takiej chwili po prostu nie da się marnować czasu na ich identyfikację. Spojrzenie przez 10x50 na koronę i kolejna miazga. "Streamery" rozciągały się w całym polu widzenia, a korona o wiele jaśniejsza niż na załączonych wyżej zdjęciach. Jasna jak na zdjęciach HDR. Niezwykłe jak specyficzną rozpiętość tonalną ma ludzkie oko. Protuberancje na dole tarczy pięknie widoczne, ale o wiele jaśniejsze niż na zdjęciach, nie tak kontrastowe, bledsze. Najbliższe odzwierciedleniu tego widoku są zdjęcia HDR, ale i tak nie do końca pokazują to w sposób w jaki widzi oko. Tak samo zdjęcia w szerokim kadrze. W zupełności nie oddają wrażenia "na żywo". Nie oddają ani kolorów, ani skali obrazu. Zaćmione Słońce zdaje się nagle być ogromnym. Czarna dziura w niebie otoczona koroną. Jak ktoś się zastanawia, czy opłaca się lecieć zobaczyć TSE choćby na końcu świata to wystawiam gwarancję zadowolenia (bez gwarancji pogody oczywicho). Podsumowując: mnie zamurowało, nigdy nie byłem świadkiem czegoś tak wspaniałego. Gratki dla wszystkich, którzy wybrali się na to zaćmienie, ponieważ pogoda chyba w całym rejonie była idealna. Kilka fotek ode mnie: W drodze z Vallenar do La Silla - obserwatorium widoczne już z autostrady: Farmy fotowoltaiczne koło La Silla: Coraz bliżej góry: To miejsce wybraliśmy na rozstawienie sprzętów: A taki widok: Miał każdy, kto udał się na zwiedzanie 3.6 m teleskopu: I widok z góry na nasze miejsce: Pacyfik w chmurach: A teraz rzut oka na sąsiednie (27km) obserwatorium Las Campanas: Gdzie stoją bliźniacze Teleskopy Magellana: Z kolei na tym wypłaszczeniu wkrótce zbudowany zostanie jeden z trzech "wielkich teleskopów przyszłości" - GMT: W międzyczasie przyleciał prezydent Chile (ten z czerwonym krawatem). A na drugim planie dyrektor ESO. Dzień mijał, a zaćmienie coraz bliżej. Sprzęty od rana w gotowości: A to już tylko chwile przed zaćmieniem. Na oceanie widoczny nadchodzący cień Księżyca, czyli mówiąc wprost nasze zaćmienie. Oczywiście zdjęcie w ogóle nie oddaje tego co widziały na żywo oczy. Jeszcze raz cień: I coraz bliżej: A to już sekundy przed "Diamond Ring", a właściwie to już to: I "totality": Te zdjęcia to kompletne dno i żenada w porównaniu do tego co było widoczne naocznie. Skala, rozpiętość tonalna oka, głębia kolorów - to parametry których aparat nie uchwyci, dlatego nie pytać tylko lecieć.
  13. To był najpiękniejszy widok jaki widziałem w życiu. Gra światłocienia jest nie do opisania. Naoglądałem się masy zdjęć wcześniej, ale gdy to zobaczyłem na żywo po prostu mnie zamurowało. Nie da się tego ani sfotografować, ani opisać w sposób, który przekaże te odczucia. To trzeba zobaczyć Nadal jestem myślami z tamtymi chwilami w La Silla. Będzie co wspominać...
  14. Jesteśmy właśnie w Vallenar, jutro ruszamy do obserwatorium La Silla na zaćmienie. Prognozy na razie bardzo dobre. Oby tylko udało się dojechać na miejsce Tutaj media trąbią o zaćmieniu non stop, wygląda to tak doniośle jak jakieś święto narodowe.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.